sobota, 6 czerwca 2026

Agatha Christieová - Třetí dívka

Skończyłam tę Trzecią dziewczynę, nabytą pierwszego wieczoru w Pradze i tamże podczytywaną.

Dwa światy: lata sześćdziesiąte w Londynie, Beatlesi, minispódniczki - a z drugiej strony Hercule Poirot, czysta staroświeckość. Ponoć już w czasie I wojny światowej był na emeryturze, no to teraz ma ponad setkę chyba 😁

Do Poirota przychodzi młoda dziewczyna, bo chyba popełniła morderstwo. Ale gdy go ujrzy, ucieka nic nie wyjaśniając, mówiąc jedynie, że jest stary, za stary. Poirot jest w szoku - jak to, on stary? I oczywiście intryguje go to chyba, bo jak to, albo się kogoś zabiło albo nie. Rozmawia o tym z przyjaciółką, starszą panią, która pisze kryminały (takie alter ego Agaty) i wtedy dowiaduje się, kim jest ta dziewczyna. Trzecia dziewczyna - bo często gdy młode pracujące kobiety wynajmują mieszkanie, dla zaoszczędzenia na czynszu podnajmują pokój drugiej dziewczynie, a nawet biorą trzecią. Tak właśnie mieszka ta nieszczęsna Norma, którą ktoś faszeruje narkotykami i wmawia jej, że popełnia morderstwa. 

Trochę dziwny to kryminał, w sensie takim, że akcji tam mało, za to bardzo dużo międlenia w kółko tego samego (w końcu staje się to nudnawe) - Poirot wiadomo, skupia się na myśleniu i śledzimy te jego myśli, ale nie aż tak, żeby nam autorka ujawniała po drodze, co wykombinował 🤣

W Polsce książka wyszła pod tytułem Trzecia lokatorka. A ja poszukałam filmu, bo co prawda mam 27 dvd z Poirotem zgarniętych kiedyś ze Śmieciarki czy knihobudki, ale akurat tego oczywiście nie ma. W końcu znalazłam na wiadomej stronce, jest to trzeci odcinek jedenastego sezonu. Obejrzałam z przejściami, polskie napisy były złe, włączyłam angielskie, ale dopiero trzecie dobrze szły. Ech. Tak że całkiem niechcący zaliczyłam również film po angielsku 😁 Teraz widzę, że rosyjskie dobrze idą, mogłam sobie oszczędzić męki. A w filmie wszystko zrobili inaczej, nie myślcie sobie. Napisali na nowo.

Początek:

Koniec:


Wyd. Československý spisovatel, Praha1971, 226 stron

Seria: Spirála

Z angielskiego przełożyła na czeski: Eva Ruxová

Z własnej półki (kupione 19 maja 2026 roku za 5 koron z wystawki w antykwariacie KANT w Pradze) 

Przeczytałam 1 czerwca 2026 roku 



Dziś jest Pierwszy Dzień Reszty Mojego Życia. 

Jutro zresztą tak samo 🤣

No, ale po rozmaitych przejściach, po śmierci Ojczastego, po wymianie pionu, po czekaniu na malarza i wymalowaniu, po końcówce katalogowania, po Pradze i wcześniejszych przygotowaniach do niej, po niepokoju związanym z kaszlem i wizycie u lekarza (alergia, panie święty, a nie żadne zapalenie płuc czy co; Clatra i Singulair przez miesiąc) i wreszcie po kilkudniowej wizycie w Krakowie Věry i jej amerykańskiej wnuczki (co mnie również napawało strachem) i ich wczorajszym odjeździe - dziś jest ten Pierwszy Dzień. 

Należałoby zdecydować, co dalej. Ale kompletnie nie wiem, co dalej. Nagle okazuje się, że nie mam na siebie pomysłu. No bo dobrze - różne tam takie jak czytanie, oglądanie filmów, pragowanie - to wszystko było do tej pory, więc nic nowego. Zwykły szary dzień. A tak by się chciało robić coś innego, niezwykłego (?). Jednak nic takiego nie przychodzi mi do głowy, a nawet jak o czymś usłyszę/przeczytam, to wiem, że akurat nie dla mnie. Tyle miałam planów językowych, a teraz widzę, że nie ma się co szarpać, głowa już nie ta, jednym uchem wleci, drugim wyleci... Jeszcze dobrze, że choć to Duolingo ciągnę angielskie - ale to przecież bardziej zabawa. 

Tak że tak - jeszcze nie wpadam w depresję, bo w końcu lato, druga Praga przede mną, więc kolejne przygotowania, jakieś drobiazgi w domu wypada porobić (ten straponten do przedpokoju kupiony wieki temu trzeba wreszcie zawiesić)... Patrzę na kartkę powieszoną na tablicy korkowej chyba parę lat temu zaległości na emeryturę -  nic z tego mi się nie chce robić, to tylko zaległości, a nie nowe pomysły przecież.

W gruncie rzeczy nie potrzebuję nowego hobby (skoro mi na aktualne nie wystarcza czasu 😁), ale cały czas siedzi z tyłu głowy, że coś powinnam robić. Człowiek głupi całe życie. 

 

PS. Dziś jest też Pierwszy Dzień Bez Tramwaju. Przez 9 miesięcy będzie remont - 9 miesięcy!!! Przy czym niby we wrześniu miałby zacząć jeździć tramwaj wahadłowy do Bagateli i z powrotem. Pożyjemy, zobaczymy (czy się wyrobią). Chyba się dziś przejadę autobusem zastępczym, żeby obadać trasę i przystanki.

PS2. Bym zapomniała polecić Wam norweski film Everybody Hates Johan. Jak widać tym razem oglądałam z czeskimi napisami 😉 ale jak by ktoś chciał, to są angielskie.


Jest to opisane jako komedia, ale żadną komedią nie jest. Johana nie cierpi cała wieś, podobnie jak nie lubiła jego rodziców - pasjonowali się wysadzaniem w powietrze mostów w czasie wojny i przy tej okazji zginęli, ale zdążyli zaszczepić Johanowi to zamiłowanie. Jednak obróciło się ono przeciwko niemu, gdy niechcący wysadził w powietrze dziewczynę, którą całe życie kochał.... Bardzo mi się spodobało, jak pokazane jest surowe życie gdzieś na wyspach, które powoduje, że mieszkańcy też są surowi, żeby nie powiedzieć okrutni... odrzucają wszelką inność... a Johan uparcie dąży do celu, którym jest miłość i potomstwo... Dobrze, że choć przed śmiercią uzyskał spełnienie - czy każdemu z nas będzie ono dane?

29 komentarzy:

  1. Tak to jest jak człowiek ma dużo czasu i nie wie co z nim zrobić. Ja tak mam w każdy weekend. Potem się snuję po domu a czas przecieka między palcami. Tak jak z tymi wakacjami w dzieciństwie - za młodu człowiek może sobie pozwolić na bezkarne marnowanie czasu, a na starość już by chciał każdą godzinę WYKORZYSTAĆ.
    A może podróże? W inne miejsca niż do Pragi. ;-) Ja już mam tyle miejsc w Polsce, które bym chciała odwiedzić. Teraz czytam o Arkadii Heleny Radziwiłłowej i już mi się marzy żeby kiedyś pojechać do Nieborowa. A jeszcze muzeum Nałkowskiej w Wołominie, muzeum Dąbrowskiej w Warszawie... Mogłabym oczywiście zwiedzać Anglię, skoro tu mieszkam, ale moja wrodzona przekora mi nie pozwala i zawsze chcę mieć to co akurat jest daleko. :-D
    Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!
    Jozefina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja nie mam poczucia, że mam dużo czasu - wręcz przeciwnie 😉 Tylko gdzieś tam z tyłu głowy mi siedzi, że JESZCZE COŚ powinnam robić. Że skoro to jest jakiś kolejny etap w życiu, to miałby się czymś różnić. Wyróżniać.
      Podróże nie... Nie lubię chyba - im jestem starsza i większe ograniczenia, tym bardziej mnie przerażają. Gdyby to było coś, co głęboko czuję i o czym marzę, to bym może się zdobyła na wyczyn, ale tak nie.
      Dzięki, Józefino, za życzenia 😍

      Usuń
  2. Przykro mi to pisać, bo zawsze miałam słabość do mojej słynnej imienniczki, ale napisała kilka kiepskich kryminałów i "Trzecia dziewczyna" jest jednym z nich. Nie lubię też szpiegowskich, nudziarstwa. No ale trudno utrzymać wysoki poziom przez tyle lat (a może warto w porę zejść ze sceny?).

    Powiem Ci, że podobne myśli mnie gryzą, coś (COŚ) bym robiła, a nie wiem co. Dni mijają na niczym, za chwilę letnie przesilenie i co? I gucio. Jeszcze ten Iwaszkiewicz z podobnymi rozkminami, chociaż on to sobie przynajmniej jojczył na Sycylii😆

    Józefina, ja też mam w planach Wołomin i Dąbrowską! Bo w Stawisku byłam nawet całkiem niedawno i co najlepsze, nie było nikogo z obsługi, pusty dom. Zwiedziłam nie dość że za darmo, to w spokoju się ponapawałam atmosferą❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zejście ze sceny w odpowiedniej chwili to ciężki orzech do zgryzienia. Wyczuć ten moment. A potem się myśli - a, jeszcze jedno, jedna książka, jedna rola, potem już koniec. I od nowa.

      Póki pracujesz masz tę wymówkę, że przecież praca cię ogranicza, teraz nie możesz, za to później, jak już będziesz wolna, to ho ho.
      No i widać, jakie jest to ho ho...

      Usuń
    2. "Zejście ze sceny w odpowiedniej chwili to ciężki orzech do zgryzienia."

      Ja zszedłem w najbardziej możliwie odpowiedniej chwili. Nie żałuję.

      Usuń
    3. A ja nie wiem... Oczywiście bardzo się cieszę, że już nie muszę nach Arbeit, ale czuję się... dziwnie.
      Z drugiej strony chyba dobrze się złożyło (z pracy odeszłam z powodu Ojczastego, a nie że uznałam, iż czas na mnie), bo już powoli zaczynałam mieć problemy (z pamięcią). Jeszcze tego może nikt nie zauważył, mogłam to ciągnąć dalej, gdyby nie sytuacja w domu - i wtedy kto wie, co bym narozrabiała.

      Usuń
  3. Hmmm... Nie bardzo kojarzę fabułę "Trzeciej lokatorki", czyli mógłbym już chyba do powieści wrócić. Do odcinka serialu też, bo bardzo lubię Zoë Wanamaker w roli Ariadne Oliver. Czy tam coś było z jakimś listem ukrytym za ramą lustra czy obrazu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee, to jednak kojarzysz 😂 Owszem, list "po mojej śmierci" za lustrem.

      Usuń
    2. Aaaa... To to odcinek serialu jednak całkiem dobrze pamiętam, tylko sam tytuł wyleciał mi z głowy :D

      Usuń
  4. „Dziś jest Pierwszy Dzień Reszty Mojego Życia”.

    Widziałem dawno temu kreskówkę, gdy do pracy biurowej zgłasza się młody człowiek i szef wskazuje mu biurko—a dookoła otaczają go setki podobnych biurek, przy każdym siedzi obojętny wyłysiały i znużony urzędnik i przedkłada papierki z jednej kupki na drugą. „To jest pierwszy dzień reszty twojego życia”, mówi mu na powitanie boss. Jako student doświadczyłem idealnie podobnych sytuacji—na szczęście dla mnie NIE było to pierwszy dzień reszty mojego życia—ale dla większości tam pracujących od dziesiątek lat był…

    „Tyle miałam planów językowych…”

    Ja też. Może wreszcie zabiorę się za hiszpański. Jednakże sugerowałbym skupienie się na języku angielskim—moim zdaniem jest całkiem użyteczny…

    „...druga Praga przede mną…”

    Najważniejsze mieć plany, szczególnie związane z tym, co się lubi robić. Ja właśnie wróciłem z tygodniowych wakacji—cudowna pogoda, świetnie wypocząłem, codziennie jeździłem po pobliskich miejscowościach (często prowadząc długie rozmowy z napotkanymi ludźmi, ku frustracji mojego kolegi) oraz stanąłem na najdalej na południe wysuniętym punkcie kontynentalnej Kanady, który posiada dokładnie tę samą szerokość geograficzną co Rzym, Włochy i północna Kalifornia.

    „...że coś powinnam robić…”

    Z blogów wnoszę, że robisz….

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe dorosłe życie upływa nam szarakom na takim czy innym przekładaniu papierków, a gdy nadchodzi wolność jesteśmy już wypaleni, za starzy, schorowani czy biedni i niewiele możemy zdziałać. Zbierać herbaty ekspresowe i zapełniać nimi albumy...

      Tak, angielski najbardziej przydatny w kontekście tego, po co chciałam się go uczyć - czyli oglądania filmów. Powinnam się spróbować jakoś bardziej zmotywować...

      Fajnie miałeś. Tydzień, ale intensywny i robiłeś to, co lubisz 😍

      Usuń
  5. Przypomina mi to inną zapamiętaną przed laty kreskówkę.

    Po ponad czterdziestu latach monotonnej pracy w biurze sędziwy urzędnik odchodzi na emeryturę. Na pożegnanie, zgodnie z tradycją, otrzymuje piękny złoty zegarek – symbol uznania i przedmiot, o którym marzył przez całe zawodowe życie.

    Niestety, gdy wreszcie staje się jego właścicielem, okazuje się, że ma już problemy z założeniem go na nadgarstek. Słaby wzrok nie pozwala mu odczytać godziny, a artretyzm sprawia, że nawet nakręcenie mechanizmu jest dla niego dużym wysiłkiem. W rezultacie odkłada wymarzony zegarek na półkę, gdzie staje się jedynie ozdobą i gorzkim symbolem niespełnionych marzeń.

    Od czasu do czasu spogląda na niego z mieszaniną dumy, żalu i nostalgii. Otrzymał nagrodę, której pragnął przez całe życie – tyle że dopiero wtedy, gdy nie bardzo mógł już z niej korzystać. W pewnym sensie podobnie bywa ze spełnieniem wielu życiowych planów: często odkładamy je na później—a wówczas brakuje już sił, zdrowia albo czasu, by w pełni się nimi nacieszyć.

    Dlatego zawszę mówię, że życie jest „TU I TERAZ”, a nie ‘kiedyś tam’. Bo to „kiedyś” może okazać się bardzo zwodnicze, albo w ogóle się nie pojawi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i tu znowu przypomina mi się Kalina i jej plany na emeryturę☹️
      Masz rację, wciąż się na coś czeka (na Godota albo powrot do Moskwy) i życie mija. Ileż to było o tym filmów i sztuk teatralnych.

      Usuń
    2. => Jack
      Tak większość z nas ma w życiu. Rozmaite rzeczy przychodzą zbyt późno.
      Albo wcale 😉
      Tu i teraz to bardzo dobra dewiza.

      Usuń
    3. => Agata
      Właśnie, Kalina...
      Tak aktywna, póki pracowała - i tyle planów na potem. I po wszystkim.

      Ciągle się zastanawiam, czy jednak nie byłoby lepiej wiedzieć, kiedy nastąpi nasz koniec - i do tego dostosować plany i zamierzenia.
      Nawet w przypadku choroby. Pamiętasz, jak Woland radził choremu na raka, żeby wydać wszystkie pieniądze na ucztę dla przyjaciół i odejść wśród nich. Ale nie, my raczej będziemy do końca się łudzić, że cud się stanie, że nas wyleczą...

      Usuń
  6. Życzę wiele satysfakcji w każdym nowym dniu.

    OdpowiedzUsuń
  7. A właśnie, co nazwiemy spełnieniem?
    Bo jeśli poczujemy, to co, już umierać czas?
    Może planem niech będzie święty spokój i brak migren?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie od razu umierać. Może tylko mieć to poczucie satysfakcji z własnego życia?
      Właśnie - migrena. Znowu z nią wstałam i widzę wszystko w czarnych barwach.
      Nawet bym to olała, że niby trudno i co z tego, byle przeżyć dzień, ale umówiłam się dziś na spacer z koleżanką i tak mnie wkurza, że muszę odwoływać i się tłumaczyć i przekładać...

      Usuń
    2. Łączę się w bólu (głowy). Cały ubiegły tydzień bolała mnie głowa tak co drugi dzień... Dzisiaj nie boli ale jestem tak senna, że najchętniej przespałabym cały dzień, a muszę wyjść.
      pozdrawiam,
      Jozefina

      Usuń
    3. Czy jest jeszcze coś poza nowotworami i migreną, na co ciągle nie znaleziono lekarstwa? :(

      Usuń
    4. Na przeziebienie nie ma lekarstwa.
      Józefina

      Usuń
  8. Poirot nie jest moją ulubioną postacią, ale moja mama za serialem z nim bardzo przepada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wolę pannę Marple 😉
      Serialu tak w całości to bym chyba nie zdzierżyła, raczej będę sobie serwować po jednym odcinku przy czytaniu konkretnej książki.

      Usuń
  9. Czy znowu puścili wam autobus 704 do miasta? Czy teraz ma inny numer? Pamiętam , że całkiem niedawno (sprawdziłam - 7 lat temu) brałam udział w wielkim happeningu powitania tramwaju linii nr 8 na skrzyżowaniu pod Bagatelą - ależ to były emocje! :) mMa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, a nawet DWA! Na bogato!
      Mamy autobus 704 w lewo, do dworca i 708 w prawo, za Wisłę 😂

      "Całkiem niedawno"... no właśnie. Dopiero co były te atrakcje i zaś.

      Usuń
  10. Z rozpaczy chwyciłam się tego Duolingo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratulacje i powodzenia 😁 Tylko się nie denerwuj, jak Ci każą otwierać skrzynie!

      Usuń