Gdyby nie waliza i książki to może faktycznie powinna bym latać samolotem do Pragi, zamiast tłuc się tyle godzin autobusami czy pociągami...
Ale przecież ten aeroplan tylko się babci przyśnił!
Początek:
Koniec:
Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1982
Ilustracje: Mirosław Tokarczyk
Seria: Poczytaj mi mamo
Przeczytałam 19 maja 2026 roku
Praga, dzień pierwszy
Rację ma Agata, że nieważna podróż, nieważne, co wcześniej - grunt, że jak już w Pradze wyląduję, to od razu lepiej 😁
Niby nie było źle w tym pociągu - dopóki gdzieś już w Czechach nie wsiadł pasażer z wykupionym miejscem obok mnie... a już miałam nadzieję, że nikogo nie będzie do końca. I ten gość (nie wiem, jakiej narodowości, bo mówił do mnie po angielsku, a film sobie oglądał na komórce z hiszpańskimi napisami, ale to przecież nic nie znaczy) cały czas obgryzał paznokcie. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałam 🙄 Tak obrzydliwe, że prawie dostałam skurczu szyi, no bo wolałam tego nie widzieć i patrzyłam w prawo za okno. Oczywiście głowa mnie rozbolała (choć bez związku z jego pazurami) i oczywiście ledwo zajechaliśmy na dworzec, ledwo się wytoczyłam z walizą na peron - natychmiast przestała 😎
Moja Praga zaczyna się zawsze tutaj, w hali dworca. Tu kupuję bilet miesięczny i jazda. Przypominam, że bilet miesięczny dla seniora 60-65 lat kosztuje 130 koron, gdy normalny 550. Podczas gdy w Krakowie płacę równo połowę normalnego. A jeszcze gdyby porównać jakość tej komunikacji miejskiej... ech.
Siostra przywitała mnie pozdrawiając po roku (ciekawe, jakim cudem mnie pamiętała, wolę nie dociekać 😉), dostałam kartę i klucze, błyskawicznie zrobiłam sobie gorącą herbatkę - to już mnie postawiło na nogi kompletnie - i zjadłam bułę (no więc... zabrałam w drogę 6 buł 🤣 a w pociągu zjadłam tylko dwie, to przez tego faceta) no i co, no i trzeba było skoczyć po jakieś książeczki 🤣 Ale jestem usprawiedliwiona, bo już była 18.00 i nigdzie na przyprawę nie opłacało się jechać! Więc:
- najpierw przechodziłam obok antykwariatu tego rozmownego pana, co w zeszłym roku pokazywał mi jakąś rzadką mapę. On tam ma na parapecie wystawione knihy za bůra czyli za piątkę i była tam Agathy Christie Trzecia dziewczyna, to jest Poirot, no jak mogłam nie wziąć!
- następnie udałam się do antykwariatu z pudłami po dysze. Pudeł na podłodze nie było, a na jedynej półce nic ciekawego, co mnie w sumie pocieszyło, no bo przecież obiecuję sobie, że tym razem się będę ograniczać. Hłe hłe.
- wobec tego uznałam, że nawiedzę sklep z filmami, kupię sobie jakiś serial i już to będę miała z głowy. No to mam, solidny box 11 dvd 🤣 Ale tak sobie myślę, że tam w domu, gdzie te czeskie seriale stoją, akurat tyle miejsca zostało i się zmieści.
- nieco powyżej bazaru z filmami jest filia biblioteczna z knihobudką zewnętrzną, która jest otwarta z kluczyka tylko w godzinach działalności biblioteki, więc nie miałam wielkich nadziei, że o tej porze jeszcze kogoś zastanę, a tymczasem owszem i zachachmęciłam dwa kryminały, te zielone na dole, z serii, którą sobie tak po cichutku zbieram i z której mam jeszcze w planie kupić 4 sztuki w Ulubionym Antykwariacie, ale to po niedzieli.
- akurat przyjechał tramwaj 18, więc podjechałam parę przystanków do Ogrodu Botanicznego, bo tam też jest knihobudka. I tam NIC, z powodu że w tym zakątku sprzedają jakieś skalniaki i pani mnie nie puściła do półki z książkami, bo ma tam swoje rzeczy. W zeszłym roku sprzedawał pan i ten, aczkolwiek niechętnie, ale jednak mi pozwolił się wcisnąć za stoisko. Pani była bardziej kategoryczna, dodając, że nic ciekawego tam nie ma. Co ona wie, co jest dla mnie ciekawe 😏 Tak że tam należy chodzić tylko w sierpniu, bo w maju zawsze mają te skalniaki. Na pociechę wyfociłam sobie w ogrodzie różowości.
- no i cóż było robić, pojechałam na Folimankę, gdzie w zeszłym roku coś znalazłam. W tym też 😍 Wyfasowałam dwa kryminały: jeden czeski, drugi enerdowski.
Tak że sytuacja przedstawia się następująco po pierwszym dniu: już powinnam omijać przybytki księgarniane, antykwarniane i gratisowe budki szerokim łukiem (skoro jeszcze chcę dokonać zakupu 10 sztuk w Ulubionym Antykwariacie). Może zresztą się uda, w sensie że z braku czasu?
A co jeszcze dzisiaj?
Pospacerowałam podwieczornie po tej Folimance, zdziwiłam się wyglądem rzeki Botič - jak takie maleństwo potrafiło przed 10 laty zalać teren do pół metra wysokości...
Pora była akurat na wyprowadzanie piesków. Jeden się wczoraj zgubił 😢
Park był opanowany przez dzieciarnię, która ma tam mnóstwo rozmaitych miejsc do zabawy.
Wśród przyrządów do ćwiczeń było i takie - u nas nie ma, nie wiem, co to takiego..
... więc sobie sfotografowałam instrukcję obsługi.
Nie wiem, czy już kiedyś pokazywałam latarnię-pomnik, upamiętniający samobójców, którzy skoczyli z Nuselskiego mostu (250-300 osób).
Swego czasu zawzięcie fotografowałam domofony, więc dzisiaj też jeden na pamiątkę.
Taki byłam chodec, że raptem zrobiłam 8862 kroki czyli 5,8 km. Chwalić się tu nie ma czym, to tylko informacja dla potomności 🤣
Czemu ten facet wpadł do pisanki?
A teraz pozostaje mi już tylko jedno. Z tym, że najpierw muszę sobie pościel oblec, bo takie tu zwyczaje.
PS. Gdyby ktoś chciał się dowiedzieć JAK ROBIĆ SELFIE - proszbardzo.
Zacznijmy od tego, że NIE POTRAFIĘ zrobić zdjęcia jedną ręką. Znaczy tą samą, w której trzymam telefon. Jednocześnie trzymać i nacisnąć kciukiem przycisk. No nie.





















