niedziela, 25 września 2016

Bohumil Hrabal - Legenda o pięknej Julci


I znów wybór opowiadań, w innym tłumaczeniu i innego wydawnictwa. Lubię "Legendę o igłach Lamertza" i "Noc księżycową"... o "Cygańskiej romancy" już wspominałam, "Pogrzeb" też jest niezły... a w tym zbiorze oczarowała mnie "Wieczorna lekcja jazdy" i nie mogłam się powstrzymać przed śledzeniem trasy tej przejażdżki motocyklem na mapie :) choć nie ma już chyba (nie znalazłam) ulicy Rewolucyjnej i diabli wiedzą, która to jest teraz...
O cholibka, jednak jest! Widać Czesi nie dbają tak bardzo o zmiany komunistycznych nazw... to zresztą zgadza się z ich charakterem (który mi się bardzo podoba, żeby nie było nieporozumień!). Dzisiaj przeczytałam na fejsbuku, że chcą upamiętnić prezydenta Havla nazwaniem jego imieniem któregoś placu, ale jeszcze nie wiadomo, która historyczna nazwa padnie ofiarą tego manewru. No chyba że mają jakiś wolny plac z nazwą z byłych czasów :)

Spis treści:

Początek:
Koniec:


Wyd. Wydawnictwo Literackie Kraków 1990, 147 stron
Przełożył: Andrzej Czcibor-Piotrowski
Z biblioteki
Przeczytałam 21 września 2016 roku


Byłam oddać przeczytane Hrabale w bibliotece na Rajskiej i nie powstrzymałam się przed wzięciem kolejnych :)



W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

1/ film radziecki MAT I MACZECHA (Мать и мачеха), 1964
Reż. Leonid Pczołkin
Nie znalazłam filmu na YT :( Więc plakat:

Historia Katieriny, która chciała żyć lekko i pięknie. Gdy jednak urodziła córeczkę, amanci zaczęli się od niej odsuwać, toteż oddała ją do domu dziecka. Po latach zaczęło ją męczyć sumienie i wróciła do rodzinnej wsi, gdzie tymczasem Niurkę wzięła na wychowanie prosta i dobra kobieta....
7/10

2/ film czeski PO ŚLUBIE(Líbánky), 2013
Reż. Jan Hřebejk
Trailer:


Małe, czeskie miasteczko wypełnia się dźwiękiem dzwonów kościelnych. Tereza ma na sobie piękną, białą suknię. Radim w dobrze skrojonym garniturze wygląda jak książę z bajki. Lato jest w pełni. Wszystko zapowiada, że młodą parę czeka najszczęśliwszy dzień w życiu. Wreszcie mają to z głowy – wzdycha siostra panny młodej. W odpowiedzi słyszy jednak: Przecież dopiero teraz się zacznie. Wraz z tymi słowami w słoneczny dzień wkrada się cień. W relacjach między bohaterami długo oczekiwanej ceremonii zaczyna kiełkować niepokój. Ziarno niepewności zasiewa dziwny, ubrany na czarno mężczyzna, który najpierw pojawia się w kościele, a potem jedzie za weselnym korowodem do domu na wsi. Jest obcym, którego ewidentnie należy się bać. Nikt go nie zna. Pan młody twierdzi, że go nie pamięta, choć tajemniczy Jan Benda utrzymuje, że jest jego szkolnym kolegą. Niechęć otoczenia nie odwodzi niechcianego gościa od wspólnego ucztowania i beztroskiej zabawy z dziećmi. Jego uporczywa obecność sprawia jednak, że weselna atmosfera napina się jak struna, która nie chce pęknąć. Wszystko się zmienia, kiedy panna młoda odkrywa prezent, jakim osobliwy mężczyzna postanowił obdarować ją i jej męża. Czy otwiera wówczas puszkę Pandory? Czy nowa droga życia państwa młodych, zamiast różami, będzie usłana nieszczęściami?
[z Filmwebu]
8/10

3/ film francuski MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO DZIECKA (Ange et Gabrielle), 2015
Reż. Anne Giafferi
Trailer:


Urzekająca komedia rodzinna prosto z Francji. Historia samotnej matki, jej ciężarnej córki i miłości, która pojawia się na horyzoncie w najmniej spodziewanym momencie. Gabrielle jest samotną matką dorastającej córki Claire. Pewnego dnia okazuje się, że dziewczyna jest w ciąży. Równie młody ojciec dziecka Simon nie ma jednak zamiaru podjąć się rodzicielstwa i zostawia nastolatkę na pastwę losu. Zdesperowana Gabrielle bierze sprawy w swoje ręce i udaje się do ojca Simona Ange. Nie spodziewa się, że będzie to dla niej początek nowej, bardzo obiecującej znajomości...
[z internetu]
6/10

czwartek, 22 września 2016

Bohumil Hrabal - Rozpirzony bęben


Powoli zbliżam się do przymusowej przerwy we Hrabalu, jeszcze dwa jego zbiorki i nastąpi Tokarczuk, "wymuszona" niejako spotkaniem Dyskusyjnych Klubów Czytelniczych, a potem praski tydzień bez czytania (raz, że mało miejsca w bagażu, dwa, że w hotelu jest tylko górne światło i za bardzo męczy mi się wzrok). Tymczasem widzę, że co prawda biblioteczne egzemplarze w znacznej części ubyły, ale mam jeszcze przecież kilka, cztery czy pięć własnych plus jeszcze coś mi chyba zostało na Rajskiej, nieobecnego wówczas, gdy się zaopatrywałam w sierpniu. Wygląda więc na to, że i październik minie pod znakiem Bohouszka i na listopad jeszcze się ten cudowny pabitel załapie.


Ach, ten niekończący się monolog stryja Pepina w "Cierpieniach starego Wertera"...
I "Śnięte popołudnie" z jego atmosferą gospody, gdzie powiedzieć, że Hrabal spędził w niej pół życia, to jeszcze będzie mało!
I "Cygańska romanca", która tutaj występuje jako "Miłość"... chyba to już trzecia wersja, jaką czytam i podoba mi się coraz bardziej... oczywiście pamiętam też ją z filmu...


Początek:
Koniec:


Wyd. CZYTELNIK Warszawa 2000, 157 stron
Przełożył: Józef Waczków
Z biblioteki
Przeczytałam 18 września 2016 roku

środa, 21 września 2016

Drybling Hidegkutiego czyli rozmowy z Hrabalem. Rozmawia László Szigeti

Wywiad-rzeka na temat życia i twórczości Hrabala.
Zachęciła mnie do przeczytania Ulissesa, ale czy to się kiedykolwiek stanie? Wypadałoby poznać najpierw Homera...

Zrobił na mnie wrażenie ten urywek:
Ojciec Conmee tłumaczy dziatwie szkolnej, że Wieczność to taka góra piasku, wielka jak Mount Everest, i że raz na sto lat przylatuje ptaszek i unosi w dzióbku ziarenko piasku, a kiedy już przeniesie w ten sposób całą tę górę, to jeszcze będzie nic w porównaniu z Wiecznością.
Rany. Dlaczego nam jest dane tylko jedno takie ziarenko, a właściwie mniej?

Początek:
Koniec:


Wyd. Czuły Barbarzyńca Warszawa 2011, 172 strony
Tytuł oryginalny: Kličky na kapesníku
Przełożył: Aleksander Kaczorowski
Z biblioteki
Przeczytałam 14 września



W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

Film polski KAMIENNE NIEBO, reż. Ewa i Czesław Petelscy, 1959
Cały film na YT:


Dramat psychologiczny ukazujący tragedię pięciu osób zasypanych w piwnicy domu zbombardowanego podczas Powstania Warszawskiego. W obliczu groźby śmierci skazani na siebie ludzie przechodzą najcięższą próbę charakterów.
Powstanie Warszawskie. Pięć osób zostaje zasypanych w piwnicy dużej kamienicy zbombardowanej przez Niemców: dozorczyni, złodziejaszek z przedmieścia, Maniuś, młoda dziewczyna Ewa, matka z córeczką i stary, ciężko chory profesor. Ich wysiłki wydostania się kończą się fiaskiem. Po dwóch dobach Maniuś przystępuje do kucia ściany . . . Matka myśli tylko o ratowaniu dziecka. Przedsiębiorcza dozorczyni załamuje się i doznaje szoku nerwowego. Stary profesor ślepnie. Ewę i Maniusia połączy prawdziwe uczucie... Maniusiowi udaje się przebić ścianę, ale tylko do sąsiedniej piwnicy. Nadawane sygnały pozostają bez odpowiedzi. Gaśnie lampa...
7/10

poniedziałek, 19 września 2016

Bohumil Hrabal - Piękna rupieciarnia


Apendix do biografii.
Jak pięknie potrafił Hrabal wyciągać wszystkie soki z życia, które miał, i tego w młodości i tego w latach dojrzałych... tylko starość mu się nie udała...
Jak był mały, zaglądał z upodobaniem na podwórko pani Steinerowej, która zajmowała się skupem złomu i wszelkiej starzyzny. Tam był jego raj, setki i tysiące pordzewiałych przedmiotów, które nie wiadomo było nawet do czego miały służyć... Tak to jego życie to były te rupiecie, które zbierał i spisywał...




Początek:
Koniec:


Wyd. Wydawnictwo Czarne Wołowiec 2006, 157 stron
Przełożyli: Aleksander Kaczorowski i Jan Stachowski
Z biblioteki
Przeczytałam 12 września 2016 roku


W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

Film włoski FIGLI UNICI (Jedynacy), 2014
Reż. Alessio Maria Federici
Trailer:


Historia dwóch braci, skłóconych od lat. Jeden to chirurg, człowiek sukcesu, a drugi lekkoduch, w wiecznych tarapatach finansowych. Po wypadku, w którym chirurg stracił pamięć i jest na poziomie 4-latka, musi się nim zaopiekować ten "gorszy" brat. Ale który z nich był naprawdę lepszym, a który gorszym? Mężczyznom przyjdzie się zmierzyć z własnymi słabościami.
6/10

niedziela, 18 września 2016

Bohumil Hrabal - Obsługiwałem angielskiego króla


Powieść pochłonęłam jednym tchem w zeszłą niedzielę. To był piękny słoneczny dzień, dziś pochmurno i mokro - która pogoda lepsza do czytania? Mogłabym sobie stawiać takie pytania, gdybym była właścicielką domu z ogrodem, z gankiem lub tarasem, gdzie być może rozkładałabym się na leżaku z książką... tymczasem nie mam nawet balkonu, czytam zazwyczaj w łóżku, cztery metry od okna, parter - słońce tam nie sięga... tyle że miło podnieść wzrok znad lektury na oświetlony słońcem kawałek ściany czy regału, prawda? Tak się pocieszam w tej mojej biedzie :) ale ja jestem z bloków prawie od urodzenia, więc nie odczuwam swej biedy aż tak dogłębnie :)

Na okładce oczywiście sam Hrabal, był z niego wielki dandys w młodych latach... potem był z niego robotnik w hucie... losy...

Idę robić porządek na jednej półce - gdy była w gościach Magda, świeżym okiem spojrzałam na jeden z regałów, gdzie leżą jakieś czasopisma... po co mają zajmować miejsce, wyciągnę je i ustawię tam książki, już mam upatrzone, które (Dickensowskie tomiszcza). Oczywiście zaraz się okaże, CO TO za czasopisma, a nuż potrzebne?
:)


Początek:
Koniec:


Wyd. Świat Literacki Warszawa 2007, 203 strony
Tytuł oryginalny: Obsluhoval jsem anglického krále
Przełożył: Jan Stachowski
Z biblioteki
Przeczytałam 11 wrześnnia 2016 roku





W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

Oczywiście OBSŁUGIWAŁEM ANGIELSKIEGO KRÓLA :)
Obsluhoval jsem anglického krále, Czechy 2006
Reż. Jiří Menzel
Trailer:


Po wyjściu z więzienia były kelner, Jan Dziecię, wspomina swoją młodość, kiedy to miał tylko jeden cel - za wszelką cenę dojść do bogactwa.
9/10

Update
Oczywiście głupi to sobie zawsze robotę znajdzie... wśród tych czasopism była Gazeta Bronowicka, no przecież nie mogę jej ot tak wyrzucić, muszę teraz przejrzeć i powycinać interesujące artykuły i schować do teczki...

Dickens przeniesiony... ale najlepsze jest to, że reszta jego książek stoi dwie półki wyżej, powinnam je zestawić razem, tylko nie mam jak dostać się pod sufit, bo taboret, którego do tej pory używałam, wykazuje pewne cechy niestabilności... a krzesło się nie mieści między regałem a kanapą. Z tymi książkami to tylko kłopot!!!

sobota, 17 września 2016

Bohumil Hrabal - Balony mogą wzlecieć


Kolejny tom opowiadań. I znowu niektóre powtarzające się, z kolei w tłumaczeniu państwa Falskich.
Takie bardziej komentarze do rzeczywistości, jak te listy do Kwiecieńki czy do Cassiusa.


Początek:
Koniec:

Wyd. Świat Literacki Warszawa nie wiadomo kiedy, 116 stron
Tytuł oryginalny: Balony mohou vzlétnout
Przełożyli: Katarzyna Kępka-Falska, Maciej Falski
Z biblioteki
Przeczytałam 10 wrześnnia 2016 roku

Już mi zostało mniej niż więcej Hrabala z bibliotek :)
Te z prawej, począwszy od Gry w życie, są przeczytane. Z brzegu Tokarczuk, którą będziemy omawiać na Dyskusyjnych Klubach Czytelniczych w następny wtorek, więc już pożyczyłam. Kiedyś patrzeć na to nie mogłam, już sam tytuł mnie zbrzydzał, taki grafomański :) A teraz mam nadzieję, że mi się spodoba.


System karteczkowo-pudełkowy opracowany. Na zdjęciach pudełko z filmami, ale dziś wyprodukowałam sporo karteczek z tytułami książek, do drugiego pudła - nie wiedziałam, że tyle mam fajnych (mam nadzieję) rzeczy do przeczytania!
Oczywiście najistotniejsze to napisać, GDZIE dana rzecz się znajduje, bo inaczej można szukać i szukać :)




W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

Film hiszpański JULIETA, 2016
Reż. Pedro Almodovar
Trailer:


Julieta to mieszkająca w Madrycie kobieta w średnim wieku. Przypadkowe spotkanie z Beatriz, przyjaciółką córki, wywołuje w kobiecie powrót wspomnień. Julieta zaczyna je spisywać, doprowadzając do konfrontacji z przeszłością. Musi zmierzyć się z siłą miłości do rybaka Xoana, którego utraciła w wyniku śmiertelnego wypadku.
7/10



piątek, 16 września 2016

Bohumil Hrabal - Życie bez smokingu


Piątkowe popołudnie to najlepszy czas w tygodniu, tylko dlaczego tak szybko mija? Zakupy w jednym sklepie, zakupy w drugim sklepie, ach, jeszcze po szampon do Rossmanna i po receptę do przychodni na tę moją głowę, do biblioteki oddać Hrabala, do kantoru kupić korony na Pragę... i już wieczór! Niby ledwo 19.00, ale ciemno, panie dziejku, zima nadciąga.
No ale póki co, można sobie pomarzyć, co się też w ten weekend ledwo zaczęty nie zrobi (niewiele)... jutro ma lać, ale przecież i tak nigdzie nie wychodzę. Na razie jakieś jazzowe kawałki pogrywają, piszę notkę i myślę już o wieczornym filmie. Jest dobrze. Mimo tej nieszczęsnej depresji, mimo tej myśli z tyłu głowy o nieszczęsnej emeryturze, mimo świadomości, że szef zapomniał sobie chyba, że pozwolił mi wziąć parę dni na początku października na Pragę i po niedzieli będę musiała mu to uświadomić, co go chyba niemiło zaskoczy :)
Podrukowałam dziś schematy praskiej komunikacji miejskiej, bo się zmieniły od maja - no, szykuję się powoli. Tylko dalej nie mam pojęcia, jaka może być wtedy pogoda i jakie mam zabrać ubrania. Których musi być minimum, bo walizka mała. Na co dzień chodzę w sukienkach. Do sukienek lepiej włożyć płaszcz, prawda. No ale może jeszcze będzie ciepło, zbyt ciepło na płaszcz? Więc kurtka cienka i spodnie. Ale źle się czuję w spodniach, zjeżdżają mi z tyłka, mięsień piwny je spycha w dół! Ot, dylematy antypodróżnika.

A tymczasem Hrabal i jego kolejne opowiadania. Minusem takiego hurtowego czytania jest dziwny system wydawania w Polsce tego autora, opowiadania często się powtarzają w kolejnych zbiorkach. Tyle że bywają w innym tłumaczeniu, więc... czyta się :)
Miłego weekendu!


Początek:
Koniec:

Wyd. Czuły Barbarzyńca, Warszawa nie wiadomo kiedy, ale wpis z biblioteki mówi, że została nabyta w 2012 roku; 113 stron
Tytuł oryginalny: Život bez smokingu
Przełożyli: Andrzej Babuchowski, Aleksander Kaczorowski, Jan Stachowski
Z biblioteki
Przeczytałam 8 września 2016 roku


NAJNOWSZE NABYTKI

Odwiedziła mnie Magda czyli Dziopa z Podgórza, czytelniczka :)
I sprezentowała dwie powieści z serii Nike:
Ta druga to Bullet Park Johna Cheevera.
Mam tego autora dwie książki z cyklu o Wapshotach:
Boże, jeszcze na studiach kupione!
Oraz drobiazg z serii Koliber:

A Wilsona gdzieś mam Anglosaskie pozy, ale nie mogłam znaleźć do zdjęcia. To też w Nike wyszło.
No i właściwie mogłabym zapoczątkować pudełko z karteczkami-propozycjami lektury :)
Magda co prawda mówi, że to nie jest najlepszy pomysł, bo każda następna lektura wynika z poprzedniej... ale przecież nie zawsze nas ledwo co przeczytana rzecz zainspiruje do kolejnej... więc gdy już naprawdę nie wiemy, za co się teraz zabrać, takie pudełko z karteczkami (no, czy tam słoik) może się przydać!



W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

Film radziecki POŁOSATYJ REJS (Полосатый рейс), w Polsce był wyświetlany pod tytułem TYGRYSY NA POKŁADZIE, 1961
Reż. Władimir Fetin
Na YT w całości z angielskimi napisami:


Radziecki statek płynie do ojczyzny z niecodziennym ładunkiem: tygrysami i lwem. Zajmuje się nimi samozwańczy treser, do czasu, gdy dołączona do zwierząt jako prezent małpka nie otworzy klatek z bestiami..
7/10

środa, 14 września 2016

Aleksander Kaczorowski - Gra w życie. Opowieść o Bohumilu Hrabalu


Mało, mało, mało :) O życiu Hrabalu chciałabym jeszcze więcej, jestem nienasycona. Myślę, że ten ostatni zakup, Praga z Hrabalem, uzupełni jeszcze różne luki. Ale już planuję, że będę łazić po Libni za trzy tygodnie. Oj, żeby tylko nie padało! Trzymajcie kciuki!
Aktualnie czytam taki wywiad-rzekę z Hrabalem i ładnie mi się tu wszystko wypełnia. Doszło do tego, że skoro Hrabal był takim miłośnikiem Mahlera, to zaopatrzyłam się we wszystkie symfonie :) i nawet włączyłam którąś, ale jednocześnie oddając się lekturze, no a to do niczego nie podobne, albo albo. Zaczytałam się i nic nie słyszałam :) Z kolei w czasach, gdy jeszcze chodziłam do filharmonii, w trakcie słuchania muzyki zamyślałam się i też już nic nie słyszałam. Moje relacje z muzyką są pokręcone :)



Początek:
Koniec:

Wyd. CZARNE Wołowiec 2004, 179 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 6 września 2016 roku



W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

1/ film polski INSPEKCJA PANA ANATOLA, 1959
Reż. Jan Rybkowski
Cały na YT:


Trzecia część popularnego pod koniec lat pięćdziesiątych cyklu przygód pana Anatola - sympatycznego poczciwca, wplątującego się w coraz bardziej zwariowane intrygi. Krytyka dość zgodnie oceniła "Inspekcję..." jako utwór ustępujący "Kapeluszowi pana Anatola" (pierwsza część cyklu) i zdecydowanie lepszy od chybionego "Pan Anatol szuka miliona". Na tę niezłą ocenę film "zapracował" głównie dzięki aktorom, zwłaszcza Tadeuszowi Fijewskiemu, Bogumiłowi Kobieli i Barbarze Połomskiej. Wspomogły ich znane, lecz zawsze skuteczne chwyty właściwe kinu popularnemu. Są więc roznegliżowane (na miarę końca lat pięćdziesiątych) dziewczęta, zwariowana intryga, nieco surrealistyczny humor, przywodzący niekiedy na myśl inną komedię z tego okresu, "Ewa chce spać". Nie brak też elementów satyry na polskie przywary: gigantomanię i rozmaite snobizmy - od małomiasteczkowego do "egzystencjalno-studenckiego". To wszystko sprawiło, że "Inspekcja..." (podobnie jak poprzednie "Anatole") cieszyła się sporym powodzeniem u publiczności. Ta bowiem, od kilkunastu lat karmiona produkcyjniakami i epatującymi dydaktyzmem ramotami, z ulgą powitała pierwsze po wojnie filmy czysto rozrywkowe. Akcja "Inspekcji Pana Anatola" toczy się pod koniec lat pięćdziesiątych w Paryżewie - fikcyjnym mieście gdzieś w Polsce. Inspektor PZU Anatol Kowalski przyjeżdża tu na urlop. Nie jest to jednak do końca prawda. Otrzymał bowiem od szefa polecenie zdemaskowania szajki złodziei damskich kostiumów kąpielowych. Jeszcze podczas podróży przypadkowo zamienia walizki z polonusem z USA. Kiedy przyjeżdża do Paryżewa, zostaje wzięty za Amerykanina, poszukującego dziewcząt do filmu.
[www.filmpolski.pl]
7/10

2/ film koreański PASONGSONG GYERANTAK (tytuł angielski: "Cracked Eggs and Noodles"), Korea Południowa 2005
Reż. Sang-hun Oh
Trailer:


Dae-kyu żyje beztroskim życiem singla, produkując pirackie płyty i podrywając dziewczyny. Pewnego dnia przed drzwiami jego mieszkania staje 9-letni chłopiec, twierdząc, że jest jego synem i od tej pory będzie z nim mieszkał. Mężczyźnie nie udaje się żadna próba pozbycia się malca, więc w końcu obiecuje mu, że spełni jego jedno życzenie w zamian za odejście w siną dal. Tym życzeniem jest piesza podróż przez całą Koreę! Tak zaczyna się ten koreański film drogi. W życzeniu dziecka jest coś więcej, jakiś tragiczny sekret, który zmieni życie Dae-kyu na zawsze...
7/10

niedziela, 11 września 2016

Mariusz Szczygieł - Zrób sobie raj


No tak, dla czechofila to obowiązkowa pozycja i chyba jednak się któregoś dnia uśmiechnę do Moniki po egzemplarz :)
A kiedy to ja niby się stałam tym czechofilem? Sama nie wiem. Niby to tylko Praga mnie na razie interesuje, ale przecież od kilku już lat kolekcjonuję czeski film i tu nie ma znaczenia, czy akcja w Pradze czy na prowincji... a nawet te z prowincji może bardziej mnie zajmują?
Pewnie od Szwejka się wszystko zaczęło, gdzieś tam zakiełkowało, wtedy jeszcze w szkole (ach, jaka szkoda, że przepadło w nieznanych okolicznościach to 2-tomowe wydanie z Biblioteki Pisarzy Czeskich i Słowackich, które tak uwielbiałam, bodajże z ilustracjami Czeczota) i oto po tylu latach wydaje owoce :)


Szczygieł pisze tak, że natychmiast chce się ustawić na półce wszystkie jego książki, łącznie z tą najnowszą, o której ciągle czytam na fejsbuku... no ale. Ściągam wodze, hamuję konia.
A Czechy? Mój Boże. Kto wie, co mnie jeszcze w przyszłości czeka, jakie fascynacje czy bodaj tylko zainteresowania. Gdyby każdej z nich udzielać kilka półek, to gdzie bym skończyła? No na klatce schodowej chyba. Albo jak sąsiadka, z jednym pokojem zastawionym pudłami.


Choć oczywiście inaczej się czyta, gdy książka własna i czas nie goni. Teraz czytam te Hrabale i cały czas kontroluję, ile mi ich jeszcze zostało, ile dni do terminu zwrotu, kiedy ewentualnie przedłużyć (cała polityka). A pośrodku ten wyjazd do Pragi.


Ciekawa jestem, jakimi drogami Szczygieł doszedł do tych swoich Czech, jak się nauczył tak wspaniale języka. Chyba gdzieś o tym pisał, ale nie jestem pewna. No bo przecież nie studiował bohemistyki? Nauka czeskiego to moja pięta achillesowa - chciałabym, a jakoś nic nie wychodzi. Nie wiem, czy to już wiek i słaby umysł, niczym nie trenowany w ostatnich czasach czy też może... zbytnie podobieństwo naszych języków mi przeszkadza.
W przyszłym tygodniu kończę ten wakacyjny kurs rosyjskiego, na który się w jakiejś chwili szaleństwa zapisałam. We wtorek mamy ostatnie zajęcia. Pan mnie usilnie namawia na kontynuację w systemie semestralnym, tłumacząc, że nie chodzi mu o kolejnego kursanta, bo jego zajęcia cieszą się dużym powodzeniem... tylko że jestem ideałem studenta: zainteresowana, punktualna, pilna, systematyczna (ha ha ha), z pasją. I że w jego 10-letniej karierze nauczyciela miał takich osób może z dziesięć właśnie, tak autentycznie głęboko zaangażowanych.
A ja na to jak na lato.
Co było dobre jako rozrywka, przerywnik wakacyjny, to już stałoby się obowiązkiem nie do zniesienia w trakcie roku. Zresztą, o czym my tu mówimy - skoro zaraz po powrocie do domu wskakuję do łóżka. Nie chcę nic innego, tylko leżeć.
Jeśli po powrocie z pracy uda mi się z godzinę lub dwie posiedzieć przy biurku, to uważam to za sukces tygodnia. I wielkie przezwyciężenie samej siebie. Co w weekendy zazwyczaj nie ma miejsca.
Więc teraz leżę, córka produkuje swoją nieśmiertelną pizzę na obiad, a ja zaraz przestudiuję zasady tworzenia trybu rozkazującego, bo będziemy pisać test :) wszystko to na półsiedząco, półleżąco w mojej norze.
Co musiałoby się stać, żebym wydobyła się z depresji? Siedmiocyfrowa wygrana w totka? Ty daj mi szansę, ty kup los.

Początek:
Koniec:

Wyd. Czarne Wołowiec 2010, 289 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 5 września 2016 roku




W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

Film czeski WYCIECZKOWICZE (Účastníci zájezdu), 2006
Reż. Jiří Vejdělek
Trailer (ale jest na YT po polsku w kawałkach):


Czesi na wakacjach nad Adriatykiem. Społeczeństwo w pigułce.
7/10





NAJNOWSZE NABYTKI

Cóż było robić, kupiłam... i to tanio, bo za 18 zł.

I okazało się, że to zdecydowanie zakup roku! Wspaniały przewodnik po hrabalowskich miejscach, nie tylko w Pradze zresztą. Ale te praskie rozdzialiki już sobie pokserowałam, bo nie chcę dźwigać ze sobą książki na wyjeździe. Zabiorę kilka wybranych lokalizacji i jeśli pogoda dopisze, odwiedzę.

A to Hrabal na Libni w maju tego roku:


Deszcz mnie stamtąd szybko przepędził i właściwie się z tego cieszę, zostało na inny raz :)