Znów nie pamiętałam, że niedawno czytałam 😂 Bo rozumiem - dziesięć lat, dwadzieścia temu. Ale pięć? I znów wiedziałam tylko, że pies, który mówi, a reszta gdzieś ginie w (nie)pamięci. Dobra jestem...
Tak że tak: proszę zajrzeć do postu z poprzedniego razu - o tutaj - i tam sobie doczytać, co i jak, bo wiele się nie zmieniło, jeśli chodzi o mój odbiór. Znaczy dalej fantasy nie lubię (co jest bardzo dziwne, zważywszy, że jedna z najukochańszych książek czyli MiM to przecież też fantasy), ale jakoś tę powieść trawię 😉 Choć przyznam, że najbardziej mi się podoba, dopóki bohater nie znajdzie się w Galen i nie zaczną się te fantastyczne wydarzenia.
Początek:
Koniec:
Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1994, 366 stron
Seria DUŻE LITERY (na teraz jak znalazł)
Tytuł oryginalny: The Land of Laughs
Przełożyła: Jolanta Kozak
Z własnej półki
Przeczytałam 2 lutego 2026 roku
Wielkie emocje. Wczoraj wieczorem zajrzałam do skrzynki, a tam bumaga ze Spółdzielni, że za tydzień ZEBRANIE. Znaczy spotkanie informacyjne. W sprawie wymiany pionu oczywiście. I mało tego - ustalony zostanie termin robót, firma proponuje 16-20 lutego! Czyli już za chwilę!
Alem się podjarała 😁 Bo trochę się bałam, że wypadnie w maju, jak będę w Pradze albo coś.
Lista pytań przygotowana, a po południu udaję się do piwnicy, żeby się spróbować dokopać do pudełka (a może dwóch?) z flizami, które zostały po remoncie łazienki i zbadać ich stan i ilość. Wychodzi mi, że potrzebuję co najmniej dziesięciu sztuk. No to nie wiem, czy tam tyle będzie. Ale wśród naszykowanych pytań jest i takie, czy ewentualnie istnieje możliwość zdjęcia fliz niekoniecznie metodą walenia młotkiem... Cała ta tylna ścianka idzie do demolki.
Oraz czy może do mnie na dół dojdą dopiero ostatniego dnia? Bo hm, bez toalety, w zimie, to ciężka sprawa 😂 Do 18.00 niby mogę chodzić do przychodni, ale wiecie, wolałabym mieć dostęp natychmiast, jak mi się zachce 😁
Informuję również, że soda oczyszczona najlepsza. Jeszcze tam trochę przy dnie zostało do doczyszczenia, ale i tak niebo a ziemia.
To było domowo, a na koniec migawka z kroków (wcześniejszych, bo mi się w te mrozy nie chce wychodzić). Najpierw taki dom, wybudowany niedawno na wąskiej działce. Na moje oko, to ma maksymalnie 3,5 - 4 metry szerokości.
Chyba pomieszczenia muszą być w amfiladzie?
Następnie takie oto urządzonko zaobserwowane na grodzonym osiedlu nieopodal. Kojarzy mi się z suszarką do parasoli od Wioli z Pierogów, ale to na pewno nie to 😂 Ktoś coś?
A na koniec zdobycz z knihobudki czyli karty pasjansowe Piatnika. Otóż w dawnych dawnych czasach dostałam od Ślubnego taki zestaw, co było wyczynem (finansowym), bo z Pewexu, normalnie w handlu Piatnika nie było. Niedługo się nim cieszyłam (ani nawet nie pamiętam, co było na rewersie), bo miałam ten szczęśliwy pomysł, żeby zabrać je w naszą autostopową podróż poślubną, a wiemy, jak się ona skończyła 🤣 Przez kolejne 40 lat jakoś nigdy pasjansowych kart nie kupiłam, a jeśli już jakiegoś pasjansa sobie stawiałam (zdarza się), to zwykłymi kartami, co jak wiadomo zajmuje dużo miejsca na stole. No. A teraz ktoś przyniósł do budki, a ja je hyc 😍 Sissi 😍
I co tu jeszcze widać? Kawa. Otóż przeczytałam, że picie kawy może pomagać przy stłuszczeniu wątroby. Za kawą nie przepadam, ale poświęcam się raz dziennie 😂
- Badania naukowe pokazują, że regularne picie kawy ma korzystny wpływ na wątrobę. Może nawet spowalniać, a w niektórych przypadkach częściowo cofać włóknienie tego narządu, będące skutkiem przewlekłego uszkodzenia - mówi dr Gietka.
Z analiz naukowców wynika, że osoby, które piją od dwóch do czterech filiżanek kawy dziennie, rzadziej chorują na marskość i raka wątroby. Naukowcy podkreślają jednak, że przekraczanie tej ilości nie zwiększa efektu ochronnego, a więc nie jest zalecane.
Nowy punkt na liście dziennej, kurde.








