środa, 14 października 2026

Jan Cimický - Maigretovo pařížské léto


Kryminał po czesku czyli dwa w jednym. Autor bardzo płodny, a z zawodu - psychiatra. Można było się tego domyśleć nawet bez czytania skrzydełka, bo zaraz na początku do szpitala psychiatrycznego przyjeżdża nowy dyrektor i w tymczasowo wynajętym domu zaczyna spisywać wspomnienia z czasów, gdy pracował tam zaraz po studiach. Robiąc sobie chwilę przerwy obchodzi dom i w suterenie odkrywa dziwną przybudówkę - wygląda na to, że ktoś tam niedawno coś zamurował. Wzywa agenta nieruchomości, który mu ten dom wynajął i wspólnie decydują się na rozwalenie ściany. Oczywiście za nią znajdują trupa.

Nikt inny nie miał kluczy, nie ma również śladu włamania, a jednak ktoś musiał wnieść niepostrzeżenie cegły itd, o nieboszczyku nieznanej tożsamości nie wspominając. Dom stał pusty od roku, ale przed 2 tygodniami na pewno tego zamurowania nie było. Policja zaczyna śledztwo.

A teraz wyjaśnijmy - to nie Czechy, nie Praga, to okolice Paryża, jest sierpień czyli wszyscy na urlopach, sprawą musi się zająć... inspektor Maigret. Tak, bowiem w paryskiej kryminalce pracuje młody Paul Maigret, nie jest to jednak żaden potomek komisarza, który przecież nie miał dzieci 😉 Skrzydełko informuje, że jest to dalszy ciąg przygód inspektora (czy raczej śledztw). 

Szczerze nie zachwycił mnie sposób pisania pana Cimickiego, postaci są czarno-białe, wszyscy policjanci są kryształowi, a tacy nudni 🤣 Pojawia się oczywiście czeski wątek, bo badanie, kim była ofiara, prowadzi prosto do Pragi, a policjanci z Paryża przyjaźnią się z praskimi, co w tym dziwnego 😉

 

Początek:


Koniec:

Wyd. BARONET, Praha 2013, 247 stron

Z własnej półki (z paczki od Czeszki 2 września 2026 roku)

Przeczytałam 8 października 2026 roku
 


Dziś Dzień Nauczyciela. Mój Boże, czego Wam życzyć? Cierpliwości! Nie tylko do uczniów, ale przede wszystkim do ich rodziców... Właściwie teraz, w tym całym porąbaństwu, jakie nas otacza, to powinno się mówić Dzień Nauczyciela i Nauczycielki 😂 Być może dlatego w moim kalendarzu widnieje Dzień Edukacji Narodowej?

Mój osobisty Dzień Edukacji Narodowej to zawsze początek października, gdy wspominam pierwsze dni na studiach. Byłam niedawno w urzędzie na Półwsiu Zwierzynieckim i załatwiwszy sprawę postanowiłam się przejść Błoniami, a potem Parkiem Jordana.


W parku odkryłam kolejnego smoka, tym razem z latawcem. 



Z Parku Jordana jest kilka wyjść/wejść, ja skierowałam się ku temu, które prowadzi prosto do Nawojki.

/zawsze mnie zdumiewają takie gacie z dziurami, nic na to nie poradzę/

Sentymenty mnie napadły i opadły. Nawojka czyli Dom Studentek, pierwszy rok studiów, pokój na 2. piętrze z trzema współlokatorkami (plus myszą), niedaleko Rotunda, gdzie zaraz zaczęłam kupować kartę do DKF-u (w którym zresztą zastał mnie stan wojenny)...





Stojąc przed budynkiem policzyłam lata i okazało się, że te moje początki w Krakowie były... 45 lat temu! Czy to możliwe? Że człowiek w środku ciągle jest tą gówniarą z wielkimi, choć nie sprecyzowanymi planami w głowie, a w dowodzie ma wiek nieomal starczy?

Zebrałam się po chwili na odwagę i weszłam do środka. Jakiś młodziak z portierni zapytał, czy w czymś pomóc, widząc, jak się rozglądam, a gdy wyjaśniłam, że ja tu przed prawie półwieczem mieszkałam, zachęcił do wejścia dalej.

Kolosalna różnica - za moich czasów przecież cerber na portierni czyhał na lewusów 😂 Panowie, którzy chcieli odwiedzić koleżanki, musieli zostawiać legitymację studencką, a gdy zbliżała się 22.00 (albo 23.00, tego nie pamiętam) i legitymacja ciągle leżała w przegródce, było ponaglanie. Z tym, że nie wiem już, czy osobiste czy też był jakiś dzwonek w pokoju. Chyba był i jak przychodził do akademika jakiś gość, to dzwoniono do odpowiedniego pokoju i schodziło się na dół. Takie pary nieraz wystawały przed portiernią czekając na chwilę nieuwagi pracownika, żeby smyknąć na górę 😁

/To samo można zobaczyć w filmie Moskwa nie wierzy łzom, tyle że tam jest hotel robotniczy/

A teraz widziałam, że każdy chodził jak chciał. Co mnie w sumie zaskoczyło, bo w Pradze mysz się nie prześlizgnie w uczelnianych budynkach, ale w sumie to nie dziwi po tym, co wydarzyło się w grudniu 2023 roku. 

Nie mogłam sobie przypomnieć, jak było w Nawojce z przegródkami na listy - przerobiłam kilka akademików i pamiętam, że w jednych listy wkładano do przegródki z kluczem czyli pod numerem pokoju, ale też gdzieś była osobna skrzynka na ścianie, z przegródkami alfabetycznymi i tam należało sprawdzać, czy czegoś do nas nie ma. Może właśnie w Nawojce? Pozmieniało się w hallu, nawet winda jest teraz, a dalej mimo wszystko nie odważyłam się zapuścić. Może na 50-lecie? Spróbuję wtedy dostać się do swojego pokoju (chyba nr 222, ale to do sprawdzenia w starych listach; mam dużo czasu na odszukanie) i zobaczyć, jak jest teraz urządzony. I ile w nim osób mieszka 😁 Niestety nie mam żadnych zdjęć z tamtych czasów, tyle że pamiętam jedno łóżko piętrowe i dwa pojedyncze. I zlew czy umywalkę w małej wnęce (pod nią mieszkała mysz). Prysznice i toalety były na korytarzu oczywiście, bo budynek pochodzi z lat 30-tych - miasteczko AGH budowane w latach 60-tych i 70-tych było już bardziej luksusowe, z tzw. składami po (bodajże) 4 pokoje, na które przypadał wspólny węzeł sanitarny. A w Ujotowskim Piaście to już w ogóle - łazienka na 2 pokoje. Ale to dalsze dzieje.