środa, 7 sierpnia 2019

Stefania Grodzieńska - Kłania się PRL

Nie, że przez jakiś sentyment do PRL-u... chociaż on istnieje we mnie (kto bogatemu zabroni). Ale to po prostu są dobre satyryczne teksty. Myślę, że i dziś (a może zwłaszcza dziś) Grodzieńska by znalazła mnóstwo tematów, na które się wyżyć. Wystarczy mieć oko i pióro.
A przy tekstach "Sznycel" i "Preludium obiadowe"popłakałam się ze śmiechu, ot co.


A teraz tak - urlopik, wyjazd, zero lektur. Cisza przez dwa tygodnie. Ale za to potem będzie zdjęcie z cyklu Najnowsze nabytki, bo już zamówiłam online 15 sztuk i mam je odebrać w piątek w Pradze :) Poprzednim razem pomagała mi je wlec na stację moja praska przyjaciółka. Teraz jadę ze znajomą z Krakowa. To ewentualnie ją ubiorę w siateczkę :) Chyba, że się pokłócimy podczas pobytu...

Początek:
Koniec:


Wyd. Instytut Wydawniczy Latarnik, Michałów - Grabina 2008, 319 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 6 sierpnia 2019 roku

wtorek, 6 sierpnia 2019

Maria Iwaszkiewicz - Kuchnia Iwaszkiewiczów

Leżało w bibliotece na półce ze świeżo oddanymi książkami i mię zaintrygowało. Cóż to ciekawego tam będzie, jakie wspomnienia ze Stawiska, jakie anegdoty.
Tymczasem to jednak głównie przepisy :( Tych wspomnień i anegdot jest tu niewiele, w dodatku spora część tego niewielkiego :) wydrukowana jest na ciemnym tle, co naprawdę utrudnia lekturę. Wydawca poszedł na objętość, dając mnóstwo całostronicowych zdjęć a to gałązki porzeczek a to kwiatu róży...
No a ci, co czytali wspomniane poniżej pozycje, to już w ogóle nie mają po co się za to brać. To kompilacja po prostu, tyle że bardziej do użytku praktycznego ze względu na dodane proporcje i miary.











Wyd. ZNAK Litera Nova Kraków 2018, 270 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 5 sierpnia 2019 roku

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Elsa Triolet - Antoni Czechow. Jego życie i twórczość

Nie zabrałam jadąc do Ojczastego aktualnie zaczętej książki, żeby nie dźwigać :) W tamtą stronę wiozłam trzy Newsweeki, więc było co czytać, a z powrotem miałam zabrać książkę o godzeniu się ze starością, pożyczoną z biblioteki i zawiezioną wcześniej Ojczastemu do przeczytania. Powiedział, nawiasem mówiąc, że te rzeczy to każdy stary wie... i jakoś nie chciało mi się jej czytać, rozejrzałam się po półkach i wyciągnęłam tę biografię Czechowa.
I proszę, przeczytałam ją raz-dwa czyli w trymiga (co jest rusycyzmem, jak dopiero niedawno się dowiedziałam, bodajże z książki Balucha o czeszczyźnie), bowiem przez pomyłkę wyszłam z domu o godzinę wcześniej :) cóż było robić na stacji :)

Elsa Triolet to wiadomo, komunistka (aczkolwiek z tych, co uciekli z Rosji przed rewolucją, ale kultywują sobie te idee na obczyźnie). Nie mam nic do tego, bo uważam, że każdy może mieć swoje poglądy (no dobra, oprócz faszystów... ale komunistów nie stawiam na równi z nimi), tyle, że jej poglądy polityczne wywarły znaczne piętno na tej biografii.
Cała jest naszpikowana cytatami z Lenina!
Dlatego, z jednej strony cieszę się, że to przeczytałam, bo jakieś tam pojęcie o Czechowie zyskałam (do tej pory wiedziałam tylko, że był lekarzem), ale z drugiej - nie wiem, czy te wzmiankowane poglądy nie odbiły się na interpretacji, zarówno biografii jak i twórczości.
Trzeba by było znaleźć inną, może jakąś nową biografię Czechowa i porównać.
Ale gdzie tam, przecież tego nie zrobię...


Początek:
Koniec:

Wyd. Książka i Wiedza Warszawa 1961, 145 stron
Tytuł oryginalny: L'Histoire d'Anton Tchekhov. Sa vie - son oeuvre
Przełożyła: Zofia Szczuka-Chorzelska
Z własnej półki (no, teraz już tak, przecież nie będę wozić z powrotem)
Przeczytałam 4 sierpnia 2019 roku

sobota, 3 sierpnia 2019

Krystyna Sienkiewicz - Cacko

Taka popierdółka (niektórzy piszą popierdułka, w sumie nie wiem), ale sympatycznie (i błyskawicznie) się czyta.
Nie jestem jakąś specjalną wielbicielką Krystyny Sienkiewicz - pewnie przez ten charakterystyczny głos - ale wydaje się dobrym człowiekiem.




Książka bardzo starannie wydana, trzeba przyznać. Autorka lubi otaczać się ładnymi rzeczami, więc i tutaj znalazło to odzwierciedlenie. Jest też trochę starych zdjęć i wycinków z prasy.

Zgodnie z modą wspomnienia i refleksje przeplatane są przepisami kulinarnymi, na te się nie pisze, bo są niekoszer: maslo, śmietana, sery, boczek, te sprawy :)

To sobie musiałam sfotografować. Może się kiedyś przyda... choć słabo mi się robi na sam widok, a co dopiero wyobrażenie takiej diety. No ale gdybym kiedyś naprawdę potrzebowała pilnie zrzucić 5 kilo, będzie jak znalazł :)
Gdybym się rzeczywiście na to zdecydowała, dam znać, jak poszło!


Początek:
Koniec:

Wyd. Prószyński i S-ka Warszawa 2013, 271 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 2 sierpnia 2019 roku

czwartek, 1 sierpnia 2019

Jaroslava Blažková - Tonda, já a mravenci

No i proszę, przywiozłam sobie z Pragi wygrzebaną wśród setek innych na antykwarycznej półce książkę o przygodach chłopców na wakacjach na wsi i co się teraz okazuje, gdy zabrałam sie za czytanie?
Że to tłumaczenie na czeski książki słowackiej!
Alem się nabrała!
No ale. Cóż zrobić.
Chciałam w ten półmetek wakacji, który dla mnie jest zaledwie DZIŚ początkiem przeczytać coś o wakacyjnej tematyce. Nawet miałam wytypowany Kapelusz za sto tysięcy, ale padło jednak na PO CZESKU, w obliczu zbliżającego się wyjazdu, tak żeby sobie odświeżyć :) Odkąd kurs się skończył - znaczy semestr - nędza z bidą.


Książeczka oczywiście nosi piętno czasu, w którym powstała, jest tam spółdzielnia rolnicza, jest towarzysz nauczyciel, są pionierzy... niemniej jednak wakacyjne przygody można przeżyć zawsze i wszędzie :) Tym bardziej, jeśli się szuka krów, hodowanych przez mrówki :)



Początek:
Koniec:


Wyd. Státní nakladatelství dětské knihy, Praha 1964, 139 stron
Z własnej półki (kupione w Pradze w antykwariacie Spálená 53 - 24 maja 2019 roku za 40 koron)
Przeczytałam 1 sierpnia 2019 roku

wtorek, 30 lipca 2019

Jacek Baluch - Powiedz coś po czesku!

Ja wiem, że zwykłam tu często gęsto skarżyć się na byki w książkach... ale to, co mnie czekało przy tej lekturze, przebiło wszystko!
Naprawdę dawno już nie czytałam nic równie niechlujnie wydanego.
Przykro mi bardzo, bo cieszyłam się na tę książkę - jedyną zakupioną w tym roku (zdaje się), co już wiele mówi - i swoją drogą wiele mi dała, bo niewątpliwie prof. Baluch był bohemistycznym autorytetem, więc ja, początkująca i nawet nie bohemistka :) - mogę się tylko uczyć i uczyć.
Ale co z tego, skoro takie koszmarne opracowanie. Zajrzałam, czy była tu jakaś korekta w ogóle. Otóż Czech jakiś wziął kasę za korektę języka czeskiego - niestety i tu błędów trochę znalazłam, więc jeśli ja, to co dopiero jakiś wytrawny w czeszczyźnie czytelnik. A pani jedna, o mym pięknym imieniu zresztą, dokonała opracowania redakcyjnego.
Chyba po ciemku.
Gdybym podkreślała te wszystkie byki podczas lektury, miałabym pięknie pokreśloną książkę!
Nie chodzi tylko o literówki (multum), ale na przykład źle użyte kursywy i wytłuszczenia, powtórzenia (nieraz całych akapitów)

Uprzedzają na okładce, że to pomieszanie z poplątaniem - i tak faktycznie jest. Niektóre hasła są rzeczywiście po prostu NUDNE dla zwykłego czytelnika, nie filologa. Gdzieś mi tam z tyłu głowy chodziło, żę zostały upchnięte na siłę, żeby książka była obszerniejsza.

Niemniej jednak - dobrze, że kupiłam, no bo weźmy taki przykład. Najpierw dowiedziałam się, że dupat to znaczy tupać, a potem przeczytałam, że zwrot jak vám dupou králíci oznacza jak się powodzi, jak leci, co słychać. Prawda, że piękny? Natychmiast sięgnęłam po słuchawkę i wydzwoniłam do mojej praskiej przyjaciółki:
- Jak ti dupou králíci?
Z faktu, że się nie śmiała, tylko poważnie odpowiedziała, że niczego sobie, wyciągnęłam wniosek - ma rację Baluch, to zwykłe zapytanie, żadna ściema :) Věra się za to śmiała, gdy jej wyjaśniłam, co znaczy dupa po naszemu :)




Ale jeszcze - o kuriozalnej pomyłce w tekście mowa, tymczasem to dopiero kuriozum! Mowa o złym tłumaczeniu wiersza - dostajemy tekst oryginalny, czeski, po czym... jako tłumaczenie dostajemy ponownie ten sam tekst czeski. Jak nie wiedziałam, co z tym złym tłumaczeniem, tak dalej nie wiem.
Wstydź się, UNIVERSITAS!


Początek:
Koniec:

Wyd. Universitas Kraków 2018, 215 stron
Z własnej półki (kupione 5 lipca 2019 roku na Bonito)
Przeczytałam 28 lipca 2019 roku

sobota, 27 lipca 2019

Katarzyna Tubylewicz - Moraliści

To było to!
A pomyśleć, że miałam jakieś obiekcje, gdy to przywlokłam zamówione z biblioteki - ze grubawe, że chyba to nei to, o co mi chodziło, że tak chciałam po prostu o Szwecji poczytać... i leżało dwa miesiące. Ale w ramach opróżniania stoliczka przy łóżku, gdzie te biblioteczne książki pokutują (i tak nie zdołam przed wyjazdem, trudno, będę dalej przedłużać) zabrałam się za Moralistów i okazali się strzałem w dziesiątkę.
Bo to szereg rozmów z postaciami z życia publicznego (w większości) w Szwecji, zaangażowanych w walkę ogólnie to ujmując o prawa człowieka.
Przy tej okazji wreszcie do mnie dotarło z całą mocą, gdzie w korzystaniu z bibliotek jest błąd. W poniedziałek oddam Moralistów i w ten sposób książka ta na zawsze już dla mnie przepadnie. Nie będę mogła w dowolnej chwili, gdy mi się coś przypomni, zajrzeć do środka i sprawdzić, jak to było.
No ale nie da się mieć w domu wszystkiego :(
W zeszły weekend uprzątnęłam wreszcie książkowe zakupy z Pragi - od maja leżały na podłodze, więc dokonałam wielkiego wysiłku logistycznego i jakoś je poupychałam - tyle, że porządku, logiki jakiejś nie ma w tym żadnej. Ot, po prostu wypełnianie dziur, kolejne przekładanki, dzięki czemu już kompletnie nie wiem, gdzie co mam.
Zaraz zaraz.
Czy ja czasem więcej nie narzekam na posiadanie książek, niż się tym cieszę?
:)





Początek:
Koniec:


Wyd. Wielka Litera Sp. z o.o. Warszawa 2017, 402 strony
Z biblioteki
Przeczytałam 26 lipca 2019 roku

wtorek, 23 lipca 2019

Stanisław Lem, Ewa Lipska, Tomasz Lem - Boli tylko, gdy się śmieję

Starannie wydane :)


Tak szczerze mówiąc, to ja Ewy Lipskiej nie znam. Znaczy z lektury. No bo nic z poezji nie znam.
To poznałam trochę od strony prywatnej, osobistej.
Choć oczywiście poezja też jest osobista, bardziej przecież od prozy :)
Poczucie humoru Lema i jego dystans również do siebie już znałam. W domu będąc (znaczy u Ojczastego) wykryłam, że posiada on tomiszcze grube korespondencji Lemowo-Mrożkowej i na to trzeba by się kiedyś zamierzyć.


Tych rozmów przydanych na końcu spokojnie mogłoby nie być... zresztą i listy wymieniane przez Lipską z synem Lema też wydają mi się trochę na siłę dołączone, żeby dobić tekstu... ale czytanie wynurzeń samego Lema obojętnie, czy na temat wycinanych mu wątpiów (wątpi?) czy stanu naszej planety - to zawsze przyjemność wielka. Zawołałabym o więcej, no ale jak już napisałam powyżej, więcej istnieje, więc może kiedyś coś.






Wyd. Wydawnictwo Literackie Kraków 2018, 263 strony
Z biblioteki
Przeczytałam 22 lipca 2019 roku

niedziela, 21 lipca 2019

Hamak ze stanika - Barbara Stenka rozmawia z dziećmi i młodzieżą

Już nie pamiętam, co mnie skłoniło do zamówienia, gdy zobaczyłam ten tytuł w bibliotecznym katalogu. Z dziećmi już raczej nie będę miała do czynienia - córka nie robi mi nadziei w kwestii wnucząt.
Niemniej jednak dobrze było to przeczytać, zdać sobie sprawę - po latach - że nie zawsze może dobrze się spisywałam jako rodzic. Bo że dzieci mają ciągle takie same marzenia, choć czasy się zmieniają, i takie same potrzeby emocjonalne - to wiadomo.
Autorka wybrała 15 tematów i na te tematy wypowiadali się jej młodzi rozmówcy.



Wstęp:


Początek:
Koniec:

Wyd. Wydawnictwo Literatura Łódź 2018, 153 strony
Z biblioteki
Przeczytałam 21 lipca 2019 roku