W marcu była Wiosna, teraz jest nieco spóźnione Lato. Tym razem zanotowałam jedynie 9 przepisów, ale tak bardziej na siłę. Zresztą - nic mi się teraz nie chce robić. Córki znowu nie będzie (o czym niżej) i tak, całe wakacje pod kątem kulinarnym zmarnowane, tylko dla siebie to mi się nie chce eksperymentować 😂
Oczywiście wyszukiwałam kiksy i oto pierwszy z nich. Łatwy jabłecznik - faktycznie łatwy: wymieszać wszystko i wlać do formy. Schluss 🤣 Tylko czy to będzie smaczne na drugi dzień? I czy na pewno będzie wyglądać tak, jak na zdjęciu?
Pilaw natomiast tradycyjnie, w składnikach jest coś, czego potem podczas przyrządzania nie potrzebujemy najwyraźniej (marchew, pietruszka, seler, cebula) 😏
Natomiast odkryłam, że prawdopodobnie z tego przepisu robiłam w zeszłym stuleciu babkę naleśnikową (tylko że chyba się ją jeszcze polewało sosem pomidorowym).
Takie kotlety z bryndzą smakowałyby jak pierogi ruskie, ale jest tu też ryż. Ten nam często zostaje, więc jest pomysł na wykorzystanie resztek.
No i fasola z kiełbasą - coś jak po bretońsku, ale czy wtedy dodaje się marchew, pietruszkę, seler i por? Pytam dla koleżanki (jeszcze nigdy po bretońsku nie robiłam, zasadniczo fasola mnie odstrasza z powodu długiego gotowania, ale lubię i chcę się przemóc).
Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1993, 128 stron
Seria Biblioteczka Poradnika Domowego, nr 2/1993
Z własnej półki
Przeczytałam 23 sierpnia 2026 roku
Z życia emerytki
Emerytka obudziła się dziś o 5.45 i jakoś nie zasypiała z powrotem. Wobec tego zainteresowała się hukiem przelatujących samolotów za oknem.
Zwłaszcza, że tu jedna pani z osiedla ostatnio opowiadała, jak ona się boi tych samolotów. Wojny znaczy się.
Emerytka aż zaczęła wyglądać na niebo. Okazało się, że pasażerskie. Co dwie minuty, jeden za drugim. I doszła do wniosku, że to widać czartery o tej porze nieludzkiej wywożą rodaków na wywczasy w Egipcie czy gdzie tam. Powspółczuła pracownikom lotniska, bo musi tam być niezły mętlik, przy takim obrocie. A mieszkańcy Balic? Ci nie potrzebują budzików (przynajmniej w sezonie).
Emerytka też (na razie) nie potrzebuje, nawet chętnie by jeszcze pospała, ale było po ptokach. Wobec tego zaczęła uprzątać po wczorajszym. Na przykład spięła gumką i schowała nabytek z Auchana - jak wiadomo, dużo pisze (codzienne notatki w kalendarzu, listy zadań etc.), ciekawe, na jak długo jej starczy 16 długopisów. Ale jeszcze ciekawsza jest ich cena... kupowane na sztuki: kolorowe droższe, niebieskie tańsze. Ogłaszam konkurs - kto poda właściwą wysokość paragonu? Specjalnie go zachowam, żeby w następnym poście udowodnić, jak było naprawdę 😂
Dalej emerytka zgrupowała na stole w celu wyfocenia stos czyli
Najnowsze nabytki
Sami widzicie, że chyba mnie porąbało!
Przy czym ta jakaś Daisy D. to podejrzewam chłam będzie, wiecie coś na ten temat? Od razu wynieść z powrotem czy jednak zostawić sobie na trudne chwile?
A te nastąpią już niedługo. Wczoraj bowiem brat znów zgłosił się z propozycją pilnowania mu dobytku we wrześniu i córka, chcąc nie chcąc (bo mówi, że za pierwszym razem to było ekscytujące, wszystko nowe, wszystko nieznane, a teraz to już nuuuuuda panie i woda za zimna na kąpanie) zgodziła się. Tak naprawdę ona tęskni za kotem! Ciągle mi opowiada jakieś historyjki i widać, że się mocno obie polubiły... a córka to zawołana psiara, która do tej pory twierdziła, że koty to dranie i w ogóle be i fuj.
Dlaczego trudne chwile? No bo już opowiadałam, jak ja się przejmuję tymi wyjazdami i przyjazdami... ujawnijmy fakty: za każdym razem dostaję rozstroju... organizmu, nazwijmy to 🤣 Kiedyś miewałam tak jedynie przed swoją Pragą czyli dwa razy w roku, teraz co i rusz. Nawet jak szłam do lekarza. Za chwilę się okaże, że z domu nie będę mogła wyjść. Do kitu z takimi nerwami. Pampersy se mam kupić czy co?










Robię podobny placek z jabłkami, tylko na godzinę zasypuję kawałki jabłek cukrem aż puszczą sok. Ciasto też zwarte, raczej wkładasz niż wlewasz. Długo trzyma
OdpowiedzUsuńAle też bez pieczenia, jak w tym przepisie? 😂😂😂 Bo o to mi przecież chodzi. Ciasto wlać do formy - koniec przepisu.
UsuńOj, bo chyba nie przeczytałaś wstępu? ;-) Przepisy czytelników są jak najmniej ujednolicone i jak najbliższe oryginału.
UsuńTo byłam ja - Józefina. :-)
UsuńWstęp jak najbardziej przeczytałam, ale przy innych przepisach na ciasta jednak było, ile czasu piec i w jakiej temperaturze 🤣
Usuń"zasadniczo fasola mnie odstrasza z powodu długiego gotowania, ale lubię i chcę się przemóc"
OdpowiedzUsuńNie musisz. Można nabyć ugotowaną w puszce. Sam tak robię i nie pamiętam kiedy używałem świeżej (znaczy suszonej). Sos z fasoli odcedzamy precz (niektórzy używają go jako dodatku do np. makaronu) i można używać.
Pozdrawiam - Nieryba
Wiem, wiem, ale to nie to samo 😉 Nie wspominając o tym, że w chwili szaleństwa nabyłam DWA opakowania surowej i teraz trzeba je zużyć!
UsuńU mnie marchew w fasolce po bretońsku jest obowiązkowo. Pietruszkę, seler i por - jeśli tylko są pod ręką. Z tego cytowanego przypisu mąkę bym wyeliminował. Bez zagęszczania danie powinno być nie mniej smaczne.
OdpowiedzUsuńŁup z knihobudki (tej twojej?) niezły. Daisy D. czytałem przynajmniej początkowe tomy cyklu (nie pamiętam ile mam kupionych) i to nie było może jakieś wybitne, ale nie aż tak słabe literacko, jak przygody Agathy Raisin. Z lektury zachowałem raczej pozytywne wrażenie. I seria miała fajne okładki. Zostaw sobie. "Na trzy lordem będziesz ty!" na pewno nie czytałem, więc w razie czego będzie dla mnie :D
Rozumiem, że te warzywa mają zagęścić danie i to wystarczy. Czy też zwiększyć jego ilość.
UsuńOK, więc Daisy D. trzymam, przynajmniej do przeczytania.
Łupy w sumie z czterech czy pięciu knihobudek 😂 nie że jedną tak obrabowałam!
UsuńCórka mi niedawno doniosła, że w pobliskiej galerii handlowej urządzono pomieszczenie z półkami i kanapami, więc się też wybrałam i tam właśnie Czarne znalazłam.
Knihobudkowy szlak wygląda tak:
- "moja" na osiedlu (codzennie)
- budka na Biprostalu (ostatnio odwiedzana codziennie, bo wywożę tam segregatory typu Świat wiedzy czy Easy PC, przyniesione mi przez sąsiadów robiących porządki) - a przy okazji, jeśli biblioteka akurat otwarta, sprawdzam, czy u nich na stoliku "do wzięcia" nie pojawiło się coś ciekawego
- trzy budki (koło siebie) na Grottgera, jeśli chcę zrobić więcej kroków
- i to samo czyli więcej kroków i też trzy budki na Orlenie
Wszystko w zasięgu 5-7 przystanków 🤣
Dalej ostatnio na wszelki wypadek nie ruszam (bo nie daj Boże coś przywlokę) 😎
Tak, warzywa zagęszczają fasolkę. Wiadomo, że jak się da dużo marchwi, to danie jest słodsze, ale mnie to nie przeszkadza, a i rodzina gdy częstowałem, też jadła z apetytem.
UsuńMam to! Te Przepisy czytelników - Lato (i Zimę). Nie wiem czy coś z nich ugotowałam, ale uwielbiałam przeglądać ilustracje i te nietuzinkowe aranżacje. :-D
OdpowiedzUsuńZe stosiku zazdroszczę Kuncewiczowej i przedwojennych wpływowych kobiet. Daj je na pierwszy ogień i powiedz czy dobre. ;-) Ja mam Kuncewiczowej "Dni powszednie państwa Kowalskich" i jeszcze "Klucze" nieprzeczytane. Będąc w Kazimierzu prawie trafiłam do jej domu, ale jednak za daleko było na pieszo a byłam z całą zgrają.
Ilustracje ważna rzecz. Zwłaszcza po latach posuchy w PRL, gdy książka kucharska miała ewentualnie jedynie wkładkę z kilkoma czy kilkunastoma zdjęciami.
UsuńJa mam jedynie "Tamto spojrzenie". A z biblioteki czytałam "Dwa księżyce". W Kazimierzu natomiast - nigdy nie byłam, nie złożyło się.
Traktuję gotowanie jak zło konieczne, a książki z przepisami są dla mnie jak rozpałka na grilla. Przydatne, ale do rozpalania ognia, np. w piecu, jeśli ktoś ma piec.
OdpowiedzUsuńKoty uzależniają, za nimi się tęskni śmiertelnie. W moim domu są one nieodmiennie od ćwierć wieku i wciąż bolą mnie puste miejsca po tych, których już nie ma.
No wiemy, wiemy 😂 Zło konieczne... Po części tak, ale wolałabym przekształcić to podejście (u siebie oczywiście) w coś bardziej sensownego! Żeby się stało - przyjemnością.
UsuńTak chyba jest z każdym domowym zwierzęciem.
Dla mnie kiedyś gotowanie, pieczenie, robienie przetworów było kiedyś bardzo przyjemne. Ale po latach przestałam mieć motywację i już mi się nie chce.
UsuńNo tak, brak motywacji i po ptokach.
UsuńPrzepisy czytelników -- cena 20 000 zł - to przypomniało mi wizytę w Polsce w 1991 - za półbuty zapłaciłem ponad milion.
OdpowiedzUsuńI ja pamiętam paski z pracy milionowe...
UsuńKomplikacje mam, czytałam, ale nie dla każdego książka, jeśli ktoś wrażliwy.
OdpowiedzUsuńDla mnie super!
Była taka piosenka - najłatwiejsze ciasto w świecie, szkoda że nie pamiętam całej, tam był przepis gotowy!
zapomniałam sie podpisać - jotka
UsuńUcieszyłam się, gdy to znalazłam, będzie do kolekcji "medycznej" 😁
UsuńTam było w drugiej linijce "nic a nic się nie..." i tu nie wiem, jaki czasownik, ale do rymu do 'świecie'. Może NIE GNIECIE?
Nic a nic się go nie gniecie tak tak tak
UsuńNawet mi się kojarzy, że w jakimś starym czasopiśmie to było wydrukowane.
UsuńCzesto gotuje fasolke po bretonsku bez dodawania jarzyn co wydaje mi sie ze tworzy klasyczna wersje tego dania. Z kolei syn mi opowiadal bo on nieraz bedac poczestowany czyms u znajomych porownuje do mojego stylu mowil ze jadl u Wieskow fasolke w ktorej byla duza ilosc warzyw co dalo raczej leczo a nie fasolke wiec byl bardzo rozczarowany. Czyli jesli sie dodaje nalezy nie przesadzac.
OdpowiedzUsuńZ pokazanych ksiazek mialam kiedys ta historie prawie wszystkiego, pozbylam sie likwidujac dom.
Koty - pewnie pamietasz ze mam, juz prawie 5 lat i jestem bardzo zadowolona majac Belle. Co za przekochany, grzeczny i niezmiernie inteligentny kot! A najwazniejsze ze odmiennie od psa nie trzeba z nia chodzic na spacery. Nieraz myslam i to jeszcze przed dyzurem corki z kotem, ze powinnyscie sobie wziac kota. Owszem wymaga opieki ale daje duzo przyjemnosci i swym przytulaniem sie umie dziekowac za nia.
A' propos lecza, córka dziś mówiła, że planuje do niego dodać - fasolkę właśnie 🤣
UsuńWiem, że uwielbiasz swoją Bellę 😍 Ale ja nie myślę brać na siebie żadnego już obowiązku, a tym bardziej żywej istoty...
O rany Agatha Raisin😂 Zbierałam toto namiętnie, chyba ze względu na imię i jaka to sie okazała kicha! Na szczęście sprzedałam na Allegro, odzyskując choć część kasy. Natomiast bardzo mi się podobały wydawane w podobny sposób historyjki "Kot, który..." Lilian Jackson Brown. Co prawda było to że 20 lat temu kiedy inny miałam gust czytelniczy (dużo mniej wyrafinowany 🤣 a serio to książki były resetem przy małych dzieciach, więc lekkie kryminałki były wtedy jak znalazł).
OdpowiedzUsuńZe stosiku mam (ale jeszcze nie czytałam) tę Kuncewiczową i Kuchnię ŚrodziemnoPOLSKĄ, z której niczego nie ugotowałam. Dostałam ją w Biedrze za zakupy, rzuciłam w kąt i zapomniałam. Czytałam też tego Kopra, miałam na niego fazę z 5 lat temu, znosiłam z biblioteki i połykałam. A co bym chciała ze stosiku? Chyba tylko Białoszewskiego
Józefino, jeździłam od małego do Kazimierza do Domu Dziennikarza, tuż obok Kuncewiczówki. Z innymi dziećmi nieraz tam chodziliśmy w ferworze zabaw. Niestety pani Kuncewiczowej albo nie pamiętam, albo nie widziałam. No bo wiadomo, dla dziecka pisarka dla dorosłych to żadna atrakcja. Były tam jakieś miłe kobiety, które nas nie przeganiały, może jedna z nich to ona, kto wie. Później bywałam tam już jako dorosła przy okazji pobytów w Kaziku; oprócz tego, że dom można zwiedzać, to są tam organizowane spotkania, wieczory autorskie itp.
Koty kocham takie samo jak psy, są zupełnie różne, każde w swoim rodzaju. Bardzo tęsknię za zwierzęciem w domu
O Raisin już się kiedyś wypowiedziałaś odmownie i wyniosłam 😂 A Kota mam kilka tomów, więc kiedyś pewnie przyjdzie na niego czas.
UsuńCiekawam tej Kuchni śródziemnopolskiej, ciekawe, kiedy przeczytam ha ha ha.