Nie wygrzebię się spod bibliotecznych stosów. W większości przypadków jest to tak: zaglądam do biblioteki sprawdzić, czy jest coś ciekawego na półce/stoliku z gratisami. Ale żeby nie wyglądać na jakiegoś żebraka, który tylko za tym patrzy 🤣 - studiuję również regał z nowościami. No i tam zawsze coś złośliwie w oko wpadnie. Tak jak ta Ginzburg.
To jedna z moich ulubionych autorek. Z tym, że wtedy, gdy pisze o rodzinie, wówczas kocham ją i jej powieści. Jeśli chodzi o Małe cnoty czyli zbiór esejów już nie jestem tak wielką fanką - kilkanaście lat temu czytałam to w oryginale i zainteresowanych odsyłam do ówczesnego posta: klik. Przy okazji stwierdzam, że z pokazywanych wtedy nowych nabytków przeczytałam do tej pory chyba tylko dwa 😁 Więc naprawdę powinnam omijać biblioteki szerokim łukiem...
Czy dziś mój odbiór Małych cnót zmienił się? W jednym przypadku tak. Widzę, że rację miała Ginzburg co do tych tytułowych małych cnót i wielkich - że istotnie trzeba uczyć dzieci innego podejścia do pieniędzy, nie ściubolenia i oszczędzania, ale na odwrót, beztroskiego wydawania. Że pieniądze to jest coś, o czym nie należy za dużo myśleć. Gdybym jednak to pojęła już wtedy, gdy czytałam po raz pierwszy, i tak byłoby za późno, córka była już "wychowana". Tak to jest, gdy się te pieniądze ciągle liczy, całe życie właściwie 😟
Skoro wydano po polsku również dwie powieści z tych, które lubię, rodzinnych, może sobie jeszcze kiedyś zrobię przyjemność i pożyczę 😉
Początek:
Koniec:
Wyd. FILTRY, Warszawa 2025, 136 stron
Tytuł oryginalny: Le piccole virtú
Przełożyła: Weronika Korzeniecka
Z biblioteki
Przeczytałam 8 stycznia 2025 roku
Taka zaszła sytuacja. Na końcu grudnia zamówiłam parę drobiazgów 😉 z Ulubionego Antykwariatu (zniżka 30%), przyszło jak zwykle potwierdzenie z automatu i potem cisza. Codziennie skrupulatnie przeszukiwałam pocztę (upierdliwość, odkąd Onet porobił różne foldery, do których wedle własnego uznania pakuje przychodzące maile) i nic. Aha, świętują na całego, dobrze. A tu nagle mail z GLS, że nazajutrz dostarczą paczkę. I faktycznie, jest. No, ale ja przecież jeszcze nie płaciłam, bo nie dostałam info, ile 🤣 Co to ma być, prezent dla stałej klientki czy co?
/to już 10 lat/
I nie wiadomo, co robić? Bo jeśli to przeoczenie pracownika, to nie chcę go do szefa podłożyć, diabli wiedzą, czy nie czyta całej poczty 🤣
Przedwczoraj byliśmy u Ojczastego. Zmiany, zmiany, zmiany. Barierki przy łóżku założone, kaczki na stoliku niet, a na czole siniak i szrama.
Poszliśmy po informacje do pań opiekunek. No tak, wstawał, przewrócił się, krew się lała tak, że nie wiedziały nawet dokładnie, z którego miejsca, dopiero go zabrały umyć do łazienki. Trochę w związku z tym, a trochę żeby skończyć z udręką gównianą (i nie tylko gównianą, bo i do kaczki już nieraz nie trafiał i były kałuże na podłodze)- zapampersowały go. I żeby tego pampersa nie próbował ściągać, założyły mu pajacyk. Mówiła mi jedna sąsiadka, że coś takiego dla mamy kupiła - zapinane jest na plecach, więc nie do rozpięcia dla starszej osoby.
Powiem Wam, że ulga, bo wiedziałam już od dawna od kuzynki, która pracowała w DPS-ie czy ZOL-u, że u nich obowiązkowo pensjonariusz ma być w pampersie - więc co będzie, gdy już się znajdzie w tym ZOL-u - nie miałam pojęcia, jak Ojczastego do tego pampersa wdrożyć (żeby zrozumiał, że nie ma go ściągać, jak mu się chce...). Pajacyk rozwiązaniem, okazuje się.
Poza tym panie mówią, że je, że constans - znaczy stan nie pogarsza się. Jak coś chce, to woła mnie. No chyba tak jak przypuszczałam myśli, że jest w domu, tylko może innym, albo w innym pokoju?
Brat dziś wyjechał na 3 tygodnie i teraz będę się modlić (figura stylistyczna), żeby się nagle miejsce nie zwolniło w ZOL-u, żeby nie zadzwonili, żeby go przywozić.
Zima przyszła* i taka emerytka to się cieszy jak dziecko, choć nie sankuje 😂 Wieczorem chodzę trochę się pokręcić na twisterze and co., tylko mi w ręce zimno od poręczy lodowatych, więc dziś w końcu zajrzałam do szafy**, a tam cztery pary grubszych rękawiczek 😂 Już wspominałam chyba, że zawsze mam problem z przejściem z jednego sezonu w drugi 😂
* widziałam obrazki z Pragi, gdzie pasażerowie pchają autobus na ulicy, całkiem jak w PRL-u
** znalazłam też w szafie kasetkę z łyżeczkami malutkimi, zaśniedziałymi - pięknie odczyściłam, tylko że kawę rzadko pijam, więc znowu zaśniedzieją, zanim będę miała okazję użyć. Ale to pamiątka po mamie, więc niech sobie będą.
A dziś w Lidlu widziałam kominek elektryczny i mówię o nim córce, która wiecznie marznie, że jest coś takiego i już wysuwamy obie propozycje, gdzie miałby stać... po czym szukam w internecie więcej informacji i cóż się dowiaduję - że jest z plastiku 🤣 A ja ze zdjęcia na pudełku myślałam, że żeliwny! Ciekawy pomysł, zważywszy na cenę bodajże 170 zł 🤣







