Córka mi przyniosła wczoraj z knihobudki, a że to taki drobiazg, a ja coś się nie mogłam zdecydować, co czytać, no to akurat 😍
To zapis wspomnień snutych przez Mastroianniego podczas kręcenia filmu w Portugalii. Anna Maria Tatò zrobiła wówczas taki dokument - że też ja go do tej pory nie obejrzałam! - a to jest wersja książkowa. Skromna, bez zadęcia, Mastroianni z lekkością opowiada o tym, co pamięta ze swego życia będąc już po siedemdziesiątce. Bezpretensjonalne, momentami zabawne, czasem dające do myślenia.
Szkoda tylko, że niechlujnie przetłumaczone. Jak chociażby słowo recitare przełożone dosłownie na 'recytować' (pojawia się w tej wersji wielokrotnie), a oznacza ono 'grać', w sensie na scenie czy w filmie. Przy okazji taka ciekawostka - nigdy się nad tym nie zastanowiłam, ale cóż, nie jestem aktorem - że po francusku 'grać' to jouer czyli dosłownie bawić się. Że granie czy w filmie czy na scenie ma być zabawą. Wiedział o tym dobrze Fellini, a i sam Mastroianni też uznawał taką zasadę i wyśmiewał aktorów przynoszących pracę do domu, czy inaczej przenoszących rolę na życie prywatne, miesiącami się wczuwających, aż do kryzysu nerwowego 😉
Dosłowne tłumaczenie widzicie też na zreprodukowanym końcu książki: niektóre manifestacje - 'manifestazioni' w tym wypadku nie oznaczają tłumu z transparentami pod oknem MM, tylko PRZEJAWY 😂 przejawy sympatii i przyjaźni, o których dalej mówi.
Takich przykładów jest sporo, tylko jak zwykle nie robiłam notatek czytając, nigdy się chyba tego nie nauczę. Ale jeden błąd kompletnie bezsensowny wbił mi się w pamięć. MM mówi o filmie, który mieli nakręcić razem z Sophią Loren, ale jemu nie spodobał się scenariusz, więc Loren wystąpiła u boku Lina Wertmüller. Wiecie, że ja tak zgłupiałam, jak to przeczytałam, że nawet szukałam w internecie, czy Lina Wertmüller - reżyserka nie była córką albo siostrą jakiegoś Lino Wertmüllera - aktora 😂 Nie, nie była. Takiego byka kompletnie nie rozumiem.
Dziś zresztą też - w kinie - w polskich napisach do włoskiego filmu pojawił się książę Miskin 🤣 O ile rozumiem, że można nie mieć w domu Idioty, żeby na szybko sprawdzić polską pisownię, o tyle każdy jednak ma Wikipedię na podorędziu! Jak to łatwo mogą wyjść na jaw niedostatki kulturowe...
Początek:
Koniec:
Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, 99 stron
Tytuł oryginalny: brak podanego (ale przecież wiem, jaki to był - Mi ricordo, sì, io mi ricordo)
Przełożyła: Magdalena Gronczewska
Z knihobudki
Przeczytałam 19 kwietnia 2026 roku
Korzystając z okazji - czyli po malowaniu chciałoby się coś jeszcze w domu zmienić - postanowiłam parę rzeczy wypchnąć do ludzi. W tym etażerkę, którą kiedyś przyniosłam z wystawki na osiedlu (były na niej rzeczy Ojczastego), a potem dałam do piwnicy. Więc wczoraj wystawiłam ją na OLX za stówkę 😉 Zaraz zgłosiła się dziewczyna, czy bym ją przetrzymała do następnego weekendu, bo ona wtedy będzie w Krakowie. Dobrze, może być. Po czym pisze inna dziewczyna, że chce. Ja, że zarezerwowana. Ona, że daje 150, bo jej zależy. Ja, że moje słowo droższe piniendzy 😂 i tak sobie gadamy. A po paru godzinach ta pierwsza pisze, że jednak rezygnuje, więc ja do drugiej, że zwolniło się. To ja przyjadę po 18.00. Przyjechała, zabrała i 150 dała, mimo, że protestowałam, że przecież sprzedaję za wystawioną cenę. Ale ona uznała, że przemyślałam sprawę i tamtej widać odmówiłam, wyszłam na chytrusa 🤣
No, to jedną sprzedaż mam za sobą, szykuję trzy następne, tylko się może w cenach zorientuję, bo najwyraźniej drewniane etażerki drożej chodzą, więc kto wie, jak to jest na przykład z nachkastlikami 😁
Moja córka natomiast nie sprzedawała, tylko kupowała. To znaczy bardzo chciała kupić - normalnie marzenie jej życia - małpę w IKEI. Ale małp zabrakło (tylko czarne były) i to totalnie, w całej Polsce, wróciła zrozpaczona i czekała na maila, którego jej obiecano, jak się pojawią. W piątek nadeszła informacja i natychmiast poleciała do sklepu, wracając dumna i blada 😂
A przed godziną wracam z kina i kogóż zastaję na lekturze? 😂😂😂
A wczoraj odkryłam na Arte francuski film z 1969, który oglądałam w telewizji w szkolnych czasach, pewnie to było w latach 70-tych i zrobił na mnie wówczas wielkie wrażenie, tak że do tej pory pamiętałam oryginalny tytuł (Que la bête meure). Thriller o tym, jak mały chłopiec zostaje przejechany na ulicy miasteczka w Bretanii, kierowca auta nawet się nie zatrzymuje, a ojciec ma od tej pory jedyny cel w życiu - odnaleźć sprawcę wypadku i zabić go. Niech bestia zdycha jest do obejrzenia jeszcze dzisiaj przez trzy godziny, cud, że zdążyłam. W ogóle to jest tam cały przegląd Chabrola, ale reszta filmów będzie dostępna do 14 lipca (Bastylia!), a tylko ten tak krótko, ciekawe, dlaczego. I ciekawe, że kiedyś widziałam na Arte jakby osobny dział na filmy, które się kończą, a teraz tego nie mogę znaleźć. Carramba!
PS. Za równiutki miesiąc o tej porze będę już rozpakowywać walizkę w Pradze, tak że przygotowania wkraczają w ostrą fazę. Ogłosili program Open House i aczkolwiek wiem z doświadczenia, że nie należy sobie wyznaczać zbyt wielu celów, jednak kilkanaście miejsc wypisałam. Teraz przymierzam karteczki do mapy i nastąpi redukcja. Więcej niż cztery sztuki na dzień raczej nie ma sensu planować, żeby uniknąć rozczarowań.
Kiedyś za każdym razem przywoziłam z Pragi kolejną mapę, zwłaszcza, że one tak szybko odchodzą się niszczą... Ale to było zanim kupiłam tę w formie książki, a potem to już w telefonie, najlepsza!
Tutaj eksperymentalnie użyłam papierowej, żeby przymierzyć się do odległości 😉
PS. 2
Dla Teatralnej 😁









Fajny małpiszon--i nawet potrafi czytać!
OdpowiedzUsuńTrzeba mu będzie podsunąć poważniejsze lektury 😉
UsuńNa szczęście wylądował we właściwym mieszkaniu!
UsuńW sumie - fakt 😁
UsuńNo to signora Gronczewska się nie popisała...
OdpowiedzUsuńMałpa vel Kudłaty Łobuz😆 teraz na topie, czytałam, że w Japonii czy gdzieś tam za grube setki dolarów chodzi (czy chodziła, bo może juz szał minął, coś ostatnio o nas nie piszą, to znaczy o tej żywej co ja nosiła). U nas tzn. w Warszawie na topie jest dla odmiany robot Edward Warchocki, który grasuje po stolicy. Ganiał dziki, zataczał się z butelką wódki - liczę, że może kiedyś go spotkam🤖 Akurat iedawno oglądałam niemiecki film, w którym pani miała takiego humanoidalnego robota w domu - kawę parzył, sprzątał, nawet dowcipy opowiadał. Niestety zhakował go Zły Człowiek i robot zaczął ja nagrywać pod prysznicem i prawie ją ugotował w saunie.
Szkoda, że ten film o bestii znika, z opisu fajny, a na CDA czy YT go nie ma.
Szukałam tej signory w internecie i widzę, że tłumaczyła też jakąś książkę o Fellinim, którą albo mam albo miałam. Jeśli jeszcze mam, to się zobaczy, co tam nawyprawiała 😁
UsuńAch jej, to ta z IKEI jest tą słynną maskotką Puncha! Córka mi coś kiedyś wspominała o małpce z zoo i jej pluszaku, ale nie wiedziałam, że to stąd 🤣 Teraz rozumiem braki w sklepie 🤣
A tego robota widziałam na jakiejś rolce na FB. U nas przed laty sensacją był robot (ale nie humanoidalny) dowożący jedzenie i nawet go spotkałam kiedyś.
Książkę o MM sobie zostawisz?
OdpowiedzUsuńNa etażerce niezłe przebicie, skoro miałaś ją za darmo :D
A czemu pytasz? 😉😎 Dołożyć?
UsuńZa darmo... a kto przytargał, wyczyścił, potem do piwnicy wyniósł, jak już była niepotrzebna, z założeniem, że nigdy nie wiadomo... Hę? Kupa roboty 😁
Wygląda na to, że - skoro takie rzeczy są chodliwe - należy obiegać osiedle i okolice (klika razy dziennie) i wyłapywać okazje w celu dodatkowego zarobku 🤣
Nie, tak słabo tłumaczonej książki bym nie chciał, bo nie wiadomo, co tam wynika z czystej inwencji tłumaczki.
UsuńTo dobrze, bo córka nagle się oburzyła - że ona tę książkę przyniosła dla siebie, nie dla mnie, i w ogóle 🤣
UsuńMałpa sympatyczna, szkoda że nie czyta na głos:-)
OdpowiedzUsuńLudzie polują na takie starocie, sami odnawiają i sprzedają z zyskiem!
Tak, mogłaby czytać na noc, gdy się ma kłopoty z zaśnięciem 😁
UsuńNawet na naszej lokalnej Śmieciarce zauważyłam osoby, które ciągle coś biorą z ogłoszeń i wygląda na to, że na handel właśnie. Jedni mają to za złe (jak z książkami na przykład), ja uważam, że skoro się właściciel rzeczy nie chciał bawić w sprzedaż, to czemu nie.
Ta dziewczyna, która etażerkę kupiła, przysłała mi zdjęcie, jak już stoi obok kredensu wypełnionego bibelotami, docelowo przeznacza ją na książki. Widać, że mieszkanie czy dom urządzone starociami.
Nie dziwię sie, bo bardzo fajna - jej się przyda, a Tobie wpadlo trochę kaski. W sumie jest to jakaś opcja na dorabianie.
UsuńZ tym, że trzeba mieć garaż na podorędziu 😂
Usuńgdybym była złośliwa, to bym napisała, że może dlatego Mastroianni przy trzech nominacjach, nigdy nie dostał Oscara, za to deNiro dwukrotnie przy ośmiu nominacjach... za to Fellini to rekordzista:-))) 5 statuetek. Potrafią rozśmieszyć świat ci włosi. nie wyobrażam sobie jednak "Ojca chrzestnego w wydaniu komediowym ;-))
OdpowiedzUsuńZe starożytnej Grecji się ta szlachetna profesja wywodzi a więc i osoba aktorska, nazwana tam : hipokryta. Natomiast komediant to rodzaj aktorstwa i jednak spłycenie tematu. no i komediant brzmi niepoważnie a nawet obraźliwie...w pewnych kręgach.
także.
ale książka zdecydowanie dla mnie, uwielbiam biografie.
UsuńZe statystyki wobec tego wynika, że jedna statuetka przypada na cztery nominacje, więc MM nie miał szans 🤣
UsuńKomediant po polsku brzmi istotnie dość pogardliwie... ale po francusku aktor to właśnie le comédien. Nawet dam na końcu notki jedno zdjęcie 😉
O Pradze już możesz śnić na jawie, fajnie. Małpy za bardzo przypominają mi ludzi 🙈 Taka siedząca z książką to już w ogóle 😉
OdpowiedzUsuńJuż mogę trząść portkami... jak ja się boję podróży!
UsuńW pełni Cię rozumiem, najchętniej bym zamknęła oczy i hokus-pokus przeniosła się w określone miejsce. Ale dasz radę! ❤️
UsuńDokładnie - też bym sto razy wolała teleportację!
UsuńŁo ludu! W Polsce ta małpa 40 zł, a u nas £17, co daje ponad 80 zł 😲 😂 I tylko brązowe dostępne.
OdpowiedzUsuńNo pisała Agata powyżej, że w Japonii czy gdzieś za ciężkie pieniądze ta małpa chodziła 😉
UsuńA to nie doczytałam.
UsuńTo może trzeba kupić ze dwa tuziny i na jakiś portal sprzedażowy w Japonii wrzucić? 🤔🤪😂
Tak jest - interes życia 😂
UsuńMałpa superancka! Wcale się Twojej córce nie dziwię, też bym taką chętnie przytuliła…😉
OdpowiedzUsuńOna twierdzi, że ja też powinnam sobie taką sprawić, bo się z nią dobrze śpi, grzeje 😂
UsuńJakby ktoś o małpce nie słyszał, to podsyłam linka https://kobieta.gazeta.pl/pieniadze/7,197737,32633044,pluszowa-malpka-ikea-znika-z-polek-na-aukcjach-kosztuje-krocie.html
OdpowiedzUsuńZe też człowiek nie zrobi interesu!
UsuńNo przecież macie Małpę, niech córka sprzeda, potem kupi dwie, sprzeda, potem kupi cztery, sprzeda itd.... I wkrótce będzie Was stać na tę piekna willę 😅
Usuń🤣🤣🤣
UsuńAch ach! Dzisiaj jest ostatni dzień interesującego dokumentu o "Kompleksie Portnoya" i jego autorze:
OdpowiedzUsuńhttps://www.arte.tv/pl/videos/121390-000-A/kompleks-portnoya/
Czy Ty wiesz, że istnieją na tym padole osoby, które nigdy nie widziały na własne oczy prawdziwej etażerki? Dzięki Tobie oto ujrzewają. Przynajmniej jedna taka osoba. Ujrzewa.
OdpowiedzUsuńEch, co za ludzie to są, ja nie wiem 😂
UsuńAle dobrze, ja z etażerką mogłam się zetknąć już w wieku kilku lat - była u niani. Z każdej półki zwisała koronkowa serwetka, jak należy, na nich stały bibeloty, a na najwyższej półce paprotka.
A potem mój Ślubny sobie sprawił etażerkę składaną, bardzo sprytny wynalazek. Sprezentowałam ją potem eks-koleżance z pracy, która szukała czegoś podręcznego na SZPEJE. Ciekawe, czy jeszcze ją ma.
Dodam, że etażerką nazywają również te takie piętrowe tace na ciasta czy owoce, ale moim zdaniem to nieporozumienie 🤣
UsuńW PRL etażerki były popularne, ja kojarzę ze wsi, na nich własnie białe koronkowe serwetki, paprotki i chyba święte obrazki. W sumie fajny mebelek
UsuńMasz rację, też mi się wiejsko kojarzy!
Usuń