piątek, 2 stycznia 2026

Mikołaj Grynberg - Rok, w którym nie umarłem

Gdy się tak w sylwestra położyłam po 23.00 do łóżka z nową książką, nie przypuszczałam, że doczytam od razu do końca. A tu wciągnęło jak odkurzaczem. No bo tak - to może spotkać każdego z nas (choć chyba częściej mężczyzn). Zawał, szpital, operacja, rehabilitacja. A że stało się na progu śmierci czyli nieistnienia (chyba, że komuś się marzy jakieś życie wieczne, wtedy proszę bardzo, nie ma sprawy), zaczyna się myśleć o dotychczasowym istnieniu. Zaczyna się widzieć te różne drobiazgi, na które w codziennym zabieganiu nie było czasu. Zaczyna się coś tam doceniać i dostrzegać, że coś innego się przeceniało. Rodzina i przyjaciele. Co po nas pozostanie (nic, nie łudźmy się) oprócz wspomnień tych, którzy nas znali. I jakie to będą wspomnienia.

Nie ma tu wielkiej filozofii, jest samo życie. Polecam.

Początek: 


Koniec:

Wyd. Agora Książka i Muzyka sp. z o.o., Warszawa 2025, 139 stron

Z biblioteki

Przeczytałam 1 stycznia 2026 roku
 

Pierwszy dzień roku był super. Tyle zrobiłam! Przede wszystkim wstałam o 7.15 - ha ha ha, nie dlatego, że chciałam, tylko się obudziłam po prostu mimo, że czytałam powyższą książkę do 1.15. Zjadłam więc śniadanie i poszłam robić kroki, co rano jest zawsze dobrym pomysłem, nabiera się szwungu i już dzień inaczej ustawiony. Na świecie bożym nikoguśko, dopiero gdy wracałam pojawili się pierwsi właściciele piesków. Najwyraźniej lud odsypiał całonocne szaleństwa. Poszłam do fortu, trochę się pokolebałam na siłowni, a w drodze powrotnej sprawdziłam, co słychać w "mojej" willi.

 




A co potem? Rozmowa z Psiapsiółą z Daleka (zabrała się za czytanie Boskiej Komedii, oh my God), filmiki do angielskiego na YT (nowe odkrycia), jeden z nowych radzieckich dvd obejrzany i jeszcze popołudniowe wyjście na kroki, ukoronowane znalezieniem w jednej z knihobudek zbiorku opowiadań detektywistycznych po angielsku 😁

Za to dziś pobudka z globusem, żeby za dobrze nie było. Z porannych kroków nic nie wyszło. Z reszty planów też. Jedyne, na co się zdobyłam, to obejrzenie ekranizacji 4.50 z Paddington - Murder She Said z 1961 roku. Oczywiście przystosowanej do wymogów filmu kinowego, więc i zmiany w scenariuszu i bohaterka przedstawiona jako energiczna dorodna staruszka, z komediowymi akcentami, żeby publiczność się pośmiała, mimo że to kryminał. Za to fajne angielskie wnętrza i klimaty 😍

Przy okazji wyciągnęłam jeden z tych filmów z kolekcji Agathy Christie, a tam z tyłu na okładce reklama innych serii - Kojaka i Napisała: morderstwo. Z ciekawości wrzuciłam do internetu i tu się dopiero zdumiałam: Kojak pierwszy sezon 240 zł, a ten drugi serial 860 zł (za 23 sztuki)! Myślałam, że dvd są już mocno passé i nikt tego nie kupuje, nie zbiera, a tu takie coś 🤣 Napisała: morderstwo kiedyś oglądałam, gdy mieliśmy w Krakowie włoską telewizję (lata 90-te), więc choć niewiele pamiętam, pozostał mały sentymencik. Nazywało się to po ichniemu La signora in giallo, co mogło znaczyć zarówno pani w żółtym (kolorze) jak i pani w kryminale, bowiem kryminał po włosku to giallo (dlatego, że żółte były okładki popularnych serii kryminalnych).

Z takich kolekcji kioskowych to jeszcze chętnie bym wróciła do Przystanku Alaska...
Przed świętami przejrzałam pudełka, gdzie są te kwadratowe filmy dodawane niegdyś do czasopism i odłożyłam wszystkie z napisem VCD. Paszły won, skoro i tak nie mogę ich odtwarzać. Próbowałam jeden czy drugi i nic. Brat zabrał, że sprawdzi jeszcze u siebie. I dziwne, bo mówi, że któryś obejrzał. 

 

Przyszedł sms z neurologii, że pani doktor teraz będzie przyjmować w Prokocimiu, a nie na Botanicznej. Zgroza, bo nienawidzę tego nowego szpitala, o dojeździe z przesiadkami nie wspominając. Na Botaniczną mam pyk tramwajem 25 minut. Przełożyli termin wizyty i żeby dzwonić jak by co. Więc dzwonię. Ale co się okazuje: podany numer jest już na ogólną rejestrację tam w Prokocimiu i jestem 33. w kolejce. Szukam w internecie numeru na Botaniczną, znajduję do sekretariatu. Pani mnie usiłuje zbyć, ale ja tylko chcę się dowiedzieć, czy na Botanicznej już w ogóle poradni nie ma, czy tylko ta moja pani doktor się przeniosła. Poradnia jest. 

- Czyli mogę się przenieść do innego lekarza, który tu został?

Nie ma takiego zmieniania lekarzy! Każdy by se tak chciał 😉

Najwyraźniej trzeba będzie uskutecznić wycieczkę i na miejscu coś próbować wyżebrać. Na pani doktor, choć sympatyczna, mi tak nie zależy, jak na miejscu. A ja tam i tak nie jestem leczona, tylko utrzymywana pod kontrolą, więc wszystko jedno. 

Chodzi o globusy oczywiście.

Tymczasem w przyszłą środę wycieczka do Ojczastego, bo w piątek brat znowu rusza w rejs. Na tapecie Etiopia. Mają tam zakładki do książek? W Wigilię zrobił mi swoją listę na 2026 - na razie sześć wyjazdów. Cały czas trzęsę portkami, że zadzwonią z ZOL-u z miejscem dla Ojczastego, jak go nie będzie. Potem to już niech sobie jeździ ile chce i gdzie chce 😏 



33 komentarze:

  1. Coś niedawno mówili w TV o wstrzykiwaniu botoksu na migreny, jakaś terapia jest, która ponoć dobrze się sprawdza.

    Widzę, że ten Grynberg dość cienki to i nic dziwnego, że tak szybko poszedł. Sam dziś zacząłem "Trzewia" Aleksandry Paduch (mikrohistoria rodziny - polecam) i mało brakowało żebym skończył za jednym przysiadem, bo książka ma tylko 112 stron miejscami zadrukowanych w 1/4.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstrzykiwaniu botoksu? Chyba nawet nie chcę o tym słyszeć, a co dopiero 😂 I tak będą mnie pytać w sklepie o kartę seniora...

      Na "Trzewia" się zapisałam, będą w kwietniu (chyba, że wcześniejsi czytelnicy się szybciej uwiną, skoro taka cienka).

      Usuń
    2. Jedna moja dalsza znajoma sobie wstrzykiwała. Odradzam. Wygląda jak... w każdym razie źle wygląda.

      Usuń
    3. Żadne migreny mnie nie zmuszą do takiego kroku! 😁

      Usuń
  2. "Tymczasem w przyszłą środę wycieczka do Ojczastego, bo w piątek brat znowu rusza w rejs. Na tapecie Etiopia."
    Mają tam lokalny alfabet nie podobny do innych. Mieli świetnych muzyków jazzowych (można wspisać w youtube "ethiopian jazz"). O ile wiem Etiopia nie ma portu i korzysta z takiego miejsca w Somalilandzie (Dżibuti?). Sam Somaliland to zbuntowana część Somalii. Żeby uchwycić ducha okolicy można obejrzeć odcinek Bez Planu o Somalilandzie (30 minut): https://www.youtube.com/watch?v=32xzd2U-5Us&t=567s

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez planu - subskrybuję, ale dawno już nic nie oglądałam. Jak boniadydy, co jest z tym czasem, czemu się tak kurczy nieustannie...
      Pisząc, że brat rusza w rejs, nie miałam na myśli statku 😂 Chodziło mi o RAJZĘ właściwie 😂 Ale w sumie można uznać, że w rejs - lotniczy przecież.
      Zaraz sobie sprawdzę ten etiopski jazz, dzięki!

      Usuń
    2. Poproś brata, żeby wysyłał ci sms-em miejsca gdzie będzie przebywał (miasto, ulica itp.). Przy odrobinie szczęścia zobaczysz jak to wyglądało niedawno na maps.google.com (trzeba włączyć street view).

      "co jest z tym czasem"
      Żyjemy w czasach łatwo dostępnej rozrywki. A czas z gumy nie jest. Obowiązki nadal obowiązują :-).

      Usuń
    3. Masz wielką rację z tą dostępnością rozrywki! Kiedyś - a to nie sięgając zbyt daleko w przeszłość - było tylko radio i dużo czasu na wszystko. To pamiętam z dzieciństwa, gdy pomieszkiwałam u babci. Długie wieczory, kiedy dziecku się nudziło...

      Usuń
  3. Dawno nie miałam typowej migreny i mimo zmian pogody nic, aż się boję, że jak mnie strzeli, to na 3 dni wycofa z życia!
    Remont aż furczy, ciekawa jestem efektu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko się cieszyć!
      Ale wiem, że człowiek ciągle spodziewa się najgorszego i z góry martwi na zapas...
      Tak, remont idzie że ho ho. Tak bym była ciekawa kiedyś się dostać do środka 😉 Są pomysły, jak. Na przykład wrzucić przez ogrodzenie piłkę, że niby dziecka. Oczywiście, jak już będzie zamieszkane 😁

      Usuń
    2. Mówisz masz, głowa zaczęła mnie boleć po południu...

      Usuń
    3. Wcale tego nie chciałam 🙄

      Usuń
  4. Całą serię Przystanku Alaska oddałam wnukowi, bo powtórne oglądanie jakoś mnie już nie rajcowało.😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mam nadzieję, że przynajmniej wnuka będzie rajcować 😂

      Usuń
  5. Muszą mieć zakładki, przecież chyba czytają książki. Może jakaś ludowa się trafi. Kiedyś widziałam na blogu, że pani oprócz opisywania książki pokazywała do każdej zakładkę ze swojej kolekcji, fajne to było. Ja mam zakladek ze
    30, ale ciekawych/ładnych tylko kilka, reszta to reklamujące bibliotekę albo wydawnictwo.

    Dopiero dzięki Twojemu wpisowi odkryłam na Wiki, że Mikołaj Grynberg NIE JEST synem Henryka, kolegi mojej mamy. Szok, bo pamiętam, że rozmawiałyśmy o nich, obie przekonane, że tak. Nawet zastanawiałam się, czy nie powiadomić przez niego o śmierci mamy - dobrze, że nie próbowałam 🙈

    Gratuluję rozpoczęcia roku z przytupem, ja przeciwnie, wymykam się tylko po zakupy, ciężko się chodzi po śniegu, osiedlowi dozorcy dopiero dziś (!) wzięli się za odgarnianie malutkimi pługami. Ale w Krakowie jak widzę śniegu prawie nie ma. Uznałam, że jestem w trybie leniwym ("urlopie") do 6.01, potem wracam do spacerków, pracy itp.

    Ja prawdziwych migren nue muakam, tylko częste bóle głowy i xnacznie się zmniejszyły odjadę biorę leki na nadciśnienie. Widocznie to było jakoś powiązane, co jest o tyle dziwne, że bóle głowy miałam od młodości, a ciśnienie do niedawna normalne z tendencją do niskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie nie kolekcjonuję ŁADNYCH zakładek, chociaż kilka mam (głównie sprezentowane, na przykład przez Monikę Julitę) - za to gromadzę fantastyczne ilości takich zwykłych, właśnie jak mówisz reklamy bibliotek czy wydawnictw czy czegokolwiek. Oprócz tego w tym charakterze używam widokówek: w cracovianach mam nieraz wypchane tymi zakładkami całe książki 😁 Jak wrócę z kanapą do pokoju, planuję jakieś pudełko z nimi, żeby były pod ręką. A w ogóle to oczywiście kojarzą mi się z "Dziećmi z Bullerbyn" 🤣

      Co do Grynberga, to mnie właśnie oświeciłaś 😉 Nie sprawdzałam, bo też byłam święcie przekonana, że to ojciec i syn. Nawet patrzyłam w katalogu, co mam "ojca", bo coś na pewno czeka 😁

      Pierwszego dnia zrobiłam 8 km, dziś 6,5. Śniegu istotnie prawie nie ma, za to klatka schodowa brudna jak nieboskie. Wygląda na to, że też nie była sprzątana. Niech się to świętowanie już skończy. Wczoraj polazłam do spółdzielni zanieść OŚWIADCZENIE, którego zażądali w kwestii wymiany pionu - i pocałowałam klamkę.

      Te leki bierzesz stale czy jak? Przypomniało mi się, że kiedyś (to jeszcze było przed Ojczastym) lekarka mi kazała mierzyć codziennie ciśnienie i nawet chyba wtedy coś przepisała na wszelki wypadek. Potem wszystko poszło na bok. A może to też u mnie powiązane?
      Martwię się dlatego, że w ulotce Magicznej Tabletki jest wyraźnie napisane, żeby nie brać po 65 r.ż. Niby jeszcze chwila, ale co potem?

      Usuń
  6. Ano, że sama nie wpadłam na przywozenie zakładek, dobrze chociaż że książki kupuję. Mam tyle planów na ten rok, ale wiem, że wszystko przetrwa tylko miesiąc. Odkryłam super dla mnie spacery - japońskie w domu z chidzeniem w miejscu, czysty geniusz, mam zamiar robić też japońskie małe nawyki, kilka minut dziennie, próbowałam kiedyś 30 min units, nie zabardzo mi szło. Źle z tą zmianą lekarki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, postanowienia trwają najdłużej do lutego 😂 Plany to co innego!
      Spacery japońskie w domu? To ci numer. Może dobre, gdy pogoda naprawdę paskudna, ale normalnie to jednak wolałabym wyjść 😉

      Usuń
  7. W domu to chodził pan Dulski 😁

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetną zakładkę można zrobić z biletu lotniczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobry pomysł, ale - czy są jeszcze bilety lotnicze? Czy już tylko wydruki A4 z internetu?
      Natomiast gdzieś jakiś stary można by odnaleźć i zalaminować.

      Usuń
    2. Może sobie zrobię taką zakładkę z kilku praskich znaczków na tramwaj, takich do karty? 🤣

      Usuń
    3. Zrobiłem kiedyś zakładkę z lotniczej opaski na bagaż.
      Bilet z a4 można złożyć na pół, dociąć i zalaminować. Oni tego nie sprawdzają! ;-)

      Usuń
    4. Oj. To szkoda, że nie zachowałam żadnej takiej opaski, to faktycznie byłoby najłatwiejsze.. i najlepsze, bo kolorowe 😂

      Usuń
  9. Może zmiana neurologa wyjdzie na dobre ? Z doświadczenia bliskiej osoby, cierpiącej na uporczywe, wieloletnie migreny - zaproponowano jej lek biologiczny ( Ajovy ). Podaje się podskórnie, raz w miesiącu. Cena rynkowa jest niestety duża, ale warto zapytać o tzw programy lekowe. Skuteczność niesamowita - już po 1 iniekcji napady były rzadsze. A teraz, po 0,5 roku od ostatniego zastrzyku - bez bólów głowy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, sprawdziłam cenę, niczego sobie 🤣 Ale zapytać można, choć podejrzewam, że do takich programów biorą raczej młodsze osoby, jako bardziej rokujące.

      Usuń
  10. zakładki przywożę od pewnego czasu albo nie gdy nie wpadną mi w oko. i lubię zakładki bardzo.
    och wszystkie te płyty filmowe widziałam za wyjątkiem Dzieci z Bullerbyn. ostatnio zobaczyłam sobie takie płyty na lapku, bo dokupiłam specjalną zewnętrzną kieszeń. ale słabo chodzą niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sobie taką kieszeń dokupiłam kiedyś, ale ona mi słabo kontaktuje przez USB. Zrywa się. Może to już felerne USB w laptopie, bo jak zładowuję zdjęcia z telefonu to też jest jedna wielka zgroza.

      Usuń
    2. Możliwe, że płyty do odtwarzania wymagają przetarcia (pochuchać na srebrną stronę płyty i przetrzeć kolistym ruchem). Możliwe, że dysk twardy ma mało miejsca. Możliwe, że system operacyjny wymaga reinstalacji.

      Filmy można sczytać do formatu ISO z płyt i je odtwarzać z dysku komputera. Wtedy sczytuje wolno a odtwarza szybko i płynnie :-).

      Usuń
    3. A możliwe, że wymagały przetarcia - nigdy nie pamiętam o najprostszych rozwiązaniach!

      Usuń
  11. Może jednak nadmierne czytanie (nie słuchanie audiobooków) tak neurologicznie wpływa na doktorów ?

    OdpowiedzUsuń