sobota, 23 maja 2026

Tadeusz Kubiak - Gdy zapadnie noc + PRAGA sobota

Lektura szkolna do I klasy! Kto w nocy pracuje, żeby nie pracować mógł ktoś?

Otóż maszynista, spikerka radiowa, telegrafista, lekarz, aptekarz, milicjant, monter (torów tramwajowych), hutnik, robotnik przy filtrach i inżynier w elektrowni, strażak no i na końcu piekarz. 

Ktoś jeszcze przychodzi Wam do głowy?


Koniec:


Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1987

Ilustracje: Bogusław Orliński

Seria: Poczytaj mi mamo

Przeczytałam 23 maja 2026 roku

 

Praga, dzień piąty

Prawie prawie się udało. Nie mogę narzekać na ataki kaszlu (owszem, były, ale nie spektakularne). Tylko zmęczenie takie... W planie na pierwszy dzień Open House miałam więc trzy lokalizacje i tylko pierwsza poszła jak miała. Pojechałam z wyprzedzeniem, że niby jeszcze spenetruję okolice, zanim się zacznie (o 10.00), ale okazało się, że nie zdążyłabym jednak, zwłaszcza że pan właściciel, który nas oprowadzał, zobaczywszy, że już jest spora grupka, zaczął kwadrans przed czasem 😁


To był dwór, który odziedziczył po ojcu, który z kolei dostał go w restytucji po 1989 roku i z którego odbudową boryka się lata całe. Mają tam być mieszkania. 


Przetuptaliśmy cztery skrzydła po placu budowy, niektórzy (znaczy ja) usiłowali sobie wyobrazić, jakie by to było ich mieszkanie. Z zegarem na przykład.


Z takimi schodami. Mam niejasne wrażenie, że on ten projekt spapugował, ale nie wiem, z kogo/czego.


I na takim strychu. Jak pięknie pachnie jeszcze drewnem! Pomarzyć sobie można. Ale książek pewnie za dużo nie można tam trzymać.

Gdyśmy wyglądali przez okno z zegarem, pan nam zwrócił uwagę na biały walec w oddali. Rodzaj latarni, oświetlał drogę wędrowcom udającym się do Karlsztejnu.

 

Mój plan obejmował też odszukanie kościoła gdzieś wśród chaszczy okolicznych, właściwie kaplicy, o której wieść niesie, że zaprojektował ją sam Dientzenhofer. Kaplica okazała się zarośnięta drzewami, a od drugiej strony niedostępna z powodu ogrodzenia czegoś tam. Tak że niewiele się nacieszyłam widokami.


Koło kaplicy rosło takie coś i przypomniało mi się z dzieciństwa - chodziło się do gaju po barwinek do ubrania koszyka ze święconym. Ale teraz nie jestem pewna, czy to jest na pewno to samo.

Od przystanku tramwajowego widać było na osiedlu bloków taką konstrukcję. Najpierw pomyślałam, że pewnie pod ziemią biegnie metro i że to jest jakiś wywietracz 😁 Mapa jednakże mówi, że jest to 22-metrowy komin. Komin??? Od kotłowni niby. 

A tu taki wynalazek (nie pytajcie, o co chodzi).


Za to brama ładna.


I była 11:34, kiedy JADŁAM OBIAD. No nieźle, nieźle. Ale tak wyszło 🤣 skoro miałam odpocząć przed następną turą Open House. Do 15.00 odpoczywałam, więc w sumie miałam nowe siły, ale ledwo zajrzałam do czatu, okazało się, że do tych dwóch jeszcze wybranych przeze mnie miejsc są kolejki na co najmniej godzinę stania. Dobra rzecz, ten czat w aplikacji. 

Poszłam więc gdzie indziej, miało być czekania na 20 minut, podjarałam się, bo przychodzę, w drzwiach stoją dwaj panowie wolontariusze i nikogo. O, myślę sobie, ale się trafiło. A panowie mi pokazują na drugą stronę ulicy, gdzie W CIENIU koczuje kolejka 😁 Jak w cieniu, to może postoję. Stoję więc i czytam sobie Christieovą, a tu podchodzi jeden z tych panów i wręcza mi zalaminowaną kartkę, że na mnie kończy się druga grupa do wejścia i mam ją trzymać. Ci, co za mną, to już kolejne grupy. To się nazywa inżynierskie myślenie jednak! Bo nieraz są przepychanki, ja tu stałem etc. A oni wymyślili. Nawet mnie przyszła jedna pani wyfocić z tą kartkę, bo to takie roztomilé 😂

 

Czekaliśmy więc, coraz większy tłum ludzi w środku miasta, zatrzymał się jakiś samochód i facet pytał, za czym kolejka ta stoi. Ach kolejkowicze rozwinęli perełki dowcipu 🤣 Cóż, nie każdy słyszał o Open House. A kolejka stała do banku. Będą się przenosić do nowego biurowca, a tu z kolei przeniesie się magistrat, więc zajdą zmiany.


Ciekawe, co magistrat zrobi ze skarbcem w podziemiach (trzy piętra niżej). Oczywiście pozwolili tylko schody zobaczyć.

Ale tacy urzędnicy bankowi to ludzie bez fantazji, gdzieśmy nie zajrzeli, wszystko uporządkowane, żadnych prywatnych szpejów, no jak tak można pracować!

Co innego poniżej...

Uwaga, zgadujemy (zanim przewiniemy) - gdzie jesteśmy? 

 

A w teatrze 😂 


Opowieść teatralna i złażenie wszystkich garderób, rekwizytorni, pralni, charakteryzatorni, magazynów kulis, sceny i widowni, "domeczku" czyli sali prób czytanych i tak dalej trwało trzy kwadranse (ale czekanie tylko 10 minut) i na tym pierwszy dzień OH zakończyłam.

Ale jeszcze poszłam do metra, bo przed domem kultury na północy Pragi wystawiali dziś (ponoć po raz pierwszy) mercedesa, w którym został zastrzelony Heydrich. Kolejna rocznica operacji Anthropoid. Z tym to jest trochę jak u nas z Powstaniem Warszawskim, bo to duma narodowa, a z drugiej strony straszne konsekwencje. Byłam tam za pięć szósta i był to ostatni dzwonek...

Ładnie wyklepali 😉


 

... bo dziesięć minut później zabrali się za wywożenie go, trzęsąc się przy każdym pokonanym centymetrze, zanim auto wjechało do specjalnego dostawczaka. Musi co mercedes, historyczny jakby nie patrzeć, kosztuje spore pieniądze. Panowie w koszulkach z logiem dzielnicy odetchnęli z ulgą, mówiąc, że teraz to już ubezpieczenie przewoźnika, jak by co.

 

Cała impreza już się zwijała, a wśród przebierańców z epoki II wojny światowej byli i ci panowie, ale to nie żadni przebierańcy akurat, tylko klasyczni Czesi, trampowie z dawnych lat, co nie zamienili swobodnego stroju na garniaki, stali bywalcy hospody 🤣


I wiecie - zaglądam do mapy, bo skoro już tu jestem, to może coś w pobliżu, jakaś rzeźba 4-procentowa czy coś... A tu - knihobudka! I to jak zaopatrzona, cztery pełne półki jak cztery procenty!

Wzięłam trzy sztuki, ale muszę sprawdzić, kto zacz ten McBain, bo może nie warto wozić do domu?

Jeszcze tylko sprawdziłam domofon w pobliżu, Wietnamczyk, Węgier dwa bratanki: 


I do domu. A koło domu tak korzystają ze stygnącego dnia:


 Zaś w domu...


 13.102 kroki = 9,4 km

Jutro kolejny ciężki dzień 🤪 

18 komentarzy:

  1. „To był dwór, który odziedziczył po ojcu, który z kolei dostał go w restytucji po 1989 roku i z którego odbudową boryka się lata całe.”

    Nic dziwnego, że niektórzy spadkobiercy nie chcieli nawet brać tego rodzajów restytucji: zburzyć ich nie mogli, kupić ich nikt nie chciał, a na odbudowę, wg ścisłych zaleceń konserwatora zabytków, nie było ich stać. Komuna ich pokarała zabierając mienie, a nowy system zrobił to samo, oddając je.

    „A tu taki wynalazek (nie pytajcie, o co chodzi).”

    Zabezpieczenie od deszczu.

    „...a tu podchodzi jeden z tych panów i wręcza mi zalaminowaną kartkę, że na mnie kończy się druga grupa do wejścia i mam ją trzymać.”

    Pamiętam kolejki na Kubie—jedna z nich była do lodziarni i Catherine koniecznie chciała kupić loda (po którym przez jakiś czas miała spore problemy z żołądkiem). Kolejka nie miała klasycznego, PRL-owskiego kształtu, lecz składała się z kilkudziesięciu luźno stojących osób w różnych miejscach dookoła drzwi wejściowych, toteż nie bardzo wiadomo było, gdzie się ustawić.
    Na szczęście przed wyjazdem na Kubę przeczytałem kilka przewodników i one wyjaśniały to zagadnienie. Otóż w tym przypadku trzeba było głośno zawołać, "Quién es el último?" lub w skrócie, „El ultimo?” („kto jest ostatni”), zapamiętać osobę, która na to odpowiedziała, a potem samemu oczekiwać podobnego zawołania—i nie potrzeba wówczas stać cały czas za tą osobą, a można nawet oddalić się z kolejki.

    „Ciekawe, co magistrat zrobi ze skarbcem w podziemiach.”

    Pracowałem kiedyś przez jakiś czas w sejfie w podziemiach banku. Znam dwa budynki w Toronto po byłych bankach, przerobione na rezydencje i hotele. Oczywiście, sejfy, stanowiące integralną część budynków, nadal istnieją. W jednym (ogromnym, wchodzonym) zrobiono… małą kawiarnię, a skrytki sejfowe wynajęto lokatorom czy też hotelowym gościom.

    „wystawiali dziś (ponoć po raz pierwszy) mercedesa, w którym został zastrzelony Heydrich. (…) Z tym to jest trochę jak u nas z Powstaniem Warszawskim, bo to duma narodowa”

    Znając ogromne bohaterstwo tego narodu w czasie II Wojny, nie dziwię się. Na bezrybiu i rak ryba…
    A artefakt rzeczywiście imponujący, czytałem wielokrotnie o tym zamachu, m.in. w PRL-owskim magazynie-komiksie „Relax”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabezpieczenie od deszczu? To mi nie przyszło do głowy... przecież powinno być zabezpieczone samo z siebie, skoro jest na zewnątrz?

      "Quién es el último?" - do dziś stosuje się w niektórych przybytkach medycznych czy innych 😂 Najlepiej jest tam, gdzie wprowadzono numerki, bo wtedy porządek.
      Nie cierpię, gdy trzeba zapamiętać, za kim się stoi, bo mam z tym zawsze problem, chyba że dana osoba jest baaaaardzo charakterystyczna albo ma jakiś element garderoby rzucający się w oczy.

      Pracowałeś w sejfie???

      Usuń
    2. „powinno być zabezpieczone”

      „Powinno” nie oznacza, że „jest”, szczególnie w przypadku produktów „Made in China”. Kiedyś kupiłem zegarek robiony w tym samy kraju, jakoby „water-resistant”—tylko że następnego dnia okleiło się szkiełko...

      „Najlepiej jest tam, gdzie wprowadzono numerki, bo wtedy porządek.”

      No tak, ale na Kubie brakuje papieru i długopisów… 😁 Ale obecnie i tak nie ma kolejek do lodziarni—z powodu kompletnego braku paliw, nie ma prądu, toteż lodów nie da się zrobić.

      „Pracowałeś w sejfie???”

      Tak, jako student, w Trust Company. Potem budynek przerobiono na „condominium” (mieszkania własnościowe). Gdy przechodziłem koło niego i spytałem się „concierge” / portiera o ten sejf, nie miał pojęcia. Może więc udało się go rozmontować.

      Usuń
    3. Kuba... nieszczęsny kraj... ale który jest szczęsny? Wtedy jest nudny 😉

      Usuń
  2. Dworek z rozmachem, ale nie chciałabym biegać po tych schodach codziennie!
    Butelka dla ochrony dzwonka przed deszczem.
    Wydreptujesz mnóstwo kroków!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po żadnych schodach codziennie 😂
      Jak sobie myślę o tych biednych ludziach tutaj - co prawda mieszkają w willach, ale z domu czy do domu pod cholerną górkę - Praha "kopcami" stoi - to mimo wszystko nie zamieniłabym się z moimi klitkami w bloku na płaskim 😁

      Jakie mnóstwo! Jak się to ma do Twoich?! Porównania nie ma. A Ty na co dzień w dodatku.

      Usuń
  3. Ja w sprawie książeczek dla dzieci. Co za kontrast między dzisiejszą a ostatnimi! Za PRL dziecko dostawało do ręki SZTUKĘ - wiersz poety, ilustracje artysty, przekaz dla inteligentnego człowieka. Po roku 1989 - szajs, bohomazy i przekaz dla polglowka.
    Cieszę się że już zdrowiejesz, będzie coraz lepiej!
    Pozdrawiam
    Józefina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Józefino, to wielka różnica. Cóż, pieniądz rządzi światem - podejrzewam, że i dziś znajdziesz piękne wydania, ale nie na kieszeń zwykłego rodzica...

      Usuń
  4. Kurde, przytuliłabym jakiś (na przykład taki) wypasiony (i wyremontowany oczywiście) dworek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A idź! Kto by się z tym bawił?! Nie stać nas na to 😁

      Usuń
  5. Prośba, żeby nie przelać kwiatka?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta klatka schodowa - o Imieniu róży od razu pomyślałem i schodach w ukrytej klasztornej bibliotece.

    Lektura dnia - wreszcie jakaś wartościowa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Literacko podchodzisz do schodów 😂

      Usuń
    2. Bardziej filmowo, bo przy lekturze człowiek sobie by takich schodów nie wyobraził jakie były w ekranizacji (niedawno sobie powtarzałem).

      Usuń
    3. Ulubiony film Ojczastego - zawsze go oglądał, gdy przyjeżdżał.

      Usuń
  7. McBain to znowu (u mnie) nostalgia za szalonymi latami 90. Sympatyczny detektyw z bodajże 87. posterunku, lubiłam te książki.
    Listki to faktycznie barwinek.

    Książeczki i teraz wydają ładne (nierzadko są to reprinty "naszych" z dawnych lat), ale ceny tak jak piszesz, zabójcze - ileż to człowiek na to wydał, włos się na głowie jeży. A przecież ja i tak dużo miałam moich starych, bo sentymentalnie je zostawiłam.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam, że po pierwsze mam juz w domu jednego, a teraz jest drugi w zamówieniu w Ulubionym Antykwariacie, więc w sumie już będzie trzech. Jak sobie pomyślę, jakie mam zapasy na czarną godzinę... 😂 Istotnie na okładce piszą o 87 "rewirze".

      Z pamięci mi się ten barwinek wynurzał taki z mniej wydłużonymi listkami. Może odmiana taka.

      O wydawaniu na książki nawet nie mów. No, to już jest na szczęście za mną, ale gdy pomyślę, ile pieniędzy się w nie wpakowało - w kontekście, że bez możliwości ich odzyskania, no bo wiadomo - to żal. Znaczy żal nie żal, dobrze, że się je ma 😎

      Usuń