piątek, 27 lutego 2026

Irena Gumowska - Elementarz gotowania

Po Kuchni dla początkujących - Elementarz gotowania. Irenę Gumowską pewnie zna wiele osób z mojej generacji, opublikowała wiele książek z zakresu kuchni i zdrowego żywienia. Ja sama mam jeszcze Czy wiesz, co jesz i Bądź zdrów, smacznego i Te wspaniałe dyniowate. Tyle mówi katalog, ale jeszcze nie spisałam kuchennych półek, więc coś tam może - w czasach knihobudki - przybyło. 


Siedem filarów, ale nie ma się co łudzić, że wszystkie sobie dostarczam. Ociężałość umysłu mam na pewno 😉 Trudno, żyje się dalej. Tak naprawdę nie szukam w książkach kulinarnych recepty na to, jak żyć sto lat, tylko prostych przepisów do włączenia do codziennego menu. Prostych i niedrogich, dodam. Generalnie chodzi o to, żebym nie musiała za dużo myśleć co jutro na obiad. Plan jest taki, żeby mieć listę (ach, jak ja uwielbiam listy): takie zupy, takie drugie dania. Zaglądam na listę i wybieram według tego, co jest w domu. I szlus. A od czasu do czasu poszukać czegoś nowego.


Wykorzystałam na razie jeden przepis, na tartę z brokułami, którą podjęłam przyjaciółkę. Smakowała, nawet został jeszcze zabrany kawałek na kolację. Tyle że cebuli nie gotowałam, ino podsmażyłam. Na ten sam obiad dla przyjaciółki podałam zupę-krem z pora i ziemniaków i nie wiem teraz, skąd był przepis, coby powtórzyć 🙄 Kiedy ja wreszcie zacznę być systematyczna i wszystko od razu zapisywać! OD RAZU!




 


Zadziwił mnie przepis na kotlety z selera. W sensie, że robiło się kiedyś takowe (bez kiełbasy, same plastry selera opanierowane), ale seler się najpierw podgotowało, a nie że surowy się smaży, przecież to nie ma szans?

 

O zadziwieniu trudno mówić w tym przypadku, tu występuje ogromne zdumienie, szok i niedowierzanie. Spaghetti gotować 30-40 minut 😂

 

Że nie był to błąd w druku, świadczy inny przepis:

Czy za tych staropolskich czasów komuny sprzedawano makaron spaghetti (jakiegoś rodzimego chowu, że tak powiem), który rzeczywiście wymagał gotowania przez pół godziny? No naprawdę nie rozumiem!

Ale co tam spaghetti, można przecież pizzę polać mlekiem z jajkami 😁
 


Skoro już jesteśmy przy kuchni włoskiej, zawsze mnie zastanawia taka nomenklatura - skoro już francuskie a' la to Bolonia też powinna być po francusku czyli a' la Bologne. A jak po włosku to alla bolognese, kurde mol! I tak, spaghetti dalej gotujemy 30 minut, żeby pozostało jędrne 🤣

 

Z porad ogólnych lubię tę, jak ściągnąć skórę z dużej ryby - przywiązać rybę za głowę do haka wbitego w ścianę 😂 Więc wiecie, wiertarka do ręki, hak do ściany i do roboty!

 

I pamiętajcie o czymś do popicia, żeby się nie zadławić 😂


No dobra, pożartowaliśmy, pośmialiśmy się, ale znajdźmy coś na obiad. Może ta babka naleśnikowa? 


Kusi mnie kulebiak. Są dwie wersje: z brukselką i z kapustą, obie będą śmierdzące podczas przygotowywania nadzienia 😂 ale z kapustą więcej roboty, więc chyba wybiorę brukselkę.

Mamy też parę zup z gatunku coś z niczego. O wodziance to słyszałam, a ta ciapraka to przecież jest parzybroda z naszego repertuaru, tylko bez kiełbasy. No i parzybroda jest jednogarnkowa.

 

W następnych miesiącach pewnie ABC sztuki kulinarnej i Nastolatki gotują 😁 

Wyd. Watra, Warszawa 1987, 172 strony

Z własnej półki (kupione 19 listopada 1987 roku za 210 zł)

Przeczytałam 26 lutego 2026 roku 

27 komentarzy:

  1. Ta polewka staropolska mi znajoma, babcia chyba gotowała, ale zamiast zsiadłego mleka była maślanka.
    Pamiętam wystąpienia Gumowskiej w telewizji, nie wyglądała jak okaz zdrowia!
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jotka - napisałam komentarz i dopiero doczytałam Twój 😉
      Tak właśnie ją pamiętam, dość korpolentna, ale chyba też promowała zdrowy styl żywienia, cokolwiek to znaczyło w tamtych czasach 😁

      Usuń
    2. Może to i dobre, ale jakoś mnie nie nęci 😁
      Z telewizji to jej nie pamiętam, widać nie oglądałam odpowiednich programów.

      Usuń
  2. Irena Gumowska miała też program w tv, z tego co pamiętam 😃
    Co jest nie tak ze słowem "zadławić"? 🤔😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z samym słowem nic, ale rada, by do obiadu podać coś do popicia, bo inaczej się zadławimy, jest jakaś taka... śmiesznawa 😂 Z drugiej strony - faktycznie na poziomie elementarza.

      Usuń
  3. Natchniona tym wpisem poszłam szukać o Gumowskiej i natrafiłam na to cudo: https://www.facebook.com/klubwielbicieliirenygumowskiej/
    Ależ tam są perełki! "Nawet w domu, gdy telefonujesz, siedź ładnie". :-D Kiedyś to były poradniki!
    Ta książka kucharska też. Tak się troszczy o czytelnika: zjedz głąb z kapusty bo ma dużo witamin, popij żarcie żebyś się nie zadławił. :-)
    pozdrawiam,
    Jozefina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzałam i tak, można się tam naczytać 🤣
      Ale ale - dowiedziałam się też, skąd nazwa pyry na ziemniaki!
      Biedne kiedyś kobiety były - vide rada, co zrobić, jeśli żabki od podwiązek odparzają skórę.

      "Podnieś głowę wysoko, choćby była przytłoczona ciężarem myśli"

      Usuń
  4. Kiedyś była inna mąka, inna technologia produkcji makaronu i inna kultura jedzenia. Ja w sumie nadal wole, jak makaron jest po staremu miękki, żadne al dente i przeważnie gotuję minutę, dwie dłużej niż podają na opakowaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jakoś sobie tego spaghetti nie wyobrażam.
      Właśnie jak miałyśmy na obiad jakiś makaron, to było wiadomo, że Ojczastemu trzeba ugotować coś innego, bo on by zjadł, ale rozgotowany. Kwestia z jednej strony przyzwyczajenia (a z drugiej braku zębów).

      Usuń
  5. Ach, pani Gumowska, guru mojej młodości, to m.in z jej książek nauczyłam sie gotowac jako nastolatka. Bo mama to nie bardzo lubiła, umiała tylko kilka potraw i ze dwa ciasta (ale książek Gumiwskiej miała kilka😁). A tę żóltą mam do dziś, z sentymentu. Uwielbiałam jej porady i ciekawostki kunsztownie wplatane między przepisy (czy brzmię jak AI?😁). Jak wygladala nie pamiętam, z telewizji tez nie kojarzę, ale propagująca zdrowe diety pani Błaszczyszyn też była okraglutka.

    W PRL nie było włoskich makaronów z semoliny, tylko ze zwykłej pszennej mąki (acz 30 minut wydaje się i tak za długo?l). Fakt, że te dawne książki kucharskie mogą szokować - "pizza" pani Gumowskiej i tak jest dobra, bo na drożdżach, bywały i na proszku do pieczenia, polane ketchupem (ale i w barach takie jadaliśmy😅 do tego jakieś ugotowane rozmemłane pieczarki). No i wszystko "a la", sama robiłam dania "chińskie" z pieczarkami zamiast mun, z selerem zamiast pędów bambusa i Maggi zamiast sosu sojowego🤣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szewc jak wiadomo bez butów chodzi, więc panie propagujące zdrowe diety nie musiały być Mariolami Bojarskimi 🤣
      Jako że dawnych książek kucharskich mam większość, wszystkie szoki przede mną 😂 Najciekawsze to chyba będą te z kuchniami zagranicznymi, ciekawe, co proponowano zamiast niedostępnych składników.

      Usuń
    2. Moja mama, nie wiedzieć czemu, ma we wszystkich przepisach kwasek cytrynowy, zamiast zwykłego soku z cytryny. ;-)
      Pozdrawiam,
      Jozefina

      Usuń
    3. No, cytryny to przecież były na święta, jak statek przypłynął 😁

      Usuń
  6. Mam „Kuchnię polską” z 1965roku i jak na moje skromne potrzeby- całkowicie mi wystarcza.😜

    OdpowiedzUsuń
  7. nabyłam kiedyś podobny poradnik. Nie pamiętam ani tytułu, ani autorki , tyle tylko, że była to pani profesor. Pod przepisem na galaretkę z owoców była taka uwaga " dobrze przyrządzona może obłaskawić Pana domu " . Poza tym były tam sensowne uwagi, że płatki owsiane muszą się odleżeć namoczone.....Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Obłaskawić Pana domu" ha ha ha! No cóż, takie czasy...
      W tym Elementarzu jest kilka przepisów na budynie i uważam, że to bez sensu - skoro to elementarz czyli najprostsze rzeczy powinny być, to mogłaby sobie autorka darować jakieś hocki-klocki z formami na budynie etc. Chodzi o budynie z ryżu i grzybów albo z kapusty itd. To nie są przepisy dla początkujących 😁

      Usuń
  8. kotlety z selera w kiełbie no FUJ. podczas gdy sam seler smażony jest pyszny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet zastanawiając się w sklepie wczoraj, co się będzie gotować w najbliższym czasie po dziesięciu dniach posuchy, wybrałam seler 😁

      Usuń
    2. Polecam selerybę od Jadłonomii, zajadałam się nią kiedy byłam wege (te algi są np.w Lidlu).

      Usuń
  9. Przykro mi, ale jem by żyć, a nie odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale jednak ktoś to musi ugotować, prawda?
      Nie żeby zadowalać się codziennie jajecznicą...

      Usuń
  10. "Dziad skierniewicki"🤣
    Ja chyba jeszcze w liceum znalazłam przepis na "bryjkę", było to chyba danie z Podhala, dla biedoty - woda z mąką i skwarki, było to zaskakująco smaczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, czy tego dziada nie spróbuję 😉
      A do bryjki skwarki potrzebne, jeszcze w życiu nie kupowałam słoniny i nie robiłam skwarków, wszystko przede mną!

      Usuń
    2. Możesz kupić dobrej jakości smalczyk, to będą w nim skwarki 😋

      Usuń
    3. No tak, ale skwarki wydłubane ze smalczyku nadają się do zupy jeszcze? Hm, może i tak, choć mnie takie do zupy kojarzą się ze świeżo wytopionymi na patelni 😉

      Usuń