Przyjdzie taki Franz Werfel i diabli wiedzą, jak go zaszeregować. Urodzony w Pradze, ale w rodzinie żydowskiej i pisał po niemiecku (niczym Kafka). Mieszkał potem a to w Austrii a to w USA. Trudno, daję pod literaturę austriacką.
O Werflu do tej pory nie słyszałam, aż tu wyciągnęłam ze stosu od Szyszkodara ten drobiazg. Bo jechałam na koniec świata oddać tę nieszczęsną książkę o Czechach, więc akurat do czytania w tramwaju.
I powiem Wam, że bardzo bardzo. Historia drobnomieszczańskiej rodziny w Wiedniu, niegdyś z ambicjami (ojciec pani Fialowej był cukiernikiem w Kralowicach), dziś zdegradowanej: pan Fiala był co prawda portierem w imponującym mundurze, ale go zredukowano i teraz wysiaduje w jakimś magazynie za nędzną pensję; żona wiadomo, przy mężu, syn Franuś, epileptyk, nie może znaleźć pracy, a siostra pani Fialowej, zwykła posługaczka, trzęsie całą rodziną. Kiedyś mieli 4-pokojowe mieszkanie, ale teraz gnieżdżą się w jakiejś dziurze, bo pan Fiala, żeby zabezpieczyć rodzinę, sprzedał tamto duże mieszkanie i pieniądze ulokował. W czym?
W tej samej kamienicy mieszka agent ubezpieczeniowy pan Schlesinger. Ten go przekonał, że nie warto trzymać pieniędzy w banku (banki bankrutują) - lepiej się ubezpieczyć na życie. Pan Fiala musi tylko dożyć 65 urodzin. To zabezpieczenie trzyma pana Fialę przy życiu, bo chodzi o to, żeby Franuś nie musiał iść do zakładu, a żona do przytułku dla starców.
Cóż, kiedy i on się rozchoruje, trafi do szpitala. I tam stanie się ciekawym przypadkiem, bo wszystko wskazuje na to, że śmierć nastąpi lada moment - ale nie! Pan Fiala uparcie żyje, bo musi doczekać urodzin przecież!
Spodobała mi się ta książeczka, opisy codziennego życia, sprowadzonego do nędznej egzystencji, ale ciągle zawierającego elementy baśniowe: gdy żona piecze babkę na imieniny męża i wyjmuje z szafy obrus z dawnych czasów; gdy pan Fiala gładzi główki porcelanowych fajek, które dostał od dawnego szefa - nigdy nie palił, ale to po prostu symbol; gdy pan Schlesinger zabiera do szpitala wielkie wydanie poezji Heinego ze złotym brzegiem jako resztkę biblioteki swoich rodziców...
Początek:
Koniec:
Wyd. PIW, Warszawa 1966, 77 stron
Tytuł oryginalny: Der Tod des Kleinbürgers
Przełożyła: Edda Werfel ??? aż się zdziwiłam i poszukałam:
Edda Werfel była żoną Romana Werfla, ideologa partyjnego i naczelnego "Nowych Dróg"; sama po Październiku wystąpi z partii i zajmie się pracą przekładową z niemieckiego, a po Marcu '68 wyemigruje.
Seria BIBLIOTEKA JEDNOROŻCA
Z własnej półki
Przeczytałam 25 marca 2026 roku
Takie tytuły w serii podają w 1966 roku. Dawno dawno temu miewałam takie pomysły, że powinnam zgromadzić całe serie różne i nawet odfajkowywałam ołówkiem, które mam. Jakoś się wtedy nie myślało, że mieszkanie ma określoną pojemność (nawet się mieszkania jeszcze nie miało) 😂 W tym wydaniu mam chyba tylko Milczenie morza i Niejaki Piórko. I Cervantesa.
Dopadło mnie cosik. Leje mi się z nosa i boli mnie głowa, więc czuję się jak stary kapeć. Nawet w rozmowie z Věrą to ujęłam po czesku, nie zastanawiając się, czy tak się u nich mówi (cítím se jako staré bačkory), ale zrozumiała 😁 Jak to dobrze, że jest weekend i nikt ode mnie niczego nie chce. Bo wiecie, Ojczastego już nie ma, ale teraz sąsiadka zza ściany ciągle o coś prosi. A to jechać z nią do lekarza (trzy godziny siedzenia w kolejce), a to zanieść do przychodni prośbę o receptę, a to zrobić zakupy, a to kupić totolotka. Mam etat normalnie. Są takie dni, że nic się nie chce (albo łeb napiernicza) i najchętniej bym nie wstawała z łóżka... to nie! Zaraz zadzwoni telefon z prośbą.
Oprócz tego pan listonosz nabrał zwyczaju przychodzenia na kawę podczas obchodu. Nie że codziennie, ale częstotliwość rośnie. Czyli nie mogę sobie pozwolić na leniuchowanie w piżamie, bo nie znam dnia ani godziny.
Zaczyna mnie to już wk... denerwować.
Więc przynajmniej weekend jest spokojny, sklepy i przychodnie zamknięte, poczta też.
/pod warunkiem, że sąsiadka nie zadzwoni, żeby jej asystować, bo wezwie pogotowie/
Ale czy mogę coś z tym zrobić? Nie bardzo. Całe życie jestem ograniczona przez moje migreny. Myślałam, że jak już będę na emeryturze, to nie będę się musiała o to martwić - jest migrena, to leżę sobie w łóżku i niczym się nie przejmuję, niczego nie muszę etc. Aha, to mi wyszło...
Przejdźmy wobec tego do sprawy emerytury właśnie. Jestem na niej od 4 lat prawie, ale najpierw ciągle pracowałam. Potem, gdy się z Ojczastym zaczęło robić gorzej, z pracy zrezygnowałam, ale była ta jego emerytura, więc spoks. Teraz marzec był pierwszym miesiącem, gdy zostałam o gołym pysku.
I tu apeluję do wszystkich! Nie bawcie się w żadne działalności gospodarcze - chyba że naprawdę musicie, albo że tyle Wam DG przynosi, że sobie robicie duże oszczędności, inwestujecie czy co tam. Jeśli nie - koniecznie szukajcie pracy na etat.
Mówi Wam to osoba, która po DG ma aktualnie 1886,93 zł emerytury. Nie idźcie tą drogą! Nie bierzcie ze mnie przykładu! 🤣
Żeby nie było: to był mój wybór, oczywiście. Wzięłam, co się nawinęło, było po linii i pracę lubiłam, więc nigdy się na poważnie nie zabrałam za rozglądanie za czymś innym. I nie, że się teraz przejmuję jakoś bardzo. Po co zresztą, skoro nic już nie zmienię.
/w teorii mogłabym próbować szukać czegoś na dorobienie, ale ani mi to w głowie, jak już człowiek się odzwyczai od budzika, to wiecie 😂/
Rezygnując z pracy przed dwoma laty wiedziałam na co się piszę (w sensie, że Ojczasty nie będzie żył wiecznie). Moje założenie było (i jest!) takie, że będę dobierać z oszczędności około 500 zł miesięcznie i że to powinno wystarczyć. Nawet cały czas dzieliłam kwotę oszczędnosci przez 500, żeby wiedzieć, na ile miesięcy/lat mi wystarczy 😂 Zakładam również, że na jedzenie będę wydawać max 200 zł tygodniowo. Wśród stałych wydatków oczywiście są opłaty* i tutaj trudno coś dokładnie przewidzieć, bo to wszystko rośnie. Co miesiąc również kupuję tysiąc koron (obecnie około 175 zł).
* do tej pory miałam dofinansowanie do czynszu od miasta, ale ono się kończy w kwietniu (papiery trzeba na nowo składać co pół roku) i teraz, przy 2 osobach, a nie 3, przekraczamy normę powierzchni - ona wynosi na 2 osoby 52 metry, a nasze mieszkanie ma 52,5... taaaa, pewnie nie dadzą, mimo znacznie niższego dochodu na łeb. A czynsz aktualnie wynosi 755 zł (dopłaty było około 200). Plus prąd, gaz, internet z telefonem stacjonarnym, komórka, karta na tramwaj, prenumerata Wyborczej... no wiadomo, same zwykłe rachunki.
Pierwszy miesiąc wypadł bardzo dobrze, bo nie było żadnych ekstra wydatków i nawet zostało mi 200 zł - bez sięgania do oszczędności!!! - chciałam co prawda kupić jakieś kwiatki do posadzenia za oknem, ale zimno jest, to chyba nie bardzo. Zobaczymy, jak będzie w kwietniu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zawsze może coś wypaść, coś się zepsuć etc. Zakładam jednak, że na zwykły bezwypadkowy miesiąc powinno wystarczać.
Po świętach będzie remont, ale te wydatki nie idą z bieżących dochodów 😂 tu trzeba sięgać do kupki. Podobnie, gdy płacę za hotel w Pradze (kartą). Trzynastka i czternastka w zeszłym roku co prawda wystarczyły, jak będzie w tym, nie wiadomo.
Tak że tak. Biedni emeryci wszystkich krajów, łączcie się!







Książka wygląda interesująco, lubię czytać o życiu zwyczajnych ludzi. Ten ojciec przypomniał mi ojca z serii Nie/doskonałej Nepomuckiej, który też zawsze gdzieś "ulokował" pieniądze.
OdpowiedzUsuńKwota emerytury niezbyt imponująca. :-/ I to po tylu latach pracy? A co jeśli komuś nie starcza taka kwota na same opłaty? Nie ma jakiejś minimalnej emerytury? A czy emeryci nie mają darmowych przejazdów tramwajem? Szczerze mówiąc to sama nie mam pojęcia ile ja będę miała emerytury. Moi rodzice nie zdążyli się nią nacieszyć, więc bez sensu planować i oszczędzać, jak mogę tego nie doczekać. :-D Jak to mówią, przyjdzie czas, przyjdzie rada. ;-)
I znowu mnie kłujesz w oczy tą Nepomucką 😂
Usuń"A co jeśli komuś nie starcza taka kwota na same opłaty?" A kogo to obchodzi? Trzeba zmienić mieszkanie na mniejsze 😉 Albo - trzeba było znaleźć lepszą pracę.
Minimalna emerytura jest obecnie w wysokości 1800 zł, więc ja mam WYŻSZĄ hłe hłe.
Emeryci mają ulgę 50% na tramwaje (czyli ja płacę za kartę 45 zł). Natomiast za darmo jeżdżą osoby po 70. roku życia, to jeszcze muszę trochę poczekać.
Żeby było śmieszniej, w Pradze jako seniorka 60-65 lat mam zniżkę procentowo o wiele większą - zamiast 550 koron płacę 130. I to jeszcze tylko 3 razy, w sierpniu przyszłego roku już będę jeździć za darmo.
Kurde, a po co leźć do przychodni po receptę, skoro wystarczy zadzwonić?
OdpowiedzUsuńŁączę Cię z moją mamą - biedną emerytką - która pracowała ponad 40 lat na etacie uczelnianym, a ledwo 3100 jej się uskrobało. Wiem, że to więcej niż Ty masz, ale mama choruje na raka i ciągle ponosi jakieś koszty.
Nie, jak na liście jest 20 pozycji 😂😂😂
UsuńWiększość z nas na coś będzie chorować... ale 40 lat na etacie i taka emerytura to skandal!
My piszemy maila do przychodni i na telefon przychodzi recepta.
UsuńJa bym też niby mogła, a jakoś się utarło i chodzę z karteczką...
UsuńChyba już kiedyś pisałem, ze to bardzo fajna seria, ta z jednorożcem. Sam niestety mam w tym wydaniu tylko Billego Buda. Werfla nic nie czytałem, ale samo nazwisko jest mi dobrze znajome, bo Franz był ostatnim mężem Almy Malher i nawet oglądałem jakiś film biograficzny z ich dramatyczną ucieczką z Francji piechotą przez Pireneje.
OdpowiedzUsuńJa sobie właśnie poczytałam na Wikipedii o tej Almie... no no, interesujące miała życie 😉
UsuńWidzę dwa filmy "Mahler on the Couch" i "Bride of the wind" (na Dailymotion). Ten pierwszy nie wiem gdzie obejrzeć.
Usuńpozdr.
Józefina
Ja tam chyba nie umiem szukać, bo widzę tylko trailery...
UsuńFranza nie znam, w bibliotece ta akurat książka wycofana/zaczytana. Z tej serii mam tylko o pani zmienionej w lisa (z knihobudki, jeszcze nie czytane), choć kilka innych tytułów znam skądinąd.
OdpowiedzUsuńNie sądzę, żebym miała dużo wyższą emeryturę (to jest minimalna?). Też odczuliśmy brak emerytury mamy po jej śmierci, ona miała bardzo przyzwoitą, bo zawsze dobrze zarabiała i staż miała bardzo długi.
Zamiast odpoczywać po Ojczastym, to Ty sąsiadce pomagasz!
O pani zamienionej w lisa nie słyszałam wcześniej, jak to dobrze jednak, że jest AI, raz dwa i po krzyku 😉
UsuńO Tobie też myślę, ale już niewiele poradzisz. Chyba żebyś jednak zdobyła jakiś PORZĄDNY etat, to byś nadgoniła.
No diabli mnie biorą! Doskonała ilustracja powiedzenia "daj palec, a zabiorą rękę"!
E, to już wolę dokąd dam radę pracować niż siedzieć na etacie😝
UsuńA potem hmmm, może dzieci milionerami zostaną i coś odpalą?
Eee to już wolę pracować ad infinitum niż na etat😝
UsuńZnikają komcie i wracają 😂
UsuńA wychowujesz aby na milionerów? 😂
UsuńPo tylu latach pracy najniższa emerytura? nie rozumiem...
OdpowiedzUsuńTak to jest z samozatrudnieniem. A wszędzie trąbią, że będzie jeszcze gorzej.
UsuńListonosz wpadający na kawę? A czy zawsze dzwoni dwa razy? 😜 Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem, do mojej babci zawsze na kawę wpadała listonoszka. Nawet specjalnie zostawiała sobie babcię na koniec, żeby już potem nie śpieszyć się do nikogo. Ale myślałam, że te zwyczaje już dawno temu zanikły 😲😁
OdpowiedzUsuńBędąc na emeryturze trzeba płacić za transport miejski? Moi rodzice jeżdżą za free... 🤔
Są miasta gdzie wszyscy jeżdżą za free np. Chełm, Kalisz, Lubin. W Warszawie za darmo dzieci do 7 lat, uczniowie podstawówki, ludzie powyżej 70., honorowi krwiodawcy, weterani. Emeryci (młodsi niż 70) płacą połowę.
Usuń@Agata - We Wrocławiu 65+ jeżdżą za free 😃
UsuńDzwoni raz. A dobrze 😂
UsuńSwoją drogą przywiozłam sobie z Pragi tę książkę, więc może kiedyś przeczytam.
U mojej mamy tak ksiądz po kolędzie przychodził na końcu, na kolację.
Franz Werfel....
OdpowiedzUsuńAleś mi trafiła!
Szkoda, że nie dam rady pojechać z Tobą do Pragi bo opowiadałbym Ci o nim i jego żonie Almie Mahler przez całą drogę i jeszcze przez 2 godziny po wysiadce z autobusu.
Tu ograniczę się do jednej książki - Pieśń Bernadetty.
Gdy wybuchła II WW Franz i Alma byli małżeństwem, mieszkali w Wiedniu, ale poczuli niebezpieczeństwo, Alma chciała wyjechać do Anglii, Franz do USA, póki co osiedli we Francji, w okolicach Lourdes. Po zajęciu Francji przez Niemców sytuacja zrobiła się dramatyczna i wtedy Franz złożył ślubowanie - jeśli się uratujemy to napiszę książkę o objawieniu Matki Boskiej w Lourdes.
Uratowali się - amerykański dyplomata W. Fry organizował ucieczki Żydów z Francji, przez Pireneje, do Madrytu a dalej jechali do Lizbony i statkiem do Nowego Jorku.
Franz i Alma trafili do silnej grupy, był w niej Henryk Mann, brat Tomasza Manna, z żoną i syn T. Manna - Golo.
Pewnym kłopotem był bagaż Almy 16 walizek... ale udało się.
Franz W wypełnił ślubowanie napisał książkę Pieśń Bernadetty, która stała się bestsellerem a chwilę później bardzo popularnym filmem. W rezultacie Franz stał się bardzo zamożnym człowiekiem.
Czytałem tę książkę w okresie szkoły podstawowej i bardzo mi się podobała.
Kilka lat temu próbowałem przeczytać inną sławną książkę F. Werfla - 40 days of Musa Dagh - o masakrze Ormian przez Turków - ale nie dałem rady.
bo opowiadałbym Ci o nim i jego żonie Almie Mahler przez całą drogę i jeszcze przez 2 godziny po wysiadce z autobusu.
UsuńZ przyjemnością posłuchałbym!
To zbierajmy się razem do tej Pragi 😁
UsuńO Franzu Werflu musiałem kiedyś czytać, bo pamiętam pewne fakty—przede wszystkim to, że nagłośnił masakrę Ormian w Turcji, za co Ormianie byli (i są) mu bardzo wdzięczni. Choć był Żydem, miał silne związki z katolicyzmem i podobno na łożu śmierci przyjął chrzest.
OdpowiedzUsuńEdda Werfel była żoną Romana Werfla, ideologa partyjnego i naczelnego „Nowych Dróg”…”
Czy w takim razie ona lub Roman Werfel byli spokrewnieni z Franzem Werflem? Nazwisko „Werfel” dobrze pamiętam—podobnie jak Nowe Drogi: suche, doktrynalne pismo partyjne, z którym nie prowadzono żadnej polemiki (bo oczywiście było nieomylne, jako ideologiczny głos Partii). Według Wikipedii: „W 1968 usunięto go z szeregów PZPR, mimo usilnych starań przywrócono go dopiero w 1983.” Usilnych starań? Najwyraźniej dla niektórych przynależność do PZPR była esencją i celem życia. Trochę jak u bolszewików skazywanych bez powodu na śmierć przez Stalina—do końca deklarowali wierność partii i jej „nieomylności”. Niewykluczone, że niektórzy sami założyliby sobie stryczek na szyję i odeszli z okrzykiem "niech żyje partia, nie żyje Stalin!"
Nie bawcie się w żadne działalności gospodarcze…
O emeryturach w Polsce mam marne pojęcie, ale dla porównania: w Kanadzie, prowadząc działalność jako „samozatrudniony” lub pracując na etacie, płaci się składki emerytalne (z tą różnicą, że pracodawca pokrywa połowę—natomiast samozatrudniony płaci całość, czyli de facto podwójnie). Co ciekawe, nawet osoby, które praktycznie nie pracowały, otrzymują świadczenia często niewiele niższe od tych „stachanowców”. Obecnie minimum to około $1,851 miesięcznie dla samotnej osoby 65+, a maksimum pewnie $3.300 miesięcznie—ale mało kto tyle wypracował.
Tak czy inaczej, podstawą bezpieczeństwa finansowego na starość pozostaje prywatna emerytura lub emerytalny plan pracowniczy—wówczas można liczyć na 3, 4, 5 lub nawet więcej tysięcy dolarów miesięcznie. I oczywiście, warto mieć też własne oszczędności i inwestycje.
Poza tym kluczową sprawą jest koszt mieszkania. Jeśli ktoś płaci $1,500–$2,000 miesięcznie, to łatwo policzyć, że z takiej podstawowej, minimalnej emerytury trudno się utrzymać. Natomiast przy mieszkaniu subsydiowanym sytuacja wygląda zupełnie inaczej—można mówić o znacznie bardziej „komfortowej wegetacji”.
Istnieje też sporo zniżek dla „seniorów”—na przykład na transport publiczny, choć zależą one od miasta. W moim mieście, po wyrobieniu odpowiedniej karty, przejazdy autobusami są bezpłatne.
Wiele sklepów oferuje również rabaty dla seniorów (10%, 20%, 25%, a nawet 30%), przy czym różnie definiują wiek—czasem już od 55 lat. Są też zniżki dla innych grup (szczególnie w USA): weteranów, pracowników służby zdrowia, osób z niepełnosprawnościami itd. Zdarza mi się po prostu zapytać, czy dany sklep oferuje rabaty dla „seniorów, weteranów, członków klubów motoryzacyjnych, absolwentów lokalnych uczelni czy innych organizacji”—i często je dostaję, bo rzadko kiedy ktoś żąda potwierdzenia. W gruncie rzeczy sklep chce sprzedać towar i nierzadko jest skłonny pójść klientowi na rękę.
Moja przyjaciółka, z którą często podróżuję, ma bezpłatny wstęp do parków i lasów narodowych w USA (a ja korzystam przy okazji razem z nią), a także płacimy 50% ceny za miejsca biwakowe—co bardzo doceniamy. Dodatkowo przysługuje jej zniżka wojskowa/oficerska, która nieraz okazała się przydatna.
Czy byli spokrewnieni z pisarzem? Ona nie, bo się wżeniła w Werflów, ale on - kto wie? Nie mam pojęcia , na ile to mogło być popularne nazwisko. Usunięto go z PZPR w 1968, co tym bardziej sugeruje, że również był Żydem. A że usilnie się starał o ponowne przyjęcie? Co Cię dziwi? Niektórzy chcieli profitów, inni byli ideowi...
UsuńBędąc na samozatrudnieniu płaci się obecnie około 2 tys. plus zdrowotne minimum 430 zł. Więc daniny są po byku. A rezultat... już znamy. ZUS mówi na to - przecież to są składki minimalne, można płacić więcej, to będzie wyższa emerytura. Z tym, że nie znam nikogo, kto by płacił więcej.
W ulgach emeryckich się jeszcze dobrze nie orientuję, ale żeby były zniżki w sklepach, to chyba nie 😉
Tak, Roman Werfel był pochodzenia żydowskiego, ale nic nie wskazuje na to, by był blisko spokrewniony z Franzem Werflem.
UsuńPatrząc na to, jak po upadku komunizmu wielu dawnych działaczy świetnie się „ustawiło”, trudno uwierzyć, że kierowali się wyłącznie ideowością. Szczególnie wymowny wydaje się przykład Stefana Olszowskiego—postrzeganego kiedyś jako twardy „beton partyjny”—który wkrótce potem wyjechał do USA i mieszkał tam przez długie lata.
W Kanadzie składki emerytalne zależą od dochodów. Maksymalna roczna składka wynosi około $4,000—w przypadku osoby samozatrudnionej (tzn. mnie) podwójna, czyli około $8,000. Nie można wpłacać więcej, ale nawet gdyby było to możliwe, i tak wybrałbym prywatny plan emerytalny zamiast państwowego. Powód jest prosty: w razie śmierci (np. w wieku 65 lat, przed pobraniem choćby jednego centa emerytury), przy braku współmałżonka lub nieletnich dzieci, wpłacone składki de facto przepadają i trafiają do systemu. Natomiast środki zgromadzone w prywatnym planie emerytalnym podlegają dziedziczeniu.
Wiele sklepów oferuje specjalne dni ze zniżkami dla seniorów—rzędu 10% czy 15%, szczególnie w przypadku usług. Poza tym sporo firm jest skłonnych udzielić rabatu różnym grupom klientów, jeśli się o to zapyta—zwłaszcza na produkty, na które marże są wysokie.
Pamiętam, że tuż po przyjeździe do Kanady przez trzy dni chodziłem od sklepu do sklepu, próbując sprzedawać ogłoszenia do nowo powstającej książki telefonicznej dla biznesu. Ideą było to, że firmy zamieszczające w niej reklamy miały jednocześnie oferować zniżki dla emerytów.
Może Olszowski w USA podkopywał kapitalizm 🤣🤣🤣
UsuńNawiązując do poprzedniego wpisu, można sobie załatwić tzw.karte seniora/emeryta. Nie wiem, czy w każdym mieście. Wtedy korzysta się z różnych zniżek, na ile tylko teatrach, muzeach i on podobnych przybytkach, ale nawet w sklepach.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Irka
Chodziło o powyższy wpis.
UsuńPozdrawiam, zdrowia życzę:)
Dzięki 😁
Usuń❤️❤️
OdpowiedzUsuń