wtorek, 16 czerwca 2026

Anthelme Brillat-Savarin - Fizjologia smaku albo Medytacje o gastronomii doskonałej


Więc tak - jest to jedno z fundamentalnych dzieł dotyczących gastronomii. Jak się łatwo domyśleć, miła lektura dla amatorów 😁 Co dziwne, ja to czytałam jeszcze w domu (czyli w szkolnych czasach)... kuchnią się przecież wówczas nie interesując. A skoro zabrałam się na emeryturze za lekturę książek kucharskich, wypadało sobie dziełko pana Brillat-Savarin przypomnieć. Oczywiście "przerabiając" Przepisy czytelników czy Elementarz gotowania nie sposób dokonać jakichkolwiek porównań (a co dopiero, gdy sięgnę po W mojej kuchni nic się nie marnuje!), zresztą w Fizjologii smaku nie ma zbyt wiele przepisów jako takich. Owszem, autor udziela rad, jak postępować z tym czy owym, czy to kawałkiem mięsa czy bażantem (najlepszy taki już podśmierdujący, zaczynający się rozkładać), ale generalnie skupia się na wyjaśnieniu szerokiej publiczności, czym jest smakoszostwo 😎 Cóż, Francuz. Słynne powiedz mi, co jesz, a powiem ci, kim jesteś to właśnie Brillat-Savarin. Dużo dykteryjek, wgląd w XVIII-wieczne obyczaje przy stole i nie tylko, a tłumaczka Joanna Guze wykonała świetną robotę. Wydanie bardzo staranne, na kredowym papierze. Taka perełka do biblioteki. 


Początek:

 

Wyd. PIW, Warszawa 1977, 264 strony

Tytuł oryginalny: Physiologie du goût, ou méditations de gastronomie transcendante

Przełożyła: Joanna Guze

Ilustracje: Bertalla, zaczerpnięte z kilku XIX-wiecznych dzieł gastronomicznych francuskich 

Z własnej półki

Przeczytałam 13 czerwca 2026 roku

 

Filmy z kartki nr 5 (ponumerowałam, bo się pogubię 😂):

Cztery filmy z lat 90-tych - odkryłam ekranizacje kryminałów mojej ulubionej szwedzkiej spółki. I nawet nie gadam, że może lepiej nie oglądać, żeby sobie nie zepsuć, bo nic mi ich nie zepsuje 😉
 

Obejrzanego tureckiego kryminału 10 Days of a Good Man (polski tytuł 10 dni z życia dobrego człowieka) na liście nie ma, ale polecam - tytułowy bohater, prywatny detektyw po przejściach, wzoruje się na Philipie Marlowe, nie tylko zasięgając u niego rady (ma wiecznie włączony film), ale i cytując tu i tam (dla uważnych - plakat). Stambuł w tle, a i romansu nie brakuje. Gdybym kogoś zachęciła, to jest tutaj z polskimi napisami. 

Natomiast odradzam Netflixowy snuj Viva a Vida (Niech żyje życie!) brazylijski, chyba że ktoś był w Izraelu i chce sobie nostalgicznie poprzypominać pejzaże etc., bo to jest klasyczna pocztówka z niby dramatem rodzinnym w tle. Ja obejrzałam, nie wiedząc w co się pakuję (w sumie miałam nadzieję na Brazylię, ale akcja się przeniosła bardzo szybko właśnie do Izraela, który mnie kompletnie nie interesuje), z napisami włoskimi, ale chodzą też angielskie nr 2.

O rosyjskiej komedii romantycznej Intim nie priedłagat z YouTube nawet szkoda gadać 🤣 (wieczny podrywacz daje ogłoszenie, że szuka współlokatorki, która w zamian za pokój zajmie się kuchnią et consortes; pojawia się pulchna kobitka, zataja przed nim, że jest pracownikiem naukowym - wymóg był: brak wykształcenia - a reszty już łatwo się domyśleć). No po prostu chciałam coś po rosyjsku pooglądać.

A w urodziny szukałam, co by tu obejrzeć dla prawdziwej przyjemności, bez ryzyka, że trafię na byle co. Stanęło na kolejnej płycie z tej porcji radzieckich filmów, co je nabyłam ostatnimi czasy - Służebnyj roman czyli Biurowy romans. To jest jeden z tych filmów, które mi się nigdy nie znudzą, ale pierwszy raz oglądałam z polskimi napisami, z ciekawością, jak to będzie ta sławetna MYMRA (przezwisko nadane dyrektorce przez pracowników). Bo szukałam przed laty w słowniku i nie znalazłam, ale mam tylko podręczny, a wielki akurat w odwrotną stronę (czyli polsko-rosyjski). No więc mymrę przetłumaczono w filmie jako jędzę.  No to poszukałam w polsko-rosyjskim, jak jest jędza - wied'ma. Hm. Może tę mymrę wymyślono dla filmu? Ma ktoś przez przypadek wielki słownik rosyjsko-polski?

Na YT jest z angielskimi napisami.

 

No właśnie, bo miałam urodziny.


Z tej okazji przywlokłam z którejś knihobudki - wazę 😂 kto bogatemu zabroni! Bo ja już mam wazę, ale ta z kwiatuszkami mnie wzruszyła swoim brzegiem niegdyś złoconym, ale już startym - ma za sobą jakąś historię, no.

A dziś Franek się skusił na wspólne oglądanie filmu noir z 1950 roku (ostatnio tylko śpi i śpi). 

Film nosi tytuł Armored Car Robbery i jak widać oglądałam go z francuskimi napisami, ale po jakimś czasie się zepsowały i musiałam się przerzucić na angielskie. Na szczęście film dość krótki (aż dziwnie krótki, bo 67 minut). Gdyby ktoś chciał, to jest tutaj - ale nieobowiązkowo 😁

Na koniec coś ze spaceru. 


Nie widać, co jest napisane na kartce z lewej strony? Proszbardzo.



38 komentarzy:

  1. Z tym, że ta "Fizjologia smaku" to tylko wybór, jakieś 50% z francuskiego oryginału. Lubię słuchać Łukasza Modelskiego i czasem słucham niedzielami jego audycji "Droga prze mąkę" (o związkach kultury i kuchni) - w którejś było o tym dziełku.

    Bukiet słusznych rozmiarów. Sto lat!

    OdpowiedzUsuń
  2. O! A co się stało z resztą komentatorów? Jakaś awaria na Blogspocie była?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już od dłuższego czasu - nie wyświetlają się nowe posty.

      Usuń
  3. Jestem, jestem, też miałam urodziny i to okrągłe😭, w związku z czym wybrałam się na małą wycieczkę kolejką za pół ceny. I też dostalam róże i pewnie, tylko intensywniej różowe. Sto lat bliźniacza Bliźniaczko!
    Brillata mam malutkie wydanie z kat 90.i jakiś gnije na półce. Wtedy mnie znudziło i już nigdy nie zajrzałam. Mówisz, że ciekawe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Peonie miało być

      Usuń
    2. Peonie czyli piwonie? Bardzo lubię, tylko w sumie wazonu na nie nie mam 😁 I dla Ciebie STO LAT, Bliźniaczko!
      Co do pana B.-S. powiem tak: jak Cię wtedy znudziło, to już tak zostaw 😂 Chyba, że koniecznie chcesz się dowiedzieć, jak powinien wyglądać obiad w Twojej kategorii zarobkowej 🤣
      Nawiasem mówiąc, autor bez przerwy głosi peany na cześć indyka nadziewanego truflami, a ja na sam zapach trufli, cóż - robi mi się niedobrze.

      Usuń
    3. Czy opowiadałam, jak na moje okrągłe urodziny brat się szarpnął i przysłał mi kosz 50 róż?
      Pewnie z pięć razy o tym pisałam... ale co tam, jeszcze raz napiszę.
      Otóż wróciłam z Fabryki z koszmarnym globusem i walnęłam się do łóżka, a córka wyszła zamykając mnie na klucz. Na ten zamek, którego od środka nie da się otworzyć. W końcu przecież nie będę wychodzić.
      A tu dzwonienie i dzwonienie. I dzwonienie. Więc wstałam i wyglądam przez kuchenne okno. Kobieta pokazuje mi kosz z kwiatami.
      Skończyło się tak, że ona go podnosiła do góry, a ja wychylałam się, żeby go odebrać przez to okno 😎

      Usuń
    4. Gdybym mieszkała wyżej, to chyba bym musiała spuścić prześcieradło 🤣

      Usuń
    5. Pamiętam tę historię 😁 ja na 4., to by nie przeszło.l, chyba, że na sznurku jak (chyba) w Dzieciach z Bullerby. Ach, pięćdziesiątka, już nawet nie pamiętam obchodów (nie były jakieś spektakularne chyba). Moja mama od pewnego momentu nie obchodziła urodzin i myślę, że to dobry pomysł (zresztą u mnie obchodziło się imieniny, celebrowanie urodzin przywlókł chłop rodem z Ziem Wyzyskanych).

      Usuń
    6. Po "chyba" bez przecinka, coś dużo dziś walę literówek, a nie piłam na urodzinach ani kropli🙈

      Usuń
    7. W domu też się nigdy nie obchodziło urodzin, tylko imieniny. Nie było takiego zwyczaju. A potem mama miała 80-te i też się ich nie obeszło i była wielka obraza, niestety. W sumie słusznie, bo jednak 80 to 80, to już coś, nie każdy dożyje.

      Usuń
    8. 80 to już można😁 moja mama jakoś po czterdziestce się zbuntowala. Dawałam jej kwiatki i mały prezent, przeważnie książkę, ale przyjęć, choćby kameralnych, odmawiała

      Usuń
  4. No to wszystkiego najlepszego! mMa

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego pięknego, wielu ciekawych znalezisk.
    Ja widziałam inny obraz, wokół trzepaka rozpięty piękny krzak róży, ale nie mam fotki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, kolejne urodziny, a ja ciągle jeszcze nie ustaliłam, co bym w życiu dalej chciała robić 🤣 Ale ciekawe znaleziska jak najbardziej!

      Krzak róży kontra stare opony... 😂

      Usuń
    2. Ostatnio cyknęłam na przebieżce fotę: na pierwszym planie konik na biegunach, w tle dwie muszle klozetowe 😆

      Usuń
    3. Marnują się takie zdjęcia, powinnaś coś sobie założyć... chyba, że masz, tylko ukrywasz 🤣

      Usuń
    4. Nie mam, nawet ostatnio myślałam, że moje błyskotliwe złośliwe 😆opinie wstawiam na Lubimy Czytać ryzykując, że znikną (juz tak kiedyś miałam z recenzjami restauracji na Gastronautach [czy jakoś tak] z 15 lat temu. Wykupiła ich jakaś izraelska firma po to, by usunąć recenzje i zamknąc konkurencję), zamiast mieć swojego bloga

      Usuń
    5. No to widzisz... się prosi 😉

      Usuń
  6. Kilka dni temu była taka piękna podwójna tęcza, Zrobiłam jej zdjęcie nad takimi obrzydliwymi slumsowymi blaszanymi garażami - takie sacrum-profanum

    OdpowiedzUsuń
  7. A, peonie to piwonie😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się zdawało... choć mogłam przecież sprawdzić w internecie. Czasem człowiek szybciej zada pytanie, niż pomyśli.

      Usuń
  8. Samego dobrego i Najlepszego życzę 🌷🥂🍾

    OdpowiedzUsuń
  9. 100laż ;-)
    i smacznego
    oraz zdrowia, zdrowia
    pozdrawiam
    Nieryba
    P.S. (bez związku)
    Moskwa dziś Pięknie płonie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie!
      No widzisz, anim nie wiedziała - ta Wybiórcza coraz gorsza z aktualnościami, ostatnia wstawia i jeszcze trzeba się naszukać. Mizeria.

      Usuń
  10. Wszystkiego najlepszego! Zdrowia, spełnienia marzeń, Pragi, dobrych książek i dobrych filmów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo - to jest wszystko, czego mi trzeba 😍

      Usuń
  11. Od kilku miesięcy zmieniłem i moją dietę, i w ogóle czas przygotowywania posiłków. Niemniej jednak moja zasada nr 1 to jeść zdrowo, unikać przetworzonego jedzenia, jak też radykalnie ograniczyć sól oraz wyeliminować cukier i „carbs” (białka i węglowodany), natomiast spożywać jak najwięcej warzyw oraz protein. Jak na razie czuję się świetnie, a w kuchni długo nie siedzę. A co najciekawsze, już po 2 tygodniach takiej diety poziom mojego apetytu zmniejszył się o przynajmniej 90%, co jest w tym wszystkim najważniejsze — bo nie ma gorszej rzeczy, jak ciągle odczuwać głód.

    Na temat filmów nie będę komentować, bo żadnego nie znam… a poza tym od połowy kwietnia nie obejrzałem ani jednego filmu—czy to z płyt DVD, czy na kanale „Tubi” (to taki „Netflix”, ale bezpłatny, dla ubogich ludzi 😁)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Białka to proteiny, ja też tak jem. Mało węglowodanów (carbs), dużo białka i sporo tłuszczu. Stosujesz intermittent fasting? Ja schudłam na low-carb kilkanaście kg, już że 2 lata temu

      Usuń
    2. AGATA: Nie wiem, skąd mi to "białka" tam wleciało-przez nieuwagę-dziękuję za korektę! A prawdę mówiąc, to po raz pierwszy od wielu, wielu lat użyłem słowa "węglowodany", normalnie mówię 'carbs'--musiałem to słowo wypatrzyć w słowniku!

      Tak, często nie jem cały dzień, albo jedynie biorę błonnik (a dokładnie polski "Colon C"), on zapycha, jak też Fiber. No i dużo wody oraz soki z warzyw.

      Gratuluję schudnięcia-to nie jest proste. U mnie na razie wszystko jest na dobrej drodze. Najważniejszą rzeczą jest to--jak wspominałem--że nie czuję głodu, co jest niesamowite i bardzo pomaga, bo inaczej nie wiem, czy poradziłbym sobie. Robię to dla zdrowia, jako wyzwanie dla siebie, ale trochę i na przekór lekarzowi, który był bardzo sceptyczny co do mojego osiągnięcia tych rezultatów.

      A przy okazji... jako że jesteś obznajomiona z terenami ulic Żelaznej/Ogrodowej/Świerczewskiego, to parę tygodni zacząłem pisać blog o tych rejonach--zacząłem o mojej szkole podstawowej, ale nasunęło się tyle powiązanych tematów, że będę musiał podzielić go na wiele części. Nadal nad nim pracuję.

      Usuń
    3. Ooo, to daj znać jak powstanie❤️
      Ja na chwilę (dwa lata) wróciłam na Mirów I mieszkałam na Żelaznej na tyłach szkoły dawnej Siódemki. Miałam wtedy pomysł ma bloga o Woli (miał się nazywać "Po Woli", niby taka gra słów, że spacery po Woli powoli😉), niestety zanim się ogarnęłam, to się przeprowadziliśmy i pomysł upadł. A szkoda, bo miałam m.in. opisywać stare budynki, w ciągu tych 10 lat wiele niestety zniknęło, byłaby pamiątka.

      Ja byłam w szoku jak zmieniłam poranne płatki owsiane (które zaczęłam jeść jako müsli z jogurtem) jeszcze na studiach i jadłam przez kilkadziesiąt lat, ostatnio jako owsiankę, na białkowo-tluszczowe (głównie Jajka w różnej postaci). Okazało się, że jestem syta na ładnych kilka godzin, a przy płatkach (węglowodanach) już po godzinie. Białko bardzo zmniejsza głód i pilnuję aby jeść ok. 39 g na posiłek

      Usuń
  12. no nie wierzę, zachęciłaś mnie do tego pierwszego tureckiego...kryminału ale wiesz tylko z jednego powodu 😅😂i nie wiem czy wytrzymam, bo nie lubię a wręcz nie znoszę.
    no ale Stambuł i pewnie będzie tak jak z ta Janiszewską...Uwikłana, że akcja w Stambule a Stambułu niet. w zasadzie.
    Na prawdę cie podziwiam za znajomość języków , biegłą fiu fiu bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem wiem, od razu myślałam o Tobie 😁
      A film o kotach w Stambule pewnie znasz?

      Usuń