sobota, 31 stycznia 2026

Jerzy Haszczyński - Rzeźnia nr 1 i inne reportaże z Niemiec

 Część z tych reportaży była wcześniej drukowana w Rzeczpospolitej, więc może ktoś z Was je zna. Mój kolega z pracy czytywał ten dziennik, czasem coś tam pokazywał, ale o ile dobrze zapamiętałam - mała czcionka była 😉

Temat przewodni - imigranci. Trudna rzeczywistość współczesnych Niemiec po milionie uchodźców zaproszonych przez Angelę Merkel słynnym "damy radę". Jeden z tekstów zresztą dotyczy samej Merkel i jej polskich korzeni. A same Niemcy opisywane w książce to była NRD, ze wszystkimi problemami wynikłymi po zjednoczeniu. 

Czegoś mi tu brakowało i chętnie przeczytałabym kolejny reportaż na niemieckie tematy, jeśli znacie, to podrzućcie tytuł /autora. Kraj tak blisko, a nie wiem o nim prawie nic. 


Początek:

Koniec: 


Wyd. Czarne, Wołowiec 2022, 220 stron

Z biblioteki

Przeczytałam 29 stycznia 2026 roku



Najnowsze nabytki

Czyli dla każdego coś miłego. W sensie dla każdego z moich ulubionych działów 😂 Dla dzieci i młodzieży (Kosmohikanów wzięłam na wszelki wypadek, bo nie byłam pewna, czy są w domu czy nie - nie było, jest Klub Kosmohikanów). Kryminał z kieszonkowej serii z labiryntem. Kolejna pozycja do nauki języków (gromadzę i końca temu nie widać). Cegła z gatunku literatura faktu. I ostatnia - rodzinne wspomnienia. Tak mi coś wczoraj mówiło idź do budek na Grottgera. I dobrze mówiło, bo właśnie tam znalazłam Małą księgę Brandysa, o której wcześniej nie słyszałam, ale gdy zajrzałam do środka, wiedziałam, że muszę przeczytać. Czyli będzie niedługo.

Apdejt z wieczora

Taaaaaa. Właśnie chciałam wpisać kryminał do katalogu. I się dowiedziałam, że go mam 😁 No i bardzo dobrze!
 

Urobek filmowy

- francuska Stara strzelba (Le vieux fusil) z 1975 roku. Obejrzany na Arte - dostępny jeszcze do końca lutego. Opis z ich strony:

Inspirowany faktami film Roberta Enrico z Philippem Noiretem i Romy Schneider w rolach głównych. Francja, rok 1944. Po wylądowaniu aliantów w Normandii, w odwecie za ataki partyzantów, oddziały SS dokonują masakry na ludności cywilnej w jednym z francuskich miasteczek. Giną w niej żona i córka szanowanego chirurga, który poprzysięga zemstę. W 1976 r. film został nagrodzony trzema Cezarami.

- krótki dokument ICE - żelazna ręka Trumpa z Arte,  

- po tym warto zobaczyć kolejny, pełnometrażowy Ameryka Donalda Trumpa klik  

- pełnometrażowy wywiad z Claudem Lelouchem na ARTE.tv (ale już go nie ma). Tzw. leluchy były pogardzane jako kino dla mas, ale kto nie lubi Kobiety i mężczyzny? Mówiono, że Lelouch kręci cały czas ten sam film. A co jest najważniejsze w życiu, więc i w kinie? Miłość oczywiście.

- amerykański Arszenik i stare koronki, 1944 w reż. Franka Capry, obejrzany online z polskimi napisami. Cudna czarna komedia, w której doskonale widać, że powstała z adaptacji teatralnej (ponoć czekano z realizacją filmu, dopóki się sztuka całkiem nie wyprzeda). Przypomniał mi o niej newsletter z francuskiego blogu filmowego Mon cinéma à moi sprzed kilkunastu dni (klik). Dwie urocze ciotki, które mordują samotnych starszych panów z miłosierdzia, ich siostrzeniec, znany krytyk teatralny, który wbrew głoszonym przez siebie poglądom właśnie się żeni i próbuje to ukryć przed całym światem, dwóch rzezimieszków ładujących się do domu z kolejnym trupem i policjant, którego marzeniem jest odnieść sukces jako autor sztuk teatralnych. Całość sprawiająca wrażenie bardzo angielskie, aczkolwiek rzecz dzieje się w Brooklynie. Cary Grant trochę za bardzo pajacuje, jak na mój gust, ale i tak warto.

-  radziecki Afonia z roku 1975, obejrzany na DVD z serii Klasyka Kina Radzieckiego. Na YT natomiast można oglądać z angielskimi napisami. Afonia jest hydraulikiem i może nawet się zna na swojej robocie, ale olewa ją z góry na dół. W przypadku awarii w bloku zakręci zawór w piwnicy i zostawi 300 rodzin bez wody, bo on już na dzisiaj skończył. Podobnie traktuje partnerki i kolegów. Ba, do ciotki, która go wychowała, nie odezwał się od czasów wojska. Alkohol, hulanki i wieczne łgarstwa. A tu zakochała się w nim młoda, naiwna, romantyczna dziewczyna...

 

- włoski Niemcy - rok zerowy z 1948 roku czyli klasyka kina. Do obejrzenia na ARTE do końca marca. Z opisu na stronie:

12-letni Edmund mieszka w zrujnowanym przez wojnę Berlinie z chorym ojcem, siostrą i bratem, który po powrocie z Wehrmachtu ukrywa się przed alianckimi władzami. Wobec bezradności dorosłych, chłopiec ima się różnych sposobów, żeby zdobyć środki do życia dla swojej rodziny. Ten przejmujący dramat z 1948 r. jest ostatnim filmem z antywojennej trylogii Roberto Rosselliniego.

Doskonały obraz zdegenerowanego społeczeństwa po wojnie. Tylko naturszczyki niestety marne, to psuje wrażenie. Planuję przypomnieć sobie pozostałe obrazy Rosselliniego na tej stronie. Póki tam są 😉

-  czeska komedia Mimořádná událost, z 2022 roku, dostępna na stronie czeskiej tv do 11 lutego. Miejsce akcji - motoráček czyli wagon motorowy, jaki kursuje na lokalnych liniach kolejowych (bez konduktora). W nim kilkunastu pasażerów, mały przegląd społeczeństwa. W trakcie jazdy maszynista zatrzymuje pociąg, wysiada, żeby naprawić z zewnątrz usterkę, ale pociąg rusza sam w powrotną drogę, bo ma z górki. Zanim podróżujący zorientują się, że jadą bez kierowcy, upłynie trochę czasu. Zawsze mnie zachwyca, jak Czesi potrafią kpić z siebie samych 😍 

- amerykański Jerry and Marge Go Large z 2022, na LM. Absolutne nieporozumienie. Przeczytałam poniższy opis (nieco mylący):

Based on the true story about long-married couple Jerry and Marge Selbee, who win the lottery and use the money to revive their small town. 

Obejrzałam początek, gdzie Jerry przechodzi na emeryturę, to mnie dodatkowo zachęciło 😂 Ale potem to już był taki snuj. Z obowiązkowym happy-endem.

 

Na czwartek miałam zaplanowane kino i cóż oto się stało? Prawie zaczynałam się szykować do wyjścia, gdy dopadła mnie... niedyspozycja żołądkowa, tak to nazwijmy. Całe szczęście, że nie PO wyjściu z domu 🤣 Teraz nie wiem - w środę jeszcze będzie ten film, więc pójdę, jeśli nic innego się nie wydarzy, no ale to już będzie luty, a nie styczeń (a miałam chodzić raz w miesiącu). Czy w związku z tym mam w lutym iść dwa razy? Czy też raczej mam puknąć się w łeb, bo jakie to ma znaczenie?

 

Jeśli jednak chodzi o dotrzymywanie postanowień, chwalę się kolejnym eksperymentem kulinarnym czyli zupą-kremem z selera i ziemniaków.


Mówiłam, że nie przepadam za zupami kremami, ale chyba się nawrócę 😉

Zrobiłam wszystko wedle przepisu (znowu nam wyszło na 3 dni), zupka jest szybka w wykonaniu, tylko niezbyt szybka w przygotowaniu czyli pokrojeniu w kostkę tych cebul, selera i ziemniaków. Koszt 6 talerzy wyniósł: 1,46 za selera + 0,75 zł za ziemniaki (na promocji w Lidlu) + 0,60 zł za cebule 🤣 Zupka bardzo ekonomiczna, a  moim zdaniem można nią nawet poczęstować gości. 

Przepis z książki Kuchnia dla początkujących


Co będzie następne, jeszcze nie wiem, ale podczytuję już następną pozycję kulinarną i rzucił mi się w oczy kulebiak, tylko to takie bardziej pracowite 😁 

41 komentarzy:

  1. Przeczytałem o "Arszeniku i starych koronkach" i od razu, żeby nie zapomnieć chciałem zarekomendować sztukę "Upiór w kuchni", dostępną tutaj (czas trwanie 1h, 23 min.):
    https://www.youtube.com/watch?v=YvdG_xoscHg

    Jest też na youtube w innej obsadzie, ale linkowana przeze mnie to 10/10. Cud miód i prażone orzeszki. POLECAM.

    I wracam do dalszego czytania wpisu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hola hola! Czyżbym to miała na DVD w jakimś wydaniu bookletowym?
      Bieda, bo jeśli to to, o czym myślę, to jest gdzieś w jednej z dwóch toreb z tymi filmami zdjętymi z zagrzybionej ściany i trzeba by w nich grzebać... ale może skórka warta wyprawki bądź gra świeczki 😂

      Usuń
    2. Jak masz to na DVD to pewnie w lepszej rozdzielczości niż na youtube. Tam (pod względem jakości obrazu) da się oglądać, ale szału nie ma. Natomiast jest to zagrane i zmontowane z taką energią, że ogląda się z przyjemnością. Występują: Irena Kwiatkowska, Hanna Śleszyńska, Leonard Pietraszak, Wiktor Zborowski,
      Marek Kondrat i inni.

      Natomiast wcześniejsza ekranizacja tej sztuki jest zwyczajnie gorsza.

      Usuń
    3. Zobaczę, jak się dokopię w którejś z tych toreb. Bo niestety w katalogu (filmów) zapisałam jedynie tytuł i że Teatr TV, a żadnych szczegółów... właśnie: jak już skończę się bawić z katalogiem książek, przyjdzie pora na ten filmowy i to może być o wiele gorsze (i dłuższe).
      A potem sobie umrę i cała robota na nic 🤣🤣🤣

      Usuń
  2. "Arszenik i stare koronki" to tylko Ludwiżanka z Kwiatkowską, po prostu genialne😂

    Reportaże o Niemczech... Jest taki jeden, ale nie wiem, czy go polecać. Oto w 1946 roku młodziutki Szwed pojechał na zlecenie gazety do Niemiec i opisał jak się tam wtedy żyło. Za kilka lat wszedł plan Marshalla, a jeszcze później Niemcy wyrosły na potęgę, ale w 1946 żyło się tam ciężko, bardzo. Głód, zimno, bieda, oddawanie się aliantom za konserwy, samosądy (no i rzecz jasna, wszyscy byli przeciw tylko ich zły Hitler zmusił). Z polskiej perspektywy to dziwna książka, wywołująca wręcz wewnętrzny bunt, chyba tylko Szwed mógł coś takiego w tym czasie napisać. Tytuł to "Niemiecka jesień". Wydana już dość dawno i niestett nie pamiętam, czy ten reportaż jest dobry warsztatowo, ale mnie mocno trzepnął.

    "Rok zerowy" nie tak dawno oglądałam.

    Ja teraz czytam po trochu antologię polskiego reportażu XX wieku pod redakcją Szczygła. Jak gościa nie trawię i jego wstępy (przed każdym tekstem) mnie wkurzają, tak sam pomysł i dobór jest świetny, jestem zachwycona (choć nie wszystko oczywiście jest równie dobre). Rzecz jasna Dąbrowska i Nałkowska też są w tym tomie, w sumie dla nich po to sięgnęłam i mnie wessało. To będzie lektura na wiele tygodni😉

    Zupka megaekonomiczna, cebulowa zresztą też tania. Masz szczęście, że córka chętnie je, mój syn na przykład histeryzuje na tle białka i mięcho musi być😎

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A te nasze Ludwiżanki i Kwiatkowskie to są na YT albo gdzieś?

      Dzięki za "Niemiecką jesień", na pewno pożyczę - bo jest w biblio i to nawet dwa wydania (Czarnego), z 2012 i 2022. To może być ciekawe. I trochę właśnie w klimacie "Roku zerowego".
      Przy okazji widzę, że ten Szwed żył 31 lat zaledwie.

      Tę antologię przywiozłam z domu z kilkoma innymi książkami Ojczastego, zdaje się, że brat mu to kiedyś sprezentował pod choinkę czy na urodziny. To jest tylko tom trzeci, zielony - i jeszcze zafoliowany nawet. Zastanawiam się, czy może nie był zainteresowany specjalnie reportażami? Coś tam w domu w dawnych czasach na pewno było, choćby Wańkowicz z Ameryki (a także Kisch), ale to mogło być przez nazwisko.

      Cebulowa tania i jeśli masz zwyczaj mieć w domu sporo cebuli to awaryjna, gdy nic innego nie ma 😁

      Usuń
    2. Arszenik jest na YT niestety w koszmarnej jakości, rozmyty obraz; na CDA i TVP VOD niestety nie. Ja to oglądałam kilka razy w telewzji i do tej pory pamiętam, takie fajne. "Upiór w kuchni" faktycznie też świetny i sobie jeszcze dziś obejrzę (on z kolei jest wszędzie).
      Obiecałam sobie czytać dziennie przynajmniej jeden reportaż z tego Szczygła, więc te trzy tomy zejdą hoho i jeszcze dłużej. Ale nie mam po co się spieszyć. Przy okazji może siegnę po książki autorów, bo jednych nie znam, a inni mnie zadziwili (np. świetny Korczak, który kojarzy się zupełnie z czymś innym, nota bene on się przyjaźnił całe życie z pierwszym mężem Nałkowska, chodzili razem "po praskich spelunkach" (praskich warszawskich oczywiście😉), czego niestety nie opisała w dziennikach, bo jak na złość przerwała wtedy ich pisanie na kilka lat).

      Fajny jest też Wallraff z reportażami wcieleniowymi. Udawał Turka by pokazać stosunek Niemców do "obcych" albo zatrudnił się w redakcji "Bild" I opisał mechanizmy brukowca od wewnątrz (potem nasz Hugo-Bader go małpował np. udając kloszarda na eleganckim Nowym Świecie). Z tym, że to było rewolucyjne w latach 70., 80., pamiętam jak czytałam na studiach z oburzeniem, teraz i jedno, i drugie mamy u siebie.

      Swoją drogą poszukam, co tam u nich się teraz dzieje w reportażu, bo wyszłam z obiegu.

      Wańkowiczów pięciu czy sześciu mam z knihobudki, ale jeszcze nie zajrzałam. Kiedyś się zaczytywałam w "Karafce La Fontaine'a"...

      Usuń
    3. Agata mnie ubiegla 😉 miałam napisac o sztuce z Ludwizanka, uwielbiam 😊

      Usuń
    4. => Agata
      To ja też mam nowy projekcik 😉 Mianowicie tak jak czytam codziennie po parę listów Joyce'a, zaczęłam też po parę filmów z "Kina, wehikułu magicznego". Zaczyna mnie po prostu wkurzać, że tyle książek stoi nieruszanych czy tam okazjonalnie do nich zaglądam. Więc może ten sposób pomoże. I z tymi reportażami też tak zrobię.

      Przy porządkowaniu ostatnio wydałam "Karafkę". Nie pytaj, dlaczego. Zdaje się, wyszło mi, że raczej już po nią nie sięgnę...

      Usuń
    5. => ikroopka
      Kto późno przychodzi, ten sam sobie szkodzi 🤣

      Usuń
    6. => Agata
      Właśnie zobaczyłam na (swojej) półce oba tomy "Karafki..." Ciekawe wobec tego, o czym myślałam, gdy pisałam, że ją wydałam 🤣🤣🤣

      Usuń
  3. "Rausz. Niemcy między wojnami" i "Czas wilka" - o Republice Weimarskiej i latach powojennych - warto przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem ciekawy był też film "Das Wunder von Bern" ale nie wiem, czy jest teraz gdzieś do obejrzenia.

      Usuń
    2. Jest na YT, można włączyć napisy w kilku językach, w tym angielskie.

      Usuń
    3. Super, obie książki są w biblio, tak że daję je na listę "kiedyś".
      Film też sobie sprawdzę. Nawet zajrzałam do katalogu, że może kiedyś przez przypadek 😉 ściągnęłam, ale nie.

      Usuń
  4. A ta niedyspozycja żołądkowa to czasem nie po zjedzeniu zupy z selera? Bo skoro jesteś na niego uczulona?
    Do kina oczywiście powinnaś pójść w lutym dwa razy, żeby ci wyszło ŚREDNIO raz w miesiącu. ;-)

    Kosmohikanów, jak i resztę trylogii, mam u siebie :-)
    https://mojeksiazeczki.video.blog/2016/05/30/kosmohikanie

    Patrzcie jak to się dziwnie plecie, niedawno tu na blogu przeczytałam o Durrenmacie i "Wizycie starszej pani", teraz czytam książkę Nepomuckiej "Nie wierzę w powroty", a tam koleżanka bohaterki załatwia na wieczór bilety do teatru na "Wizytę starszej pani". No więc, chcąc nie chcąc, musiałam wreszcie sama obejrzeć ten spektakl. Był na vod.pl z Ferdkiem Kiepskim w roli Alfreda. Jest też inna wersja na YT z Jandą.
    "Upiór w kuchni" też polecam! Oglądałam ze Śleszyńską. Też jest na YT.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, zupę gotowałyśmy w piątek, a kino miało być w czwartek. Zjadłam wtedy jakiegoś gotowca przyniesionego przez "sąsiada" i sprawy tak się potoczyły, że właśnie szłam do toalety, kiedy niebacznie... kichnęłam. Resztę sobie można dopowiedzieć 🤣🤣🤣

      Świat jest mały i takie przypadki ciągle się zdarzają, a jakże. Też się zamierzam na "Wizytę...".

      Usuń
    2. Właśnie sobie oglądam ze Ślszynską, Pietraszakiem i Kwiatkowską, boskie.
      Postanowiłam jako kolejny projekcik oglądać różne spektakle teatru telewizji coby się UKulTUrAniĆ😁

      Usuń
    3. Ohoho... Kolejny projekcik 😂 Dlaczego życia jest tak mało, a kultury tak dużo, się pytam.

      Usuń
    4. Ach te projekciki😂
      Pierwszy punkt czyli "Upiór w kuchni" zaliczony🫡

      Usuń
    5. O, to masz dobrze. A ja nie znalazłam ciągle tego DVD...

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. notki said...
    Jak ty to robisz, tyle filmów, ja marnuje czas I nie wiem gdzie umyka. Ten seler to zielony?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też marnuję czas, widzę to. Z filmami to teraz w zimie (gdy się mało wychodzi) staram się codziennie obejrzeć jeden. Obiad, kroki, a potem film 😁 A teraz nawet, w te mrozy, bez kroków.
      Seler to zwykła bulwa.

      Usuń
  7. Rzeczpospolita - potwierdzam. Drukują taką drobną czcionką, że się tego nie da normalnie czytać. Niedawno chciałem skorzystać z faktu, że w bibliotece prenumerują i przeczytać jeden ich tekst, ale nie wziąłem lupy i tylko nagłówki przejrzałem w numerze :D

    Zastanawiam się, czy nie widziałem "Starej strzelby" kiedyś w kinie - bo na pewno widziałem jakiś francuski film, w którym była masakra mieszkańców i ojciec, który się później mści za śmierć rodziny.

    Te reportaże z Niemiec ciekawie wyglądają. Wrzuciłem sobie tom na listę, bo akurat jest w mojej bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli dobrze pamiętałam 😁
      "Starą strzelbę" w kinie mogłeś widzieć, bo ja tytuł pamiętałam z dawnych lat. Nawet diabli wiedzą, czy sama na tym w kinie, w jakimś DKF-ie na przykład, nie byłam.

      Usuń
    2. Mnie się to kojarzy z kinem objazdowym, przyjeżdżało do nas na wieś raz w miesiącu przynajmniej. Tylko to by musiał być seans już w latach 80. raczej, bo czy mocno nieletnie dziecko by wpuścili na taki film?

      Usuń
    3. No, nie wiem, na ile tam pilnowali i przestrzegali... nigdy nie widziałam na własne żywe oczy takiego kina. Tylko w starych włoskich filmach 😂

      Usuń
  8. Arszenik i stare koronki znam właśnie z naszych spektakli teatru telewizji.
    Ja polubiłam zupy kremy, bo są gęste i pełne smaku, a podawać można z różnymi dodatkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do tych dodatków, to nie mam jeszcze rozpracowanych. W sensie, że z grzankami, tak. Jak proponują groszek ptysiowy to nie, nie lubię. A co innego jeszcze można - nie doszłam.

      Usuń
    2. Można z serem pleśniowym pokruszonym i bagietką; można z plastrami łososia wędzonego i płatkami migdałów; można z lanymi kluskami lub makaronem z naleśników...

      Usuń
    3. Makaron z naleśników mi tu pasuje, owszem 😁

      Usuń
  9. Kosmiczny Sekret Lutego—to chyba była jedna z pierwszych książek, jakie czytałem i pewnie pierwsza posiadająca tajemniczy wątek (o ile pamiętam—próba skontaktowania się z pozaziemską cywilizacją). Ciekawy jestem, jakbym odebrał tę książkę obecnie. Może ją znajdę online.

    Oczywiście jeżeli o filmy chodzi, to jestem bardzo do tyłu i zazwyczaj oglądam starsze oraz zagraniczne (koreańskie, japońskie). Postaram się obejrzeć ten o Donaldzie Trumpie. Co ciekawe, będąc w Minnesocie (tak, tym samym stanie, w którym znajduje się miasto Minneapolis, będące ostatnio w centrum uwagi), kilkakrotnie byłem w dość dużym sklepie o znamiennej nazwie The Trump Store. Czegoż w środku nie było! Dlatego zrobiłem o nim wideo w 2023 roku, The Trump Store in Minnesota. Ciekawy jestem, czy w Polsce są podobne sklepy—na przykład The Duda Store, The Tusk Store, the Kaczyński Store czy też Nawrocki Store?

    Czytałem trochę tu i tam o sytuacji w Niemczech po wojnie—faktycznie, żołnierze amerykańscy czuli się jak półbogowie i mogli mieć wszystko, co chcieli, bo Niemcy dosłownie głodowali. I rzeczywiście, oni wszystko zwalali na Hitlera, a każdy z nich to prawie-że antyfaszysta.

    Czytałem nie tak dawno doskonałą książkę Every Man Dies Alone (Jeder stirbt für sich allein) autorstwa Hans Fallada. Oparta jest na prawdziwej historii małżeństwa Otto i Elise Hampel z klasy robotniczej, którzy działając samotnie, dołączyli do niemieckiego ruchu oporu. Książka Fallady, napisana w ciągu zaledwie 24 dni i wydana w 1947 roku, była jedną z pierwszych powieści antyhitlerowskich opublikowanych przez Niemca po II wojnie światowej. Czyta się jednym tchem, świetnie napisana i zrobiono na jej podstawie kilka adaptacji filmowych. Sam autor zmarł kilka tygodni przez jej publikacją. Zresztą sama książka pokazuje, jak śmieszne i sporadyczne były oznaki oporu przeciwko władzy faszystowskiej w III Rzeszy—dosłownie żenujące!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Każdy umiera w samotności" wyszło u nas prawie od razu po ukazaniu się niemieckiego oryginału, ale przyznam się, że nigdy w rękach nie miałam (w domu nie było). Filmu chyba nie widziałam, ale przypomniałeś mi o innym - "Sophie Scholl". I jeszcze mi jakiś chodzi po głowie, widziany nie tak znowu dawno, o młodym małżeństwie z niemieckiego ruchu oporu.
      To, że takie działania były sporadyczne, wcale mnie nie dziwi. W krajach totalitarnych rzadko się ktoś porywa na opór. Tak było w ZSRR, tak jest w Rosji, tak było w hitlerowskich Niemczech.

      Usuń
    2. Też mi się bardzo podobała książka Fallady, była lekturą na studiach. Z polskiego punktu widzenia to, co robili to faktycznie było błahe. Ale trzeba to oceniać w kontekście np.prania mózgu społeczeństwa niemieckiego przez 10 lat i samotności w tym, co robili. W Polsce członkowie ruchu oporu byli bohaterami, każdy nastolatek się do tego rwał, a tam? Z tego co pamiętam pierwowzory postaci z książki zapłaciły za swoje działania życiem.
      Fallada to ciekawa postać, trochę podobny los jak Ota Pavel i nasz Krzysztoń. "Jeder stirbt für sich allein" napisał w psychiatryku, za rok już nie żył.

      Usuń
    3. Dam sobie tego Falladę na półkę w biblio.
      I oto czeka tam na mnie 1345 pozycji 🤣🤣🤣

      Usuń
    4. Sądzę, że Niemcy w ogromnej mierze bardzo chętnie zaakceptowali Hitlera i system faszystowski. Świadczy o tym nie tylko skala społecznego poparcia w latach 30., ale również to, co działo się po wojnie. Fakt, że nie byli zbyt skorzy do konsekwentnego kontynuowania procesów przeciwko zbrodniarzom hitlerowskim, mówi sam za siebie. Wiele z tych osób nigdy nie zostało ukaranych, a jeśli już — to często otrzymywały symboliczne wyroki i bardzo szybko wychodziły na wolność. Co więcej, niemała część z nich zajmowała później wysokie, dobrze płatne stanowiska. Powojenny system sprawiedliwości w dużej mierze znajdował się w rękach ludzi, którzy wcześniej byli związani z reżimem nazistowskim, więc trudno się dziwić, że rozliczenia wyglądały tak, a nie inaczej.

      Tak, bohaterowie książki zostali skazani na karę śmierci przez tzw. „Sąd Ludowy” (Volksgerichtshof), któremu przewodniczył Roland Freisler. Trafienie przed jego oblicze niemal automatycznie oznaczało wyrok skazujący. Freisler prowadził m.in. procesy przeciwko zamachowcom na Hitlera i był wobec oskarżonych skrajnie brutalny — krzyczał, poniżał ich i publicznie upokarzał do tego stopnia, że operatorzy kamer mieli poważne problemy z rejestracją dźwięku. Hitler osobiście zażyczył sobie, aby te „rozprawy” były nagrywane, a następnie wyświetlane w kinach jako narzędzie propagandy (włącznie z egzekucjami).

      Warto dodać, że Freisler miał w młodości ciągoty komunistyczne i przez pewien czas przebywał w Związku Sowieckim, gdzie obserwował pokazowe procesy prowadzone przez prokuratora Andrieja Wyszyńskiego, syna polskiego zesłańca. To właśnie styl Wyszyńskiego — agresywny, teatralny i całkowicie podporządkowany polityce — stał się bezpośrednim wzorcem zachowania Freislera na sali sądowej. Sam Freisler zginął w 1945 roku w swoim własnym sądzie podczas alianckiego bombardowania Berlina. Trudno nie zadać sobie pytania: co stałoby się z nim po wojnie? Czy zostałby skazany na karę śmierci, na długoletnie więzienie — czy też, jak wielu innych, funkcjonowałby później jako szanowany adwokat i doktor prawa?

      Po przeczytaniu książki sięgnąłem też po dodatkowe informacje o Falladzie. To niezwykle ciekawa i skomplikowana osobowość już od lat młodzieńczych. Miał ogromne szczęście, że przeżył wojnę, choć — niestety — wolnością nie cieszył się długo.

      Na koniec mogę dodać, że książkę czyta się bardzo dobrze (w wersji angielskiej). Zawiera dużo dialogów, a język nie jest przesadnie skomplikowany, co czyni ją idealną lekturą dla osób, które chciałyby sięgnąć po ambitniejszą, ale nadal przystępną książkę w tym języku.

      Usuń
    5. Ach, wczoraj oglądałam film z angielskimi napisami i co się namęczyłam! 😉

      Usuń
  10. starałam się czytać ciebie na bieżąco, obiecuje, że nadorbie, na razie dziękuję za przypomnienie, bo ja coś mam w pamięci w kwestii reportarzy z Niemiec, Haszczyńskiego...ale sięgnę z miłą chęcią.

    OdpowiedzUsuń