sobota, 16 grudnia 2017

George Orwell - Rok 1984

Czytało się nielekko - bo druk okropny, zbyt jasny kolor czcionki i mała, a w momencie, gdy są cytaty (długie) z Księgi Goldsteina, to już w ogóle koszmar. Użyłam lupy, nie będąc w posiadaniu okularów!
No ale.
Moja słaba pamięć nie pozwala mi odtworzyć swoich wrażeń z piewrwszej, ówczesnej lektury, jeszcze za komuny, jak by nie było.
Dzisiejsze są takie, że prorokiem Orwell był. Bo to, o czym pisze, tak doskonale przylega do dzisiejszych realiów.

O autorze:

Nie prowadzę zeszyciku z cytatami, nie czytam z ołóweczkiem pod ręką, żeby zaznaczać celne fragmenty - i to jest mój błąd. Bo gdy potem chcę coś odnaleźć, to właściwie powinnam całość na nowo przeczytać :(
A ten tekst jest wręcz idealny do cytowania.
No dobrze, niech będzie jeden.
Niech mi ktoś powie, że to nie o naszych dzisiejszych światłych rządzących.

Początek:

Koniec - tak nieszczęśliwe się złożyło, że zaledwie kilka linijek na stronie jest, więc nie daję, za to proszę bardzo, oto spis całej serii w roku 1988, kiedy książka wyszła, po raz pierwszy oficjalnie.

Wyd. PIW Warszawa 1988, 218 stron
Seria: KIK (Klub Interesującej Książki)
Tytuł oryginalny: Nineteen Eighty-Four
Przełożył: Tomasz Mirkowicz
Z własnej półki (kupiona 4 stycznia 1989 roku za 600 zł czyli cenę okładkową, z czego wnoszę, że udało się ją nabyć w księgarni)
Przeczytałam 11 grudnia 2017 roku

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Mikołaj Samochin - Gdzieś w mieście, na przedmieściu...

Lubię tak sobie wziąć do ręki coś, czego absolutnie nikt nie czyta :)
Nazbierałam przecież w trakcie fazy na rosyjski nieco tej literatury, więc od czasu do czasu można skorzystać.
Zwłaszcza jak rozmiary mikre (teraz, gdy ciężko się skupić na czytaniu).
Zabrałam w podróż i faktycznie podczas tej podrózy przeczytałam.


Tonacja żartobliwa i parodystyczna z okładki mocno mnie zachęciła.
Ale jakoś tak... śladu po tej lekturze nie zostało.
No słowo daję, że powinnam sobie darować literaturę piękną.
Ciągle jeszcze nie wrócił jej czas.

No ale zainteresował mnie ten Samochin. Zaczęłam szperać w rosyjskich internetach.
Znalazłam hasło na Wikipedii.
I na stronie poświęconej rosyjskiej literaturze.
Znalazłam artykuł - wspomnienie, napisane w 20 lat po jego samobójczej śmierci.
Miał tyle lat, ile ja dziś.
I był humorystą.

Цитата из книги Шашлык на свежем воздухе:
— Родители ваши живы?
— Частично.


Widać on też czuł się żywym jedynie частично...

Początek:

Koniec:

Wyd. PIW Warszawa 1978, wyd. I, nakład 15 tys. egz., 128 stron
Tytuł oryginalny: Где-то в городе, на окраине...
Przełożyła: Monika Dutkowska
Z własnej półki
Przeczytałam 3 grudnia 2017 roku


NAJNOWSZE NABYTKI

Ja wiem, to aż wstyd, że człowiek tak całkiem kręgosłupa nie ma!
Mówi sobie, że ostatnie... po czym zamawia kolejne... a to nie koniec, przyjdą jeszcze kolejne paczki...
No to znalazłam wymówkę - że tak to już jest w początkach tworzenia jakiejś kolekcji :) trzeba bardzo dużo nadrobić, a potem to już tylko, od czasu do czasu uzupełniać braki :)
Więc zbieram te książki o dzielnicach Pragi, jest ich kilka rodzajów. Jak tylko zobaczę, że pojawiła się któraś na stronie mojego ulubionego antykwariatu, to BIERE!
Widoczne poniżej książki nabyłam jednak w innym antykwariacie, tym wspaniałym, który nosi nazwę swego adresu - Spalena53 - i który zawsze odwiedzam w realu. Tu pierwszy raz nabyłam coś drogą internetową, no i raczej więcej czynić tego nie będę, bowiem za przesyłkę zapłaciłam 360 koron, podczas gdy w tamtym antykwariacie liczą sobie 240 koron i to za znacznie cięższe (na przykład w październiku za 16 książek - 10 kg).


A Nohavicę to mi Monika Julita naraiła w Taniej Jatce. No i coś o Japonii jeszcze było :)

środa, 29 listopada 2017

Michał Kruszona - Kawior astrachański

Matko jedyna, ale się dałam nabrać.
Fakt, jakoś dość nieuważnie wybierałam te książki... miałam jeszcze kwadrans do rozpoczęcia pracy, więc wstąpiłam do Taniej Jatki, do działu z reportażami. Jak coś jest o Rosji to biorę prawie w ciemno... no i tak to właśnie było, rzuciłam okiem na okładkę, na cenę (ha ha, siedem złotych, choć tyle pociechy z tego niewypału) i brać, razem z dwiema innymi.
Mam chociaż nadzieję, że tamte dwie okażą się lepsze.


Uprzedzam naiwnych (jak ja). Ani smieszno ani straszno.
Bo jak już mowa o zabijaniu ludzi, to nie wiadomo czy to groteska czy inne żarty czy też może gramy w twardzieli.


Autor jednak powinien skupić się na dyrektorowaniu, może mu to wychodzi lepiej.
Niby wzbudził we mnie sympatię, bo i rocznik mojego brata i trochę podobny ze zdjęcia :)
No ale mój brat przynajmniej ze swoich licznych podróży nie przywozi naskrobanych przez siebie książek, więc ma ten plus.


Jest to NAJGORSZA książka, jaką czytałam w ostatnich latach!
No ale chcąc być uczciwa muszę przyznać, że może... może... jak ktoś lubi taką sensację (bandzior-uciekinier z Polski szuka swego miejsca w odległej ziemi) połączoną z "momentami" (seks z bibliotekarką wśród regałów) oraz wypisami z encyklopedii i dawnnych relacji podróżniczych... a jeszcze lubi kawior i chętnie się o nim czegoś dowie (ja mam to wele, niestety) - to może mu się spodoba nawet?

Dla mnie jednak szajs i strata czasu.
Sama się sobie dziwiłam, że to w ogóle kończę.
Co za obowiązkowość :)

Początek:
Koniec:

Wyd. Tamaryn, Jabłonna 2013, 263 strony
Z własnej półki, niestety
Przeczytałam 26 listopada 2017 roku

poniedziałek, 27 listopada 2017

Tomáš Dvořák a kol. - Žižkov. Svéráz pavlačí a strmých ulic

Jakem była pierwszy raz w Pradze i załapała się na wystawę w Muzeum Miasta Pragi o jednej z dzielnic, zauważyłam, że wydają fantastyczne albumy towarzyszące. Nawet przez chwilę rozważałam zakup tego, który dotyczył właśnie wystawy, no ale drogo było, ciężko i w ogóle :)
Kiedy jednak - po czterech pobytach - uznałam, że TO JEST MOJA PRZYSZŁOŚĆ - czyli gromadzenie wydawnictw o Pradze - zainteresowałam się możliwością nabycia online tychże albumów. Po długich debatach wybrałam dwa pierwsze, o Żiżkowie i Winohradach.

Zakup przebiegł bezproblemowo, a po przeczytaniu pierwszego albumu już się nakręcam do kolejnych :)
Bardzo porządne wydawnictwo. Twarda oprawa, obwoluta, duży format, dołączona duża mapa terenu z dawnych czasów (w wypadku Żiżkowa z 1938 roku), wkładka z tłumaczeniem na angielski wszystkich tekstów i podpisów pod zdjęciami i przede wszystkim właśnie cała masa archiwalnych zdjęć.


Mam za sobą jedynie dwa spacery po dzielnicy, więc jeszcze wszystko przede mną :)
Ale nie wiem, czy uda mi się zajrzeć na któreś podwórko z ocalałą galerią dookoła (pavlač to właśnie krużganek, ganek, galeria), ze względu na wszechobecne domofony. Trudno.

Aha, co znaczy tytuł? Żiżkow. Osobliwość galerii i stromych ulic. Niezgrabne to, ale taki ze mnie tłumacz :)


To była ludowa dzielnica. Kiedyś pola i winnice, dopiero w XIX wieku zaczęły zanikać na rzecz powstającego przedmieścia. Do Pragi przychodziła masa robotników, szukających pracy w szybkko rozwijających się fabrykach. Trzeba im było zapewnić tanie mieszkania. Oczywiście pozbawione wygód - składały się z kuchni i jednego pokoju, zazwyczaj wspólna toaleta była na każdym piętrze, takoż żeliwna czy blaszana umywalka z kranem, z którego brało się wodę. Okna tych bieda-mieszkań wychodziły na podwórze, a całe życie, z braku miejsca w domu, toczyło się na galerii.
Jest tam wspomniane, że gdy ktoś wracał do domu po pracy, to nieraz droga od bramy wejściowej do drzwi własnego mieszkania trwała i pół godziny, bo trzeba było się zatrzymać i porozmawiać z sąsiadami wysiadującymi na ganku :)

W latach 70-tych przyszła wielka asanacja, władze, zamiast inwestować w remonty, wolały wyburzać stare domy i na ich miejscu stawiać nowe. Tak zanikła znaczna część starego Żiżkowa. Przypominam sobie, że oglądałam nie tak dawno nostalgiczny film wspominający dawny Żiżkow.





Wyd. Muzeum hlavního města Prahy, 2012, 139 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 25 listopada 2017 roku

niedziela, 26 listopada 2017

Zdzisław Antolski - Ojczyzna papierowych żołnierzyków

Niesamowite!
Pani MK przeczytała tomik poezji!
W annałach zapisać!

/co właśnie czynię/

Ojczasty oddawał się lekturze kieleckich wspomnień tego samego autora...

A ja wierszom, ale nie miał mi kto zrobić zdjęcia w tak doniosłej chwili :)
Było to w ubiegłą niedzielę pod wieczór.
W domu cisza (wszyscy czytali, bo i córka też, choć nie wiem szczegółowo, co ona miała w rękach).
Gdzieś na ścianie wisiały rodzinne zdjęcia.
Gdzieś tykał zegar.
I w takich warunkach wróciłam do dzieciństwa.
Co prawda w moim nie było żołnierzyków, ani papierowych, ani ołowianych... ale były papierowe laleczki z wycinanymi ubrankami. Nie spłonęły... ale i tak śladu po nich już dawno nie ma.




Początek.

No i tak.
Już przy drugim wierszu popłakałam się.

Kiepski ze mnie czytelnik.
Wszystko odnoszę do siebie, siebie, siebie.
No bo przecież ja też chodziłam jeszcze do starej szkoły - obok trwała budowa nowej, ale jeszcze mieliśmy lekcje siedząc za zielonymi drewnianymi pulpitami z okrągłym otworem na kałamarz. Jeszcze nosiliśmy tornistry. I fartuszki z plisowanymi falbankami. I kokardy we włosach. I wyglądaliśmy przez skute lodem szyby na stare boisko.
Gdzie to się wszystko podziało?!

No i masz.
Znowu zaczynam płakać, a przecież muszę jeszcze iść do sklepu (póki w niedzielę otwarty).
Niebezpieczna książka!
Rujnuje wszelkie plany!
Nie pozostaje ci nic, jak tylko zagłębić się w przeszłość i wspominać.
Na ile to przyjemność, a na ile udręka, ból za czasem minionym - każdy oceni sam.
Możemy w niedzielę włączyć Bonanzę na You Tube - ale to nie będzie to samo.


Wyd. Nowy Świat Warszawa 2016, 104 strony
Z własnej półki
Przeczytałam 19 listopada 2017 roku



NAJNOWSZE NABYTKI

Obiecywałam, obiecywałam (sobie), ale gdy PRZECZUCIE kazało mi wejść na stronę ulubionego antykwariatu w Pradze, miało rację! Bo oto pojawiły się pierwsze dwie części cyklu "Pragą z otwartymi oczyma", no musiałam brać. Teraz brakuje mi tylko trzeciej (czwartą i piątą przywiozłam w sierpniu) :)

niedziela, 19 listopada 2017

Dan Hrubý - Pražské příběhy - Na cestě Malou Stranou

No. Skończyłam!
Bite trzy tygodnie!
Pamiętam ciągle, że pierwsza przeczytana po rosyjsku książka (po latach) zabrała mi też trzy tygodnie... no ale to było przypominanie sobie, powrót do czegoś, co było, a tutaj... mozół z nowym językiem :)
Choć właściwie mozół to złe słowo, bo to naprawdę była duża przyjemność, tyle że nie więcej niż kilka stron na raz. Dopiero w ten weekend się zawzięłam i korzystając również z tego, że przybył na jakiś czas Ojczasty i nie oglądam filmów, przeczytałam resztę, ponad sto stron.

Rzecz została nabyta podczas ostatniego pobytu w Pradze. Widziałam już wtedy w księgarniach kolejny tom z tej serii, ale za grube to było, żeby dołożyć do bagażu.
Co nadrobiłam po powrocie, eksperymentując z rozmaitymi dostawcami online :)

Przypuszczam jednak, że nieprędko się za ten drugi tom zabiorę, tak gęste to jest i angażujące głowę :)
A o czym tam można przeczytać?


Autor - patrzcie państwo - młody człowiek!
Znaczy - młodszy ode mnie.
I cóż tu czytamy? Że trzeci tom się szykuje :)

Motto akuratne.
Ale zaraz - co to są příběhy? To wedle słownika (w liczbie pojedynczej) wydarzenie, zdarzenie, przygoda, historia.
Autor kolekcjonuje historie związane z Małą Straną, historie ludzi, którzy z tą dzielnicą Pragi byli związani, głównie w XX wieku, ale nie tylko. O większości z nich nigdy nie słyszałam, ale i tak jestem DUMNA, że po pierwsze część jednak znałam, a po drugie, że w ogóle dałam radę przeczytać!

Książka ma same plusy... gdyby nie to, że przy czytaniu chce się jednocześnie grzebać po internetach, sprawdzić na google maps dokładnie w którym to miejscu, posłuchać piosenki, o której mowa, przeczytać życiorys na wiki... no ale to nigdy bym chyba nie skończyła!

Trochę mi żal, że w głowie tej masy informacji nie zatrzymam i nie będę chodzić po uliczkach Małej Strany z książką w ręce... inna sprawa, że nie bardzo się do tego nadaje, jest stanowczo za gruba. O czym się przekonałam w pociągu jadąc na Wszystkich Świętych, na stojąco niestety. Usiłowałam czytać, ale ręce mnie szybko rozbolały :)






Koniec:

Wyd. Pejdlova Rosička, Jarošov nad Nežárkou 2015, 428 stron
Z własnej półki (kupione 11 sierpnia 2017 za 499 koron)
Przeczytałam 19 listopada 2017 roku


NAJNOWSZE NABYTKI
Co prawda w październiku obiecywałam sobie, że NA RAZIE skończę z tym praskim szaleństwen, no ale...
Najpierw przyszła paczka zamówiona jeszcze w poprzednim miesiącu, gdzie uzupełniałam braki w nowościach :)

A potem jeszcze zajrzałam do antykwariatu no i kupiłam wreszcie tego Szwejka (aczkolwiek nie przypuszczałam, że takich rozmiarów, ze zdjęcia na ich stronie to nie wynikało), no a do Szwejka jeszcze to i owo z działu pragensie.

Zajrzałam po długiej niebytności do Księgarni Akademickiej.
Zaopatrzyłam się w wydawnictwo, które towarzyszyło wystawie w Collegium Maius. I rzutem na taśmę rzecz o Kobierzynie nabyłam.

Wstąpiłam też do Taniej Jatki po reportaże :)

No i wreszcie napadłam Zdzisia :)

W tym tygodniu przeczucie mi mówiło, żeby znów zajrzeć na stronę praskiego antykwariatu, com niezwłocznie uczyniła i Bóg mnie natchnął, bo akuratnie pojawiły się pierwszy i drugi tom serii, z której mam czwartą i piątą część (o Pradze oczywiście) i bardzo bardzo chcę mieć całość. No to dokompletowałam, bo co tak będę za kuriera płacić tyle, niech się rozłoży na więcej pozycji :)
No ale to nawet jeszcze nie jest w drodze.
I będzie ostatnie - przynajmniej w tym roku :)

poniedziałek, 30 października 2017

Olga Czajkowska - Powróć do nas, sowo...

Znaleziona przy okazji odkurzania książek - ach, ta akcja na fejsie :) jak sie to odkurzanie skończy, to ciekawe, co wymyślę następnego... ale do tego jeszcze daleko.
Zachęcił mnie wątek kryminalny, nno bo trochę jeszcze boję się czytania powieści...


Ale weszło bez problemu :) Tak że może już zacznę "normalnie" czytać.
Aczkolwiek nie będzie to nic z poniższej listy. Bo z tych, które mam, to:
- "Helenkę z Krakowa" już czytałam
- "Awłakan" chwilowo mnie nie nęci
- "Kochanicę Francuza" też sobie zostawię na później
Ach, jest jeszcze "Posłaniec"... ale to też w przyszłości :)


Teraz czytam grubaśną knigę o Małej Stranie przywiezioną z Pragi i trochę mi przy tym zejdzie czasu. A potem - się obaczy.
Ja tu sobie w zeszłym tygodniu znowu zaszalałam, żeby się pocieszyć po wizycie u lekarki, która kazała mi trzymać dietę (koszmar)... no to wlazłam znów na czeskie strony i dawaj! Oczywiście cieszę się bardzo, bo m.in. Szwejka sobie wreszcie zafundowałam. Ostatnio przy prasowaniu włączyłam audiobooka i tak się zastanawiam, czy fakt, że większość rozumiem wynika z mej ha ha znajomości języka czy raczej z tego, że Szwejka znam na pamięć :)

Początek:
Koniec:

Wyd. PIW Warszawa 1977, 141 stron
Seria KIK
Przełożyła: Irena Lewandowska
Z własnej półki (kupiłam na allegro 11 kwietnia 2014 roku za 2 zł - zanotowałam!)
Przeczytalam 25 października 2017 roku