środa, 17 kwietnia 2019

Marek Sołtysik - Klan Kossaków

Zobaczyłam ten tytuł na stronie nowości biblioteki i natychmiast zamówiłam.
Niestety rozczarował mnie.
Wydało mi się to pisanie zbyt manieryczne oraz poniekąd chaotyczne.
Zamiarem autora - jak wynika z ostatniego zdania książki - było naszkicowanie ducha czasów i miejsca, bardziej niż napisanie biografii. Ale to zaledwie szkic, więc pozostawił niedosyt, tak ja to w każdym razie odbieram i nie ma dyskusji :)




Początek:
Koniec:


Wyd. ARKADY Warszawa 2018, 226 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 17 kwietnia 2019 roku

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Dan Hrubý - Pražské příběhy 2. Cesta na Hradčany, Nový Svět a zpátky na Malou Stranu

W równy tydzień zmogłam tę 500-stronicową cegłę!
Ale to nie są dobre określenia - ani zmogłam ani cegła, bo to cudowna książka, pełna tego, co lubię najbardziej, czyli ludzkich losów, prawdziwych, nie wymyślonych. Druga część poskładanych w osiem rozdziałów "podróży" po dziejach Hradczan i Małej Strany.
I oto z fejsa nadeszła wiadomość, że wyszła część trzecia i jeszcze dziś miałam ten szczęśliwy pomysł, by poszukać jej na stronie wydawnictwa, dzięki czemu zaoszczędziłam 200 koron (bo o tyle taniej od innych księgarń i portali sprzedają) i jestem umówiona na odbiór osobisty w maju, miła pani nie robiła żadnego problemu, że zamawiam na ponad miesiąc przed odbiorem :)
Będzie co dźwigać z Pragi, a przecież i te zaoszczędzone 200 koron wydam w antykwariacie, całe szczęście, że jedynym limitem wagi są moje ręce, te - jeśli chodzi o książki o Pradze - zniosą wiele.










Początek:
Koniec:

Wyd. Nakladatelství Pejdlova Rosička, Praha 2016, 504 strony
Z własnej półki (kupione 8 września 2017 roku w księgarni czeskiej online - Kosmas, mam zapisane - za 449 koron)
Przeczytałam 14 kwietnia 2019 roku

piątek, 12 kwietnia 2019

Ota Pavel - Jak tata przemierzał Afrykę

Z ciekawości, skoro już przeczytałam biografię pisarza, sięgnęłam po tomik opowiadań. Hm, głupio to mówić, ale lepiej mi się czytało o pisarzu, niż pisarza... Owszem, niektóre z opowiadań robiły wrażenie (żeby nie było nieporozumień, muszę dodać, że nie żadnymi fajerwerkami, ale prostotą jak najbardziej), ale dość to było nierówne i w rezultacie nie wprawiające w stan AAAAACH!
Coś czuję, że jednak głównym dziełem Pavla pozostanie Śmierć pięknych saren. Muszę poszukać w bibliotece, ale nie w najbliższym czasie... dziś przeglądałam stronę ichnich nowości i zapodałam do koszyka całą masę ciekawych książek. Biografie, reportaże, sama literatura faktu, to jest jednak ciekawsze od zmyślenia :)
No i - jak widać - cały plan przeczytania SWOICH książek przed śmiercią spalił na panewce.



Początek:
Koniec:

Wyd. Wydawnictwo Literackie Kraków 2004, 157 stron
Tytuł oryginalny: Jak šel táta Afrikou
Przełożyli: Urszula Lisowska, Jan Stachowski
Z biblioteki
Przeczytałam 7 kwietnia 2019 roku

czwartek, 11 kwietnia 2019

Aleksander Kaczorowski - Ota Pavel. Pod powierzchnią

Matko, ale się strachu najadłam!
Otwieram internet, stronę - a tu mi mówi "zaloguj się". Ha ha. Ja już od dawna nie wiem, jakie jest hasło i przez to nie mogę optymalizować czasu w pracy ;) W domu było raz na zawsze zalogowane i szafa grała. A tu takie coś. Próbuję tak, próbuję siak, zaczynam myśleć, że trudno, że widać nadszedł czas na porzucenie bloga, ale... ale przecież to samo wejście jest do bloga o Pradze, tego porzucić nie mogę, dopiero co go zaczęłam przecież!
W końcu wpadam na pomysł, żeby poprosić o pomoc córkę. Jak to jednak dobrze mieć dzieci (bardziej kumate w komputerach)!
Narzędzia -> Opcje -> Bezpieczeństwo -> Dane logowania...

Uff. Po tych emocjach muszę chyba iść odreagować do łóżka. Wpatrzeć się w sufit albo co. To nie na moje lata, jeszcze zawału dostanę. Już w niedzielę mało co nie dostałam. Czytam w Polityce artykuł o ministrze finansów, a tam taki akapicik - rząd szukając piniendzy na to rozdawnictwo obiecane ma zamiar prześwietlić przedsiębiorców. Test przedsiębiorcy się to ma nazywać. Obiecują, że tak przesieją, że mysz się nie prześlizgnie. Kto de facto jest na tzw. samozatrudnieniu, won.
Czyli temu państwu będzie się bardziej opłacać, jak ja w wyniku takiego posunięcia wyląduję na zasiłku dla bezrobotnych, niż jak będę co miesiąc odprowadzać podatek od swojej jednej jedynej faktury. Proszbardzo.
Podejrzewam jednakże, iż raczej ruszy handel lewymi fakturami. Polak potrafi, Polak da sobie radę.
Ale ja się w takich hecach nie wyznaję :(
Rwa mać, no chwili spokoju nie ma.


Tymczasem jeszcze przed zapoznaniem się z tą hiobową wieścią - czyli we względnym spokoju - przeczytałam biografię czechosłowackiego pisarza Oty Pavla, nieszczęśnika podwójnego, bo po tym, co przeżyła w czasie okupacji jego żydowska rodzina, przytrafiło mu się kolejne nieszczęście, niewątpliwie z pierwszym powiązane. Krótko mówiąc zwariował. Jako dziennikarz sportowy był na olimpiadzie zimowej w Innsbrucku i tam usłyszał wrzask Do gazu, Żydzie. Jakby wróciło do niego całe okropieństwo wojny. Od tej pory borykał się z wiecznymi powrotami do szpitala psychiatrycznego w Bohnicach, aż za którymś razem zamknął tam na zawsze oczy. Miał zaledwie 43 lata.

I proszę, ja właśnie wśród planów na majową Pragę mam Bohnice. Przygotowałam sobie wszystko, łącznie ze szpitalem (który jest jakby praskim Kobierzynem) i dawnym cmentarzem wariatów (na który popatrzę tylko przez bramę, bo jest od lat zamknięty) jeszcze zanim pożyczyłam tę książkę, przypadkowo zresztą (w sensie przeszukując półkę z nowościami).
Czy przypadkowo byłam na grobie Oty Pavla na Nowym Cmentarzu Żydowskim? Tego już nie pamiętam - czy szukałam specjalnie czy też trafiłam chodząc wśród grobów, bo jednak najbardziej wszystkich tam przyciąga miejsce pochówku Kafki. To było dwa lata temu.


Powinnam kupić tę biografię, bo to również duża część historii Czechosłowacji... może się jeszcze kiedyś ugnę. Na razie dzielnie nic nie kupuję. No, wiadomo, że z Pragi coś przywiozę, nawet jeden tytuł już wiem na pewno, że przytargam (500 stron), bo wyszła trzecia część cyklu o Małej Stranie i Hradczanach, ale - jak cały czas twierdzę - to się nie liczy :)


Początek:
Koniec:


Wyd. Czarne, Wołowiec 2018, 325 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 6 kwietnia 2019 roku

czwartek, 4 kwietnia 2019

Krisztina Tóth - Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii

Jako że w kwestii literatury węgierskiej zatrzymałam się na etapie Tibora Déry, oko moje, a nawet oba, spoczęły na tym tomiku, leżącym wśród innych świeżo oddanych w bibliotece. Przede mną miał już czterech czytelników (od lipca zeszłego roku). Czyli ktoś na osiedlu też chciał się uaktualnić w węgierskich klimatach!
No, albo jakaś feministka czytała.
Jak się tak zastanowię, to w gruncie rzeczy nie mam szczególnego zapału do literatury kobiecej... coś mi się wydaje, że może nie tylko, ale głównie jednak mężczyźni potrafią pisać :)
W dodatku jest lekko wnerwiające takie zdjęcie autorki, niewiele przecież młodszej ode mnie, a wyglądającej jak jakaś aktorka czy modelka. No czy można poważnie kogoś takiego traktować?
:)



I właściwie po pierwszych dwóch czy trzech opowiadaniach byłam zawiedziona (czy też utwierdzona w opinii)... ale potem przyszły następne i już coś drgnęło, coś zaskoczyło. Bardzo mi się spodobała umiejętność pani Tóth wejścia w dziecięcą czy nastolatkową skórę. Tak, przecież tak było, a jej proza wydobyła z tyłu głowy zapomniane myśli i uczucia.


Początek:
Koniec:


Wyd. Książkowe klimaty, Wrocław 2016, 224 strony
Tytuł oryginalny: Vonalkód: tizenöt történet
Przełożyła: Anna Butrym
Z biblioteki
Przeczytałam 2 kwietnia 2019 roku

środa, 3 kwietnia 2019

Josef Škvorecký - Wszyscy ci wspaniali chłopcy i dziewczyny

Ja sobie tę książkę kupiłam razem z innymi czeskimi w oryginale, ale odłożyłam ad acta, że kiedyś tam może przeczytam. Właściwie to nawet jej nie przyniosłam do domu (paczka przyszła do pracy), tylko zostawiłam sobie gdzieś tam pod biurkiem, że w wolnej chwili mogę podczytywać, jakby mnie nagła tęsknota za czeskim wzięła, a internety wyłączyli :)


Tymczasem w bibliotece na Rajskiej znalazłam polskie tłumaczenie! Trzeba sobie życie ułatwiać, więc wzięłam. Oryginał zostawiam na następne lata :)


Książka nosi podtytuł Osobista historia czeskiego kina, ale przyznam się, że oczekiwałam więcej tej nuty osobistej. No dobrze, powiem wprost - za mało było anegdotek :) A przy tym wydanie czeskie, a przynajmniej to, które posiadam, z 1991 roku, jest bardziej czytable ze względu na to, że ilustracje ma w tekście, w miejscu, gdzie się o danym filmie, reżyserze, aktorze mówi. No i jest ich o wiele więcej. Tymczasem w wydaniu polskim ilustracje są zgrupowane na końcu książki i w mniejszej ilości. To minus. Na plus można zapisać, że dodano tu jeszcze trochę tekstów o Menzlu, których u Czechów nie ma (może są w późniejszych wydaniach). Oraz aneks opracowany przez tłumacza, opisujący pokrótce losy reżyserów Nowej Fali po 1968 roku.
No a poza tym znalazłam tu sporo filmów, które jeszcze trzeba zobaczyć :)

Początek:
Koniec:


Wyd. Pogranicze, Sejny 2018, 380 stron
Tytuł oryginalny: Všichni ti bystří mladí muži a ženy
Przełożył: Andrzej S.Jagodziński
Z biblioteki
Przeczytałam 1 kwietnia 2019 roku

sobota, 30 marca 2019

Jacek Hugo-Bader - Audyt

Dalej wojuję z biblioteką. A właściwie już się poddałam, oddaję poprzednią książkę i bez zbędnych ceregieli i wahań biorę następną. Aktualnie mam na stanie sześć sztuk. Zauważam dobre strony - poza oczywiście dostępem do tego, czego nie mam w domu - mianowicie w zwykłych warunkach, gdy kończę czytać jedno, następuje dłuuuugi moment wahania, myślenia, wybierania następnej pozycji. Tymczasem, gdy na stoliku obok łóżka czeka stos biblioteczny, który ma przecież swą datę przydatności czyli zwrotu, pozostaje tylko wybór jednej z kilku książek, co już tyle czasu nie zabiera :) Czyli - oszczędność tego, czego mamy coraz mniej, a i tak nigdy nie wiemy, ile konkretnie nam go zostało, prąpaństwa.

Audyt mnie wciągnął na maksa, jak to mawiają. Zdecydowanie reportaże to jest coś, co mnie obecnie najbardziej kręci. Mimo jej rozmiarów, ciągnęłam tę książkę ze sobą codziennie do pracy, żeby w nieszczęsnym autobusie 704 wykorzystać choćby te pół godziny, gdy się wleczemy, czy to rano, czy po południu.
I teraz taka ciekawa historia. Ten tom (pierwszy z zamierzonej trylogii, mającej sportretować współczesną Polskę) traktuje głównie, choć nie jedynie, o ludziach z szeroko pojętego marginesu. Są tam menele i alkoholicy (wstrząsający obraz ulicy Brzeskiej z warszawskiej Pragi), czyli ludzie, od których jestem jak najdalej, którzy są dla mnie wielką egzotyką, ale gdy o nich czytam i o ich pokręconych losach, ogarnia mnie współczucie (nie mówiąc o pewności, że miejsce i czas urodzenia determinuje tak wiele). Ale oto siedzę w tym autobusie, na kolanach mam rozłożoną książkę, a koło mnie siada jakaś ewidentka menelka, roztaczając zapaszek nieprzetrawionej nalewki. A więc mam obok siebie człowieka, o którym właśnie czytam.
I już mnie ten człowiek nie interesuje.
Już zaczynam się modlić, żeby jak najprędzej wysiadła, choć nie jest agresywna, nic nie mamrocze pod nosem, nie rozpycha się, przeciwnie, stara się zajmować jak najmniej miejsca, jak najmniej BYĆ. Ale ja jej nie chcę koło siebie. Ja się jej boję, jej zapachu, może jakiegoś robactwa, fizycznego dotyku czy werbalnego ataku.
Cóż. Zyskałam jakąś wiedzę o sobie, wiedzę, której może wolałabym nie mieć i dalej się łudzić, że taka jestem empatyczna, pełna wyrozumiałości, współczucia... taaaaa, pod warunkiem, że o tym czytam, a nie mam do czynienia osobiście :(


Początek:
Koniec:

Wyd. Wydawnictwo Agora, Warszawa + Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018, 484 strony
Z biblioteki
Przeczytałam 28 marca 2019 roku

czwartek, 28 marca 2019

Dan Hrubý - Pražské příběhy. Na cestě Malou Stranou


W odstępie półtora roku mniej więcej przeczytałam ponownie pierwszą część dylogii o ludziach lewobrzeżnej Pragi. Poprzednim razem dokładniej książkę obfotografowałam, więc dziś tylko zdjęcie okładki.
Impulsem do powtórki był oczywiście zbliżający się wyjazd do Matki Miast (maj, maj, maj!) i rezerwacja hotelu właśnie na Małej Stranie. Tak sobie myślę, że zrobię dokładną inwentaryzację tamtejszych ulic i zaułków :)
Toteż w kwietniu muszę jeszcze doczytać część drugą, obowiązkowo.
Widzę różnicę w czytaniu, wtedy - w 2017 roku - lektura tych ponad 400 stron zabrała mi trzy tygodnie, teraz już tylko tydzień. Kurs jednak coś daje :) no i oczywiście wszystkie te lektury w międzyczasie też rozwijają językowo, choć rzadko zaglądam do słownika, bom leń. Zauważyłam, że czasem doskonały rezultat daje przeczytanie danego słowa na głos, wtedy okazuje się, że jest podobne do polskiego, czego w piśmie nie widać.
Przede mną jeszcze wielka robota - wynotowanie przed wyjazdem niektórych adresów, a w tym celu trzeba przecież przebiec wzrokiem wszystkie strony. Na bieżąco się tego nie dało robić (powtarzam - bom leń), a i warunki nie zawsze były. Otóż przez ten tydzień jeździłam z tomiszczem pod pachą i uparcie starałam się czytać również w autobusie i tramwaju.


Wyd. Pejdlova Rosička, Jarošov nad Nežárkou 2015, 428 stron
Z własnej półki (kupione 11 sierpnia 2017 za 499 koron)
Przeczytałam po raz drugi 25 marca 2019 roku

środa, 27 marca 2019

Janusz Głowacki - Ostatni cieć

Iii tam.
Poczłam w piątek do biblioteki po coś cienkiego i małego na sobotnio-niedzielną podróż.
Owszem, te warunki spełniło.
Poza tym mogłam sobie darować.
Taki melanż mitów i ikon kultury w krzywym zwierciadle ironisty.
Wszystko to już było, mam wrażenie.
Choć gdyby mnie ktoś spytał o przykłady, odpowiedziałabym yyyyy.


Albo może ten mój brak entuzjazmu wynika ze smutnej konstatacji na temat współczesnego świata?
Ale co tam!
To świat odległy.
U nas tu na prowincji toczy się zwyczajne życie, do pracy, do domu, obiad ugotować, serial obejrzeć...

Początek:
Koniec:

Wyd. Świat Książki Warszawa 2008, 142 strony
Z biblioteki
Przeczytałam 24 marca 2019 roku

niedziela, 17 marca 2019

Gabriel Michalik - Danuta Szaflarska. Jej czas

Znów się w bibliotece nie powstrzymałam i zgarnęłam coś ze stolika ze świeżo oddanymi książkami :)
Jakie wrażenia po lekturze?
Mieszane.
Jakoś, mimo wszystko, mimo przeżyć wojennych, nie znalazłam życia Szaflarskiej fascynującym, jak zapowiadała okładka. Choć ta późna kariera, zarówno filmowa jak teatralna, owszem, była podziwu godna. Chciałabym mieć tyle witalności choćby teraz, nie mówiąc o późnej starości. Góralka :)
Biografia jest mocno rozbudowana o strzępki życiorysów osób, których losy w jakiś tam sposób przecięły się z życiem głównej bohaterki, i na początku brzydko sobie o tym pomyślałam - ot, autor ciągnie, żeby ta książka była gruba, jak najgrubsza. Potem jednak przyznałam mu rację. Jeśli nie teraz, to kiedy. Być może to jedyna okazja, by o kimś napisać, ocalić od zapomnienia.
No ale ten tekst na okładce - pierwsza biografia Danuty Szaflarskiej! A co, będą kolejne? Nie przesadzajmy, jednej wystarczy... choć nawet nie ma w niej daty śmierci bohaterki, tak jak nie dowiadujemy się niczego o jej córkach! Przeoczenie? Czy zaakcentowanie, że oto nie jest tu pisana zwykła biografia, że to właściwie taki fresk epoki. Zresztą autor kilkakrotnie wychodzi z cienia.



Początek:
Koniec:

Wyd. Agora, Warszawa 2018, 365 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 16 marca 2019 roku

środa, 13 marca 2019

Vojtěch Steklač - Sedmé oddělení

To zdaje się trzecia książka tego autora, którą przeczytałam. Tym razem było ciężej, chociaż krótsza. Językowo, myślę. Sprawę ułatwiało jedynie to, że sprawa kryminalna, to przykuwało uwagę :) Tak sobie projektuję, że wrócę do niej za jakiś rok, zobaczymy, na ile mi się podniesie poziom.
W dodatku się nieco zawiodłam po pierwszym rozdziale, bo okazało się, że to zbiór kilku kryminalnych zagadek rozwiązywanych wspólnie przez dwóch milicjantów, a nie jedna dłuższa historia. No ale. I tak pana Steklača lubię!

Początek:
Koniec:

Wyd. Naše vojsko, Praha 1984, 125 stron
Z własnej półki (kupione 8 stycznia 2019 w praskim antykwariacie online za 22 korony)
Przeczytałam 12 marca 2019 roku