Ostatnimi czasy trafiły mi się trzy stare kryminały w naszej knihobudce (gdzie poza tym posucha - no i dobrze 😁), w tym dwa Edigeye. Skończywszy o poranku Newerly'ego - i zdecydowawszy, że będzie to Dzień Lenia, spędzony po dużej części w łóżku - a co, wolno mi! - zabrałam się za pierwszego z nich i tak się wciągnęłam, że skończyłam do wieczora.
Sytuacja: mała (fikcyjna) miejscowość na Śląsku, gdzie najpierw zostaje zabity lokalny żulik Wincenty Adamiak, a niedługo potem ginie emerytka, Maria Borzęcka, dorabiająca sobie prowadzeniem meliny. Trzy tygodnie później zostaje zastrzelony bogaty ogrodnik Władysław Czerwonomiejski. I wtedy zaczyna się szerzyć pogłoska, że morderca atakuje według alfabetu - czyli następna ofiara będzie na D. I faktycznie, ginie kolejarz Delkot. Wobec tego dentysta Emilianowicz woli wyjechać z miasta. Milicja postanawia połączyć sprawy, dotychczas rozpatrywane oddzielnie i poprosić o pomoc wyżej. Zostaje przysłana... młoda kobieta. Dla majora Zajączkowskiego to cios w samo serce 😁 Babę mu przysyłają na odczepnego??? Oj, nie ułatwi on jej życia. Ale porucznik Barbara Śliwińska nie tylko zabiera się energicznie do pracy, dokładnie studiuje akta i znajduje nowy trop (mordercą nie jest żaden wariat, tylko ktoś, kto ukrył prawdziwy cel wśród przypadkowych ofiar), ale przede wszystkim zjednuje sobie pozostałych pracowników komisariatu, a i wśród miejscowej ludności potrafi znaleźć odpowiednich informatorów.
Co prawda dość szybko domyśliłam się, kto może być mordercą, ale i tak czytało się bardzo dobrze i mimo wszystko w napięciu do końca.
Wyd. Iskry, Warszawa 1981, 206 stron
Seria: Klub Srebrnego Klucza
Z własnej półki
Przeczytałam 17 czerwca 2026 roku
A teraz tak. Brat zadzwonił, że ma propozycję nie do odrzucenia, żeby mieszkać u niego podczas jego kolejnego wyjazdu (zawsze musi znaleźć jakiegoś jelenia, bo kot). Od prawie końca czerwca do prawie końca lipca, no miesiąc. Wykręciłam się, że mam wizyty lekarskie 😂 Ale potem, gdy mówiłam o tym córce, ona nagle, że by pojechała.
😨😨😨
Nigdy w życiu nie była sama przez miesiąc, a tu jeszcze w obcym domu.
No, ale napaliła się, brat mówi, że dobrze jej to zrobi... i szykujemy się. Ja zresztą też nie byłam sama przez miesiąc, ale z tym potrafię sobie poradzić 😁 Brat ją w sobotę odbierze ze stacji i pójdą od razu zrobić Wielkie Zakupy w pobliskiej Biedrze (lista gotowa, byłyśmy w sklepie obczaić, co tam dają, bo my przecież kupujemy w Lidlu). Bo tam na miejscu tylko jakiś mały Groszek. Następnie wydostałyśmy walizkę ze schowka (dość małą, ale mojej jej nie dam) - a tam ozdoby na choinkę... a tak się zastanawiałam, że przecież było tego więcej... no i faktycznie 😂 Córka im bliżej tym bardziej zaczyna trząść portkami. Ma go wypytać i zapisać sobie, co ze śmieciami, jak się włącza kuchenkę i telewizor i jego pralkę (najpierw miała wyobrażenie, że zabierze 30 t-shirtów, to chyba z torbą z IKEI dodatkową), jak się zamyka drzwi (planuje wycieczki rowerowe, na co ja z kolei trzęsę portkami), co z kocią toaletą etc. Niestety nic nie było w stanie odwieść ją od zakupu dmuchanego koła, bo będzie sobie dryfować po stawie, jak twierdzi 🤣
Obawiam się, że staw /basen/ jest mocno zarośnięty i rzeczywiście można tylko po nim dryfować, znalazłam zdjęcia, ale sprzed 10 lat...
Obawiam się, że w przyszłości nie wykręcę się od pobytu tam (w tym roku brat ma jeszcze wyjazdy na listopad i na grudzień), choć nie wyobrażam sobie wyjazdu z domu na tak długo, zresztą w ogóle nigdzie mi się nie chce jeździć poza Pragą. Cholera jasna z tym jego kotem!
Wracając do córki, telefon (od dawna już bez numeru) służy jej wyłącznie do robienia zdjęć, ale boję się zostawić ją samopas, więc udałam się do salonów z pytaniem, co bym tu mogła. Że na miesiąc tylko potrzebujemy. W T-mobile zażyczono sobie 50 zł + 5 zł starter, ale w Play jedynie 30 zł wszystkiego. Tyle że muszę tam jechać w ostatniej chwili czyli w piątek, bo liczy się od dnia zakupu.
W związku z wolnym łóżkiem przyszedł mi do głowy pomysł... ale o tym następnym razem 😉
Tymczasem kolejne spisy filmów (i przestańcie mnie straszyć, że za rok może ich nie być!). Nr 7 i 8. Na razie skupiam się na Arte.tv, bo filmy Chabrola są tylko do połowy lipca, więc żeby mi nie przepadły.






