środa, 11 marca 2026

Dorota Chmielewska - Czechy. Czemu pohoda to nie pogoda? czyli czeski luz

Oddawałam książkę w filii bibliotecznej bardzo odległej ode mnie i absolutnie nie miałam zamiaru nic pożyczać, ale musiałam chwilkę poczekać, bo pani bibliotekarka miała kogoś na linii i cóż było robić, rzuciłam okiem na półkę z nowościami. Na wszelki wypadek poprosiłam panią o sprawdzenie, czy nie ma tego gdzieś bliżej mnie, ale nie było, więc wzięłam. I teraz będę znów musiała jechać na koniec świata, kurka wodna.

Żeby to chociaż jakaś satysfakcja została... ale nie. 



Wiecie, ja rozumiem, że amatorka, że czechofilka itd., ale to są skutki przenoszenia postów /artykułów blogowych do książek. Nie popieram generalnie. Nie wiem, czy zdarzyło się kiedyś, żebym była zadowolona z lektury tego typu książki... 

Czym są Czechy? Misz maszem, który mógłby nawet być ciekawy, gdyby nie rozpędził się do ambicji przewodnika, i to dość specyficznego, bo skupiającego się na paru kwestiach - nie wiadomo, po co. Dopóki autorka opowiada o swoich pasjach, jeszcze to ujdzie (choć zaczynam reagować alergicznie na hasło złoty trunek). Ale potem zaczyna opisywać przewodnikowo pewne fragmenty Czech. Ponieważ w bibliografii podała jakąś swoją wcześniejszą książkę (Czechy. Inspirator podróżniczy), to zachodzi podejrzenie, że z niej wzięła te opisy ścieżek rowerowych czy morawskich winnic albo miejscowości uzdrowiskowych (z wyliczeniem, gdzie jest jakie źródło), żeby nowa pozycja była obszerniejsza.

Nie chcę się pastwić nad książką, bo być może komuś, kto o Czechach wie bardzo mało lub prawie nic, wniesie trochę wiedzy. Na pewno nie jest adresowana do czechofilów, bo ci to wszystko wiedzą. Ja sama nawet bym się tak nie określiła, bo właściwie Czech nie znam, jeżdżę przecież tylko do Pragi, a to, czego się do tej pory dowiedziałam o czeskiej mentalności, czeskich zwyczajach, to było tak po drodze, przy okazji. Też jestem amatorką - choć nie mogę się porównać z Chmielewską, która do Czech jeździ od 20 lat (ja mam za sobą połowę tego czasu) - mimo wszystko jednak nie porywałabym się na wydanie tego typu książki. Co innego blog, tu zawsze można się wypisać i nawet, gdy się trafią jakieś błędy, to jest to wybaczalne. Podejrzewam, że na swoim praskim blogusiu nieraz coś bzdurnego napisałam 😁

Dlaczego jednak wydawnictwo Pascal decyduje się na wydanie takiego zbioru wszystkiego i niczego, nie wiem. Co gorsza, jest tam ktoś podpisany pod korektą. A tu długo by mówić... Pomijam literówki, wiadomo. Ale kompletne nietrzymanie się kupy w kwestii czeskiej pisowni, błędy w odmianie słów i wreszcie błędy merytoryczne? No nie. Gdyby autorka wydała książkę własnym sumptem, to cóż, niechta. Ale firmuje ją wydawnictwo, które do tej pory poważałam w dziedzinie przewodników. 

Osobiście padłam trupem, przeczytawszy taki passus. Autorka ni z tego ni z owego zabiera się za opisywanie kilku stacji kolejowych, jako pretekstu używając swojej miłości do pociągów. I pisze o fresku, znajdującym się w głównej hali dworca Praha - Smíchov


 Fresk przedstawia szczyt Sorelli. Matko i córko! Fresk ów nie przedstawia żadnego szczytu, ino reprezentuje szczyt stylu socrealistycznego w architekturze czy malarstwie, zwanego popularnie SORELĄ 🤣 Wiem, że Chmielewska nie skupia się na zwiedzaniu jedynie Pragi, jak ja, ale na Boga - po 20 latach można chyba wiedzieć, co to sorela! Zastanawiałam się, jak je się to udało, strzelić takiego bąka - i otóż: jest to tekst z internetu, gdzie są opisane te dworce właśnie. Ktoś ten tekst wziął jako swój własny, wrzucił w google translate i wyszło to, co wyszło 😂 Dowód? Tutaj!

Przyznacie sami, że po takim numerze trudno mieć zaufanie do innych informacji. Czytałam do końca, ale cały czas z takim poczuciem, że gdybym się chciała kierować nimi przy organizacji jakiegoś wyjazdu, to wszystko, ale to wszystko sprawdziłabym w internecie.

I to by było na tyle względem tej pozycji.  



Początek:


 Koniec:


Spis treści:


Wyd. Pascal, Bielsko-Biała 2024, 303 strony

Z biblioteki

Przeczytałam 11 marca 2026 roku 

 

Dziś mija miesiąc od śmierci Ojczastego. Przeglądam sobie filmiki sprzed paru lat, chciałam tu jeden zamieścić, ale blogger powiedział mi, że jest za duży, więc załadowałam go na YT. W pierwszych latach po śmierci mamy odprowadzał mnie jeszcze na stację, gdy odjeżdżałam. Tu opowiada historię z kawalerskich czasów 😁 Jest rok 2018, jeszcze słyszy (choć z aparatem), jeszcze widzi, jeszcze chodzi...

 

Miałam pisać o urobku filmowym (który jest aktualnie dość nędzny), ale to może, jak się tego więcej zbierze. Więc tylko dwie sprawy. Pierwsza to filmy dostępne na arte.tv - wypisałam sobie, które do kiedy, więc udostępniam listę, jeśli ktoś jest zainteresowany 😉


Tamże jest do obejrzenia w tym roku film Przechwycone, byłam na nim w kinie, więc go na liście nie ma, ale polecam osobno.

/Rosyjscy żołnierze dzwoniący z frontu ukazują zupełnie inny obraz wojny niż kremlowska propaganda. Nagrania rozmów, przechwycone przez ukraińskie służby, zestawione są z dokumentacją zniszczeń i zbrodni wojennych./ 



Po tym, jak umyłam wszystkie okna, skończył się mój zapał do sprzątania i trochę pauzuję. Jednakże założyłam, że do końca marca odkurzę i skataloguję brakujące półki w chwilowym/obecnym gabinecie i tak oto dotarłam do niemieckich Reader's Digest. Naprawdę kiedyś myślałam, że poznam ten język do tego stopnia... i kupiłam dziesięć tomów po 4 zł 😂 Pomijam, czy kiedykolwiek wyjdę poza A1, ale przecież czytanie tego wydawnictwa mija się z celem, prawda? 🤣

Niemniej jednak z daleka wygląda szlachetnie, nieprawdaż? A z lewej strony widać egzemplarz po włosku - no, to jest pamiątka ze studenckich czasów, dwie takie zdobyłam w antykwariacie. W teorii może kiedyś opróżnię tę półkę... 


Donoszę również o wiekopomnym wydarzeniu, jakim było wreszcie sprzątnięcie ręczników. Rozłożone na dwa dni! Ale - wszystkie się zmieściły!


Teraz mogę zacząć negocjować z córką wydanie czerwonego stolika ikeowskiego. Stał on mianowicie wcześniej w przedpokoju pod wiszącymi szafkami na buty i jak można się domyślać, wiecznie był zawalony wszystkim. A głównie jej bajzlem. Skoro od trzech tygodni obywamy się bez niego w przedpokoju, to może... może jest niepotrzebny? To znaczy coś tam jest potrzebne, ale nie mam na razie pomysłu. 

23 komentarze:

  1. Jak autorce udało się strzelić babola ze szczytem na fresku? Pewnie przy pisaniu książki korzystała z AI. Tak podejrzewam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z AI albo żywcem z zalinkowanej strony i google translate...

      Usuń
  2. Taa, kto się nie nabrał na książki blogerów👿 never ever again! Niestety nawet dobre wydawnictwa ich wydają, bo mają dużo fanów i ich naganiają do kupowania. Pamiętam dramę sprzed lat, jak (chyba) Znak wydał youtuberce niejakiej Red Lipstick Monster książkę o makijażu i fanki stały w gigantycznych kolejkach do jakiejś firmowej księgarni w Krakowie. Było zgorszenie, że takie niby poważne wydawnictwo i co to ma być. A to dla nich duży zysk po prostu, teraz już nikt się nie dziwi, że takie coś wydają. Tej Red Lipstick to dodruki aż były.

    Ojczasty kochany, jak sie fajnie rozgadał 💔 (ja oczywiście nie wpadłam na pomysł nagrania mamy, jest tylko na filmikach z jakichś urodzin dzieci, Wigilii itp, ale jako aktorka drugiego planu. Ostatnio próbowałam sobie przypomnieć jej opowieści o szkole, studiach - większość pozapominałam i już tego nie odtworzę).

    Te niemieckie Reader'sy piękniutkie, a tam są w środku kartki? Bo wyglądają jak takie atrapy do stawiania na regale, żeby udawać inteligentów😆

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Agata - ostatni akapit boski! 😂😂

      Usuń
    2. Znak pod tym względem kompletnie zszedł na psy... no ale jakoś trzeba zarabiać, wiadomo.

      Moja mama się bardzo wystrzegała uwieczniania, nigdy nie mogłam zdjęcia jej zrobić, bo zawsze coś, nieuczesana etc. Ojczasty za to uwielbiał i gdy wyjeżdżałam jeszcze mi przypominał "przywieź aparat" 😁

      Usuń
    3. No no!
      Ja Wam dam atrapy!
      🤣🤣🤣

      Usuń
    4. 😂 no sorki, tak mi się skojarzyły

      No właśnie, moja też nie lubiła, że stara, nieuczesana, po co, na co itp. I w efekcie z ostatnich lat życia prawie nie ma. Coś w tym jest, bo ja teraz też mniej chętnie pozuje, a na 30 cykniętych zdjęć podoba mi się jedno🫣

      Usuń
    5. Uświadomiłaś mi, że ja właściwie też...

      Usuń
  3. Opowieść z filmu wspaniała, a masz więcej?
    Cały cykl by się przydał!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam sporo 😁 część dotyczy ściśle spraw rodzinnych, ale sporo jest takich anegdotycznych i innych. Wczoraj tak naprawdę szukałam filmiku o butach, ale ten się pierwszy napatoczył. Buty będą innym razem 😉

      Usuń
    2. To super, ja żałuję, że nic takiego nie mam...

      Usuń
  4. Mam tylko zdjęcia swoich rodziców. Taki film jak Twój to wartościowa pamiątka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo zdjęcia to jednak coś całkiem innego, a oglądając film masz wrażenie, jakby był obok.

      Usuń
  5. Ja bym chyba taką książkę o Czechach z błędami odłożył po trzecim znalezionym błędzie. Kośmar.

    Kurcze, w życiu nie pomyślałem, że ręczniki można zwijać w rulon. Odkryłaś wynalazek, wynalazłaś odkrycie!!! ;-) Zawsze mnie drażni, że one są ułożone w kostkę na półce i nie można jednego łatwo wyciągnąć spod drugiego. Czy tak jest łatwiej?

    Ostatnio na arte.tv zacząłem oglądać film/reportaż (?) o francuskich naukowcach poszukujących starożytnych receptur medycznych w Maroku, żeby je przenosić we współczesne czasy. Nawet ciekawe, ale nie mam linku.
    Pozdrawiam - jak zwykle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kośmar kośmar 😁

      Jest łatwiej, aczkolwiek gdy są tak na siłę powciskane, to i tak trudnawo. Najlepiej byłoby mieć trzy ręce do wyciągania. Myślę jednak, że poukładane "normalnie" na pewno by się nie zmieściły.
      Wyświetliła mi się niedawno na FB rolka, gdzie dziewczyna robiła z ręcznika łabędzia - takie właśnie "dekoracje" (idiotyzmy moim zdaniem) robią pokojowe w różnych hotelach all inclusive, z tego, co słyszę 😂

      Takich dokumentów /reportaży na arte nawet nie przeglądam, bo samych filmów zalinkowanych mam ZBYT dużo, do jasnej anielki. Lub Anielki.

      Usuń
  6. ...dotarłam do niemieckich Reader's Digest…

    Nie ma chyba w Kanadzie antykwariatu, gdzie nie widzi się na półkach tomów skróconych książek Reader’s Digest (po angielsku, rzecz jasna)—i co ciekawe, nadal są wydawane! Jednakże zawsze wolałem przeczytać pełną książkę—jeżeli jakieś fragmenty mnie nie ciekawiły, to sam decydowałem o ich opuszczeniu. Jednakże kupiłem kilka takich pozycji, bo zawarte w nich książki były w kompletnym formacie niedostępne, a niezmiernie mnie interesowały.
    I faktycznie, na półkach wyglądają one „szlachetnie”! Nota bene, niektóre sklepy wywiesiły ogłoszenia, że nie przyjmują tego rodzaju książek, wraz ze starymi Encyklopediami oraz podręcznikami uniwersyteckimi—być może nie ma więc na nie zbytniego popytu.

    A propos wypowiedzi Twojego ojca oraz Agaty o atrapach.
    Przykre jest, że wiele ludzi kompletnie nie czyta książek i rzeczywiście, potrafi na półce postawić może nie atrapy, ale zestawy encyklopedii czy innych podobnych dzieł i nigdy do nich nie zajrzeć.
    Może wspominałem w jednym ze starszych wpisów—znałem faceta (i to po studiach!), który w Kanadzie w końcu lat 90. XX wieku zakupił ogromny zestaw encyklopedii (Encyclopedia Britannica) za $1,500. Był w siódmym niebie, chwaląc się, iż otrzymał „bezpłatnie” półkę na nią oraz twierdził, że to była świetna inwestycja—w dosłownym słowa tego znaczeniu (tzn. że wartość tego zestawu z czasem będzie wzrastała). Nie wyprowadzałem go z błędu.

    I jeszcze mówiąc o „atrapach”—zazwyczaj wzdłuż ścian kancelarii adwokackich stały półki wypełnione książkami, aby m.in. pokazać ich wiedzę, erudycję—a przy okazji onieśmielić (czy też zastraszyć) klientów. Obecnie, gdy wszystkie zawarte w tych wolumenach mądrości (?) znajdują się na dyskach lub częściej online, muszą się oni czuć trochę nieswojo—bo raczej głupio byłoby na półkach stawiać dyski CD lub odnośnik do strony internetowej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ileż znam mieszkań, gdzie książki nie uświadczysz...
      A nawet tak z teraz: prawie codziennie ucinam sobie rozmówki z małżeństwem sprzedającym warzywa/owoce koło "mojej" knihobudki. Pan czyta gazety, bo bardzo interesuje się polityką. Pani nic. Ciekawe, jak ich dzieci (już dorosłe), czy miały okazję wdrożyć się do czytania... ale coś mi się nie wydaje. W każdym razie oboje państwo "nie mają cierpliwości" do książek. I ja z jednej strony rozumiem, że roboty po uszy, ale z drugiej no jak można tak żyć 😉 Może mi się łatwo gada, bo nie pracowałam fizycznie i nie wiem, co to znaczy po całym dniu paść na pysk. To znaczy bywają takie dni, ale wyjątkowo, a skoro oni mają je codziennie... Bieda.

      Takie biura wypełnione regałami z tomami oprawionymi w skórę, ze złoconymi napisami na grzbietach, to widywałam na amerykańskich filmach 😁 I zastanawiałam się, czy właściciele do nich zaglądają. Pewnie faktycznie jest tak, jak piszesz - dla prestiżu, dla zrobienia wrażenia na klientach.
      A' propos - przed chwilą właśnie rozmawiałam z panem, który przyjechał zrobić dokumentację zalania, i mówił, że AI przejmuje wszystko i na przykład w PZU to już raczej nie jeżdżą po mieszkaniach likwidatorzy szkód, tylko AI ocenia i wycenia według średniej. On pracuje 25 lat w tym charakterze i już wie, że emerytury w tej pracy nie doczeka. Twierdzi, że przejęcie przez AI większości prac niefizycznych nastąpi w przeciągu najbliższych 5 lat...

      Facet od Encyklopedii Britannica ma się z pyszna 😂 pozostaje mu jedynie uznać, że ma lekturę do końca życia i tyle.

      Usuń
    2. Ileż znam mieszkań, gdzie książki nie uświadczysz…

      Swego czasu bywałem w mieszkaniach u rodaków. Ileż to razy jedyna książka to był słownik polsko-angielsko-polski, praktycznie nieużywany…

      I zastanawiałam się, czy właściciele do nich zaglądają.

      Niektóre książki to były skróty najważniejszych spraw i pewnie były używane, jako że adwokaci wykorzystywali je jako precedensy w swoich sprawach. Czasem sam je przeglądałem (spędzałem sporo czasu w czytelni w szkole prawniczej) i muszę powiedzieć, że niektóre były nawet interesujące. No i mieli masę książek zawierających suche przepisy i ich interpretacje—tego było tony—i ciągle się zmieniało.

      przejęcie przez AI większości prac nie fizycznych nastąpi w przeciągu najbliższych 5 lat…

      To będzie rewolucja i nikt nie wie, jak bardzo AI zmieni społeczeństwo. Mówi się, że nawet lekarze staną się w wielu sprawa zbędni—i to prawda, bo ja wielokrotnie dzięki Internetowi (a nie AI) dowiedziałem się więcej, niż mi powiedział lekarz—albo po prostu dał mi błędną diagnozę. Na przykład parę lat temu kardiolog z 30+ doświadczeniem z ledwością był w stanie w 1-2% lepiej zinterpretować wyniki ECG, niż AI.
      To kto, oprócz pracowników fizycznych, będzie właściwie pracował? A i oni będą powoli zastąpieni przez roboty.

      Facet od Encyklopedii Britannica…

      Przypuszczam, że Encyklopedia nadal jest w stanie nienaruszonym, jak nowa. Tak zazwyczaj było zresztą z większością encyklopedii. Jedynie moje były non-stop przeglądane—a obecnie Wikipedia jest chyb najczęściej przez mnie używaną stroną.

      Usuń
    3. Syn mi dziś opowiadał o koledze ze studiów, który WSZYSTKO konsultuje z AI. I na zajęciach, i na kolokwiach, i prywatnie.

      Reader's Digest kiedyś wzięłam z knihobudki, z 15 lat temu i coś mi dziwnie te powieści wyglądały, ale się nie zorientowałam, że to skróty, dopiero po przeczytaniu odkryłam, gdzieś tam z tyłu wydrukowane drobnym maczkiem😆 a cieszyłam się, że taki elegancki zestaw aż trzech książek w jednym tomie.

      Małgosiu, czy w Krakowie są jakieś oznaki wiosny? Bo tutaj prawie 20 stopni od kilku dni i ani jednego pąka nawet, aż dziwnie.

      Usuń
    4. => Jack
      Ten gość, z którym rozmawiałam rano, wymienił trzy zawody, które odejdą do lamusa w pierwszej kolejności: lekarz, prawnik i... zapomniałam, jaki trzeci 😉
      Z zastępowaniem pracowników fizycznych robotami to nie wiem. Czy robot może pracować jako hydraulik? Albo elektryk? Może tak, z czasem. Na pewno będzie mógł być naprawiaczem sprzętu elektronicznego czy AGD... Czy robot przyjdzie naprawić zamek w drzwiach?
      To są te przykłady, że dziś sobie tego nie wyobrażamy, a za parę lat może będzie to oczywistość.

      Przypomniało mi się, że ten poranny gość mówił też, iż - podobno - AI zakłada sobie takie fora jak ludzie mają na różne tematy, gdzie wymienia uwagi na temat właśnie - głupoty ludzi! Nie wiem, czy to fejk czy prawda... ale brzmi koszmarnie. Młyn na wodę tych, którzy przewidują, że AI przejmie władzę nad światem.

      Usuń
    5. => Agata
      Czytałam jakiś artykuł o tym, że niektórzy weszli z AI na taki poziom relacji, że zatracili w ogóle jakiekolwiek inne kontakty - w sensie międzyludzkie. Że wręcz kochają AI i oczekują od niej tego samego. Że zdarzają się samobójstwa. To jest jakiś koszmar.

      Też nie bardzo tę wiosnę widzę. Na Plantach nic (przynajmniej z tramwaju) nie widać. Czekam na forsycje, te najbliższe, po drodze do sklepu 😁
      Tymczasem ustawili kolejną budkę samoobsługową z bukietami. Coś mi się wydaje, że pod kątem tych apartamĘtów NOHO (co to mój brat miał kupować ewentualnie) naprzeciwko. Bo już tam widzę wykończeniówkę w części mieszkań.

      Usuń
  7. Bardzo przyjemnie było posłuchać przez chwilę Ojczastego - dziękuję.

    OdpowiedzUsuń