Cała ta sytuacja z nałożeniem się remontu na śmierć Ojczastego i perturbacje z pogrzebem spowodowały, że nie sposób normalnie przejść przez żałobę. A przecież - aczkolwiek spodziewaliśmy się - szok jest zawsze. Dopiero teraz, po 2 tygodniach, zaczyna to ze mnie schodzić i jest tak, jak po śmierci mamy, kiedy ni z tego ni z owego zaczynałam płakać w tramwaju czy na ulicy. Jakaś myśl, jakieś skojarzenie i leci. Nawet nie chodzi o to, że odszedł, bo to już i tak od dłuższego czasu była jedynie wegetacja - chodzi o to, że odeszła w ten sposób cała rodzinna przeszłość. Jest to tak nieodwołalne i tak straszna jest ta świadomość. Że ktoś żył, był i koniec, i już nigdy.
I teraz nagle znajduję w knihobudce tę książkę, czy ktoś mi ją specjalnie podrzucił?
Philip Roth to wiadomo - Kompleks Portnoya i słynna wątróbka 😁 Ciekawe, co się z nim stało, bo w domu nie ma. Może Ślubny zabrał. Mam jakieś Wzburzenie w serii Nike. W każdym razie nagle coś tak kompletnie różne. Tak osobiste (choć zawsze pisał o sobie). Tak brutalnie szczere. Tak intymne. Tak wzruszające. I tak blisko tego, przez co ja przeszłam. Przyszło do mnie nie wiem od kogo i już zostanie.
Początek:
Koniec:
Wyd. Czytelnik, Warszawa 2007, 212 stron
Tytuł oryginalny: Patrimony. A True Story
Przełożył: Jerzy Jarniewicz
Z własnej półki
Przeczytałam 27 lutego 2026 roku
Najnowsze nabytki
Nazbierało się nowych nabytków. Ostatni raz o nich pisałam 8 lutego, więc minęły trzy tygodnie. Jak widać, sporo tego, aczkolwiek ani głowy nie miałam do przeglądania, więc nie jest powiedziane, broń Boże, że one wszystkie zostają. I dziś też ich nie przejrzę, bo ciągle sprzątam. Ot, brałam, co w rękę wpadło i tyle. Nawet jedna czeska była. Hołowni oczywiście nie poważam, ale może tam ciekawie ludzie będą coś mówić? Bo z okładki wiem, że chodzi o reakcje na ból i stratę.
Z boku stoją Ekspresy Reporterów, których już trochę nazbierałam i tak, będę czytać, zobaczymy, o czym się w PRL-u pisało.
A poniżej osobno książeczki, które nie mają tytułu na grzbiecie.
Ale na dziś to nie mam pojęcia, co teraz wziąć do czytania, tak jestem okrutnie wymęczona.
Skończyło się.
Wcześniej było tak:
A jest tak:
Czyli co, tu zaszła zmiana? Tak, dwie:
1/ narzędzie widać spadło na podłogę, bo jest poharatana jedna płytka, więc będę już miała do końca pamiątkę po wymianie pionu
2/ u góry po lewej stronie widnieje KRATKA. Mianowicie kominiarz podczas kontroli zadysponował, że ma tam być. Otóż 35 lat nie było ani kratki w WC ani mowy o tym, że miałaby być - a nagle niezbędna.
Tak więc mogłabym powiedzieć, że zapłaciłam 2 koła za kratkę w WC. Bo przecież reszta jest tak, jak była przed dwoma tygodniami.
Znaczy prawie, bo dekoru sprzed lat nie ma. Pies z nim tańcował.
No i teraz można by uznać, że cisza, spokój, odpoczynek. Ale nie - przecież ja jestem żaba gotowana w coraz gorętszej wodzie! Nastawiłam rano pranie i sięgam po nowe ręczniki na zmianę, na półkę w łazience. A tam - jedne tylko mokre okazują się, inne dodatkowo śmierdzą taką wstrętną stęchlizną. Kuźwa, te trzy półki też były zalane!!! I nie wiem, kiedy? Być może w zeszłą sobotę, co to sąsiadce z góry puściła uszczelka pod brodzikiem i lało się u mnie w pokoju. A być może jeszcze wcześniej?
Chodzi teraz trzecie pranie, więcej dzisiaj już nie zrobię. Modlę się tylko, żeby te ręczniki nadawały się do użytku, jak tak się kisiły tydzień... Zakup nowych raczej nie wchodzi w grę w obliczu sytuacji (od teraz zostaję na gołej emeryturze czyli zaczyna się sięganie do kupki). Ale o finansach to może kiedy indziej.
Był taki piękny dzień i tak bym sobie gdzieś poszła... no to nie, muszę pilnować pralki i suszarki.








Stos wielki, oby okazał się ciekawy! ja zamawiam online na wyprzedaży, ale tez niektórych nie czytam do końca, no nie...
OdpowiedzUsuńKratkę w ubikacji mamy od zawsze, kafelków nie mam, więc w razie wymiany pionów łatwiej.
Oby ręczniki wyprały się koncertowo!
U nas od zawsze są kratki w kuchni i łazience, skąd im się nagle wzięła w toalecie...
UsuńMoże gdyby ktoś sporo gazów po grochówce wypuścił...
UsuńMyślisz, że były precedensy? 😂😂
UsuńOj, ta skisłość może niestety wychodzić po czasie, może dodaj do proszku do prania sody oczyszczonej, ona zabija zapachy?
OdpowiedzUsuńJa niestety po 6 latach nadal nie do końca uwierzyłam w śmierć mamy, nie wiem nawet jak to opisać, dziwne takie uczucie jakby wyjechała, ale wróci. Nie mam poczucia, że to na zawsze, choć rozum to wie przecież. Po jej śmierci naznosiłam z biblioteki książek o stracie, żałobie, o kant d... potłuc nie przydały się. Z jednej tylko bon mot mi został w głowie, że znikła oto bezpieczna ściana oddzielająca mnie od śmierci.
Łzy już wypłakałam, i teraz jest gorzej, bo jednak przynoszą ulgę.
Nie strasz... Obwąchałam te wczoraj wyprane, niby jest OK...
UsuńTakiego uczucia nie miałam. Od śmierci mamy minęło 9 lat, ale myśli o tym, co mogłam lepiej (czyli wyrzuty sumienia) ciągle są i pewnie będą do końca.
Mnie się na okres żałoby trafiła bardzo dobra lektura w postaci "Bliskich" Annie Ernaux. I "Rzeczy, których nie wyrzuciłem" Marcina Wichay wtedy przeczytałem.
OdpowiedzUsuńDobre łupy. W sumie nie rozumiem po co ludzie tam u ciebie kupują książki, skoro nie chcą ich trzymać w domu. Z biblioteki przecież można skorzystać za darmo, a taki Pamuk czy "Kolej podziemna" pewnie jest w niejednym bibliotecznym księgozbiorze.
Tę drugą znam, czytałam wcześniej.
UsuńNiczego już szukać w tych tematach nie będę - tak specjalnie. Jak się trafi, to będzie i tyle.
Nie wiem. Są przecież ludzie, którzy nigdy z biblioteki nie korzystali i nawet nie wiedzą, gdzie jest (że na osiedlu). Może nie lubią brać do rąk rzeczy, które wcześniej dotykali inni. Albo książkę dostali. Albo kupili i doszli do wniosku, że wracać do niej nie będą jednak.
Plus oczywiście likwidacja mieszkania, ale wtedy by się pojawiło na raz więcej.
Ja miałam taki okres w życiu, dośc długi, bo od studiów gdzieś do czterdziestki, że nie korzystałam w ogóle z bibliotek, tylko kupowałam książki. Jest to kompletnie beż sensu, bo maky procent jest wart, by je zostawić, większość to jednorazowa lektura, przede wszystkim kryminały (tylko kilku wybrańców, np.Agatkę, Waltariego, Håkana Nessera uznaję za godnych leżenia na moim regale)
UsuńWichy serdecznie nie znoszę, wkurzyła mnie ta książka. Jemu pewnie ulżyło, mnie znudziło. Ale dużo zachwytów czytałam (choć widzę teraz na Lubimy Czytać sporo opinii, pod którymi mogę się podpisać)
UsuńJasne, do mnie Ernaux tez przyszła sama.
UsuńA zmieniając temat: jak idzie kompletowanie mojego pudelka z książkami? Może ogarniemy wysyłkę w kwietniu, zrobisz mi prezent na urodziny? :D
Co ma iść? Leżą sobie, pewnie nieźle zakurzone po tym, co się tu działo 🤣
Usuń=> Agata
UsuńBo jesteś asertywna. A mnie jest każdej książki szkoda i wszystkie najwyraźniej są godne leżenia u mnie 🤣
Zastanowiwszy się: to przemawiają względy praktyczne - że są pod ręką, gdyby mi się zachciało po nie sięgnąć.
Oraz niepraktyczne - że zabierają miejsce, którego brak.
😁😁😁
Zakończenie książki Rotha zabrzmiało mi dość groźnie- trochę jak klątwa. Są przecież ludzie / a jest ich niemało!/, którzy muszą odciąć się od toksycznych rodziców, żeby wreszcie móc normalnie żyć.
OdpowiedzUsuńNo chyba że coś źle zrozumiałam.
To zakończenie raczej jest zbyt patetyczne - w porównaniu z resztą powieści, która relacjonowała ostatnie lata ojca unikając wielkich słów. To symboliczne przyjście ojca w całunie we śnie... syn zastanawiał się, czy go pochować w garniturze, ale postanowił nawiązać do żydowskości ojca, choć ten nie był zbyt religijny. Ojciec dał mu reprymendę - tak, nawet jak jesteśmy mocno dorośli, ciągle zostajemy dziećmi.
UsuńWzrok mnie moze myli ale widze ze nie pomalowali sufitu toalety. Kratka to moim zdaniem wentylacja a czemu miesci sie za drzwiczkami to dziwne. Jeszcze czego innego sie uczepie - wydawalo mi sie ze mialas gdzies w mieszkaniu, chyba za ksiazkami zawilgocona sciane - naprawili ?
OdpowiedzUsuńToaleta wyglada pieknie i swiezo, wprost ZACHECAJACO - gratuluje.
Nie pomalowali sufitu- no tak, bo prawdziwy REMONT dopiero przede mną 😢
UsuńFacet z ekipy od wymiany pionu mi tylko zrekonstruował rozwaloną przez nich ścianę.
A teraz muszę znaleźć kogoś, kto zajmie się resztą. Sufity podwieszane w toalecie i łazience - może wystarczy kilkakrotne pomalowanie po tych wszystkich zalaniach? Mam nadzieję, bo jeśli je trzeba będzie zrobić na nowo, to się nie pozbieram.
Pokój obok łazienki cały do zrobienia. Ta zagrzybiona ściana - przed malowaniem do odgrzybienia, na początek.
Należałoby to robić JUŻ, ale absolutnie nie mam siły. Nie mam siły nawet zająć się szukaniem kogoś do tej roboty.
Coś mi wygląda na to, że przed majową Pragą nic nie zrobię...
"Nawet nie chodzi o to, że odszedł, bo to już i tak od dłuższego czasu była jedynie wegetacja - chodzi o to, że odeszła w ten sposób cała rodzinna przeszłość. Jest to tak nieodwołalne i tak straszna jest ta świadomość. Że ktoś żył, był i koniec, i już nigdy."
OdpowiedzUsuńPozostają wspomnienia. Pocieszę cię, że pozostanie (choćby dla twojej córki) ten blog.
Miałem pomysł, żeby nagrywać i fotografować bliskich w podeszłym wieku. Prosić i rejestrować ich wspomnienia, póki jeszcze są wśród nas. Taki elektroniczny pamiętnik niesiony przez pokolenia to jest coś! Wyobraź sobie, że za 300 lat ktoś to odtworzy, obejrzy, wzruszy się, rozbawi. Taka perspektywa moim zdaniem dodaje sił. Powoduje, że nie żyje się na darmo.
Pozdrawiam - Nieryba
@Nieryba - Ktoś odtworzy za 300 lat? No nie wiem, już teraz niewielu ma możliwość odsłuchać kasety magnetofonowe, mało kto otworzy dyskietki, a już te 5" to zupełnie... Szpule z taśmami magnetofonowymi? Ja już nawet nie pamiętam kiedy taki widziałam. Więc za 300 lat... 😉😄
UsuńTo samo pomyślałam, co Aśka...
UsuńChyba tylko słowo pisane ma jakąś szansę przetrwania. W końcu istnieje od wieków.
Jeżdżąc do Dżendżejowa czasem wyciągałam Ojczastego na jakieś wspominki i nagrywałam to. Przydało się, gdy pisałam tę mowę pogrzebową, bo sobie niektóre odsłuchałam.
Właściwie to gdy zapadła decyzja, że zabiorę go do siebie, myślałam, że ten zbiór filmików się mocno wzbogaci, tymczasem wyszło inaczej. Nawet w pewnym momencie powiedział, że "przecież myśmy sobie już wszystko powiedzieli". Nie całkiem tak było, no ale.
Umówiliśmy się z dwoma kuzynami, że przyjadą do mnie i sobie część tych nagrań skopiują, bo są zainteresowani historią rodziny, a u nich w domu pewne rzeczy były tabu (są z drugiego małżeństwa brata Ojczastego, który został z tego powodu - rozwodu - wyklęty 😉).
Zapisujemy audio jako mp3 (w dobrej jakości) na odtwarzaczu mp3 i liczymy, że ktoś to poniesie dalej i że odtwarzacz nie zepsuje się. Format mp3 będzie istniał długo a jakby co to są konwertery. Ewentualnie dołączamy do tego wersję papierową na dobrej jakości papierze i mamy kronikę domową.
UsuńPozdrawiam - Nieryba
Odtwarzacz mp3 trzeba czasem (nie wiem jak często) podłączać do komputera i sprawdzać. Tymczasem warto dla bezpieczeństwa pchnąć te dane w jakąś bezpłatną chmurę (google?) jako kopię zapasową pozostawiając w notatkach kontakt.
UsuńPozdrawiam - Nieryba
Odtwarzacz mp3? Ani nie mam 😂 i nie planuję mieć już. Zresztą ja mówię o filmikach, bo takie nagrywałam z Ojczastym. Co sobie z tym zrobią kuzyni, to ich sprawa. Moje zejdą z tego świata, bo i rodzina zmierza ku końcowi...
UsuńChętnie chwyciłabym te przepisy na jajka. Moje ostatnie odkrycie to minutowa jajecznica w piecyku na microfale. Ślubny zafascynowany reklama telewizyjną kupił Um tak intensywnie pachnacy, że nie da się nosić upranych rzeczy, ale na takie ręczniki by pasowalo.
OdpowiedzUsuńJeszcze tam nie zajrzałam, ale autorem jest Dębski, a znam już dobrze jego książki nacelowane na jeden rodzaj jedzenia... Przepisy są zazwyczaj a' la lub po - różnią się dodaniem tu kaparów, a tu koncentratu pomidorowego 😁 Byle tylko nazbierała się ich masa. Choć oczywiście można z tego i owego skorzystać.
UsuńOmlet po genewsku? Proszę bardzo: dwa banany wymieszać z dżemem morelowym, kieliszkiem rumu i poddusić. Nałożyć nadzienie na usmażony omlet. A może jajecznica po sułtańsku? Nieeee, nie będę Cię katować 🤣
Ph. Roth - Kompleks Portnoya - oczywiście.
OdpowiedzUsuńDziedzictwo - wygląda, że dobrze wpasowało się w Twój obecny nastrój - życzę spokoju i pogody ducha.
Tak, dość niesamowicie się wpisało 🤔
Usuń