Człowiekowi żyjącemu w normalnym kraju trudno sobie to wyobrazić, ale w Związku Radzieckim istniały (i dalej istnieją w Rosji) miasta nie tylko zamknięte, gdzie nikt z zewnątrz nie mógł się przedostać, ale nawet nie istniejące na mapie. Ich mieszkańcy, wcale liczni, bo w szczytowym okresie tych miast była ponad setka, ani nie mieli w dokumentach wpisanego prawdziwego miejsca zamieszkania ani nie mogli go wyjawić nawet rodzinie (tej mieszkającej poza strefą). Owszem, żyło im się tam nieźle, zaopatrzenie sklepów było na poziomie niespotykanym w reszcie Kraju, zarabiali też przyzwoicie, dzieci miały zajęcia sportowe z wybitnymi trenerami - ale po pierwsze jednak żyli za płotem czyli jak w więzieniu, a po drugie ich praca dotyczyła szeroko pojętej obronności i nie dość, że była szalenie absorbująca, to jeszcze w wielu przypadkach niszcząca zdrowie. Ich zdrowie, bo co tu mówić o zdrowiu tych, na których przygotowywali broń biologiczną czy jądrową.
Historia tych ZATO jest niesamowita i jeśli chcecie poczytać o tym, czym był ZSRR i czym jest Rosja, to polecam.
W pamięci utkwiły mi trzy rzeczy:
* jak Gagarin spieszący w dniu swej śmierci na kosmodrom zmienił marynarkę wychodząc z domu i jego przepustka (czyli święty dokument, który mieszkańcy ZATO musieli mieć zawsze przy sobie) została w innej kieszeni, więc musiał po nią wrócić. Powiedział spotkanej sąsiadce, że mu się to zdarzyło po raz pierwszy w życiu. Gagarin, którego twarz znał wtedy cały świat - bez przepustki by nie przeszedł.
* historia 10-letniej dziewczynki, która rozpłynęła się w powietrzu w drodze ze szkoły. Przepadła bez wieści w najeżonym kamerami mieście zamkniętym o ostrym reżimie. To było w 2009 roku. Zrobiono wszystko, sprawdzono każdy trop, przeszukano wszystkie budynki, piwnice itd. i nigdy jej nie odnaleziono, a był to w końcu punkt honoru służb specjalnych. Psy tropiące gubiły ślad przy jezdni, więc powstały też plotki o tym, że zdarzył się wypadek, a samochodem jechała jakaś gruba ryba i dlatego władze zatuszowały sprawę. No, ale zbadano też oczywiście wszystkie samochody i garaże w mieście, zresztą każdy centymetr ziemi. Zagadka dziewczynki z atomowego miasta.
* ZATO żyły z wojen, więc oczywiście popierały Putina czy w przypadku Czeczenii czy teraz Ukrainy. Gdy tylko robił się pod tym względem spokój, traciły źródła finansowania. Zimna wojna była rajem. Mieszkańcy zacierają rączki, gdy państwo/armia zamawiają nowe dostawy broni takiej czy innej. I dziwicie się, że wielu Rosjan patrzy z uwielbieniem na swojego prezydenta?...
Początek:
Koniec:
Wyd. Czarne, Wołowiec 2025, 309 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 18 lutego 2026 roku
Wczoraj ekipa zakończyła prace (mimo takich wrednych lokatorów jak ja, co to nie chcieli się wyprowadzić do hotelu 😂) i sąsiedzi sobie ładnie sprzątają. Niektórzy przy okazji szarpnęli się na nowe sedesy. My niestety musimy teraz czekać, aż przyjdzie pan, który nam odbuduje tylną ściankę w WC i założy nasz kibelek. Tak że folii nie ściągam, bo nie wiadomo, czy jeszcze się nie będzie kurzyć.
Schodziłam z góry, gdzie zamykałam powierzone mi mieszkanie, robiąc przy okazji obchód wszystkich innych, które były jeszcze otwarte i w mieszkaniu jakiejś młodej pary, która od niedawna tu jest, zobaczyłam na własne oczy (bo wcześniej tylko w internecie) folię z otworem zamykanym na suwak. Jest to genialny wynalazek, tylko nie wiem, czy jak będą to zdejmować, nie odklei im się razem z farbą ze ściany. Tych państwa nie było, więc nie mogłam zapytać, ale może się do nich przejdę któregoś dnia (bo przecież czeka mnie jeszcze kiedyś remont pokoju koło łazienki, wymiana ościeżnic etc.). W każdym razie pan z ekipy mówił, że w Action widział takie kurtyny po 10 zł!
I tak tu sobie siedziałam dziś i pisałam, gdy usłyszałam za plecami... no co... to co zwykle... ciurkanie wody z sufitu.
Ja mam wrażenie, że dostanę jakiegoś udaru.
Pomijając WSZYSTKO INNE - przecież jak my mamy jutro wyjechać na cały dzień na pogrzeb?!? Póki jestem, to szybko interweniuję, a tak?
Pan z Awarii przyjechał już po godzinie (szybko interweniuję). Okazało się, że to nie z pionu, tylko spod brodzika u sąsiadki na górze. Ma nie używać łazienki i zawołać kogoś, żeby jej ten brodzik rozebrał i naprawił.
Ale co użyłam nerwów przez tę godzinę czekania, to moje.
Sąsiadka sobie zamówiła hydraulika na dziś na 15.00, miejmy nadzieję, że zrobi, co trzeba i przynajmniej niedziela będzie spokojna. Naprawdę wolałabym nie myśleć, co się w domu dzieje, podczas pogrzebu.
Gdzie jest ta melisa?








Ksiazka jest w legimi, już ją ściągnęłam na półkę, fascynujący temat, dzięki. Trzymam kciuki za jutro, za pojutrze, za calosc, w ogóle 🙂
OdpowiedzUsuńKciuki za dziś pomogły, dzięki 😍
Usuń😊
Usuń"Ja mam wrażenie, że dostanę jakiegoś udaru."
OdpowiedzUsuńOnegdaj widziałem w serialu Breaking Bad jak zestresowana kobieta bierze poduszkę (jaśka) i do niej krzyczy, tak aby nikt nie słyszał.
W czasach, kiedy byłem młody, zestresowany i nietrzeźwy polazłem na wzgórze górujące nad miastem, żeby wydrzeć japę. Chyba pomogło, już nie pamiętam.
W każdym razie - drzemią w nas siły o których pojęcia nie mamy a spokój wraca.
Czego życzy Nieryba
Fajnie sie krzyczy pod wiaduktami kolejowymi jak w Kabarecie https://youtu.be/RTS-oPcblVo?si=54i9B7g4zd2qsYTJ
UsuńUwielbiałem "Breaking Bad"! Jednak tej sceny nie pamiętam. Może kiedyś ponownie, na spokojnie, ponownie obejrzę ten serial. Był genialny.
UsuńDla mnie to jeden z lepszych seriali ever
UsuńWedług wielu krytyków, Breaking Bad jest jednym z najlepszych seriali telewizyjnych wszech czasów. Mało kiedy byłem tak wciągnięty w serial. Inna sprawa, że nie posiadając telewizji, oglądałem zaledwie kilka seriali w życiu, i to dopiero na DVD.
UsuńMamy tu parę wiaduktów w pobliżu, któregoś dnia spróbuję 😉 No, chyba, że od tej pory będę wieść zwykłe nudne bezproblemowe życie, tak?
UsuńTyle razy już pisaliście o "Breaking Bad", że muszę go w końcu obejrzeć.
UsuńO miastach zamkniętych jest sporo filmów na YT. Arleta Bojke ma o tym odcinek serii o ZSRR/Rosji (zarezerwuj około 22 minuty):
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=C0imfv6DqDE
Nieryba
Nie znałam, a to widzę profil dla mnie jak wymarzony 😁
UsuńNienawidzę remontów, każdy skraca człowiekowi życie o 10 lat. Współczuję.
OdpowiedzUsuńPowinno się chyba robić badania przed i po, żeby zobaczyć na własne oczy różnicę. I zdjęcia, na ile się człowiek postarzał!
UsuńCzyli... byle do poniedziałku. Trudny jutro dzień przed Tobą, ale jak mawiał Lec "wszystko mija"
OdpowiedzUsuńTeraz powinnam mówić byle do wtorku. A lepiej jeszcze do czwartku. W bloku pomór.
UsuńOjoj, można się zestresować. Nas kiedyś zalali sąsiedzi gorącą wodą, a spod pralki, to ciekło regularnie, do dziś mi plama na suficie wychodzi.
OdpowiedzUsuńAle że całą ściankę rozebrali?
Tak, lokator w teorii nie ma prawa zabudowywać tej ścianki, bo do pionu powinien być zawsze dostęp.
UsuńGdyby tak nie było, to koszty ponownej ścianki byłyby po stronie spółdzielni, a tymczasem - płacz i płać. Albo nie płać, tylko powieś sobie dyktę.
ale nawet nieistniejące na mapie.
OdpowiedzUsuńWszystkie mapy w ZSRS były niedokładne — nawet większe miasta były lekko przestawione, a mapy turystyczne miast zawierały celowe błędy i zniekształcone proporcje, aby wróg, gdyby zaatakował kraj, miał utrudnione zadanie. Tyle że działo się to już w erze fotografii satelitarnej!
W latach 70. XX wieku spotkałem mężczyznę, który był członkiem aeroklubu (tzn. latali samolotami). Opowiadał, że przepisy stanowiły, iż nie wolno latać nad obiektami wojskowymi. Problem polegał na tym, że lokalizacja takich obiektów była tajemnicą! (typowy Catch-22). Piloci znaleźli na to sposób — na Zachodzie (!) kupowali w specjalistycznych sklepach mapy Polski, na których zaznaczone były obiekty wojskowe (!!). Jednego z pilotów złapano z taką mapą i był przesłuchiwany w sprawie jej posiadania oraz celu, w jakim ją nabył. Kompletna paranoja! Podobnie jak pewien naukowiec w stalinowskim ZSRS, który został oskarżony o szpiegostwo, ponieważ pożyczył komuś specjalistyczne czasopismo wydane w… USA!
to jeszcze w wielu przypadkach niszcząca zdrowie
Kilkadziesiąt lat temu oglądałem w telewizji program o pierwszej bombie atomowej w ZSRS. Z dumą wspominał o pracy nad nią wówczas młody technik czy naukowiec i opowiadał, jak trzymał w gołych rękach, bez żadnych zabezpieczeń, „serce” tej broni, zawierające materiały radioaktywne. „Było ciepłe” — mówił — ponieważ wewnątrz bardzo powoli zachodziły pewne reakcje. Większość jego kolegów już dawno zmarła z powodu napromieniowania albo ciężko chorowała — ale zapewne nawet na łożu śmierci byli dumni z osiągnięć swojego Kraju Rad!
historia 10-letniej dziewczynki, która rozpłynęła się w powietrzu w drodze ze szkoły.
Oczywiście zaginięcia w krajach niedemokratycznych i dyktatorskich mogą być bardzo łatwo tuszowane, szczególnie gdy sprawcami są osoby na wysokich stanowiskach lub mające duże wpływy. Niemniej jednak chciałbym w skrócie przytoczyć historię, która wydarzyła się prawie 41 lat temu.
30 lipca 1985 roku, o godzinie 11:00 przed południem, ośmioletnia Nicole Louise Morin, ubrana w strój kąpielowy, wyszła ze swojego mieszkania na 20. piętrze budynku w Toronto, aby spotkać się z koleżanką w lobby i razem pójść na osiedlowy basen. Po 15 minutach czekania przyjaciółka zadzwoniła domofonem do mieszkania Nicole i zapytała jej matkę, dlaczego dziewczynka się nie pojawiła. Matka, zajęta swoimi sprawami, sądziła, że córka poszła bezpośrednio na basen, i dopiero po godzinie 15:00 zawiadomiono policję.
Od tamtej pory nikt jej nie widział ani nie słyszał. Policja w Toronto wszczęła największe w swojej historii śledztwo dotyczące zaginięcia osoby. Nigdy nie znaleziono żadnych fizycznych dowodów, które pozwoliłyby wyjaśnić tę sprawę. Nie ma podejrzanych ani śladów. Po prostu zniknęła w środku dnia, w ogromnym budynku, w ogromnym mieście.
Już w czasach GPS tak to zrobili, że od pewnego momentu, gdy dajmy na to ZATO Siewiersk było już prawie blisko, GPS nagle wskazywał drogę do jakiegoś Siewierska tysiąc kilometrów dalej. Kręciłeś się w kółko usiłując znaleźć drogę - ale to się nie udawało.
UsuńA przypomniał mi się opis jednego z tamtejszych wynalazków: buty dla żołnierzy z podwójną podeszwą - ta druga, zewnętrzna, była na odwrót czyli palce miała w miejscu pięty. Żeby wraży sukinkot imperialistyczny nie wiedział, w którą stronę naprawdę poszedł dzielny sowiecki wojak.
Takie przypadki niewyjaśnionych zniknięć są niesamowite. U nas choćby sprawa Iwony Wieczorek.
Pogrzeb w niedzielę? Pierwszy raz się z tym spotkałam 🙂
OdpowiedzUsuńPogrzeb świecki. Jak się księdza nie fatyguje, może być i w niedzielę 😉
UsuńNie myślałam o wyznaniu czy jego braku, tylko o tym, że obsługa cmentarza i pogrzebu ma wolne w niedzielę, np. grabarze 🙂 Ale widać, że i tutaj prawa rynku decydują 😉
UsuńKuzyn ma zakład pogrzebowy, który obsługuje wszystkie pochówki w rodzinie i on to załatwia. Przychodzi z jednym pracownikiem i odsuwają płytę na tyle tylko, żeby móc włożyć urnę. A wcześniejsze przygotowania czyli jakieś tam wybiałkowanie w środku robi wcześniej inny zakład, który jest też od pewnego czasu administratorem cmentarza (ojcowie z klasztoru pozbyli się kłopotu) i ma wyłączność.
UsuńByło o tej książce w radiu (PR2), ale chyba już to pisałem. Tzn. wiem na pewno, że o tym pisałem gdzieś w komentarzu, ale być może nie u ciebie.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się.
To od Ciebie właśnie się o niej dowiedziałam i zamówiłam 😀
UsuńZATO - zamknięte miasta - ciekawe historie.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą... czy w ZSRR były niezamknięte miasta?
Byłem w Moskwie w 1979 r, główny supermarket - BUM - przed nim siedzą babcie, każda na stosie zakupów. Spytałem jednej czy to dla siebie tyle kupiła? Nie, dla całej wsi, bo żeby pojechać do Moskwy, trzeba mieć przepustkę a tę nie tak łatwo dostać.
Już w Australii spotkałem emigranta z Białorusi - ukończył studia w Mińsku. To nie było takie proste, trzeba było dostać od lokalnej milicji przepustkę na wyjazd na egzamin a milicja miała swoje sympatie i antypatie.
Rozmawiałem z Warszawie z kioskarką w latach 70. XX w. Mówiła, że raz przyszedł do kiosku Ruski i pytał się, gdzie można wyrobić przepustkę, aby pojechać do Krakowa. Na początku sądziła, że miał na myśli bilety, dopiero po jakimś czasie załapała, że chodziło mu o pozwolenie.
UsuńA wieś radziecka... nigdy nie byłem, ale mówili mi ludzi, którzy odwiedzili niechcący (popsuł się im samochód). To był XIX wiek, nędza i zacofanie. Ale ludzie powitali ich jak przybyszów z kosmosu, bo "zagraniczni" nigdy we wsi nie pojawiali się.
Przypomina mi się piosenka "ja nie znam innego takiego kraju, gdzie tak swobodnie człowiek oddycha".
=> Lech
UsuńZacznijmy od tego, że aby kupić bilet na pociąg trzeba było mieć paszport (ichni dowód), a bardzo często ich obywatelom nie wydawano...
A z przepustkami z ZATO była taka historia, ze miały w jednym rogu jakiś tajemniczy trzycyfrowy kod i nikt nie wiedział, o co chodzi, więc gdyby chciał podrobić taki papierek, mógłby jedynie wstawić jakieś randomowe cyfry. A tymczasem chodziło o to, że to była cyfra oznaczająca ilość liter w nazwisku + ilość liter w imieniu + ilość liter w otczestwie. A więc natychmiast weryfikowalna.
=> Jack
Usuń"Ja drugoj takoj strany nie znaju, gdie tak wolno dyszyt czełowiek" - śpiewaliśmy na chórze szkolnym 🤣
To takie abstrakcyjne, że prawie prawdziwe!
I jeszcze jedna uwaga - nazwisko autorki = Lugen - po niemiecku znaczy - kłamać.
UsuńPonieważ z okładki wynika, że to pseudonim - ciekawe 😉
Usuńjprd to nie na moje nerwy.
OdpowiedzUsuńA na czyje nerwy? Chyba jak ktoś leży w komie 😉
Usuń