Sur le pot oznacza na nocniku, jakby ktoś pytał. Więc dziecko Koala pójdzie do przedszkola i bardzo się cieszy, że znajdzie nowych przyjaciół, ale mama uprzedza, że w przedszkolu trzeba być czystym czyli nie nosić już pampersa, ale sikać do nocnika albo do toalety. Nauka tego sikania nie idzie bezproblemowo, bo Koala zawsze przychodzi za późno i ma już mokre spodenki albo sukienkę. Ale gdy dostaje komplet pięknych majteczek w różne wzorki, na cały tydzień, jakoś daje radę...
Pamiętacie takie majtki tygodniówki? 😂
Początek:
Koniec:
Wyd. Hachette 2017
Przeczytałam 21 maja 2026 roku
Praga, dzień trzeci
Zastanawiając się rano, co i gdzie ja bym mogła, żeby nie jechać nigdzie daleko i długo etc., zajrzałam do zeszyciku na stronę POJEDYNCZE. I doszłam do wniosku, że za mało ich wpisałam, na przyszłość lepiej być przygotowanym na nagłe niemoce 😏 Kartek z wycieczkami pełno, ale boję się. No nic, wybrałam Žabáka. Žabák z charakterystycznym uśmieszkiem był mianowicie rzeźbą, która stała przez lata na jednym z osiedli (sztuka czteroprocentowa!) i wyznaczała popularne miejsce spotkań, aż ją ukradli. I w tym roku została zrekonstruowana. Na razie jeszcze nie wróciła na swoje miejsce, bo trwają tam prace remontowe, więc chwilowo można Žabáka pogłaskać na dziedzińcu Libeńskiego zamku. Można nawet kupić miniaturkę z limitowanej serii, poinformował mnie pan z recepcji. Mała (2 cm) za 200 koron, większa (7 cm) za 320 koron. No, ale umówmy się: nie zbieram durnostojek 😂
Zajrzałam do pobliskiego urzędu, gdzie zawsze jest jakaś wystawa. Tym razem są to fotografie z teatralnych inscenizacji braci Formanów. Pamiętacie te dwa bliźniaki z Ecce homo Homolka? Tu jeden z nich z tatą.
A obok - knihobudka 🤣 To sobie jedną książkę wzięłam na pamiątkę - nawet tu do zdjęcia ją postawiłam. Ma czeskie ilustracje i jednak nasze lepsze (albo po prostu jestem już do nich przyzwyczajona).
Skoro już tam byłam, chciałam znaleźć Babybox, o którym ciągle słyszę, że kolejne miminka są tam podrzucane. Wstydziłam się podejść i zapytać na recepcji (co ona chce, wnuka podłożyć?). Ale na logikę musi być dostępny z zewnątrz, więc obeszłam budynek. I nie znalazłam. Hm.
A teraz czytam, że to jednak nie tam, tylko na tym Libeńskim zamku obok. Nie przypuszczałam, że ryli i kuli w zabytkowym obiekcie 😁 Tak że - kiedyś jeszcze raz.
Drugi punkt na liście POJEDYNCZE to był pewien budynek a' la Hundertwasser, widziałam kiedyś zdjęcie na FB i zadałam sobie trochę trudu, żeby ustalić adres. Teraz więc elegancko podjechałam dwoma tramwajami i uwieczniłam. Mieści się tam jakieś studio filmowe i fotograficzne.
A stamtąd już było parę kroków do innego urzędu, gdzie mapa wskazywała, że na podwórku mają budkę strażnika. Strażnika Wolnej Republiki Żiżkow - a ja przecież mam jej paszport, zdobyty w pocie czoła 😂 Kilkanaście pieczątek w różnych miejscach musiałam zebrać, żeby go dostać!
A w podziemiach też mieli wystawę, z historii Żiżkowa, tak że nagle zrobił się dzień wystawowy! Pracowicie wyfociłam wszystkie panele z informacjami o ichnich ciekawych miejscach, a czy będę je mogła poczytać, to jeszcze nie wiem, bo słabe światło było 😉
No i była 11:40, a o 12.00 otwierali kolejną wystawę, w Czeskim Radiu. O niej powiedziała mi wczoraj Věra, która była odwiedzić stare kąty (pracowała wiele lat bodajże w redakcji programów dla dzieci). Bo, mówi, tam jest obraz, gdzie mieszkałaś kiedyś. Istotnie, raz mieszkałam w kamieniczce przy Zameckich schodach, gdzie kiedyś żył malarz Jan Zrzavý, przedstawiony na jednym z tych naiwnych obrazków z charakterystycznymi miejscami i postaciami praskimi.
Więc trzy wystawy i chyba będzie dosyć. Muzeum Pragi ma być otwarte za darmo do końca roku, więc wybiorę się tam w sierpniu.
Ach, takie radio było w domu (nie wiem, co się z nim stało) i przez sentyment chętnie bym i teraz miała to zielone mrugające oczko... Ale wiadomo, że nie mam miejsca.
Rano czytałam na FB (swoim źródle wiedzy), że kubistyczny KIOSEK został odnowiony, a już go posprejowali. No i trzeba trafu, że się tam przesiadałam i mogłam zobaczyć na własne oczy. Ucinać łapy!
Z cyklu MĄDROŚCI CZESKIE
Wszystko to była jednak tylko przygrywka do popołudniowej wycieczki śladami praskiego undergroundu. Tej, co to będziemy się wspinać. No i kuźwa wspinaliśmy się. Starałam się zapamiętać, którędy idziemy, bo jak już padnę na pysk i powiem BASTA, to żebym wiedziała, jak mam sama wracać (w dół!). No, ale dałam radę, choć oczywiście wlokłam się na szarym końcu. Widoki z góry kompensowały ten trud, ale jak się łapie powietrze jak ryba, to i o kompensacji trudno mówić 🤣
Nowy most widziany z poziomu rzeki może robi wrażenie (jeszcze nie byłam), ale z góry nie bardzo. Te latarnie jakieś dziwne, toż to wygląda, jakby budowa jeszcze trwała...
Jak żeśmy już dotarli na szczyt i szli po równym, szczęście moje nie miało granic. Ale oczywiście pan przegiął i przeciągnął do 2,5 godzin. Nie znają ludzie umiaru, doprawdy.
Co to oznacza na dziś? 16.407 kroków = 11,7 km
Dałam radę temu wszystkiemu mimo smarczenia i kaszlenia, bo głowa dziś mnie nie bolała. W sensie wzięłam jeszcze w nocy Magiczną Tabletkę i pomogło.
A teraz się pytam - czyj syneczek? A kadlec to po czesku tkacz. Jak Krystyna. Choć brzmi jak podlec 😁
Dla miłośników czeszczyzny (i kotów) taki obrazek:
A dla mnie wspomnienie. Kiedyś zapisałam sobie (do "pojedynczych"), żeby pojechać na ulicę Franty Kocourka, bo taka śmieszna. Chyba wtedy nie dotarłam. No, a dzisiaj akurat przechodziliśmy koło przystanku. Jeśli jest to ten Franta Kocourek, o którym piszą w internecie, że był z Brna, to zdziwko (że ulicę ma w Pradze). Jakiś siłacz mocarny, sportowiec, czasem aktor, a przede wszystkim wielki recesista czyli żartowniś.
I to by było na tyle, o moje biedne nogi, o mój biedny nos!
Ale nie nie! Bo teraz dopiero dostrzegłam, że ten przystanek jest jeszcze niewymieniony! W sensie, że zrobili od zeszłego roku usprawnienie zamieniając tablice z numerami linii na takie widać lepsiejsze. Te nowe wyglądają tak (i wcale mi się nie podobają, wolałam, gdy numery były każdy w swoje kratce, przecież to było bardziej czytelne; i jeszcze nie wiem, co znaczy to A):






















Dzień intensywny.
OdpowiedzUsuńCzy ja wiem? Od 13.00 do prawie 17.00 siedziałam w domu, a nawet leżałam, choć trochę w strachu, że usnę 😂 Przygotowanie duchowe na tę wspinaczkę 🤣
Usuń"Kilkanaście pieczątek w różnych miejscach musiałam zebrać, żeby go dostać!".
OdpowiedzUsuńPrzypomniały mi się moje wędrówki po górach, zbieranie pieczątek w schroniskach, w sklepach i na pocztach, potem egzamin weryfikacyjny i zdobycie Górskiej Odznaki Turystycznej PTTK!
Nawet po Krakowie można chodzić i zbierać pieczątki na odznakę PTTK!
UsuńA czy można używać "Google Street View" do takich spacerów i nadal zdobyć odznakę? 😁
UsuńPod warunkiem, że Google Street pobierze od przewodnika na miejscu pieczątkę do książeczki 😂
Usuńcudowne te Twoje wyprawy po Pradze! Jeżeli kiedyś tam jeszcze pojadę, to na pewno będziesz moją inspiracją. mMa
OdpowiedzUsuńO, to powinnam bardziej się starać 😁
UsuńPrzed wyjazdem jakoś mało siedziałam nad przygotowaniami - w sensie właśnie wynajdywania pierdółek. Nawet mówiłam do córki, że chyba bym wolała zostać w domu... może przeczucie? Rozchorowania się? Bo katar to wiadomo, przejdzie, ale ten kaszel gruźliczy mnie niepokoi, żeby się nie rozwinęło w coś brzydkiego.
Jak Ty wynajdujesz takie perełki?
OdpowiedzUsuńWyprawa na górę najlepsza, no i ten kiosk!
Ja nie wiem, co to jest z tymi ze sprajem, oznaczają terytorium jak psy?
Zazwyczaj czysty przypadek - tu główną rolę gra FB i rozmaite czeskie grupy. Ale chodzenie - na sucho - po mapie, powiększając do maksimum, też dużo daje.
UsuńCo do sprejowców to może adrenalina ich mobilizuje do tych bazgrołów? Przecież sobie zdają sprawę, co im grozi, gdy ich złapią. Szkoda, że rzadko łapią. Więc są takie zawody - oni czy ja.
W niektórych miejscach wyznaczają specjalne kawałki muru na wolne sprejowanie, ale to pewnie nie honor, skoro można.
Sur le pot...
OdpowiedzUsuńA mnie skojarzyło się z bardzo popularną piosenką - Sur le pont d'Avignon (Na moście w Awinionie) ==> https://www.youtube.com/watch?v=R76eQYTInA4
Wycieczka, wspinanie, prawie 12 km - świetne !!!
A może sur le pot sur le pont 🤣 Wybrać się do Awinionu z własnym nocnikiem!
UsuńBoziu, boziczku, jaki cudowny jest ten Žabák! 💝 💖 💓 🐸 Moje miasto też ma swojego Žabáka, ale brzydszego. Kiedyś pokażę. Hundertwasserhaus bardzo piękny 💖 🥰
OdpowiedzUsuńTzn. PRAWIE Hundertwasserhaus 😀
UsuńA Wiera mówi:
Usuń- Tyleśmy po Żiżkowie chodzili (z seniorskimi prochazkami), a nigdy nam tego nie pokazali.
Jasna sprawa, że ja dopiero muszę z Polski przyjechać! 🤣
Och, Deti z Bullerbynu 😍 Też bym brała, bez dwóch zdań 😃
OdpowiedzUsuńKiedyś, jak byłam młodsza i na głowę lepsiejsza, planowałam, że się szwedzkiego nauczę, coby czytać je w oryginale. To już się nie stanie 🤣
UsuńA swoją drogą, ten malarz - Jan Zrzavý - bardzo przypomina mi Ojczastego.
OdpowiedzUsuńTak, to ten typ 😁
Usuń