niedziela, 4 stycznia 2026

Wiktor Draguński - Przygody Dyzia

Ktoś pamiętając bardzo luźno bohatera szukał tej pozycji - to znaczy tytułu i autora - na Starych polskich książkach, a że są tam ludzie, którzy czytali najwyraźniej WSZYSTKO, zaraz się książka odnalazła, okazawszy się zresztą radziecką. Jak ogólnie wiadomo najlepszą (albo prawie) humorystyczną książką radziecką dla dzieci i młodzieży jest Witia Malejew w szkole i w domu, a tu okazało się, że ma poważnego konkurenta. Nie mogłam uwierzyć, że jakiś Draguński nie jest Polakiem 😉 ale książkę wypożyczyłam i się przekonałam. Wymagało to wypożyczenie zachodu, bo egzemplarz znajduje się w Magazynie Biblioteki Kraków, a nie gdzieś na półce w którejś filii (znaczy jest też jeden gdzieś w Nowej Hucie, jak zwykle); w takim przypadku się zamawia i czeka, bo pracownik przywozi zamówienia, jak ich się nazbiera więcej, tak przynajmniej zrozumiałam.

Niestety zamówiony egzemplarz okazał się pozbawiony obwoluty. 

Przystąpiłam do lektury pełna Wielkich Oczekiwań i pewnie dlatego po kilku stronach porzuciłam czytanie. Ale książkę prolongowałam i prolongowałam, aż nadszedł ten moment, że trzeba oddać. To dałam jej drugą szansę. I wtedy poszło śpiewająco 😁 Podstawowa różnicą między Dyziem a Witią jest taka, że w Dyziu jest więcej momentów lirycznych, a nawet melancholijnych.  - życie pokazuje pazury już drugoklasiście. Internety mówią, że wyszła też inna książka tego autora - Zenek, Misiek i koledzy z pierwszej B, a więc wcześniejsza. Niestety nie ma jej ani w żadnej filii ani w Magazynie. Cóż. Ale jest Dyzio w oryginale w filii na ul. Przyzby (nawet nie chcę wiedzieć, gdzie to może być; choć chciałoby się przeczytać po rosyjsku).

Właśnie to mi przeszkadzało - spolszczono tę książkę dokumentnie: i imiona i nazwiska i nazwy własne, począwszy od samego Dyzia. Nie lubię tego. Ewidentnie rodzina Dyzia mieszka w komunałce, ale skrzętnie jest to omijane, aż w pewnym momencie już się nie da ukryć, więc sąsiedzi krzyczą przecież to wspólne mieszkanie! Dyzio z ojcem jadą też do rodziny do dużego gospodarstwa rolnego (jak rozumiem do kołchozu) 😂 Z pisma dla dzieci Murziłka zrobił się Krasnoludek, ale to do pewnego stopnia zrozumiałe.

Początek:



Koniec:

Wyd. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1974, 253 strony

Tytuł oryginalny: Денискины рассказы

Przełożyła: Henryka Pikulska

Ilustracje: Ewa Frysztak-Szemioth 

Z biblioteki

Przeczytałam 3 stycznia 2026 roku
 



Najnowsze nabytki

Już myślałam, że będą tylko te Modern Detective Stories, a tu w piątek był wyrzut w knihobudce i przyniosłam parę sztuk. Z tym, że co do Bakuły i Jonassona to gdybam, czyby nie wynieść z powrotem. Babel miał być na podmiankę, ale okazało się, że owszem, mam, ale Historię jednego konia, a nie to. Choć może należy sprawdzić dokładnie zawartość... Gdzie dam te dwie Nike? No, koło pozostałych oczywiście, czyli znów mnie czeka szacher macher - wiecie, że na takich operacjach można i pół godziny stracić?


Rówieśnicy są do serii z koniczynką, Skrawek nieba pomyliłam się, bo wzięłam to za kryminalną serię. logo mnie zmyliło 😂 a Beata Szymańska to już w ogóle, bo myślałam, że to EWA SzUmańska, ta od młodej lekarki 🤣 Ale to cienka książeczka, to może machnę. Z czego tu jeszcze potrzebuję się usprawiedliwić? Rozmówki wietnamskie - no ja nie przejdę obojętnie obok takich egzotycznych języków, w sumie wcale obok jakichkolwiek języków. Nowele duńskie... a nuż przeczytam? Jedno nazwisko tylko znam, Peter Seeberg. I jeszcze te dwie Mój dzień powszedni. To są jakieś pamiętniki, nadesłane na konkurs Książki i Wiedzy w 1972 roku, mogą być ciekawe. Wojna futbolowa to audiobook plus wywiad z Kapuścińskim i inne takie. Ciekawe, czy kiedykolwiek wysłucham.

A wczoraj wieczorem trafiłam na Axela Munthe nieznanego mi 😍 I karty w kształcie serca (potrzebne mi na ... - nie nadają się przecież do pasjansa - ale ja tak uwielbiam blaszane pudełka, że musiałam wziąć). I już.



Półki pod telewizorem dalej nie pokazuję, bo nic nie drgnęło, porządkuję aktualnie małe półki, gdzie nic z tyłu się już nie zmieści, więc nie dopycham.

Urobek filmowy (nowa kategoria, może łatwiej będzie mi coś znaleźć) tegoroczny to:

- radziecki Panie proszą panów (Damy prigłaszajut kawalierow), 1980, melancholijna historia Anny, która jakoś nie ma szczęścia w miłości; obejrzane na świeżo nabytym dvd z cyklu Klasyka kina radzieckiego, w oryginale można zobaczyć na YT (z napisami angielskimi) (bez napisów), a recenzję przeczytać tu 

- brytyjski Murder She Said, 1961 (polski tytuł to Śmierć ma okna, ekranizacja 4.50 z Paddington Agathy Christie), obejrzane online z polskimi napisami

- czeski Když lumpa trápí pumpa, 2025 (ta pumpa to serce, bohater jest na rencie i dorabia sobie drobnymi kradzieżami; wątek romski), obejrzane w oryginale na stronie Czeskiej Telewizji  

Jak jeszcze pracowałam, to sobie tak myślałam, że będąc młodą lekarką na emeryturze będę codziennie oglądać co najmniej dwa filmy i w ten sposób nadrobię zaległości. Taaaaa. 

 

Jakieś postanowienia noworoczne?

Spodobał mi się rysunek z Wyborczej, który znalazłam na blogu Gazeta domowa -  


Zastanawiam się, czym się różnią postanowienia od planów. Postanowienia wiadomo, że znikają jak sen złoty najdalej po miesiącu, więc w sumie lepiej ich wcale nie robić. A plany? Mam plan codziennie (w miarę możności) robić ćwiczenia na twisterze na siłowni zewnętrznej. Że niby to mi pomoże na boczki. Na razie tegoroczny wynik 2:2. Mam plan, żeby moja córka jeden dzień w tygodniu przygotowywała obiad. To jest mój plan, nie jej, dodajmy 😂
Mam oczywiście plan co do angielskiego, tej zmory. Skupić się na słuchaniu (znaczy ze zrozumieniem). Nagle wyświetla mi się na YT milion kanałów na ten temat, panoczku. Filmiki tworzone przez AI są straszne i zamiast się skupiać na treści wytrzeszczam oczy, co tu się odjaniepawla. Zastanawia mnie, czy to wina AI czy niedokładnych instrukcji od twórcy? W jednej scenie dziecko jest tak ubrane, w następnej - dalszym ciągu - inaczej. Albo jest w łóżku stojącym pośrodku pokoju, a za chwilę przy ścianie. Pakuje plecak do szkoły i idzie z tym plecakiem na ramionach umyć zęby w łazience. Jedzie rodzinka samochodem, rodzice siedzą z przodu, tata prowadzi - i gdy on coś mówi, to siedzenie obok jest puste, mama wyparowała 😂

 

Z moim angielskim to może być tak jak w Przygodach Dyzia, gdy do nich przyszedł Paweł:

😜😜😜
 

Więcej planów nie mam. A Wy?

Żegnam Was zdjęciem sprzed paru godzin - tam słońce nie sięga normalnie, ale odbiło się w szybie w bloku naprzeciwko i oświetliło mi przewodniki po miejscach, gdzie już raczej nigdy nie będę - czy to jakaś wróżba? 😎