poniedziałek, 18 stycznia 2021

Paweł Reszka - Stan krytyczny

Taka nowinka o tym, o czym codziennie słyszymy, o czym codziennie rozmawiamy, co oglądamy. Chociaż może nie wszyscy? Moja Psiapsióła z Daleka konsekwentnie nie czyta i nie ogląda nic o koronawirusie i w ten sposób ratuje sobie psychikę. Ja jakoś nie umiem się powstrzymać, rzucam się na kolejne artykuły, kolejne doniesienia - a córka mi cały czas mówi, że powinnam przestać. Jajko mądrzejsze od kury?

Nie uważam się przy tym za szczególnie zdołowaną, doskwiera mi głównie brak Pragi i świadomość zostawienia Ojczastego samemu sobie, choć to nie tak, brat do niego codziennie zagląda i zajmuje się tym, co trzeba - no tylko kwestia sprzątania leży, staruszek nie zgadza się, żeby ktoś obcy przychodził. Jeździłabym, gdybym miała samochód, a do pociągu nie wsiądę, no nie 😐 

Brat dokonał wielkiego wyczynu rejestrując Ojczastego na szczepienie, mają się zgłosić już 28 stycznia. Z tej okazji zastanawiam się, czy podjąć potem ryzyko jazdy pociągiem do niego. On już potem, po tej drugiej dawce, będzie zabezpieczony, ale ja dalej nie, a o siebie też się przecież boję...

Natomiast jeśli mam powiedzieć parę słów o Stanie krytycznym, to tak - dla mnie nic nowego. Właśnie dlatego, że ciągle czytam te artykuły, te reportaże z frontu walki i doskonale zdaję sobie sprawę, jak wygląda walka z pandemią w wykonaniu naszego rządu. Czyli to powinna być lektura raczej dla widzów TVPiS chyba? Tych, co biją brawo Szumowskim z jego respiratorami i Morawieckim z ich samolotami pełnymi maseczek. Nikt inny się na tę tanią propagandę covidowego sukcesu już nie nabierze.

Początek:
Koniec:

Wyd. Czerwone i Czarne, Warszawa 2020, 270 stron

Z biblioteki 

Przeczytałam 14 stycznia 2021 roku

 

Pożyczyłam z biblioteki takie coś - Anglik w Poznaniu. Że niby dowiem się, jak też nas postrzegają Ci Obcy, gdy trochę pomieszkają wśród nas. Nawet w kolejce czekałam, chyba ze 4 osoby. No dajcie spokój, taki szajs, że nie wytrzymałam po 50 stronach i oddałam. Klasyczny przykład na Ja nie mogę książki napisać? Potrzymaj mi piwo! Ale że to ktoś się zdecydował przełożyć na polski i wydać, to już całkiem nie rozumiem.

A teraz tak. 

Szukałam pewnego czeskiego dokumentu, nigdzie go nie było, a tu trafiłam na stronę, gdzie można go obejrzeć, ale... ale trzeba za to zapłacić. W sensie, że nie jednorazowo, ale za miesiąc używania albo dłużej. Strona nazywa się DAFilms i oferuje około 2 tys. filmów dokumentalnych z całego świata. Jeszcze miesiąc temu w ogóle bym nie rozpatrywała ewentualności wykupienia takiego abonamentu, ale odkąd mam tę możliwość oglądania czegoś z laptopa przez projektor na dużym ekranie, zmieniła mi się optyka 😉 Pomedytowałam tak z pół dnia i w końcu podjęłam wiekopomną decyzję, że BIERE 😎

Subskrypcja na miesiąc kosztuje 6 euro (wyszło 28 zł), w ramach tego wolny dostęp, kiedy chcesz i ile chcesz. Jeśli się zdecydujesz wykupić od razu na rok, masz 50% zniżki, ale taka zdeterminowana to nie jestem, więc wzięłam na ten jeden miesiąc, a jeśli w to wsiąknę, to wykupię następny. To, co mnie może ograniczać, to angielskie napisy. Mój angielski jest na takim poziomie, że jeśli mówią mało, to mogę nadążyć z czytaniem tych napisów i przekładaniem ich sobie w głowie, ale gdy zaczną nawijać zbyt dużo i zbyt prędko, to już gorzej...

Więc na razie postanowiłam obejrzeć filmy polskie i czeskie i rosyjskie, a potem zobaczymy 😊 I tak to właśnie wygląda z wolnym czasem u mnie: nie miała baba kłopotu, zabrała się za oglądanie CODZIENNIE dokumentów. 

A dzisiaj chciałam tu opowiedzieć o filmie Małgorzaty Goździkiewicz zatytułowanym Tort, z 2017 roku. Jego bohaterki to dwie siostry mieszkające razem: Ema ma 100 lat, a Zosia 94. Zawsze przywiązywały wielką wagę do gościnności i słynęły ze swoich przyjęć imieninowych na 60-80 osób, przyjęć, które trwały kilka dni. Dziś nie dopisują już nogi, coraz bardziej pogarsza się wzrok, ale panie Fedyk postanawiają jeszcze upiec tort orzechowy. Ograniczenia zdrowotne powodują, że trwa to całe trzy dni... 

Jeżeli ktoś ma możliwość obejrzenia gdzieś, w jakiś sposób, tego 18-minutowego filmu, polecam gorąco. Tutaj można zobaczyć trailer. Ponieważ uwielbiam historie o starych ludziach, bardzo mi się podobał. Nie tylko obserwacja ich zmagań z materią, ale i stosunku do siebie, ich przestrzeni życiowej. Z rozmowy z autorką filmu dowiedziałam się, że panie mieszkają w Krakowie. Ale to dopiero teraz, gdy szukałam jakiegoś linka dla Was, myśląc, że może gdzieś w sieci film istnieje. 

Więc zajrzałam do książki telefonicznej z 2004 roku, którą trzymam jak skarb, plując sobie w brodę, że za każdym razem, gdy pojawiało się nowe wydanie, wyrzucałam to stare. Obie panie tam są, wiem już, gdzie mieszkają, wiem, że obie ukończyły wyższe studia (zresztą widać na filmie ich klasę, ich takie inteligenckie mieszkanie) - no, tylko nie wiem, czy jeszcze żyją... 

A teraz się popiszę inteligencją. Na końcu filmu było nazwisko bohaterek, ono mi coś mówiło. Gdy już wyłączyłam sprzęt, przypomniałam sobie - no przecież autorki książek kucharskich! Panie Fedak! Nie zwróciłam uwagi na jedną inną literkę w nazwisku 😀 Poleciałam do kuchni wyciągać te książki. Szczególnie Przekładaniec imieninowy lubiłam studiować, w czasach, gdy córka była mała i nie pracowałam, za to skrupulatnie przygotowywałam menu na każdy tydzień. No dobrze, ale tu są Alina i Paulina, a raz nawet Alicja! Może to taka rodzina na kuchnię cała nastawiona, pomyślałam. Córki, albo inne kuzynki.

I dopiero z tej zalinkowanej wyżej rozmowy w radiu załapałam, gdzie był błąd - Fedyk, nie Fedak! Krakowskie panie nie mają z tym nic wspólnego. No ale zdjęcie książek pań FedAk, ile ich tam jest/było, zamieszczam. Bo myślę, to pierwsza sposobność, żeby trochę o książkach kucharskich tu wspomnieć.

 

I już prawie prawie myślałam nad telefonem do pań FedYk od filmu i co im powiedzieć, o co zapytać, gdy sprawdziłam internet pod kątem nekrologów.

Niestety 😓

Spóźniłam się.

Najpierw, rok temu odeszła pani Zofia, ta młodsza. Zmarła 25 stycznia 2020. A w niespełna miesiąc później poszła za nią pani Emilia, w pięknym wieku 104 lat.

Książka telefoniczna już mi się nie przyda. Ale mogę się wybrać na cmentarz Rakowicki.

Kwatera: PAS A
Rząd: wsch
Miejsce: 1

Znalazłam jeszcze coś - wywiad z paniami Fedyk o ich życiu przedwojennym i w czasie wojny - klik.

sobota, 16 stycznia 2021

Karel Poláček - Vše pro firmu

Do przeczytania czegoś po czesku w tym miesiącu szukałam cienkiej książeczki, wygodnej do wożenia w torebce i czytania w tramwaju. Padło na pana Poláčka, którego jedną powieść dla dzieci już czytałam i to trzy lata temu, okazuje się. Karel Poláček był satyrykiem, humorystą, a że miał żydowskie korzenie, w czasie wojny znalazł się w getcie w Terezinie, a potem został wywieziony do Oświęcimia. Uważano, że tam zginął, zdaje się, że taki napis jest na tablicy pamiątkowej na domu, w którym mieszkał w Pradze (ale może coś poplątałam), w każdym razie później ustalono, że był widziany jeszcze w styczniu 1945 roku w obozie w Gliwicach i tam zginął w czasie selekcji, w wieku 53 lat.
Vše pro firmu (czyli Wszystko dla firmy) to opowiastka z czasów Pierwszej Republiki o tym, jak po studiach i pracy za granicą wraca do domu w Pradze syn pewnego przedsiębiorcy. Tatuńcio - wdowiec jest lekkoduchem, a syn uważa za swój święty obowiązek zaprowadzić porządek w firmie. A najlepiej ojca ożenić, żeby się ustatkował. Posługacz w biurze, który swą pozycję traktuje jako drugą po Bogu, wspiera nowego szefa bardzo aktywnie. Następuje szereg zabawnych scen związanych z wizytami u swatki i przeglądem kandydatek. A rezultat? Mogę go zdradzić, bo przecież nikt z moich czytelników tej książki nie przeczyta 😀 Ożeni się syn (który ani o tym nie myślał), ożeni się na stare lata posługacz - tylko ojciec zostanie wolnym ptaszkiem, ale będzie miał już wnuka do rozpieszczania.
Dawne ogłoszenia prasowe na wyklejce. Okazuje się, że i bez komórek istniała możliwość zliczania swych kroków.
Śmierć od zatwardzenia poniosło już wielu ludzi, a przecież mogli się uratować pijąc morawską wodę!
Chyba zrozumiałe 😄

 

A oto, kto był przede mną właścicielem tego egzemplarza! Martin Nechvátal, proszę państwa, był/jest przewodniczącym Bytové družstvo "U tří růží", mówią internety. to jakby rodzaj spółdzielni mieszkaniowej, czy teraz to się nazywa jakoś inaczej, gdy właściciele mieszkań w danym budynku sami się rządzą... Kondominium? zapomniałam tej nazwy 😒

Dom Pod trzema różami jest zabytkiem pochodzącym z gotyku, a tu jest jego opis. Tyle mówi szybkie śledztwo, na tym dość. Być może będąc w Pradze udam się pod ten adres i podziekuję panu Martinowi za to, że miałam możliwość zapoznać się z książką 😁 W ramach serendypności, naturalnie. Oczywiście, jeśli jeszcze żyje, bo przecież biblioteki zazwyczaj sprzedają do antykwariatów spadkobiercy...

Początek:
Koniec:

Półka! Zapomniałabym o półce!


Wyd. Východočeské nakladatelství, Hradec Králové 1966, 162 strony 

Z własnej półki (kupione 14 stycznia 2020 roku w antykwariacie online za 19 koron -11%) 

Przeczytałam 12 stycznia 2021 roku 

 

NAJNOWSZE NABYTKI 

Dobrze, a teraz donoszę (choć najchętniej bym się nie przyznawała głośno), że znowu coś kupiłam w Ulubionym Praskim Antykwariacie. Ale tym razem - po raz pierwszy - dotrzymałam słowa, że nie będę dopełniać zamówienia kilkunastoma innymi książkami 😋 Dzielna ja! Zobaczyłam tę pomarańczową książkę z samego dołu, a to pierwszy tom cyklu o znanych prażanach i ich mieszkaniach/domach, mam dwa kolejne, więc... i nic innego nie wyszukiwałam, tylko wzięłam trzy inne, które już były od jakiegoś czasu w koszyku. Same pragensie. Ta bez napisu na grzbiecie to powieść dla dziewcząt rozgrywająca się na praskim Petřínie, rok wydania 1941. Niestety z charakterystycznym zapaszkiem...

A teraz taka sprawa. Wiadoma to rzecz, że zajęcie sobie zawsze znajdę, nawet specjalnie nie szukając. Nie wyobrażam sobie, nawiasem mówiąc, że mogłabym kiedyś powiedzieć nudzę się, nie wiem, co robić. No nie do pomyślenia.

/chyba że na oddziale covidowym, bez książki, bez niczego/

No i skoro już przy czeszczyźnie jesteśmy, wsiąkłam w czeskie radio. Nie od dziś, ale widzę, że przybiera to straszne rozmiary. Bo z ich strony można rozmaite audycje ściągać (są tam też jakieś podcasty, ale ja nie wiem, o co biega). I ja tak ściągam, ściągam, nagrywam na płytki, żeby było pod ręką koło łóżka i żeby sobie móc w dowolnej chwili wybrać coś ciekawego i odsłuchać. Płytki się gromadzą, a ja zaczynam dostawać szmergla. Czasu jest ograniczona podaż, prawda? Praca, dom, zakupy, film, czytanie, internet... i teraz jeszcze to radio! Z czego zrezygnować? A teraz jeszcze odkryłam, że mają tam mnóstwo słuchowisk, które można odsłuchać tylko na stronie i często z krótką datą przydatności do spożycia, na przykład jeszcze 4 dni. Niech to licho! Człowiek by chciał zbyt wiele! A to jeszcze nie koniec tego, co mi się zwaliło na głowę (na własne życzenie). Ale o tym następnym razem.

 

A teraz jeszcze przeczytałam, że jest film według Vše pro firmu! Nosz ja się potnę (mydłem w płynie)! Kiedy ja to mam wszystko zdążyć???

czwartek, 14 stycznia 2021

Heinrich Böll - Utracona cześć Katarzyny Blum

Przy odkurzaniu półek z serią Nike wypisałam do kajeciku kilka tytułów, a Utracona cześć... była jednym z nich. 

Spotkałam mnie taka niespodzianka: w środku nie było daty przeczytania, pamiętałam natomiast, że byłam na filmie w kinie i że w czasie studiów miałam przez moment fazę na Bölla i pożyczałam go z rozmaitych bibliotek. Ba! Nawet sobie teraz przy tej okazji wspomniałam te biblioteki - wszystkie już nie istnieją, na przykład taka na rogu Dolnych Młynów... Natomiast to wydanie kupiłam w 1987 roku w antykwariacie i byłam przekonana, że nigdy do niego potem nie zajrzałam. Jeszcze pięć minut temu tak myślałam 😁

Jednak - na wsiakij pożarnyj - wpisałam tytuł do wewnętrznej wyszukiwarki bloga i co? I czytałam dziesięć lat temu! To doprawdy nie jest skleroza, to już jest demencja jak się patrzy!

Co nie zmienia faktu, że bardzo bardzo bardzo podeszła mi ta lektura. Czytałam jednym tchem! Aż mi dziwno, że książka napisana prawie 50 lat temu nic nie straciła na aktualności. Że w obliczu tego, co wyprawia u nas TVPiS, opisana historia wygląda wręcz na instruktaż, jak postępować, żeby niszczyć ludzi. Instruktaż, z którego się czerpie hojną ręką. Katarzyna Blum traci cześć w wyniku działań wielkonakładowej kolorowej prasy, szmatławca w rodzaju naszego Faktu, a dziś niewygodni ludzie tracą cześć, bo rozpoczyna się na nich nagonkę w telewizji i internecie - ot, cała różnica. Ale mechanizmy są te same. Przeinaczać cudze słowa, wyjmować z kontekstu, a gdy już nic nie można znaleźć - po prostu zmyślać.

A jeszcze chichot historii: w latach 70-tych w zachodnich Niemczech Katarzynę i jej otoczenie obwinia się o komunizowanie, dziś w postkomunistycznej Polsce, gdy się chce komuś przywalić, przykleja mu się łatkę lewaka...


Początek:
Koniec:

Oczywiście chciałam też sobie przypomnieć film, znalazłam go tylko z czeskimi napisami - ale to nevadí, obejrzało się 😀 Film też dobry, wyreżyserowali go Volker Schlöndorff i Margarethe von Trotta, a więc mistrzowie, nic dziwnego.

Straszny jest stan większości tych tomików, stanowczo nie służy im półka pod oknem na zewnętrznej ścianie, ale innej nie będzie.

Wyd. Czytelnik, Warszawa 1979, 162 strony 

Tytuł oryginalny: Die verlorene Ehre der Katharina Blum 

Przełożyła: Teresa Jętkiewicz 

Z własnej półki (kupiona w antykwariacie 25 września 1987 roku za 160 zł)

Przeczytałam 9 stycznia 2021 roku

 

Śnieg! Śnieg do miasta przywieźli!

wtorek, 12 stycznia 2021

Åke Holmberg - Ture Sventon w Paryżu

To jeden z dwóch Ture Sventonów, których za moich czasów nie było na półkach bibliotek czy tam księgarni. Dwie Siostry się teraz pokusiły i wydały i chwała im za to, że uzupełniają ofertę.
O czym, to już wiecie z okładki, ja tylko dodam, iż Paryż robi odpowiednie wrażenie, naprawdę świetne - i takie francuskie - ilustracje! Dowcip i poczucie humoru też dopisały autorowi, w sumie zadowalająca lektura. No ale na razie dość. Jak już nauczę się szwedzkiego - ha ha ha - to będę to ciągnąć dalej 😁
Początek:
Koniec:
Już jak czytałam książkę o Batorym, miałam zajrzeć do wujaszka G., żeby się wreszcie dowiedzieć, co to jest MS lub SS, ale zapomniałam. Dopiero teraz to zrobiłam, jakie to proste - Motor Ship. Na Wiki jest lista tych wszystkich skrótów - klik.


Wyd. Dwie Siostry Warszawa 2019, 164 strony 

Tytuł oryginalny: Ture Sventon i Paris 

Przełożyła: Justyna Czechowska 

Z biblioteki 

Przeczytałam 8 stycznia 2021 roku


Miałam jeszcze pożyczone te dwie, ale zbliża się termin zwrotu i nie będę już przedłużać, Ture Sventona mi wystarczy na długo, a ten Pokój z książkami okazał się czymś całkiem innym, niż się spodziewałam - to po prostu zbiór baśniowych opowiadań, w ogóle mnie to nie ciągnie, a odleżało się wystarczająco. Jutro zaniosę wszystkie trzy do biblioteki na Królewskiej. 

Nabrałam teraz zwyczaju - w pandemii, gdy w Bibliotece Kraków wprowadzono nowe godziny otwarcia, już od 8.30 (pewnie, żeby rozładowywać ruch czytelników) - że wychodzę do pracy kwadrans wcześniej i wysiadam z tramwaju na Biprostalu, zazwyczaj jestem pierwszą osobą, ba, nawet czasem chwilę czekam jeszcze na otwarcie i zaproszenie do środka, ale za to mam z głowy i nie muszę o tym myśleć po południu 😀

 

A co w domu? W weekendy podczas obiadu słuchamy kolejnej płyty z półki, gdzie od 30 lat stały stare dobre LP i nawet nie pamiętałam, co tam mam. To znaczy niektóre oczywiście kojarzę, ale trafiają mi się znaleziska, o których bym przysięgła, że nigdy w życiu na oczy nie widziałam, jak na przykład ten Kosz 😋 Bardzo to przyjemne niespodzianki i nieraz budzą mnóstwo wspomnień. Widzę też, że ja chyba w studenckich czasach w ogóle nie jadłam, bo wszystko wydawałam na książki, płyty i kino ofkors 😎 No, ale jakoś przeżyłam, a teraz mam się czym delektować!

A teraz siup siup, bo za godzinę z kawałkiem kurs, a ja jeszcze nie zajrzałam do pracy domowej 😕

niedziela, 10 stycznia 2021

Jaroslav Rudiš - Aleja Narodowa

To moja druga próba z Rudišem i zdecydowanie bardziej udana. Połknęłam szybciutko (fakt - objętościowo nie wypada imponująco), a na końcu czekała mnie, no, spora niespodzianka 😉 Czeskie poczucie humoru i dystans do siebie 😎
Książkę pożyczyłam ze względu na tytuł - ostatnimi czasy w Pradze pomieszkiwam zaraz obok Alei Narodowej, więc taka była motywacja. Ale gdyby to były inne (normalne) czasy i oglądałabym w bibliotece zastanawiając się, czy pożyczyć - to chyba nie. Jakoś wydawnictwo nie miało dobrego pomysłu na blurb na okładce (pomijam, że słabo czytelny z tym czerwonym tłem). Czy naprawdę tak trudno napisać kilka zdań RZECZYWIŚCIE zachęcających do zakupu? Mówię o zakupie, bo to czy ktoś pożyczy z biblioteki, to chyba dla firmy zarobkowej, jaką jest wydawnictwo, chyba nie jest takie istotne.

To swoją drogą ciekawe, że bohater będący absolutnym przeciwieństwem tego, co w prawdziwym życiu mogłoby mi się podobać czy przyciągać, potrafił wciągnąć w swój świat na tyle, że przeczytałam powieść w jeden dzień, prawie się od niej nie odrywając. To już będzie zasługa Rudiša, niewątpliwie.

A teraz się dowiaduję, że powstał również film. No to chyba obejrzę. A wczoraj... wczoraj przeczytałam jedną powieść z lat 70-tych, która mnie po prostu powaliła na łopatki - i też obejrzałam film z tamtych czasów. Ale o tym innym razem.

Początek:
Koniec:

Wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2016, 161 stron 

Tytuł oryginalny: Národní třída 

Przełożyła: Katarzyna Dudzic-Grabińska 

Z biblioteki 

Przeczytałam 7 stycznia 2021 roku 

 

A teraz niespodzianka (dla mnie samej)!

Ja wiem, że w pandemii wśród różnych mód, jakie zapanowały, było pieczenie chleba. Przecież pamiętamy, że na samym początku, gdy ze sklepów zniknął ryż, makaron i papier toaletowy, nie było też drożdży 😁

Ale ja rzadko idę za modami, więc obecnego faktu proszę absolutnie z tym nie wiązać. Zresztą o domowym pieczeniu chleba od dawna jest głośno, wychodzą całe książki na ten temat itede. 

U mnie natomiast stało się tak, że: cały czas skanuję kulinarną blogosferę w poszukiwaniu łatwych (i tanich!) przepisów i tak natrafiłam na przepis zatytułowany CHLEB PAPRYKOWY, KTÓRY ZAWSZE SIĘ UDAJE.

Faktem jest, że coś, co wszystkim zawsze się udaje - mnie potrafi się schrzanić koncertowo, bo ja jestem taka zdolna. No i żadnego chleba nigdy piec nie chciałam przecież. Ale wydrukowałam, zanabyłam drożdże i kilo mąki i wczoraj przystąpiłam do produkcji.

I okazało się, że pomimo mojej 30-letniej kuchenki EWA, która wyraźnie nie lubi, żeby używać piekarnika (za cholerę tam nie wiem, ile stopni właściwie pokazuje) - chlebek się udał 😍

To znaczy, może trzeba było go jeszcze z 10 minut potrzymać w piecu, ale i tak nie wiem przecież, jaki on powinien docelowo być 😆 Zeżarłyśmy od razu pół z samym masełkiem - ach, jakie to pyszne, takie świeżutkie! Teraz córka domaga się chleba cebulowego...

Koszt: 

- 0,75 zł (pół kilo mąki z Lidla)

- 0,75 zł (kostka drożdży tamże, zużyte 1,5 dag, czy te drożdże będą dobre jeszcze za tydzień na ten cebulowy obiecany?)

- ilość i koszt gazu nie-do-obliczenia

😜

piątek, 8 stycznia 2021

Aleksandra Marinina - Siódma ofiara

Dawno już mnie tak Marinina nie usatysfakcjonowała!

Ona jest nowa, ale tak naprawdę stara - i to pewnie dlatego.  Nowa, bo świeżo wydana w Polsce, w 2020, ale w Rosji wyszła w 1999 roku i mamy tu starą dobrą Nastię, oficera operacyjnego, a nie żadną emerytkę. W tym roku - tfu, to znaczy w zeszłym 😉 - wyszły jeszcze Harmonia zbrodni i Śmiech bogów i zapisałam się w bibliotece do kolejki, bo to też stare i zapewne lepsze od tych najnowszych. I tak mi właśnie idzie rezygnowanie z biblioteki...

Ale za to odkurzając na nowo książki wypisałam już sobie do świeżo założonego kajeciku 20 własnych do przeczytania (czasem ponownego, po wielu latach). W tym Czarne Stopy 😁 

Wracając do Marininy, sporo się ona rozwodzi na temat kryzysu finansowego, Czistiakow zarobił od zagranicznych partnerów różne kwoty w walucie, a tu państwo (?) zablokowało wypłaty z kont. Tymczasem zbliża się termin zapłaty podatków czyli do pieniędzy dostępu nie ma, a podatek od nich należy uiścić. Nad głową Czistiakowa i Kamieńskiej wisi miecz...

Coś mi po głowie chodziło w tej sprawie, ale nic konkretnego. Na Wiki znalazłam artykuł, jednak dla mnie mało czytelny. Tu może będzie jaśniej, tylko muszę znaleźć chwilę na przeczytanie 😕 A tu, wiecie, piątek, najlepszy dzień tygodnia (oczywiście, gdy już jest po robocie), tyle planów...

Początek:
Koniec:

Bonusem było kilka miejsc, gdzie autorka poruszała swoich bohaterów w konkretnych moskiewskich lokalizacjach, wyciągnęłam mapę Moskwy nabytą w czasach, gdy się na Rosję mocno napaliłam (choć wiedziałam, że nigdy tam nie pojadę) - no ale palcem po mapie też fajnie 😎

Właśnie sobie uświadomiłam, że chyba nigdy nie korzystałam z Google Maps (a zwłaszcza Street View), jeśli chodzi o Moskwę i nawet nie wiem, jak to wygląda, czy nazwy są pisane cyrylicą? Wypadałoby obadać tę sprawę.

Wyd. Czwarta Strona, Poznań 2020, 540 stron

Tytuł oryginalny: Седьмая жертва

Przełożyła: Aleksandra Stronka

Z biblioteki

Przeczytałam 6 stycznia 2021 roku

 

Jak ja lubię te nasze polskie znaczki! To resztki, które zostały po zakupach przedświątecznych. Jak zwykle chciałam wziąć na kwotę 50 zł, bo wtedy jest darmowa przesyłka. A tu się okazuje, że już nie, teraz trzeba za stówę kupić... No dobra, będę miała już na Wielkanoc, myślę. A potem jeszcze obczajam, że te dranie podniosły cenę znaczków za granicę z 5,20 zł czy 5,30 zł - na 8 zł!!! Bo teraz każdy list czy kartka musi być priorytetowa! Dziwić się, że ludzie zapominają, co to list (chyba, że z sądu)...

Yyyy, czy ja o tym już nie mówiłam?

Ach, skorzystałam z kalkulatora kolejki szczepionkowej. Oto wyniki 😂 To pierwsze założenie, że będą szczepić 850 tys. osób tygodniowo, jest Narodowe, oczywiście! A więc, uwaga!

Według podanych przez Ciebie informacji, jest między 8 233 568 a 14 781 632 osób przed Tobą w kolejce do szczepienia przeciw COVID-19 w Polsce.

📅 Przyjmując założenie szczepienia 850 000 osób tygodniowo i wyszczepialność wśród ludzi na poziomie 47%, otrzymasz swoje dwie dawki szczepionki między 24/05/2021 a 08/09/2021, a pełną odporność uzyskasz 15/09/2021.

 

📅 Przyjmując założenie szczepienia 105 000 osób tygodniowo i wyszczepialność wśród ludzi na poziomie 47%, otrzymasz swoje dwie dawki szczepionki między 11/01/2024 a 02/06/2026, a pełną odporność uzyskasz 09/06/2026.

 

📅 Przyjmując założenie szczepienia 150 000 osób tygodniowo i wyszczepialność wśród ludzi na poziomie 47%, otrzymasz swoje dwie dawki szczepionki między 15/02/2023 a 19/10/2024, a pełną odporność uzyskasz 26/10/2024.

 

📅 Przyjmując założenie szczepienia 170 000 osób tygodniowo i wyszczepialność wśród ludzi na poziomie 47%, otrzymasz swoje dwie dawki szczepionki między 17/11/2022 a 09/05/2024, a pełną odporność uzyskasz 16/05/2024.