niedziela, 27 października 2019

Aleksandra Marinina - Niebezpieczna sekwencja

Jezusicku, przestaliby już w tych bibliotekach (niektórych) obkładać książki folią...

Zatęskniło mi się za Kamieńską i specjalnie w tym celu udałam się do biblioteki właśnie, gdzie wyhaczyłam ostatnią opublikowaną pozycję. Przeziębienie zagnało mnie prosto po pracy do łóżka, gdzie teoretycznie miałam odrabiać pracę domową z czeskiego, ale Marinina była pilniejsza :) Zresztą nasza pani rozumie miłość do kryminałów, więc mi wybaczyła :)


Łżą już w pierwszym zdaniu... spokojny i ułożony świat łyżwiarzy, taaaa... kłębowisko żmij po prostu.
Przypomniało mi się z dzieciństwa, jak mama lubiła oglądać te zawody. Chyba większość mam tak miała.
A Kamieńska wkurza. Stara ciota jakaś z niej się zrobiła. Jak by było wszystkiego mało, to jeszcze przy garach stoi i przepisy na mało skomplikowane potrawy rzuca. No pfffff!

Początek:
Koniec:

Wyd.CZWARTA STRONA Poznań 2018, 642 strony
Tytuł oryginalny: Ангелы на льду не выживают
Przełożyła: Aleksandra Stronka
Z biblioteki
Przeczytałam 24 października 2019 roku

A teraz to będzie dłuuuuga przerwa, bo zabrałam sie za Ulissesa. A co! Czas najwyższy!

piątek, 25 października 2019

Grzegorz Szymanik, Julia Wizowska - Długi taniec za kurtyną

Przeczytałam, a teraz chciałabym ponownie, po latach, obejrzeć "Małą Moskwę".
Tyle jakby na dziś, bo łeb mi pęka, a siedzę w pracy, z czym wiąże się niemożność zalegnięcia.
Nawiasem mówiąc, gdy za jakieś półtorej godziny zalegnę, wcale nie będzie mi lepiej. Nie cierpię tych wieczorów w pracy, choć jest wtedy większy spokój (przynajmniej od kierownictwa)... Nie cierpię też swojego łóżka, gdy mam migrenę i przez całą noc przewracam się z jednego boku na drugi, głowa pulsuje, pod kołdrą gorąco, gdy się odkryję, to znowu zimno, nie można sobie znaleźć miejsca, chce się płakać (czasem rzygać) i znikąd pomocy.
Co to jest za dziadostwo, że minęło 50 lat i męczy się człowiek tak samo, jak w dzieciństwie, zero postępu. Nie były znane przyczyny migreny i dalej nie są. Całe zakichane życie to jedna udręka.
Dziś rano obdzwoniłam apteki, Sumigry nie ma. To znaczy, przepraszam, są 2 tabletki gdzieś w Nowej Hucie. Nawet nie będę zawracać głowy lekarce receptą... już z poprzedniej mi przepadła część, bo przez miesiąc nic się w Krakowie nie urodziło pod tym kątem.
Ale nic to, pamiętać: Hlavně se ze sebe neposer!



Początek:
Koniec:

Wyd. Czarne Wołowiec 2019, 220 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 20 października 2019 roku

środa, 23 października 2019

Dorota Masłowska - Kochanie, zabiłam nasze koty


Kochanie, ta książka zostawiła mnie kompletnie obojętną.
I to by było na tyle.
Nawet język tym razem mnie nie zainteresował.
Odnoszę wrażenie, że ta cała męka tworzenia opisana tutaj nie przyniosła rezultatu. Że tak jakby Masłowska miała kontrakt na książkę i wypociła, co wypociła. Osiem i pół z tego nie wyszło.


Początek:
Koniec:

Wyd. Noir Sur Blanc Warszawa 2012, 155 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 18 października 2019 roku

niedziela, 20 października 2019

Paweł Reszka - Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy


Co tu rzec? Nic nie jest czarno-białe przecież.
Jest winien system, bez wątpienia.
Jest winne niedofinansowanie polskiej służby zdrowia.
Są winni niektórzy lekarze. Jedni nie powinni byli nimi zostać. Inni się prędko wypalili w pogoni za pieniądzem. Innym nie pozwolono robić tego, co najbardziej my chcieli (wybrać specjalizacji na przykład).
A jeszcze inni bronią się rękami i nogami przed młodą konkurencją.
I tak.

Przy czym ja nie mam złych doświadczeń akurat. Może poza tą panią ordynator, która powiedziała, że na klinice dziecku pomóc nie można, ale u niej prywatnie są możliwości, tylko trzeba wybierać - nowy samochód czy zdrowie córki.
/tak jakby w ogóle była mowa o jakimś samochodzie ha ha/


Początek:
Koniec:

Wyd. Czerwone i Czarne Sp. z o.o., Warszawa 2017, 294 strony
Z biblioteki
Przeczytałam 17 października 2019 roku

piątek, 18 października 2019

Vojtěch Steklač - Srdeční slabost

Już w tym miesiącu jednego Steklača czytałam, ale jakoś nie mogłam wytrzymać bez następnego, tym razem dla dorosłych. Niedobrze, bo zmniejsza się liczba tych pozostałych do przeczytania :)
Jakoś bardzo lubię tego autora, choć na jakiejś czeskiej stronie o ksiażkach przeczytałam opinie, że naprawdę kvalitní to są tylko te dla dzieci/młodzieży... no nie wiem, mnie się te dorosłe podobają i czytam je z wielką przyjemnością - pewnie również dlatego, że to opowiadania kryminalne. Również, bo przede wszystkim ten urok polega chyba jednak na tym, że jestem w stanie już czytać w oryginale (innych możliwości zresztą nie ma, nie był przecież tłumaczony) i to, jak Steklač pisze, wyjątkowo mi leży. Nie za trudno, nie za łatwo.

Początek:
Koniec:

Wyd. Erben, Nakladatelství Vlasty Brtníkové, Praha 1992, 164 strony
Z własnej półki (kupione w antykwariacie w Pradze 9 sierpnia 2019 za 22 korony minus 11%)
Przeczytane 15 października 2019 roku

sobota, 12 października 2019

Mateusz Marczewski - Koliste jeziora Białorusi


Intrygująca ksiażka, pisze Szejnert.
No, można i tak powiedzieć.
Ja jednak znalazłam tu mniej intrygi, a więcej nieznośnego mistycyzmu. Cóż, może Białoruś taka właśnie jest. A może autor - poeta - tak ją właśnie widzi?
Więc dla mnie pół na pół.
Ale ja lubię stać mocno na ziemi.



Początek:
Koniec:

Wyd. Czarne, Wołowiec 2017, 229 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 8 października 2019 roku

środa, 9 października 2019

Katarzyna Kobylarczyk - Baśnie z Bloku Cudów. Reportaże nowohuckie


No to jest świetna rzecz! Właściwie to bym ją chciała mieć... a póki co, wybieram się na akcję-lokalizację - jeden z reportaży opowiada o tym, jak autorka usiłowała znaleźć genezę nazwy nowohuckiej ulicy Mrozowa (albo Mrozowej, nie wiadomo). Więc ja muszę tam dotrzeć :) liczę na jakąś sensowną pogodę w wyborczą niedzielę, w związku z tym. Już w poprzednią niedzielę prosto z pociągu ruszyłam na przystanek, ale gdy czekałam kilka minut na ziąbie niemożebnym (wiatr był bardzo zimny), zrezygnowałam z przeziębienia się i przeszłam na przystanek po drugiej strony ulicy, żeby pojechać do domciu :)


Cieszę się, że mam inną książkę tej autorki, wycyganioną z MIK-u. Nawet kiedyś zabierałam się za czytanie, ale poczucie obowiązku (egzemplarze biblioteczne czekają!) zwyciężyło. A ta książka jest o CZASIE i jest tam rozdział również o moim miasteczku (znanym z zegarów... słonecznych).

Spis treści:

Początek:
Koniec:

Wyd. Wydawnictwo Jagiellonia, Kraków 2009, 150 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 5 października 2019 roku

poniedziałek, 7 października 2019

Zuzanna Łapicka - Dodaj do znajomych

Nie podoba mi się ta książka. Ale ja już wzięłam z biblioteki z myślą, że mi się nie będzie podobać - czyli uprzedzona. Nie trudno więc było znaleźć wady.
/chyba że przemawia przeze mnie zazdrość, że ja się urodziłam w rodzinie księgowych na prowincji, a nie wśród śmietanki towarzyskiej oraz czasem intelektualnej, w związku z czym nigdy w życiu nie poznałam tych wszystkich sławnych osób/
Dlatego przyczepiam się o co się tylko da, na przykład o to ciągłe pisanie o PRZYJAŹNI z nimi wszystkimi, ten pojechał na festiwal tam, poznał tamtego i się od tej pory przyjaźnili (dwa razy się widzieli, ale się przyjaźnili)...

A w ogóle to jestem strasznie zła, bo znalazłam ofertę pracy jakby wyjętą z marzeń o zbliżającej się emeryturze... za późno oczywiście. Gdybym zajrzała do ogłoszeń wczoraj wieczorem... rzuciłabym w pierony dotychczasową robotę i od tej pory siedziała od 8.00 do 16.00 bynajmniej nie przed komputerem, tylko z książką rozłożoną na stoliku, codziennie inną, od czasu do czasu odebrała telefon, sprawdziła mapę Krakowa i przekazała wiadomość jednemu z dwóch pracowników lub poszła na pocztę! Nie martwiła się o nic, tylko łapała za guzik, bo ci dwaj pracownicy to by byli KOMINIARZE!!! A to wszystko o parę kroków od domu w dodatku!
Aż mi się wierzyć nie chce, że mi to przeszło koło nosa :(

/żałuję, mimo, że nie poznałabym tam ani Almodovara ani Tarantino/


Początek:
Koniec:

Wyd. Agora Warszawa 2018, 252 strony
Z biblioteki
Przeczytałam 4 października 2019 roku

piątek, 4 października 2019

Vojtěch Steklač - Pekelná třída

To był bardzo dobry nabytek.
Dyskretne poczucie humoru autora już znałam z trzech książek dla dorosłych, przeczytanych wcześniej, jednak z pewną taką nieśmiałością zamawiałam te dla dzieci, ale niepotrzebnie. Są super - przynajmniej sądząc po pierwszej z nich. A czekają mnie kolejne tomy przygód czterech chłopców z piekielnej klasy :)
Przygody przygodami, ale umie Steklač podchwycić dziecięce rozumowanie i ironicznie spojrzeć na rodzinne dialogi.

Tatuś czasem nie ma humoru i mówi, żeby mu wszyscy dali spokój, bo jest przepracowany, po czym kładzie się na kanapie i czyta gazetę albo książkę. Na co mamusia patrzy niechętnym okiem i zawsze mówi tatusiowi, że powinien stosować bardziej aktywny wypoczynek, bo ten jest zdrowy, gdy tymczasem leżenie na kanapie nie jest zdrowe i człowieka otępia.
Na co tatuś zawsze zauważy, że o otępieniu nie może być mowy, ponieważ gdy leży na kanapie, to o wielu rzeczach myśli i w ten sposób przeczyszcza sobie zwoje mózgowe, żeby był zdrowy psychicznie.
A mamusia mówi, że wedle tego, jak często tatuś przeczyszcza sobie zwoje mózgowe na kanapie, to mózg mu już dawno musi błyszczeć jak mosiężna klamka u drzwi, gdy się ją wyszoruje sidolem.

/tłumaczenie oczywiście własne/

Zastanawiam się, skąd u mnie to upodobanie do scen rodzinnych. Tak samo z zaglądaniem ludziom w okna. To jakby o to samo chodzi - podglądanie cudzego życia, z myślą ukrytą gdzieś z tyłu głowy, że inni mają życie jakieś ciekawsze, że bóg wi co robią... nieraz też dumam nad tym, co robią wieczorem, w wolnym czasie, moi sąsiedzi, jak te wieczory spędzają... wiem, mam coś z głową :)


Początek:
Koniec:

Wyd. Albatros Praha 1988, 245 stron
Z własnej półki (kupione 9 sierpnia 2019 roku w antykwariacie w Pradze za 66 koron - minus 11%)
Przeczytałam 2 października 2019 roku

Zebrałam swoje przeczytane Steklače:
i nieprzeczytane, których jest więcej, z czego się naturalnie bardzo cieszę :)

NAJNOWSZE NABYTKI
Niedobrze się dzieje. Nie, no, nic nie kupiłam, ale i tak do domu przywlokłam (z półki w Jordanówce). Niepoprawna. Oddać mnie do polepšovny!

niedziela, 29 września 2019

Wojciech Nowicki - Od kuchni

To jedna z tych książek, które w sierpniu wysępiłam w Małopolskim Instytucie Kultury. Dlaczego zaczęłam właśnie od tej, nie pytajcie. Bo tak.
Nowicki pisze recenzje z restauracji w Wybiórczej, ale wiem też, że wydał książkę o fotografii (może warto byłoby się za nią w bibliotekach rozejrzeć?). Nie bez kozery o tym wspominam, bowiem to wydawnictwo, towarzyszące Małopolskim Dniom Dziedzictwa Kulturowego (w których niegdyś, za czasów przedpraskich, nałogowo uczestniczyłam), jest przepięknie ilustrowane archiwalnymi fotografiami.
A co poza tym?



Już sam początek mnie zachwycił (właśnie, może dlatego się za to zabrałam w pierwszej kolejności):
A to dlatego, że swego czasu szukałam i szukałam o tych Husarskich, jak tylko wyczaiłam ich siedzibę w Przegorzałach. I oto ktoś wyszedł mi naprzeciw i o nich napisał. Brawo pan Nowicki.
Oprócz tego napisał o ogrodzie kapucynów, o kuchni teatru Słowackiego, o Hucie Lenina oraz o różnych miejscach za rogatkami Krakowa. Niektórych nie znam do tej pory - na przykład wsi Frydman na Spiszu. I pewnie nie poznam, nie mając samochodu (błagam, nie mówcie o busach).
Zresztą, ostatnio sobie wytłumaczyłam, że nawet jakbym mogła mieć, to bym nie chciała, ze względu na środowisko :)
Trzeba sobie jakoś osłodzić tę nędzę Wielkimi Ideami :)

Początek:
Koniec:


Wyd. MIK Kraków 2017, 162 strony
Z własnej półki (z wycieczki do siedziby MIK na Woli Justowskiej 29 sierpnia 2019 roku)
Przeczytałam 25 września 2019 roku

sobota, 28 września 2019

Radko Pytlík - Nasz przyjaciel Haszek

Na stronie biblioteki przeglądam właściwie tylko dział z nowościami i stamtąd sobie odkładam na wirtualną półkę to i owo. Więc jak ja na tego starego Haszka trafiłam, to już nie wiem. W każdym razie egzemplarz był w bibliotece, która zaiste nie leży na mojej zwykłej trasie, ale w gruncie rzeczy to ledwie parę przystanków (plus mały spacerek) w bok, więc wybrałam się. A tam kogóż widzę - pani Grażynka, która przez długie lata urzędowała w filii na moim osiedlu :) w bonusie więc dostałam chwilę pogaduszek, jak to kiedyś zwykłyśmy :)

A Haszek mnie nie zawiódł! Zabrałam w drogę jadąc do Ojczastego i dosłownie połknęłam. Autor pisze w przedmowie, że postanowił wykorzystać rozmaite anegdoty , które nie weszły do napisanej przez niego wcześniej biografii Haszka. No i chwała mu za to, bo czyta się - jak to anegdoty - z przyjemnością. Do tego stopnia, że zapragnęłam mieć Naszego przyjaciela Haszka na własność.
A tu jeszcze taki zybcyk, że ja nazwisko Radko Pytlík znam doskonale, a to z czterech książeczek o Pradze, które sobie czy to przywiozłam czy sprowadziłam. Tylko nie miałam pojęcia, że to historyk literatury i znawca nie tylko Haszka. A ta jego biografia, o której wspomniałam, nosi polski tytuł Włóczęga Jarosław Haszek i ciekawe, czy też jest w bibliotece... bo skoro już mam taki background anegdotyczny, to może by głębiej sięgnać? Ale na razie, jak zwykle, koło łóżka czeka odpowiedni stos z biblioteki, więc cicho, cicho...

Początek:
Koniec:

Wyd. PIW Warszawa 1984, 273 strony
Tytuł oryginalny: Náš přítel Hašek
Przełożył: Antoni Kroh
Z biblioteki
Przeczytałam 22 września 2019 roku

NAJNOWSZE NABYTKI
Tak się napaliłam, że natychmiast po powrocie do domu wyszukałam najtańszy egzemplarz na allegro (3,99 zł) i lu go. Dzisiaj właśnie dotarł. Ale co za rozczarowanie - kiepsko wydrukowany, miejscami bardzo blada czcionka, a innymi miejscami z kolei czymś jakby pobrudzony, ale tak z drukarni, nie z użytkowania; użytkowany nie był, co zaś ciekawe, rozwala się (bo to klejone wydanie) dokładnie w tym samym miejscu, co i biblioteczny :)
A teraz już cisza, spokój - naprawdę nic nie kupię.
Mało tego, mam plan na niedzielę - wygospodarować miejsce na którejś półce i uprzątnąć stos praski z podłogi. Sama jestem ciekawa, czy dokonam tego cudu.