To jest łup z września, kiedy to spotkałam pod knihobudką swoją imienniczkę z innego bloku, która na tyle zapałała do mnie sympatią, że zaprosiła do siebie, a raczej do mieszkania po mamie (które będą likwidować), żebym sobie wybrała, co tam mi w oko wpadnie z maminego księgozbioru. Z tego łupu przeczytałam już Stawkę o żonę (już...). Czyli dwie książki w ciągu sześciu miesięcy. No, w tym tempie...
Ale dobra dobra, jak się wygrzebię spod bibliotek (mam trzy sztuki), to już tylko swoje będę czytać, bo Monika radzi, żeby przestać odkładać na później.
Saroyan został wybrany do czytania po tytule, wiadomo, że w tym czasie bezpośrednio po śmierci Ojczastego dużo się myśli.
/cokolwiek by nie uważały mądre anonimy/
Zresztą i do mamy ciągle wracam myślami, a przecież minęło dziewięć lat. Cóż, jestem już w wieku, kiedy się patrzy w tył, nie w przód.
O czym napisał Saroyan? Kiedyś czytałam Pewnego dnia o zmierzchu świata (ale nie pamiętam) i być może Chłopca na lotnym trapezie (z biblioteki w studenckich czasach, tym bardziej nie wiem, co to było), a mam jeszcze Śmierć nie omija Itaki, więc może kiedyś. Tymczasem - co wymyślił tato? Tato zabrał na kilka miesięcy swojego 10-letniego synka do domu nad morzem i tam sobie samodzielnie gospodarują, gdy mama z córką zostały gdzie indziej. Tato postanowił zarobić pieniądze pisząc książkę kucharską, toteż się może wprawiać w sztuce kulinarnej, bazując na najtańszych lub dostępnych z ogródka czy morza produktach (ryż pisarza - z ryżu, oliwy i pomidorów). Wreszcie ma mnóstwo czasu dla synka, który co prawda chodzi do znienawidzonej szkoły, ale popołudnia i wieczory są już tylko dla nich. Dziecko jak to dziecko - zadaje mnóstwo pytań, również o sens życia, a tato stara się odpowiadać na nie najlepiej, jak potrafi.
Co to jest sztuka? Sztuka jest w każdej rzeczy, tylko żeby ją dostrzec, trzeba się jej uważnie przyjrzeć. W każdym domu powinien być stół przeznaczony na sztukę, na którym kładzie się różne rzeczy, żeby je dobrze widzieć. Jakie? Liść. Monetę. Guzik. Odłamek skały. Udarty kawałek gazety. Jabłko. Jajo. Kamyk. Kwiat. Nieżywego owada. But.
- Każdy już widział te rzeczy - oponuje syn.
Oczywiście. Ale nikt się im nie przygląda, a na tym polega sztuka.
Ciepło, humor, powrót do dziecięcej prostoty. Dialogi o sprawach codziennych, ale i tych fundamentalnych. Książka została zadedykowana synowi, który pisarza zainspirował rozmowami, a nawet poprosił ojca o jej napisanie, gdy miał właśnie 10 lat. Na imię miał Aram - Saroyan był ormiańskiego pochodzenia. Zbiegiem okoliczności zaczęłam czytać powieść o ojcu innego potomka emigrantów, Philipa Rotha, i teraz nakładają mi się na siebie życiorysy.
Wydawnictwo Faber & Faber wspominane jest w listach Joyce'a (które powoli kończę) bez specjalnej sympatii 😉 no ale jak wiadomo Joyce miał milion problemów ze swoimi publikacjami.
Początek:
Koniec:
Wyd. Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1959, 168 stron
Ilustracje: Lidia Bogusławska-Rompalska
Tytuł oryginalny: Papa You're Crazy
Przełożyła: Krystyna Jurasz-Dąmbska
Z własnej półki
Przeczytałam 14 lutego 2026 roku
Dzień z życia emerytki (podczas remontu pionu kanalizacyjnego)
Jest fajnie, no bo cóż powiedzieć. W niedzielę wieczorem - jakby na pożegnanie - było kolejne (ostatnie?) zalanie i tym razem oprócz tradycyjnie toalety, łazienki i pokoju obok łazienki lało się z sufitu w kuchni. Czyli będę znów składać wniosek o odszkodowanie z ubezpieczenia spółdzielni. Pan, który przyjechał z Awarii, wyciągnął z zatkanego pionu chusteczki nawilżane - nie wiem, co da wymiana rury, skoro mieszka tu jakiś idiota...
A od poniedziałku demolka. Najpierw zdjęli mi z tylnej ściany w toalecie półki (przegniłe od wody, okazało się, więc nie do wykorzystania z powrotem) i wtedy ukazała się w pełnej krasie zagrzybiona konstrukcja - a przecież to jest z remontu przed bodajże 12 laty. No, ale jak się tak co i rusz woda lała...
Następnie wyniesiono do przedpokoju toaletę, gdzie spoczywa do tej pory...
... a codziennie po fajrancie panowie stawiają nam kibelek przechodni 😎 Jak widać ścianka z flizami została skuta do imentu. Po czym kuto stropy w szachcie, panie i panowie. Aktualnie mam pełną informację nie tylko o tym, kiedy sąsiadka z góry udaje się na posiedzenie, ale słyszę również przebieg wszystkich rozmów w jej mieszkaniu, a że jest wielbicielką telewizji, to mam audio za darmo 😂 Gdyby ktoś zamieszkał w piwnicy, też bym słyszała.
Na godziny 7-15 mam kącik toaletowy w pięknych okolicznościach przyrody 🤣 I za okno! A gdyby się przydarzyło coś solidniejszego, to reklamówka na parapet z zewnątrz 😂
Zazwyczaj jednak staram się zdążyć do spółdzielni, bo otwarcie okna powoduje - nazwijmy to delikatnie - spore falowanie folii. Albowiem nie tylko mam przewiew z tego otwartego szachtu w toalecie, ale jeszcze są otwarte drzwi wejściowe naprzeciwko WC.
To jest nowe znaczenie zwrotu dom otwarty 😁 Nie muszę chyba dodawać, jak jest zimno (drzwi od klatki też są otwarte, bo panowie z ekipy ciągle się kręcą).
Co do folii to wreszcie się przydała Księga Sapieżyńska (którą bezskutecznie usiłuję sprzedać), tyle Wam powiem.
Nie narzekajmy, na razie wszystko jest do zniesienia, po 15.00 życie rusza, przemykamy się między foliami do kuchni, w sobotę i niedzielę ugotowałam dwie zupy, więc sobie odgrzewamy, chwilę siedzimy przy stole wpatrując się błędnym wzrokiem w przestrzeń... no i idziemy się kąpać na następny dzień 😁
Stan na czwartkowe południe: rura kanalizacyjna wymieniona, dziś wymiana rur od wody od parteru do V piętra i zalewanie tych stropów. Jutro wyższe piętra i ostateczne podłączenie toalet.
Z tym, że u mnie to jeszcze nie wiem, jak będzie, czy nie zostawią mi tej zastępczej, bo po niedzieli pan mi będzie rekonstruował ścianę, to może dopiero wtedy postawi stelaż geberita? Nie wybiegam myślą tak daleko. Na razie przed nami jeszcze pogrzeb.











💚 dużo siły życzę 🍀
OdpowiedzUsuńDzięki! Z jednej strony już widać światełko w tunelu, z drugiej okropne znużenie całą sytuacją i dniami spędzanymi na niczym, za to w strachu (jednak). Siły potrzebne.
UsuńZ anonimami szacun, że nie usunęłaś ani się nie tłumaczyłaś, obrałaś najmądrzejszą taktykę.
OdpowiedzUsuńZapomniałam o kibelkowej rewolucji. Radzicie sobie całkiem nieźle, no i każdy przeżyty dzień to bliżej końca💩 a co to kibelek przechodni?
Książeczka wydaje się urocza, a przy tym mądra. Ja czytam nie mniej uroczą "Ptaszynę" Kosztolanyi'ego (oczywiście Małgosia i to czytala kilkanaście lat temu😄) i poważnie zastanawiam się nad zostaniem psychofanką Węgier.
A pogrzeb kiedy?
Daj spokój, z kim tu rozmawiać 😉
UsuńZ kibelkiem przechodnim jest tak. U mnie i na X piętrze jest geberit, a w pozostałych mieszkaniach zwykły sedes stojący na podłodze. Geberitu nie możesz podwiesić po południu i zdjąć nastepnego ranka, bo został zdemontowany jego stelaż. Więc przywieźli taki zwykły sedes stojący, ze spłuczką (kompakt) i ten mi podłączają.
No właśnie sobie myślałam - "Ptaszyna", coś mi to mówi 😂
Przyniosłam dziś z bookcrossingu Pamuka "Dom ciszy" - co prawda to znów egzemplarz pobiblioteczny czyli z wyrwanymi kartkami... ale zachęcił mnie opis:
"W starej ponurej kamienicy w niewielkim Cennethisarze panuje cisza. I pełne napięcia oczekiwanie. Pani domu, wiekowa Fatma, oczekuje przybycia wnuków. Przyjadą ze Stambułu na cały tydzień."
My tu też w pełnym napięcia oczekiwaniu.
Pożegnanie w niedzielę. Wszyscy już obdzwonieni, wszystko gotowe.
/oprócz tekstu pożegnania, nie mam siły/głowy się za to zabrać i codziennie mówię sobie, ze jutro to już na pewno/
A propos Ptaszyny, jej rodzice lat 55 i 59 są cały czas nazywani "staruszkami", no nie mogę👿😂
Usuń🤣🤣🤣
UsuńChciałem pisać, że to straszne, taki remont, ale w sumie w sam czas ci się trafił. To jest uciążliwość, ale przynajmniej zajmuje myśli.
OdpowiedzUsuńNo nie wiem, czy bym jednak nie wolała bez remontu... Ale sami chcieliśmy, domagaliśmy się, więc mamy.
UsuńKsiążka może być fajna, lubię takie klimaty.
OdpowiedzUsuńRemontu nie zazdroszczę, chyba chodziłabym do galerii, bo mam blisko, choć mąż mówił, że w bloku u kolegi toalet nie wyłączali, nie wiem jak to obeszli...
Rur od wody podobno nie wymieniają, bo kasy za mało, my mamy wymienione w mieszkaniu, ale piony stare.
Pewnie zależy od lokalizacji pionu. Jak go masz centralnie za sedesem, to nie da rady inaczej.
UsuńPrzypuszczam, że lokatorzy by zabili spółdzielnię śmiechem, gdyby teraz nie wymienili rur również od wody, a za jakiś czas by się okazało, że mus.
Oh to wyjątkowo szybko idzie, odpukać, ale sił życzę mimowszystko.
OdpowiedzUsuńWczoraj przyszedł zarząd popatrzeć i pańskim okiem skontrolować... To pierwsza taka akcja na osiedlu, więc pewnie będą myśleć, czy się wykosztować na następne.
UsuńNo i dzięki temu wpisowi znalazłam w necie mój ulubiony zbiór "26 opowiadań amerykanskich", w którym było jedno z opowiadań Saroyana 😊 niektóre opowiadania pamiętam bardzo dobrze, inne słabo, to była lektura, do której wiele razy wracałam, aż do zaginięcia egzemplarza:((( idę zamówić 😊
OdpowiedzUsuńTak! Jak wpisałam do katalogu nazwisko Saroyan też mi się wyświetlił ten zbiór - stoi na najwyższej półce na tzw. głównym regale czyli tym widocznym pod nazwą bloga. Tyle że nie mogę tam sięgnąć na razie, bo jest ofoliowany, więc nie dało rady sprawdzić, jakie tam jest opowiadanie.
UsuńKłopotów duzo ale będzie warto, bo jednak nowy pion to nowy. Choć ja na Twoim miejscu nie robiłabym robotnikom kłopotu i poszła spać do rodziny. Córka mogłaby pomieszkać przez te kilka dni u swojego chłopaka. Przez takich upirdliwych lokatorów jak wy wszystko się przedłuża.
OdpowiedzUsuńNie dziwi mnie nazywanie pięćdziesięciolatków staruszkami. Na kobietę w tym wieku nikt oka nie zawiesi, mężczyzna w tym wieku jest impotentem. Nie uklęknie, nie pochyli sie, bo go plecy bolą. To już nie jest młodość.
Anonimowy, masz rację, najlepiej wynieść się z domu na czas remontu i niczego nie pilnować, ani dobytku, ani jakości przeprowadzanych pracy. P.S na mnie oczy wieszają, mąż impotentem nie jest, i szczerze powiem - nie mam pojęcia co to jest ból kręgosłupa i skąd się bierze. Także ten , każdy sądzi po sobie. Przykro mi że masz takie doświadczenia - może można to jeszcze jakoś uleczyć? Polecam ruch - dobrze robi na ciało i umysł. mMa
UsuńTo tylko ci się wydaje, że na tobie zawieszają oko, tak jak wydaje ci sie, ze napisam by nie pilnowały remontu. Do pilnowania wystarczy jedna osoba, nasza Małgorzata, po co tan heszxze ra córka. No i logiczne że Małgorzata w dzień by pilnowała, a nocować do rodziny szła w nocy. Czy to tak trudno pojąć?
UsuńPs. Jeśli na ciebie w tym wieku spojrzał mężczyzna to jedynie dlatego ze pierdnęłas w miejscu publicznym i on patrzyl co tak śmierdzi.
Ale w nocy tam nie ma robotników, to po co "nasza Malgorzata" ma spać u jakiejś rodziny? U brata kilkaset kilometrów od Krakowa? Udajesz młodą a mental masz z lat 70., to wtedy się kimało u kogoś na dywanie. I skąd wiesz, że jej córka ma chłopaka, jesteś jakąś wścibską sąsiadką?
UsuńJak jej na hotel nie stać i partnera nie ma to nie ma innego rozwiązania jak spać u rodziny albo koleżanki. Córka z racji wieku powinna mieć partnera. Widzę też takie wyjście jak nałożyć pampersy a potem niech je sobie nawzajem zmieniają. Nie wolno robić ambarasu panom z administracji!
UsuńNo ale w nocy panowie śpią u siebie w domciu. A nasza Malgorzata i córka nie potrzebują pampersów, bo mają wiaderko z folią. A ty nosisz pampersy?
UsuńOd jakiego wieku partner jest obowiązkowy?
Nie zazdroszcze Ci tej remontowej masakry ale jest konieczna i kiedys minie. Dobra jej strona jest to ze da Ci swietny powod do urzadzenia stypy w lokalu zamiast w domu.
OdpowiedzUsuńZycze by jedno i drugie odbylo sie sprawnie.
Chwale sie - choc to nie nowa ksiazka jakos nigdy nie skusilam sie na jej przeczytanie az do teraz - Ayn Rand Atlas Shrugged, ponad 1000 stron drobniusienkiego maczku. Czyli jestem w siodmym niebie!
Pomijając fakt, że pogrzeb będzie w Dżendżejowie, gdzie nie ma już domu, to wydaje mi się, że już rzadko są robione stypy domowe. nikomu się nie chce i nie ma głowy do takiego zamieszania. Chyba, że to dla paru osób jedynie.
Usuń1000 stron drobnego maczku to brzmi - koszmarnie 😉 A Ty w siódmym niebie. Gratuluję wzroku!
Życzę względnie / bo całkowicie się nie da!/ bezstresowego przetrwania najbliższych dni.
OdpowiedzUsuńDzięki! Oby już wrócić do normalności.
UsuńŻyczę szybkiego i dobrego końca tej gehenny: pogrzeb, remont. Do kompletu brakuje jeszcze jakiejś choroby (tfu! na psa urok).
OdpowiedzUsuńPotraktuj to może jako ostatnią próbę losu przed wejściem w okres idylli. Zawsze to lepiej mieć jakąś nadzieję.
Pozdrawiam - Nieryba.
Jaka gehenna? Głupia jesteś? Ona książeczki sobie czyta, robi fotki wiaderka z fekaliami. Tak jak nie przejmowała się samotnie umierającym ojcem tak i po jego śmierci ma na ojca wyjebane.
Usuń=> nieryba
OdpowiedzUsuńŻebyś wiedział, że bałam się złapania jakiegoś wirusa w tym wszystkim... tyle się słyszy naokoło o chorujących.
=> mMa
OdpowiedzUsuńZaraz, jak to było... Mark Twain i jego słynny cytat o tym, kto Cię pokona doświadczeniem 🤣
Pamiętaj o tym na przyszłość (nie wiadomo, jak długo tutaj będzie zaglądać).
szczerze nienawidzę remontów. także współczuję serdecznie. swoje już przeżyłam i na tym koniec, żadnego więcej...choć cos by się znalazło ;-) no ale wiadomo gdy trzeba to trzeba. trzymajcie się obie.
OdpowiedzUsuńmoże jednak usuwaj te anonimy ...??
Nigdy więcej dla remontów to lepiej nie mów, żeby nie zapeszyć... zawsze coś się może stać.
UsuńZ anonimami nie wiem. Z jednej strony SOBIE wystawiają świadectwo (tyle że anonimowo). Z drugiej zostawiają swój śmierdzący i pierdzący, debilny ślad U MNIE. I obrażają Was, czytelników.
To są takie osoby, które w życiu by się tak nie odezwały do kogoś w realu (a przynajmniej nie wyobrażam sobie, że tak można) - czyli klasyczna dupa w świecie, kozak w necie. Coś, co istnieje od ćwierć wieku już i będzie towarzyszyć długo.
1. Nie karmimy trolli. Nie wchodzimy w interakcję. Udajemy, że ich nie ma. Znudzą się i pójdą sobie.
Usuń1. a) jeśli troll jest wyjątkowo natrętny to kasujemy jego posty i wyłączamy możliwość anonimowego komentowania. Trudno, darmo.
2. Możliwe, że to jakiś nieszczęśliwiec, który leczy własne kompleksy krytyką innych. Skąd w ludziach (?) taka energia do czepialstwa?
3. Zastanawia mnie płeć takiego osobnika. Zastanawia mnie czy on jest żywy, czy to nie aby jakiś LLM (AI) "wyhodowany" do psucia zabawy.
Pozdrawiam, Nieryba
Nierybo, niestety sztuczna inteligencja jest grzeczna :-)nie wykluczam, że z czasem się rozwinie w obszary nieporządane...
Usuńtakże to tylko ludzka nieinteligencja i totalne chamstwo.
to przeczytałam, może komuś podpadłaś na innych blogach komentując go? i u ciebie zrobił się chamski. myślę, że to jest czasem całkiem znany bloger/ka. może nie wpuszczaj anonimów po prostu. po co ma kogokolwiek taka gnida obrażać nie do końca sprawdza się ignorowanie...?
UsuńTo się łatwo mówi, ale część czytelników nie ma konta i pisze z anonima. Sama tak mam na niektórych blogach i nie chciałabym być niewpuszczana albo zmuszana do zakładania jakiegoś konta poza tym mi niepotrzebnego.
UsuńMożna oczywiście wprowadzić moderację, ale to już ostateczność.
W. Saroyan - to nazwisko wpominam pozytywnie, ale nie mogę sobie przypomnieć dlaczego. Może Chłopiec na trapezie?
OdpowiedzUsuńPionowanie, zalewanie, demolka... niesamowite - życzę siły na przetrwanie.
Mam już ich coraz mniej...
Usuń