Pan Baczak odpracowywał służbę wojskową jako pielęgniarz czy sanitariusz w zakładzie dla nieuleczalnie chorych, co mi przypomniało podobną historię mojego brata. Ten pracował w Kobierzynie, tyle że nie powstała potem książka 😏 Związek mojego brata z literaturą polega na próbie twórczości, dokonanej w szkolnych latach, która (czy to miała być powieść czy tylko opowiadanie, tego najstarsi górale już nie pamiętają) zaczynała się pamiętnym zdaniem:
Kolano wyjrzało zza płota.
Tak, wiem, powtarzam się z tą historyjką, ale cóż 😃
Wszystko, co trzeba wiedzieć, jest na okładce wyżej. Ale muszę dodać, że gdy zamawiałam ten tomik w bibliotece - jedynie po tytule, nie szukając niczego w internecie, myślałam, że chodzi o lekarza w szpitalu. Jestem jakaś zafiksowana na tej tematyce: szpitale, choroby, umieranie, pogrzeby. Ciekawe, dlaczego? W kolejce do czytania czeka na przykład jeszcze jedna pozycja i to przytupując nóżką, bo ktoś się na nią po mnie zapisał i muszę oddać do 9-go stycznia - Szarlatani. Najgorsze pomysły w dziejach medycyny 😕
W książce Baczaka - jedynym dziele autora, za to wychodzącym już po raz trzeci - czytałam z zainteresowaniem głównie te rozdziały, które odnosiły się bezpośrednio do pacjentów i do ich historii. Bo spora część tekstu to rozważania artystyczno-filozoficzno-egzystencjalne; to już mnie tak bardzo nie zajmowało. Baczak studiował malarstwo i w czasie, gdy pisał, tkwiło w nim jeszcze to pragnienie twórczości plastycznej bardzo silnie (może zresztą tkwi do tej pory, choć się przekwalifikował zawodowo zostając pedagogiem specjalnym).
Naprawdę wcześniej ludzkość nie myślała o upływie czasu?
Obietnica czasu, kiedy nie muszę nic robić. Tak, to wspaniałe uczucie - jaka szkoda, że go tak rzadko zaznajemy.
Początek:
Koniec:
Wyd. Wolno, Lusowo 2021 (wydanie III, zmienione), 103 strony
Z biblioteki
Przeczytałam 25 grudnia 2022 roku
Więc o tej pracy. Przyjechał młody człowiek, który po raz pierwszy w życiu kieruje instytucją - i oczywiście o niczym nie ma pojęcia. Tym niech się oczywiście martwią inni (czyli pracownicy). Ja jestem tylko siłą najemną, która w świetle ostatnich wytycznych tak jakby nie istnieje. Mianowicie jako firma zewnętrzna po pierwsze absolutnie nie mogę mieć wglądu w sprawy instytucji, nie mam prawa być wtajemniczona w nic. Wiecie, ja, co tu robię 23 lata kontra gość kompletny żółtodziób plus dwie pracownice o stażu 1 rok 😂 Oczywiście dyrektywy z góry to jedno, a trzeźwo myślący szef to drugie - no ale takiego aktualnie nie ma na stanie. Ten, który jest, ze strachu, że nie wie, jak się ma w stosunku do mnie zachowywać i jak mnie traktować, ogranicza się do mówienia dzień dobry i do widzenia 😁 Tak od miesiąca. Serio serio. Co ma swoje dobre strony, bo nie jestem zapraszana na zebrania i w zwiazku z tym nie dostaję dodatkowego przydziału zadań, jak to drzewiej bywało 😜
Poza tym młody ma problem z podejmowaniem decyzji, toteż zyskał sobie od razu ksywę Mateusz wajchę przełóż, w skrócie Wajcha.
Umowę mam do połowy lutego i gość będzie musiał w końcu usiąść do rozmowy, co dalej. Jestem bardzo ciekawa, czy i kiedy się na to zdobędzie...
Okropnie mi się nie chce już chodzić do pracy. Tak bym chciała, żeby znów nie dzwonił budzik, jak to było w czasie mojej 2,5-miesięcznej emerytury. Z drugiej strony wiem, że nigdzie tak łatwo tych pieniędzy nie zarobię, a plan, że je w całości odłożę (żeby mieć z czego dodawać w przyszłości do ZUS-owskich ochłapów), oczywiście nie wypalił, skoro poza Nową Kuchnią wymyśliłam jeszcze urządzanie pokoju. Odkładam podliczenie wszystkiego, ale w końcu trzeba będzie zobaczyć, ile mi zostało...
Wpadłam na genialny (moim zdaniem) pomysł, żeby pracować od września do stycznia, a drugi semestr żeby kto inny ogarniał - może bym nie była taka zmęczona i wreszcie miała trochę czasu dla siebie? No ale weź znajdź człowieku osobę, która będzie skłonna pracować przez pół roku jedynie! Miałam dwie kandydatury, obie zostały z hukiem odrzucone przez Administrację.
Jedyna nadzieja w wiośnie! Może mi się będzie bardziej chciało? 🌷🌸🌻🌼🌹🌳🍀🌝🌞 Na razie nawet o Pradze nie myślę.
Za to opróżniałam dwie szuflady z papierzyskami dotyczącymi firmy i teraz mam taką zagwozdkę. Bo okładki ksiąg podatkowych to sobie wyrzuciłam do śmieci, ale już zawartość nie bardzo, w końcu pełno tam danych osobowych. Jak myślicie, czy to będzie jakieś przestępstwo lub choćby wykroczenie, jeśli pójdę na łąkę na skraju osiedla i tam te papiery spalę? W końcu jest zima, pożar chyba nie grozi? Inna sprawa, że zostanie sporo popiołu... Co robić?


















































