sobota, 22 sierpnia 2026

Kornel Makuszyński - Szaleństwa panny Ewy

Makuszyński... specyficzny jest. To już jest w dużym stopniu autor nie na nasze czasy, nie tylko dlatego, że akcja jego powieści rozgrywa się jeszcze przed wojną - ale że jego świat jest pełen dobrych ludzi, którzy przygarniają panienkę z ulicy czy po latach spędzonych w odosobnieniu i w pewnego rodzaju nienawiści czy niechęci do reszty świata nagle odkrywają w sobie - oczywiście pod wpływem radosnej nastolatki - pokłady dobroci i finansują czy to młodych adeptów malarstwa czy chore na gruźlicę dzieci. Mnie osobiście jednak nie zachwyca ten egzaltowany styl, to po prostu baśnie z tysiąca i jednej nocy 😏

Co do treści Szaleństw Wikipedia podaje, że:

Szesnastoletnia Ewa Tyszowska, córka znanego mikrobiologa, w związku z rocznym wyjazdem ojca do Chin zostaje umieszczona w domu państwa Szymbartów. Po wielkiej awanturze z panią Szymbartową Ewcia decyduje się na ucieczkę przez okno. Na jej drodze pojawia się malarz Jerzy Zawidzki. Od tej pory życie Ewci obfitować będzie w różne szaleństwa, a ona sama pomoże napotkanym ludziom w sprawach z pozoru beznadziejnych. W szczególności pomaga Jerzemu rozwiązać jego problemy finansowe (poprzez przekonanie wierzyciela do zakupu prac malarza) i jego problemy sercowe związane z piękną córką sąsiada.

No to sami widzicie. Oczywiście ma to swój urok, a myślę, że w ciemnych czasach okupacji, gdy Makuszyński tę powieść pisał, mogło mieć szczególny wydźwięk. Jednakże po wojnie autor nie był w Polsce wydawany i dopiero po jego śmierci, już po odwilży październikowej, żona doprowadziła do publikacji.

Mam ten serial i nie wiem, czy się za niego zabierać, bo tyle mam rozbabranych (a w dodatku nie przepadam za Emilianem), ale to jedyna okazja. 

W zeszłym roku wyfasowałam gdzieś Pannę z mokrą głową, więc chciałabym ją jeszcze przeczytać, ale to już może w następne wakacje? Niewiele tych lektur na wakacje przeczytałam w tym roku, mam jeszcze w planie jedną (Dziewczyna i chłopak Ożogowskiej) i na tym będzie chwilowo kuniec.

Początek:

Koniec:


Wydawnictwo Lubelskie 1974, 263 strony

Seria "cieniowana" czyli Biblioteka Młodych

Z własnej półki (z antykwariatu za 3 zł w 2013 roku)

Przeczytałam 19 sierpnia 2026 roku



Skoro o książkach młodzieżowych, taki filmik mi się wyświetlił na YT: 

 

Też mam to wydanie Kapelusza za 100 tysięcy 😍

Obejrzałam też filmik o książkach na wakacje:

 

Ja to pamiętam trochę inaczej - nie tyle kupowanie w kioskach czy przywożenie z domu, co natychmiastowe po przyjeździe na wczasy zapisywanie się do miejscowej biblioteki. Zdaje się, że wpłacało się jakąś kaucję, ale to było jedyne ograniczenie. Owszem, jeśli gdzieś w księgarni trafiło się na coś ciekawego, to też się brało - wiadomo, w PRL-u było nieustanne polowanie na książki 😁 I tak właśnie w księgarni (bodajże w Gdańsku) znalazłam pierwszy podręcznik do włoskiego, który przez sentyment zachowałam do dziś.


Wpisuję do katalogu nowe czeskie nabytki i cóż odkrywam? Że jeden z przywiezionych w sierpniu kryminałów już w domu jest - przytargany w maju 🙄 Ale żeby nie było, ja przecież do każdego kolejnego zeszytu praskiego wklejam uaktualnioną listę:

Tylko wiecie, trzeba mieć podejrzenie, że kto wie, ta książkę może już mam - żeby na liście sprawdzić... Całe szczęście, że w obu przypadkach książki z knihobudki 😁 Tylko co ja mam z nią teraz zrobić.

W ogóle co mam z nimi wszystkimi zrobić. W katalogu brak najważniejszej informacji czyli gdzie się książka znajduje (znaczy znajdzie w jakiejś tam przyszłości)), bo póki co ułożyłam je na podłodze w tej wnęce pod filmami, ale jasna sprawa, że tam nie mogą być, choćby z tego powodu, że raz na tydzień jednak zdarza mi się umyć podłogę i za każdym razem musiałabym to najpierw uprzątnąć.

  

27 komentarzy:

  1. A ja ostatnio zdobyłam w knihobudzie Makuszyńskiego "Uśmiech Lwowa", książkę niewydawaną w PRL, zatem mi w ogóle nie znaną. I z dużą przyjemnością przeczytałam, też jest taka bajkowa i ciepła (nastolatek sam jedzie do Lwowa i wszyscy mu tam pomagają), ale jakie to urocze. No i kochany nasz polski Lwów💔

    Mam jeszcze na półce jego "Kartki z kalendarza", przedwojenne felietony, KIEDYŚ przeczytam.

    Co do ekranizacji to dla mnie najfajniejsze były z lat 50. "Awantura o Basię" i z 60. "Szatan z 7 klasy". No i rzecz jasna animowany "Koziołek Matołek"😄 Ten serial z Emilianem widziałam - grała tam fajna dziewuszka (za nim tez nie przepadam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kartki z kalendarza" też KIEDYŚ przeczytam 😉 Chyba że nie zdążę. Lwów nie zajmuje ani kawałka mojego serca, tak się złożyło... ale wierzę, że książka mogła być urocza.
      Już już się zabierałam za serial, ale sobie przypomniałam o obietnicy (złożonej samej sobie), że raz w tygodniu obejrzę włoski film i że to właśnie jest ten dzień 🤣 W międzyczasie lunęło, ale wychodzi znów słońce i poszłabym na spacerek. Jutro może córcia wróci (albo pojutrze) 😍

      Usuń
    2. Akurat wczoraj mi się napatoczył na YT ten serial z lat 60. "Szatan z siódmej klasy", ale obejrzałam tylko kawałek. Dziwnie wyglądała klasa dorosłych facetów, udających sztubaków. :-D Zachowanie uczniów przed wejściem nauczyciela do klasy skandaliczne: wszyscy tańczą, biją się, wymachują krzesłami. A to niby te dawne dobre czasy. ;-)

      Usuń
    3. Film znam, ale czy serial oglądałam - zabij, nie pamiętam.

      Usuń
    4. Sorry, oczywiście że film a nie serial.
      Józefina

      Usuń
    5. Z tym, że serial istnieje, tylko nowy, z 2006 roku. To pewnie nie widziałam. Z Malajkatem.

      Usuń
  2. Makuszyński prezentuje taki świat, jakim chciałabym, aby był.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Chcielibyśmy. Tyle że on nigdy taki nie będzie. Nawet w "Obłoku Magellana".

      Usuń
    2. Z całą pewnością nie będzie, a ja nie nadaję się do życia w takim, jaki jest. No i szach-mat!

      Usuń
    3. Alem nie masz wyjścia.
      To znaczy wyjście jest, ale do de.

      Usuń
  3. Nie masz racji! Polacy są nadal tak samo dobrzy, uczynni jak przed wojną, albowiem immamentną cechą narodową polskiego charakteru jest gościnność. Co można wyczytać w sławnym raporcie "Polaków portret własny". Cytuję:
    Gościnność w polskiej kulturze transcenduje zwykłą uprzejmość czy sformalizowaną usługę. Jest to głęboko zakorzeniona w tradycji praktyka otwartości, gotowości do dzielenia się dobrem materialnym i emocjonalnym, nawet w warunkach własnego niedostatku.
    :P
    Kobieto małej wiary!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie dzisiejszy tytuł w Wybiórczej, nawet bym nie wiedziała, o czym mówisz 🤣
      PS. A teraz spróbuję sobie przełożyć na polski pierwsze zdanie.

      Usuń
  4. Kanał na Youtubie "Esa czyta" to obok "Czytam i piszę" mój ulubiony - bo omawia stare książki.
    Serial "Dziewczyna i chłopak" teraz jakoś właśnie leci w telewizji z okazji wakacji. Też jeden z moich ulubionych, ze względu na ten niepodrabialny klimat PRLu czyli dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Esa czyta - wrzuciłam sobie wczoraj jej filmik o zakupach w krakowskich antykwariatach i szczęka mi opadła, gdy zobaczyłam tło... tak by sobie człowiek mieszkał 😉 Mignął mi też tytuł o nowym regale na książki i muszę się temu przyjrzeć, bo przy tej okazji może będzie więcej o jej książkowych zbiorach.
      Czytam i piszę sprawdzę.

      Czeszka jak była to mówiła, że chciałaby ten serial sobie kupić i pytała, gdzie w Krakowie jest jakiś sklep z dvd (nie mam pojęcia), ale jak zaczęłam szperać w internecie to okazało się, że tanio nie ma. Bodajże 130 zł. Ona pewnie myślała, że jak na dvd to będą przynajmniej polskie napisy (jak u nich są zazwyczaj czeskie dla niesłyszących) - ha ha ha.

      Usuń
    2. Czytam i piszę znam 😁 Tylko nie pamiętałam nazwy... Emerytowana nauczycielka. Od czasu do czasu coś mi się wyświetli (zasubskrybowałam).

      Usuń
  5. Szaleństwa znam z filmu, świetna obsada była!
    Na pierwszych naszych małżeńskich wczasach biblioteka była w szafie w świetlicy, a tam same Harlekiny, domki w lesie, wczasy 2 tygodnie, no cos musiałam czytać, ale to było ekstremalne doświadczenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim przypadku nie dziwię się słabemu wyborowi 😉 Las to las, biblioteki z prawdziwego zdarzenia nie było.
      Ale czekaj! Były już wtedy Harlekiny? 😐

      Usuń
    2. Były!
      jotka

      Usuń
    3. Jotko, mam podobne doświadczenie! Na początku lat 90. pojechaliśmy na wakacje do rodziny, do świeżo wybudowanego domku letniskowego, jeszcze pachniał drewnem. A tam na półce - same Harlekiny. :-D Z braku laku dobry kit, jak to mówią, więc wzięłam się za czytanie jednego, ale nawet i tego nie zmogłam... W sumie nie wiem czemu, byłam wtedy nastolatką, ale to musiało być zupełnie nieczytable.
      pozdrawiam,
      Jozefina

      Usuń
    4. A ja - również w latach 90-tych, gdzieś tak w połowie pewnie - będąc w domu rodzinnym z małym dzieckiem na wakacjach przeczytałam całe 4 sztuki! Nie że nie było co czytać, ale sąsiadka miała te Harlekiny i postanowiłam się przekonać, z czym to się je 😁 Wystarczyło na całe życie.

      Usuń
    5. Chyba żadnego Harlequina nie przeczytałam. Chociaż... kiedy z hukiem weszły na rynek, może? Nie pamiętam 🙈
      Ale za to w dzieciństwie czytałam u babci tzw. przez nią kurcmalerki, czyli romanse autorstwa Jadwigi Courts-Mahler. Byly to tłumaczenia jeszcze sprzed wojny. I po latach, będąc w Berlinie kupiłam z sentymentu takie romansidło, gdzieś je chyba jeszcze mam.
      Na wakacjach uwielbiałam biblioteki w ośrodkach wypoczynkowych, zaczytywałam się kryminałami i Czajką-Stachowicz.

      Usuń
    6. Harlequin to ogrody miłości...
      To jedyny slogan reklamowy tej serii jaki zapamiętałam 😁 Przeczytałam może ze trzy, przy czym pierwszy z lekkim zapałem, bo to było coś nowego na rynku. Drugi z lekkim zdziwieniem, bo czułam się tak, jakbym znowu ten pierwszy przerabiała, tylko z innymi bohaterami. Przy trzecim zrozumiałam, że nawet jeśli będzie ich trzysta, to wszystkie będą w ten sam deseń 😄😄 Porzuciłam w połowie i na tym się skończyła moja przygoda z serią z Pierotem 😄

      "Szaleństwa..." niekoniecznie, ale już "Szatana..." bardzo lubiłam i czytałam kilka razy, film też widziałam kilka razy i za każdym razem mam banana na gębie kiedy słyszę jak nastolatkowie zwracają się do siebie per pan/pani 😂

      Usuń
    7. => Agata
      Te kurcmalerki (fajne określenie) często widuję z knihobudkach. Podobnie jak Harlekiny 😉

      Usuń
    8. => Aśka
      Te Harlekiny to zdaje się dzielą się na 4 rodzaje (mniej i bardziej odważne), więc istnieją 4 "desenie" 🤣

      Film bardziej pamiętam niż książkę, ach, ta Pola Raksa!

      Usuń
    9. Szatan wciąż jest lekturą, pamiętam jak tłumaczyłam synowi tę 7. klasę, bo się dziwil, że 14-latek taki samodzielny i romansowy. Adaś miał zdaje się 17 lat

      Usuń
  6. Makuszyński - oczywiście Szatan z 7 klasy - dotąd mile wspominam, również film.
    I jeszcze Panna z mokrą głową -- dobre, ale już nie tak.
    Szaleństwa panny Ewy wydawały mi się takie... pisane na siłę.
    Był jeszcze List z tamtego świata - taki sobie.
    A Koziołka Matołka zdecydowanie nie lubiłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tę "Pannę z mokrą głową" przeczytam choćby ze względu na stare wydanie. A "Listu..." nie znam. I nie mam 😉

      Usuń