W zeszłym roku sporządziłam w swoim świętym grubym zeszyciku listę Wakacyjne lektury, więc z rozpoczęciem kanikuły zajrzałam teraz do niej - ach, jak dobrze mieć takie gotowce! A tam na pierwszej stronie Zorro, załóż okulary! Nie czytane, ale posiadane.
I co się okazało? Że styl pani Tomaszewskiej mi nie leży. Okrutnie jest ekspresyjna i z nie wiadomego mi powodu z upodobaniem (no, może to właśnie jest powód - upodobanie) zamieszcza mnóstwo opisów przyrody, ze szczególnym uwzględnieniem żywiołów, głównie wody.
Niby zapowiadało się dobrze - Sopot, wakacje, lokalsi, którzy mają dość pojawiającej się co roku turystycznej stonki i zakładają klub KPW czyli Komitet Przeciw Wczasowiczom. Oczywiście mowa o młodzieży, której nie w smak odstępowanie na całe wakacje własnych pokoi, więc będzie zatruwać wczasowiczom życie na wszelkie dostępne sposoby. Zanim jednak wdrożą pierwszą akcję, do jednego z mieszkań zakradnie się złodziej - honor nie pozwoli chłopcom na okradanie ich gości, więc KPW szybko przekształci się na BMW czyli Biuro Młodzieżowych Wywiadowców. Trzeba znaleźć złodzieja i odzyskać skradzione przedmioty (szlafrok frotte' węgierski, gitarę elektryczną czeską, radio tranzystorowe Juliette azjatyckie i aparat do nurkowania polski)! I jeszcze od razu na pierwszej stronie pojawiają się goście z Pragi!
Cóż, kiedy byli, ale jakby ich nie było, wątek prasko/czeski nie został pociągnięty dalej, a przygody chłopców przez te opisy kożucha chmur et caetera mnie nie wciągnęły. Owszem, pod płaszczykiem intrygi detektywistycznej autorka porusza poważne tematy, ale w sposób zbyt rozwlekły. Za to klimaty sopockie z połowy lat 60-tych 😍 Dla bywalców, nie mówiąc o mieszkańcach, cacuszko. Mnie zeszło pięć dni na czytaniu.
Nie to, co przy szwedzkim kryminale z 1970 roku, od którego nie mogę się dziś oderwać i z którego powodu owszem, umyłam się, ale potem znów wskoczyłam w koszulę nocną i do łóżka 😁 a co! sprzątać będę jutro.
Może sobie będę przez najbliższe dwa miesiące przeplatać młodzieżówki z listy z kryminałami?
No i te wspaniałe ilustracje Mirosława Pokory 🥰 Od zawsze uwielbiam. Przypomniała mi się Babcia na jabłoni, której, o zgrozo, nie posiadam, a którą pan Pokora również ilustrował. Uprzejmie proszę knihobudkę o zaopatrzenie 😎
Mam jeszcze książkę Gdzie ten skarb? Tomaszewskiej i boję się, że też mnie rozczaruje...
Początek:
Koniec:
Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1986, wydanie piąte, 220 stron
Seria KOLEKCJA JUBILEUSZOWA, której szczerze nie cierpię; istnieje w wersji broszurowej i z twardą okładką, Zorro jej nie posiada
Z własnej półki
Przeczytałam 4 sierpnia 2026 roku
Córka już dzielnie odbywa wyprawy do Dżendżejowa, ale wrażenia opisuje średnie 🤣
Lumpiarnia w centrum małych miasteczek w sobotnie popołudnie to myślę standard w naszej szerokości geograficznej... zwłaszcza im bardziej na wschód...
Obejrzałam wszystkie Chabrole dostępne na Arte.tv (wyrobiłam się o dziwo przed czasem - filmy dostępne do 14 lipca) czyli mogę już skupić się na własnych listach. O Niewiernej żonie chyba już pisałam, więc pozostają:
- Zerwanie z 1970
Hélène od lat utrzymuje rodzinę pracując jako barmanka, podczas gdy jej rozchwiany emocjonalnie mąż Charles próbuje zostać pisarzem. Kiedy podczas kolejnego wybuchu niekontrolowanej agresji Charles rani ich synka, Hélène postanawia od niego odejść. Ale jej zamożni teściowie za wszelką cenę chcą przejąć opiekę nad dzieckiem. Film Claude'a Chabrola z Stéphane Audran i Jean-Pierrem Casselem w rolach głównych.
- Tuż przed nocą z 1970
Tajemnica, zdrada, morderstwo – Chabrol w mistrzowski sposób pokazuje, jak cienka jest granica między moralnością a złem. "Tuż przed nocą" to thriller pełen groteski i psychologicznej głębi, który trzyma w napięciu od pierwszych minut...
- Krwawe gody z 1973
Pierre, radny prowincjonalnego miasteczka, ma romans z Lucienne, żoną wpływowego burmistrza i posła. Ten związek staje się dla nich tak ważny, że aby być razem, gotowi są na wszystko… Zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami niepokojący portret prowincjonalnej drobnej burżuazji, stworzony przez współtwórcę francuskiej nowej fali Claude’a Chabrola.
A na deser radziecka komedia z Youtube: Chcecie wierzcie, chcecie nie wierzcie z 1964 roku. Świeżo upieczonemu ojcu pewien żartowniś wmawia, że na porodówkach bardzo często zamieniają dzieci. I gdy tatuś po paru latach widzi, że syn najwyraźniej nie odziedziczył po nim absolutnego słuchu, rozpoczyna poszukiwania pozostałych dwóch chłopców urodzonych tego samego dnia.
Ale laptop mi chodzi jakby chciał, a nie mógł (a nawet jakby wcale nie chciał) - córka od dawna mówi, że trzeba go przeczyścić - więc może bym jutro go zawiozła do serwisu? Od wtorku gość w domu, więc i tak nie będzie czasu na ekspienie... Kiedy jak nie teraz.





