sobota, 20 czerwca 2026

Igor Newerly - Rozmowa w sadzie piątego sierpnia + O chłopcu z bardzo starej fotografii

Znalazłam w knihobudce, zanęciło mnie nazwisko autora, którego Chłopca z Salskich Stepów lubiłam w dzieciństwie, a Wzgórze błękitnego snu czeka na przeczytanie. Okazało się, że rzecz to o Korczaku, którego Newerly był współpracownikiem przez kilkanaście lat. Wydana przez Czytelnika, ale adresatem jest młody czytelnik.

Do Newerlego siedzącego w swoim sadzie przychodzi grupka dzieci, żeby wypytać go, jaki był Korczak. Wiedzą, jaka była końcówka życia pedagoga, ale ciekawe są, jak to wszystko wyglądało wcześniej, jak było urządzone życie w domach dziecka prowadzonych przez Korczaka. Newerly opowiada i tłumaczy zasady funkcjonowania tych instytucji, samorządu dziecięcego itd. W sumie było to dla mnie ciekawe czyli też jestem młodym czytelnikiem 😂 Książeczkę więc zachowuję, bo kto wie, czy kiedyś nie będę chciała sobie przypomnieć jakiegoś faktu z życiorysu. Pewnie wydano jakąś prawdziwą biografię Korczaka? Zajrzałam do swojego katalogu: oprócz Króla Maciusia na wyspie bezludnej, Kajtusia Czarodzieja i Bankructwa małego Dżeka mam jeszcze Prawidła życia (Pedagogikę dla młodzieży i dorosłych), a że ta ostatnia cienka, to może kiedyś po nią sięgnę... choć dla mnie już za późno 😉 Za Maciusiem w dzieciństwie nie przepadałam, za smutne to było.




Wyd. Czytelnik, Warszawa 1984, 123 strony

Z własnej półki

Przeczytałam 17 czerwca 2026 roku 


Mój typowy dzień ustalił się w następujący sposób: do południa przed laptopem, obiad, film, procházka, chwilę przed zaśnięciem książka. Fascynujące, prawda 🤣🤣🤣 No nic, jakoś się prze do przodu. Sporządzanie spisów filmów z LM zabiera sporo czasu, zanim się posprawdza napisy, czy dobrze chodzą etc., naturalnie sobie powtarzam, że w którymś momencie, już te linki będę miała spisane (za rok?). W każdym razie to mi zaoszczędzi dużo czasu na przyszłość, wystarczy zajrzeć do zeszytu i wybrać. Spisuję też do praskiego zeszytu, gdzie byłam i co robiłam w maju, ale tu już tylko dwa ostatnie dni mi zostały. Na sierpień zeszycik założony 😍 

Lista filmów nr 6:

Spoza listy obejrzałam uroczą francuską pierdółkę z 1966 roku, biało-czarną, co przydaje tyle charme'u 😁 choć historyjka błaha i znana: rodzina bohatera wyjeżdża na letnisko, on musi pracować, ale po pracy ma mnóstwo czasu; tym razem jednak, zamiast jeździć z kolegami na ryby, oprowadza po Paryżu spotkaną przypadkiem Angielkę (oczywiście MŁODĄ Angielkę) i... no tak, zakochuje się. Ona niby też, może tak działa Paryż, bo w końcu żaden z niego przystojniak - ale opowiada jej bajery i buzery, że jest malarzem. Koniec łatwy do przewidzenia, ale można sobie popatrzeć i na stary dobry Paryż tradycyjnie wyludniony w sierpniu i na stroje,  bo dziewczyna jest modelką 😁

Napisy francuskie, ale są też angielskie i rosyjskie.

I zmiana entourage'u na współczesną Litwę, gdzie rozgrywa się dramat 10-letniego chłopca z sercem na wierzchu (lub prawie, bo pod samą powierzchnią skóry, przez co musi nosić specjalny zabezpieczający pancerz). Do tej pory uczył się w domu, nie ma przyjaciół, miejscowi rówieśnicy go prześladują, oczywiście nie wiedząc, w czym rzecz (co już samo w sobie jest dziwne, bo w małej miejscowości wszyscy powinni wiedzieć wszystko... tak mi się wydaje), ale do miasteczka przeprowadza się z matką dziewczynka w tym samym wieku i zaprzyjaźniają się, no i potem dramatyczne momenty i szczęśliwy finał 😉 Bo to film familijny, dostarczający całego mnóstwa inspiracji do rozmów z dzieckiem, choćby na temat wykluczenia czy niepełnosprawności.


Film nosi tytuł Drugelio sirdis co oznacza Serce motyla. Też napisy francuskie, ale są angielskie.

A wczoraj byłam żem pierwszy raz u okulisty, bo jednak czas najwyższy obstalować sobie bryle i gdy wróciłam to oczy mi kiepsko działały po zakraplaniu, doszukałam się info, że przez parę godzin nie powinno się ich męczyć czytaniem etc., więc włączyłam sobie YT dla odmiany, a tam stary serial dla dzieci Leto s Katkou - myślałam, że czeski, okazał się słowacki (napisy zresztą też). Katka to bardzo zmyślna cholera z Bratysławy, która przyjechała do ciotki na wieś, a tu ciotkę karetka zabrała do szpitala i dziewczynka trafia do jakiegoś dalekiego krewnego, starego kawalera, któremu urządza na nowo gospodarstwo, a co gorsza usiłuje go wyswatać z ekspedientką ze sklepu. Mam za sobą 4 odcinki 😍

Okulary mam mieć +1,5 oba szkła czyli mniej niż się spodziewałam. Teraz przede mną najgorsze czyli wyszukać optyka i wybrać oprawki, o matko jedyna!
A pod wieczór wracając ze spaceru nie pozostało mi nic innego, jak  w panice rozglądać się na boki, przez który płot byłabym w stanie przeskoczyć (przez żaden) lub na które drzewo się wspiąć (takoż na żadne). 

 

Ludzie są porąbani... przyszła jakaś miłośniczka ptaszków i wysypała worek ziarna - na ziemię pod karmnikiem. To i Pan Dzik przyszedł na kolację. Na szczęście był tak zajęty żarciem, że na nic innego nie zwracał uwagi - więc jestem cała i zdrowa.

Tymczasem kończę, bo się parzybroda dogotowuje. Córka co prawda pyszczyła, że to nie jest potrawa na lato (zwłaszcza, że ją w ostatniej chwili wysłałam po bagietkę), ale jak nie jest, skoro robi się ją z młodej kapusty (która była wczoraj w Lidlu po 2 zł 😁). Niemniej jednak parzybroda weszła do repertuaru już dawno, przygotowanie proste i dość szybkie (żadna godzina - jak w przepisie - nie jest potrzebna, pół wystarczy), a żaden eksperyment kulinarny ostatnio się nie napatoczył.

34 komentarze:

  1. Kochana, w Przemyślu na rynku harcował niedźwiedź, a na Krupówkach biły się jelenie, więc dziki to dopiero przygrywka😆 u mnie póki co tylko mewy z takich oryginalniejszych stworzeń i kreta niedawno widziałam.

    Lato z Katką pamiętam, fajny serial, oglądało sie w ferie.

    Biografię Korczaka napisała ta kobitka od "W ogrodzie pamieci", ale drażniło mnie, że za dużo tam pisała o swoich przodkach wydawcach Mortkowiczach (a o nich przecież napisala osobną ww. książkę), nie sądzę aby oni byli tacy ważni w jego życiu. Nieźle sie czyta, ale marzy mi się lepsza jego biografia. O Newerlym gdzieś ostatnio czytałam hmm, chyba to było w dziennikach Nałkowskiej? Oni wszyscy się tam znali i kotłowali w swoim sosie, już mi się myli kto z kim i dlaczego.

    A ja siedzę pod wiatrakiem z kawą na zimno i czytam newsy, bo dużo się ostatnio dzieje 😅

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemknęły mi jakieś tytuły z tym niedźwiedziem 😂 a może to był jakiś inny? Że wszedł do domu?
      Facet spotkany koło dzika twierdził, że ze względu na ciepło lochy mają dwa razy w roku miot, a w każdym 8-10 młodych, więc przybywa ich dramatycznie dużo.
      Ja widziałam jeża... rozjechanego na placek.

      Czyli Olczak-Ronikier. Gdyby się trafiła, to może, ale specjalnie szukać nie będę.

      Zimna kawa kojarzy mi się z Pierogami z Kimchi 🤣

      Usuń
  2. Za rok to tej strony z filmami może już nie być w Internecie i zostanie ci tylko ten zeszyt na pamiątkę, że kiedyś coś takiego funkcjonowało :D

    Dzisiaj akurat czytałem krótki tekst Mrożka, w którym była wspominana Pamiątka z Celulozy.
    Pamiętnik spekulanta jest na dole strony, pod obrazkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby wiem o tym, że nic w internecie nie jest wieczne, ale jakoś nie pomyślałam i przeraziliście mnie. Będzie jak u Himilsbacha.

      Nawet nie pamiętałam, że ta Celuloza to też Newerly 🤣 Zdaje się, że czytałam z biblioteki.

      Usuń
    2. Pisząc komentarz też pomyślałem o angielskich Himilsbacha. :D

      Usuń
  3. Właśnie miałam pisać, ale Dariusz mnie ubiegł, że te linki za chwilę mogą być niewarte atramentu straconego na spisanie ich 😉 Streamingi lubią wycofywać pozycje, na YT też nieraz widziałam coś fajnego, a po jakimś czasie już nie ma do tego dostępu... 🤷‍♀️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dzięki naprawdę za te miłe prognozy! 😨
      Na YT to chyba wynika z tego, że właściciel praw autorskich zażądał wycofania. Też nieraz zaglądam u siebie do jakiegoś starego postu, a tam w miejscu linka jest czarne tło z odpowiednim napisem...

      Usuń
  4. Z tymi dzikami to aż nie chce się wierzyć! Czy rzeczywiście zdarzają się ataki na ludzi? Pewnie ze sobą nosiłbym sprej na niedźwiedzie (lub na psy), byłby chyba najbardziej efektywnym środkiem odstraszającym-chociaż raczej ten pierwszy jest nielegalny w miastach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O konkretnych atakach nie wiem, ale locha z młodymi może być bardzo niebezpieczna. Taki samiec jak na zdjęciu - kto wie. On chyba raczej łazi w poszukiwaniu jedzenia, nie zwracając zbytniej uwagi na ludzkie osobniki?

      Usuń
    2. O atakach nie pamiętam żebym czytała, choć samice jeśli mają mlode są podobno groźne. Natomiast były awantury o odstrzał dzików np.w Warszawie na Mokotowie pod blokiem na oczach mieszkańców (w tym dzieci). Jest to trudny problem, na zdrowy rozum powinno sie je uśpić (chwilowo) I wywieźć, tylko chyba nie wiadomo dokąd, bo byle gdzie do lasu to raczej nie rozwiązanie. Jest ich za dużo i raczej albo powinno się je kontrolowanie (i nie na oczach dzieci) odstrzelić albo dawać im jakieś środki antykoncepcyjne. Szczerze to nie pamiętam, żeby dawniej łaziły po osiedlach, prawdopodobnie wynika to z zajmowania ich naturalnych miejsc, bo np. Warszawa niezwykle się rozbudowuje. Powstają dziesiątki osiedli domków szeregowych dosłownie na środku pola. Z jednej strony można się pukać w głowę jak ktoś może chcieć mieszkać bez sklepu, szkoły, autobusu, lekarza, nawet chodnika. Z drugiej - ceny mieszkań są absurdalne i młodych ludzi nie stać na kupowanie w mieście. A pracują w Warszawie i mieszkańców przybywa (jest też u nas 1/5 wszystkich emigrantów z Ukrainy, którzy tez gdzieś chcą mieszkać). Stąd zresztą mój pomysł wyprowadzki poza Warszawę. Jestem już nią zmęczona i czuje się coraz mniej "u siebie". To jest miasto dla młodych aktywnych ludzi.

      Usuń
    3. No problem w tym, że jak je odłowią, to wywiozą do lasu - blisko miasta. Albo nawet w jego granicach. I te dziki za chwilę są z powrotem.
      Dziwię się odstrzałowi w mieście. Jak kiedyś wydzwaniałam od Annasza do Kajfasza, to mi mówiono, że właśnie na terenie miasta nie wolno myśliwym działać.

      O tych domkach pośrodku niczego często czytam. I że nabywcy dopiero jak chwilę pomieszkają i ponapawają się powierzchnią (bo przyszli z wynajmowanej kawalerki), to dopiero zaczynają dostrzegać minusy, których jest dużo, bardzo dużo.
      Cóż, kiedyś u nas na osiedlu, w początkach, też pewnie nie było sklepów, przychodni, ani tramwaj jeszcze tu nie jeździł. Chyba sobie poszukam, jak wyglądała sprawa z dojazdem wówczas (tzw. stara pętla w Bronowicach jest o trzy przystanki wcześniej), czy był autobus chociaż.

      Wyprowadzka poza Warszawę, jak rozumiem, w miejsce z całą infrastrukturą?

      Usuń
    4. Jak się przeprowadziłam w wieku 13 lat na nowe osiedle (z wspominanego tu z Jackiem Mirowa w samym centrum) to nie dojeżdżały tu autobusy, nie było chodników, szkół, przychodni, jeden nędzny sklepik. Do szkoły dojeżdżałam (rano mnie mama woziła, ale nie zawsze, a wracałam sama). A że w tym wieku już się zaczynały wieczorne imprezy, to albo musiałam wcześniej wychodzić albo w ogóle rezygnować. Dla nastolatki to było okropne. A to jest kilka km od Pałacu Kultury, a nie jakieś pole kapusty. Raz jak był strajk to szłam pieszo masakra 🙈
      Na szczęście liceum już miałam blisko i komunikacja też się poprawiła w międzyczasie. Ale do tej pory dziwię się tej decyzji mojej mamy.

      A myślę o fajnym "piętnastominutowym" miasteczku z dojazdem do Warszawy pociągiem około 30-45 minut, żeby dzieci - o ile jeszcze będą ze mna mieszkać i nie będą miały samochodów - miały normalny dojazd (i ja też). Oczywiście dodatkowy argument to cena...

      Usuń
    5. Generalnie dziki nie atakują ludzi, ale czytałem, że ataki się zdarzały. Wszystkie zwierzęta z małymi mogą być instynktownie niebezpieczne i zawsze byłem koło nich ostrożny—ale tak długo, jak mama nie czuła zagrożenia z mojej strony, pozwalała szkrabom nawet do mnie podchodzić.

      Sądzę, że ich wywożenie nic nie daje. Tym bardziej, że np. w Kanadzie, a szczególnie w USA, to jest tak ogromna plaga, że (jak już wspominałem w poprzednim komentarzu) obecnie stosuje się bardzo zaawansowaną broń do odstrzału tych zwierząt oraz coraz to nowe pułapki—schwytane, są jedno po drugim zabijane. Nie ma po prostu innej metody—tym bardziej, że czynią ogromne straty. A do tego w przeciwieństwie do takich zwierząt jak niedźwiedzie czy kojoty, dziki pojawiły się z zewnątrz i nie są miejscowymi gatunkami. Podobnie się wykorzenia pytony na Florydzie, które powodują duże spustoszenie wśród tamtejszych zwierząt—a pojawiły się, bo zostały wypuszczone przez prywatnych hodowców.

      »»» Agata: „Stąd zresztą mój pomysł wyprowadzki poza Warszawę.”

      Chociaż 27 lat temu przeprowadziłem się z Toronto, to już Toronto „dotarło” do mnie—obecnie ruch straszny i czekam po 3-7 minut, aby wyjechać z mojego parkingu na główną ulicę—i to w prawo! Ja też planowałem się przenieść dalej od miasta, jednakże moje plany na razie są zamrożone i sam mieszkam w ogromny domu: biorąc pod uwagę m.in. niesamowite trudności ze znalezieniem rodzinnego lekarza, dojazdy do szpitali i jeszcze parę innych rzeczy, to zaczynam wątpić, czy jest sens to zrobić—czy też może najwyżej przeprowadzić się do mniejszego domku, gdzieś na skraju miasta, ale nie bardzo daleko od niego.

      A z ciekawości: gdzie mieszkałaś na Mirowie?

      Usuń
  5. U nas na razie dzików nie ma, ale ludzie wyrzucają tyle jedzenia, ze może i tu się pojawią, do lasu blisko.
    Okulary i szkła to spory wydatek, ale jak mus to mus!
    Fajnie być emerytką, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadzwoniłam do koleżanki, która parę miesięcy temu obstalowała sobie okulary i bardzo chwaliła optyka. Pytam więc, który to był i w sumie co takiego świetnego tam było.
      Że jej dokładnie oczy zbadali.
      Ale ja przecież mam już zbadane.
      - Tak, ona też miała zlecenie od lekarza, ale oni, ci dwaj bracia-optycy, powiedzieli, że zniszczyły by jej wzrok takie szkła, bo były za silne. Więc jej dobrali słabsze.
      Hm, dziwne. A co jeszcze?
      - Pomogli jej dobrać oprawki. Wspólnie wybierali, a gdy zostały trzy, ona zapytała, które doradzają i wybrali te najtańsze, bo w nich jej najładniej.
      Za ile?
      - Trzy wybrane były za 380, 480 i 580 zł.
      Tu już wymiękłam, bo jednak nie przypuszczałam, że takie ceny będą 🤣
      Chciałabym w przyszłym tygodniu załatwić tę sprawę, ale kompletnie nie wiem, gdzie iść.

      O tak, fajnie być emerytką i bardzo sobie chwalę!

      Usuń
    2. Chodzi o to, że okulista jest od chorób czy wad, a od korekcji optometrysta. I on jest na ogół właśnie przy sklepie optycznym. Zazwyczaj badanie jest za darmo o ile zrobisz u nich okulary.
      Syn ostatnio za okulary zapłacił ponad 1000, w tym oprawki ok. 700 i twierdził, że niedrogie. Pewnie na tle innych😅
      Pamiętaj, że to jest zakup na kilka lat i że muszą być wygodne, nie zsuwać się itp. Mam "po domu" okulary z tanimi oprawkami za ok. 150, trzeba szukać polskich producentów. Bardzo są ładne i dobrej jakości. Firma Dekoptica. A te drogie to często za nazwisko płacisz, moje "wyjściowe" są od Caroliny Herrera😎

      Usuń
    3. Aha... trochę rozjaśniłaś.
      Zakładam, że okularów do czytania będę używać głównie w domu (fajnie już nie pracować), więc nie muszą być nie-wiadomo-jakie. Ale wygodne na pewno.
      "Zazwyczaj badanie jest za darmo o ile zrobisz u nich okulary" - a skąd wiem, czy u nich wybiorę? Znaczy najpierw wybieram oprawki, a jak mi któreś przypasują, to dopiero badanie?
      Dekoptica, zapiszę sobie 😁

      Usuń
    4. Nie, badanie najpierw i jak u nich nie zrobisz okularów to płatne wg cennika, a jak zrobisz to niby darmowe. Najlepiej najpierw sprawdzić oprawki, powiedzieć jaki masz budżet, ja trafiłam na uczciwego pana, nie wciskał mi drogich wręcz okazal się fanem tych polskich (okulary pierwotnie miały być po domu jak przez poprzednie 30 lat. Potem jednak okazalo sie, ze po operacji gorzej toleruję soczewki, noszę je tylko na "wyjścia do miasta"😆 więc dorobiłam sobie droższe okulary)

      Usuń
    5. No tak, badanie badaniem, ale dobry optometrysta dobierze szkła i oprawki, ja mam inne do czytania książek, a inne do laptopa. Mi kiedyś optyk powiedział, że dobrze dobrane szkła nie powinny powiększać tekstu, a jedynie rozluźniać odległości miedzy literami.

      Usuń
    6. Jakieś 20 lat temu zapragnąłem sobie zrobić okulary progresywne—optyk zażądał wówczas $700 za jedną parę, bez żadnej gwarancji—a że sporo moich klientów narzekało na nie, dałem sobie spokój.

      Piętnaście lat temu znalazłem ogłoszenie lokalnej optyczki o okularach do czytania, „2 pary za $99.” Udałem się do niej i mieliśmy dłuższą rozmowę. Z tej oferty nic nie wyszło, bo jakoby moja recepta jest inna (???) i cena się przynajmniej podwoiła, Przy okazji optyczka zaczęła oferować mi okulary progresywne, też bez żadnej gwarancji w razie gdybym był z nich niezadowolony—cena $900 za jedną parę. Podziękowałem—a ta wizyta zmotywowała mnie od zainteresowania się okularami oferowanymi na Internecie.

      Znalazłem firmę w USA i zamówiłem 2 pary najtańszych okularów do czytania (jedna kosztowała $39, druga $15) oraz dwie pary okularów progresywnych—odporne na zarysowania, antyodblaskowe, cienkie—za ok. $250 (za 2 pary!) I wszystko było super!!! Od tego czasu tylko i wyłącznie zamawiam okulary na Internecie i ZAWSZE JESTEM Z NICH ZADOWOLONY!!! Nie chcę brzmieć cynicznie, ale powinienem tej optyczce wysłać list z podziękowaniem, że dzięki niej zaoszczędziłem tyle forsy.

      A co do oprawek, to NIGDY nie patrzę na nazwę (i nie tylko jeżeli chodzi o oprawki). Kupuję tytanowe, lekkie i nigdy nie było z nimi problemów.

      Usuń
  6. W sąsiednim hrabstwie pokazaly się niedzwiedzie. Ja wróciłam do gotowania w slow cooker, ale ten przepis sprawdzę, nazwa mi obca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, pytanie, gdzie się pokazały, w lesie czy na ulicy 😂
      To już chyba lepszy dzik jednak...

      Parzybroda to regionalna nazwa. Też wcześniej nie słyszałam, póki nie trafiłam na ten przepis.

      Usuń
  7. Okulary +1.5 na oba oczy - to chyba można w kiosku albo w aptece kupić.
    Newerly - lubiłem jego książki - bardzo ciekawy życiorys.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kiosku... może i masz rację. Raz mi Psiapsióła z Daleka przysłała jakieś okulary, najprawdopodobniej kupione właśnie w takich okolicznościach.
      No, ale skąd będziesz wiedzieć, czy mają taką, a nie inną ilość dioptrii?
      Kurde, jak mi przypomniałeś, to chciałabym teraz się dowiedzieć, gdzie te fioletowe okulary aktualnie się znajdują, żeby zobaczyć, jak w nich czytam. Chyba mnie czeka kopanie w szufladach... Dzięki za kolejną robótkę 🤣

      Usuń
    2. Jeśli to typowe okulary do czytania, to też optuję za apteką. Farmaceutka poda Ci okulary , na jakiejkolwiek notce aptecznej sprawdzisz, jak się w nich czyta- i tyle. A różnica między 30zl a 700 czy 1000 jest zasadnicza.
      Używam takich już ładne kilka lat i nic złego z oczami mi się nie dzieje / odnośnie ostrości widzenia oczywiście, bo inne problemy x oczami jednak miałam/.

      Usuń
    3. Oczywiście, że różnica jest fundamentalna 😉
      Podejdę do apteki i zapytam, dzięki!

      Usuń
    4. A ja odradzam, jak coś jest dla wszystkich to jest dla nikogo. Takie okulary z Biedry czy Rossmanna kupowałam po operacji oka kilka razy, zanim mogłam dobrać soczewki kontaktowe i docelową moc okularów -wytrzymywały kilka tygodni, a używałam tylko do czytania. Ważny jest np. rozstaw źrenic, szkoda niszczyc wzrok okularami niedobranymi indywidualnie. To dobre awaryjnie, nie na stałe. Poszukaj zakładu z wyborem polskich oprawek, skoro nie masz astygmatyzmu i innych cudow, to cena będzie do przełknięcia.

      Tych polskich firm jest sporo, pan mi o nich opowiadał. Trafiłam na takiego pasjonata, że nawet potem syna namawiałam na taką ścieżkę zawodową (bo optometria to kierunek na politechnice)

      Usuń
  8. :-) żadnego filmu nie znam z Twojej listy tym razem 🙄i nie wiem tylko czy to przypadkiem nie wina mojego angielskiego...
    ale ten słowacki to dla mnie zdecydowanie.
    Szkoda mi dzików, to jest chujowe bardzo. Zabieramy im miejsca ich życia to mamy . jestem absolutnie za ewentualnym odławianiem a nie zabijaniem ich . to sie w głowie nie mieści. Podpisuje listy i protestuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odławianiem, ale potem wywożeniem ich gdzieś naprawdę daleko od miasta, a nie za opłotki...

      Usuń
  9. U mnie na osiedlu też afera z dzikami. Chodzą sobie po parku czasem niczego sobie. Miałem pare spotkan ale juz sie ich nie boje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sąsiadka z naprzeciwka widziała wczoraj dziki pod naszymi oknami o 23.00... Jakoś mnie to nie napawa optymizmem.

      Usuń
  10. O Igorze Newerlym wspomnieć należy, o jego książce "Archipelag ludzi odzyskanych", o Domu Dziecka im. Korczaka właśnie w Bartoszycach na Warmii i Mazurach, o miejscu w ktorym zbiegły się losy kilkuset ocalonych dzieciaków z Rosji i powojennej Polski.

    OdpowiedzUsuń