czwartek, 17 września 2026

Erle Stanley Gardner - Případ zvědavé novomanželky

Rozglądam się, co by tu wziąć po czesku do czytania (a jak już wspominałam - wybór mam ogromny 😁) - pada na Gardnera, w ten sposób ubiję dwie muchy (po fińsku Lyödä kaksi kärpästä yhdellä iskulla*). Dochodzę przy tym do wniosku, że jednak książki wydane porządniej, nie broszurowo, lepiej się czyta 😉 i że zbytnio się niegdyś spieszyłam łapiąc co w rękę wpadło. Jak brzydko wyglądają na półkach takie obszarpane miękkie tomiki... Ale ten Gardner ma twardą okładkę i jest jak nowy, więc OK.
* a czego odpowiednikiem jest Olla pulla uunissa czyli dosłownie 'mieć bułeczkę w piekarniku'? 


Polski tytuł to Sprawa przedziwnej mężatki. Do adwokata Perry Masona zgłasza się młoda kobieta, twierdząc, że przyszła po poradę dla koleżanki, po czym ucieka nie chcąc podać żadnych konkretnych informacji. Ale że wcześniej zostawiła u sekretarki zaliczkę 50$ Mason przystępuje do pracy - śledczej. Im dalej w las, tym więcej tajemnic wychodzi na jaw. Rhoda niegdyś wyszła za mąż za oszusta, który wkrótce zniknął z jej pieniędzmi i po 7 latach podała sprawę o uznanie go za zmarłego, po czym wyszła ponownie za mąż. Ale wtedy ten pierwszy mąż znów pojawił się na horyzoncie i zaczął ją szantażować. Gdy zostaje zabity (pogrzebaczem), wszystko wskazuje na Rhodę...

Zajrzałam do swojego katalogu i okazuje się, że mam tę książkę również w oryginale - jako jedną z nielicznych powieści (a nie lekturek) po angielsku. Tak mi się kiedyś wydało, że może któregoś pięknego dnia zdołam ją przeczytać. Ha ha ha. Mam też po angielsku Love Story - z tym może będzie łatwiej, tym bardziej, że o połowę prawie cieńsza? 

Początek:

Koniec:

Wyd. Melantrich, Praha 1997, 212 stron

Tytuł oryginalny: The Case of a Curious Bride

Na czeski przełożyła: Olga Fialová

Z własnej półki (kupione online 15 października 2025 roku w Ulubionym Antykwariacie "11" za 22 korony minus 20%)

Przeczytałam 16 września 2026 roku


Najnowsze nabytki 

Skoro Gardner, to proszę oto - z "mojej" knihobudki przyniosłam takie trzy sztuki:

Wakacje w Borkach są na liście lektur wakacyjnych, więc fajnie, będą na przyszłość. W cztery oczy chapnęłam, bo cieniowana seria, w domu przeglądam i co się okazuje, to poradnik dla dziewcząt, a nie żadna powieść (możliwe, że miałam z nim do czynienia w nastoletnich latach), więc nie ma powodu go trzymać; już wyniesiony z powrotem. Zostaje Sprawa ostrożnej kokietki. Zaglądam na Wiki, a tam dowiaduję się, że wyszła u nas również pod tytułem Zalotna rozwódka - i w moim katalogu takie właśnie wydanie figuruje. Jak tak można, pytam się?! Teraz muszę wyciągnąć tę Zalotną gdzieś tam z drugiego rzędu i zdecydować, które wydanie zostanie. Właściwie to bym chciała zachować oba, ale czy w mojej sytuacji metrażowo-lokalowej mogę sobie pozwolić na takie luksusy?

Ktoś podrzucił potem kolejnego Gardnera, a i z Chińskiej papugi się cieszę, choć w marnym jest stanie. A co tam.


W "mojej" knihobudce pojawiła się też Ania, którą zabrałam na podmiankę, bo miałam albo w pojedynczych egzemplarzach (co samo w sobie nie jest złe, ale były bez obwolut) albo nieco gorszych 😉 Te moje, które zaniosłam, też zresztą natychmiast zniknęły. Czyli Ania ciągle na topie. Albo też ktoś w moim wieku zabrał z sentymentu...


I dalej z budki. Znów pojawiły się Ekspresy reporterów. Albowiem ja ich już nazbierałam wcześniej 27... Tym razem wzięłam tylko cztery sztuki, ale wyobraźcie sobie, że w pierwszym, który otwarłam, jest reportaż Krzywy uśmiech Bienia - tego Bienia architekta, którego nekrolog pokazywałam. A krzywym uśmiechem Bienia nazywano nasze osiedle 😁 Tak że idzie w pierwszej kolejności do czytania!

 

Ekspresom reporterów towarzyszyły jeszcze inne drobiazgi reporterskie oraz czeska dla dzieci (czytałam kiedyś z biblioteki, tylko tamta miała twardą oprawę) 😍

 

No i ostatnie to kolejne cztery pozycje z serii z koniczynką:

Będzie tego dobrego... Przybywa i przybywa. Teoretycznie, jak się nad tym zastanawiam, to uznaję, że BIERE książki w kilku zaledwie rodzajach: czeskie oczywiście, kryminały (zwłaszcza z PRL) i reportaże. Ale to tylko teoria, a w praktyce tu się trafi coś z serii, która jest obecna u mnie, tam jakieś dziecinne, co zawsze chciałam mieć, tu jakaś kucharska, tam podręcznik językowy czy słownik... i tak coraz więcej. Bieda. Że też ja się nie zgodziłam wtedy, gdy brat proponował, że kupi nam większe mieszkanie 🤣 


Tymczasem usiłowałam rozkminić termin przyszłorocznego Dnia Architektury w Pradze, żeby zrobić szybciutko rezerwację u sióstr. W tym celu wyszukałam terminy z poprzednich kilku lat oraz jakie to były dni tygodnia - no takie mają zajęcia emerytki 😂


Wyszło mi, co wyszło i napisałam do hotelu o pokój 29 IX - 6 X 2027, zobaczymy, co z tego wyjdzie finalnie*, bo hotel to jedno, ale załapać się na wybrany obiekt to już inna bajka, miejsca znikają w trybie mocno przyspieszonym. Oczywiście chodzi mi NAJBARDZIEJ o tę słynną kartotekę: 

W niedzielę wieczorem spuścili zapisy na tegoroczne zwiedzanie i zapomniałam zajrzeć, żeby zobaczyć, jak to idzie, w poniedziałek rano o 7.00 oczywiście śladu nie było...

* na razie wyszło tak, że mają dla mnie pokój od 29 września do 4 października; za miesiąc się wyjaśni, czy nie da rady do 6 X, jak chciałam. Jeśli nie, wyjdzie na to, że pojadę jedynie na 4 pełne dni, ale może to i dobrze, zwłaszcza, gdy będzie padać 🤣 Przyjmę, co będzie. Kartoteka pewnie i tam będzie w weekend.
 

W domu córka bez przerwy rozprawia o kocie... Teraz jest przerwa w wyjazdach do 30 października bodajże, zażyjemy rodzinnego życia 😁

 

39 komentarzy:

  1. Nic ino musicie sobie wziac kotka. Oczywiscie mowie to bedac mamusia Belli - ona bardzo mi umila zycie poza tym ma wspaniala opieke i milosc z mej strony odwdzieczajac sie tym samym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nie nie 😁 Żadnych więcej obowiązków! I żadnych ograniczeń (poza tymi, na które nie mam wpływu, np. zdrowotnymi).
      Córce musi wystarczyć Sissi od czasu do czasu 🤣

      Usuń
  2. Dolinę Tęczy prawie na pewno w podstawówce czytałem z tego wydania.

    W sumie to jednak dobrze, że u mnie tak obficie zaopatrzonych knihobudek nie ma. Brak pokus bardzo ułatwia życie, gdy ma się mały metraż :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. A tu jeszcze gdy wychodzę "na kroki" kończy się tak, że idę w kierunku kolejnych knihobudek... Teraz znowu do tej galerii jeżdżę, niby pod pretekstem, że do Auchana po bakalie... 🤣

      Usuń
  3. Ładne te Anie, też bym sobie podmieniła. Ja mam paskudy z lat 90., klejone (a jaka byla radość wtedy, że sie zdobylo - to były wspólne moje i mamy, bo i ona lubiła Anię) plus zachowane z dzieciństwa wydanie z lat 70.,dwa pierwsze tomy w jednym, kultowe (w wiadomej grupie FB), z ilustracjami Zieleńca i oczywiście w jedynym słusznym tłumaczeniu Bernsztajnowej.

    Też jestem za wzięciem KOTKA, sama natychmiast biorę jak mi się wyprostują sprawy rodzinno-lokalowe😸

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze dodam, że "Musisz to wypić do dna" (wg tej książki jest pierwszy odcinek "Drogi" z Gołasem) I "Wariatki..." mam, a reportaży zazdroszczę (uwielbiam te z PRL), czemu u mnie nie ma takich fajnych rzeczy w knihobudkach😭

      Usuń
    2. Kiedyś wzięłam z budki nowe tłumaczenie Ani, tak z ciekawości, ale nie wiem, czy się odważę do niego zajrzeć 🤣
      Nie pamiętam, czy pierwszy odcinek "Drogi" to ten o oszuście matrymonialnym... ale chyba nie? W każdym razie:
      Spokojnego nie znam dnia
      Na czczo spalam pety dwa
      I herbaty tak jak trza
      Nie posłodzę
      😁
      Niesamowite, jak pewne motywy tkwią w pamięci!

      Usuń
    3. "sama natychmiast biorę jak mi się wyprostują sprawy rodzinno-lokalowe"
      No nie wiem... będziesz uziemiona...

      Usuń
  4. Aktualny wpis mi sie wyświetlił, niesamowite, u Teatralnej tez!
    W cztery oczy, to był przebój dla nastolatek w podstawówce, w liceum była już Wisłocka:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie! Może wreszcie to naprawili?
      Wisłocką to zobaczyłam na oczy chyba dopiero na studiach 🤣

      Usuń
    2. My czytałyśmy na lekcjach pod ławka, bo była kolejka!

      Usuń
    3. Oj była to biblia, dobrze że pani Michasia to napisała😅 O 4 oczach nie słyszałam, natomiast dla mnie kultowa jest książeczka z NRD "Trzeba umieć sobie radzic". Gotowałam z nią już w podstawówce, robiłam różne ozdoby i pudełeczka, sprzątałam swój pokój- bardzo fajna i jakiś tak zachęcająco napisana. Muszę jej poszukać i ewentualnie sobie odkupić.

      Ps. Już jest The Doll, ale ja na razie się boję, poza tym wkręciłam się w Foyle'a. Na tą Lalę z Dorociński przejdę się do kina, myślę, że będzie bardziej w moim guście

      Usuń
    4. Jeszcze była taka seria, z której mam "Nastolatki gotują", ale też widziałam "szyją" i nie wiem, co jeszcze.
      A co do robienia pudełeczek, to pamiętam z podstawówki z prac ręcznych - sklejało się widokówki i zszywało, też robiliście?

      Córka mi mówiła wczoraj, że widziała - tylko 4. odcinek był, tak ni z gruchy ni z pietruchy, ale może już jest całość. Na razie się nie zabieram. Za to widzę mnóstwo memów ("ty chujcu borsuczy") 🤣
      Trzeba wziąć pod uwagę, że to NIE JEST EKRANIZACJA, tylko serial INSPIROWANY Lalką...
      Na film do kina zaprasza u nas darmowo osoby 60+ jakiś deweloper czy cóś, więc obawiam się, że projekcji może towarzyszyć pokaz garnków 🤣 toteż się nie zgłaszam.

      Usuń
    5. Chyba o to jest krytyka - że pod szyldem jednej z najlepszych powieści i jej bohaterów, nakręcono cos zupełnie innego. Zmieniono zakończenie, losy postaci, pousuwano kluczowe wątki, w tym procesu i lalkę. Poza tym trwa tak nachalna reklama we wszystkich możliwych mediach, że mnie odstraszyła😅 no ale spróbuję sobie własne zdanie wyrobić, są i głosy zachwytu.

      Usuń
    6. Na Wyborczej widziałam alarmujący tytuł, że Lalka Netflixa namiesza na maturze. Ciekawe, dlaczego miałaby. Chyba każdy nauczyciel przy omawianiu Prusa wyraźnie powie, żeby się serialem nie sugerować, że książka to co innego?

      Usuń
    7. Myślę, że po prostu Wyborcza grzeje temat, byle codziennie pisac o serialu, bo jestem pewna, że uczniowie będą prowadzani jednak na Lalkę kinową.

      Usuń
    8. A tak, o czymś trzeba pisać 😂

      Usuń
  5. Rozumiem, że ten kot to dekoracja ścienna?…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reklama jakiejś cukierni. Dlaczego wobec tego kot i książki, nie wiem, ale ładne 😍

      Usuń
    2. Też mi się podoba.😄

      Usuń
  6. "pulla uunissa" albo "olla pulla uunissa" (z ang.) "to have a bun in the oven" wskazuje na okreslenie kobiety w ciazy. :)) (zabawne okreslenie uzywane w jezyku potocznym).
    Z kolei "Lyödä kaksi kärpästä yhdellä iskulla" doslownie: ubic dwie muchy za jednym zamachem :))) to uzyskac rozwiazanie dwoch spraw za jednym razem :))) Podoba mi sie to okreslenie, bo wykonalnosc tego jest bardzo trudna. Trzeba byc naprawde sprytnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polski odpowiednik to "upiec dwie pieczenie na jednym ogniu", co może jest łatwiejsze w realizacji - jak duży ogień 😂

      Usuń
    2. ...i duzy glod i rozne upodobania. Zdecydowanie latwiejsze i smaczniejsze do wykonania!
      Moze finskich much jest tak duzo jak komarow?

      Usuń
    3. A co Ciebie wzielo na finski?

      Usuń
    4. @Echo, ta kobieta w ciąży jakiś film mi przywołała w pamięci. Było tam jakieś takie określenie ciężarnej - "ciasto w piekarniku" 😁

      Usuń
    5. @Aśka, to pewnie byl czeski film :)))))))))))))))))))))))!

      Usuń
    6. Nie żeby mnie jakoś wzięło na fiński 😁 trafiłam przypadkiem. A teraz sprawdziłam w swoim katalogu hasło FIŃSKI - nawet nie mam rozmówek, nie wspominając o podręczniku. Tylko jakiś słownik nieduży w obie strony. To dlatego, że jak wiadomo nie potrafię się oprzeć językowym pomocom naukowym, gdy na nie trafię w knihobudce 🤣

      Usuń
    7. Ja Wam dam czeski film 🤣🤣🤣

      Usuń
    8. :))) Polaczylam te dwa powiedzenia *) (gwiazdka) i zapytam: "mitkä ovat kaksoset tšekiksi?" (jak nazywaja sie blizniaki po czesku?)

      Usuń
  7. Starocia... i co z tego, kiedy czytane były i kochane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w każdym razie bardziej pociągają niż nowości 😉

      Usuń
    2. Właśnie oglądałam kilka dni temu wydane na fali lalkomanii nowe wypasione edycje (np. warszawska albo ze zdjeciami z filmu czy serialu, juz nie pamiętam - nie ma juz praw autorskich na Prusa,więc wydawcy szaleją) i pomyslalam sobie: jak to dobrze, że niedawno zdobyłam śliczne STARE Ilustrowane wydanie. Za darmo na dodatek😎

      Usuń
    3. Ja potrzebuję jeszcze Nocy i dni, bo mam owszem stare, ale paskudne.
      A Lalkę mam z Dzieł 10-tomowych, więc bez ilustracji. Ale te Dzieła kocham, tak jakoś. Z domu są. Niedawno ktoś przyniósł takie w całości do mojej budki... jak mógł się pozbyć 🤣

      Usuń
    4. Ooo brałabym dzieła😍Noce i dnie podmieniłam, bo miałam klejone rozwalone

      Usuń