poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Mali przyjaciele - Kaczuszka + PRAGA poniedziałek

Kaczuszka Tasia miała dzień pełen wrażeń, uczyła się pływać i nurkować, szukała małych kurczątek. A stara baba Gosia też miała dzień pełen wrażeń, o czym poniżej.

Wyd. AKSJOMAT, Kraków 2010

Opracowanie: Agnieszka Bator

Ilustracje: Barbara Wierzchowska

Przeczytałam 4 sierpnia 2025 roku

 

Praga, dzień drugi
No okej, ten dzień był już normalny, jak na Pragę przystało - 22.965 kroków, 16,3 km, 400 zdjęć, 7 książek, jedno małe piwo 😂

Plan na rano był taki, żeby najpierw skoczyć do antykwariatu zbadać stan pudeł po 10 koron, a następnie pojechać na Petřín i jak prawdziwy rasowy turysta pobłądzić w lustrzanym labiryncie.

Punkt pierwszy zrealizowany z sukcesem, cztery sztuki, a co!

Dwa kryminały, dwie młodzieżówki. Nigdy nie czytałam tej Mary Higgins Clark, mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie. Książek było mnóstwo, ale głównie kulinarne i to w dużych formatach.

Na Petřínie było fajne i to, że zanim dotarłam pod labirynt, szło się prawie lasem i ta zieleń jednak działa kojąco, zaraz się lepiej poczułam 😁 I w dodatku deszcz nie padał. 

W labiryncie zamiast walić nosem o lustro wystarczyło rozkminić, że tam, gdzie listwa na podłodze, tam właśnie lustrzana ściana. Tak się bawiłam jak dziecko, no bo co w końcu. Za połowę ceny, jako że w pierwszej godzinie otwarcia obowiązuje taka zniżka, dlatego celowałam na 10.00 😁 


A jeszcze nie żałowałam sobie krzywych zwierciadeł!

Wiecie, obok jest praska Eiffelovka, deczko niższa od oryginalnej, ale tak czy siak, na głowę nie upadłam, żeby się na nią wspinać przy moim lęku wysokości... Tego chyba nigdy nie zaliczę. 

W pobliskim klasztorze trwa wystawa Czeskiej Telewizji Dobranocka obchodzi 60 lat i nawet zastanawiałam się przed wyjazdem, czy się na nią nie wybrać, ale wydać prawie 40 zł na coś, co mnie jako cudzoziemce niewiele mówi, jednak nie byłoby sensowne. Lepiej sobie jakiś serial kupić* 😂


Wczoraj nie zdołałam pojechać do pomnika cesarzowej Marii Teresy, zwanego Szpulką, więc pojechałam dziś. Jak zwykle były kłótnie, jedni protestowali przeciwko uczczeniu jej pomnikiem, drudzy odwrotnie, byli za (monarchiści). My wiemy, co o niej sądzić, płaczce jednej 😉


Całe przedpołudnie było dzieckiem podszyte, więc w sklepie ichniego MPK nabyłam skarbonkę w formie tramwaju, do której planuję składać oszczędności na następny wyjazd do Pragi 😁


Wracając z obiadu zajrzałam raz jeszcze do pudeł w antykwariacie i nie powstrzymałam się, choć trochę obszarpana obwoluta.


Po południu wyprawa na kresy czyli do Suchdolu, gminy przyłączonej do Pragi w 1990 roku. Věra również wyraziła chęć dołączenia się, więc ruszyłyśmy. Poznajecie wczorajszy poszerzony przystanek tramwajowy? Pisałam, że trąbią, jaki to sukces. Dziś natknęłyśmy się na eks-prezydenta Pragi, który na rękach trzymał jakiegoś chłopca. Tak to wyglądało od tyłu, ale gdy się odwrócił, okazało się, że to nie chłopiec, tylko posłanka Richterová, pozowali do zdjęć, pokazując, jak szeroka jest wysepka - on ją trzymał tak w poprzek, a ona była wyprostowana, więc na całą szerokość (prawie całą, kurdupel z niej jest) 🤣 Że też człowiek nie trzyma cały czas w ręku telefonu, zanim wyjęłam, włączyłam, wpisałam PIN - już było po scence...
 


W Suchdole przy placu zabaw i siłowni zewnętrznej taka ławeczka. Czy to panele słoneczne?


Co ważniejsze, obok ławeczki pięknie zaopatrzona knihobudka! Mogłam zostawić taki kryminał? To dziwne - ja zawsze myślałam, że Josephine Tey to pseudonim jakiejś polskiej autorki, ciekawe, skąd mi się to wzięło.


Zegar słoneczny na ścianie domu? Dlaczego nie. Nie musi być przecież jedynie w muzeum w Dżendżejowie.


Do Suchdolu chciałam, bo kiedyś oglądałam serial Sanitka i jeden odcinek był poświęcony katastrofie lotniczej, która tam się wydarzyła przed 40 laty. Wtedy się dopiero dowiedziałam o tej najtragiczniejszej katastrofie w Czechach.


Ale Suchdol jest też znany z pięknych widoków na dolinę Wełtawy, tam daleko na górze są praskie Tworki czyli Bohnice. Znaczy to dzielnica jest, z wielkim osiedlem mieszkaniowym (z polskimi nazwami ulic), ale też wielki kompleks psychiatryczny, trochę jak nasz krakowski Kobierzyn, bo położony w parku.


W Suchdole jest też rozległy campus Uniwersytetu Rolniczego i oto kolejny zegar słoneczny, ale taki bardziej z manią wielkości.


Biuro Rzeczy Znalezionych ktoś założył? 


Wyjaśnienia lingwistyczne dla Věry, że tłumacząc dosłownie na polski należy dzwonić pod podany numer w przypadku utraty przytomności 😁

Wyrazu kupa, o którym niżej, już jest nie tłumaczyłam 😉 
 


Věra uparła się, że ona dzisiaj jeszcze mnie zabierze w jedno miejsce, bo może w najbliższych dniach pojedzie na chatę. Marzyłam o powrocie do domu, ale cóż było robić 🤣 Nie dość, że jechałyśmy tam z drugiego końca Pragi - autobusem z Suchdola, potem metrem, ale nie do końca, bo kruca bomba, co się teraz wyprawia z komunikacją w Pradze, to jedna wielka zgroza, pełno robót i remontów i spora część metra nie funkcjonuje, więc zamiast dojechać na ostatnią stację, są wycieczki autobusami zastępczymi. Jechałam jak na ścięcie, ani wiedząc gdzie i po co, bo moja zacna praska przyjaciółka zawsze zachowuje tajemnicę do końca. Powiedziała tylko, że na piwo. A gdy już dojechałyśmy, to mało nie umarłam 🤣 bo to był budynek (a raczej dwa), do którego się wybierałam - ale w dzień, a nie pod wieczór, żeby go porządnie wyfocić. Dlaczego? Proponuję przyjrzeć się nazwie restauracji nad wejściem 😂

 

Jest to rodzaj hotelu robotniczego, obecnie własność Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gdzie są zakwaterowani policjanci i strażacy, nie wiem, może jeszcze inne służby? To najwyższy budynek z wielkiej płyty w Czechach. Czyli jakieś NAJ. Ten wyższy ma 23 piętra, niższy 19, oba są połączone na górze krytym przejściem. Widziałam go w zeszłym roku z daleka i zainteresowałam się, bo wyglądał bardziej jak biurowiec niż blok mieszkalny, zwłaszcza, że na fasadzie jest zegar. Potem dowiedziałam się, co i jak, no a już sama nazwa... 😂 Chodzi o to, że pierwotny projekt architektów zakładał jakiś kopulasty kształt (kupovitý), który by nie przypominał bloku, ale z powodów finansowych nie był zrealizowany - zostało jednak przezwisko.


Tak więc w restauracji Kupa na ostatnim piętrze wypiłyśmy piwko i obgadałyśmy sprawy, męskie towarzystwo przy sąsiednim stole oblewało narodziny córeczki jednego z młodzianów, właściciel kiwał się na stołku barowym i tępym wzrokiem wpatrywał w telewizor, a ja teraz zamiast spać piszę relację 😂

DOBRY TO BYŁ DZIEŃ! 

 

* seriale prezentują się marnie, pan mi pokazał w sumie cztery i zastanawiam się nad wyborem, bo właściwie tym razem chciałam przywieźć tylko jeden


Za to przyuważyłam na półce Czterech pancernych i psa za 700 koron - box 11 dvd 😁 


niedziela, 3 sierpnia 2025

Karolina Skrzyniarz - Wesoły zwierzyniec: Żółwie tempo + PRAGA niedziela

Dariusz będzie zachwycony 😂 I treścią i ilustracjami!

Co sądzicie o słowie ciapcia? Niby się tak mówi do dzieci - "aleś się uciapciał". Chociaż mama do nas mówiła raczej "aleście się usmotruchali" 😁

Wyd. SKRZAT 2000, Kraków

Ilustracje: Kazimierz Wasilewski

Przeczytałam 3 sierpnia 2025 roku

 

Praga, dzień pierwszy
Ach, jestem jakaś nie wiem - rozczarowana? A może tylko zmęczona? Na podróż właściwie nie mogę narzekać, pan kierowca z autobusu na moje pytanie, czy wszystkie miejsca będą zajęte (bo wczoraj zajrzałam na stronę Regiojetu i było wyprzedane), zdziwił się - nie, w Pyrzowicach wsiądzie 6 osób, a tak to ze mną z Krakowa jechała jedna dziewczyna 😂 Chyba chodziło o to, że wpisałam w wyszukiwarkę całą trasę, a dalej już w pociągu rzeczywiście miejsc wolnych nie było. Miły pan wręcz zaproponował, żebym usiadła na innym miejscu, z wygodnym stolikiem, bo nikogo tam nie będzie. Coż uczyniłam i zaraz rozłożyłam bulwarową prasę dostępną na pokładzie 😂 Sama z siebie nigdy bym takiego miejsca nie kupiła, bo nie cierpię gapienia się na kogoś naprzeciwko...

Pociąg oczywiście miał spóźnienie (półgodzinne), ja nie wiem, co oni na tej trasie wyprawiają, ale chyba jeszcze nigdy nie przyjechaliśmy punktualnie. Trochę nerwy, bo w niedzielę jest tu nieczynna recepcja i byłam umówiona z dziewczyną, że będzie na mnie czekać między 17.00 a 18.00, zależało mi, żeby nie przeciągać. 

No i tak - rozpakować się, wypić herbatkę, zjeść jedną z miliona bułek, w które się zaopatrzyłam na drogę (jeszcze mam na jutro na śniadanie 😂) - no co, jak się tak siedzi i nic nie robi tyle godzin, to tylko o jedzeniu człowiek myśli - a jeszcze Wam powiem, że przeczytałam w zabranej ze sobą gazecie rozmowę z jakimsiś profesorem na temat niealkoholowej marskości wątroby i normalnie źle się poczułam przez chwilę (w końcu ciągle jeszcze nie jestem zdiagnozowana), miałam wrażenie, że słabo mi, no bo wiadomo, dopasowałam sobie objawy... 

Ale wróćmy do Pragi, już 18.00 dochodziła i plan był taki, żeby przynajmniej pojechać do Ogrodu Botanicznego z powodu, że mają tam knihobudkę (w maju trzy książki chapsnęłam) - no bo jak to, przyjeżdżam i żadnej książki nie kupię, głupia niedziela! Już się tak nie dam nabrać, żeby w niedzielę wyruszać, to przez mojego brata 😢

Poszłam na przystanek, a tam dwa razy szersza wysepka tramwajowa: czytałam o tym na FB, że robią, że poszerzają, zabierając kawałek jezdni i że jest to wielkie osiągnięcie i od lat się o tym mówiło. Widać z tego powodu zostawili na pamiątkę ten pas pośrodku 🤣 Fakt, że było tam trochę niebezpiecznie, bo dużo turystów w tym miejscu, a jak ktoś stał z walizką, to praktycznie nie można go było wyminąć nie schodząc na jezdnię.


W knihobudce było tylko kilka książek, a przecież uparłam się, że COŚ muszę dziś mieć, ale zadowolona specjalnie nie jestem, bo nie przepadam za tymi średniowiecznymi kryminałami, jednak jako że czeska i z akcją w Pradze, no to... Było tam też coś o młodzieży autorstwa jakiejś Galiny, tłumaczenie z rosyjskiego, ale że trochę zszargana obwoluta, to jednak wybrałam tę nówkę nieśmiganą. I teraz pluję sobie w brodę 🤣 Bo chętniej bym poczytała do poduszki tę młodzieżową. Głupia ja. Poduszkę (znaczy jaśka) przywiozłam!

 

W altance, gdzie knihobudka, miejscowa młodzież raczyła się fajką wodną, po wymianie uprzejmości pożegnaliśmy się 😉 i poszłam jeszcze przejść się chwilę po ogrodzie. Co to jest, doprawdy nie wiem. Czy to się je?

 

Przechadzce towarzyszyły okropne wrzaski dobiegające od strony szklarni, aż poszłam sprawdzić, kto się tak wydziera - a to cztery papugi. Na rekonwalescencji? Noooo, siły na darcie mordy - znaczy dzioba - to miały ile bądź. 


I teraz wyjaśniam, dlaczegom jakaś niezadowolona. Bo zaraz zaczęło (znowu) padać, zrobiło się pochmurno i zimno i nie było sensu już nigdzie jeździć. Taki pierwszy praski dzień na niczym 😭 Właściwie wieczór. Więc jeszcze tylko zrobiłam zakupy spożywcze, kupiłam bilet do kina na czwartek, przy okazji dowiadując się, że wychodzi nowy film (w czwartek idę na inny), sprawdzam teraz, co to ma być, a piszą, że czeska adaptacja duńskiego filmu Na rauszu - co ja tak będę tylko alkoholizmem się katować 🤣

 

Obejrzałam jeszcze wystawę księgarni - nie, nie kupię tej książki i to w takiej cenie, ale sfotografowałam, bo może u nas też wyjdzie? Wysoki Zamek powinien się zainteresować.


No i tyle wszystkiego by było, straszny niedosyt, co gorsza dziewczyna z recepcji mówiła, że ponoć do środy ma być taka popieprzona pogoda, więc kompletnie nie wiem, na co się jutro rano szykować. Idę przeglądać zeszycik w poszukiwaniu inspiracji. 

Ach, jeszcze jedna fotka! W tym oto miejscu przez lata całe, odkąd mieszkam u dominikanów i tędy chodzę, wisiała skrzynka pocztowa - kiedyś się zastanawiałam, czy ktoś z niej wybiera korespondencję (mocno była zdewastowana bazgrołami) i chyba tu pisałam, że mam zrobić eksperyment 😁 No to już nie zrobię! To się nadaje do książki Szczygła Nie ma 🤣

I nie życzę już sobie więcej takich widoków!


 Przy okazji nowość - półeczka w hallu nad kanapą. Ale raczej knihobudką tego nie nazwę, bo zawartość to 28 numerów periodyku o teologii i życiu duchowym...

sobota, 2 sierpnia 2025

Ladislav Pecháček - Dobří holubi se vracejí

Myślałam, że zdążę przeczytać w lipcu i będą dwie książki po czesku w miesiącu, jak sobie obiecywałam, ale takie proste to nie było. Mam masę powieści po czesku, za które się zabiorę nie wiem, kiedy, bo jednak nie wszystkie są łatwe językowo. Tak to jest, jak się przerwie naukę i polega tylko na tym, co się przeczyta czy obejrzy czy usłyszy... 

I do tej powieści myślę wrócić za parę lat, z nadzieją, że w międzyczasie mój poziom czeskiego wzrośnie (ciekawe, w jaki sposób). Powieść była sfilmowana i kiedyś ten film widziałam, ale już nie pamiętam 😉 Tytuł brzmi Dobre gołębie wracają, a treść? Cóż, závislost na alkoholu. Dobrzy pacjenci wracają na odwyk. Bohater Lexa co prawda kiedyś zaczął studia, ale ich nie skończył i pracuje jako palacz. Na przykład w teatrze, ale jako palacz. Jego miłość ze szkolnych lat w tym samym teatrze śpiewa...

Eksperymentalny sposób leczenia przymusza pacjentów do pisania dziennika - aby mogli poznać siebie samych i w ten sposób zrozumieć, czemu piją. A to już pół drogi do wyzdrowienia. Lexa odkrywa w sobie chęć (i talent) do pisania, ale czy to go wyprowadzi na drogę trzeźwości? 

Jak napisał w liście pożegnalnym jeden z pacjentów po powrocie do domu: Wybaczcie mi wszyscy, ale nie znam innego sposobu, nie mogę równo stać, będę przynajmniej równo wisieć. 

Powieść bardzo mi się podobała i uważam, że nie byłoby od rzeczy wydać ją w Polsce, z wiadomych względów.

Początek: 

Koniec:

Wyd. Melantrich, Praha 1988, 231 stron

Z własnej półki (kupione online 23 grudnia 2020 roku za 19 koron w Ulubionym Antykwariacie, większy zakup w ramach pocieszenia pandemijnego) - to już 5 lat od korony, patrzcie się!

Przeczytałam 1 sierpnia 2025 roku
 

Ponieważ zdjęcie najnowszych nabytków z knihobudki dołączyłam po fakcie w poprzednim poście - a wiem, że często zaglądając na blogi ponownie czyta się jedynie komentarze, a nie patrzy już na post - daję je jeszcze raz, na wieczną rzeczy pamiątkę. No i dlatego, że się cieszę 😁

Od dłuższego czasu chodzi za mną marzenie, żeby mieć regalik, gdzie zgromadzę wszystkie kryminały - no żeby były pod ręką, bo teraz większość gdzieś pochowana w drugich rzędach. Ale wiadomo, nie mam miejsca na nowy mebelek...
 

Strach ma wielkie oczy czyli córka dała radę i przywróciła internet w moim laptopie. Z tym, że już sama nie wie, jak ani co to było, długo nad tym siedziała i nagle JEST 😂 Powiem Wam, że chyba zaczynam przyjmować rozmaite katastrofy domowe z pewnym takim spokojem... jedyne, co mnie zdenerwowało, to że miałam właśnie zamówić książki z Ulubionego Antykwariatu, do odbioru w Pradze. Miałam ich tam w koszyku ponad 30 i stał przede mną wybór maksymalnie dziesięciu - ale koszyk pamięta mój laptop, a telefon nie. Więc pierwsze, co zrobiłam, gdy internet wrócił, to zamówionko dziewięciu sztuk, a wieczorem, gdy skończyłam czytać Pecháčka, domówiłam jeszcze jedną, jego autorstwa. Odbiór we wtorek, a jutro po przyjeździe planuję skoczyć do knihobudki w Ogrodzie Botanicznym czynnym do 19.00 - żeby tradycji stało się zadość i już w pierwszym dniu coś chapsnąć 🤣

A właśnie, taka ciekawostka. Wyruszam godzinę później niż do tej pory, a przybywam dwie godziny później 😲 Ciężko zrozumieć, nie? To opóźnienie następuje w pierwszej fazie podróży, tej autobusowej. Dotychczas jechaliśmy prosto: Kraków - Ostrava Svinov. Teraz najwyraźniej będziemy zajeżdżać po drodze na lotnisko w Pyrzowicach. Niech ich trzaśnie!

Niech też trzaśnie wszystkie remonty. Moja stacja metra jest nieczynna, bo jakieś mendy podpaliły schody ruchome. A od dziś kolejny remont unieruchomił znaczną część jednej linii - niby tam jest autobusowa komunikacja zastępcza (która jeździ co 2-3 minuty), ale umówmy się: ile jedzie metro, a ile autobus 🤔

Nic to, przeżyjemy. I mam nadzieję, że pogodę również. Věra donosi, że jest jak na huśtawce, co trochę spada deszcz. Nie cieszy... ale ruszam 😎



PS. A gdyby ktoś był ciekawy, to już dziś mam Reisefieber... co za ustrój, ech.

wtorek, 29 lipca 2025

Joanna Chmielewska - Nawiedzony dom

To jest taka seria Joanna Chmielewska - UTWORY ZEBRANE. Wypisali ich tam 17, a Nawiedzony dom jest pozycją nr 12 - po niej Wielkie zasługi, Skarby, Zwyczajne życieWiększy kawałek świata i Duch - to są chyba wszystkie o Pawełku i Janeczce. Nie czytałam ich w odpowiednim czasie 😁 dopiero jako dorosła, a i to nie jestem pewna, czy w ogóle wszystkie zaliczyłam.

Nawiedzony dom to historia spadku po krewnym z Argentyny - warunkiem przejęcia domu z ogrodem jest zamieszkanie w nim całej rodziny czyli Janeczki i Pawełka z rodzicami, babci i dziadka oraz cioci z synem i narzeczonym. Najpierw należy wyprowadzić powojennych lokatorów z kwaterunku, na to są osobno pieniądze, a potem przeprowadzić remont. Oczywiście już mieszkając, jak to u nas bywa. Są dwa duże problemy: wstrętna baba, która się nie chce nigdzie przenieść oraz przedwojenna armatura, do której potrzebne są reduktorki, nie do znalezienia w Polsce Ludowej. W Pewexie mówią, że mogliby sprowadzić z zagranicy, ale trzeba im podać producenta, a skąd człowiek ma go znać? Janeczka i Pawełek w międzyczasie penetrują strych, na którym ponoć nikt nie był od pół wieku, usiłują wypłoszyć wstrętną babę za pomocą straszliwych dźwięków produkowanych w nocy oraz odkrywają przestępcze działania, współpracując - jak to u Chmielewskiej - z dzielną, inteligentną i kumatą w kwestii czego nie wolno wygadać rodzicom milicją.

Początek: 


Koniec:

Wyd. INTERART, Warszawa 1991, 202 strony

Z własnej półki

Przeczytałam 26 lipca 2025 roku

 

Z pomocą czytelników znanej nam strony na FB uzupełniłam swoją listę wakacyjnych lektur - będzie na wiele lat 😂 Nawiedzonego domu tu nie ma, bo akcja zaczyna się już po wakacjach. Czy wszystkie pozostałe spełniają ten warunek - oczywiście nie wiem, okaże się w praniu.





Jest jeszcze zaczęta piąta strona 😁

 

Jak dobrze wstać... bez globusa! Bo ostatnio się nie darzyło pod tym względem, ale trudno się dziwić w tak pięknych (obesranych) okolicznościach przyrody. Wczoraj niby miałam lecieć do Spółdzielni z pyskiem, ale leciałam jedynie do kuchni i z powrotem do łóżka. Tak że - dziś?  Akurat jest dyżur członków zarządu od 14.30 do 16.30...

Sąsiad z V piętra przychodził, myślał, że może byłam i chciał wiedzieć, co powiedzieli (a juści, od razu coś powiedzą), bo pranie im się zbiera, a boi się. Uspokoiłam go, że ociec prać, nikt się przecież nie zastanawia w całym pionie, czy się może wykąpać, każdy normalnie funkcjonuje - dopóki znowu się nie przytka. No, a jako że kropla drąży skałę, to w niedzielę ujrzałyśmy, że wybrzuszyły się futryny zarówno w ubikacji jak i w łazience. Ha ha ha. Pocieszam się po polsku czyli tym, że sąsiad z IV ma gorzej, bo wybrzuszyły mu się panele na podłodze w przedpokoju i będzie musiał wymieniać.

 

Czwartek rano

Ach ach ach. Wczoraj wieczorem poszłam do knihobudki uporządkować nędzne resztki, a tam ktoś przyniósł cztery półki rozmaitości, w tym KRYMINAŁY 😂 Wracałam z takim naręczem opartym na brzuchu 😍


sobota, 26 lipca 2025

Helena Bobińska - Lipniacy

Książka z listy wakacyjnej, nieznana mi do tej pory, musiałam ją zamówić z magazynu bibliotecznego (ciekawe, gdzie mają ten magazyn). 

Książka rzeczywiście piękna i wzruszająca, ale ciekawe, czy faktycznie potrafi jeszcze przemówić do dzisiejszych dzieci. Jeśli ją wydają, bo ten egzemplarz jest z 1983 roku.  

Początek: 


Koniec:

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1983, 109 stron

Ilustracje: Bogdan Zieleniec 

Z biblioteki

Przeczytałam 24 lipca 2025 roku
 

W książce znalazłam taką karteczkę:

 

No ciekawe, jak mu poszło ze zbiraniem piątek i prezentów... I jaka historia stoi za tymi przekreśleniami i dopiskami.

Przy okazji prezentuję dwa inne artefakty: 


Czy madame Bryniarska zaszczyciła przyjęcie? Pewnie nie, bo wypadało zaproszenie potwierdzić i odesłać. Olała Towarzystwo Metalurgiczne, kurka wodna.


Mnie z kolei olal sąsiad.

O w pół do pierwszej w nocy zobaczyłam w WC świeżutką mokrą plamę na suficie i stróżki strużki wody lejące się z góry. Kontrola u sąsiadki na I piętrze - ma gorzej, leje jej się również w przedpokoju z sufitu. Biegiem na II piętro - nikt nie otwiera. Na III nikt nie mieszka. Na IV obudzony Pan od Piwnicy stwierdza, że u nich sucho. Wracam na II piętro, dalej nikt nie otwiera. Sąsiadka z I mówi, że przecież są w pracy (wynajmuje to mieszkanie od niedawna pewien właściciel burdelu, znaczy chciałam powiedzieć klubu nocnego). Dzwonimy na Awarie hydrauliczne. Pan będzie za pół godziny. 

I nawet był, ale wiadomo, co mógł zrobić, skoro nie można się dostać do mieszkania zalewającego. Spisać protokół. I zakręcić w piwnicy wodę. 

Przykleiłam do drzwi na II piętrze kartkę z informacją, że nas zalewa, że woda zakręcona, że ma dzwonić na Awarie.

Być może chwilę przysnęłam, bo nie słyszałam, jak wracali (pewności nie mam). Ale o wpół do czwartej usłyszałam wodę kapiącą w pokoju u Ojczastego. A chwilę wcześniej jak by ktoś spuszczał wodę w ubikacji. No jak to, skoro zakręcona. Biegiem do piwnicy - odkręcona! Biegiem na II piętro - otwiera, niby że zaspany i że u niego w tej chwili nic się nie dzieje...Ale widzę, że ma ślady jakieś na podłodze w toalecie.

Sąsiadka z I decyduje się dzwonić ponownie na Awarie. Pan przyjechał dopiero o 6.00. Udrożnił - tak, tam na II piętrze. Wycieramy, oddychamy z ulgą choć na chwilę. 

To, co w zeszłym tygodniu - ten zator - zostało przepchane niżej, utkwiło między II a I piętrze. Jestem bardzo ciekawa, gdzie znajduje się teraz i kiedy znów wybije. W poniedziałek trzeba z mordą do Spółdzielni. 

Ale powiedzcie mi, jak można być takim skurkowańcem, jak ten z II od burdelu! Wiedział z mojej kartki, że nas zalewa i mimo to polazł do piwnicy odkręcić wodę, żeby się mogli umyć po robocie... To na 100% on, nikt inny by tam po 3.00 nad ranem nie łaził, ludzie tu śpią. A gdy go zapytałam, czy odkręcał wodę:

- Jaaaa? Nieeee. A gdzie to się robi?

I tym durnym pytaniem zdradził się dokumentnie. Ten gość jest z sąsiedniej klatki, całe życie tu mieszka i takie rzeczy wie doskonale. Co za uj obesrany! Raz zrobić karygodną rzecz sąsiadom, dwa nie mieć na tyle odwagi, żeby się przyznać.  

Córka miała radochę, gdy o 6.09 wyszłam w szlafroku przed blok zapytać pana z Awarii, na czym stoimy, a potem rozmawiałam poniekąd na migi z sąsiadem z V piętra - przez okno - który pytał, czemu wody nie ma 😂 

Tak czy siak, jestem dziś nieprzytomna. O 7.00 się położyłam, że na godzinkę może (przecież dziś komisja do Ojczastego), ale o 7.05 wstałam i poszłam się myć, wiedziałam, że i tak nic z tego spania już nie będzie. U Ojczastego sprzątnęłam miskę z brudną wodą, która kapała z sufitu, ale etażerka z jego ciuchami ciągle stoi na środku, a ściana schnie.

Jak nie wymienią w cholerę całego pionu, to się tak będziemy bawić... Córka się teraz boi zostać sama, gdy ja pojadę do Pragi. Upoważniłam ją do wyrzucenia wszystkich dywanów, gdyby wybiło na mieszkanie 😉

A komisja przyszła koło 10.00. Dwie panie zadały milion pytań, jedna pisała w notebooku, druga ręcznie na jakimś formularzu, a na końcu poszły do Ojczastego na konwersację.

- Dzień dobry panu.

- Jak pan ma na imię?

Z moich zeznań wiedziały, że głuchy i nie ma z nim kontaktu, ale pewnie musiały to skontrolować. Ojczasty wytrzeszczał oczy i pewnie coś tam w głowie próbował wykombinować, kto to może być, ale bez rezultatu. 

Decyzja zostanie podjęta w ciągu 4 tygodni.

Poszły, a ja wskoczyłam z powrotem w koszulę nocną i do łóżka. I tak z przerwą na obiad ciągle tu jestem. Wykończona. Nie w moim wieku zarywanie całych nocy. Żebym to jeszcze umiała w dzień odespać, ale nie.

No nic, jutro będzie lepiej.

/o ile znów coś gdzie nie.../