wtorek, 31 marca 2026

Wielkanoc. 111 najlepszych przepisów

Przy takich pozycjach często nie ma podanych autorów, tylko różni redaktorzy i koordynatorzy, więc trudno. Być może to było sprzedawane razem z tym Faktem, albo co - napisano, że to nr 2/2011. Książeczka nie pochodzi z moich starych nabytków (zwłaszcza, że w 2011 to już takich rzeczy nie kupowałam), tylko z knihobudki, to chyba jasne 😁 A skoro Wielkanoc za pasem to się przyłożyłam do lektury. Żeby było śmieszniej (???) nic nie znalazłam do wykorzystania na te święta. No bo coby ukontentować brata, który już z Chile się domagał żurku z jajkiem na kiełbasie, postanowiłam tenże przyrządzić - ale tu go nie ma. Dlatego się zastanawiam, czy aby ta publikacja nie jest jakimś tłumaczeniem z niemieckiego, no bo jak to bez żurku? Na drugie chcę wykonać roladki faszerowane ze schabu (może sobie poradzę), ale to też przepis skądinąd. Znając swoje zdolności piekarnicze chyba się nie będę zabierać za żadne ciasta, ale kto wie? Może jeden przepis z tej książki wykorzystam? To murzynek:

Z tym, że zdaje się nie posiadam odpowiedniej blachy. Chyba wyrzuciłam starą przy remoncie kuchni 😢

Właściwie to może powinnam rzucić się na głęboką wodę i upiec babkę? Taką na przykład => Ania gotuje? Bo formę mam, jeszcze nigdy nie użytą. Albo taką jogurtową

Z mięsiw odnotowuję:

- karkówkę duszoną z pieczarkami


 - schab duszony z pomidorami i oliwkami


 - piersi kurczaka z sosem musztardowym (to pewnie wypróbuję jako pierwsze)


 

Zupa tu jest z kukurydzy, ale jako że krewetki raczej odsuwam na bok (bo się mogę nie zmieścić w limicie 200 zł tygodniowo 🤣), to powstaje pytanie, czy mogę też sobie darować sos rybny. Przeraża mnie również pół kostki masła, ale nie z powodu ceny, bo ostatnio na różnych promocjach (kup 3 sztuki) masło jest tanie, tylko z racji bomby jakiejś kalorycznej okrutnej.

 

Z przystawek nic mnie nie zainteresowało (jajka faszerowane awokado, jajka faszerowane mascarpone  z anchois, jajka faszerowane tuńczykiem etc.), nie chciałoby mi się rano z tym bawić, w dodatku nie mam szprycy i w ogóle. Tak że co do śniadania wielkanocnego to nie wiem... Najprostsze są pomidory faszerowane bryndzą 😂 


 A na zaś ze słodkości zapisuję jeszcze:

- ciasto z jagodami


- twarogowe półksiężyce


 - i tartę z brzoskwiniami 


Wyd. Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o., Warszawa 2011, 119 stron

Z własnej półki

Przeczytałam 28 marca 2026 roku

 

Za mną kilka ciężkich dni. Bo jakiś tam katar i pokaszliwanie to pryszcz, ale ten łeb napieprzający to już nie za bardzo. Zdycham. Wczoraj miałam iść do przychodni w sprawie wyników krwi, dobrych, no ale skoro miałam termin zarezerwowany... Po kilku godzinach debaty sama ze sobą, co robić - no przecież nie ma mowy, żebym wstała z łóżka i w dodatku poszła pod prysznic - zadzwoniłam, czy możemy to przełożyć na teleporadę. Pani doktor zadzwoniła o 18.30, więc kompletnie nie kumam, co jeszcze robiła o tej porze w przychodni i co na to pani z rejestracji, która musiała czekać, żeby interes zamknąć 🤔 Zainteresowawszy się, co mi się dzieje, pani doktor zaproponowała coś przeciwbólowego, czego nie znałam, usłyszałam, że coś tam kodeina, więc dobrze. Jeszcze zapytała, czy będzie miał kto pójść do apteki. A gdyby nie, to co, ona chciała? 😉 Dobrze, córka poleciała i przyniosła i okazało się, że to Efferalgan Codeine, musujące - nienawidzę takich, bo tym bardziej mi się chce zwracać... No, ale trudno. I tak myślę o tym, jak to fajnie teraz mamy, że przychodzi kod na telefon i zaraz idzie się do apteki czynnej do 21.00 i jest. Gdzie to porównać z dawnymi czasami...

A' propos dawnych czasów, rozmawiałam z wujkiem (odkąd zamieszkał u mnie Ojczasty, nabrał zwyczaju niedzielnych telefonicznych pogaduszek). On jest mocno kościółkowy, więc żeby go odciągnąć od niewygodnych tematów, podpytuję o różne sprawy z przeszłości 😁 Więc spytałam, czy u nich była od razu kanalizacja, jak budował dom z warśtatem (to wujek od tego zakładu pogrzebowego). Nie było, szambo mieli. I co mi mówi - szpital też nie miał kanalizacji, tylko szambo! Szpital! Wybudowano go w latach 30-tych, ale wujek swój zakład stawiał chyba pod koniec lat 50-tych i ciągle jeszcze - mówi - kanalizacji nie było i po drugiej stronie ulicy rynsztokiem spływały nieczystości z kostnicy i szpitala. Ha ha ha. 

/Wujek cwana bestia kupił działkę pod zakład pogrzebowy w małej odległości od szpitala, żeby krewni wracający stamtąd, dowiedziawszy się o śmierci członka rodziny, od razu do niego trafiali./

Dowiedziałam się też, że nie ma już ulicy dra Kwarty, przemianowali, no bo to komunista był. Taki przedwojenny i Niemcy go zabrali do obozu, ale przeżył, tylko że potem już mocno niedomagał. A był zasłużony, bo leczył biedotę za darmo. Potem się wyprzedawał i wujek pamięta, że jako chłopak chodził do niego kupować znaczki, które zaczął zbierać. I namówił też ojca, żeby mu dał pieniądze na gramofon, który doktor Kwarta też miał do sprzedania (mówił, że magnetofon, ale to wiadomo, że mu się pomyliło). Jako że weszła ustawa o zakazie propagowania komunizmu, ulicy dra Kwarty przywrócono przedwojenną nazwę Prosta, wot szto.

Jak leżę z głową to wiadomo - myśli się tylko o tym, żeby raz zdechnąć i będzie spokój. Ale tak się zastanowiłam, czy aby ból głowy to najgorsze. Wujek opowiedział mi też, jak go bolał ząb, a w mieście nie było w ogóle dentysty. Był felczer, ale ten nie leczył, tylko wyrywał. Wujek bał się, ale ząb ciągle bolał, więc w końcu się do felczera wybrał. Czekał, a gdy z izby, gdzie felczer urzędował, usłyszał okropny wrzask innego pacjenta, oczywiście uciekł. Ząb jednak dalej bolał i matka go namówiła, żeby na drugi dzień jednak poszli razem. Opisał mi proces wyrywania (matka go trzymała za głowę, a on miał zaciskać dłonie na poręczach fotela czy czego tam) 😁 To chyba jednak z głową lepiej...

Tyle świeżych wiadomości z Dżendżejowa. 

Donoszę, że zdobyłam się na odwagę i poszłam się umyć (mamy kanalizację), a teraz biorę się za listę zakupów z nadzieją, że jutro albo pojutrze to już wyjdę. I gratuluję sobie, że raz jeden jedyny nie odłożyłam na później (czyli na ten tydzień) jednej sprawy. Zadzwonili w zeszłym tygodniu z mammografii z Wiślnej, że likwidują się i żeby przyjść odebrać zaległy wynik (sprzed dwóch lat). I poszłam od razu, cud prawdziwy. Trzeba było wziąć ze sobą śrubokręt i tę tabliczkę sobie odkręcić na pamiątkę, tyle razy tam byłam, tyle razy się pięłam po tych drewnianych, wyślizganych schodach 🤣 

 

W pracy też mieliśmy takie schody, w sumie dość niebezpieczne, ale z duszą, no. Potem właściciel kamienicy zarządził wymianę na kamienne, aliganckie i to już nie było to 😕 

 

Z ostatniej chwili 

(znaczy teraz to przeczytałam na FB)

Bo Zdeněk Svěrák miał 90-te urodziny i wiecie co, na przystanek U Prdlavky (z nazwą z filmu Kelner, płacić), gdzie normalnie jeździ autobus 101, zajechał nr 90 😁 I pan Svěrák w kostiumie z tego filmu wysiadł 😍

Czesi to jednak są!  


 Tu pisałam o tym przystanku.

42 komentarze:

  1. A ten lek z codeiną Ci pomaga? ja nie mogłam brać, łeb bolał mnie jeszcze bardziej.
    Ambitny plan masz kulinarnie, murzynek zawsze raczej wychodzi, babę majonezową polecam, a karkówkę z ketchupem pieczoną w rękawie lub w naczyniu żaroodpornym w piekarniku, mało roboty.
    Niech to zdrówko nie robi Ci takich niespodzianek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzięłam wtedy wieczorem, głowa przestała tak dokuczać po paru godzinach dopiero, więc... tak średnio. Wczoraj mnie nie bolała, więc nie miałam potrzeby brać.
      Ta tabletka przypomina mi Solpadeine, którą brałam przed laty. I która szybko przestała skutkować.

      Właśnie uzgodniłam z bratem, że on przywiezie sernik, więc nic piec nie będę, z czego się bardzo cieszę, bo nie jestem za bardzo w nastroju do eksperymentów 😁

      Usuń
  2. Murzynka niedawno upiekłam, bo przypomniałam sobie o nim, okazało się, że nadal popularny, pyszny wyszedł. Dobrze, że moje dzieci nie są zbyt poprawne polityczne, bo kazały by mówić Afrociasto czy coś w tym guście 😉

    Na Wielkanoc mało co robię, na pewno sernik i żurek, i schab upiekę ze śliwką, może jakieś drożdżowe, a co jeszcze to nie wiem. Chyba nic, bo mi się nie chce😅
    Z aniagotuje.pl wszystko wychodzi, ona bardzo dokładnie opisuje.

    Po świętach idę morfologię zrobić, bo strasznie jestem ospała i ciągle zmęczona. Mammografia to mój wyrzut sumienia, ciągle przysyłają zaproszenia.

    Moją ulicę też zdekomunizowali, też z bohatera (zginął na początku wojny) I zamiast na coś neutralnego jak ta Prosta, to znowu na osobę i to taką, która dużo mniej moim zdaniem zasłużyła na ulicę.

    Etam Prdlavky, u nas Myśliwski umarł i mi smutno. Choć już nie spodziewałam się, że coś jeszcze napisze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się za tego murzynka niepoprawnego zabiorę, ale kiedyś, jak blachę kupię.
      Twoje "mało co" to dla mnie strasznie dużo 🤣

      No właśnie tak miałam z tym zmęczeniem i przerażona, że znowu coś z tą wątrobą poleciałam zrobić badania. Najwyraźniej jednak to tylko wiosenne przesilenie.

      Z moją mammografią nie wiem, co teraz będzie, skoro oni się zamykają. Może zresztą już w tym wieku mi przestała przysługiwać? Średnia to przyjemność i w gruncie rzeczy nie wiem, czy cokolwiek daje, bo tej koleżance, która będzie miała operację niedługo, mammografia nic nie pokazała...

      Z dekomunizacją ulic etc. to szkoda gadać, jakie czasami wychodzą głupoty.

      Mnie nie smutno. Jakoś nie odbieram śmierci mocno starszych osób w ten sposób. Co mieli napisać /zdziałać, już napisali. Bardziej mnie przejmuje śmierć osób młodych lub w sile wieku. Że tyle jeszcze było przed nimi.
      Ojczasty dopóki jeszcze coś widział to się dopytywał i żądał, coby iść do księgarni po nową książkę Myśliwskiego 😉 A Myśliwski jakoś nic nie wydawał już 😉

      Usuń
    2. To ja mam inaczej - bardziej mi smutno, jak umrze ktoś kogo naprawdę lubiłam, nawet jak ma 90 lat, niż młody, ale mi obojętny. Kompletnie nie rozumiałam np. histerii po śmierci Przybylskiej czy pani z kabaretu. No przykro, mogły jeszcze długo żyć, to nie wiek na umieranie, ale to tyle, bo ich praktycznie nie znałam (Przybylską kojarzyłam tylko z reklam Astor, o tej z kabaretu nigdy nie slyszalam).

      Niby Myśliwski się nażył i nic zaskakującego, ze ktoś umiera w tym wieku, ale przykro mi, bo to jeden z ulubionych pisarzy, chyba najlepszy współczesny dla mnie. I sobie tak na pożegnanie "Widnokrąg" zaczęłam słuchać na przebieżkach, jest darmowy w Ninatece❤️

      Usuń
    3. Tyle trąbią o wypadkach, gdy się chodzi ze słuchawkami... nie boisz się?

      Usuń
  3. Chce ci się stać przy garach? Żurek jest dobry z paczki, Winiary albo Knorr, bez różnicy w sumie :D
    A z rolad wpadła mi niedawno w oko rolada ziemniaczana z pieczarkami. Przepis łatwo trafisz necie. To wydaje sie dość proste i chyba powinno być smaczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mówią, że dobry, ale co mi tam, raz w roku mogę ugotować, nie takie to znowu straszne stanie przy garach.
      Tę roladę ziemniaczaną sprawdziłam i wygląda to na bardziej "pracowite" od roladek ze schabu. Kiedyś może wypróbuję z ciekawości.

      Usuń
  4. Rzadko trafiam na książkę z której cokolwiek wychodzi. Nie mam żadnych tradycji wielkanocnych, nic nie gotuje, tutaj to zwykła niedziela; kiedyś kupiłam biały barszcz w sloiku, sam ocet nie dało się zjeść I dałoam sobie spokój. Trzymaj się zdrowo, oby leki pomogły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuchaj, przede mną dziesiątki i dziesiątki tych książek kulinarnych do przestudiowania, więc coś tam na pewno wyjdzie 😁 Zresztą już parę przepisów przytuliłam do menu.
      Gdyby nie przyjazd brata, to też bym się nie wysilała, zwłaszcza teraz, gdym niezdrowa. Co prawda mam nadzieję, że do soboty (kiedy zamierzam gotować) to już wydobrzeję na fest.
      Ale gdzie to jest TUTAJ?

      Usuń
    2. Karolina Północna, to ja dawne arteco

      Usuń
    3. Matko, no prawda, zapomniałam!

      Usuń
  5. Czytając o felczerze, przypomniała mi się historia opowiedziana przez jednego z moich klientów. Pod koniec lat 70. i na początku 80. mieszkał on w Nowym Jorku, pracując jako specjalista od utrzymania urządzeń technicznych w subsydiowanych blokach dla najuboższych—w jednej z najgorszych dzielnic miasta. Sytuacja była na tyle niebezpieczna, że sugerowano mu nawet noszenie „służbowej” broni (choć, o ile pamiętam, ostatecznie jej nie miał).

    Pewnego wieczoru dopadł go potworny ból zęba. Przypomniał sobie, że gdzieś w pobliżu widział ogłoszenie dentysty i udał się do niego—w tejże okropnej dzielnicy.

    Na miejscu trafił do ciemnego, zaniedbanego pomieszczenia: kilka starych krzeseł, brudny dywan, a na półkach warstwa kurzu gruba na dobry centymetr. To była poczekalnia, w której siedzieli sami murzyni i Latynosi. Za okienkiem, zabezpieczonym kratami, znajdowała się sekretarka, która bez zbędnych wstępów zażądała $20.

    Szybko okazało się, że była to cena za najtańszą—i zapewne najczęściej wybieraną—usługę: usunięcie zęba… bez jakiegokolwiek znieczulenia.

    Nie pamiętam już dokładnie, jak zakończyła się ta wizyta, ale choć od tamtej pory minęły dziesięciolecia, a mój klient dawno wyprowadził się do Kanady, wspomnienie tego „gabinetu” i owego dentysty pozostało z nim na całe życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ameryka. Kraj wielkich możliwości.
      😂
      Dla każdego coś dobrego!
      Ech.

      Usuń
  6. Nawiązując do poprzedniego wpisu, można sobie załatwić tzw.karte seniora/emeryta. Nie wiem, czy w każdym mieście. Wtedy korzysta się z różnych zniżek, na ile tylko teatrach, muzeach i on podobnych przybytkach, ale nawet w sklepach.
    Pozdrawiam, Irka

    Odpowiedz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irka, coś mi się kojarzy, ale jeszcze się nie interesowałam, czy i u nas w Krakowie.

      Usuń
    2. Nie wiem, czy to o to chodzi, ale ogólnopolska karta seniora OKS jest płatna, wiec trzeba by sprawdzić, czy się opłaca.


      Mnie wkurza, że jak są np.zajęcia czy zniżki czy ulgi jakieś "dla seniorów" to nie podają od jakiego wieku. 60? 65? 70? Szukałam ostatnio tai-chi, bo widziałam tu niedaleko nad jeziorkiem starsza panią, która sobie ćwiczyla i tak to pięknie wyglądalo! Pomyślałam też o tych dziarskich chińskich staruszkach i że ja też chcę. No i znalazłam niedrogie zajęcia "dla seniorów", ale nie wiem co to znaczy - że emerytów czy od iluś lat. Wiem, że mogę spytać🤪, ale mogliby sami infirmowac, c'nie?

      Usuń
    3. Takie tai-chi też bym chciała 😂 Ha ha nawet mam z budki przyniesione dwie książki! Ale wiadomo, że byłoby fajnie razem i na komendę ćwiczyć.
      Masz rację z tymi seniorami, nigdy nie wiadomo. Często to jest 65, ale nie zawsze.
      W Pradze zniżki seniorskie są od 65 właśnie i to mnie zastanawia, bo z drugiej strony zniżka na tramwaj jest od 60. Niekonsekwencja. Choć oczywiście nie narzekam, że mało płacę za ten tramwaj 😁 I że jeszcze tylko trzy razy.

      Usuń
  7. Zdrowia przed świętami, na święta i po- niech ten ból głowy wreszcie na stałe odejdzie. Dobrych, smacznych wypieków!🐣🐥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straciłam taką nadzieję kilkanaście lat temu, gdy łudziłam się jeszcze, że przejdzie po menopauzie 😉
      Migrena i ja - friends forever, kurka wodna!
      Wypieków nie będzie (chyba żeby mnie naszła jakaś niepohamowana chęć, ale coś wątpię) w związku z deklaracją brata, że przywiezie. Tak że - leżę do góry brzuchem. Lub prawie.

      Usuń
  8. >ulicy dra Kwarty przywrócono przedwojenną nazwę Prosta
    A ja już chciałam sprawdzać kto to był ten Prost. :-D Jak z tym radzieckim pisarzem Dworcowem, który ma ulicę w każdym polskim mieście. ;-)
    To nie pocieszyłaś, że migreny nie przechodzą po menopauzie.
    Ja na Wielkanoc co roku piekę to samo - mazurki, babkę i sernik. I pasztet. I robię Tradycyjną Sałatkę z Majonezem bez której święta są nieważne. Więc rach ciach i niczego nie muszę szukać. A broń Boże eksperymentować w święta! :-D Co roku cały piątek stoję przy garach. I jeszcze pisanki trzeba zrobić. Taki los.
    Anglicy też raczej nie świętują Wielkanocy. Obżerają się czekoladowymi jajkami, a co rok, to większe te jajka produkują. A tak to w niedzielę idą do pubu na jagnięcinę z sosem miętowym.
    Życzę Wam zdrowych i spokojnych świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żurek tylko z torebki. Alternatywą jest żur z butelki, raz spróbowałam i było to takie kwasidło, że nigdy więcej.
      Jozefina

      Usuń
    2. Migreny przechodzą... znaczy bywa... tyle, że mnie nie przeszły. Ale nadzieję ciągle możesz mieć!

      Tego akapitu o pieczeniu nie chciałabym widzieć! No ale już nie odzobaczę, niestety. Jak tak można! Mazurki, babkę, sernik, pasztet. Ludzie kochani. W dodatku o tym pasztecie zapomniałam, a dobrze byłoby upiec (oczywiście nie mięsny), coby się nie dręczyć myślą o staniu w kolejce za wędliną 😂 Idę na nowo robić PLAN.

      Jagnięcina z sosem miętowym. Ciekawe, jak to smakuje. To już się nie dowiem 😉

      Usuń
    3. Kiedyś w każdym mięsnym w okolicy pytałem czy miewają jagnięcinę. I się okazało, że to nie jest kraina łowiecek. Maść na łowiecki z % mają. Nic poza tym. :-)

      W fabryce robili grupowe wyniki z krwi i moczu. Zrobiłem i ja. Okazało się, że jestem (przynajmniej na papierze) najzdrowszy z całego biura. Po czym w związku z przedwiośniem mam kolejną infekcję.
      Pozdrawiam - Nieryba

      Usuń
    4. Całkiem logiczne, jako najzdrowszy zapadłeś na chorobę. Ci niezdrowi już ją mieli 🤣

      Jest u nas na osiedlu taki sklep mięsny - Marian, tam jest jakby luksusowo. Muszę kiedy zajrzeć w celach naukowych (sprawdzić, czy mają jagnięcinę).

      Usuń
    5. Spodziewam się, że skoro Kraków blisko gór, to raczej powinien mieć jagnięcinę.

      Mój nieświętej pamięci ojciec przynosił mięso, które - teoretycznie - było jagnięce. Teoretycznie, bo tatuś pasjami lubił kłusować. Był ostrożny a całą sprawę już dawno skryła pomroka dziejów.

      Usuń
    6. A właśnie ostatnio usłyszałam na spacerze rozmowę "mówię pani, jagnięcina najlepsza, ja mojemu tylko jagnięcinę daję" - zjadaczem jagnięciny okazał się mops ;)

      Usuń
    7. Niestety nie dopytałam gdzie kupowana ;)

      Usuń
    8. 🤣🤣🤣
      W latach kryzysu (które były za PRL-u permanentnie) chyba by ludzie zlinczowali taką właścicielkę!

      Usuń
  9. Ależ co Ty do mnie...? Nie umiesz żurku...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje Ci się to niemożliwe? Coś Ci wyobraźnia szwankuje!
      🤣🤣🤣

      A serio to przypomniałam sobie, że kiedyś już gotowałam i mam przepis wklejony do zeszytu, więc spoko.

      Usuń
  10. och jestes zła kobieta...głodnam. przez ciebie. pomidor faszerowany bryndzą ech.
    tez wyjść z choróbska nie moge. zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, co Ci na to powiedzieć 😂 cieszę się, że nie wstawiłam innych zdjęć, nieco bardziej wyrafinowanych!

      Okres choróbskowy. Więc obyśmy - zdrowe w końcu były 💚💚💚

      Usuń
  11. Zaczęłam właśnie oglądać serial kryminalny Sternstunde der Mörder, akcja zaczyna się w Pradze w marcu 1945. Śledztwo prowadzi czeski policjant, ale pod czujną kontrolą Niemców. Póki co się rozkręca, ale recenzenci pieją z zachwytu. W każdym razie ciekawy moment w historii i malo mi znany, bo niespecjalnie wiem coś o Czechosłowacji w tym czasie, poza zanachem na Heydricha, bo o nim sporo czytałam. No i czterodniowe Pražske povstani znane mi ze stacji metra.
    Serial jest niemiecki, ale sporo mówią po czesku, co w niemieckich serialach nie jest częste, bo oni przyzwyczajeni do dubbingu dostają szału jak muszą czytać napisy 😁
    Pewnie i u nas go puszcza, a może I gdzieś u Czechów znajdziesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam napisać, że ten serial wg powieści Pavla Kohouta (Koguta?) Hvězdná hodina vrahů

      Usuń
    2. Hm... u nich to wyświetlają od dziś na Canal+
      Może, jako że niemieckie, pojawi się na Look movie?
      Kiedyś była genialna strona czeska, gdzie WSZYSTKO (lub prawie) można było znaleźć. Nazywała się ulozto. Któż mógł przypuszczać, że któregoś dnia zniknie jak sen złoty... i skończy się dostęp do czeskich filmów. Pozostaje YT oraz filmy na stronie Czeskiej Telewizji, pod warunkiem, że akuratnie nie są niedostępne za granicą z powodu praw autorskich.

      Usuń
  12. A żurek tylko z butelki, przecież śmietanę sie daje, a lekko kwasny musi być😋
    Ja kiedyś to nawet sama robiłam ten zakwas, ale różnicy w smaku nie ma, a roboty mniej z kupnym. W warzywniaku kupuję. Bardzo lubię żurek!

    Zakupy już obskoczyłam (nie sama ofkors), jeszcze jutro polece po pieczywo i elo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zakupy zrobiłam już wczoraj, żeby nie zostawiać na ostatnią chwilę, dziś tylko poszłam rano po chleb.
      W sklepie ludzie z wyładowanymi wózkami do kas... może faktycznie to wszystko zjedzą? 😁

      Ja żurek też z butelki. Ale właśnie widzę, że w moim przepisie nie ma śmietany?!

      Usuń
    2. Bo nie jest konieczny, ja akurat daję właśnie dla złagodzenia smaku

      Usuń
    3. Twoim tropem idąc, dodałam wczoraj nieco śmietany, właśnie w tym celu 😉

      Usuń