czwartek, 18 maja 2023

Hanna Łochocka - Wyładunek z przeszkodami + PRAGA czwartek

W sumie chciałabym napisać parę słów o zawartości tej książeczki, ale nie mam cierpliwości do takich pierdół, wybaczcie 😅 Albo już jestem taka zmęczona...

No nic, podróżowały zwierzęta statkiem, ten zawinął do portu i zaczął się wyładunek, ale dźwig się zepsuł, bo słoń był za ciężki i co teraz.


Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1983 (wydanie V)

Ilustracje: Danuta Przymanowska-Boniuk

Seria: Poczytaj mi mamo

Przeczytałam 18 maja 2023 roku

 

Praga, dzień pierwszy

Okazuje się, słuchajcie, że Czeszki też dają w szyję! Może to jest ogólnoświatowy trend, a nie, jak prezes myśli, tylko polski?

 

Wstałam o 4.50 (gdyby ktoś był ciekawy), odwiedziłam cztery razy toaletę i pojechałam do Ostrawy. A tam mnie usiłowali zachęcić do podróży z powrotem.
 


Ponieważ autobus zajechał przed dworzec kolejowy nieco wcześniej, niż było przewidziane w rozkładzie, miałam czas, by go zwiedzić wreszcie i oto mają tam te rozkłady na rurze, co to dawniej były standardowym wyposażeniem stacji (kręci się rurą tam na dole). Pamiętam, że już takie widziałam w Czechach, może w Bohuminie, gdy tamtędy jeździłam. Miło, że nie wyrzucają na śmietnik.

Z obserwacji podróżniczych (podróże kształcą) dodam jeszcze zdjęcie wyposażenia toalety w pociągu...

oraz poskarżę się na te wieczne roboty na trasie, jeszcze chyba ani razu nie dojechaliśmy do Pragi na czas, wiecznie gdzieś stoimy.

Ale grunt, że wreszcie jestem w domu!

Znaczy w hotelu.

Znaczy w hostelu.

Znaczy w klasztorze, no! 

I że znów mam swój znajomy widok z okna.

Pod wieczór udałam się na spotkanie z pewnym rzeźbiarzem, który oprowadził nas po Nowym Cmentarzu Żydowskim, gdzie ma atelier (jedno z czterech, w których pracuje - to znany artysta-multiinstrumentalista, ale to na cmentarzu już ponad 40 lat wynajmuje), toteż ma i klucze od cmentarza, no, właściwie można powiedzieć, że trochę tam mieszka 😂 Pan Jaroslav Róna pokazał nam nagrobki, które zaprojektował/wykonał plus inne, o których miał coś ciekawego do powiedzenia, a w ogóle opowiadał tak interesująco i zabawnie, że gdybym miała już nic ciekawego nie zobaczyć w Pradze w najbliższych dniach (co, jak wiadomo, nie jest możliwe), to i tak warto było przyjechać 😉 Ostatni przystanek był przy grobie Kafki, gdzie na żądanie publiczności rzeźbiarz opowiedział, jak to było z konkursem na pomnik Kafki, który swego czasu wygrał (to chyba najbardziej znane jego praskie dzieło) i ja sobie tę opowieść (8-minutową) nawet nagrałam, bo wiadomo, jak szybko wszystko mi z pamięci ucieka.


Teraz dopiero, zobaczywszy to zdjęcie, zorientowałam się, kogo mi przypominał. Nowickiego 😁 

A na zakończenie knajpeczka. Tam niedaleko jest szpital, więc adekwatnie 😂

Ach nie, jeszcze najnowsze nabytki przecież! Ciężkie jak cholera, tyle powiem!



wtorek, 16 maja 2023

Artur Morena - Czas zatrzymuje się dla umarłych

 

Ten milicyjny par excellence kryminał z PRL-u znalazłam w szafie na Fabryce, a to dlatego, że kiedyś tam wyniosłam trochę książek, co miały być odebrane ze Śmieciarki, ale oczywiście po część z nich się nie zgłoszono. To już taka przypadłość śmieciarkowa, ludzie się zgłaszają natychmiast ja chcę, ja chcę, a potem nie odbierają. No, i Czas zatrzymuje się dla umarłych leżał wśród tych nieodebranych, to wzięłam do przeczytania "na drogę do Dżendżejowa". 

Powiem Wam, że bardzo ciężko ostatnio już znosiłam te jazdy i w sobotę pomagałam sobie powtarzaniem mantry to już ostatni raz, to ostatni raz. Toteż i w samym Dżendżejowie miałam takie dziwne uczucie rozstawania się z przeszłością. W końcu brat lada moment zlikwiduje to mieszkanie... Robiłam zdjęcia, kręciłam filmiki, wybierałam rzeczy do zabrania (wiele tego nie było). Szczególny rodzaj melancholii.

Z tego wszystkiego nawet nie miałam melodii do czytania i skończyłam dopiero dziś. Nie żeby jakoś specjalnie warto było 😏 Bohaterscy milicjanci walczą ze szpiegami 😕 ponosząc najwyższe ofiary (autor podkreśla, że zginęło "na posterunku" już 20 tys. milicjantów - rok wydania 1969). Najgorsze zaś było zakończenie, taki pojedynek przestępcy i karzącej ręki sprawiedliwości, godny sceny filmowej 😂 w opisie nudzi śmiertelnie. 

Ale ale, przypomniałam sobie, że na stronie 161 wyczytałam taką ciekawostkę:

Broniak siedzi w podmiejskiej restauracji w Stargardzie [...] Połyka ostatni kęs przypalonej jajecznicy. Odstawia talerz, kładzie na nim wyszczerbiony aluminiowy widelec. Kelnerka o czarnych włosach i bardzo czerwonych ustach podaje mu kawę w słoiku po musztardzie.

No kurde... żeby aż tak? Jakże się nam zmieniły standardy przez ostatnie pięćdziesiąt lat... Na szczęście 😁

Początek:

Koneic:

Wyd. Iskry, Warszawa 1969, 270 stron

Seria: Klub srebrnego klucza

Z własnej półki

Przeczytałam 16 maja 2023 roku


O tym, co przywiozłam z rodzinnego domu, napiszę już po powrocie z Pragi, a teraz inna zaszłość: nabytki śmieciarkowe sprzed jelitówki (czy mam dzielić życie na przed i po jelitówce?). Ktoś zamieścił zdjęcie spod śmietnika na naszym osiedlu i wypatrzyłam na nim ten pojemniczek ceramiczny nie wiadomo na co. Ponieważ ma tę dziurkę, to być może miał służyć do zawieszenia z jakimś małym kwiatkiem? Jest z Ikei. Poszłam, przyniosłam, umyłam i postawiłam koło zlewu, że może będę w nim trzymać gąbkę do mycia naczyń 😀 Aliści jeszcze nie podjęłam tej wiekopomnej decyzji!

I tu wchodzi, całe na biało, żelazko bezprzewodowe. Było w siatce obok tego pojemnika i nawet bym do niej nie zajrzała, ale akurat stała tam para młodych ludzi i wyjęła je z tej siatki, oglądała, po czym zrezygnowała. A moje domowe żelazko (jak najbardziej przewodowe) ma okrutnie przypaloną już stopę, więc wzięłam, w domu sprawdziłam, że działa i mam 😅 Było nowe, w sensie nie używane najwyraźniej, jeszcze w pudełku i z instrukcją.

Również koło jednego z osiedlowych śmietników były miski plastikowe i sama się zdziwiłam, że wcześniej nie wpadłam na ten pomysł: żeby manele pod umywalką powkładać do miski właśnie czy innego pojemnika, żeby móc wygodnie po nie sięgnąć wysuwając całą miskę, a nie wyciągać wszystko po kolei, żeby dogrzebać się do tego, co stoi w głębi. Tak więc dwie RÓZIOWE miski też zostały zagospodarowane 😁

 

Tyle śmieciary, a teraz nabytki ze sklepu. Nie żebym specjalnie po nie poszła, ale tak jakoś, przy okazji... Wzięłam tę łyżkę (czy jak to nazwać) do odławiania pierogów. W domu sobie przypomniałam, że przecież pierogów nie robię od wieków, a i gotowych nie chcę. W dodatku na metce przeczytałam, że to jest SZUMÓWKA. Cokolwiek to znaczy 😁 Jednakże przy najbliższych leniwych okazało się, że przydaje się i właściwie to jej potrzebowałam 😂 Podziwiajcie panią domu, która w wieku 60 lat odkrywa Ameryki!


 

No, a w Pepco (bez Pepco, jak wiadomo, nie ma życia) na półce wśród miliona innych pierdół stał taki ceramiczny pojemniczek, no żywcem dla mnie wymodzony! Nie mogłam przejść obojętnie! Na czosnek na przykład będzie, pomyślałam. Okazało się jednak, że mniejsza o czosnek, bo jest to idealne miejsce do trzymania ładowarki do telefonu 😃


To mówiłam ja, znana minimalistka!

A teraz idę się zacząć pakować na Pragę (czynność, której szczerze nienawidzę), jutro jeszcze do roboty, a potem pewnie - bezsenna noc, niech to szlag. I o 8:00 w czwartek wio. Powiedzcie, że będzie dobrze, proszę!


PS. Żeby nie było - mam naszykowane do zabrania książeczki Poczytaj mi mamo i nie zawaham się ich użyć, aby dostarczyć Wam codzienną porcję praskich wrażeń 😅

piątek, 12 maja 2023

Jaroslav Dietl - Nemocnice na kraji města

 

Z pewną taką nieśmiałością podeszłam do Szpitala na peryferiach w wersji książkowej, bo obawiałam się, że mogę mieć trudności językowe. Ale nie, wszystko poszło gładko i bardzo szybko, bowiem to powieść telewizyjna czyli głównie dialogi 😁 A te tam ortopedyczne terminy zostawiam fachowcom 😀

Pamiętacie oczywiście te wszystkie postaci, prawda? A te wymienione seriale według scenariuszy Jaroslava Dietla... cholerka, jeszcze mi trochę brakuje 😂 Inna sprawa, że niekoniecznie wszystkie trzeba znać.

Nakład tej książki wyniósł 150 tys. egz. w pierwszym wydaniu! Wiadomo, sukces serialu był niewiarygodny, międzynarodowy zresztą. I cokolwiek by teraz o nim mówić, to gdy czytałam, jak umierał doktor Štrosmajer, zakręciła mi się łza w oku...



Oczywiście teraz, po przeczytaniu książki, moim największym pragnieniem byłoby oddać się oglądaniu serialu (ciekawe, który raz). No, ale muszę to odłożyć. Jutro jadę do Dżendżejowa - okazuje się, że co się odwlecze... Myślałam, że ten ostatni raz, co miałam jechać tydzień temu, skoro wykręciłam się sraczką and co. - to mi w ogóle zostanie darowany. Ale nie ma lekko i muszę jechać. Tym razem naprawdę ostatni raz (o ile nic się nie wydarzy nieprzewidzianego): w czwartek czeka Praga, a po powrocie już ustaliliśmy z bratem, że 2 czerwca urządzamy przeprowadzkę Ojczastego do Krakowa.

No, będzie się działo.

Ale przynajmniej skończą się te jazdy, których szczerze nie cierpię. Jutro i pojutrze będziemy sporządzać listę rzeczy do zabrania, które brat potem spakuje.


 

Początek:

Koniec:

Półka

Wyd. Mladá fronta, Praha 1988, 302 strony

Z własnej półki (kupione 23 grudnia 2020 roku - na pocieszenie w pandemii - w Ulubionym Antykwariacie online za 19 koron)

Przeczytałam 9 maja 2023 roku



A teraz zrobię jeszcze trochę porządków na laptopie, żeby uwolnić nieco miejsca na zdjęcia z Pragi. Filmiki z YT przerzucam na dyski zewnętrzne. Czy ja kiedykolwiek obejrzę to wszystko, co nazbierałam? To tak samo jak z książkami przecież...

Jeszcze się zobaczymy przed wyjazdem, czytam kolejny milicyjny kryminał, pewnie go skończę w podróży.


środa, 10 maja 2023

Jean-Paul Crespelle - Montmartre w czasach Picassa 1900-1910

Już się od dłuższego czasu zbierałam do przypomnienia sobie obu książek Crespelle'a (czytałam je jakoś zaraz po kupnie czyli... w 1987 roku), ale dopiero uwolniwszy się od bibliotecznego obowiązku mogę sobie pozwolić na bardziej swobodne dobieranie lektur 😁

Obie wspomniane wyżej książki (o Degasie i Utrillo) mam, ale te z kolei są dziewicze, jednak nie tracę nadziei, że i za nie się kiedyś zabiorę, że ten Montmartre to tylko wstęp do całej serii o francuskich artystach, serii, którą można zobaczyć na półce niżej.

Jakie wrażenia po latach? Nadal ciekawe, jest tam mnóstwo historii do czytania, ale też mnóstwo nazwisk, które coś mówią bardziej wyrobionemu czytelnikowi - mam tu na myśli głównie Francuzów, bo taki zwykły zjadacz chleba z Polski jak ja to jednak zna te główne, najważniejsze - a tam są ich dziesiątki, by nie powiedzieć setki.

Warto jednak przez nie przebrnąć, by zaznajomić się z atmosferą tamtych lat i przestać myśleć, że biedowanie artystów jakie opisuje Murger w Scenach z życia cyganerii było takie romantyczne... A' propos, tego Murgera też powinnam sobie przypomnieć, bo go tu na blogu nie było 😁

Swoją drogą, wstrząsnęła mną historia Utrilla i chętnie się z nią bliżej zapoznam. Kiedyś.

Początek:

Koniec:


Półka, która czeka.


Wyd. PIW Warszawa 1987, 263 strony

Tytuł oryginalny: La Vie quotidienne à Montmartre au temps de Picasso 1900-1910

Przełożył: Mieczysław Bibrowski

Z własnej półki (kupione 30 lipca 1987 roku jako 87-ma pozycja, za 700 zł - w księgarni)

Przeczytałam 7 maja 2023 roku

 

Mam tu okropne zaległości w relacjonowaniu, co się u mnie dzieje, jeszcze sprzed majówki. Na razie podzielę się dwoma łupami. Najpierw spacerując sobie po osiedlu znalazłam koło jednego ze śmietników w całej stercie badziewia (no tak, ktoś umarł) taką cudowną składaną drewnianą suszareczkę. Dla mnie idealna do postawienia na słońcu z jakimiś drobiazgami do wysuszenia na szybko - na zewnętrznym parapecie. Bardzo mi się spodobała, wyszorowałam ją porządnie (ta brudna ściera to właśnie od szorowania), ale użyłam tylko raz, bo potem słońca nie było 😁 Stoi teraz złożona w przedpokoju i czeka, żeby jej zrobić definitywne miejsce.


A potem koło innego osiedlowego śmietnika znalazłam cwieta, w takim stanie, jak widać. Akurat padał deszcz, więc nie dość, że się namordowałam, żeby to przytargać nie uwalawszy sobie całej kurtki ziemią, to jeszcze co się okazało. Bo jak go brałam, to myślałam z radością, że super, mam akurat taką dużą doniczkę i resztę ziemi. Tymczasem postawiłam toto na klatce i próbowałam czyścić (ach, mieć podwórko ze szlauchem...). W końcu sięgam na pawlacz... no cóż, stanowczo przeceniłam wielkość tej swojej niby dużej doniczki... Sąsiedzi przechodzili, zagadywali, ale nic, dopiero jeden z nich, co to tak trochę mnie podrywa, zaoferował się, że poszukamy u niego w piwnicy. Też nie znaleźliśmy, za to wjechaliśmy na górę obejrzeć jego mieszkanie, skoro piwnicę już poznałam 🤣 No nic, zapakowałam jukkę do reklamówki, a na drugi dzień w pracy świsnęłam sporą doniczkę razem z podstawką (kolega się właśnie szykował do przesadzania naszych roślin). I teraz jest taka sytuacja, że ta jukka absolutnie nie ma gdzie stać, ona za dużo miejsca zajmuje 😂


Oczywiście nie wiadomo, czy czasem nie ma jakichś lokatorów, choć niby na pierwszy rzut oka nie... A potem zaczęły się mecyje z jelitówką i nie miałam głowy do przyglądania się. Stoi koło wejścia i na pewno ma tam za mało światła, ale nie mam siły nawet pomyśleć, co z nią dalej.

Właśnie, nie mam siły. Odwaliłam swoje siedem godzin i wczoraj i dziś i teraz idę złożyć swój zewłok w pozycji bardziej horyzontalnej. Zostawiam Was ze źródłem zapachu, jaki mnie prawie powalił dziś rano w kuchni na Fabryce, ktoś tu chyba imprezował (puste butelki też były) 😉


poniedziałek, 8 maja 2023

Julian Siemionow - Trzech z Wydziału Śledczego

Gdy oryginalny tytuł książki (czy również nazwisko autora) zawiera jakieś literki nieobecne na polskiej klawiaturze, zazwyczaj wyszukuję odpowiednią wersję językową hasła na Wiki, żeby skopiować. Tak też teraz uczyniłam i cóż się dowiaduję od razu jeszcze z polskiej wersji? Julian Siemionow to autor Stirlitza (czytałam, a nie pamiętałam)! A z wersji rosyjskiej, że powstał oczywiście film. Dawaj grzebać w katalogach! 

Okazuje się, że mam jeszcze cztery sensacje autorstwa Siemionowa, z czego się bardzo cieszę - oraz oczywiście film też mam, a jakże. Tyle że chyba na razie nie będę w stanie go obejrzeć. Wczoraj Psiapsióła z Daleka zachwycała się koreańskim Little Forest, który wyświetlali u nich w telewizji, więc go sobie, że tak się wyrażę, zabezpieczyłam. Ale oglądam ostatnio tylko na telewizorze - który jest u córki - na samą zresztą myśl, że miałabym postawić ekran, coby obejrzeć z projektora, zrobiło mi się słabo, jest ciężki jak cholera - no a córka spała chyba do 21.00, to już było dla mnie za późno, żeby zaczynać oglądanie... więc teraz czekają na mnie dwa filmy, koreański i radziecki. Przez minione trzy dni nie patrzyłam oczywiście na nic, a i ta książka - słuchajcie, w piątek, jak się to wszystko zaczęło, miałam ją rozłożoną na kolanach w łóżku, patrzyłam na pierwszą stronę i w ogóle nie mogłam przez nią przebrnąć. Ale w sobotę już poszło jak burza i przeczytałam całą.

Dla pewności co do reszty jego kryminałów wpisałam 'Julian Siemionow' do wyszukiwarki tu na blogu... no i wyszło, że już tych Trzech z Wydziału Śledczego czytałam, 12 lat temu 😂 Jednak dobrze, że nie wpisałam tego ołóweczkiem do książki, jak by się należało... bo bym odłożyła na bok i pozbawiła się sporej przyjemności! Ponieważ tak - moim zdaniem bardzo porządny kryminał.

Kryminały milicyjne zazwyczaj dzielą się na dwa rodzaje: 1/ zostaje popełnione przestępstwo, a czytelnik przygląda się, jak milicja poszukuje sprawcy 2/ czytelnik od razu wie, kto jest mordercą/rabusiem i tylko śledzi poszukiwania milicyjne

To jest ten drugi przypadek, ale nie znaczy, że mniej emocjonujący czy ciekawy. Oczywiście sporo tu dydaktyki i propagandy w rodzaju nasi milicjanci nie są tacy, jak myślicie, czują sercem, a nie tylko literą prawa i nawet potrafią postąpić wbrew przełożonym, byle nie zrobić krzywdy człowiekowi, ale przecież nie jest to takie tępe i prymitywne. Doczytałam się, że nawet Georges Simenon pisał do Siemionowa z gratulacjami - skorzystał ze świąt, by znaleźć czas na lekturę i docenił prawdziwość bohaterów, pisał też, że we Francji ten kryminał cieszy się dużą popularnością. A sam autor przez zabraniem się do pisania odbył kilkumiesięczny staż na Pietrowce (tej samej, gdzie pracowała bohaterka Marininy).

A tu, proszę państwa, pieczątka poprzedniego właściciela mojego egzemplarza. Pamiętam, że kiedyś na koloniach była jakaś dziewczynka o rosyjskim nazwisku (ale nie Rosjanka) i to było takie dosyć zadziwiające wtedy 😁

Klasyka w krajach z dyktaturą, nieprawdaż? Sekretarka się uśmiecha. Dlaczego się uśmiecha? Po co się uśmiecha? Gwiazdę filmową naśladuje? Podejrzane.

To była reakcja jakiegoś czynownika, a tu niżej już pracownik służb ma inne myślenie 😁

Patrzcie tylko, ludziska by chcieli wozić się windą w dół! A może nawet pianina targać 😂

No tak, kawały to była śmiertelnie niebezpieczna sprawa...

Jak Wy to rozumiecie, tę myśl Tołstoja? Bo oczywiście zgodzę się z tą odpowiedzialnością i wrażliwością na ciosy - ale dlaczego wobec tego troje? To odpowiedzialność za jedno nie wystarczy?


Poczatek:

Koniec:

Półka jest mało czytelna, bo w drugim rzędzie, ciemno. Same kryminały tam stoją, ale reszta Siemionowów zupełnie gdzie indziej, bo większy format. Ale te dwa bez tytułu na grzbiecie to też jakieś radzieckie.


Wyd. Iskry, Warszawa 1967, 191 stron

Tytuł oryginalny: Петровка, 38

Przełożył: Ignacy Szenfeld

Z własnej półki (kupione na allegro 17 września 2011 roku za 3,99 zł)

Przeczytałam 6 maja 2023 roku


Do pracy jednak nie poszłam, co skazuje mnie na dyżur przy laptopie, żeby odpowiadać na służbowe maile, czekam też na odpowiedź Derechcji na moje wynurzenia okołojelitowe 😂 gdzie podkreśliłam przede wszystkim, że nie chciałabym ich zarazić.

Wczoraj ugotowałam to coś - marchwianko-ryżankę - zjadłyśmy dwa razy po troszeczku, bez żadnych sensacji, jeszcze na dzisiaj zostało. W brzuchu burczy. 

PS 1. Chyba wracam dyżurować do łóżka.

PS 2. Z kosza zaczyna podśmierdywać. Był prawie pełen już w piątek rano... Normalnie jak w pandemii, w kwarantannie.

PS 3. Derechcja życzy zdrowia i żebyśmy jak najprędzej mogły coś zjeść 😁


sobota, 6 maja 2023

Joseph Conrad - Smuga cienia

 

Ludzie kochani, co to się porobiło!

Kończyłam czytać książkę w pośpiechu w czwartkowy wieczór, żeby następnego dnia rano napisać post, bo potem miałam jechać do Dżendżejowa, wzięłam wolne z pracy, bowiem mój brat wybył na Mazury, więc trzeba się było zająć Ojczastym. 

Tymczasem już w nocy z czwartku na piątek córka dostała swoich palpitacji sercowych i jednocześnie biegunki, temperatura, a o szóstej rano i ja (oprócz biegunki wymioty). Czyli klasyczna jelitówka.

U nas pierwszy raz, zero doświadczenia.

Przy czym wiadomo, że się z tego nie umiera, więc nie ma co się zbytnio przejmować, ale co z Ojczastym? Na szczęście okazało się, że pani Grażynka nie zaplanowała żadnych wyjazdów na ten weekend, więc w trybie awaryjnym została ściągnięta, ale co się najadłam nerwów, to moje. 

A teraz jest drugi dzień, już nie biegamy do łazienki, córka sobie robi zimne okłady na czoło, bo twierdzi, że ma gorączkę (aczkolwiek termometr pokazuje 36,27). Ja natomiast nie potrafię myśleć o niczym innym, jak o burczeniu żołądka. Matko, jaka jestem głodna! Chciałam nawet ugotować ziemniaki, żeby się nazywało, że obiad wreszcie zjemy, ale wszyscy w kółko o ryżance mówią. Ziemniaki to przynajmniej smaczne by były... Wczoraj przyniosłam sobie do łóżka kromkę chleba (suchą), ale widać jeszcze tak głodna nie byłam, bo ugryzłam raz i na tym poprzestałam. Ale dzisiaj już mam dość tego postu. 

A jeszcze w czwartek wieczorem wyjęłam z zamrażalnika białą kiełbasę, bo miałam gotować żurek do zabrania do Dżendżejowa, trzeba ją będzie wyrzucić :( 

No więc tyle mam do powiedzenia dziś, w sobotnie południe. Piszę z łóżka, bom za słaba, żeby się utrzymać dłuższą chwilę w pozycji siedzącej przy biurku.

A co Smuga cienia? To chyba mój pierwszy Conrad, nie wiem, czy jeszcze coś czytałam. Wiadomo, że tematyka (a może raczej entourage) marynistyczna - co dla mnie nie jest jakoś szczególnie pociągające, morze mnie raczej przeraża i te statki jak łupinki miotane falami - tu akurat właśnie nie miotane i sytuacja żaglowca pełnego ludzi opanowanych przez zarazę jeszcze gorsza - ale tak naprawdę chodzi przecież o coś innego: o gwałtowne dojrzewanie młodego człowieka, który nie bardzo wiedział, czego chce od życia i nagle dostał olbrzymią szansę, której nie mógł się spodziewać w swoim wieku i przy braku odpowiedniego doświadczenia (został kapitanem statku). Coś, co jawiło się jako wstęp do wspaniałej kariery, a na tym etapie życia wręcz jako ukoronowanie dotychczasowych marzeń, okazało się punktem wyjścia do zrozumienia, czym jest odpowiedzialność za drugiego człowieka.

Początek:

Koniec:

Półka - Hemingway już stoi tak, jak powinien 😁

Wyd. PIW, Warszawa 1958, 159 stron

Tytuł oryginalny: The Shadow Line

Przełożyła: Jadwiga Korniłowiczowa

Z własnej półki

Przeczytałam 4 maja 2023 roku