Nie miałam tej książki i nawet nie wiedziałam o jej istnieniu, a tu w budce się trafiła. Od razu zabrałam się za czytanie, bo Lew Archer to jeden z moich ulubionych detektywów, wiadomo.
Pod koniec miałam wrażenie, że znam jednak tę fabułę, ale nie, skąd? Ten szkielet w szafie mnie chyba zmylił. Czyta się dobrze, akcja osadzona w powojennym czasie (książka wyszła w 1952 roku), spiritus movens jak zawsze - pieniądze. Dolar rządzi światem, dla dolara zrobi się wszystko.
Z Wikipedii dowiedziałam się, że istnieje jedna powieść Macdonalda nieprzetłumaczona na polski (The Way Some People Die) oraz że - do licha - jest jeszcze osiem (poza zbiorami opowiadań), których nie mam i nie znam. Jest na co polować. Jest cel w życiu 😁
Początek:
Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1998, 243 strony
Tytuł oryginalny: The Ivory Gris
Przełożył: Wiesław Horabik
Z własnej półki (od paru dni)
Przeczytałam 21 kwietnia 2026 roku
Z życia emerytki w Krakowie
Emerytka pojechała na dworzec oblukać ten pociąg, którym będzie jechać do Pragi. Jest tym nieco przerażona, bo tyle czasu ciurkiem wysiedzieć? Bez przesiadki? Ale za to jak już wtarabani walizę w Krakowie, to dopiero w Pradze się z nią będzie bawić, więc czysty zysk.
Niestety nic nie oblukała, bo pociąg okazuje się przyjeżdża z Warszawy, stoi wszystkiego parę minut i w tym czasie dokonuje wymiany pasażerskiej, więc jak już się załadowali ludzie z kuframi, to emerytka bała się wsiąść, że nie zdąży wysiąść, pociąg ruszy - a takie dobrodružství to emerytki jakoś nie rajcuje, zwłaszcza, że nie wie, gdzie następna stacja 😂 Tak że dalej nie wie, jak będzie usadowiona, no ale cóż.
Ta mała wyprawa wystarczyła, by emerytka poczuła się kompletnie zmordowana - wróciła do domu i przebrała się z powrotem w koszulę nocną, że będzie odpoczywać 🤣 Z taką kondycją to w Pradze wiele nie zdziała, hm.
Idąc do tramwaju emerytka zobaczyła taką ciekawostkę:
W przejściu podziemnym koło dworca. Czy ja jestem dziwna jakaś, że mi się to wydaje ABSURDALNE? Taka pazerność??? Mówi się zresztą od dawna, że toalety publiczne powinny być za darmo...
Akurat rano na FB widziałam rolkę o rzekomo najstarszej publicznej toalecie w Pradze (postanowiłam odwiedzić 😁). Temat się zgrał.
Ktoś zamieścił na FB post, że odda duży zbiór książek jednej osobie. Ze zdjęć faktycznie wygląda na duży - regały do sufitu w kilku pomieszczeniach. W komentarzach:
- chętnie wezmę kilka
- oddać do biblioteki
- czyżby prywatna biblioteka profesora? (no bo przecież tylko profesor może mieć dużo książek, najwyraźniej)
- chętnie przygarnę wąski regał
- szkoda, że ktoś nie umie docenić ogromu potencjału na tych pułkach (tu ktoś przytomny odpowiedział, że szkoda, że ludzie nie przykładają się do ortografii)
- dlaczego tylko jednej osobie
- chętna na część
- chętnie odwiedzę i przeglądnę książki- wezmę kilka
Czytanie ze zrozumieniem kwitnie w narodzie.
A ja dostałam takiego maila:
Ha ha naiwni, już potwierdzam.
Gdyby napisali, że 45 zł, to może bym się nabrała, bo tyle jakoś płacę za gaz 😂 Oczywiście żadne gazownie, prądownie i spółdzielnie nie zwracają nadpłat, tylko zaliczają a' conto przyszłych płatności, to osobna sprawa.
I ostatnia sprawa emerytki: będąc w Lidlu po mleko rzuciła się mię w oczy patelnia, jak by to powiedziała Młoda Lekarka. Wcale nie byłam na kupnie, ale ostatnio zauważyłyśmy z córką, że nasza duża teflonowa patelnia jakoś tak na środku się wypuczyła czy co, bo się tam przypala nieco. A że mam jeszcze 450 zł do końca miesiąca 🤣 to wzięłam tę stalową. Ale takiej nigdy nie miałam i zapytowywuję się, czy używacie i co myślicie etc. Na wszelki wypadek trzymam paragon.







Ja korzystam z patelni, które są chyba niewiele młodsze od mojej matki (najczęściej używany garnek wiem, że jest od niej ze trzy lata starszy, bo dziadek go kupił żeby było w czym podgrzewać mleko dla pierworodnego) :D
OdpowiedzUsuńTeż lubię kryminały Rossa Macdonalda. Tego nie czytałem.
Zabrałam z domu jeden garnek stalowy, ale aż tak leciwy to on nie jest 😁
UsuńŚwietnie że wybierasz się do Pragi pociągiem! To mój preferowany sposób transportu, w pociągu najwygodniej - i książkę można czytać bez bólu głowy. I iść do toalety. I kupić herbatkę w Warsie. Same plusy.
OdpowiedzUsuńO płatnych toaletach nawet mi nie mów. To skandal.
Sama już nie używam patelni teflonowej tylko stalową, bo ten teflon zawsze się jednak zjada. Więc kolejny dobry wybór! Muszę cię dzisiaj pochwalić! 😁
Pozdrawiam
Józefina
Do tej pory jeździłam przeważnie sposobem wiązanym: autobus do Czech, a potem przesiadka na pociąg. To dawało poczucie krótszej podróży, bo w żadnym pojeździe nie siedziało się tak długo 🤣 Raz chyba tylko jechałam autobusem tak jednym ciupasem.
UsuńToaleta w pociągu jest oczywiście wielkim plusem. Niby w autobusie też jest, ale ta ciasnota... mam wrażenie, że wycieram sobą wszystkie kąty... Z herbatką może być gorzej. Gdy jeździłam pociągiem RegioJetu, to można było coś zamówić jedynie przez aplikację. Tak że herbatkę woziłam ze sobą. Zobaczymy, jak to będzie w LeoExpressie.
Nie mam takiej patelni, z YouTube widziałam że używane tylko na gazie, a ja nie mam. Mam za to patelnię za 80 dolarów nonstick, na której nie da się niczego usmażyć bez przypalenia lub zmarnowania np omelet zostaje jajecznicą. Czekam bardziej niż ty na twoją wyprawę do Pragi 😀
OdpowiedzUsuńNapisane niby, że do wszystkich typów kuchenek.
UsuńNonstick 🤣🤣🤣
O tej Pradze muszę coś napisać w przyszłym poście.
"Murzyńską służącą"? A któż to takie faux pas popełnił?! Służąca powinna być afroafrykańska, poprawność polityczna nie zapomina przewinień!
OdpowiedzUsuńP. S. Na patelniach się nie znam.
UsuńKsiążka z 1952 roku, a wydanie polskie z Murzyanmi z 1998.
UsuńWczoraj oglądałam film "Skrawki życia" - chyba 1995 - i tam jedna z bohaterek jest przedstawiona córkom w białym domu jako Nigger, no ale to flasback do jeszcze dawniejszych czasów.
Pomysłowość oszustów jest godna podziwu, mimo wszystko!
OdpowiedzUsuńTa patelnia to taki niby wok?
Nie, tylko dość głęboka. W każdym razie ma nieco wyższe brzegi niż ta moja stara teflonowa.
UsuńWiduję czasem propozycje oddania całego księgozbioru jednemu chętnemu i zastanawiam się, kto się na to decyduje (żeby wziąć jak leci). Tak że rozumiem te pytania, choć i rozumiem, że dawca nie chce sie bawić w spisy, wysyłanie itp.
OdpowiedzUsuńKurcze ostatnio były te McDonaldy w knihobudce, może daj spis, których ośmiu nie masz, bo mam wrażenie, że już drugi raz był taki rzut tego autora. To bym Ci wzięła. A propos, to wczoraj idąc na ten właśnie bazarek z knihobudką pomyślałam sobie, że fajnie gdyby się coś trafiło Dąbrowskiej, Nałki lub Iwaszkiewicza. No i bum, "Romans Teresy Hennert"😍
Zgadzam się, że pociąg lepszy, nie znoszę długich podróży autobusem.
Generalnie to sądzę, że jednak handlarze jacyś to biorą... no chyba, że ktoś ma naprawdę wiele miejsca w domu. I początkujące zbiory. I szerokie zainteresowania 😂
UsuńOczywiście, że skoro już ktoś podjął decyzję, że opróżnia bibliotekę (choć moim zdaniem w tyk akurat przypadku przejrzał przedtem wszystko, sądząc po układzie książek na zdjęciach, i może sobie coś wybrał i odłożył), to raczej nie ma czasu i chęci na zabawę z pojedynczymi reflektantami. Wiem ja doskonale, jak to jest z umawianiem się z ludźmi, niestety.
Ale rzecz w tym, że wyraźnie napisano "całość tylko jednej osobie" (zgłosiły się zresztą takie) - a tu pytania, jak by ludzie nie umieli czytać.
Spis zrobię, może w następnym poście, bo tam będzie też coś innego dla Ciebie, z YT.
Rodzice mieli kilkaset książek. Jak likwidowałam ich mieszkanie koleżanka wzięła wszystkie! W każdej chwili mogę oczywiście iść i w nich grzebać. Zbiór z kilkudziesięciu lat.
OdpowiedzUsuńO, takie rozwiązanie to by mi się podobało... Dobrze mieć koleżanki z przestrzenią i zamiłowaniem do książek.
UsuńNiestety księgozbiór Ojczastego się zmarnował. Znaczy to, co zostało w mieszkaniu, bo już żadne z nas nie mogło więcej zabrać.
W sumie brat by jeszcze mógł, ale słusznie nie zdecydował się na takie zagracenie, jakie ja mam 🤣
Ja zamierzałam oddać do biblioteki , ale - 1. była pandemia i powiedziano mi, że dopiero po, 2.tych starych w różnym stanie nie wzięliby. Koleżanka wieloletnia moich rodziców znała a oni ją i byliby zadowoleni widząc te książki u niej. Ja byłam szczęśliwa jej oddając. Mam ogromny sentyment do książek, teraz czytam ebooki ale nigdy bym książki na śmietnik nie wyrzuciła, wręcz kiedyś ze śmietnika zabrałam do domu.
UsuńGrażyna
UsuńGeneralnie biblioteki biorą tylko nowości...
UsuńI ja się temu nie dziwię - stosują się do wymagań czytelników. Starych książek się same pozbywają.
Ja też się nie dziwię, tym bardziej cieszę się, że koleżanka przygarnęła zbiór.
UsuńPatelnie teflonowe nie są złe, ale powyżej pewnej temperatury powłoka zaczyna reagować—przenika do jedzenia i traci swoje właściwości. Mam ciężką, masywną patelnię żeliwną („cast iron”) o średnicy 31 cm, kupioną za ok. 100 zł — waży ze 3 kg. Nie jest najgorsza, ale potrawy potrafią się na niej przypalać. Może stalowa byłaby lepsza?
OdpowiedzUsuńParę lat temu dostałem z Polski patelnię, która miała być rewelacyjna. Rzeczywiście wyglądała solidnie, ale po pierwszym (i zarazem ostatnim) użyciu oddałem ją „dla biednych” — niech oni się z nią męczą!
Podobne maile otrzymuję bez przerwy; nawet nie pamiętam, kiedy je kasuję.
„…że odda duży zbiór książek jednej osobie.”
Ja też mam sporo płyt DVD oraz specjalistycznych książek (głównie słowników). Chętnie bym się ich pozbył, ale wyłącznie w całości (taka PRL-owska „sprzedaż wiązana”), bo inaczej musiałbym bez końca zajmować się kupującymi, a w efekcie cała operacja nie byłaby warta mojego czasu i wysiłku. Może po prostu oddam słowniki jakiemuś tłumaczowi.
„Katowice–Kraków–Lviv”
W latach 80. XX w. rozmawiałem po polsku z bardzo nacjonalistycznie nastawionym Ukraińcem. Gdy powiedziałem „Lwów”, poprawił mnie, że powinno być „Lviv”. Po moim trupie!
Dzisiaj, po raz pierwszy od wielu miesięcy, odwiedziłem mój ulubiony antykwariat, czyli sklep z używanymi rzeczami. Książek było sporo, ale ani jednej, która by mnie zainteresowała. Przy okazji porozmawiałem z pracującymi tam wolontariuszami — powiedzieli, że mają jeszcze dużo książek na zapleczu, ale nie mają czasu ich posortować i wystawić na półki. Brakuje im też miejsca, więc na razie nie przyjmują nowych darów. A ja mam już prawie cztery pudła do oddania!
Jakoś mi się patelnie rozmnożyły: oprócz tej większej teflonowej (do wymiany) jest jeszcze mniejsza i taka całkiem malutka (przydaje się na bułkę tartą do leniwych czy na usmażenie jednego jajka), mam też taką bardziej wokowatą, gdzie robię ryż smażony, bo w niej tylko się mieści 😂 i jeszcze wielką patelnię do paelli (nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz używałam). Żeliwną, ciężką jak diabli, też mam - grillową. I jeszcze płaską do naleśników. I taką teflonową z czterema dołkami na jajka sadzone.
UsuńMatko jedyna, nie zdawałam sobie sprawy, że jest tego tyle, bo na co dzień używamy trzech.
Myślał by kto, że się tu tak gotuje i kuchnia na wysokim poziomie 🤣 a tymczasem wiadomo, jak jest...
Coś mi się wydaje, że im ktoś bardziej profesjonalny, tym mniej sprzętu potrzebuje!
Jedyne rozwiązanie dla Twoich czterech pudeł to jakaś knihobudka!
Umawianie się z pojedynczymi osobami, to rzeczywiście droga przez mękę.
„Jedyne rozwiązanie dla Twoich czterech pudeł to jakaś knihobudka!”
UsuńJak już pisałem, tutaj takich budek jest niewiele — a te, które są, zwykle pękają w szwach. Ostatnim razem nie byłem w stanie upchnąć wszystkich swoich książek i musiałem je przywieźć z powrotem. Teoretycznie mógłbym założyć własną „Little Free Library”, ale mieszkam przy głównej, ruchliwej ulicy i obawiam się, że mogłoby to skończyć się licznymi niebezpiecznymi sytuacjami — a do tego ludzie zaczęliby parkować na moim podjeździe. Niezbyt dobry pomysł!
Trzy lata temu, wracając z biwakowania nad jeziorem Erie, zajrzałem do antykwariatu mieszczącego się w dawnym motelu. Byłem nim absolutnie zachwycony! Nie tylko wybór książek był niezwykle eklektyczny, ale wiele egzemplarzy stanowiło prawdziwe rzadkości — a przy tym wszystko było świetnie zorganizowane i łatwe do znalezienia. Całe miejsce było zadbane, przestronne i niezatłoczone, a personel niezwykle uprzejmy i pomocny. Książki uporządkowano tematycznie, często staranniej niż w niejednej bibliotece czy księgarni. Antykwariat prowadził zespół wolontariuszy, a dochód przeznaczany był na wsparcie szkół na Haiti.
I właśnie się z nimi skontaktowałem — przyjmą moje książki (choć nie wszystkie: nie biorą np. starych encyklopedii, „skrótów” Reader’s Digest ani podręczników akademickich — i słusznie). Jeśli więc w przyszłym miesiącu znów wybiorę się tam na biwak, zawiozę im te pudła — o ile tylko znajdę na nie miejsce w moim małym samochodzie!
Widzę na FB, że ludzie w Stanach często zakładają takie budki gdzieś koło swoich posesji - ale masz rację, że może to powodować niebezpieczne sytuacje.
UsuńPoza Pragą to już lata całe, gdy nie odwiedzam antykwariatów (ani księgarni). Od czasu, gdy postanowiłam nie kupować więcej książek. Wejście do takiego przybytku wiadomo - niesie ryzyko nabycia czegoś 😂
Zrób fotorelację z wizyty w tym antykwariacie 😁
„Wejście do takiego przybytku wiadomo - niesie ryzyko nabycia czegoś 😂”
UsuńDlatego ja unikam wchodzenia już od dawna. Nawet gdy byłem w mieście Parry Sound, gdzie istnieje przecudowny antykwariat, jeden z najlepszych w Kanadzie, nie zawitałem do niego podczas moich 2 ostatnich wizyt, chociaż nieopodal zatrzymaliśmy się na lunch. Po prostu boję się wejść…
„Zrób fotorelację z wizyty w tym antykwariacie 😁”
Już jedną zrobiłem w 2023 roku w moim blogu w dolnej części—on się nazywa Fernlea Ivix Non-Profit Used Books:
https://ontario-nature-polish.blogspot.com/2025/10/park-prowincjonalny-long-point.html
Bardzo interesujący post!
UsuńPatelnia - polecam kamienną ( a może nawet marmurową ) ==> https://aus.grandado.com/products/marble-stone-nonstick-frying-pan-with-heat-resistant-bakelite-handle-granite-induction-egg-skillet-dishwasher-safe-3?variant=UHJvZHVjdFZhcmlhbnQ6NDM4NDE2MjYz&gad_source=1&gad_campaignid=20349504237&gbraid=0AAAAACV6PZfbLEU6cj963z9EWkmgZTN7P&gclid=CjwKCAjw46HPBhAMEiwASZpLRFMZpx9iluCnOIxjCd8_XNfoSXRijhd_ikhk7xjQCVjS4kQKi5nqDhoC4i8QAvD_BwE
OdpowiedzUsuńMam coś w tym stylu, zdobyczna jakaś. Ponieważ jest głęboka, używamy jej do smażonego ryżu, bo na tej teflonowej nam się wszystko nie mieści pod koniec dodawania składników i przemieszanie jest niebezpieczne 😂 Ale też jej coś dolega pośrodku i tam zawsze trochę przywrze, mimo mieszania.
UsuńTo ja polecałem tę kamienną patelnię.
UsuńMamy dwie takie już ponad 2 lata i .... mucha nie siada, znaczy się nie przyklei.
A ja się zastanawiałam, jak to że to Austria (aus) i cena w dolarach, ależ ze mnie tłumok 🤣
UsuńTeż mam w ciul patelni i wszystkie przywierają poza teflonowymi👿
OdpowiedzUsuńA ja się teraz zastanawiam nad tą nową, bo rozpakowałam i jest napisane w instrukcji:
Usuń"Przed pierwszym użyciem dokładnie wypłukać produkt i wygotować go 2-3 razy w wodzie."
Że ke???
I nie wiem, gdzie mam wyrzucić starą patelnię? Do plastiku/metalu?
och bardzo jestem skonfundowana faktem, że nie mam dużego domu...wtedy zmieściły by się i książki i krzesła i drzwi...
OdpowiedzUsuńale brać w ciemno czyjąś bibliotekę, to też nie dla mnie. mam własną. gdybym miała duży dom to mogłabym mieć misję ratowania książek...
Skonfundowana... aha... 😂 no cóż, lepsze to, niż rozpacz 🤣
UsuńDuży dom w sumie miałby tylko jeden plus - dużo miejsca na książki (czy tam krzesła i drzwi). I na przespanie gości. Cała reszta czyli utrzymanie go - nie, dziękuję. To już zostanę przy swoim mikro mieszkanku (nie, żebym miała wybór).
Kiedyś oglądałam/czytałam o tym jak używać różnych patelni i te stalowe trzeba było chyba przed pierwszym użyciem "przepalić" - czyli na mocny gaz i długo rozgrzewać bez żadnego tłuszczu i po tym ma nic nie przywierać. To było na instagramie Dominiki Wójciak ( ona wygrała jakiś program kulinarny). Cały film miał chyba godzinę - szok że można tak dużo opowiadać o różnych patelniach. mMa
OdpowiedzUsuń