sobota, 9 maja 2026

Patrick Modiano - Rue des Boutiques Obscures


To jest jedna z dwóch książek po francusku, które uwielbiam nad życie i których bym nie oddała. No bo dobrze, jeszcze Maigrety lubię czytać, ale to co innego, nie wracam do nich z takim uczuciem rozkoszy, jak do Ulicy Ciemnych sklepików 😉 Ciekawa jestem, czy byście zgadli, jaka jest ta druga... ale to zbyt trudne chyba.
 


Moja historia z tą książką jest już długa. Czytałam bardzo dawno temu pożyczoną z Instytutu Francuskiego. Potem przeczytałam po polsku (choć unikam takich operacji), no bo była akurat w bibliotece. I narzekałam, że bym chciała wrócić do wersji oryginalnej, więc mi czytelniczka podpowiedziała, żeby poszukać w bibliotece na Rajskiej. I była tam. A gdy już ją znowu czytałam, doszłam do wniosku, że tak dalej być nie może, muszę mieć swoją i zamówiłam w księgarni francuskiej. Po czym - zapomniałam 🤣 W sensie takim, że teraz dopiero czytałam swój egzemplarz pierwszy raz. Po sześciu latach. I nadal UWIELBIAM.

Jak kiedyś pisałam:

Jest tam wszystko, co kocham w powieści - tajemnica, detektywistyczne próby rozwikłania zagadki, nieprzeniknioność naszego życia, niepewność, romantyka, ale nie przesłodzona, melancholia, powolne odkrywanie własnego ja... 

Początek:


Koniec:

Ostatnia strona polskiego tłumaczenia:


 

Wyd. Gallimard 2019, 250 stron

Seria: Collection FOLIO 

Z własnej półki

Przeczytałam 7 maja 2026 roku



Czas biegnie jednocześnie szybko i powoli. Dzień mija za dniem - tak na niczym, powiedziałabym. Przed wyjazdem (choć to jeszcze dziesięć dni przecież) nie umiem ani się skupić na czymś ani niczego zaplanować. Poza samym wyjazdem oczywiście. 

Z domowych spraw: pojechałam do Leroy Merlin, bo przyszedł SMS, że są do odbioru zamówione opaski, te do futryn w łazience i toalecie, do wymiany po zalaniu. Ale jak mi Pan Malarz zaczął kiedyś wyliczać, jaka to będzie robota i ile to będzie kosztować, to mi się odechciało wszystkiego i jednak postanowiłam odłożyć sprawę na później (czyli na świętego Nigdy...). Więc opaski odebrałam NA magazynie (jak to mawiają), a w parę minut później zwróciłam je NA sklepie 😂 Faktem jest, że tak czy siak, były inne niż te, które mam w domu i nie mam pojęcia, jak by to wyglądało po zamontowaniu, pewnie różnica rzucałaby się bardzo (albo mniej bardzo) w oczy - i to przecież zaraz na wejściu. 

Druga wyprawa była do Castoramy, gdzie oddałam wsporniki nie pasujące do szyn i prawie prawie pogodziłam się z myślą, że nie będę już miała trzech dodatkowych półek. A wieczorem nagle TADAM! Przecież wystarczy dokupić dwie nowe szyny (czyli z tymi innymi otworami) i przykręcić je w górnej części między starymi!

Czyli czeka mnie ponowna wycieczka do sklepu, żeby kupić dwie szyny i z powrotem te sześć wsporników 🤣 Tak się przejęłam tą myślą, że znów nie mogłam usnąć w nocy 😂

Niestety trzeba będzie zawołać gościa ze spółdzielni, żeby mi przyszedł to przykręcić i ta myśl wystarczyła, żeby odłożyć całość operacji na czerwiec... Całość, bo skoro będzie wiercił, to przecież czeka w piwnicy ten straponten kupiony jeszcze za Ojczastego, który chcę przymocować koło drzwi wejściowych, żeby móc wygodnie przysiąść do zakładania butów. A może by jednak zrobić to w przyszłym tygodniu i mieć z głowy? No tak, teraz się będę bić z myślami... tak by się chciało poprokrastynować 🤣

Z filmów:

- obejrzeliśmy z Frankiem film Marlina. Zbrodnia w czterech aktach z 2017 roku. 


Opis na "mojej" stronce był następujący: 

After encountering a group of bandits with plans to rape and steal from her, a young widow ventures into the wilderness in search of justice.  

Zaczęłam oglądać i kurka wodna nie rozumiem: kiedy to się dzieje i gdzie, jakim oni językiem mówią. W końcu poszukałam na Filmwebie - Indonezja! I to dziś! W sumie nie wiem, czy widziałam już wcześniej jakiś film indonezyjski... Ten został ochrzczony mianem spaghetti westernu i faktycznie jest w nim ten klimat, są wspaniałe pejzaże, jest muzyka. Ale jest też mnóstwo przemocy i życie kobiet niewyobrażalne dla nas, Europejek w XXI wieku. Dla chętnych - link.

- dalej był film fiński Perhoset (tytuł angielski Butterflies) z 2024 roku. Polskiego tytułu brak. Mój słownik fiński podaje, że perhonen to motyl, więc zgadza się, widać taka ich liczba mnoga 😎

Bohaterka Siiri pracuje jako asystentka ministerialna i dwoi się i troi, żeby móc pojechać ze swoją przełożoną do Brukseli czy gdzie tam, już zdążyłam zapomnieć. Na służbowym wyjeździe spotyka swego ojca-nieudacznika, który jest na progu bankructwa, ale oczywiście się do tego nie przyznaje, mimo że mieszka w samochodzie. Niby to komedia, ale smutna - choć z happy endem. O tym, co jest w życiu ważne, o trudnych relacjach między dziećmi i rodzicami, o wyborach życiowych. Nie takie złe. Link - tu. Ale ale! Napisy tylko angielskie! Tak że obejrzałam kolejny film po angielsku, dzielna ja.

- następny z mojej stronki to Mój stryj Jens z 2025, tym razem norweski. Trochę tak norwesko-irański.


Franek też jest imigrantem, więc oglądał z zainteresowaniem. Bowiem w mieszkaniu spokojnego nauczyciela w Oslo, współdzielonym z innymi młodymi ludźmi, pojawia się niezapowiedzianie stryj z Kurdystanu. Akam go nawet nie znał. Stryj Jens raczej nie uznaje norweskich porządków (nie ma bidetu w łazience!?) i zwyczajów, ale zadomawia się i nawet po trosze zaprzyjaźnia ze współlokatorami Akama, choć ci nie mogą pojąć, jak można przyjechać bez zaproszenia i siedzieć... Akam jednak odkrywa, że stryj nie pojawił się u niego prosto z lotniska i że jest tu wielki problem z wizą i dokumentami. Nawiązuje znajomość z dziewczyną pracującą w urzędzie d/s imigracji i jeszcze nie wie, jak to pojawienie się stryja zmieni jego życie. Niby nic specjalnego, ale warto zerknąć, sympatyczne - tu

- obejrzeliśmy też na Arte.tv w ostatniej chwili Stromboli. Ziemia bogów Rosselliniego, ale już go tam nie ma...
 


A potem dokument o Gorbaczowie, który jeszcze jest, ale tylko do wtorku. Rozmowy z ostatniego roku życia.

Teraz w związku z wyjazdem nadrabiam filmy, którym kończy się dostępność w maju. Franek nie chciał ze mną oglądać francuskiego W górę serca z 1999 roku, bo mówi, że nie będzie się dołował (dziewczyna w ciąży dowiaduje się, że ma raka piersi i za wszelką cenę chce uratować to dziecko). Mnie temat akurat bliski, bo koleżanka z pracy miała we wtorek operację - oszczędzającą, bo wycięli jej z piersi dwa guzy - i miejmy nadzieję, że na tym się skończy. 

33 komentarze:

  1. To Ty czytasz książki po francusku?!?!
    Chapeau bas!
    I do tego taka masa filmów.
    A ja nie mogę sobie przypomnieć czy w tym roku widziałem jakiś film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś, na długo przed emeryturą, projektowałam sobie, że będę codziennie oglądać nawet dwa filmy - żeby wyoglądać to, co jest w domu... A tymczasem domowe leżą przeważnie odłogiem, bo tyle się pojawia na stronce z filmami online 😉
      A Ty na filmy nie patrzysz, bo masz ciekawsze zajęcia!

      Usuń
  2. Przeczytałam kilka lat temu z Twojej rekomendacji. Dałam 7/10, więc chyba mi się podobała, ale nie powaliła (może z nią tak jest jak z "Pachnidłem", które mnie zachwyciło po niemiecku, a potem przeczytałam po polsku i byłam zaskoczona, że taka różnica na niekorzyść).

    Fajnie, że Franuś jest miłośnikiem ambitnych filmów, bo gdyby Cię zmuszał do oglądania "Klanu" i "Trudnych spraw", to chyba by go trzeba było wystawić na tym japońskim Ebayu😁

    Sama mam Reisefieber przed tą Pragą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak właśnie mam z książkami czytanymi "w językach", że boję się po polsku i rzadko się na to decyduję. Ginie gdzieś cała atmosfera.
      L'atmosphère, atmosphère ! jak mówią w słynnej scenie z filmu "Hôtel du Nord" 😂

      Wczoraj Franek jak zasiadł, tak cały serial ciurkiem obejrzał! Kryminalny! Wciągnęło go!
      Ciekawe, czy to dlatego właśnie wstałam teraz z globusem...

      Nie mów mi o Reisefieber. Powtarzam - niech wreszcie wymyślą jakieś teleportacje sensowne.

      Usuń
  3. Jak to zrobiłaś, że masz w mieszkaniu taką cudną wnękę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Tam były drzwi (wejście) do pokoju! Szersze oczywiście, bo ta wnęka ma pół metra zaledwie. Ścianę obok przestawiłam, a wnękę zaprojektowałam, bo tam miała powstać taka wąska garderoba. Tyle że nigdy nie powstała, bo zanim się znalazło jakiegoś śpeca, to już mi się plan zmienił 😂
      I całe szczęście, bo pięknie by mi wyglądały ubrania - tam przecież potem były zalania nieustające.
      Chociaż... może nie byłoby to takie złe: raz na zawsze pozbyć się wszystkiego i potem sobie powolutku tworzyć nową garderobę 🤣 A nie, że "to zostaje, bo może kiedyś się zmieszczę", "to za dużo kosztowało, żeby tak wywalić" etc. 🤣

      Usuń
    2. Dla książek to chyba też niezbyt bezpieczne, te zalania.
      Język francuski jest piękny w brzmieniu, ale nigdy nie miałam z nim bliższej styczności, w sensie nauki. Podziwiam Cię, że znasz i czytasz w oryginale.

      Usuń
    3. Dla książek zabójcze, w końcu ubrania można wyprać, ale z zalaną książką nic już nie zdziałasz...
      Co tu podziwiać - tak się złożyło. W sensie, że w jedynym liceum w Dżendżejowie był właśnie francuski, o angielskim nikt tam wówczas nie słyszał. I mimo że profesorka od francuskiego nie zachęcała na początku - jakoś poszło 😂

      Usuń
  4. Dziesięć dni - czyli ten wyjazd już za moment.

    Imię małpy u mnie się nie przyjęło. Za każdym razem, jak widzę w tekście Franek słyszę opice :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - za moment. A przecież dziesięć dni to bardzo dużo. Można góry przenieść 😂

      Z opice był ten problem jeszcze, że nie wiadomo było, jak odmieniać. Czy używać czeskich przypadków czy nieruchomego słowa opice czy jak? Więc trudno, niech będzie Franek.
      Przyszło mi do głowy, że może jak się wybiorę do kina, Franek też ze mną pójdzie? Była kobieta z pieńkiem, może być kobieta z Frankiem 😁

      Usuń
  5. Nie odkładaj tych półek, bo Ci zdominują myślenie w Pradze...
    Fajnie tak oglądać z tym małpiszonem:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest niegłupie myślenie.
      I poszłam wczoraj do tej Castoramy i zanabyłam drogą kupna szyny i wsporniki 😁 Teraz jeszcze montaż... już mi się słabo robi.
      A przez Ciebie obejrzeliśmy wczoraj z Frankiem cały sezon serialu duńskiego!

      Usuń
    2. No owszem, podobał się i pewnie drugi sezon też obejrzymy 😁

      Usuń
  6. no powiem ci, że te filmy to bardzo niszowe ale ciekawe i możliw, możliw... Franek mnie rozśmieszył. i zgadzam się z nim, że ciężkie kalibry nie zawsze dla mnie. a w zasadzie już odmawiam, bo jakas równowaga być musi.
    no i szacun w kwestii literatury francuskiej czytanej w oryginale. ja jednak poszukam w polskim przekładzie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie wczoraj wyczytałam (w komentarzu Jotki) o "Kasztanowym ludziku" i obejrzeliśmy 😁
      I dowiedziałam się, że też się męczysz z angielskim na Duolingo hi hi!

      Usuń
    2. ojesooo otóż jednak wykupię płatne, bo mnie te reklamy, doładowania wkurwiają...tym bardziej że ja już trzy trzepie bo jeszcze hiszpański odświeżam i włoskiego się zaczęłam uczyć.

      Usuń
    3. No czytałam właśnie, czytałam... może przy trzech to Ci się opłaci? Nawet w sumie nie wiem, jakie to są koszty, bez tych reklam. Mnie najbardziej wkurzają te piększone skrzynie, które trzeba otwierać 🤣

      Usuń
  7. I co postanowiłaś w związku z wyjazdem: codzienne notki czy zbiorcze później?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stawiam na codzienne, tylko może skrótowe - a co wyjdzie w praktyce, zobaczymy 😎

      Usuń
  8. Skąd masz to zielone krzesełko? 😍 Pamiętam takie z dzieciństwa, przyjaciółka mojej babci miała takie białe, a że sama nie miała wnucząt, więc kiedy szłam do niej z babcią ta zawsze mówiła, że moje krzesełko czeka na mnie... Jeżeli spotkam takie gdzieś na lumpach to sobie sprawię 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzesełko jest z jakiejś wystawki na osiedlu czyli zdobyczne.
      Ale kurczę co się w końcu stało z białym krzesełkiem, które czekało na Ciebie?!
      Chyba, że źle zrozumiałam - że ono tam czekało, gdy przychodziłyście z babcią, żebyś mogła usiąść na nim?

      Usuń
    2. Tak, czekało i siadałam na nim jako dziecko. A potem jak już trochę urosłam (sic!) 😉 i odwiedzałam babci koleżankę już jako dorosła to ono ciągle tam stało 🙂 Niestety, zmarła kiedy ja już w Pl nie mieszkałam i nawet nie miałam okazji spytać rodziny czy nie chcieliby go sprzedać, bo ja bym chętnie kupiła. Ot, taka historia rzeczy, która być może kogoś dziś cieszy, a może skończyło w piecu albo właśnie na jakiejś wystawce... 🤷‍♀️🙂

      Usuń
    3. A Ci powiem, że niedawno gdzieś takie krzesełko widziałam, ale nie mogę sobie za nic przypomnieć, gdzie to było - pewnie w jakimś filmiku na YT...

      Usuń
  9. Kobitki na co Wam tyle języków? To od tego te globusy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawa koncepcja 🤣🤣🤣
      Mnie osobiście angielski właśnie do oglądania filmów, gdy innych zrozumiałych napisów brak. Teatralnej do podróży - a podróżuje ci ona sporo.
      Zresztą już Goethe mówił, że ile znasz języków, tyle razy jesteś człowiekiem. Co AI tłumaczy w ten sposób: każdy nowy język to nowa perspektywa, kultura i sposób myślenia.

      Usuń
    2. No i jak się ma globus 😉, to można palcem wskazać na dowolne miejsce i jest szansa, że się tam dogadasz 😉🙃

      Usuń
    3. Tylko jak się ma GLOBUSA, to nic nie zdziałasz 😂

      Usuń
  10. Ogladam filmy zupelnie innego gatunku niz Ty (i czytam inne ksiazki ) ale skoro mowa o filmach to powiem ze ostatnimi dniami przesladuje mnie ochota zobaczyc jeszcze raz "Mud", z Matthew McConaughey i Reese Witherspoon. Ostatnio ogladam starsze filmy jako ze po pandemi wyprodukowano wlasciwie tylko kilka godnych zobaczenia a takze niezmiernie rzadko kusze sie na nieamerykanskie filmy.
    Ten film wybieram sie ogladnac ponownie nie tylko bo dobry, bo ma znakomita obsade ale byl w duzej czesci krecony w miejscowosci w ktorej mieszkalam. To tez nic nadzwyczajnego bo kazdy jeden film pokazuje jakas rzeczywista miejscowosc - jednak wybor tej byl niespodzianka bo to bylo i jest malenkie, nieznane, 5tysieczne miasteczko, zlokalizowane w nieciekawej czesci stanu Arkansas, plaskim, zasianym bawelna, kukurydza, ryzem i choc zadbane to ubogie i bez rozrywek. Mieszkalismy w nim ze wzgledu na doskonala prace meza. Tak czy siak fabula filmu dyktowala taka scenerie, Delte rzeki Mississippi wiec wybor padl na niego a nosi nazwe Dumas .
    Dlaczego o tym wspominam poza pochlebna recenzja ? Bo czesto, jesli akurat nie spi, to w ogladaniu towarzyszy mi moja kotka Bella, zupelnie jak Franek Tobie, lezac na dywanie. Tak mi sie skojarzylo.......
    Zycze wspanialego pobytu w Pradze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie słyszałam tego tytułu, ale widzę, że jest na "mojej" stronce 😉 Pewnie wrócą wspomnienia przy ponownym oglądaniu, co?
      Chciałabym, żeby ktoś nakręcił film w Dżendżejowie!
      I tak sobie oglądamy filmy z naszymi zwierzakami 😁

      Usuń
    2. Bardzo fajny film.
      A ja wzięłam się za "Kasztanowego ludzika", bo nie mam pomysłu, co by tu sobie oglądać. Ale czy to dlatego, że kiedyś czytałam książkę, czy też obrzydły mi skandynawskie wyrafinowane morderstwa (jakby nie można było kogoś po prostu zastrzelić czy zatłuc), to niestety mnie nudzi🥱, spróbuję jeszcze drugi odcinek, może zassie

      Usuń
    3. Nie masz pomysłu, to chyba wszystko już wyoglądałaś! Żebym to ja mogła powiedzieć o sobie... Ja mam tylko i wyłącznie zaległości 😂 Być może trochę dlatego, że lubię wracać do filmów, które już widziałam - do jednych, bo tak je lubię, do innych, bo nie pamiętam za dobrze... co zresztą dotyczy i tych pierwszych 🤣

      Usuń
    4. Sprawdziłam ilość zakładek z linkami w folderze FILM.
      Jest ich otóż 1860 🤣🤣🤣

      Usuń