piątek, 23 grudnia 2022

Magda Mieśnik, Piotr Mieśnik - Jesionka dla trupa


Ja nie wiem, co to jest: starość czy zima czy zmęczenie po przeżyciach ostatnich miesięcy, ale po pierwsze nic mi się nie chce, po drugie nieprawda - coś mi się chce: mianowicie spać. W domu codziennie jakoś tak schodzi nie wiadomo na czym, a gdy już w końcu się położę, to nieraz nawet książki nie otworzę (choć zawsze tam w łóżku jest), a co dopiero mówić o przeczytaniu choćby jednej strony! Chodzę i utykam (nie na nogę, tylko bambetle domowe) i właściwie, żeby zrobić raz  a dobrze, powinnam zrezygnować z pracy chyba. Wiecie co, fajnie, gdy tak śnieg leży bielutki etc., ale wolałabym, żeby wiosna przyszła. Wydałam 35 zł na nowe fleki do kozaków, a w kilka dni później odpruł się w jednym miejscu suwak (zwany tu i tam eklerem, ale dla mnie eklery to zawsze będą ciastka, chociaż za tymi akurat nie przepadam). Mało mnie szlag nie trafił, ale miałam jeszcze jedne, więc nie zostałam bez butów na szczęście. Wymiana suwaka to pewnie co najmniej 50 zł i nie mam już ochoty dokładać...


Dobra, ale dlaczego ja właściwie o tych butach? Aaa, żeby ponarzekać 😁Bo ogólnie mam špatnou náladu, a do Pragi jeszcze prawie pięć miesięcy. W dodatku majową rezerwację zrobiłam tylko na tydzień i teraz mam myślenice, czyby jej sobie nie spróbować przedłużyć (bo może mnie nie stać, to raz, a dwa, że jeśli będę dalej pracować, to też nie wiadomo, czy mogę pojechać na dłużej).

O tej pracy (zakichanej) to muszę szerzej napisać następnym razem. Teraz skupmy się na książce, a następnie na jedynej pozytywnej rzeczy w tym tygodniu. 

Jeśli chodzi o ten reportaż, to ogólnie jestem za. Wiecie, że mnie ta tematyka interesuje jako początkującego nekrofila 😂


Nie, no serio. Sporo interesujących rzeczy się można dowiedzieć. Jest i rozdział o przekazywaniu zwłok na cele naukowe - a kiedyś to planowałam (rozmyśliła mnie przyjaciółka dentystka, która miała przecież prosektorium na pierwszym roku studiów, bo szli wtedy równo z medycyną). A wiecie, że rośnie liczba donatorów? Po części ma to związek z narastającym ubóstwem, niestety (ludzie chcą oszczędzić bliskim wydatków związanych z pogrzebem).

Ale - można nawet na swojej śmierci zarobić. Jest bowiem taki gość w Niemczech, który preparuje ciała, niby, że nie płaci, ale z nieoficjalnych informacji wynika, że rodziny mogą otrzymać za ciało od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych. Potem znajdzie się ono na wystawie BodyWorlds, kojarzycie pewnie. 

Rozdział o pochówkach poronionych  ZARODKÓW też jest ciekawy. Żeby mógł zostać pochowany, musi być znana jego płeć. W tym celu należy zamówić badanie genetyczne za 4 stówy - no ale potem można zainkasować zasiłek pogrzebowy w 10-krotnej wysokości... Tak, są grzebane 9-tygodniowe zarodki o "wzroście" 3,2 mm.

Jest i o trupim jadzie (nigdy nie zrozumiem tych, którzy całują nieboszczyka w otwartej w tym celu trumnie przed pochówkiem). A słyszeliście o porodach trumiennych? Tak, to się może stać - gazy gnilne nagromadzone w ciele zmarłej ciężarnej kobiety mogą wypchnąć płód pod ciśnieniem w czasie 24-48 godzin po śmierci! 

Można też dowiedzieć się, jak się odbywa proces spalania w krematorium. A również - jak niektórzy przedsiębiorcy pogrzebowi oszukują klientów, żeby zaoszczędzić. Na przykład wyjmują ciało z trumny i wsuwają do pieca na kawałku sklejki, a trumnę sprzedają ponownie następnej rodzinie. Ba, nawet spalają nagie ciało, a ubranie też odsprzedają!

I jeszcze coś - jeden z przepytywanych producentów trumien twierdzi, że trumny kartonowe do kremacji - które myślimy, że są ekologiczne - wcale takie nie są, bo karton podczas spalania wytwarza trujące substancje. Ale czy można wierzyć w tym zakresie komuś, kto żyje z produkcji tradycyjnych trumien? 

Ach, ostatnia sprawa. Wiecie, co oznaczają litery N.N.? Czyli to oznaczenie kogoś, kogo tożsamości nie udało się ustalić? Oczywiście jest to z łaciny, ale nigdy nie zadałam sobie pytania, od czego to skrót...*




Początek:


Koniec:


Wyd. Znak, Kraków 2022, 294 strony

Z biblioteki

Przeczytałam 17 grudnia 2022 roku



NAJNOWSZE NABYTKI

Na Śmieciarce zafasowałam cztery filmy, ale teraz już daję sobie spokój z wycieczkami krajoznawczymi 😂


 

No, a teraz jedyny jasny punkt. Czyli biurko. Wczoraj przyjechało o 18.55 (że Pan Stolarz zapowiedział się na 16.00, to chyba jasne; czekając zdążyłam obejrzeć Bruneta wieczorową porą i umyć drzwi od prysznica). Wreszcie odzyskałam swoje narzędzie pracy 😁 Co prawda jego miejsce zajęła wcześniej choinka, ale nic to. Za parę tygodni nie będzie po niej śladu i wtedy z powrotem zasiądę przed oknem, jak to drzewiej bywało.


 


 


Lampkę z Castoramy zdecydowałam się zachować, mimo żelazkowego sznura.



 

Teraz sobie porozkładam do szuflad drobiazgi i będzie gut, tak? 😍

 


* N.N. - nomen nominandum czyli imię godne nazwania.


 

piątek, 16 grudnia 2022

Shin Kyung-sook - Zaopiekuj się moją mamą

 

Pierwsze podejście do literatury koreańskiej. I nie żebym planowała jakieś kolejne, bo nie mam w sobie wielkiej ciekawości w tym kierunku (co innego filmy) - Zaopiekuj się moją mamą zgarnęłam z bibliotecznej półki jedynie ze względu na temat:

Nie zawiodła moich oczekiwań w sensie odniesień do moich własnych doświadczeń po stracie mamy i pod tym względem rozumiem międzynarodowy sukces czytelniczy tej powieści, bo wszyscy przecież musimy się wyrównać ze stratą rodziców, niezależnie od szerokości geograficznej, pod jaką żyjemy. Przepracować emocje, poradzić sobie z wyrzutami sumienia. Choć może są szczęśliwe osoby, które ich nigdy nie poczuły, które ich poczuć nie musiały. We mnie ta zadra, że nie rozumiałam, nie zdążyłam, czegoś nie zrobiłam, będzie już tkwiła do końca. O tym jest ta książka.


Początek:


Koniec:

Wyd. Kwiaty Orientu, Skarżysko-Kamienna 2020, 230 stron

Tytuł oryginalny: 엄마를 부탁해

Przełożyły: Marzena Stefańska-Adams i Anna Diniejko-Wąs

Z biblioteki

Przeczytałam 14 grudnia 2022 roku

 

Zły nastrój. Zmęczenie. Uczucie, że praca zabiera mi cały czas, jaki mam do dyspozycji, że go nie starcza już na nic innego, że ucieka w dramatycznym tempie i że nie tak miało wyglądać moje życie.

Ponieważ na Fabryce ciągle jest na tapecie temat obowiązku rotacji firm zewnętrznych, a moja umowa kończy się w lutym, wpadłam na pomysł, żeby znaleźć kogoś, kto by przejmował moje obowiązki na pół roku i tak byśmy się zmieniali, co dla mnie byłoby wystarczające finansowo i jednocześnie dawałoby mi ten upragniony odpoczynek i czas, a firmie zapewniało dupochron, że przecież rotacja jest. 

Przez kilka dni żyłam taką nadzieją, a potem się okazało, że nie widać nikogo w bliskim otoczeniu, kto mógłby i chciałby pracować tylko przez pół roku... To znaczy dwie osoby zaproponowałam, ale Fabryka powiedziała, że absolutnie nie życzy ich sobie. No i to mnie dość dobiło.

Bo możliwe, że będę musiała ciągnąć to dalej, na zasadzie, jak mi powiedziała księgowa, chcieliśmy robić rotację, ale nie zgłosiła się żadna firma gwarantująca prawidłowy przebieg etc. I strasznie, ale to strasznie mi się nie chce.Może jestem po prostu już za stara?

W domu dobijają mnie stosy książek, których nie mam gdzie dać, coś tam jeszcze się może upchnie, ale z częścią będę prawdopodobnie musiała się pożegnać, a tu nawet do porządków nie mam siły, a co dopiero do takich decyzji.

I jeszcze przyszedł ktoś tutaj i nawrzucał mi, że przez takie osoby jak ja internet jest ściekiem (z powodu, że napisałam kiedyś w początkach bloga o jakiejś książce jedno zdanie - a najwyraźniej według tej osoby powinnam całą recenzję - powinnam?). Dlaczego akurat do tej notki się przyczepił, gdy wówczas wszystkie były takie właśnie, jednozdaniowe, bo ja sobie po prostu notowałam, co przeczytałam? Czyżby autor 😕 

Z jednej strony powinnam to olać, bo - internet jest ściekiem i każdy może przyjść i napisać, co chce, ten pan też, może też miał gorszy dzień? Ale z drugiej, gdy się człowiek naraża na wyzwiska tylko dlatego, że coś tam sobie dłubie na blogu, to też nie halo i wiadomo, że będę dłubać dalej, ale może zamknąć dla czytelników i traktować tę pisaninę tutaj faktycznie już tylko jako pamiętnik dla siebie? W końcu taka możliwość na blogspocie jest.

niedziela, 11 grudnia 2022

Marcin Wicha - Nic drobniej nie będzie


 Świetny, świetny ten Wicha! Połknęłam błyskawicznie, część jeszcze w Dżendżejowie, a resztę w pociągu (tym na gapę). Bardzo mi odpowiada i jego poczucie humoru i sposób patrzenia na świat i życie. Do bólu prawdziwy!


Kubełek nie był na zmieszane, tylko na bio (też mam nierozwiązany ciągle problem), ale liczyć na rzetelność w burbach jest naiwnością, prawda?

A' propos, wśród nowości w biblio stało coś o tytule Każdy umiera w samotności. Hm, coś mi się kojarzy ten tytuł, ale to pewnie z Drzewa umierają stojąc... Autor Hans Fallada, też jakby nazwisko obiło mi się o uszy. Na okładce - największa sensacja literacka ostatniego dziesięciolecia. Hm. Idę do bibliotekarki spytać, czy to zwykłe czytadło, czy coś wartościowego.

- Coś wartościowego - odpowiada miła pani.

Więc biorę. I dopiero w tramwaju doczytuję, że tak, miałam prawo znać autora i tytuł, bo gość zmarł w 1947. Takie zaćmienie umysłu. Ale słuchajcie - sensacja ostatniego dziesięciolecia... Jak to potrafią zmanipulować, żeby chyba przyciągnąć czytelnika, który leci tylko na nowości 😂

Początek:


Koniec:


 

Wyd. Karakter, Kraków 2022, 203 strony

Z biblioteki

Przeczytałam 4 grudnia 2022 roku

 

Z frontu nowej kuchni

No i szlus.


Właściwie nie do  końca, bo po pierwsze jeszcze nie ma biurka w kuchni (Pan Stolarz obiecuje, że pod koniec przyszłego tygodnia zrobi ha ha), a po drugie w pokoju po wyprowadzeniu starych czterech regałów - no cóż - wyjrzały na światło dzienne ściany zza nich, a także sufit z płatami odłażącej farby (po dawnym zalaniu przez sąsiadkę z góry).

Ale uznajmy, że to biurko to już detal, mebelek, a nie część remontu, a malowanie uskutecznimy w 2023 roku. Słyszałam o jakimś chłopaku porządnym, tylko obłożonym robotą; jeszcze nie brałam na niego namiarów nawet.

Wczoraj, gdy panowie o 16.15 dokładnie zebrali swoje manatki, kupę mojej kasy i poszli sobie, a my szybko odkurzyłyśmy, umyły podłogi i ustawiły kanapę - nie pozostawało nic innego, jak zasiąść na niej i włączyć jakiś film. Nie było symbolicznie jakoś, tylko od dwóch dni chodziła za mną Julie i Julia, żeby sobie przypomnieć - pamiętacie, ten film o Julii Child, która uwielbiała jeść, więc postanowiła najpierw nauczyć się świetnie gotować, a potem napisała bardzo popularną w Stanach książkę kucharską. Z Meryl Streep 😍

To już kolejny raz, gdy poświęcam czas (którego przecież mam przed sobą coraz mniej, wiek emerytalny to nie przelewki) na ponowne oglądanie filmu sprzed lat - czyli znów potwierdza się reguła lubimy tylko te piosenki, które znamy

W planie na niedzielę mam - oprócz sprzątania i porządkowania - sesję foto, coby w następnym poście może podsumować ten remoncik. Zobaczymy, na ile aura pozwoli obfocić wszystko, ale ponieważ za oknem jest cudowny widok - zaśnieżone drzewa i trawniki - to może ten śnieg rozjaśni nieco ponurość dnia. 

W bloku cisza, chyba wszyscy jeszcze śpią. Z You Tube'a leci cichutko jakiś jazz, moczy się groch na kotlety, wszystkie zegary w urządzeniach elektronicznych wskazują dziwne godziny (wczoraj Pan Stolarz wyłączył prąd na chwilę) i znów trzeba szukać w instrukcjach, jak je ustawić. Mężczyzna z łopatą odkurzył chodnik i poszedł hałasować gdzie indziej. Leniwie zbieram się pod prysznic. Mogłoby tak być codziennie, gdybym kiedyś podjęła odpowiednie decyzje (o szukaniu etatu, a nie siedzeniu na działalności, czemu zawdzięczam dziadowską emeryturę i przez co muszę dalej pracować). No, ale przynajmniej praca była fajna. Wszystko jest po coś, prawda?

piątek, 9 grudnia 2022

Krzysztof Opolski, Krzysztof Turowski - Historia ludzkiej chciwości

 

Zamówiłam sobie tę chciwość z nowości w bibliotece, no bo wiecie, miała tylko 195 stron 😂 Przecież z chciwości to chyba powinnam właśnie grube brać, a nie cienkie? Chciwość to moje drugie imię, bo ja inaczej nazwać to zbieractwo książek i filmów, tę niechęć do pozbycia się czegokolwiek?

I teraz popatrzcie: ledwo skończyłam czytać, wsiadam do pociągu z Dżendżejowa do Krakowa, jest niedzielny wieczór, w środku dziki tłum, bo przecież studenty wracają po weekendzie, a kasa była oczywiście zamknięta. W takim przypadku należy wsiąść do pierwszego wagonu i zgłosić się do konduktora. I nawet tam wsiadłam, ale gdy zobaczyłam, co się dzieje, ruszyłam na poszukiwania miejsca, licząc na cud. Cud się nie zdarzył, ale zajęłam sobie bardzo dobrą stojącą miejscówkę. I teraz taka akcja - zerkam co chwilę w stronę pierwszego wagonu, czy konduktor nie idzie, biję się z myślami, co robić, bo przecież powinnam iść do niego i zgłosić (stał tam cały tłum), ale no nie zostawię takiej dobrej miejscówki! A tu dwie stacje dalej wysiada dziewczyna i ja hyc na jej miejsce, przeszczęśliwa, że nie będę stała do samego Krakowa 😁 Ale co z tym konduktorem - przyjdzie sprawdzać bilety i co wtedy? Jak się będę tłumaczyć? Że dopiero wsiadłam? Wtedy te wszystkie studenty naokoło się na mnie będą gapić ironicznie, na oszustkę. A z miejsca też boję się wstać, żeby mnie nikt nie podsiadł...

I co, jak się zakończyła ta fascynująca historia?

Przyjechałam do Krakowa na gapę. Konduktor się przecież nie wybierał na wycieczki w tym tłoku 😏

Ale co się nabałam, to moje i raczej już się drugi raz na to nie piszę. ZAWSZE  KUPIĆ BILET POWROTNY W KRAKOWIE!

Tyle na temat chciwości - była to chciwość wygody. Najwyraźniej nic mnie książka nie nauczyła 😂

A czytało się ją bardzo dobrze. Przypomniała mi między innymi historię boomu tulipanowego w Holandii (kiedyś o tym czytałam), jak to z nie do końca wyjaśnionego powodu, chwilowej mody nagle ludzie zaczęli dawać fortunę za cebulki tych kwiatów. Doszło do sytuacji, że za woreczek najmodniejszych cebulek można było kupić rząd kamienic przy amsterdamskim kanale. Oczywiście jak nagle zaczął się boom i moda, tak równie nagle wszystko się zawaliło i nastąpiło kompletne bankructwo mnóstwa inwestorów. Po prostu któregoś dnia jeden z handlarzy nie sprzedał towaru i poszłoooooo! Coś Wam to przypomina?

Co za mania przyklejania tych karteczek na daty zwrotu NA TYTULE?!? Po raz kolejny się z tym spotykam. Na szczęście w stopce był podtytuł, więc wiem, że brzmiał Wymiana myśli i komentarze osobiste.

Za to godne pochwały jest dobranie szeregu trafnych ilustracji, będących reprodukcjami dawnych obrazów - no ale to nie zasługa biblioteki, tylko wydawnictwa 😀 A co do biblioteki jeszcze, to wczoraj miałam takie wydarzenie: przyszedł mail, że z powodu nieodebrania zamówionej pozycji rezerwacja została skasowana. Ki czort?  Byłam dopiero na trzecim miejscu w kolejce?! Piszę więc do nich, vo co jde. I dowiaduję się, że książka (z nowości) została zubytkowana i przepraszają za nieporozumienie. Fajne słowo, nie? Chyba ktoś zgubił albo zniszczył. Jest jeszcze drugi egzemplarz na Dębnikach i to nawet do wzięcia od zaraz, właściwie mam tam jechać oddawać w przyszłym tygodniu, to może zamówię? Nazywa się to Wrzask w przestrzeni: dlaczego w Polsce jest tak brzydko.


 

Początek:

Koniec:

Wyd. ARKADY, Warszawa 2020, 195 stron

Z biblioteki

Przeczytałam 4 grudnia 2022 roku

 

Z frontu nowej kuchni

Nawet nie mówcie. Można przyjmować zakłady i się obłowić - Pan Stolarz stwarza 100% gwarancji, że nie zrobi tak, jak się umówił. Wczoraj, umówiony na 16.00, przyjechał o 18.10, a w dwie godziny później zakończył robotę. Ja się nie dziwię, o tej porze też bym była wykończona. Tak że nie ma się co łudzić, że dziś skończy i w weekend sprzątam ostatecznie i poremontowo 😖

Przeniosłyśmy część filmów nad półkę na telewizor, bo tam już mają stać docelowo. Zaczynam się obawiać, że dla wszystkich książek, które leżą u mnie na podłodze, nie wystarczy tu miejsca... Ale bo ja nie potrafię się NIE martwić, tak na zapas.

Jedno co wiem, to że w weekend zrobię jakieś porządki w szafie, bo mi wreszcie wyszły z niej ręczniki - do łazienki. Ale po pierwsze nie zdawałam sobie sprawy, że tyle ich jest, a po drugie kiepsko mi teraz łazienka wygląda, tak się zagraciło i już po cichutku myślę, czy by nie należało jakiejś rolety zainstalować, żeby to przesłonić.

Dziś mieli być o 16.00 - przyjechali o 17.45. Cały Kraków stoi. No cóż, piątecek. Odgrażają się, że skończą. Podręczny wnosi fronty do regałów, Pan Stolarz się tłucze w pokoju, ja teraz nie wiem, co będę robić.

Obym się zdziwiła. 

 

Apdejt sobotni poranny

Sytuacja w piątek wieczór, gdy panowie skończyli robotę, wyglądała tak. 

Czyli fronty założone. Teraz jeszcze wywiercić otwór na kable za telewizorem oraz wreszcie wykończyć słupek w kuchni. Między innymi, żeby zamontować reling na ścierkę, trzeba będzie wyciągnąć z powrotem piekarnik. No, tak to jest, jak się od razu wszystkiego nie przemyśli...

Niby, że dzisiaj 11.30-12.00. Akurat w to uwierzę.

Następnie kolega Artystyczny ma zabrać te dwa puste regały. Też ciekawe, czy to się dzisiaj stanie.

Moje podejrzenie, że nie zmieszczę się z książkami, zaczyna graniczyć z pewnością. Hm. Będę wydawać?
 

środa, 7 grudnia 2022

Zdeněk Svěrák - Butelki zwrotne

 Jakoś się napaliłam na Svěráka i zamówiłam w biblio jedną dziecięcą i jeden scenariusz filmowy. Który mam po czesku i nawet czytałam, ale co mi szkodzi po polsku się zapoznać.

Ba, nie tylko zapoznać, ale i znów obejrzeć film, który był dołączony do książki. Jak zwykle, z wielką przyjemnością - a był to albo trzeci albo nawet czwarty raz. Kto bogatemu zabroni.

A kto nie zna ani filmu ani książki, temu polecam. 65-letni bohater rzuca pracę w szkole, bo nie ma już cierpliwości do głupich uczniów (ale z dzianymi tatusiami, więc dyrektorka każe się z takim bęcwałem cackać) i powstaje pytanie, czym zapełnić wolny czas. Żona podejrzewa, że on po prostu ucieka od niej, ale czy do końca o to chodzi? Nie, coś trzeba w życiu robić, choćby to nawet była praca w skupie butelek w supermarkecie. Ale przychodzi moment, gdy supermarket nabywa automat do skupu i Josef Tkaloun staje się niepotrzebny...

Wy nie pamiętacie, ale ja owszem tak: dawno temu (może z rok) postanowiłam napisać do Svěráka i na początek naszykowałam kopertę ładną ze znaczkami. I na tym stanęło. Ona gdzieś jest i czeka. Teraz zobaczyłam, że pan Svěrák ma urodziny 28 marca, to może jednak do tej pory się sprężę i napiszę?


Początek:


Koniec:

Wyd. Agora SA, Warszawa 2011, 111 stron

Biblioteka Gazety Wyborczej

Tytuł oryginalny: Vratné lahve

Przełożył: Tomasz Grabiński

Z biblioteki

Przeczytałam 1 grudnia 2022 roku

 

 

W Dżendżejowie nie było - na szczęście - jakoś traumatycznie, czego się obawiałam. Brat kupił łóżko rehabilitacyjne (używane, za tysiaka - można liczyć, że przy cenie wynajmu 150 zł miesięcznie, zakup zwraca się już po 7 miesiącach - toteż powiedziałam Ojczastemu, że co najmniej tyle musi wyżyć, żeby się zamortyzowało 😂) oraz materac przeciwodleżynowy. Z okazji mojego przyjazdu na trzy dni nabył też mikrofalówkę i szereg gotowych dań, żebyśmy nie pomarli z głodu. Oczywiście ta mikrofalówka wysadza korki, ale nie za każdym razem 😁 To samo było, gdy tam usiłowałam kiedyś używać czajnika elektrycznego. Pani Grażynka przyszła w sobotę rano i poinstruowała mnie, co i jak. I jakoś przetrwaliśmy. Tylko ciężko zniosłam długie perory na temat sytuacji osobistej mojego brata, że ma ją nieustabilizowaną - podczas gdy ja twierdziłam, że jak najbardziej jest ustabilizowanym starym kawalerem. Nie wiem, co nagle Ojczastemu strzeliło do głowy napierać, żeby się ożenił i że ja powinnam z nim o tym porozmawiać i go NAMAWIAĆ 😁

Ojczasty trzy razy dziennie chodzi na kopiec, trochę czasu spędza w fotelu, ale większość w łóżku... tyle że już nie narzeka tak na bóle i powoli wraca mu apetyt, więc może i siły odzyska? Jednak łudzić się, że wróci do dawnej formy i sytuacji, gdy był samodzielny, nie ma co.

(copkę mu założyłam na wietrzenie)

(coś sobie rozdrapał pod nosem, Grażynka mówi, że często tak ma)


Z frontu nowej kuchni

Pan Stolarz zapowiedział się na środę czyli dziś, więc na wczoraj umówiłam się na odbiór jednego regału z dziewczyną ze Śmieciarki. Ale że nic nie może pójść łatwo i prosto, a poprzedni Pan Stolarz poprzykręcał regały do ściany tak, że ani dudu, dziewczyna zabrała regał bez nadstawki, bo ten sobie malowniczo pozostał wisieć pod sufitem. 

Kolega Artystyczny zgodził się uwolnić mnie od starej kanapy, przyjechał ze szwagrem, zabrali w p... w pierony no i co? No i córka gdzieś musi spać, więc zabrałyśmy się za skręcanie nowej kanapy z Ikei. Już myślałam, że mi się w pokoju poluzuje, bo wkręcenie nóżek poszło śpiewająco, przewróciłyśmy całość na nogi i wtedy... wtedy oczywiście nie dałyśmy rady dokręcić drugiej części. Wygląda na to, że dwie osoby powinny to dziadostwo trzymać, a trzecia wkręcać śrubki w dupkę. Tyle nas nie było, więc pościeliła sobie na tej połówce - ha ha chyba 70 cm szerokości - mówi, że miała okropną noc, czuła się jak w trumnie 😂

I kto wie, czy nie będzie miała takiej kolejnej, albowiem Pan Stolarz działa, ale oczywiste jest, że dziś nie skończy i zostanie tu jeden wielki bajzel, więc rozłożenie się ponowne z robotą chyba nie ma sensu. Właściwie myślałam go poprosić o pomoc, ale waham się, bo mnie zdenerwował. Umknęło mu, jak się wyraził, że miał pod wnęką na telewizor (ten szeroki regał po prawej) zrobić dodatkową odkrytą półkę na odtwarzacz DVD etc. I teraz jedyne wyjście to zrezygnować z jednej szuflady na dole i tam tę półkę zrobić, ale przez to telewizor będzie stał moim zdaniem ciut za nisko, miał być wyżej o 15 cm 😖 W dodatku coś gada, że jutro jakiś tam porządek mi zrobi z prundem - 35 lat świetnie funkcjonuje prowizorka (wszędzie przedłużacze), a on mi teraz będzie porządek robił! Ech.


Co to wszystko ma wspólnego z Nową Kuchnią, spytacie. No jak to - przecież kuchnia nie skończona 😉 Widzę, że przywieźli górę do słupka, zobaczymy, czy to skręcą dziś. A poza tym - przecież od kuchni się zaczęło, tak?

Apdejt

Panowie się zawinęli o 18.00, a ja przez dwie godziny prawie przywracałam jako taki porządek, żeby tam mogła córka spędzić kolejną noc w trumnie. Jak widać na poniższym obrazku, opróżniłyśmy stary podwójny regał (wwalając byle gdzie na nowym zawartość), bowiem Pan Stolarz będzie musiał go odsunąć, żeby się zająć tą elektryką, co wcale jej nie chciałam.

Co zrobili? Ustawili i skręcili regały, urżnęli kawałek karnisza, żeby drzwiczki przy ścianie okiennej się normalnie otwierały. W kuchni dostawili resztę słupka. W łazience nawiercili otwory na półki na ręczniki. I tyle. Fronty przywiozą jutro, podobnie jak brakujące półki.
 

Jutro też zainstalują szuflady, skończą z tym słupkiem, ale ta elektryka na pewno zajmie dużo czasu, więc wcale nie ma pewności, że będzie finito. Niemniej jednak zaczynam nabierać nadziei, że bliżej niż dalej. Biurko obiecał przed świętami!

/ale znamy jego obietnice/

Odsłonięte po latach ściany będą wymagały malowania, ale chwilowo mam to w dupie, może po Nowym Roku?

czwartek, 1 grudnia 2022

Ludmiła Anannikova - Skazani. Historie skrzywdzonych przez system

 

Siedziałam dziś na egzaminie, więc zaopatrzyłam się w trzy książki na te nudne godziny. Tę skończyłam, drugą prawie całą przeczytałam, trzecią zabiorę do Dżendżejowa i czwartą jakąś pewnie też. Bowiem jutro jadę na trzy dni, pełna strachu, jak to tam będzie i jak sobie poradzę. No, przypuszczam, że będzie też sporo wolnego czasu, więc muszę być czytelniczo zabezpieczona.

Słuchajcie, po przeczytaniu tego reportażu można dojść do wniosku, że KAŻDY może paść ofiarą sądowej pomyłki - albo ukartowanej zmowy. Wystarczy znaleźć się w złym miejscu o złym czasie. A można też wcale się tam nie znaleźć, jak jeden z bohaterów, którego adwokat wnioskował o przesłuchanie kilku osób - miały poświadczyć jego alibi na czas zbrodni - w ogóle odrzucono wniosek! Wystarczyło, że na początku śledztwa jakiś świadek rzekomo go rozpoznał i machina ruszyła. Nic nie dało to, że po paru tygodniach ten sam świadek chciał odwołać zeznania. Facet przesiedział w pierdlu 13 lat za morderstwo, którego nie popełnił (dostał dożywocie) i wyszedł na wolność tylko dlatego, że po tylu latach zaczął sypać jeden z prawdziwych sprawców.

Oczywiście można sobie jakoś zracjonalizować ten błędny wyrok sądu, gdy ktoś był z półświatka przestępczego, można pomyśleć sam się prosił o kłopoty. Ale co, gdy chodzi o osobę niepełnosprawną umysłowo, której policjanci podczas pierwszego przesłuchania obiecują, że jak się przyzna, to dadzą mu postrzelać i założyć moro? I cały proces oparty jest na tym przyznaniu się? No bo sprawca znaleziony, sprawa odfajkowana. 

Albo gdy zostaje zabity były mąż kobiety, która właśnie po rozwodzie powoli układa sobie życie na nowo z dwiema córkami i nie ma najmniejszego powodu, by zamawiać zabójstwo ex-a, jak jej zarzucono. Pasowała. A że zmarła w wyniku komplikacji sercowych jeszcze w areszcie? Cóż, bez związku... 

W Polsce nie prowadzi się statystyk niesłusznych skazań, wiadomo jedynie, ile było wygranych spraw o odszkodowanie, ale nie wszyscy decydują się na sądzenie. W Stanach, gdy wprowadzono możliwość ponownych badań DNA, wyszło na wolność m.in. 21 osób, które już czekały w celi śmierci na wykonanie wyroku!  U nas - pisze autorka - w wielu przypadkach dowodów DNA w ogóle nie ma, a jeśli są, to przechowywane w takich warunkach, że często nie nadają się do identyfikacji. Ba, sądy po zakończeniu postępowania często wydają postanowienie o zniszczeniu dowodów. Z góry zakłada się, że już nie będą nigdy potrzebne - raz wydany wyrok jest święty...


Początek:

Koniec:

Wyd. Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2021, 300 stron

Z biblioteki

Przeczytałam 1 grudnia 2022 roku


Rano na Fabryce (jeszcze nikogo nie było, ja zazwyczaj pierwsza przychodzę) słyszę na klatce jakieś rumory, jakieś głosy, wyszłam więc i oto stanęłam twarzą w twarz z... Panem Stolarzem! Domyśliłam się, że przywiózł szafę dla Nowej Derechcji, bo słyszałam, że ponoć Derechtorowa sobie zażyczyła (choć jest tam garderoba). Wyjaśniam: na strychu nad Fabryką jest mieszkanie, które wynajmowała poprzednia Derechcja, a ta nowa też się na nie zdecydowała.

- A to ma Pan pecha - mówię (w sensie, że się na mnie nadział, nawet nie wiem, czy on był świadom, że ja tam pracuję 😂)

Udał, że nie rozumie, o co chodzi, toteż mu PIERWSZY RAZ zrobiłam wymówkę (że nie dotrzymał słowa). A on na to:

- Wszystko jest gotowe, kiedy mogę przyjechać?

Bajerant.

Stanęło na tym, że zadzwonię do niego, że tym razem JA jestem gotowa - no bo muszę zabrać książki z tych starych regałów do usunięcia.

Tak że zobaczymy po niedzieli, jak to niby wszystko jest gotowe.