czwartek, 20 sierpnia 2026

Alice Herdan-Zuckmayer - Pokraka. Dzieje osobliwego spadku

Stałyśmy z Grażynką (tą, która przychodziła do Ojczastego jeszcze w Dżendżejowie i która wpadła mnie odwiedzić, gdy było wolne łóżko z powodu nieobecności córki) przed knihobudką ("moją"), przeglądając ofertę. Wzięłam ten drobiazg do ręki, a Grażynka - o, to jest fajne, czytałam kilka razy.

Nie wiem, czemu zapamiętałam, że to będzie z gatunku humor i satyra. Nie było. To znaczy tak, poczucia humoru autorce odmówić nie sposób, ale jednak więcej tam było dramatu. Otóż bowiem po humorystycznych opisach umierającej regularnie ciotki i odwiedzającej ją siostrzenicy nadchodzi moment prawdziwej śmierci. A w spadku bohaterka/autorka dostaje nie tylko brylanty i futro, ale również przepaskudnego psa. Zaopiekowanie się nim jest warunkiem sine qua non objęcia schedy. Pies jest stary, ślepy i tak brzydki, że wszyscy zgodnie twierdzą, iż nigdy w życiu nie widzieli takiej pokraki. Ale cóż zrobić, to była jedyna miłość zmarłej ciotki (jak się okazuje, zawołanej nazistki). Bohaterka i jej rodzina powoli przyzwyczajają się do paskudy, uczą wspólnego życia. Nadchodzi jednak ten moment, gdy trzeba uciekać przed Hitlerem - bo gdy zostaną, mąż trafi do obozu. A więc spakować w kilka walizek całe życie, zabrać dziecko - i psa - i w drogę. Z psem nie będzie łatwo...

Szkoda, że nic więcej tej autorki u nas nie przełożono. 


Początek:

Koniec: 

Wyd. Czytelnik, Warszawa 1976, 181 stron

Tytuł oryginalny: Das Scheusal 

Przełożył z niemieckiego: Feliks Przybylak 

Seria z kotem 

Z własnej półki (z knihobudki 22 lipca 2026 roku)

Przeczytałam 15 sierpnia 2026 roku 

 

Z życia emerytki

Emerytka została zaproszona na obiad na działkę. 

Wizyta trwała w sumie sześć godzin, bo jak to na działce: owoce pozbierać, liście wygrabić, robota się zawsze znajdzie. Emerytka większość czasu spędziła na leżaku pod drzewem i czuła się tak trochę jak stara baba (którą w sumie już jest) albo jak jakaś rekonwalescentka; po prostu nie oparła się pokusie zlegnięcia w okolicznościach przyrody. Było jednak bardzo miło, ale cóż to zobaczyła na girach swoich po powrocie?


A im bardziej się wykręcała przed lustrem tym więcej tego było. Córka zaraz znalazła, że to pogryzienie przez meszki. W komentarzach w internecie a to maść a to przykładać sodę a to lekarz przepisał antybiotyk. Hm. Nie swędziało, nie szczypało, nic. Ale było, całe nogi upstrzone. Tak się szczęśliwie złożyło, że następnego dnia po południu miałam wizytę w przychodni, bo chcę skierowanie do dermatologa. To pokazałam przy okazji. Tak, maść, a raczej krople o tej samej nazwie, ale gdyby po 2-3 dniach nie przeszło to wrócić po antybiotyk, bo wtedy to może być zakaźna róża. No nie uradował mnie taką perspektywą pan doktor (nowy w przychodni, był pierwszy dzień i ma na imię uwaga Roger - ciekawe, jak się to czyta). Wygląda jednak na to, że Fenistil pomógł, tylko w jednym miejscu, tam gdzie ta czerwona kropka na zdjęciu, dalej czerwona kropka jest. 

Wnioski? Żadnej więcej działki 🤣 Lepiej siedzieć w domu i filmy oglądać!

A właśnie! Jakim cudem oglądać czyli skąd znowu internet w laptopie? Otóż po powrocie z Pragi już się szykowałam na wyjście do serwisu, gdy mi przyszło do głowy poszukać, jak to było poprzednim razem, gdy padła karta sieciowa. I okazało się, że ona wtedy nie padła tak całkowicie, tylko sterowników nie miała uaktualnionych*. Co mnie wówczas kosztowało 100 zł. Mówię więc do córki, że może by ściągnęła te sterowniki na swoim laptopie, dała je na pędraka i zainstalowała u mnie. Coż uczyniła i wyciągnęła rękę po stówę (żarcik).

* jak to dobrze wszystko zapisywać w kalendarzu...

Wobec tego dalej pracuję nad listami filmów do obejrzenia. Nr 20 to są same włoskie, nastąpił jakiś wysyp na wiadomej stronce i tam zazwyczaj nie ma żadnych napisów, sorry. 

Tymczasem obejrzałam pierwszy film w ogóle otwierający cały projekt czyli islandzkie road movie Matka siedzi z tyłu z 2022 roku; matka i syn mieszkają na jakimś straszliwym zadupiu, a gdy ona umiera syn chce spełnić jej ostatnie życzenie i pochować ją w rodzinnej miejscowości, więc wystrojoną i umalowaną sadza na tylnym siedzeniu auta, zabiera również psa Breżniewa i rusza w drogę. Jeszcze nie wie, że ta podróż zmieni całe jego życie. A więc Driving Mum. Oglądałam z rosyjskimi napisami, ale są i angielskie, jak by co.

A następnego dnia zapodałam Bezmiar sprawiedliwości, o którym wspomniał u siebie Dariusz. To z okazji śmierci Jana Frycza. Wcześniej nie widziałam, ale miałam na płycie. Historia pewnego procesu oglądanego z trzech punktów widzenia - oskarżyciela, obrońcy i wreszcie sędziego. Tytuł mówi wiele, jeśli nie wszystko: najpierw pojawia się napis Bez sprawiedliwości, a potem do bez dołącza miar... Jeszcze Englert tam jest dobry. Polecam.





29 komentarzy:

  1. Znasz chyba powiedzenie ze niczego nie ma za darmo? Wyglada ze przyjemnosc za czas spedzony na dzialce okupilas tymi ukaszeniami. Dobrze jest sie czyms nasmarowac czy popstrykac zanim sie spedza czas w naturze.
    Duzo przesiaduje na moim balkonie i nawet o dziwo komarow nie mam ale sa mrowki wiec sie pryskam odstraszaczem .
    Nie wiem jak to robisz ze masz tyle filmow do ogladniecia - ja wciaz penetruje Netflix i Prime i niczego godnego uwagi nie moge znalezc a gdy znajde okazuje sie ze juz kiedys widzialam albo ze pochodzi jeszcze z epoki przedcovidowej. Nie robia teraz fajnych filmow ale tez duza przeszkoda dla mnie jest to ze podobnie jak z ksiazkami co ogladam lub czytam musi scisle pasowac do mego gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie - gdybym częściej bywała w takich miejscach, pewnie przyszło by mi do głowy czymś się psiknąć, a tak... pełne zaskoczenie. Jedno wiem: gdyby mnie Vera chciała w przyszłym roku zaciągnąć na swoją chatę - nigdy w życiu 🤣
      Moja obfitość propozycji filmowych wynika z tego, że obejmuje wszystkie lata, a nie jedynie ostatnie (odkrywam różne stare filmy, o których nie słyszałam albo nie były dostępne) oraz z tego, że dużo sobie zapisuję filmów azjatyckich.
      Z filmami jak z książkami - tyle ich jest. Życia nie starczy, ale tym się już nie przejmuję, biorę, co mi chwila podpowiada.

      Usuń
    2. @Serpentyna A ja dzięki PŻonie odkryłem Canal+ ze świetnymi serialami BBC i dodatkowo sporą biblioteką anime (ale to już jak kto lubi). Fatalna aplikacja, ale dla takiego np. Time (pierwszy sezon z Seanem Beanem), warto się przemęczyć :)

      Usuń
    3. => Bazyl
      Ale to jest aplikacja na telewizor?

      Usuń
    4. Ja mam prastary telewizor, więc korzystam z apki na przystawce Smart od Xiaomi. Myślę, że w nowszych TV bez problemu do zainstalowania.

      Usuń
  2. Oj, meszki potrafią być upierdliwe, moja mamę tak kiedyś pogryzły, że cała była spuchnięta...
    Pierwszy raz w galerii książka z regału wolnego mi się trafiła - Ciemno, prawie noc! Jak wygrana w totka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratulacje 😂Internet podpowiada, że na podstawie tej książki (nagroda Nike) powstał film.

      Usuń
    2. Ciemno, prawie noc - bardzo dobre.

      Usuń
    3. => Lech
      Zapamiętam ten tytuł. W sumie to go znałam skądsiś; teraz zapamiętam, że warto 😉

      Usuń
    4. Ja dałam jedną gwiazdkę ma Lubimy Czytać 😂

      Usuń
    5. A nie, sorry, 2/10🤣

      Usuń
    6. Taaaak, to podnosi ocenę 😁

      Usuń
  3. Chyba mam pecha na Stronce, bo w 80% seriali, które oglądam (głównie ostatnio brytyjskie miniseriale true crime, ale fabularne, nie dokumentalne - teraz o zatruciu nowiczokiem) polskie napisy nie trafiają w dialogi, więc oglądam z angielskimi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam kiedyś zaczęłam jakiś serial o starszej pani, która wprasza się do pracy w jakiejś firmie (detektywistycznej? już nie pamiętam dokładnie) - obejrzałam pierwszy odcinek, potem nie było już polskich napisów czy tam źle szły, więc dupa.
      I do seriali (chyba, że ktoś coś poleca) tam nie zaglądam, tylko nowe filmy skanuję. Znaczy te, co się na bieżąco pojawiają.
      Ale wiesz, jak jest jakiś fajny serial, to dawaj go tu. Nawet i z angielskim. Nie dziś to jutro 😎

      Usuń
    2. Te seriale to takie snuje bez fajerwerków, nie epatują drastycznymi scenami, skupiają się na żmudnej pracy policji i na cierpieniu rodzin. Są krótkie, przeważnie tylko po 3, 4 odcinki. Możesz sprawdzić The long shadow albo Manhunt. Ja polubiłam, już nawet się przyzwyczaiłam do wymowy brytyjskiej😁

      Usuń
  4. Moje Dzieciątko dzisiaj użądliła pszczoła. W tyłek! No i co tam meszki... 😅

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że Dzieciątko usiadło na niej, a nie że wypinało sempiternę na zachętę 😁

      Usuń
    2. Nie, Dzieciątko było w ruchu i wymachiwało torbą z zakupami.

      Usuń
  5. Masz przerób (jeśli oglądasz wszystko co spisujesz) jak... (z przeproszeniem) kombajn kulturalny.
    Mnie portal polecił ostatnio "Stroiciela sejfów" (ang. Tuner). Kryminał nieco medyczny z elementami romansu. Dustin Hoffman (którego lubię). Ocena powyżej 7 na IMDB. Za 17 złotych tutaj na 48 H
    https://vod.tvp.pl/filmy-fabularne,136/stroiciel-sejfow,3244585

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, przerób. Przecież nie po to spisuję, żeby natychmiast oglądać, tylko po to, żeby mieć wybór w razie potrzeby 😁
      Za "Stroiciela sejfów" bardzo bardzo dziękuję, bo jest z polskimi napisami (dobrze chodzącymi!) na Wiadomej Stronce i nawet mnie wciągnął, gdy je sprawdzałam... Szkoda chłopaka, że sądząc z tytułu zejdzie na złą drogę. Hoffman dobry. To tak po pierwszych pięciu minutach. Będzie się oglądać (za darmoszkę).
      Co prawda nie lubię tego chłoptasia (Z Bridget Jones), ale dam mu szansę.

      Usuń
  6. Cieszę się, że film przypasował. Też się niedawno dałem skusić na tytuł polecany przez znajomego blogera, którego zachwycił realizm opowieści amerykańskiego dramatu "LUZ" (2020). I obejrzałem ckliwą bajeczkę o latynoskich macho, z przesłaniem, że jak ktoś ładny, to nawet w więzieniu znajdzie miłość życia :D

    O tej książce już gdzieś u kogoś czytałem, tylko nie pamiętam gdzie. Okładkę na bank widziałem zanim powieść zgarnęłaś z knihobudki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem się nie dam namówić 😁
      "Pokrakę" widzę tylko na blogu Czytanki Anki.

      Usuń
    2. Może ktoś się chwalił na FB, na tej grupie starych książek, na której jesteśmy oboje?

      Usuń
    3. Tego nie wiem, bo już dawno tam nie zaglądałam, wydzielając sobie czas na internet...

      Usuń
  7. „Tak się szczęśliwie złożyło, że następnego dnia po południu miałam wizytę w przychodni, bo chcę skierowanie do dermatologa. To pokazałam przy okazji”.

    Dwadzieścia parę lat temu byliśmy na biwaku z kolegą na północy Ontario i dostał jakieś upierdliwe, swędzące krostki na plecach. Po kilku dniach poszedł do szpitala na „emergency” (ostry dyżur), bo żaden lekarz w mieście nie przyjmował nowych pacjentów i to była jedyna alternatywa.

    Dwie lekarki się przyglądały jego objawom, zadawały pytania i wreszcie wydały werdykt: świerzb. Dostał jakąś maść oraz broszurkę, dokładnie wyjaśniającą, co to jest świerzb, jakie są jego symptomy i jak go leczyć. Pojęcia nie miałem o tej chorobie. Gdy wróciliśmy na biwak, zacząłem broszurę czytać. Jeżeli o symptomy chodzi, to prawie każdy punkt zbiłem lub bardzo mocno zakwestionowałem, kompletnie nie pasowały do jego przypadłości. Pokazane zdjęcia również ogromnie różniły się od symptomów (później na Internecie oglądałem więcej zdjęć). Oczywiście, żadnego świerzbu nie miał, zresztą niby od czego?

    W każdym razie to nie pierwszy raz miałem takie zdarzenie jeżeli o choroby skóry chodzi, mógłbym przytoczyć szokujące złe diagnozy przez dermatologów. Jednym słowem—chorób/problemów skórnych bardzo często nie można zdiagnozować, nawet przez doświadczonych lekarzy dermatologów i to, co mówią, trzeba brać z dużą dozą sceptyczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, z dermatologami to jest jedna wielka niewiadoma. Kiedyś miałam jakieś plamy na plecach. Dwie lekarki w przychodni dermatologicznej oglądały i dyskutowały, w końcu nie doszły do żadnych wniosków i wystawiły mi skierowanie do kliniki. Gadały coś o biopsji za moimi plecami, więc już sobie film nakręciłam, wiadomo 😁 Zresztą istotnie w klinice mi tę biopsję zrobiono, po czym wyleczono mojego "raka" już nie pamiętam czym, ale w dwa czy trzy tygodnie 🤣
      Tym razem chcę pokazać dwie zmiany. Właściwie jedną już mi internet zdiagnozował, jako fibrom czyli coś, co nie złośliwieje, ale chciałabym to wyciąć ze względu na lokalizację. Zobaczymy, co tym razem powie pani doktor.
      A co do świerzba - miałyśmy to raz, gdy córka była mała (chyba z przedszkola). Straszliwe upierdliwstwo! Bo mówili, żeby wszelkie tekstylia uprać w 100 stopniach, co jest przecież niemożliwe.

      Usuń