Wspominałam ostatnio o tym zbiegu okoliczności: najpierw na tablicy koło kościoła nekrolog twórcy naszego osiedla, architekta Krzysztofa Bienia, a potem w knihobudce kilka egzemplarzy Ekspresu reporterów, z których wybrałam sobie cztery i dosłownie po otwarciu pierwszego z nich zobaczyłam Krzywy uśmiech Bienia. Tak nazywano nasze osiedle 😁 Dlaczego krzywy? Bo było zaprojektowane amfiteatralnie. I od północnej strony miał je zamykać blok 23-kondygnacyjny czyli autentyczny wieżowiec (choć z wielkiej płyty).
Ale o tym za chwilę, najpierw ten Ekspres reporterów, bo pojawia się u mnie po raz pierwszy, mimo że w katalogu mam ich już 27 sztuk, a teraz przybyły kolejne.
AI mówi (niestety nie ma hasła na Wiki), że ta seria wydawnicza zaczęła wychodzić w 1976. I tu się może mylić, bo mam zapisany tomik z 1974 roku (chyba że źle wpisałam przy katalogowaniu, ale ponieważ jest to gdzieś tam w drugim rzędzie, to nie każcie mi teraz się do tego dostawać - czyli zdejmować pierwszy rząd 😂). W każdym razie były to lata 70-te i 80-te, a książeczki ukazywały się co miesiąc i osiągały ogromne nakłady.
Mam plan, żeby co miesiąc przeczytać jeden z reportaży - nie całe wydanie, bo wtedy nie byłoby jak wpisać w tytule posta wszystkich autorów i tytułów reportaży... na taki sposób się wzięłam.
Co jest irytujące, to że na okładce podają tytuły reportaży, a te w środku są inne 🙄 co sami możecie zobaczyć na dzisiejszym przykładzie.
Czyli dzisiejszy reportaż to Proces jakiego nie było alias Krzywy uśmiech Bienia. Proces, bo architekt podał do sądu instytucje odpowiedzialne za realizację naszego osiedla. Dlaczego? Bo naruszono jego prawa autorskie. Czytaj: on zaprojektował osiedle w danym kształcie, a budowano je z dużymi zmianami, zlecając przeprojektowanie innemu architektowi. Osiedle, choć ograniczone wówczas (w latach 70-tych) normami i możliwościami budowlanymi, miało być czymś do tej pory niespotykanym, pomyślanym jako miejsce zamieszkania nie tylko przyjazne, ale i odpowiadające na potrzeby estetyczne mieszkańców, którzy mieli z okien swych mieszkań podziwiać rozległe krajobrazy z dwoma krakowskimi kopcami włącznie. Duże odległości między blokami, zaprojektowana cała infrastruktura dla 10 tysięcy mieszkańców, zieleń, amfiteatr, biblioteka, dom kultury, przychodnia, przedszkole, szkoły, sklepy... Miało być pięknie, a wyszło jak zawsze? Nie do końca, bo pewne rozwiązania zostały zachowane, ale wieżowce nie powstały, osiedle nie zostało w ten sposób domknięte, a jakość wykonania - cóż, powszechna fuszerka nie oszczędziła i Widoku. Jest tam passus z notatki służbowej z wizji lokalnej:
- w niektórych mieszkaniach skrócono łazienki o 11 cm, co uniemożliwiło prawidłowe ustawienie wanien i umywalek na jednej ścianie
- w tych samych łazienkach na przeciwległej ścianie przesunięto rury c.o. blokując tym samym miejsce przewidziane na pralkę
- w 11 mieszkaniach przesunięto o 20 cm ścianki działowe, zwężając wnęki na szafy ścienne w przedpokojach
- w 22 mieszkaniach w pomieszczeniach wc wystąpiła kolizja między drzwiami a muszlą klozetową
- w pracowni Bienia (na dachu tzw. falowca czyli łamańca powstały pracownie dla artystów; jedną z nich zajął sam architekt) rura odprowadzająca wodę z wanny biegnie przez środek pomieszczenia, gdyż krany zamocowano po jednej, a kratkę ściekową po drugiej stronie łazienki
Z czego wynikały takie fuszerki niczym z Alternatyw? Między innymi i z tego, że najpierw budowy się ślimaczyły, potem nagle ruszyły z kopyta - przy jednym budynku pracowało 400-600 osób i NIKT nie miał nad tym kontroli, nie respektowano niczego. Moce przerobowe, wiecie, raz są, raz ich nie ma...
Ale proces nie dotyczył niedoróbek budowlanych, tylko zmian w projekcie, wprowadzonych czy to z oszczędności czy z potrzeby unifikacji (lepiej, żeby było tak jak wszędzie, lepiej się nie wyróżniać). A generalnie założenie było takie, że wobec armii ludzi czekających na mieszkania nie stać nas na robienie dobrej architektury.
Z wieżowcem dyskusja trwała długi czas, raz przychodziła z Warszawy zgoda, raz ją cofano. Zakładam, że w reportażu wówczas nie można było wszystkiego napisać, więc tak do końca nie jest to wyjaśnione. Bienia a to wyrzucano z biura projektowego, a to przyjmowano, ale nie dawano mu konkretnej pracy. Proces z miastem ponoć wygrał* (o tym w reportażu nie ma, bo wówczas jeszcze się toczył), ale co mu to mogło dać poza satysfakcją? Już za nowych czasów domagał się cofnięcia zgody na budowę nowego bloku obok wiaduktu, jako naruszającego kompozycję osiedla. Oczywiście bez skutku.
* znalazłam w sieci rozmowę z autorką książki Betonia:
To był jedyny w Polsce proces architekta przeciwko miastu. Bień był jednym z tych architektów, którzy po odwilży zaczęli wyjeżdżać. W Paryżu spał w samochodzie obok osiedla La Défense, w Szwajcarii odwiedzał rodzinę i oglądał, co się tam buduje. Wymyślił osiedle z panoramą na krakowskie kopce i Salwator, złożone z bloków różnej wielkości, z zielenią i pawilonami handlowymi. No, ale projekt był własnością biura i ono mogło zrobić z nim, co chciało - zastosować inne technologie, zmienić proporcje. Zaczął się stawiać, więc wyleciał z pracy. Wtedy pozwał miasto. Proces toczył się bardzo długo, odbił się szerokim echem na świecie i skończył wyrokiem salomonowym. Czyli uznano wprawdzie, że naruszono prawa architekta, ale projektu nie naprawiono, bo niechciane bloki już stały.
Blok zbudowany jako tarasowy ma też ciekawą historię. Miał powstać dla naukowców, przyjeżdżających z Francji do Instytutu Fizyki i gdy Bień zaproponował tę formę tarasową, z każdym kolejnym piętrem ustępującym kaskadowo, o dziwo Komitet Wojewódzki zaakceptował go od razu. Jakim cudem? Bo mieszkań dla naukowców miało być zaledwie kilka, a reszta dla sekretarzy, którzy zwietrzyli okazję...
Dodajmy, że całe osiedle było zbudowane tak, żeby było przewietrzane - Bień projektował bloki "z różą wiatrów leżącą na mapie", uwzględniając warunki klimatyczne i kierunki przewietrzania. Tego w późniejszych czasach nie naruszono - ale obok osiedla obecnie powstają apartamentowce, które właśnie zagradzają drogę tym wiatrom, bo zaplanowano je w układzie odwróconym o 90 stopni. Czyli i tak poszło się ... wiecie co.
Proces był sensacją, pisano wówczas na ten temat bardzo wiele, a na YT znalazłam krótki materiał na ten temat:
Tu natomiast jest pełen materiał.
Jako mieszkanki osiedla nie od początku, bo od 1988 chyba roku, ciekawostką dla mnie był opis drogi reporterów do pracowni Bienia w 1977 roku, według wskazówek samego architekta:
Od pętli tramwajowej w Bronowicach krzywym chodniczkiem w dół, obok pawilonu Argedu. Arged tu mają zamiast targowiska [...] Pawilon jest duży, import z NRD. Parę lat temu Kraków dostał ich kilka [...] w czwartym, właśnie na Widoku sprzedaje się garnki, wiadra, syfony [...]. Mijamy pawilon, bloki Chodorowskiego, skręcamy w lewo i wreszcie jest falowiec - złamany w dwóch miejscach , najdłuższy budynek osiedla. Pracownie są na dachu. Bień zaprojektował ich kilka czy nawet kilkanaście, wykorzystując w tym celu puste przestrzenie pomiędzy wystającymi ponad budynek pomieszczeniami maszynowni wind. Ryzykował, bo nie było zgody inwestora. - Będzie to pana drogo kosztować. Jak nie przyjdzie pozwolenie, zapłaci pan za projekty z własnej kieszeni - krakał nad Bieniowym uchem dyrektor. Ale pozwolenie przyszło.
W ramach rozglądania się za mieszkaniem oglądaliśmy takie właśnie w łamańcu, do którego przynależała pracownia na dachu... Ale było dla nas za drogie. Mój Boże, jaka szkoda, ileż tam książek by się zmieściło 😁 A do Argedu przyjeżdżali ludzie z całego Krakowa, bo był świetnie zaopatrzony (jak na tamte czasy).
Początek:
Koniec:
Wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979, strony od 7 do 65
Z własnej półki (z "mojej" knihobudki)
Przeczytałam 16 września 2026 roku
Taka niespodzianka w niedzielny poranek 😍
I ja teraz nie wiem, która to z czytelniczek 😁 Czy w komentarzach się podpisuje inaczej czy też raczej nie komentuje 😉
Swoją drogą ta grupa leży odłogiem z mojej strony ostatnio... scrolluję FB w poszukiwaniu praskich ciekawostek, a resztę pomijam - tak, bo jako emerytka (bez działki) nie mam czasu 🤣🤣🤣 I co ja niby robię przez cały boży dzień? Ludzie kochani, w tym wieku wszystko robi się wolniej, weźcie to pod uwagę!
Przekroczyliście dzisiaj dwa i pół miliona wyświetleń, a ja raźnym krokiem zbliżam się do dwóch tysięcy postów 😎 Tyle donosów ze statystyk, a co mówią donosy z życia emerytki?
Że umyśliła sobie jakoś w sierpniu w Pradze, że musi zawiesić w domu mapę tejże. Że ładnie pięknie z mapą w telefonie, ale wolałaby mieć pod ręką taką większą całość, bo czasem zapomina, gdzie jakaś peryferyjna dawna wioseczka, a obecnie część Pragi, leży. No i w ogóle. Porozkładała wszystkie posiadane plany, co to je kiedyś kupowała za każdym pobytem w Pradze nowe i wytypowała dwa. Żeby jak najmniej obcinały właśnie te peryferie. Pierwszy okazał się za szeroki na ten kawałek ściany, który jest jeszcze do dyspozycji (117 cm), drugi się zmieści, bo ma wymiary 97 x 67 cm.
Zaczęła obdzwaniać pobliskie oprawy obrazów. W pierwszej powiedzieli, że jednak lepiej pod szkło niż pod pleksi, bo to ostatnio się brzydko starzeje, i chcieli za to coś jak 430 czy 470 zł (emerytka zapomniała, ile konkretnie). W drugiej ładnie poopowiadali, że dadzą mapę na piankę, przykryją laminatem i z "podstawową" ramką to będzie 570 zł. Emerytka była nawet gotowa wyszarpnąć tę kwotę ze skarpety (czego się nie robi dla hobby), ale przyszedł listonosz (he he) i powiedział, żeby nie była głupia, że znajdzie się taką gotową ramę w internecie za stówkę, dopłaci coś tam za przesyłkę i gitara. Zaraz nawet zaczął szukać i przesłał mi jakiś link esemesem. Znaczy tak powiedział, a emerytka się nawet dziwiła, że nic nie słyszy z leżącego w pobliżu telefonu, ale nie dociekała. A jak listonosz już poszedł, zadzwonił telefon stacjonarny i coś tam mumlał - a mianowicie przekazywał treść esemesa w postaci adresu tej strony internetowej - bowiem pan listonosz ma zapisane oba telefony moje i nie zwrócił uwagi, na który śle 🤣
Swoją drogą chyba mi już ten stacjonarny niepotrzebny? Tylko nie chce mi się zabrać za kasowanie go, zwłaszcza że mam go od dostawcy internetu i opłata jest połączona, trochę się boję w tym grzebać...
W każdym razie póki co emerytka nie szukała w internecie, zajęta innymi pierdołami ważnymi i nie cierpiącymi zwłoki sprawami, aż tu pojechała do Ikei po karnisz (to osobny pomysł, ale mniejsza) i mówi do córki obejrzyjmy też ramy. A tam gotowiec w postaci 100 x 70 cm, "imitacja dębu", za 129 zł - bieremy!
No i teraz tak: dziś wsadzę do niej mapę, a jutro dzwonię do pana Krzysztofa, żeby się umówić na wieszanie. Taki jest gryplan. Żeby pan Krzysztof nie przychodził jedynie do jednego wieszania (i nie wiedział, ile skasować za taki drobiazg), dorzucimy mu jeszcze ten karnisz i może coś więcej się znajdzie 😂 Oj napoci się chłop.






W mysl :Nic co ciekawe nie jest nam obce”. :))) Pamietam.Czytalam.
OdpowiedzUsuń😀😀😀
Usuń"Swoją drogą chyba mi już ten stacjonarny niepotrzebny? Tylko nie chce mi się zabrać za kasowanie go, zwłaszcza że mam go od dostawcy internetu i opłata jest połączona, trochę się boję w tym grzebać..."
OdpowiedzUsuńJa też bym nic nie ruszał. Z pamięci piszę (zawodnej), że płaci się taniej za trójpak: TV (kablówka)+telefon+internet. Ale mogę się mylić. I jeszcze - mój LOKALNY dostawca internetu ma cenę = cenie internetu z dodatkami od dużego dostawcy, ALE mam do niego numer telefonu i jak się coś zepsuje to "Halo, Panie Krzysztofie, nie działa". Pan Krzysztof robi od ręki magiczne-informatyczne "pstryk" i działa.
Tymczasem boję się przechodzić przez mękę zgłaszania, że coś nie bangla na infolinii i czekać dniami na serwis.
"Bień projektował bloki "z różą wiatrów leżącą na mapie", uwzględniając warunki klimatyczne i kierunki przewietrzania."
Lata temu, w podstawówce będąc, w Krakowie zapamiętałem od oprowadzającego przewodnika, że w XIX wieku rajcy krakowscy umyślili zburzyć Barbakan (?) . Znany ówczesny architekt chciał pozostawić ten historyczny budynek musiał posłużyć się fortelem. Przekonał ich, że wiatr będzie wpadał w krakowskie ulice i nieobyczajnie unosił odzież ich córek i żon. Z pomysłu przewietrzania ;-) zrezygnowano.
I teraz się zastanawiam - czy to był Barbakan i czy w XIX-wiecznym Krakowie.
To pisałem ja - Nieryba i pozdrawiam.
Usuń@Nieryba, dobrze pamietasz z tym Barbakanem, zwanym Rondlem. Wiatry w Krakowie byly zawsze wazne.
UsuńMam taka ksiazeczke Mieczyslawa Czumy i Leszka Mazana pt. Pepek swiata nazywa sie Krakow. (Krakow 2002) i tam pisza o tym przypadku tak:
„Kiedy na poczatku XIX w. przystapiono do burzenia otaczajacych miasto murow obronnych, wydano rowniez wyrok na Brame Florianska i Barbakan.... Leciwe obiekty... ocalil od zaglady profesor Feliks Radwanski.... Radwanski chytrze argumentowal rowniez, ze zburzenie tej fortyfikacji otworzy droge do Rynku wiatrom polnocnym, „ktore zwalac beda z nog, kobiety i dzieci wystawiac na czeste fluksje, reumatyzmy, a moze i paralize”. Nie bez znaczenia byl i argument, ze takie podmuchy podnosic beda tez damom suknie pod kkosciolem Mariackim.”
=> Nieryba
UsuńNo właśnie. U mnie to jest dwupak czyli internet + telefon, ale diabli wiedzą, czy sam internet nie kosztowałby tyle samo, więc nie chce mi się za bardzo tego ruszać.
=> Echo
UsuńOwszem, był i taki argument 😂 Każdy dobry, by przekonać burzymurków!
Jeśli chodzi o stare książki to niewątpliwie jest Twój blog skarbnicą, ja sama kiedy coś przyniosę z knihobudki zaraz sprawdzam, czy coś napisałaś (I zazwyczaj tak jest). Czytanie i pisanie tu to juz rytuał, nie mam też gdzie i z kim gadać o książkach. Pani Ewa może być pod pseudo lub nie komentować (jak ja z 10 lat😁).
OdpowiedzUsuńExpressy Reporterów oczywiście czytało się. Dziwne, ze nie ma hasła na Wiki, bo i nakłady były duże, i faktycznie było to popularne.
Nie wiedziałam, że Twoje osiedle takie ciekawe, szkoda że idee pana Bienia nie do końca zrealizowano. Czy wy od razu kupiliście dwa mieszkania w jednym bloku i żyliście jak Woody Allen z Mią Farrow, czy "Sąsiad" kupił sobie po rozwodzie?
Ja jako dziecko mieszkałam na warszawskim Mirowie (o którym tu czasem rozmawiam z Jackiem) na Osiedlu za Żelazna Brama. Wybudowanym na ruinach getta i Śródmieścia. Plany architektów też były przebogate, m.in wiszące ogrody na dachach i świetlice dla mieszkańców w każdym bloku, oczywiście w praktyce niczego takiego nie zrobiono z oszczędności. Zrezygnowano też niestety z balkonów. Mieszkania były jednostronne, jak się coś przypaliło, to wierzyło się otwierając drzwi wejściowe 😅 Kuchnie zaś były ślepe. Ale i tak dobrze, że nie zrealizowano pomysłu Gomułki, który Wikipedia co prawda nazywa urban legend ("osobiście naciskał na architektów celem ograniczenia „>>luksusów<< dla mieszkańców, włącznie z wprowadzeniem wspólnych łazienek, kuchni i ubikacji"). Może dlatego, że w trakcie budowy wyleciał z posady😎
Też mnie dziwi, że nikt dotąd nie pokusił się o napisanie tego hasła na Wiki. Mam jakąś książczynę o ruchu wydawniczym w PRL, muszę tam zerknąć, czy nie ma czegoś.
UsuńZ Sąsiadem jest inaczej. Mieszkanie tutaj kupiliśmy ze Ślubnym - czyli całkiem inną osobą 🤣 Sąsiada poznałam po rozwodzie, on tu mieszka praktycznie całe życie, w każdym razie od początku osiedla. W tym samym bloku, ale w innej klatce. Z rodzicami i siostrą, a teraz już tylko z mamusią 😂
Ja nie wiem, czy urban legend... W tym samym reportażu wspomniany jest budynek na gdańskich Szuwarach. Żeby było oszczędnie, zamiast łazienki w każdym mieszkaniu zaprojektowano urządzenia kąpielowe wyposażone w brodzik i natrysk, przeznaczone do wspólnego użytku przez 5 mieszkań! "Projekt zrealizowano - koszty przekroczono", piszą. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałam, a i teraz nie umiem nic znaleźć w internecie. Pewnie nie umiem właściwie zadać pytania 😁
A to pokręciłam z tymi Twoimi facetami, ale powiem Ci, że taki sąsiad, nawet ex, ale jakoś tam zaprzyjaźniony, to niegłupia opcja😅 jakby co to się wdrapie na parapet.
UsuńJa o wspólnych łazienkach w blokach z lat 70. nie słyszałam, choć na wczasach albo w akademikach to było normalne. Teraz ponoć się zdarza w sanatoriach, jest to jedna z rzeczy, które mnie odstraszają od próby starania się o wyjazd (wspólny pokój z obcą osoba też jest nie do przeskoczenia, choć jedna moja koleżanka to lubi, "jest weselej"🤭).
Jakbyś znalazła info o Expressie Reporterów w konkretnej książce, to mogłabyś sama zrobić hasło na Wikipedii, ja kilka stworzyłam, tylko bez konkretnych źródeł nie puszczą.
Zniechęciłam się do robienia haseł na Wiki już lata temu, z tym że nie pamiętam, z jakiego powodu 😂 Może czekanie na zatwierdzanie? Dostać zatwardzenia prędzej 🤣
UsuńNatomiast doskonale pamiętam, że na Filmwebie trzasnęłam tym o podłogę, bo uzupełniałam braki w filmie radzieckim podając źródła rosyjskie, najbogatsze przecież w tym temacie - to nie, odrzucane, bo preferowane IMDb, choć tam wielu filmów nie znajdziesz. Może to się zmieniło od tamtej pory, nie wiem, ale Filmweb w ogóle mnie wkurza maksymalnie, straszne to jest dziadostwo.
Wspólny pokój w sanatorium, weź nawet nie rozśmieszaj (a raczej nie strasz)! W życiu.
W akademikach wspólne łazienki to było normalne, jasne. Na pierwszym roku mieszkałam w Nawojce, to tam były właśnie takie duże łazienki dla wszystkich. Natomiast gdy już później mieszkałam w Piaście - o tam było luksusowo, bo były tzw. składy po dwa pokoje (2- i 3-osobowe) ze wspólną łazienką i przedpokojem. A na Miasteczku Studenckim jeszcze wcześniej to składy ze wspólną łazienką bodajże po 4 pokoje, ta łazienka była wtedy przechodnia.
Czeszka jak jedzie do Pragi to mieszka u kapucynów na Hradczanach i tam są wspólne łazienki w korytarzu, co mnie odstrasza skutecznie (ale chyba o połowę taniej jest).
Przypomniałam sobie, że kiedyś pojechałyśmy z córką do Lanckorony na weekend do takiego pensjonatu, przeuroczego, drewnianego, z cudnym ogrodem na stoku. I tam właśnie była wspólna łazienka na korytarzu. Ale akurat byłyśmy jedynymi gośćmi, więc jakoś to nie przeszkadzało bardzo. Dziś nie wiem.
Na 117 centymetrach to by się porządna półka na książki zmieściła :D
OdpowiedzUsuńW Katalogu BN najstarszy tomik serii Ekspres Reporterów jest z 1976 roku, więc może jednak coś źle sobie zapisałaś.
A weź, nawet nie mów!
UsuńZachowałam ten kawałek PUSTEJ ściany z myślą, że w życiu tam nie dołożę regału, bo już naprawdę byłyby wszędzie, z każdej strony.
I tak będę musiała się dobrać do tych ER w drugim rzędzie, żeby rozkminić, czy da się tam dopchać te nowe, więc sprawdzę.
Tak, źle zapisałam. A raczej - wpisując go na miejscu książki, którą wyniosłam, nie zmieniłam roku. Ani nawet wydawnictwa i etykiety 😁
UsuńAż sobie wyszukałam to osiedle w necie. Takie małe miasto w dużym mieście 🫣😄
OdpowiedzUsuńW sumie tak, masz rację. Można tu żyć nie jeżdżąc "do miasta", jeśli się nie potrzebuje czegoś ekstra. W ciężkich czasach i Pewex tu był... Dziś w jego miejscu Żabka i ZIKO 😂 Wyższej Szkoły Gotowania na Gazie tylko brakuje.
UsuńNawet pomnik mieliśmy (Koniewa). W tym roku zburzono w końcu wielki cokół po nim, a co powstanie w tym miejscu, kto wie. Jedni mówią park, inni - pomnik strażaka 🤣 Kuźwa, ludzie bez pomników nie mogą żyć!
/jeszcze inni, że pewnie blok postawią, co gorsze od pomników/
Bardzo ciekawe informacje i od razu porównuję z fuszerkami na swoim osiedlu! masakra!
OdpowiedzUsuńRamka bardzo ładna, a te usługi, to chyba żart!
A masz jeszcze miejsce na ścianie?
Fuszerki obecne były wszędzie, Bareja miał używanie.
UsuńZresztą i w obecnie projektowanych budynkach widuje się niezłe kwiatki. I nie mówię tu o patodeweloperce, bo to jeszcze odrębna kwestia, ale o przedziwnych rozwiązaniach planów mieszkań, które można pooglądać na YT na przykład u Agnieszki Koniecznej.
No mam zachowany (dla potomności?) kawałek ściany. Plan był taki, że powstanie "ściana boho" i nawet nabyłam przed laty pewne elementy do zawieszenia na niej, ale potem przyszedł Ojczasty i sprawa została zawieszona. W sumie dobrze się stało, bo teraz nie miałabym miejsca na mapę 😁
Po drodze jeszcze myślałam nad powieszeniem tam gobelinu, nie znalazłam żadnego fajnego (żeby nie kosztował od razu 15 tysięcy). Tak że hura, Praga na ścianę!
Świetny pomysł z tą mapą Pragi. Ja mam, na razie ściągniętą na kompa zdaje się z Polony, starą piękną mapę Warszawy. Chcę wydrukować, oprawić i powiesić jak już się z Warszawy wyprowadzę (jeśli😆)
UsuńNo właśnie, każdy od razu pyta - czy to stara mapa 😁 A tu nie żadna stara (jak w Dyrekcji Policji w serialu o przestępstwach w międzywojennej Pradze), tylko nowa, bo do użytku, a nie podziwiania 😂
UsuńAle Twój przypadek jest inny i rzeczywiście TYLKO stara!
Tak tak, u mnie to bylo z sentymentu, u Ciebie, wiadomo, użytkowo
UsuńTe ceny za oprawe sa niewiarygodne!!!!! Ciekawe ile ludzi sie lakomi. U nas robia oprawe za o wiele mniej. Takze gdy chodzilam do pewnego punktu gdzie mi powiekszano zdjecia z telefonu na takie wiekszego rozmiaru , wydrukowywano by powstalo takie do powieszenia, brano za to grosze a raczej centy. Gdy szlam dokupic ramke to bylo sprawa , zaleznie od rozmiaru, kilkunastu dolarow a oprawic samemu kazdy potrafi. Ta pokazana na zdjeciu pewnie by w USA kosztowala ok 15 $ .
OdpowiedzUsuńJak ktoś chce mieć zrobione porządnie, to zapłaci - przypuszczam.
UsuńWczoraj odpakowałam te ramę i dałam mapę do środka - czy ona nie będzie się opuszczać wisząc? Oto jest pytanie. Bo ma malutki zapasik po bokach.
Rozmyśliłam się co do wołania dzisiaj pana, żeby powiesił, bo pada i naniesie mi błocka 😂 Z tego samego powodu ukrywam się przed listonoszem 🤣
Mam ścianę z rodzinnymi zdjęciami w ramkach i widzę, że przydałoby im się passe-partout, zawsze to lepiej wygląda. Ciekawa jestem, ile by sobie w takiej 'oprawie obrazów' za to policzyli. Sama tego nie przytnę... Kolega z pracy zrobiłby mi to pięknie, ale gdybym nad nim stała, bo zostawić mu to prawie przepadło na lata 🙄 Zresztą potem problem z odwdzięczeniem się.
@Toprzeczytalam - Ja oprawiałam jakieś 2-3 lata temu we W-wiu reprodukcję obrazu Lucy M. Willes, tak ok. 30x40 cm, z passe-partout i szkłem z antyrefleksem i zapłaciłam 220 zł. I śmiać mi się chciało, bo umówioną miałam cenę na 200 zł, a przy odbiorze okazało się, że jest 270... Stanęło na 220, bo to para prowadząca zakład, więc doszliśmy do wniosku, że pomyłka była z ich strony (wyceniła ona, odbierałam od niego). Niemniej tę reprodukcję dostałam od pana na targu staroci za darmo. On chciał ją wręcz wyrzucić, bo uważał że brzydka 😄 To portret afrykańskiej dziewczynki, bo autorka portretowała wiele kobiet z tego kontynentu. Nie jakieś super arcydzieło, ale coś mnie w nim ujęło, a w połączeniu z tą konkretną ramą zyskała bardzo bardzo 😃 Czasami cena jest kwestią drugorzędną, chociaż zgadzam się, że te usługi do tanich niestety nie należą 🤷♀️
UsuńZnam takie numery... że oprawa kosztuje wielokrotnie więcej 😂 Kiedyś kupiłam na allegro książkę za 1 zł (z odbiorem własnym), po czym zaniosłam do introligatora, choć nie była w koszmarnym stanie, ot broszurowo wydana, a chciałam mieć ładniejszą.
Usuńaktualnie wsadzam w plast. antyramy i tanie plast. ramy, bo mam kilkadziesiąt prac, plakatów do oprawy, i niestety wsadzam generalnie w plast. szkło w antyramach jest niebezpieczne. a w ramach drogie bardzo. więc zamieniam z żalem.
OdpowiedzUsuńJa się w ogóle bałam tego szklanego ciężaru na ścianie, więc trudno, wolałam plastik.
UsuńMój tata jak wbije hak pod obraz, to można hamak powiesić 😄 Więc mi nie straszna żadna szklana antyrama, a miałam kilka, naprawdę sporych 🙂
UsuńMój nie miał takich zdolności i chyba nigdy w życiu haka nie wbijał 😁
Usuń