piątek, 10 kwietnia 2026

Aleksandra Paduch - Trzewia

Tym razem nie narzekam - raczej pochwalę Czytelnika, który tę książkę polecał 😍 Absolutnie moje klimaty. Krótko, zwięźle, rodzinnie. Pamięć i emocje. Bardzo osobiste. Setka flashbacków, a z niektórymi się pewnie możemy utożsamić... 


 

Początek: 


Koniec:

Wyd. Czarne, Wołowiec 2025, 112 stron

Z biblioteki

Przeczytałam 6 kwietnia 2026 roku
 

Tydzień poświąteczny upłynął na załatwianiu spraw, czym jestem w cholerę zmęczona. 

Do USC po odpis aktu urodzenia, potrzebny do złożenia wniosku o wypłatę ostatniej emerytury Ojczastego. 

Do ZUS-u złożyć ten wniosek. 

Do aparatów słuchowych, bo pan kiedyś wspomniał, żeby mu pokazać te ostatnie aparaty Ojczastego (okazało się, że ma takich multum i wstydziłby się nawet zaproponować 300 zł, więc nie proponuje 😂 sugeruje wystawić w internecie za 1500 zł; co uczynię, no bo leżą bez sensu).

Do Leroy-Merlin, bo zadzwonił Pan Malarz, że będzie robił w przyszłym tygodniu i zapytał o te drzwi do wymiany w łazience i toalecie. Że znajomy mu z tym pomoże. Odszukałam faktury z remontu łazienki - w 2013 roku (tylko dwie godziny mi zeszły na szperaniu za nimi) i okazało się, że były kupowane właśnie w Leroy-Merlin. W Bonarce. Sklepu w Bonarce już nie ma (dobrze, że sprawdziłam przed wyjściem!), więc pojechałam do Czyżyn. Oczywiście modelu sprzed 13 lat też nie ma, pan sprawdził, że nie ma już nawet takiej okleiny. Chodziłam i próbowałam dopasować coś do zdjęć w telefonie, ale wiecie, co to takie zdjęcia. Wyjaśniam, że chcę wymienić jedynie te pozalewane i opuchłe opaski do futryn, reszta zakładam, że jest w porządku. Wybrałam dwa podobne modele. Oczywiście tych właśnie opasek nie było na sklepie, ani nie będzie w najbliższej dostawie - sprzedawca zasugerował, żeby zamówić i jak nie będą pasować, można oddać, te mniej pasujące albo i obie, byle nie rozpakowane. Zapłaciłam 4 stówy i czekam na SMS, że są do odbioru. Ponoć 28 albo 30 kwietnia - czyli Pan Malarz i tak się nie załapie (może przyjdzie ekstra?). W każdym razie na przełomie kwietnia i maja będę kursować w te i we wte tramwajem nr 4 z opaskami (jak mają 2 metry wysokości, to chyba dam radę) 😂

Takie tabliczki mi się rzuciły w oczy w sklepie, może coś nabyć do domu 🤣 

Na zakończenie tych peregrynacji udałam się wczoraj wieczorem kulturalnie na wernisaż wystawy Plewińskich, ale uciekłam czym prędzej, bo był milion ludzi. Zaraz pomyślałam, co by to się działo, gdyby wybuchła jakaś panika, jakiś pożarek... zadeptalibyśmy się wzajemnie. Naprawdę człowiek stał na człowieku! Więc wybiorę się kiedy indziej na spokojnie. I hope so.

W drodze powrotnej przechodziłam koło Kossakówki, remont chyba na finiszu. 


A dziś już NIC MI SIĘ NIE CHCE. Zrobiłam zakupy, bo kończą się już świąteczne zapasy i coś by trzeba może ugotować, ale na tym życzę sobie koniec roboty. Przy czym na 100 procent nie będą to batuki + zupa rumfordzka + wątróbka z zająca w śmietanie + knedle z bułką po polsku + sałatka z selerów "Hotel Grand" + surówka z kapusty białej z ogórkiem + kasza krakowska "Krzysztof" - które przewidują państwo Dębscy na 10 kwietnia 😂😂😂

Za to ktoś odwiedzający knihobudkę się nie lenił, tylko wysztrykował nowe ogłoszenie parafialne (zaklejając to głupkowate o dziurawieniu książek).

Taaa, powiedzmy, że te mendolozy przynoszące siaty szmat przeczytają i się zastosują...