Ludzie kochani, prawie koniec miesiąca, a tu nie ma książki kucharskiej! Więc raz-dwa się z tym załatwimy! Akurat miałam na podorędziu wrześniową edycję Kuchni polskiej na każdy dzień roku. Z knihobudki oczywiście i nawet zapamiętałam z której (na Półwsiu Zwierzynieckim). Tomów jest, jak widać poniżej, dwanaście, ale innych nie posiadam.
Rzeczywiście autorka komponuje jadłospisy głównie z sezonowych warzyw czy owoców, dlatego królują śliwki, jabłka, papryka, grzyby (na szczęście mogą być pieczarki, bo skąd ja bym grzyby z lasu wzięła), kapusta. Zauważcie jajcarskie nazwy potraw 😂 Surówki to często AA lub KK, na przykład Intrygująca Irena, Elokwentna Ela czy Konkretny Kazik 🤣
Dania obiadowe i kolacyjne również zyskały nomen omen intrygujące nazwy. Co dziś na obiad? Azorki. Eee, wolałabym picusia. Albo kolanka sołtysowej. A na deser? Wypasiona foczka. A może zezowate szczęście? Ciasto pokusa proboszcza (oczywiście ze śliwkami, jest ich tu milion, śliwkowych deserów) byłoby i dla mnie pokusą, ale zbyt skomplikowane.
Porady dla wegetarian? Zastąpcie mięso kostką sojową, uprzednio ugotowaną w rosole (z kostki), a po napęcznieniu dobrze odciśniętą. Czasem się coś lapsnie, jak poniżej - rezygnujemy z szynki, która miała być składnikiem rolady z piersi kurczaka (z kurczaka nie rezygnujemy, no bo nie będzie dania). Ale to wypadek przy pracy 😂
Co z tego wszystkiego będzie dla mnie? Śmietnik ryżowo-brukselkowy (jestem fanką brukselki):
Kawalerska pychota też może być, wszystko co proste i tanie jest dobre 😉
Figo-fago jak najbardziej można 😁
I ten śmietnik Baby Jagi też:
Natomiast ta wodzianka śląska na zdjęciu mnie przeraża, już się kiedyś z innej książki na nią szykowałam - ale czy to aby jest na pewno zjadliwe? Wiem, danie na koniec miesiąca dla tych co żyją od pierwszego do pierwszego (a właściwie skąd mam wziąć skwarki), a tu właśnie mi bank zabrał ostatnie wrześniowe sto złotych jako opłatę za kartę, cholery jedne! więc może powinnam uskutecznić taką wodziankę 😂
Toruńska zupa jarzynowa niczym się nie różni od innych jarzynowych - tyle że ma być zmiksowana, więc jestem za, bo mam wielką fazę na zupy-kremy.
Właśnieśmy zjadły resztkę zupy-krem z marchwi, zdaje się, że już kiedyś o niej pisałam, jak robiłam na przyjście gości, serdecznie polecam, bo bardzo smaczna, no i prosta... jadłyśmy trzeci dzień, bo co się będę męczyć w kuchni codziennie 😂 No, ale to z innej książki.
Wyd. KDC Klub Dla Ciebie, Bauer-Weltbild Media Sp. z o.o., Warszawa 2005, 116 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 23 września 2026 roku
Na Arte można jeszcze oglądać (do końca września) francuski film Birgit Haas Must Be Killed z 1981 roku. Bóg raczy wiedzieć, dlaczego dają to pod angielskim tytułem (oryginalnie Il faut tuer Birgit Haas).
Bezrobotny i załamany po odejściu żony Charles-Philippe Bauman (Jean Rochefort) zostaje bezwiednie wciągnięty w międzynarodową akcję służb specjalnych. Kierujący nią Athanase (Philippe Noiret) zamierza go wykorzystać do likwidacji lewicowej ekstremistki Birgitt Haas (Lisa Kreuzer). Plany się jednak komplikują, kiedy do głosu dochodzą uczucia.
Terrorystka w RFN, która wyznawała zasadę "na przemoc odpowiadać przemocą", ale straciła wiarę w sens tego, co robiła (bohaterowie są zmęczeni). Służby chcą ją zlikwidować, rzecz jednak w tym, żeby nie można było im przypisać odpowiedzialności za jej śmierć. Układy, układziki - to francuskie służby mają ją załatwić w zamian za pewne informacje. I przygotowaniom do likwidacji i samej akcji (spartolonej) właśnie się przyglądamy. Ludziom, którzy bez mrugnięcia okiem decydują o czyimś życiu lub śmierci. Którzy gdzieś tam pod koniec kariery może zaczynają się zastanawiać nad moralnością i etyką. A ci na początku? Żadnego wahania, ba, nawet załatwianie prywatnych rozrachunków pod płaszczykiem działań służbowych. Jak daleko można się posunąć? I czy są jeszcze romantycy na tym świecie?
A wczoraj Prichoditie zawtra, który pod nazwą Come Tomorrow objawił się na wiadomej stronce i napaliłam się jak szczerbaty na suchary, bo z 1962 roku, czarno-biały i w ogóle. Tymczasem rozczarował mnie, zrobiony bez polotu, sceny komediowe rozegrane kompletnie bez szwungu, a aktorka beznadziejna, pewnie ją wzięli, bo śpiewać umiała. Rzecz bowiem o tym, że młoda adeptka 'występów śpiewaczych' z głębin Syberii zjawia się w Moskwie, aby wstąpić do konserwatorium.
Można to było pięknie rozegrać na kontrastach głubinka - stolica, ale wszystko jest takie niemrawe, a ta Frosia jedyne co potrafi poza wydzieraniem się (tak, ma mocny głos 😂) to wytrzeszczanie oczu w charakterze gry aktorskiej. Dziwiłam się, że tak staro wygląda jak na studentkę, a tu okazuje się, że blisko jej było do czterdziestki, gdy grała w tym filmie. Przeglądam jej filmografię i widzę, że znam dwa filmy z jej udziałem - w jednym grała sprzedawczynię lodów, a w drugim też sprzedawczynię, tylko że brzoskwiń czy czego tam 😂
Gdyby jednak ktoś się nie zniechęcił moimi utyskiwaniami, to film jest również na YT:
Tyle że na LM są angielskie napisy.
Koreański Oldboy z 2003 roku - nadrobiłam, od dawna się tego filmu bałam, a niedawno nawet wrócił do kin i ciągle o nim myślałam. Jest to film wybitny, ale poraża ilością przemocy, klasycznie azjatycki pod tym względem. Ma artystyczny sznyt, ale przyznam się, że w kategorii 'filmy o zemście' wolę popowego Tarantino, tam też trup ściele się gęsto, ale w bajkowej konwencji; tutaj flaki naprawdę na wierzchu. Bohater po kilkunastu latach uwięzienia nie wiadomo gdzie i przez kogo zostaje wypuszczony na wolność (a przynajmniej tak się może wydawać) i jego jedynym celem staje się odnalezienie prześladowcy i uzyskanie odpowiedzi na pytanie dlaczego. Są polskie napisy, ale ostrzegam - na własną odpowiedzialność.
Wczoraj byłam na wyjątkowo długim spacerze i tak.
Hm. Wyjaśnienie czekało w parku.
Park powstał przecież tak niedawno i już go chcą niszczyć? Fort, niegdyś teren wojska, został zakupiony przez UKEN, co już źle wróży, ta uczelnia nie ma dobrej renomy, żeby to tak subtelnie określić. Okazuje się, że chce na tym terenie wybudować kompleks strzelnic "dla studentów kierunków związanych z obronnością i bezpieczeństwem państwa". Pod piły pójdzie 270 drzew. Co z samym fortem, który miał zostać zrewitalizowany? Nie wiadomo. Czyli UKEN kupił te tereny od razu z myślą postawienia nowych budynków. Rewitalizacja samych zabudowań fortecznych to ogromne pieniądze, kto wie, czy kiedykolwiek z tym ruszą.
Nawet pomyślałam, żeby się tam dziś wybrać na ten protest, ale gdzie tam, obudziłam się z globusem. Zażyłam co prawda solidną tabletkę i nawet pomogła, ale już było za późno.
Tymczasem na osiedlu...
A, i jeszcze to - zadzwoniłam w sprawie wieszania mapy Pragi na ścianie i pan mi powiedział, że jest na urlopie, wróci 8-go 😢 Nie ma to, jak sobie coś zaplanować...

















Zrobiłam objazd I z czterech budek przywiozlam 6 książek, dwie o gotowaniu w slow cooker co będzie wkrótce przydatne. Mam kilka rosyjskuch filmów zachowanych na YT, ale wciąż czekają.
OdpowiedzUsuń