poniedziałek, 31 sierpnia 2026

John Escott - Goodbye Mr Hollywood

Nie wygrzebię się z tych lekturek dla początkujących, bo co myślę, że już zrobiłam wszystkie i przechodzę o poziom wyżej, to znów znajduję kolejne w knihobudce. Podobnie było i z tą (i jeszcze jest druga tak wydana).

Myślałam, że to będzie historia o aktorach czy innych reżyserach, ale nie, to było o córce milionera i naciągaczu bogatych panienek. Główny bohater to Nick, a travel writer. Cały czas jeździ po świecie zbierając materiały do książek podróżniczych i właśnie je śniadanie gdzieś tam w Kanadzie, gdy przysiada się do niego ładna dziewczyna, twierdząc, że poznali się na jakimś party w Toronto. Tak zaczyna się przygoda, która mogła się skończyć tragicznie, gdyby nie... 

Nieważne 😂
I tak nie będziecie tego czytać.


Początek:

Koniec: 

Notka o autorze mówi mi, że mamy podobne zainteresowania 😁 z tym, że ja wypatruję zapomnianych książek w knihobudkach, a nie w małych księgarniach w bocznych uliczkach.


Wyd. Oxford Bookworms Library, Oxford University Press 2000, 52 strony

Stage 1 (400 headwords) 

Z własnej półki

Przeczytałam 28 sierpnia 2026 roku

 

Fajnie, jak na filmach są sceny, gdy bohater musi natychmiast zmienić telefon, więc w przeciągu kilku minut kupuje nowy, kupuje do niego kartę, zakłada i już dzwoni czy co tam potrzebuje. Co ja mówię kilku minut. Załatwia to w 30 sekund.

Emerytka robi to tak:

- w piątek kupuje telefon, a skoro jest już w galerii handlowej idzie do punktu sieci, z którą rozmawiała przed kilkoma tygodniami, a która ma w ofercie kartę na miesiąc za 30 zł 

- jednakże w tym punkcie akurat te karty im się skończyły i mają tylko po 50

- w punkcie innej sieci jest kolejka, która się nic nie przesuwa (jedna osoba obsługująca), więc emerytka olewa

- wieczór spędzają z córką na studiowaniu instrukcji obsługi, żeby telefon póki co naładować 

- w sobotę jedzie do tego punktu, w którym rozmawiała w lipcu, zastaje kartkę, że dziś wyjątkowo punkt nieczynny

- w poniedziałek jedzie tam z powrotem i wtedy okazuje się, że to nie ten punkt, to jakiś serwis obok, a tamten się zwinął przed 3 tygodniami i obecnie w tym miejscu jest pierogarnia

- po powrocie do domu (klnąc w żywy kamień, bo jeszcze wysiadła niepotrzebnie z autobusu chcąc zasięgnąć innego info w oprawie obrazów, ale ta nie była czynna od 11.00, tylko od 12.00) prawie podejmuje decyzję, że jednak pojedzie do drugiej galerii handlowej, gdy córka proponuje, żeby zobaczyć w internecie ofertę innej sieci i tam czytają obie o starterze za 5 zł

- dzwoni na infolinię i dowiaduje się, że faktycznie, a sprzedają takie startery na przykład w Żabce i tam od razu zarejestrują

- udaje się więc do jednej z Żabek na osiedlu (wbrew wszelkim zasadom, dodajmy, bo Żabki omija szerokim łukiem), ogląda stojak z tymi starterami i nie wie, o co kaman, bo są 4 rodzaje za 5 zł tej sieci, a obsługujący chłopak też nie wie

- na chybił trafił emerytka wybiera jeden, ale wtedy okazuje się, że pan sprzeda (za gotówkę), ale nie zarejestruje, bo nieczynny ten, no, zapomniałam nazwy - i żeby iść do sąsiadów, tam jest pani (cokolwiek miał na myśli). Na pytanie, czy nie mogę tego zrobić sama z domu, odpowiada, że taaaaak, ale lepiej z Żabki

- emerytka idzie więc do kolejnej Żabki, gdzie bardzo miła dziewczyna studiuje opakowania tych różnych starterów (ja mam na abonament, to za bardzo się nie znam), w rezultacie wspólnie dokonujemy wyboru (bo wszystkie takie same w sumie), a dziewczyna rejestruje numer uprzedzając, że nieraz to i 24 godziny trwa, zanim to system przemieli

- no a wieczorem przystępujemy do grzebania we wnętrznościach telefonu i już po 20 minutach wahań, kogo z sąsiadów zawołać do pomocy, karta zostaje pomyślnie zainstalowana własnymi siłami i DZWONIMY! 


Matkobosko, epopeja telefoniczna.

Ale nie ma tego złego, miałam wydać 30 zł, a obeszło się piątką 🤣 I koniec nerwów, że spóźniony pociąg z powodu jej omdlenia, już będzie pod telefonem 😂

23 komentarze:

  1. Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Jednak żeby zadzwonić, to trzeba się nieźle nachodzić! :-D A propos znikających punktów, kiedyś (za młodu) moja koleżanka po powrocie z dyskoteki zorientowała się, że zostawiła tam torebkę. Ale że już nam się nie chciało po nocy wracać to odłożyłyśmy to do jutra. Idziemy nazajutrz do tego lokalu, a po nim ani śladu i remont wre na całego. Okazało się że lokal właśnie przerabiają na coś innego. Już nie pamiętam, czy torebka się znalazła, ale chyba tak.
    pozdrawiam!
    Józefina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Japończyków czy Koreańczyków pewnie cały remont zostałby zrobiony w nocy i już od rana funkcjonował nowy lokal 🤣

      Usuń
  2. A jeszcze nie tak dawno starter można było kupić w byle kiosku RUCH-u i nikt sobie głowy rejestracją numeru zawracać nie musiał. A teraz nie dość, że kiosków już nie ma, to jeszcze trzeba dane wrażliwe zostawiać nie wiadomo komu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe swoją drogą, czy to wprowadzenie obowiązkowej rejestracji ukróciło przestępcze procedery... Pewnie nie, rejestrują na słupy albo co.

      Usuń
  3. Gratuluję czytania w języku angielskim! Jeżeli książka wciąga, to wtedy czytanie idzie o stokroć łatwiej i szybciej. Moje dwie pierwsze pełne książki przeczytane w języku angielskim, to „Ojciec Chrzestny” Mario Puzo oraz „Gorky Park” Martina Cruza Smith’a. Ponieważ właśnie wchodził na ekrany film „Gorky Park” z Joanną Pacułą, była to jeszcze jedna motywacja. Pamiętam, że książki były fascynujące—w jednym ręku trzymałem książkę, w drugim słownik!

    Co do historii z telefonem komórkowym, to bardzo (dla mnie) na czasie: tydzień temu kupiłem nowiutki telefon Samsung (a na Amazon zamówiłem ładowarkę, „protective case” oraz kilka przewodów-adapterów) i za parę dni wybiorę się do punktu telefonów komórkowych, aby zmienili mi „provider” na ich firmę (tańsza i mogę go używać w USA). Sami założą kartę, a co najważniejsze, będę miał ten sam numer. Mam nadzieję, że ten proces jednak w moim przypadku będzie krótszy od tego opisanego w tym blogu.

    Pozdrawiam i życzę przyjemnego września!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O pełnych książkach to póki co nie marzę nawet... Ale ale - przyniosłam sobie kiedyś z budki "Gorky Park" - po polsku oczywiście - z myślą, że przeczytam, a potem film obejrzę. I teraz się zastanawiam, gdzie też może być, bo jakoś nie widzę w stosie przedpokojowym...

      Przypuszczam, że gdybym kupiła telefon i starter w punkcie to też by mi założyli od ręki.
      "na Amazon zamówiłem ładowarkę, „protective case” oraz kilka przewodów-adapterów" - no, to będzie co dołożyć do szuflady z kablami 🤣

      Usuń
  4. No faktycznie, zawrotu głowy można dostać!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ajajaj, a wystarczyło AI zapytać i wszystko by Wam wytłumaczył 😆

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jestem durak, bo ciągle do mnie jeszcze nie dociera, że o WSZYSTKO wystarczy zapytać AI!

      Usuń
    2. Powiem Ci, że mnie to zaczyna niepokoić, za rok-dwa przestanę w ogóle myśleć (I cała kudzkisc wraz ze mną). W ciągu ostatnich dni dobrał mi krem pod oczy i wyszukał promocje, wymyślił obiad z posiadanych produktów, znalazł serial do ogladania, podpowiedział gdzie najbliższy wpłatomat, znalazł sklep w cenyrym handlowym, bo się pogubiłam itd. Niby fajnie, ale i straszno

      Usuń
    3. Na razie jeszcze musisz pamiętać, gdzie co w domu masz, ale to też pewnie już wkrótce się zmieni...
      Zresztą inteligentne lodówki wiedzą, co w środku jest 🤣
      Ot, zadałam teraz pytanie "gdzie schowałam pieniądze". Co prawda AI "nie ma dostępu do mojego domu ani mojej pamięci", ale wskazała mi miejsca, gdzie ludzie zazwyczaj gotówkę trzymają. Zaproponowała też, żeby opowiedzieć, co ostatnio robiłam, to ona przeanalizuje...

      Usuń
  6. Nie rozumiem niczego z tym telefonem - gdy zmieniam iPhone na nowszy w salonie Apple przekladaja zawartosc z jednego do drugiego co trwa minuty i zrobione. Obecny mam tak dlugo ze stal sie archaiczny bo jest iPhone 11 a w obiegu sa iPhone 18 - i nie mysle zmieniac skoro moj potrafi wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to właśnie o to chodzi, że nie bylo załatwiane w salonie, tylko karta kupiona w Żabce (sieć sklepików coś jak nowocześniejsze 7eleven)

      Usuń
    2. Agata dobrze mówi. Już pomijając kwestię, że to nie był żaden ajfon, tylko głupi jaś wyłącznie do dzwonienia i esemesowania. Kupiony w supermarkecie, więc tam nikt z niczym nie pomoże. Jak zapytałam w serwisie w osiedlowym sklepie (gdzie miły pan na pewno by kartę włożył etc.), to najprostszy telefon kosztował 3 stówki, a ten z supermarketu 99 zł... Tenże zresztą miły pan sam doradził, żeby się udać do galerii.

      Usuń
  7. pogubiłam się, trochę, nigdy nie miałam tel. na kartę :-) ale faktycznie masz rację, że we filmach to hop siup, pacz jak to sztuce filmowej ufać nie można. no.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, że się pogubiłaś, bo mam tendencję do rozwlekłości niestety...
      Kiedyś pracowałam dla zagranicznej ekipy telewizyjnej jako tłumacz i moim zadaniem było rzeczowo streścić wypowiedzi ludzi do kamery... matko, jakie to było dla mnie trudne, wycisnąć tak ad hoc z morza słów najważniejsze dwa zdania...

      Usuń
  8. Wesołe jest życie staruszka 🤣

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale czy te 5 złotych styknie na dłużej? Jak sie kupuje kartę na internet, to te 5 zł wystarcza na 1 gb, a potem zaraz trzeba dopłącac, daj znać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 5 zł to jest cena za starter czyli numer i miesiąc dzwonienia i esemesowania. Gigabajty nie są potrzebne, bo ten telefon nie ma internetu 🤣 Gdyby chciała kartę na następny miesiąc czy tam za pół roku (czyli w razie kolejnego wyjazdu) to zapomniałam, ile trzeba zapłacić - 30 zł? 35? Brat wyjeżdża w listopadzie, ale córka się jeszcze nie zdeklarowała, czy pojedzie (no bo co robić w listopadzie 😂).

      Usuń
    2. Sprawdziłam opakowanie - jest 800 GB na miesiąc do tego startera.

      Usuń
    3. Tak, chyba 30 trzeba dopłacić. Ja mam internet na kartę, bo nie lubię łączyć się z publicznym wifi, a na wyjazdach ten w abonamencie mi nie starcza.

      Usuń