piątek, 17 kwietnia 2026

Robert Louis Stevenson - Treasure Island

Ja tej Wyspy skarbów w młodości najprawdopodobniej nie czytałam (ani nie posiadam). I jak teraz ogarnęłam to streszczenie, to widzę, że bym nie zdzierżyła 😁 To jest chłopacka lektura - piraci, statek, bezludna wyspa, poszukiwanie skarbu... No dejcie spokój! Coś okropnego! Czyli nudy na pudy.


Ale nie ma tego złego czyli dobrze, że mi się taka lekturka trafiła, bo przynajmniej już wiem, żeby za normalne pełne wydanie się nigdy nie brać. 

Poziom Elementary, żadnych nowych słówek nie było. Ale tego autora mam Bagaż nie z tej ziemi i ten chcę jak najbardziej przeczytać, bo o ile pamiętam z blurba, jest to coś o podróży z kufrem, w którym jest nieboszczyk. Czy coś w tym stylu 😁 I mam nadzieję, że nie jest to żaden pirat!


Początek:


 Koniec:

Wyd. Penguin Readers 2000, 36 stron

Level 2 Elementary (600 words) 

Z własnej półki, ale zaraz do wyniesienia

Przeczytałam 16 kwietnia 2026 roku
 

No, prawie kuniec! Dziś Pan Malarz przyjedzie ewentualne jeszcze niedoróbki poprawić. I posprzątać. I zainkasować 😁 Na suficie w łazience jeszcze widzę, że wyłazi zaciek, więc będzie musiał przejechać wałkiem po raz kolejny. W ogóle w trakcie roboty trzeba było skoczyć po mocniejszy środek...


Tak się wczoraj wieczorem podekscytowałam, że oczywiście nie mogłam usnąć (ciągle mi się to zdarza, niestety, że zacznę o czymś myśleć i koniec spania), chyba do czwartej nad ranem. Co chwilę wstawałam i zapisywałam na kartce, co zrobić (uwaga! na ten przykład wytrzepać dywany! już pożyczyłam trzepaczkę!), a przede wszystkim co wyrzucić (znaczy wydać). Spieramy się z córką o szafkę po mojej babci ze strony Ojczastego, taki typowy nachkastlik - niby pamiątka, jednak mi blokuje miejsce. Córka tam trzyma swoje szpeje. Które gdzieś by trzeba upchnąć, bo jak twierdzi - są jej wszystkie potrzebne.

A tymczasem niedawno była MIESIĘCZNICA, więc zamieściłam kolejny filmik, w którym Ojczasty opowiada, jak to został zmuszony do zakupu horrendalnie drogich półbutów 😀 To właściwie były mokasyny i w nich odszedł w ostatnią drogę zresztą.

 


37 komentarzy:

  1. Wyspa Skarbów - cuuuudo!
    Czytałem więcej niż tuzin razy, po polsku i po angielsku.
    Nasze wnuczęta też bardzo lubiły tę książkę i wiele razy musiałem im opowiadać nieco zmodyfikowane wersje, n.p. dołączając do załogi Bolka i Lolka.
    Tu filmik z naszym wnukiem - piratem - w akcji ==> https://www.youtube.com/watch?v=aZNe1_x2JDI
    Dziękuję za filmik z Ojczastym - lubię Go coraz bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, co się to dzieje, wszędzie wielbiciele Wyspy skarbów! No, ale chłopców rozumiem 😁
      Wnuk to ten wielce energiczny i zaangażowany w piracką walkę blondynek?

      Usuń
    2. Oczywiście - istny Wołodyjowski - walczy szablą i kręci się w kółko.

      Usuń
  2. Ja znam tylko z filmu.
    Dziś 180zł to średnia cena:-)
    Ciekawe, ile dziś kosztują buty na miarę?
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja ani filmu... Moja córka twierdzi, że jestem rzadki gatunek, który nawet nie lubi "Piratów z Karaibów". No nie 😁
      Buty na miarę - zatrzymałam się ładnych kilka lat wstecz, kiedy córka koleżanki z pracy, która ma swoją firmę, robiła półbuciki damskie za 600 zł minimum.

      Usuń
  3. Ciekawe, co by wyszło z "Lalki" Prusa w takim streszczeniu do 36 strony.

    OdpowiedzUsuń
  4. Te mokasyny o ile pamiętam pokazywałaś na blogu😁 ale to Ojczasty sam zapłacił, nie brat? Mam nadzieję, że były przynajmniej wygodne za tę wygórowana cenę? Fajnie gadał💓

    Jak "Wyspy skarbow" nie czytałaś??? Ja uwielbiałam tych piratów - piętnastu chłopa na umrzyka skrzyni, johoho i butelka rumu. W ogóle lubiłam chłopackie książki: Winnetou, Verne'a, Pany Samochodziki i Niziurskiego. Ale ja w ogóle byłam na początku podstawówki tak zwaną chłopaczarą, grałam w piłkę nożną z kolegami i bawiłam sie z nimi. Potem mi przeszło 🤣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy tomy „Winnetou” przeczytałem chyba w trzy dni i trzy noce — a potem sięgnąłem po kolejne książki Karola Maya. Pamiętam też, że będąc w Berlinie Wschodnim (NRD), odwiedziłem muzeum poświęcone temu pisarzowi.

      Książki Juliusza Verne’a uwielbiam do dziś — szczególnie „Dwa lata wakacji” i „Tajemniczą wyspę”. Przeczytałem chyba wszystkie „Pany Samochodziki” Nienackiego, a nawet udało mi się zdobyć jego autograf. Podobnie było z Niziurskim — jego książkami również się zachwycałem i jego także miałem okazję spotkać oraz poprosić o dedykację.

      A skoro już mowa o autografach i książkach — tydzień temu założyłem nowy, dwujęzyczny blog, na którym będę prezentował autografy z mojej kolekcji wraz z opisami i komentarzami, a także inne pamiątki oraz wspomnienia, głównie z okresu PRL.

      Usuń
    2. Maya miałam w domu "Old Shatterhanda" i najlepiej go pamiętam, inne wypożyczalam z biblioteki na Chłodnej. Btw teraz odkrylam na Wikipedii, że byl bardzo płodnym pusarzem, napisal kilka innych cykli np. o Bliskim Wschodzie, przetłumaczono je na polski już po zmianie ustroju, w ogóle o tym nie wiedziałam. Do Verne'a i Samochodzika nie wracalam w dorosłym zyciu, natomiast Niziurskiego fajnie mi sie czytało po latach. Jeszcze Bahdaja lubiłam, u niego też bohaterami byli chłopcy. I mam jego autograf, był znajomym koleżanki mojej mamy, więc ten autograf taki bardziej "wypasiony", od serca.


      Fajny pomysł na blog, chętnie zajrzę.

      Usuń
    3. => Agata
      Też byłam nieco zaskoczona tą opowieścią o udaniu się do kasy... spodziewałabym się, że brat zapłaci. No ale z drugiej strony wówczas Ojczasty był w stanie utrzymać się z emerytury, przed czasem opiekunek etc.

      Chłopaczara! 😂

      Usuń
    4. => Jack
      Na "Winnetou" miałam chrapkę, gdy zobaczyłam go u jakiejś koleżanki mamy, ale nie śmiałam poprosić o pożyczenie. Przepadło 😉
      Na nowy blog zajrzę!

      Usuń
  5. „Wyspę skarbów” czytałem ponownie — a właściwie słuchałem — całkiem niedawno (można ją bezpłatnie pobrać ze strony www.wolnelektury.pl). Tłumaczenie Józefa Birkenmajera to prawdziwy majstersztyk — jedno z tych, które same w sobie są literacką wartością.

    Sama książka również nic nie straciła ze swojej siły. Po raz pierwszy czytałem ją jeszcze w czasach szkolnych i już wtedy zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Po latach odbiera się ją może trochę inaczej, ale wciąż pozostaje świetną, wciągającą opowieścią — jedną z tych, do których naprawdę warto wracać.

    A tak na marginesie: lepiej mieć wygodne buty, nawet jeśli są drogie, niż męczyć się w tanich, które obcierają i psują całą przyjemność chodzenia. Tu cena naprawdę schodzi na drugi plan. Ja się dużo nachodziłem 😁, zanim udało mi się kupić dobre, wygodne buty. Dlatego pamiętam z jednej książki, gdy nauczyciel pyta się ucznia na Starym Mieście w Warszawie, za co postawiono Kilińskiemu pomnik.
    — Bo robił dobre buty! — odpowiada uczeń.
    I chociaż odpowiedź nie była właściwa, to nauczyciel przyznaje, że swoją drogą, może i powinno się stawiać pomniki szewcom za dobrą robotę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że jeśli coś z dziecięcych czy młodzieżowych lektur nie wciągnęło mnie wówczas, to teraz już nie idzie... W każdym razie - pomimo Waszych zachwytów - nie planuję lektury 😁

      Masz oczywiście rację w kwestii butów. A czy ta historia jest może ze "Sposobu na Alcybiadesa"?

      Usuń
    2. A to akurat prawda. Co do książek to nie pamiętam takiej sytuacji, ale zdarzało się, że seriale niegdyś ponoć kultowe, których nie widzialam wtedy, kiedy był ich czas - zupełnie mi nie podeszły, odpadałam po max jednym odcinku, a zazwyczaj po kwadransie (np. "Glina", "Przyjaciele", "Dr House"). A mój syn zasnął na "Czterdziestolatku", "Wojny domowej" też nie chcieli oglądać, unbelievable!😂

      Usuń
    3. ""A czy ta historia jest może ze "Sposobu na Alcybiadesa""

      Gratuluję! Specjalnie nie podałem tytułu książki, byłem ciekawy, czy ktoś odgadnie i wspomni. Nota bene, jedna z moich ulubionych książek.

      Usuń
    4. => Agata
      "Dr House" kiedyś przyniosłam z budki czy ze Śmieciarki (i to kilka sezonów bodajże) i nie dooglądałam pierwszego odcinka 😁
      A jeśli chodzi o "Czterdziestolatka", to powiem Ci, że o ile generalnie uwielbiam, o tyle właśnie pierwszy odcinek mnie nudzi.

      Usuń
    5. => Jack
      Też kocham! Choć chyba bardziej "Klub włóczykijów", pewnie patriotyzm lokalny...

      Usuń
  6. Wyspe Skarbow mam starą jak świat i nigdy nie zajrzalam, a powinnam w ramach wyzwania czytania z własnych półek. Dobrze, że prawie po remoncie, podziwiam skatalagowany regał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oddałam "Trzewia" do biblioteki i sobie solennie obiecałam, że nic więcej nie pożyczam - też chcę czytać swoje, skatalogowane w dodatku 😁

      Usuń
  7. "Wyspy skarbów" sama nigdy nie czytałam, ale postanowiłam przeczytać synowi, no bo to taka Klasyka i dla chłopców... Niestety wymiękł w połowie i chyba na tej książce skończyła się nasza przygoda z czytaniem na głos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale że Ty nie wymiękłaś! Ot, co znaczy matczyna miłość 😁

      Usuń
  8. z przyjemnością poczytałam i zrozumiałam :-) chyba poszperam i może gdzieś zakupię, bo takie lektury bym czytała dla szlifowania języka .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuchaj, to ja Ci mogę zbierać te przeczytane przeze mnie i wysłać. Szkoda, żeśmy się wcześniej nie zgadały, bo te do tej pory przerobione wyniosłam do budki.

      Usuń
    2. no to jest świetny pomysł :-) bardzo bym ci była wdzięczna.

      Usuń
    3. No to jesteśmy umówione 😁

      Usuń
  9. O matko z córką! Co to są szpeje?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No szpeje! Normalne słowo - różne różności gromadzone w szufladach etc. 😂
      Choć AI twierdzi, że:
      "Szpej to slangowe określenie oznaczające ekwipunek, sprzęt, oprzyrządowanie lub akcesoria potrzebne do uprawiania danej aktywności (np. wspinaczki, off-roadu, airsoftu/ASG) lub wykonywania specjalistycznych prac."
      Ale co ono się tam zna!
      Słownik języka polskiego mówi wyraźnie - graty, klamoty, drobiazgi.

      Usuń
    2. Ja od Ciebie znam szpeje. Myślałam, że to krakowskie jak chodzenie na pole😂

      Usuń
    3. A co do krakowskości to nie wiem... bo nie pamiętam, czy używałam tego słowa przed studiami... A może je wzięłam od Ślubnego? Ten z kolei był z Opolszczyzny, a te szpeje trochę zajeżdżają niemieckim 😉

      Usuń
    4. Dziękuję - człowiek uczy się całe życie! Ja gdańszczanka, szpejow nieświadoma bywszy, będę używać, bo mi się podobają. :-))

      Usuń
    5. Smacznego, gdańszczanko 🤣🤣

      Usuń
  10. Chłopaczara! Uwielbiałam przygodowe książki, o piratach, muszkieterach, łowcach przygód i zwierząt itd. W Winnetou się zakochałam mając 4 latka (słuchałam w radio siedząc pod stołem w kuchni) i do tej pory mi nie przeszło. Książkę najpierw ukradłam z biblioteki szkolnej, a potem kupiłam swoją i oddałam :) Mam i nie dam nikomu, choć się rozpada :) Moje drugie ja kochało Anię z Zielonego Wzgórza - czyli rozdwojenie jaźni 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ci dopiero!
      Choć i ja muszę przyznać, że "Trzech muszkieterów" też czytałam z wypiekami! I do tej pory mam ten domowy egzemplarz, że niby jeszcze kiedyś wrócę...

      Usuń
    2. Wrócę nie wrócę (do Winnetou) ale nie oddam 😀

      Usuń