sobota, 11 lipca 2026

Jan Ekström - Taniec śmierci

Sfatygowany egzemplarz (z budki of course), ale za to z jakże fascynującą treścią! No, może fascynująca to za mocne słowo, niemniej jednak ten szwedzki kryminał bardzo mi się spodobał od samego początku i trzymał do końca - wspominałam chyba, że przeczytałam w jeden dzień, a co się będę odrywać.

Właścicielka domu, który nie jest niby pensjonatem, ale wynajmują w nim pokoje obce osoby, sprzedaje i dom i działkę z chatą, spienięża wszystko - żeby wyjechać i zacząć nowe życie (po otrzymaniu anonimowej kartki ze słowami Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz - po czym zamyka się w łazience, żeby wziąć kąpiel. I... znika. Okna nie było, w drzwiach był klucz od wewnątrz, a Krystyny Vannerman (nie mylić z Wassermann) nie ma. Zaś na drugi dzień Krystyna Vannerman zostaje znaleziona z kulką w czole w drugiej łazience tego domu, też zresztą zamkniętej. Takie buty.

Teraz czytam na Wikipedii, że 

The novel Ålkistan (The eel chest) is claimed to be one of the few Swedish examples of a successful answer on the locked room mystery.

Czyli zagadka zamkniętego pokoju. To była powieść wcześniejsza o 3 lata, ale i tu Ekström użył tego myku. W Polsce wydano 5 jego powieści (kryminałów, jak sądzę), niestety nic innego nie posiadam (póki co). 


Z racji mojego uwielbienia dla wszelkich planów domów i mieszkań lepiej nie mogło się zacząć 😁

Wyd. Czytelnik, Warszawa 1984, 234 strony

Seria z jamnikiem 

Tytuł oryginalny: Elddansen

Przełożyła ze szwedzkiego: Maria Olszańska

Z własnej półki

Przeczytałam 4 lipca 2026 roku


Powiem Wam, że to były dni wyjęte z życiorysu 😁 Człowiek się na tej emeryturze rozleniwił i prowadzi mało intensywny tryb życia, nieprawdaż. A tu nagle nie dość, że podać wszystkie posiłki (a wiecie, co to dla mnie oznacza - stres i zgroza), to jeszcze latać po mieście. I jeszcze konwersować 18 godzin na dobę 🤣 

Męczące, ale w sumie fajnie było! I oczywiście inaczej niż zwykle. Żeby nie sięgnąć choćby po jedną stroniczkę przed snem? Niewyobrażalne, a jednak. Zaczynam rozumieć, że są ludzie, którzy tak żyją i czasu na czytanie faktycznie nie mają... Ciekawe jest też i to, że laptop leżał odłogiem (inna sprawa, że jak jest internet w telefonie, no to 😉). Jednak moje dni w Pradze wyglądają inaczej.

A' propos laptop - w poniedziałek pojechałam do serwisu, a tam pan do mnie w te słowa:

- Musi się pani zastanowić, czy chce inwestować  w tego dziadka o dwóch kulach czy raczej kupić coś nowego. 

No wszystkiego bym się spodziewała! Z rozpędu po powrocie do domu wyciągnęłam jakieś dyski zewnętrzne i przerzuciłam chyba 80 GB starszych zdjęć z Pragi - ale nie żeby większa ilość miejsca coś pomogła. 

On mi pokazywał, że przy otwartej JEDNEJ stronie w internecie procesor miał 100% obłożenia. Tak strasznie mi się nie chce bawić w nowy laptop (programy do pościągania, linki etc.), że chyba póki co nie zrobię z tym NIC. 

Za to - wyobraźcie sobie - przyjechała Czeszka i nagle telewizor znów widzi wifi! Znaczy przywiozła mi internety 😁 Co prawda na tej czeskiej aplikacji lubi się przycinać, ale jest. Bo ja wcześniej dzwoniłam też do tych od internetu i zapewniono mnie, że skoro inne urządzenia widzą to wifi, to coś jest nie halo po stronie telewizora i żebym sobie zawołała jakiegoś serwisanta. Taaaa, a niby skąd się takiego bierze... 

Jako turysta we własnym mieście robiłam fotki 😎 W niektórych miejscach nie byłam ze dwadzieścia lat i fajnie było zajrzeć znowu. Zastanawiam się, co mi broni zwiedzać znów Kraków 🤣 

Czeszka powiedziała, że mają takie powiedzenie aleś ty mądry, pewnie spałeś w bibliotece. To w związku z ilością książek w pokoju, gdzie spała 😅 Czy muszę dodawać, że przywiozła mi jeszcze dwie? I że po tych dniach posuchy knihobudkowej skoczyłam w parę miejsc i już zgromadziłam kolejny stos? Niby że tylko do przeczytania. 

Czeszka wyjechała z przepisem na ryżankę, bo nic jej tak nie smakowało jak ta najprostsza zupka he he. No, może jeszcze ruskie. Omówiłyśmy sporo fałszywych przyjaciół, już wiedziała, że nie kupujemy czerstwego pieczywa, ale masa słów ją ubawiła. Krakowem zachwycona, nasze kościoły są niesamowite (odkrycie - otwierane ołtarze) i jeszcze te smoki! 





Po raz kolejny przekonałam się, że NIE UMIEM ODPOCZYWAĆ, więc zabrałam z budki broszurę Sposób na zmęczenie. Będę studiować.