Taką oto piękną książeczkę wyfasowałam, gdy poszłam na kroki do parku koło fortu. Twarda okładka z płóciennym grzbietem, bardzo dobrze mi się takie książki kojarzą z dzieciństwa. Na przykład Kubusia Puchatka mam takie wydanie, obie części.
Ktoś kiedyś dostał Hultaja jako nagrodę. MDK to pewnie Miejski Dom Kultury... Albo Młodzieżowy?
Od razu się zabrałam za czytanie i na początku byłam trochę zawiedziona - nie była to taka typowa książka dla dzieci /młodzieży, raczej wspomnienia z dzieciństwa, z dużą ilością opisów przyrody 😏 Ale powoli powoli rozsmakowałam się w tym i gdy nadszedł koniec, zrobiło się żal.
12-letni Sterling (pisze w pierwszej osobie) mieszka w Wisconsin z ojcem. Matka zmarła przed 7 laty, dorosłe siostry są już poza domem, a brat na froncie, bo jeszcze trwa I wojna światowa. Chłopak jest właściwie pozostawiony sam sobie, ojciec poza pracą zajęty jest pisaniem książki o Indianach (której nigdy nie wyda), a widząc, że syn jest bardzo samodzielny, nie zajmuje się nim specjalnie. Potrafi jednak dostrzec jego potrzeby i zabrać go na wycieczkę, żeby mogli posłuchać śpiewu lelka, albo na 2-tygodniową wyprawę samochodem nad jezioro. Pozwala mu nie tylko na budowanie kanoe* w salonie, ale też na prawdziwą menażerię w domu, więc gdy chłopiec przynosi do domu malutkiego szopa-pracza też nie robi z tego problemu. Co innego sąsiedzi, którym Hultaj pustoszy kurniki... w końcu więc przyjdzie się z ukochanym zwierzątkiem rozstać, ale zanim to się stanie, przeżyją razem cały rok wśród różnych przygód.
Nawiasem mówiąc, sądziłam z okładki, że tytułowy Hultaj to ten samochód 😁
* w przypisie jest wyjaśnienie, że słowo kanoe czyta się kenu... a ja całe życie dosłownie 🤣
Jeszcze dodam, że czytając ciągle myślałam o Jacku i jego wyprawach!
Doczytałam, że:
na podstawie książki stworzono anime, które w Japonii okazało się tak popularne, że zaczęto masowo sprowadzać tam szopy jako zwierzątka domowe - ich potomkowie żyją do dzisiaj i mają się dobrze we wszystkich prefekturach.
ale czy to prawda? Tak niby piszą na Wikipedii.
Distribution in Japan
In Japan, up to 1,500 raccoons were imported as pets each year after the success of the anime series Rascal the Raccoon (1977). In 2004, the descendants of discarded or escaped animals lived in 42 of 47 prefectures.[260][261][262] The range of raccoons in the wild in Japan grew from 17 prefectures in 2000 to all 47 prefectures in 2008.[263] It is estimated that raccoons cause thirty million yen (~$275,000) of agricultural damage on Hokkaido alone.
Początek:
Koniec:
Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1973, 184 strony
Tytuł oryginalny: Rascal. A Memoir of a Better Era
Przełożyła: Ewa Kołaczkowska
Ilustracje: Stanisław Rozwadowski
Z knihobudki
Przeczytałam 11 września 2026 roku
Film nakręcono oczywiście. Jest na wiadomej stronce, ale z angielskimi napisami tylko. Może w ramach ćwiczenia języka obejrzę?
Kolejne filmy online. Nr 23 to są wyłącznie włoskie i nie zwracajcie na to uwagi 🤣 Niektóre mają ocenę 4/10... no ale wiecie, trza się trzymać au courant. Albo jak mawiała jedna koleżanka au courvant.
Obejrzałam za to film z kartki nr 1 - japoński Survival Family z 2017 roku. Mamy przeciętną rodzinkę z przedmieścia Tokio, która pewnego ranka budzi się bez prądu. Nie działa nic, nawet budzik nie zadzwonił (baterie też wysiadły). Okazuje się, że sytuacja jest powszechna, aczkolwiek jak bardzo dowiadujemy się dopiero na końcu filmu - nie działają wszak środki masowego przekazu i jest jak w czeskim filmie - nikt nic nie wie. Najpierw wykupywanie w sklepach świeczek i gotowego jedzenia, a potem, wzorem innych, w drogę (bo plotka niesie, że w Osace prąd jest). A więc film drogi, który jak zwykle niesie obraz przewartościowania wszystkiego (a zwłaszcza relacji rodzinnych), gdy trzeba walczyć o przetrwanie. Interesujące popatrzeć, jak to mogłoby wyglądać w odmiennej kulturze. Są polskie napisy, więc bez męki 😉
A skoro Japonia, to jeszcze inny film - Touch [Dotyk] z 2024 roku, islandzki, ale przenosimy się do Japonii, gdy lekarz sugeruje bohaterowi, by uporządkował jak najprędzej swoje sprawy, więc ten postanawia coś jeszcze w życiu odnaleźć - miłość sprzed 50 lat, młodą Japonkę poznaną podczas studiów w Londynie. Na tym uczuciu położyła się cieniem Hiroshima. Jest to taki snuj, ale sympatyczny, coś dla miłośników romantyzmu w życiu 😁 Napisy PL2.
Na YT trafiłam przypadkiem na idealny film na początek roku szkolnego - Anička jde do školy z 1962 roku. Przeuroczy 😍 Anička właśnie przenosi się z rodzicami do Pragi, gdzie zacznie naukę, a w rodzinnej wsi został jej ukochany piesek. Pierwsze kontakty z rówieśnikami na praskim blokowisku może nie są zachęcające, ale dziewczynka jest bystra i radzi sobie doskonale. Film powstał według książki, więc oczywiście będę na nią polować!
Z nowości skusiłam się na amerykańskie Zaproszenie [The Invite], z polskimi napisami (PL1). Że takie w stylu Woody Allena. Do małżeństwa w kryzysie przychodzą na kolację nowi sąsiedzi... i zaczyna się psychodrama. Nic nowego, tyle że można popatrzeć na dobrą grę.
I drugi tegoroczny film - Tuner [Stroiciel sejfów]. Dobrze żarło na początku, nawet przekonał mnie do siebie Leo Woodall w roli stroiciela fortepianów z nadwrażliwością słuchową, który odkrywa, że może również - otwierać sejfy, co poprowadzi go ku zgubie oczywiście. No, ale schemat za schematem. Miło było popatrzeć na Dustina Hoffmana, szkoda że za krótko.
Zajrzałam na Arte, a tam końcówki różne i na chybcika oglądam. Dokument na przykład taki:
I pada takie zdanie, które doskonale charakteryzuje nie tylko islam, ale generalnie wszelkie wyznania...
O tym mówi też irlandzki film Kołysanka z 1990 roku.
My tu gadu gadu, a trzeba się zbierać na stację po córkę marnotrawną wracającą z rancza 😁 Zostało dla niej trochę tarty z wczoraj i słuchajcie, robiłam na cieście francuskim, że to tak będzie błyskawicznie i wygodnie. Wszystko ładnie pięknie, ale to ciasto, jak zaczęło w piekarniku po brzegach puchnąć, jak zaczęło spychać nadzienie ku środkowi... 🤣🤣🤣
To jeszcze tylko info, którego się domagał Dariusz. Regulamin knihobudki w galerii handlowej. Nie ma takiego.
Ale na stronie galerii jest następująca informacja:
W naszym centrum handlowym znajdziesz specjalny lokal z książkami, gdzie znajdziesz lektury, które możesz zabrać do domu. W zamian przynieś przeczytane książki i zostaw je w tym miejscu.
Dzięki bookcrossingowi, czyli wymianie książek, puszczamy egzemplarze w obieg i dajemy możliwość przeczytania ich innym osobom. Sami też zyskujemy na tej wymianie, ponieważ wzbogacamy naszą biblioteczkę o nowe tytuły.
Zapraszamy do dzielenia się pasją czytelniczą z innymi!
Czyli wymiana, a nie branie sobie jak leci 🙄 Co generalnie jest zasadą knihobudek, ale nie taką rygorystyczną przecież.

















Zainteresowało mnie co się stało z uczennicą, która dostała w nagrodę Hultaja - może to ona ==> https://www.tiktok.com/discover/malgorzata-warchal
OdpowiedzUsuńMnie też - oczywiście - zainteresowało, ale to nie to nazwisko 😁
UsuńOh, przegapilam dwa wpisy, blogspot nie pokazuje nowych, myślałam że blogerzy leniwi nie pisza. Nasze budki też na wymianę jedna książka za jedną.
OdpowiedzUsuńTak już jest niestety od dłuższego czasu. Ciągle o tym zapominam i też nie klikam, widząc stary wpis...
UsuńNie komentuje ksiazek ani filmow bo ich nie znam majac zupelnie inne zainteresowania ale podam Ci cos o racoonach, cos czego nie podaje wikipedia - sa bezczelne!
OdpowiedzUsuńAkurat gdzie mieszkam sa popularnymi zwierzakami bardzo nachalnymi, wciaz szukajacymi jedzenia - albo po smietnikach, albo ukradna zostawione na ogrodowym stole, wszedzie sie wdrapia i dostana, umieja nawet otworzyc pokrywy pojemnikow. Ludzi za bardzo sie nie boja a nawet gdybys chciala odgonic od jedzenia moga podrapac lub ukasac.
Klatki schodowe mojego budynku sa typu otwartego na przestrzal, nie maja drzwi, mamy wieczornego zbieracza workow ze smieciami a zostawia sie je pod drwiami. Kompleks miesci sie od kazdej strony przy jakichs zagajnikach i chociaz istnieje ogrodzenie nie jest ono przeszkoda dla racoonow ktoryh w tych laskach jest dziesiatki. Majac dobry wech wyczuwaja zapach smieci i przychodza nam tu by worki rozszarpywac i zywic sie odpadkami. Nieraz rano widzialam korytarze zasmiecone, smieci porozwlekane, kosci np po zeberkach pieknie obgryzione z miesa. Lokatorzy zglaszaja ten nieporzadek administracji by przyslali sprzatacza, malo kto sam od reki wysprzata - tak jak przykladna Serpentyna ktora nawet kupila sobie oddzielna mop do mycia korytarza. Niemniej znudzilo mnie to sprzatanie wiec kupilam sobie odpowiednia szafke specjalnie przeznaczona na kubel . Teraz sie do mych smieci nie dobieraja. Ziec mi opowiadal jak to dawno temu gdy byl kawalerem w drodze do pracy zawsze jadl sniadanie w tym samym kawiarnianym ogrodku, zawsze o tej samej porze i oczywiscie jeden racoon sie o tym dowiedzial i po pierwszym karmieniu przez ziecia co rano sobie tam czekal na sniadanie. Co dziwne nie zebral od innych ludzi tylko czekal - az ziec sie zaczal bac by mu nie towarzyszyl do miejsca pracy :)
Ogolnie to szkodniki, gryza siatki, przewody.
Podoba mi sie Twa tarta, wyglada smacznie!
Tak, mają bardzo zręczne łapska i potrafią sobie otworzyć to i owo. Kto wie, czy się nie nauczą otwierać i Twojej szafki 😂 Autor opisuje sporo takich sytuacji, gdy Hultaj złodziejaszek potrafił czynić cuda. A przy tym również jest jak sroka i lubi błyskotki.
UsuńW Japonii, gdy się tak rozmnożyły, też wielkie szkody czynią.
Na to ciasto chyba trzeba cos ciężkiego położyć (fasola) i podpiec, a potem dopiero farsz i zapiec do końca.
OdpowiedzUsuńMożliwe, ale tych brzegów nie da rady przycisnąć 😂
UsuńI tak wygląda dobrze!
Usuń"Założyłem budkę" na skrzynkach pocztowych dla czyszczenia półek domowej biblioteki. Nikt nie wymienia książek na swoje już przeczytane, a "moje" giną. I dobrze.
OdpowiedzUsuńW sensie, że kładziesz książkę na skrzynce? Ale masz na myśli skrzynkę na listy gdzieś na ulicy czy skrzynki mieszkańców w bloku?
UsuńU mnie ludzie czasem kładą książki na skrzynce, a ostatnio wzięłam stantąd z 10 magazynów kobiecych typu "Pani", "Elle" I ogłaszam upadek prasy. Poziom straszny, a kiedyś się dało czytać
UsuńCzasopisma tego rodzaju bywają w knihobudkach, ale się już za nie nie zabieram. Biorę jedynie Politykę czy Newsweeka, czasem Tygodnik Powszechny.
UsuńKiedyś, widując tam rozmaite "dziwne" gazetki - dziwne w sensie takim, że jakieś miesięczniki czy kwartalniki, z którymi się nie miewa do czynienia, czasem branżowe czy po prostu specjalistyczne - postanowiłam zrobić taki projekt: raz w miesiącu przeczytam takie pismo od deski do deski i o nim tu napiszę. No i teraz mam ich w domu trochę zachomikowanych (czyli zajmują miejsce), a za projekt jakoś się nie mogę zabrać 🤣🤣🤣
Dziękuję! :D
OdpowiedzUsuńWersja wydrukowana (Tu zostaw albo wymień) jest przyjaźniejsza. Wole takie knihobudki, z których mogę książki wziąć bez zostawiania czegokolwiek w zamian i bez nabawiania się wyrzutów sumienia, że grzeszę trzymając cokolwiek w domowej biblioteczce. Wymiana jest OK, ale ludzi powinno się też zachęcać do tworzenia domowych księgozbiorów.
Teraz jak byłem w muzeum w Praniu obfotografowałem wszystkie knihobudlki (takie wiszące szafeczki z książkami - coś na kształt kapliczek) , jakie wypatrzyłem w okolicy leśniczówki, ale nic z żadnej nie wziąłem. Jak w regulaminie jest "Nie bierz ich na własność" to ja dziękuję. Od wypożyczania książek mam bibliotekę.
Ta powieść wydaje mi się mocno znajoma. Nie wiem, czy nie czytałem "Hultaja" w dzieciństwie.
Też oczywiście takie wolę. Ileż to książek już nabrałam z knihobudek - na zawsze.
Usuń/o ile cokolwiek jest na zawsze/
Oczywiście masę swoich również wyniosłam. Katalog mi pokazuje 886 🤣 Ale to nie było na zasadzie książka za książkę.
Teraz jak jadę do tej galerii to zawsze zabieram dwie - trzy do zostawienia i ostentacyjnie kładę na stole, na wypadek gdyby tam był monitoring (nie rozejrzałam się) 🤣
Pamietam, że dawniej często podawano wymowę obcych słów w książkach i człowiek coś tam kojarzył, nawet nie znając języka. Dziś niby ludzie się uczą jezykow obcych, a błędy popełniają w polszczyźnie:(
OdpowiedzUsuńSłynny fragment z Anielki 😂
UsuńChyba mnie pamięć zawodzi🙃
UsuńTen, gdy mała wydaje lekcję wyuczoną na pamięć i najpierw wymawia jakąś zagraniczną nazwę (chyba Canossa) tak, jak się pisze, po czym dodaje to, co było w nawiasie czyli "czytaj Kanossa" 😂
UsuńZarówno Hultaja jak i Aničkę kojarzę z wyglądu i jest szansa, że znam. Też bardzo lubię tak wydawane książki i mam ich trochę, w tym "Chatkę Puchatka"🥰
OdpowiedzUsuńMoje dzieci wyfrunęły, obydwoje za granicę, jedno na szczęście tylko na wakacje. Tak że cisza, spokój, wręcz nudy i oczywiście foch, że się mało odzywają. Ale potem uprzytamniam sobie, że ja się w ogóle nie odzywałam, bo nie było jak, co najwyżej kartkę wysłałam, która i tak dochodziła po moim powrocie.
Dni coraz krótsze, jesień nadchodzi, dziki coraz bezczelniejsze, politycy nas straszą - trzeba się zakopać w książkach i filmach. Japońskie to nie, ja oglądam przesympatyczny serial "Foyle's war" o brytyjskim policjancie, który tropił morderców podczas II wojny, bo i wtedy działali. Niewiele wiem o tym, co się działo wtedy w Anglii poza działalnością naszych dzielnych lotników i tym co wyczytałam u Agathy Christie (z naszego punktu widzenia niezbyt spektakularne bombardowania i wywiezienie dzieci z Londynu), więc przy okazji się douczam. Jest kilka sezonów, co mnie cieszy. Z tym, że nie bardzo są polskie napisy tj. były znienacka w 2. odcinku, ale chyba automatycznie generowane, bo bardzo cudaczne.
Na moich knihobudkach są kartki, żeby swoje książki oddawać, ale nigdy tego nie traktowałam jako obligatoryjne, wynoszę jak mam co, a biorę, kiedy coś mi się spodoba. Policji knihobudkowej jeszcze nie spotkałam🤪 Budkę a la wypożyczalnia "wolno czytać na miejscu i nununu zabierać" spotkałam kiedyś pod biblioteką (nie były to książki biblioteczne), stały leżaczki obok. Ale pomysł dziwny, bo podobnie jak w tych kawiarnianych "biblioteczkach" trzeba by regularnie i na długo tam przychodzić. Myślę, że to panie bibliotekarki wymyśliły po to, żeby mieć co wypisać do raportu, bo na papierze wygląda taka inicjatywa ładnie. "Krzewienie czytelnictwa wśród dzikich tubylców"😂
Ojojoj, tak oboje na raz, cisza w domu, ale i bieda trochę, co?
UsuńPrzy okazji - gotujesz sobie, jak jesteś sama? Tak na co dzień czy tylko od święta?
Z pocztą dochodzącą po powrocie tak było... Dlatego taką abstrakcją jest, gdy się czyta w jakiejś starej książce, że list dotarł tego samego dnia.
Straszą wojną, więc mam to w ... głęboko i w ogóle się tym nie interesuję. Żadnej wojny nie będzie, bo ja mam jeszcze dużo książek do przeczytania i filmów do obejrzenia! Coraz więcej, kurka wodna.
II wojna w Anglii też mi się natychmiast skojarzyła z Christie, jeszcze tam jest o racjonowaniu żywności. Co ciekawe, o problemach aprowizacyjnych czy generalnie o oszczędzaniu mówi się też w Hultaju, w kontekście I w.św., a to przecież Ameryka. Tu wiem jeszcze mniej.
Ten serial włączyłam na pierwszym odcinku i są czeskie napisy, więc mogłabym 😁 jeśli oczywiście są też w następnych.
W regulaminie "mojej" budki napisałam, że wszystko można czyli i wymienić i pożyczyć i zabrać na zawsze 😉 Ostatnio ujrzałam w niej książkę, którą kiedyś miałam i wzięłam do ręki, a tam jest pieczątka Ojczastego. Znaczy wyniosłam swego zcasu, ktoś wziął - przeczytał (?) - i odniósł z powrotem 😉
Póki co nie tęsknię🫣 a sama nie jestem niestety i gotuję, ale i sobie jednej chyba bym gotowała
UsuńJa, jak jestem sama (co się z tym roku zdarzyło trzy razy i jeszcze raz ma zdarzyć, a co przyniesie 2027 to jeszcze nie wiadomo), też zakładam, że będę gotować... bo jednak lepiej zjeść ten jeden gorący posiłek... ale często odzywa się jakiś leń i wyciągam coś z zapasów. Projekt sporządzenia długiej listy możliwych dań jeszcze nie ruszył z miejsca. Na co ja marnuję te dni??? Sama nie wiem, gdzie ten czas się podziewa.
UsuńNa ciasto francuskie nie dawaj fasoli (fasolę się daje na ciasto kruche) Jeżeli to ma być coś a'la tarta to ciasto francuskie trzeba rozłożyć na foremce o dużej średnicy. Bardzo fajne są np jabłka w cieście francuskim - z ciasta wycinasz kwadratu i zawijasz w nim ćwiartkę jabłka. Jak zobaczyłam okładkę tej książki to mi się jakieś klapki z dzieciństwa w głowie otworzyły - bardzo charakterystyczna grafika i ta strona tytułowa ... W ogóle bardzo dobrze "zrobiona" książka . Miłego dnia, mMa
OdpowiedzUsuńWczoraj byłam - przypadkiem, po raz pierwszy w życiu - w sklepie Sinsay i widziałam tam słoik z jakimiś kamiennymi (?) kuleczkami, właśnie do obciążania ciasta. W pierwszej chwili wystraszyła mnie cena, ale może sobie nabędę jednak? Co będę fasolę marnować 😂
UsuńNajwiększa forma na tartę, jaką mam, ma 25 cm średnicy i gotowe ciasto francuskie z jednej strony wystaje, a z drugiej jest go przymało licząc na brzegi, więc obcięłam wystające i podoklejałam tam, gdzie brakowało. W rezultacie powstały takie góry 🤣
hmmm bukkrosing owszem my chcieliśmy ale ...nam nie wyszło, bo ludzie tylko przynosili. niestety.
OdpowiedzUsuńteraz ja wynoszę na półki w Centrum handlowym...o tym samym założeniu. trudno.
ale chce je ratować, możliw że ktoś chętny się znajdzie.
Że ludzie tylko przynosili, a nikt nie zabierał??? O, tak to u nas nie działa 🤣 więcej chętnych do zabierania!
UsuńOczywiście sporą część tej roboty robią ci, co czyszczą budki na handel...
ano własnie...to ja takich do teatru nie wpuszczam...
UsuńBo możesz 😁
UsuńStroiciela to ja polecałem. I mnie się bardzo podobał, mimo, że przewidywalny. Dustin - wiadomo świetny, ale gdyby nie jego filmowa "choroba" to akcja nie ruszyłaby z miejsca.
OdpowiedzUsuńZ filmów w których mało i spokojnie się dzieje to polecam "Perfect Days" Wima Wendersa. Film ma ciekawą historię powstania. Początkowo miał być krótkim filmem dokumentalnym lub serią materiałów promocyjnych o niezwykłych szaletach miejskich w Tokio, projektowanych przez znanych architektów. Swoją drogą wyobrażam sobie te spacery turystów zainspirowanych reklamami, zwiedzających toalety miejskie ;-). Kto nie widział niech zobaczy - 7.9/10 w imdb.com
Pozdrawiam - Nieryba
Zgadza się, wylądowanie Hoffmana w szpitalu uruchomiło całą sekwencję kolejnych zdarzeń. Bardzo kibicowałam głównemu bohaterowi, żeby nie zmarnował sobie życia, żeby udało się z tego wykręcić w porę, ale wiadomo...
UsuńJeśli Perfect Days to ten film o sprzątaczu toalet, to owszem, widziałam i owszem, lubiłam. Pewnie jeszcze do niego wrócę kiedyś. I jak tu się wyrabiać, gdy ogląda się ponownie filmy (czy czyta te same książki)...
Ale czy chodzi w tym wszystkim o wyrobienie się, czy o miłe spędzanie czasu 😎
Perfect Days oczywiście, że Perfect Days. Świetna muzyka.
UsuńPozdrawiam - Nieryba
Ale że jeszcze na Wiadomej Stronce nie ma netflixowej "Lalki"?
OdpowiedzUsuńNooo... sprawdzałam specjalnie ostatnio, bo ja LATEST to patrzę tylko na filmy, a nie seriale.
UsuńOkładka wygląda bardzo znajomo, ale tej książki prawie na pewno nie czytałem. Hultaj kojarzy mi się natomiast z przedstawieniem teatralnym o tym samym tytule (choć zupełnie innego autora), które było wystawiane w warszawskim Teatrze Rozmaitości. Wspominam o nim w jednym z moich jeszcze nieopublikowanych blogów, bo posiadam autograf aktorki grającej czołową rolę w tej sztuce.
OdpowiedzUsuńJa wymawiam canoe jako „ka-nu”, a po polsku zapisuję po prostu „kanu”. Niektóre słowniki w ogóle nie uwzględniają tego słowa, a canoe tłumaczą jako „kajak” lub „kanadyjka”. Pierwsze tłumaczenie jest po prostu błędne, drugie natomiast nigdy mi nie odpowiadało. Nawet ukułem słowo „kanuista” na określenie osoby pływającej kanu.
Podobnie angielskie portage tłumaczę jako „portaż”, zamiast „przenoski” czy „przewłoki”. Ktoś kiedyś zarzucił mi, że „zaśmiecam” język polski, spolszczając angielskie wyrazy. Odpowiedziałbym, że inni wykonali już na tym polu tak imponującą pracę, iż trudno byłoby mi jeszcze dołożyć znaczące trzy grosze (lub 1,11 kanadyjskich centów). 😊
Co ciekawe, samo słowo portage nie jest przecież angielskie. Zostało zapożyczone z języka francuskiego już w XV wieku i wywodzi się od czasownika porter („nieść”), którego korzenie sięgają łacińskiego portare – nieść, nosić, przewozić. Natomiast pierwsze udokumentowane użycie słowa portage w znaczeniu przenoszenia łodzi pochodzi z 1698 roku i dotyczyło właśnie omijania Wodospadu Niagara.
Dlatego uważam, że „portaż” ma pełne prawo zadomowić się również w języku polskim – bez obawy, że nasza mowa zostanie przez to sprofanowana.
Wiedziałam, że na ten temat będziesz miał sporo do powiedzenia 😂 Tym bardziej sądzę, że powinieneś się z książką zapoznać. Pewnie znajdziesz w jakiejś bibliotece.
UsuńA właśnie - biblioteki w Kanadzie. Ciekawa jestem, czy korzystasz.
Ja zawsze (w myślach, bo chyba nigdy nie miałam okazji głośno) wypowiadałam "kanu", z akcentem na drugą sylabę
UsuńTu jest wymowy tej łódki. Specyficzna ze względu na wymawianie pierwszej samogłoski. Otwieramy paszczę jak do "A" i wymawiamy "E". Specyficzne, ale działa:
Usuńhttps://www.diki.pl/slownik-angielskiego?q=canoe
Pozdrawiam - Nieryba
Portaż brzmi ladnie, krótko i zwięźle i wcale nie jest takie obce polskiemu językowi. Ma wspólny źródłosłów z międzynarodowym "port" i "portal" a wywodzi się od łacińskiego "portare" - przenosić, transportować itp.
UsuńNieryba
https://pl.forvo.com/word/canoe/ tu jest wymowa i tak +/-wymawiam
UsuńStosunkowo blisko mnie znajduje się centralna biblioteka miasta Mississauga, w samym jego sercu. Nie tak dawno przeszła ogromny remont i jeszcze jej od tego czasu nie odwiedziłem — chociaż chodząc na gimnastykę do YMCA, non-stop spoglądałem na nią z jej okien.
UsuńNiestety, praktycznie w ogóle nie korzystam z bibliotek w Kanadzie — mam w domu (i na komputerze) tyle książek, że po prostu ich nie potrzebuję. Tym bardziej, że kupuję je za grosze albo nawet dostaję za darmo i nie muszę się martwić o ich zwrot w terminie. Biblioteki często mają całe sekcje książek przeznaczonych na sprzedaż za „co łaska”, a jedna z nich opatrzyła je nawet naklejką: „Ta książka nie ma terminu zwrotu — weź, przeczytaj i zwróć, kiedy chcesz.”
Daleko mi do eksperta od angielskiej wymowy (m.in. dlatego, że kompletnie nie mam słuchu muzycznego), chociaż swego czasu poświęciłem trochę czasu na jej praktyczne i teoretyczne studiowanie. Na ten temat można by napisać pracę doktorską i pewnie zrobić habilitację. Według słownika Merriam-Webster słowo „canoe” wymawia się „kə-ˈnü”, a \ə\ oznacza neutralną samogłoskę zwaną „schwa”. W języku polskim jest ona mniej więcej podobna do bardzo krótkiego, zredukowanego „a”.
Myślę, że warto poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z angielską wymową i symbolami, które ją reprezentują. Jednak nie warto zagłębiać się w to zbyt mocno — chyba że ktoś ma bardzo dobry słuch i chciałby się w tym kierunku kształcić. Istnieje bowiem tak ogromna liczba regionalnych i światowych wariantów wymowy, że chyba nie da się ich wszystkich opanować.
Dla tych, którzy chcieliby poprawić wymowę angielską, polecam kanał na YouTube Rachel's English.
Kiedyś wspominałem o języku wietnamskim, który ma różne tony, i dla mnie niemożliwe było nawet poprawne powtórzenie niektórych wyrazów, ponieważ absolutnie nie potrafię wychwycić różnic tonalnych. Niedawno oglądałem vloga Polaka, który ożenił się z Wietnamką i spędza sporo czasu w Wietnamie. Powiedział, że jemu zajęło dwa lata, zanim w ogóle zaczął słyszeć różnice między poszczególnymi tonami i w wymowie niektórych wyrazów!
Ja w ogóle nie mam słuchu i dlugie/krótkie samogłoski niemieckie zrozumiałam dopiero na 3. roku studiując w NRD. Mialam tam zajęcia z wymowy i korzystaliśmy z magnetofonow i sluchawek (chyba to sie audiowizualne nazywało). Niestety germanistka w liceum w ogóle nas tego nie nauczyła, sama źle wymawiała. Angielski to w ogóle raczej znam biernie, czytam, oglądam, ale rozmawiać prawie nie mam okazji
Usuń„Niestety, germanistka w liceum w ogóle nas tego nie nauczyła, sama źle wymawiała.”
UsuńNasza nauczycielka angielskiego również nie znała dobrze tego języka, a wymowy w ogóle nas nie uczyła. W klasie był jakiś system „bezprzewodowych” słuchawek (niesamowite, jak na tamte czasy), którego NIGDY nie używaliśmy. Raz tylko przyleciała do nas zdenerwowana nauczycielka: miała przyjść do szkoły jakaś komisja i obserwować, jak korzystamy z tego systemu, więc prosiła nas, żebyśmy zachowywali się „tak, jakby jego użycie było dla nas czymś normalnym”. Jednak na naszej lekcji komisja się nie pojawiła.
W każdym razie po czterech latach „nauki” tego języka nie potrafiłem wymówić liczby „30” i miałem problemy z wymową „3”, a w ogóle ze wszystkimi wyrazami zawierającymi „th”. Dopiero w Kanadzie nauczyła mnie tego… 9-letnia dziewczynka!
Sądzę, że lekcje wymowy powinny być integralną częścią nauki każdego języka. Jednak biorąc pod uwagę, że wielu nauczycieli ma nieprawidłową wymowę angielskiego, a część z nich sama nie jest w stanie nauczyć się jej poprawnie, ten element nauki jest zazwyczaj traktowany po macoszemu. Później bardzo negatywnie odbija się to na życiu, szczególnie w przypadku niektórych narodowości, których przedstawiciele mają ogromne problemy z wymówieniem wielu angielskich głosek i często trudno ich zrozumieć.
Nie wiedziałem, że studiowałaś niemiecki, a do tego w NRD. Chętnie usłyszałbym jakieś wspomnienia z pobytu w tym kraju! Ja byłem tylko raz w Berlinie Wschodnim, w połowie lat 70. XX wieku, o czym też kiedyś napiszę na blogu. Niemiecki znałem na poziomie „basic”, ale już praktycznie wszystko zapomniałem, bo i tak nie mam z kim rozmawiać w tym języku — a kiedy po przyjeździe do Kanady spotkałem dziewczynę ze Szwajcarii, to ani w ząb nie mogłem jej zrozumieć!
Studiowałam germanistyke na UW i na trzecim roku mieliśmy taki wyjazd na jeden semestr (dla chętnych, czyli 90% mojego roku, bo to jednak była duża atrakcja). Z dzisiejszej perspektywy cieszę się, że poznałam ten dziwny a już nieistniejący twór, czyli DDR niejako od środka. U nas w Polsce była naprawdę swoboda i luz w porównaniu z sąsiadami (Czechosłowacja tez była upiorna), a my mieliśmy te 21 lat, więc tym bardziej co krok to była szczęka na podłodze. Jak założysz tego bloga o PRL i napiszesz o NRD to chętnie coś tam popiszę w komentarzach, żeby tu u Małgosi za bardzo nie odchodzić od tematu 😁
UsuńTaki wyjazd musiał być świetną przygodą! Faktycznie, Polska chyba cieszyła się największą swobodą ze wszystkich demoludów — kiedy Ruscy jeździli do Polski, mówili, że jadą „na Zachód”.
UsuńPoznałem kiedyś klientkę, która w PRL studiowała koreanistykę i spędziła chyba rok na uniwersytecie w stolicy Korei Północnej! Trochę mi opowiadała niezwykłych historii — z pewnością miała ogromną ilość wspomnień.
„żeby tu u Małgosi za bardzo nie odchodzić od tematu 😁”
Ja zawsze byłem ekspertem od odchodzenia od tematu 😊.
Nowy, wspomnieniowy blog już istnieje — od kwietnia 2026 roku: https://kolekcje-wspomnienia.blogspot.com/. Najlepiej zacząć od spisu treści, bo niekoniecznie wszystkie wpisy będą dla Ciebie interesujące. Post o NRD już finalizuję, więc może jeszcze pojawi się w tym roku. Na razie zamieszczam serię związaną ze szkołą podstawową na Ogrodowej i jej okolicami.
Czy nadal używasz regularnie języka niemieckiego—np pracy? Znałem dziewczynę, która ukończyła iberystykę 25+ lat temu i praktycznie całkowicie zapomniała hiszpańskiego, bo nigdy nie musiała używać. A swoją drogą, szkoda, że Ty nie masz bloga, bo na pewno byłby interesujący. 😁
Też cały czas uważam, że gdyby Agata zabrała się za pisanie bloga, to byłby on bardzo interesujący!
UsuńNiestety ja też nigdy nie używałam na co dzień w pracy. Staram się podtrzymywać kontakt z "niemieckością", oglądam filmy i seriale, czytam, zaglądam na portale, żeby wiedzieć co tam się dzieje, ale z mówieniem przez te ponad 30 lat było słabo. Tyle co na wyjazdach. Oczywiście znajac tak dobrze język nie mam problemu z dogadaniem się, ale brakuje czasem słów i nie jest to swobodne jak dawniej.
UsuńZ blogiem to by może nie było problemu, gorzej z czytelnikami😆
Już Ty się nie martw o czytelników, znaleźliby się 😂
Usuń