czwartek, 10 września 2026

Maria Kuncewiczowa - Dyliżans warszawski

Czy jest jakaś awaria znów na blogspocie? Nie udaje mi się załadować żadnego zdjęcia. Nie chcę jednak odkładać publikacji posta, bo znów porobią mi się zaległości, więc trudno, bez zdjęć. Jak naprawią, to dodam.

Chyba, że to nie ich wina? Ups. Ale Jotka dzisiaj wstawiła zdjęcia do nowego postu... Może na przykład skończyło się miejsce? Ale tak bez uprzedzenia? Gdzie informacja, że jak chcę więcej, to mam zapłacić?

Kuncewiczowej czytałam jedynie Dwa księżyce i to z biblioteki. Zaglądam do posta sprzed 4 lat i czytam, że bardzo podobał mi się język pisarki. I proszę, to by się zgadzało 😁 Bo i Dyliżans pod tym względem nie zawodzi. 

Nie są to klasyczne wspomnienia, choć zabierając się za czytanie myślałam, że mam w ręku coś w stylu W cieniu zamkowego zegara, choć to nie ta generacja... Ale nie, czekaj! Czekalski raptem 10 lat starszy od Kuncewiczowej! Ale on koncentruje się na XIX wieku, podczas gdy ona - na okresie międzywojennym. To wiwisekcja ówczesnej Warszawy, ni to eseje, ni to reportaże, ironia, sarkazm, zwłaszcza w opisach lepsiejszego towarzystwa. Tematy różnej wagi, od wizyty w ZOO poprzez mecz bokserski aż po los podrzutków czy prostytutek. Ciekawe.

Mam jeszcze jakiś zbiorek 4 opowiadań, zatytułowany Tamto spojrzenie, ale na razie odkładam na później, czekają inne 😉

 
Z wydania Dzieł pisarki.


 Początek:

Koniec: 

Wyd. Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1981, 121 stron

Z knihobudki 

Przeczytałam 9 września 2026 roku 


Miałam o filmach, ale skoro nie da się zdjęć wstawić, to historia niefotograficzna (jak trzymałam drabinę to nie w głowie mi było robić zdjęcia. A szkoda).

Z życia emerytki

Emerytka robi tak. Właśnie wychodzi z mieszkania na zakupy i zamyka drzwi, gdy widzi listonosza wchodzącego do klatki. Następuje rozmowa na temat, żeby może przyszedł za godzinę, on nie może, bo ma rehabilitację, więc jutro. Konwersację kontynuują jeszcze chwilę przed blokiem, po czym emerytka udaje się do Lidla. Wraca z zakupami i sięga po klucze do prawej kieszeni plecaka (zawsze są w tej samej). Zonk. Kieszeń otwarta, kluczy nie ma. Hm. Następują poszukiwania w innych kieszeniach, a następnie przekładanie zakupów z plecaka do siatki, żeby się dogrzebać na samo dno.

Kluczy nie ma. 

Są dwie hipotezy: albo ktoś mi je wyjął z plecaka (w sklepie? że niby nie zauważyłam? ale po co? zna mnie? czy też śledził mnie potem, gdzie mieszkam?) albo zostawiłam je w zamku i ktoś z miłosiernych sąsiadów zabrał, żeby mnie nie okradli. Tylko dlaczego nie zostawił kartki? Co robić?

Telefon do przyjaciela. Znaczy do tzw. Sąsiada czyli ojca mojej córki, mieszkającego dwie klatki dalej. Na szczęście wiem, że ma właśnie urlop. Sąsiad przychodzi, upewnia się, że kluczy nie mam i udaje się na moją prośbę do Spółdzielni w celu pożyczenia wyższej drabiny. Aha, bo zostawiłam okno w kuchni otwarte. 

W Spółdzielni każą przyjść później, bo robotnik od drabiny jest "na osiedlu". Sąsiad idzie do kogoś pożyczyć taką zwykłą, aluminiową, co ludzie często w domu mają. Ja też powinnam mieć, ale gdzie to trzymać...

Przystawiamy drabinkę do ściany bloku i cóż widzimy? Mała, za mała. Na filmie to co prawda bohater stanąwszy na jej najwyższym stopniu zrobił by fik mik i już, ale to życie, nie film. W desperacji Sąsiad staje na tym takim pałąku zaokrąglonym, co jest na górze drabinki (ja niby ją trzymam i upewniam), po czym dokonuje cudów ekwilibrystyki, żeby wspiąć się na parapet, a potem się odwrócić przodem do mieszkania.

Jest! Udało się! Wlazł! Zdejmuje z drzwi wiszące tam klucze córki i otwiera. Uff. Umawiamy się, że czekam do wieczora, czy przyjdzie ktoś z sąsiadów, a jeśli nie, to jutro rano wołam ślusarza, żeby wymienił zamek.

Wyładowuję zakupy do lodówki, a na końcu sól z plecaka. Sól zawsze się trochę rozsypie, więc muszę plecak na lewą stronę wywrócić w celu wytrzepania.

I...

No tak, już wiecie 🤣🤣🤣 

PS. Jak myślicie, ile osób zwróciło uwagę, że ktoś włazi do mieszkania przez okno po drabinie i zainteresowało się? 

 

Apdejt, kurde! Apdejt, apdejt!!!

Oj oj. Dawno nie zaglądałam na Arte, a tu filmy się kończą. Donoszę, że dziś (piątek) ostatni dzień jest dostępny dokumentalny film o Davidzie Hockneyu, tak że teges. 

40 komentarzy:

  1. Pewnie dużo osób zauważyło sytuację, ale skoro rozpoznali sąsiada, swojego, to po co mieli interweniować?

    Nie czytałaś Cudzoziemki?

    Czy masz jeszcze wolne miejsce na Bloggerze (koncie Google) możesz łatwo sprawdzić na stronie Gmaila. - na dole się wyświetla pod otrzymana pocztą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie jest tak, że wszyscy mnie tu znają 😁 Obok bloku przechodzi masa ludzi z następnego na przykład...

      Jeśli to była lektura, jak niesie wieść gminna, to pewnie czytałam, ale nic nie pamiętam, a i nie mam egzemplarza, żeby sobie zerknąć.

      Mnie tam pokazuje, że używam 0 miejsca 🤣 I nie pytaj dalej, bo nic z tego nie rozumiem 🤣

      Usuń
    2. A film z Ewą Wiśniewską, z 1986 roku?

      Usuń
    3. No nie pamiętam... a w moim, swego czasu uruchomionym, projekcie oglądania polskiego filmu od czasów powojennych do lat 80-tych nie dotarłam 😉

      Usuń
  2. Mam ten Dyliżans z knihobudki, ale czeka na Projekt Kuncewiczowa, na razie trwa Iwaszkiewicz, i pewnie potrwa do końca roku (z małym płodozmianem co jakiś czas coby nie zwariować😅). To co czytałam, tj. "Dwa księżyce" i "Cudzoziemka", bardzo mi się podobało.

    Akcja z kluczami niesamowita, no i jednak "jak dobrze mieć sąsiada"🎶.

    Mnie Google samo ciągle atakuje, że mam mało miejsca, bo robie dużo zdjęć i ściągam tony książek. Musisz wejść w swoje konto jak radzi Dariusz. Na blogu możesz ze starych postów powyrzucać niektóre zdjęcia, a jeszcze lepiej filmy, jeśli takowe wstawiałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, będzie Projekt Kuncewiczowa 😁

      Jeszcze lepiej mieć porządną drabinę 🤣

      Ponieważ nic mi nie pokazywało na Gmailu, przypomniałam sobie, że od paru dni przy wyłączaniu laptopa pyta się mnie ten dziad, czy tylko zamknąć czy może wcześniej zaktualizować. I to było BINGO 😍
      /ale już mnie nastraszyło, że zaś jakiś problem/

      Usuń
    2. Kuncewiczowa, w kolejce Wańkowicz i koniecznie Szelburg-Zarembina, bo świetnie pisała dla dorosłych. Mam jeszcze coś zaległego Nałkowskiej, tak że jest co robić🤭

      Ale ten Twój sąsiad to sprawny fizycznie, że dal rade tak brykać po parapetach 👌

      Usuń
    3. Ja się długo zastanawiałam, czy mu powiedzieć prawdę o kluczach czy coś naściemniać, bo zakwasy na drugi dzień na pewno miał niezłe 🤣 Ale wiem, że gdybym nakłamała, to potem - zapomniawszy - coś bym palnęła przy jakiejś okazji i szydło by wyszło z worka 🤣

      Ta trzecia o ho ho nic o tym nie wiem, że dla dorosłych!

      Usuń
    4. Ona napisała cykl, wg pierwszej części którego nakręcono "Rzekę kłamstwa". Ja zakochałam się w jej opowiadaniach o starszych samotnych kobietach (hmm😎)

      Usuń
    5. Będę miała na uwadze, jak by co 😁

      Usuń
  3. No mnie najbardziej zaintrygował wątek "przyjaciel vel sąsiad vel ojciec mojej córki" 😂😂 Możesz zdradzić jaka była kolejność tej znajomości? 🤔😉😁😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejność była następująca: sąsiad - ojciec mojej córki - i znowu sąsiad 🤣🤣🤣

      Usuń
    2. A tak jeszcze co do kluczy. Nie możesz u "sąsiada" zostawić zapasowych? Na takie okoliczności, na przykład? 😄

      Usuń
    3. Właśnie. Postanowienie nowe jest - żeby dorobić. Bo mamy tylko dwa.

      Usuń
  4. Problem ze zdjęciami, to albo odśwież stronę albo jakaś aktualizacja potrzebna, a w ogóle, to wpisy już sie wcale nie aktualizują, trzeba sprawdzać czy są nowe.
    Podobno była seria kradzieży na firmę przeprowadzkową, no kto zaczepi panów od przeprowadzek?
    .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, aktualizacja była potrzebna. A z tym, że się wpisy nie aktualizują, to już problem bloggera i widzę, że ciągle trwa.
      Kradzieże na przeprowadzki to niegłupi pomysł, bo faktycznie rzadko kto będzie zaczepiał - co się ma wtrącać ciekawsko 😏

      Usuń
  5. Zrobiłaś mi dzień tą historią z kluczami :))))))

    Marek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sobie też, ale niekoniecznie pozytywnie 😂 Na drugi dzień globus oczywizda.

      Usuń
  6. To sie nazywa "zlosliwosc rzeczy martwych" :)
    Ja mam w torebce dwie mini kieszonki i zawsze tylko w nich trzymam klucze, te od mieszkania i te od samochodu. Zreszta kazda przegrodka torebki ma swe przeznaczenie ulatwiajace mi wygrzebywanie potrzebnego.
    Moze sasiedzi nie zareagowali widzac ze to sami swoi wlamuja sie do mieszkania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak! Złośliwość rzeczy martwych. Plus własna nieuwaga. Bo też klucze zawsze wkładam do tej samej kieszeni. Ale najwyraźniej nie mogę robić dwóch rzeczy na raz 😂 Tu dyskusja z listonoszem, tu odkładanie kluczy...
      Że sąsiedzi nie reagują, to nic. Gorzej z innymi, przechodzącymi, nie znającymi mnie.
      No, ale tak już jest, każdy się woli nie wtrącać.

      Usuń
  7. Przyznam, że przy tej historii sama zaczęłam zgadywać, gdzie mogą być klucze. Finał z solą w plecaku jest naprawdę świetny. 😄 Dyliżans warszawski” bardzo mnie zaciekawił, szczególnie przez tę mieszankę esejów i reportaży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś mi się zdarzyło, że wracając do domu i otwierając drzwi - wlazłam do środka i zapomniałam o wyjęciu kluczy z zamka. Sąsiadka wychodząca z windy zauważyła i zapukała.
      Tak że - głowina coraz gorzej funkcjonuje...

      Usuń
  8. Dobrze, że historia z kluczami skończyła się tak jak się skończyła. Wymiana zamków to jednak pewien problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, zaczynając od kosztów, a kończąc na "paaaani, ten tutaj nie będzie pasował".

      Usuń
  9. Kuncewiczową muszę sobie przypomnieć, a ten Dyliżans to chyba w ogóle pierwszy raz bym przeczytała, nie pamiętam, a wygląda ciekawie. Historia z kluczami mrożąca krew w żyłach, z drabiną może jeszcze bardziej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby tak się ta drabinka zaczęła przechylać w bok, gdy on stał na jej czubku... ojojoj.

      Usuń
  10. oj ile ja teraz lektur oddałam z teatru do wiejskiej biblioteki, duuużo. a ile znalazłam dziwnych książek...a które zostawiliśmy, niektore stare z pięknie pożółkłymi kartkami, pachnące, do użycia plastycznego czyli zdemolowania...a ile wywaliłam naśmietnik a ile wyniosłam na półki do podarowania...znaczy jeszcze kilka siat stoi w korytarzu i czeka na wyniesienie, bo za ciężkie. robię miejsce na moje z domu.
    mam do przeczytania Przeminęło z wiatrem hehe może się wreszcie zmuszę i Nigdy w życiu :-DD wczoraj w trakcie przerwy od słuchania i fizycznego tyrania wywalona na kanapie już zaczęłam.
    Klucze ech :-) uśmiałam się, dlatego od naszej chałupy zapasowe ma sąsiad. Zawsze ale to zawsze wywalam dogórynogami torbę przepastną, bo zawsze ale to zawsze i nie wiem jak to sie dzieje, że się zguba znajduje...
    a swoją drogą nie noś kluczy w plecaku na plecach w sklepie. bo na prawdę mogą ukraść.
    Nauczyłam sie na wyjazdach, wycieczkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cale szczęście, że takich porządków nie muszę robić, bo bym się spłakała, że trzeba wydać... W sumie, jak z pracy odchodziłam, też tam miałam masę zachomikowanych. I sporo zostało, no bo nie było gdzie ich brać. Podejrzewam, że już ich tam nie ma, bo robili przemeblowania. Co z oczu to z serca, więc nawet nie boli tak bardzo 😁

      Przeminęło z wiatrem w 3 tomach (tomikach) - pamiętam doskonale okoliczności nabycia (z lekka dramatyczne, bo w ciężkich chwilach), ale nie wiem, czy wtedy udało mi się doczytać do końca, może tak. Tak czy siak trzymam, że może kiedyś będę chciała wrócić.

      Właśnie w Pradze mam taki system antyzłodziejski, że jadę co prawda ze sporym plecakiem (bo ładuję do niego całe zapasy na podróż etc.), ale nie używam go na miejscu, tylko zabieram jeszcze w walizce torebkę i z nią chodzę, że bezpieczniejsza.

      Usuń
  11. Wracam ciągle do blogowania i... to z "winy" Twoich wpisów.

    OdpowiedzUsuń
  12. "Cudzoziemka" Kuncewiczowej jest piękna. Natomiast warszawskie życie to dla mnie "Zły" Tyrmanda, kocham tę powieść!

    OdpowiedzUsuń
  13. „… i sięga po klucze do prawej kieszeni plecaka (zawsze są w tej samej). Zonk. Kieszeń otwarta, kluczy nie ma”.

    Pamiętam stresy związane z kluczami. Zapominanie kluczy, wracanie do domu i ich szukanie. Gubienie kluczy poza domem. Dorabianie kluczy—niektóre nie działały po dorobieniu. Ponowne ich dorabianie i poprawianie. Pękanie kluczy (tak!). Wymiany zamków.

    Ale to już jest historia. NIGDY nie muszę się stresować, czy mam klucze lub czy ich nie zgubiłem.

    Ponad 15 lat temu zainstalowałem zamek numeryczny. Nie jakiś tam tani, nieznanych firm—te się psują, zacinają i baterie długo nie trwają. Kupiłem taki lepszy, znanej firmy Schlage. Na Internecie miał oceny prawie 5 gwiazdek na 5 możliwych, podczas gdy inne 2 do maksymalnie 3. Obecnie w tutejszym sklepie Home Depot kosztuje 130 dolary kanadyjskie = 350 złoty.

    Mogę zaświadczyć, że okazał się niezawodny: ogólnie jest prosty, nie posiada żadnego motorka, nie ma zdalnego otwieracza czy Bluetooth. Jedynie kod na 4 numery (9999 kombinacji), który wciska się palcem, i baterię na 9V (starcza na 3 lata). Chociaż tu mieszkało sporo ludzi i zamek używany był kilkadziesiąt razy dziennie, działa bez problemu do dzisiaj. Jedna z najlepszych inwestycji, jaką zrobiłem w domu, warta każdego centa!

    Polecam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ale to już jest historia. NIGDY nie muszę się stresować, czy mam klucze lub czy ich nie zgubiłem."
      Teraz tylko możesz się stresować, czy nie masz demencji i nie zapomniałeś kodu 🤣

      Ale tak serio, to zdaje się coś takiego mają w Korei (vide "Pierogi z kimchi"). Generalnie chyba na prąd, ale też jest bateria na wypadek, gdyby prądu zabrakło.

      Usuń
  14. Od razu wiedzialam, gdzie były klucze! Żebym jeszcze była taka mądra podczas notorycznych poszukiwań - chociażby wczoraj na ten przykład - kluczyków do auta w małej torbie, w TEJ właśnie konkretnej kieszonce 😂 A to było tylko preludium... Potem był urwany tłumik 🤣

    Kuncewiczowej nie znam w ogóle, nabrałam niegdyś ochoty (w Kazimierzu) i tak jakoś zeszło.
    uściski, saxony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 🤣🤣🤣
      Może powinnyśmy, wzorem jednego znajomego gościa, który zabezpiecza technicznie kilka nieruchomości w centrum Krakowa - nosić u pasa pęk kluczy godny Klucznika Gerwazego? Myślę, że tak z pięć kilo może ważyć... Nasze przecież nie są tak liczne 😂
      PS. A słychać go z daleka, jak idzie i podzwania!

      Usuń
  15. No wariuje blogger, bo np. ten post mi się wyświetlił dopiero dzisiaj, a z kolei komentarz pod najnowszym postem wcięło:( wariactwo kompletne.
    Historia z kluczem, to niezła anegdotka 🙂 mogliby człowieka okrasc, a nikt by nie zareagował, myslisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istotnie wcięło, bo go nie ma ani w spamie :(
      Na to wygląda, że nikt się nie interesuje. Ale może faktycznie nie przechodził mi za plecami nikt obcy?

      Usuń
    2. A jeszcze muszę dodać i zachęcić - Cudzoziemkę uwielbiam, polecam zwłaszcza w audiobooku, zwłaszcza jeśli lubiłaś Zofię Kucówna, która czyta rewelacyjnie. Jakby co, mam, moge ci podrzucic:)

      Usuń
    3. Dzięki, ale NIE UMIEM słuchać audiobooków, zaraz się wyłączam... albo nawet usypiam, jeśli warunki pozwalają 😂

      Usuń