niedziela, 26 stycznia 2020

Paweł Reszka - Mali bogowie 2. Jak umierają Polacy

Podobnie jak pierwsza część - wstrząsające.
To tzw. reportaż wcieleniowy.Zbierając materiały do książki Mali bogowie Reszka zatrydnił się jako sanitariusz w szpitalu. Gdy postanowił wziąć na tapetę sprawę pogotowia i SOR-ów, nie było już to tak łatwe - nie miał kwalifikacji do pracy na karetce. Dlatego zawarł cichą umowę z jednym zespołem i zaczął z nim jeździć na wezwania. Całkiem nielegalnie :)
Jest to więc jakby spojrzenie od wewnątrz, z jednej strony - lekarzy, ratowników.
Ale nie do końca.
Reszka potrafi wejść w skórę pacjentów - tych, którzy wzywają karetkę albo siedzą godzinami na SOR-ze z bzdetami. Albo raczej ze schorzeniami, które powinny być leczone gdzie indziej, nie w miejscu, gdzie ratuje się życie.
Tylko że jak zwykle - SYSTEM.
Chory system powoduje, że lekarze pierwszego kontaktu instruują pacjentów, co mają powiedzieć na SOR-ze, żeby zrobiono im od razu tomografię czy USG, bez czekania miesiącami w kolejce.
Rację mają ratownicy, ale pacjenci nadużywający możliwości też mają swoją rację.
Zamknięty krąg, zaklęte koło.
I nie daj Boże dostać się w jego tryby.




Początek:
Koniec:

Wyd. Czerwone i czarne, Warszawa 2018, 335 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 21 stycznia 2020 roku

czwartek, 23 stycznia 2020

Jarosłav Papoušek - Czarny Piotruś

Zabrałam Czarnego Piotrusia do pociągu, myśląc, że jeszcze wrócę i ze dwa dni będę czytać (taką mam jakąś niechęć do literatury pięknej), a tymczasem skończył się przedwcześnie.
Od jakiegoś czasu przy moich weekendowych wyjazdach do Ojczastego obowiązuje taki rytuał: przyjeżdżam w sobotnie popołudnie i wręczam Ojczastemu przywiezioną prasę, po czym on klądzie sie u siebie i zabiera za lekturę, a ja z kolei kładę się w drugim pokoju i czytam te gazety, które zostały dla mnie z jego zakupu. Tak się pięknie wymieniamy, a ja po jakiejś godzince czy półtorej wstaję sprzątać (w końcu po to przyjechałam). Wieczorem czytam resztę. Za to w niedzielny poranek, gdy już nastawię pranie, czytam książkę, którą przywiozłam.
No i ten Czarny Piotruś wszedł na raz, a w pociągu powrotnym musiałam się zadowolić jolkami :)


Skorzystałam z okazji i przypomniałam sobie film. Wszystko ładnie pięknie, w końcu to Forman, ale jednak książka podobała mi się bardziej. Z filmu wypadł cały wątek wyborów. Zresztą całą akcję przesunięto o dwadzieścia lat do przodu.


Początek:
Koniec:

Wyd. Agora SA Warszawa 2011, 169 stron
Tytuł oryginalny: Černý Petr
Przełożyli: Aleksandra Dębowska, Ryszard Hordyński
Z biblioteki
Przeczytałam 19 stycznia 2020 roku

sobota, 18 stycznia 2020

Ota Hofman - Pan Tau a tisíc zázraků

Przeurocze.
Oglądam właśnie serial o panu Tau, ciesząc się, że na tyle mało mówią, iż w sumie wszystko rozumiem :)
Więc filmy plus książka = sama radość!
A wpadła do rąk przypadkiem, gdy zajrzałam w praskim antykwariacie do pudła "za 10 koron". Chwila wahania, czy to udźwignę w drodze powrotnej (już miałam nakupione), po czym decyzja nie stwarzajmy durnych problemów :)
W okolicach przedświątecznych z fejsa pobrałam info o wigilijnym odcinku Pana Tau, gdzie tatinek ma zabić karpia, póki co pływającego w wannie, ale gdy się do niego zbliża z tłuczkiem, karp przedstawia mu się jako Albertek i dopytuje, co tam ma w ręce za plecami... no jak tu takiego zabić?
Tak mi się spodobał, że wyciągnęłam i książkę z półki.
Aktualnie jestem przy jedenastym odcinku, nie spieszę się z oglądaniem, bo będzie żal, gdy się skończy...


Pan Tau to taka kukiełka, która jednak potrafi być chwilami mała, a chwilami duża - czyli zamienia się w żywego człowieka. Eleganta w meloniku. Wystarczy zakręcić tym melonikiem, by wyczarować, co tam komu w duszy gra. Pan Tau bardzo dobrze rozumie się z dziećmi, choć sam nie mówi. I spełnia ich życzenia. A czasem życzenia dorosłych, ale z tym różnie bywa, bo dorośli tak naprawdę sami nie wiedzą, czego chcą...

A jako że w książce są zdjęcia z planu filmowego, mogę sobie przypominać sceny, które już widziałam. I cała ta radość za złoty siedemdziesiąt :)


Początek:
Koniec:


Wyd. ALBATROS Praha 1990, 333 strony
Z własnej półki (kupione 10 sierpnia 2019 roku w antykwariacie Spálená 53 w Pradze za 10 koron, a jak!)
Przeczytałam 17 stycznia 2020 roku

środa, 15 stycznia 2020

Wisława Szymborska, Kornel Filipowicz - Najlepiej w życiu ma Twój kot

Tak, to było miłe.
Niewątpliwie listy nie były pisane dla potomnych, ale to nie zmienia faktu, że gdy ktoś jest uważny, wrażliwy i dowcipny, czyta się z przyjemnością nawet o tym, że ryba nie bierze (swoją drogą, tylko miłość, przypuszczam, potrafiła zmusić kobietę do brania udziału w takich wędkarskich sesjach, choć Szymborska na pewno wolałaby raczej siedzieć w domu przy stole i wycinać ryby ze starych gazet niż spać pod namiotem i mieć czarne łokcie).



A do mnie aktualnie przemówił donos na współlokatorkę, która cały dzień gada. Mam bowiem teraz taką stażystkę. Odliczam dni i godziny do jej wyjazdu (jeszcze miesiąc). Nie dość, że nadaje bezustannie, to jeszcze SZCZEKA. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie (bo tak szybko mówi). Z uwagi na różnice językowe między nami, co najmniej połowy z tego, co naszczekała, nie rozumiem. Na początku jeszcze prosiłam o powtórzenie etc., ale potem dałam sobie spokój, ona do mnie ple-ple-ple, a ja się tylko głupio (wydaje mi się przy tym, że również serdecznie) uśmiecham :)



Początek:
To zdjęcie wywołało u nas dyskusję na temat: czy jeszcze wtedy nie było w bloku skrzynek na listy zbiorczych na dole i listonosz piął się na górę, dlatego zaznaczone na kopercie, że VI piętro? No bo po co inaczej?
U moich rodziców długo się utrzymywały takie skrzynki na drzwiach mieszkań. Gdy byłam w liceum i zaczęłam uprawiać obfitą korespondencję z zagranicą, nasz pan poczmistrz zwrócił się z propozycją wynajęcia skrytki na poczcie, bo on nie będzie codziennie właził na drugie piętro :) Ale też już dawno są zbiorcze na parterze.

Koniec:

Wyd. Znak Kraków 2016, 441 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 12 stycznia 2020 roku

niedziela, 12 stycznia 2020

Herman Sudermann - Honor

A oto i rezultat odkurzania książek.
Zabrałam się za półki, które kiedyś tam wcisnęłam pod okienny parapet. Na wysokość zmieściły się trzy, ale takie niskie, na drobne pozycje (Nike, Biblioteka Narodowa, Literatura na Świecie - nad którą przemyśliwam, czy nie pozbyć się - kryminały z serii Jamnik czy Z kluczykiem). Ponieważ te półki nie mają tylnej ścianki (zresztą nie wiem, czy z tego właśnie powodu) książki tam są straszliwie zapyziałe. W ogóle zauważyłam, że na wielu są takie brązowe plamki, nie wiem, czy to nie jakaś zaraza, może wilgoć :(
No ale do rzeczy.
Ten Sudermann.
Hm.
Ukradziony.
Licealistką będąc pomagałam w szkolnej bibliotece... taka to i pomoc... No ale sprawdziłam kartę - nie było ŻADNYCH wypożyczeń, więc stwierdziłam, że jak zaiwanię, to nikt na tym nie straci. Ale dlaczego w ogóle chciałam ją MIEĆ, to już nie pamiętam. Czy wówczas przeczytałam - też oczywiście nie wiem.
W ogóle byłam pewna, że to jakiś dramaturg skandynawski :)
Zaczęłam szperać po internecie przede wszystkim za datą wydania, bo w książce nie ma.
Znalazłam wydawnictwo, ale z ogólną informacją, że działało do 1924 roku, a byłam prawie pewna, że rzecz pochodzi jeszcze sprzed I wojny.
Zajrzałam do katalogu Biblioteki Jagiellońskiej - nie mają tego.
Jest w Bibliotece Narodowej - rok 1901!

Przy okazji rozejrzałam się za autorem, okazał się Niemcem. Na Wikipedii jest w różnych językach jego hasło, ale po polsku nie ma. Za to gdy się wpisze do wyszukiwarki HERMANN SUDERMANN - wyskakuje jakaś dziwna strona, ze słowem wiki w adresie, ale najwyraźniej przetłumaczona na polski przez Google translate... nie wiem, co to jest.
Wedle tej strony, Honor to:
swój pierwszy dramat, Die Ehre ( „Honor”, 1889), który zapoczątkował nowy okres w historii niemieckiej scenie. Sztuka ta, pierwotnie pomyślany jako tragedię , ale na poradę Blumenthal i ostatecznie „ happy end ”, był pseudo Nietzscheańska atak na moralność maluczkich.

Przy czym, kto to Blumenthal, nie wyjaśnia :)
Ale jak się zkontroluje niemieckie hasło, można się dowiedzić, że Oscar Blumenthal, auch Oskar Blumenthal (* 13. März 1852 in Berlin; † 24. April 1917 ebenda) war ein deutscher Schriftsteller, Kritiker und Bühnendichter :)
Niemniej jednak uciekam stamtąd, bo co prawda moje IKAGAI mi podpowiada, że każdego dnia coś nowego trzeba zrobić/się dowiedzieć/nauczyć, ale jak się wdepnie w Wikipedię, to i dwie godziny mogą zlecieć, a ja tymczasem na niedzielne popołudnie przewidziałam coś innego.

Ramota taka XIX-wieczna i tyle. Ten happy end raczej sztuce nie pomógł, bo wynikło, że honoru można bronić jedynie mając majętnych i wpływowych przyjaciół. Historia jest taka, że młody człowiek wraca do rodzinnego domu (bardzo skromnego, proletariackiego) po dziewięciu latach nieobecności. Kiedyś w ramach pewnej rekompensaty dla ojca poturbowanego przez powóz państwa z pałacu zaoferowano poniesienie kosztów jego wykształcenia. I Robert został posłany do Indii, by zajmować się interesami "państwa". Teraz wrócił i zastał rodzinę w rozkładzie, zwłaszcza młodszą siostrę uwiedzioną przez panicza. Pałac oferuje zwyczajowe w takich przypadkach odszkodowanie pieniężne na odczepnego, ale Robertowi honor nie pozwala tego przyjąć... A co gorsza teraz widzi, jak daleko odszedł od swych korzeni, od rodziny, która czekiem jest zachwycona...
Nie wiem, czy sztuka ta bywa jeszcze grywana.

Początek:
Koniec:

Wyd. Nakładem i drukiem Wilhelma Zukerkandla. Złoczów, 132 strony
Przełożył: Ryszard Ordyński
Z własnej półki
Przeczytałam 11 stycznia 2020 roku

czwartek, 9 stycznia 2020

Donna Leon - Dzika zachłanność


Pewne rzeczy są niezmienne - muszę co jakiś czas przeczytać kolejną Donnę Leon. Jak ich kiedyś zabraknie, to pewnie będę wracać do starych :)
Ale to nie dlatego wcale, że tak kocham komisarza Brunettiego (a zwłaszcza jego szlachetną małżonkę Paolę), nie nie. To tylko (lub ) Wenecja!
Człowiek ma zawsze nadzieję... ale powoli zaczynam sobie zdawać sprawę, że już tam nigdy nie wrócę. I nie chodzi tylko o to, że zastąpiłam jedną pasję drugą (czyli Wenecję Pragą). W sercu zawsze znajdzie się miejsce na dwie namiętności (a może i więcej). W sercu tak, ale w możliwościach urlopowych i finansowych - niekoniecznie.
Jakie to w gruncie rzeczy szczęście, że przytrafiła mi się (sercowo) akurat Praga, gdzie znajdę nocleg i za 80 zł, co w Wenecji nie byłoby już od bardzo dawna możliwe...
Więc teraz patrzę na Wenecję w Donnie Leon, uświadamiam sobie, że części miejsc, o których ona napomyka, już nie pamiętam - ale wywołuje to tylko lekką melancholię, nie rozpacz. Było, minęło.
Zresztą, gdy czytam, co się z Wenecją dzieje, w gruncie rzeczy myślę, że jeśli się ją kocha, to nie powinno się do niej jeździć. Nie dorzucać swojego kamyczka do jej zagłady. Albo tam mieszkać (co jest coraz trudniejsze) albo uwielbiać z daleka - to jedyne opcje.


Coś mi się nie podobał styl autorki w tym tomie. Albo to może kiepskie tłumaczenie? Męczył mnie, a chwilami irytował jakimiś zbędnymi zupełnie frazami (no, moim zdaniem, oczywiście). Jak chociażby to pasmo górskie z pierwszej strony...

Początek:
Koniec:


Wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2015, 351 stron
Tytuł oryginalny: Beastly Things
Przełożył: Marek Fedyszak
Z biblioteki
Przeczytałam 8 stycznia 2020 roku

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Héctor García, Francesc Miralles - Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia

Zmusiłam innego czytelnika do oddania tej pozycji pod groźbą kary pieniężnej, więc sama też szybciutko przeczytałam (choć nie sprawdziłam, czy ktoś za mną stoi w kolejce).
Przeczytałam w odwrotnej kolejności te dwa poradniki IKIGAI, no i teraz już mnie wieloma rzeczami książka nie zaskoczyła :)
Ale jak najbardziej utwierdzam się w postanowieniu podążania za swoim IKIGAI, co wymagać będzie rozmaitych 'poświęceń' (mniejszych czy większych).
Dziś na przykład przy obiedzie powinnam się była powstrzymać w pewnym momencie (patrz punkt 3 tam niżej), żeby trzymać się zasady 80% - ale szkoda mi było pysznego jedzonka :) Na szczęście w tygodniu obiadów nie jadam, tylko zupki, więc będzie łatwiej.
Za to wyjście naprzeciw serendypności już dało rezultaty :) Zawsze mówiłam, że warto.
Plus dalej słodzę pół łyżeczki mniej i jakoś żyję. Słodkiego też nie tknęłam.
Notatki z poprzedniego tomu zrobione, teraz dodam nowe i alleluja, do przodu :)






Początek:
Koniec:


Wyd. MUZA Warszawa 2017, 221 stron
Tytuł oryginalny: Ikigai. Los secretos de Japón para una vida larga y feliz
Przełożyła: Katarzyna Mojkowska
Z biblioteki
Przeczytałam 5 stycznia 2020 roku

czwartek, 2 stycznia 2020

Patrick Modiano - Dora Bruder

Jak zwykle - leżało w bibliotece na stoliku z oddanymi tego dnia książkami... wzięłam, przez stary sentyment do Modiano, do czasów, gdy nie pracowałam zajmując się małym dzieckiem i, żeby nie zwariować, co trzy tygodnie udawałam się do biblioteki Instytutu Francuskiego po kolejną porcję francuszczyzny. Modiano przeczytałam wówczas całego - to znaczy całego, który wtedy, do tej pory, wyszedł. A były to lata 90-te.
Pamiętam jeszcze okładkę francuskiego wydania Dory Bruder...
Modiano stał się wtedy jednym z moich najulubieńszych autorów, było w nim coś takiego nieuchwytnego, tajemniczego, jak bohaterzy jego krótkich powieści...

I po raz kolejny przekonuję się, że pewne stare namiętności należy zostawić takimi, jakie były. Co mam na myśli - chodzi mi o to, że ta sama powieść przeczytana (mniejsza o to, że po 20 latach) PO POLSKU - nie jest już tym samym, co wtedy PO FRANCUSKU :)

Teraz, gdy to ponownie czytałam, zaczęłam się zastanawiać - chętnie bym wróciła do Modiano w oryginale. Wstałam do półki z francuskimi wydaniami, okazało się, że nie mam Rue des Boutiques Obscures, na co liczyłam, tylko Boulevards de ceinture, to już nie to.
Co robić?
Zapisać się ponownie do Instytutu? Trochę mi szkoda kasy, 80 zł rocznie, ale mam jakiś wielki wewnętrzny opór przed płaceniem za bibliotekę, to jakieś XIX-wieczne jest :)
Kupić sobie? Owszem, kasa wydana, ale za to już mam do końca życia swoje :) Ale ja wiem, znajdę w jakimś francuskim antykwariacie i "przy okazji" nakupię cały worek...

Nie nie nie.
Skupmy się na czeskim :)







Początek:
Koniec:


Wyd. Sonia Draga Katowice 2019, 183 strony
Tytuł oryginalny: Dora Bruder
Przełożyła: Bożena Sęk
Z biblioteki
Przeczytałam 1 stycznia 2020 roku

wtorek, 31 grudnia 2019

Igor Jefimow - Wysoko na dachu

Znalazłam na półce w Jordanówce.
Znaczy tej w hallu przed biblioteką, gdzie można zostawiać niepotrzebne książki i czasopisma.
Wzięłam, bo radzieckie, a mam do tego przecież słabość.
Teraz się biję z myślami, czy ją odnieść z powrotem, bo z jednej strony IKIGAI i ład i niezagracanie sobie życia w każdym rozumieniu tego słowa... a z drugiej może jednak zatrzymać?
Bo właśnie IKIGAI...
Otóż książka jest o tym, jak młody człowiek to swoje IKIGAI odkrywa.
Teraz wszędzie będę widzieć IKIGAI :)

Bohater wydaje się bliski zejścia na złą drogę, bo jak to chłopakowi, imponuje mu siła, zdecydowanie, pewność siebie. Ale spotkanie dobrego nauczyciela fizyki pozwala mu na odkrycie swej pasji.
Ja tymczasem, zgodnie z zasadami treningu IKIGAI, ćwiczę nowe umiejętności. Taką umiejętnością jest skupianie się na jednej rzeczy w jednym czasie. Serio, mam inklinację do rozpraszania się, niestety. Ćwiczę to na razie w pracy, dzięki czemu załatwiłam pewną upierdliwą sprawę, która przychodzi punktualnie na koniec roku, żeby mnie męczyć. Też się trochę umęczyłam, ale za to o wiele krócej :)
Inny sposób to dzielenie pracy na POMODORY :) odcinki 20-minutowe, po których robimy sobie kilka minut przerwy. Powoli, powoli wdrażam to wszystko.

Co do autora jeszcze, znalazłam gościa na Wiki. Ma 82 lata, a w 1978 dał dyla z Sojuza.
Ma swoją stronę po rosyjsku i angielsku.

Początek:
Koniec:

Wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza Warszawa 1976, 115 stron
Być może planowano wydanie jeszcze czegoś z twórczości autora - ale gdy dwa lata później emigrował do Stanów, znalazł się na czarnej liście.
Tytuł oryginalny: Высоко на крыше czy też Таврический сад? Nie wiadomo... w polskiej wersji jest podany ten drugi tytuł jako oryginalny, ale wśród dzieł Jefimowa znalazłam też ten pierwszy - a tak właśnie książka się tu nazywa...
Przełożył: Adam Galis
Z własnej półki
Przeczytałam 29 grudnia 2019 roku

sobota, 28 grudnia 2019

Héctor Garcia, Francesc Miralles - Trening Ikigai

Japońska sztuka codziennej radości.
Ha ha, pomyślałam, gdy zobaczyłam ten tytuł wśród nowości, kiedyś tam. Zapisałam się do kolejki, bo byłam ciekawa, jakaż to jest codzienna radość po japońsku, skoro siedzą w pracy cały dzień, po pracy obowiązkowo idą się napić z kolegami z tejże pracy, wracają do klitki w wieżowcu, żeby się przespać i znów idą do pracy...
No, stereotyp, oczywiście.


A tymczasem odkryłam... coś dla siebie :)
Od razu zaznaczę, że sprawdziłam - mam już na blogu odnotowane dwa poradniki, ten jest trzecim.
Bardzo dziwna sprawa, nigdy takich rzeczy nie czytałam, ba! Jak słyszę 'coach', to już mi się nóż w kieszeni otwiera. Raz miałam do czynienia z takim gościem, zupełnie niechcący. Zapisałam się w wakacje na kurs krótki rosyjskiego, taki niby to konwersacyjny, niby powtórkowy. Dziś widzę, że było to jak najbardziej z mojej strony poszukiwanie Ikigai :) Ale ten facet, który to prowadził... Oj. Zaraz na pierwszej lekcji wyjawił, że jest też coachem... jeżeli takim, jak prowadzącym kurs, to gratuluję. Był to zbiór przypadkowych rzeczy, facet kompletnie nie miał pomysłu na te zajęcia, poza jedynym, któremu hołdował: "kurs inny niż wszystkie". No, niewątpliwie. Potem mnie jeszcze długo nachodził, że mam się zapisac na semestr, bo marnuję potencjał. No ale nie dał rady, byłam wyjątkowo asertywna :)

Jednakże, wracając do tematu, okazało się, że jakkolwiek to może głupio zabrzmieć, Ikigai to coś dla mnie. Mniejsza o nazwę, to kwestia umowy jedynie - chodzi po prostu o tę pasję, którą w życiu trzeba odnaleźć. Zawsze jakąś miałam, ale ta książka pozwoliła mi pomyśleć o tym w szerszych kategoriach. Wytyczyć sobie najblliższe cele.
I starać się je zrealizować.
Na najbliższe lata planuję dwa Ikigai, z których jeden jest czystą pasją (to nauczenie się naprawdę dobrze czeskiego), a drugi celem do osiągnięcia (to schudnięcie, moje "boczki" po prostu mnie męczą jako nieestetyczne). Oba mogą przynieść coś nieoczekiwanego, mogą zmienić moją przyszłość i to jest chyba największym smaczkiem.

Skończyłam wczoraj czytać, a teraz zabieram się za notatki. Bo co prawda nie zamierzam postępować ściśle według podawanych przez autorów 35 reguł (bez jaj!), ale rzecz podstawowa to ustalić kroki, które mają doprowadzić do celu.



Na przykład: od razu postanowiłam nigdy więcej nie tknąć nic słodkiego. A od dzisiaj słodzić herbatę pół łyżeczki mniej. Dupy nie urywa, ale juz dwie wypiłam od rana i jakoś przeżyłam :)
To są jednak te prostsze sprawy.
Bo w kwestii czeskiego to nie tylko postanowienia typu: codziennie pół godziny się uczyć czy takie tam. Najpierw trzeba sobie przygotować podkład, sprawić, żeby czasu wystarczało na wszystko (co istotne). Więc na przykłąd ład wokół siebie. Każda rzecz na swoim miejscu. Skoro tak, trzeba je znaleźć, to miejsce - więc pozbyć się niepotrzebnych rzeczy. No, to już trzeci dzień użeram się. Wytypowałam cztery kurtki do wyniesienia, ale potem pomyślałam, żeby raczej je komuś dać. Więc ogłoszenie na OLX. I kupa chętnych, ale jak przychodzi do odebrania, to już milion problemów. "Bo ja dopiero w poniedziałek", "przyjadę wieczorem" i nie przyjeżdża etc. Teraz czekam na jedną panią w południe, którą syn zawiódł w tej kwestii i chce sama przyjechać. Jak się nie pojawi, wypierniczam wszystko do zsypu! Przecież nie chodzi o to, żeby tracić czas, tylko wręcz przeciwnie.
Będę jeszcze eliminować ubrania z szafy i bieliźniarki, ale od razu do kosza.

Steve Jobs zamówił u projektanta sto jednakowych koszulek polo. Powód był taki - nie chciał codziennie rano stać przed koniecznością podejmowania decyzji, w co się ubrać i tracenia na to czasu :) Kupił sobie ubrania do końca życia :) Dlaczego nie?
Gdy schudnę (zauważcie, że nie mówię 'jeśli schudnę'), będę mogła chodzić w dżinsach i T-shirtach i nie myśleć za wiele w tej kwestii.
Trening Ikigai to szerokie pojęcie.

Okazuje się jednak, że to jakby druga część - znalazłam w katalogu biblioteki tę pierwszą i wpisałam się do kolejki. Zrobiłam w ten sposób coś, czego sama nie cierpię, gdy ktoś mi robi - mianowicie aktualny czytelnik ma ją wypożyczoną do 2 stycznia, być może chciał prolongować, ale teraz, po moim zamówieniu, już tego nie zrobi, będzie musiał dyrdać do biblioteki na cito (no, albo bulić przestojowe) :) Trudno - częścią dążenia do Ikigaj jest swego rodzaju egoizm i samolubność.


Początek:
Koniec:

Wyd. MUZA Warszawa 2018, 298 stron
Tytuł oryginalny: El método Ikigai
Przełożył: Jan Wąsiński
Z biblioteki
Przeczytałam 27 grudnia 2019 roku