sobota, 26 marca 2022

Zofia Romanowiczowa - Baśka i Barbara


Kupiłam kiedyś tę książkę na allegro znęcona li i wyłącznie tytułem. I gdy teraz zabrałam się za czytanie, dalej nic mi nie mówiło nazwisko autorki. Nawet myślałam, że jak emigracja, to rzecz będzie się działa w Anglii... pewnie dlatego, że coś już kiedyś czytałam takiego, matko, co to było, coś z kaloszem w tytule?

I dopiero po przeczytaniu książki (gdy już wiedziałam, że to Francja) wrzuciłam nazwisko autorki do wyszukiwarki i zonk. No jak mogłam to zapomnieć? Zofia Romanowiczowa prowadziła wraz z mężem Galerię Lambert! Interesujący o niej artykuł można przeczytać tu. 

Na początku trochę mnie irytował sposób pisania Romanowiczowej, że jakiś taki egzaltowany. A potem wciągnęło. To po prostu książka bardzo poetycka i z ogromną uważnością na szczegół. Hymn wyśpiewany macierzyństwu, tym pierwszym, najważniejszym latam. Myślę, że powinni to przeczytać zwłaszcza rodzice dzieci dwujęzycznych - tytuł już o tym mówi, o wychowywaniu dziecka na emigracji: Baśka to polskie dziecko, to w rodzinie, w domu, a Barbara to dziecko dla świata, na placu zabaw, w szkole. Jak te światy połączyć? Dziesiątki pytań dla rodziców, a może żadnego dla samego dziecka, które wszystko przyjmuje naturalnie...  

Patrzcie, poprzedni właściciel mojego egzemplarza tak go sobie opieczętował. Dało mi to do myślenia, bo akcja raczej dziecięca, prawda? A powieść nie jest dla dzieci. Aż też wrzuciłam to nazwisko do google'a, wyszedł jeden mieszkaniec Żoliborza, który protestował przeciwko grodzeniu miejscowych bloków spółdzielczych. Może to ten, może nie.

Początek:

Koniec:

Nowości z 1958 roku:

Półka w drugim rzędzie. Ależ porządeczek, ależ systematyka 😂 Tak naprawdę poupychałam tam różnistości wedle formatu (niskiego) 😉 A te broszurki kolorowe po prawej to jakieś pomoce naukowe do angielskiego. Gdy w pierwszym lockdownie robiłam porządki, powynosiłam całą masę różnych podręczników językowych i lekturek, ale część jeszcze została - najwyraźniej nie tracę nadziei, że będę żyć wiecznie i z tego wszystkiego jeszcze skorzystam.

Choć gdy czuję się tak, jak dzisiaj - migrena - to wolałabym już chyba umrzeć. No cóż, lista na weekend zawierała 21 pozycji, jak skończę pisać ten post, skurczy się do 20 - spokojnie mogę je zostawić na niedzielę. I w ogóle trzeba być jak Pollyanna i cieszyć się, że nie padło na wyjazd do Dżendżejowa.

Wyd. PIW Warszawa 1958, 247 stron

Z własnej półki

Przeczytałam 19 marca 2022 roku

wtorek, 22 marca 2022

Marie Poledňáková - S tebou mě baví svět

 

Dopiero co czytałam po czesku (i nic o tym nie napisałam...), ale wzięłam kolejną książkę, bowiem - jeśli tylko nic się nie rypnie - za dwa miesiące do Pragi. Czas najwyższy zacząć się wczuwać, języka sobie więcej przypomnieć itd. 

Najpierw tylko przyglądałam się biletom, mając w pamięci marzec 2020 roku, kiedy to je sobie nabyłam i w kilka dni później już był lockdown, ten pierwszy, prawdziwy. Niby wiedzieliśmy, co się w Chinach działo, ale jakoś nie dopuszczało się myśli, że u nas też coś takiego będzie... Aleśmy przeżyli historyczne czasy, co?

W końcu jednak zdecydowałam się, bilety kupiłam i nawet sześć książek w moim zwyczajowym praskim antykwariacie  - tak na konto wyjazdu już, bo przesyłka tyle kosztuje, że poprosiłam Věrę, żeby je na razie odebrała i trzymała, a ja je sobie w maju przywiozę. 


Dobrze, więc nastawiam się, że jadę i dziś zaprowadziłam zeszyt na ten wyjazd - w pracy już luźniej, mogłam się poświęcić kserowaniu i wklejaniu, a co 😁 Zwłaszcza, że Derechcja znów wyjechała na dwa tygodnie, więc nie ma całkiem zbędnego zawracania głowy.

Tymczasem przeczytałam z ogromną przyjemnością kolejną książkę reżyserki Marie Poledňákovej (bo jedną już mam za sobą). I bardzo się cieszę, że zostały mi jeszcze dwie do czytania, w tym ta biograficzna czy wspomnieniowa, są na zdjęciu półki niżej.

Z tobą mnie bawi świat to historia trzech przyjaciół (chirurga, kompozytora i dźwiękowca), którzy mają zwyczaj co roku wyjeżdżać razem na tydzień do chaty w górach, ale ich małżonki za którymś razem mają już dość tych kawalerskich wypraw, gdy one zostają z całym gospodarstwem i dziećmi na głowie, więc postanawiają ich zaszantażować, że będą mogli pojechać tylko wtedy, gdy zabiorą te dzieciaki ze sobą. Oczywiście kobitki myślą, że w życiu i że skończy się wspólnym wyjazdem, ale panowie nie dają się podejść, zabierają szóstkę dzieciarni i w góry!

To już sobie można dośpiewać, jakie ich tam czekają przygody i jak będzie wyglądać opieka, zwłaszcza, że najmłodszy Matysek nie ma jeszcze roku 😂

Początek:


 Koniec:


Półka

Wyd. Premiéra Studio, Praha 1997, 157 stron

Z własnej półki (kupione online 2 lipca 2020 w Antykwariacie 11 za 44 korony)

Przeczytałam 13 marca 2022 roku

 

Najpierw był film, jeszcze za komuny, w 1982 roku - i on jest do tej pory jednym z tych kultowych, ciągle powtarzanych w telewizji, a nawet został wybrany przez widzów komedią stulecia. Przywiozłam płytkę z Pragi w 2017 roku i już kiedyś obejrzałam, ale i tym razem nie mogłam sobie odmówić kolejnego seansu 😍



 

 

W tych dalej niewesołych czasach rozbawiła mnie wiadomość, że na google maps objawił się (na Wawelu) pomnik Ofiar Jana Pawła II i że kuria krakowska z tym napisem dzielnie walczy. Natychmiast zajrzałam i na wieczną rzeczy pamiątkę zapisałam obraz:

Sprawdzałam ponownie wczoraj i przedwczoraj, napisu już nie było, ale jakby pomnika samego też nie 😂

Jeszcze bardziej mnie rozbawił Pomnik Czynu Polaków Robaków, jak ponoć kiedyś przemianowano na internetowej mapie jeden z pomników w Szczecinie. Ach, ta nasza cudowna pomnikoza i martyrologia 😂

Naród mamy przecież dzielny i walczący. W sobotę rano powiesiłam na klatce mema. Wracam z cmentarza - zerwany. W niedzielę około 7 rano przykleiłam następny. Wyglądam przez judasza dwie godziny później - nie ma. Córka przypuszcza, że to pewna sąsiadka wyrosła w PRL-u (ja też, ale ona dłużej w nim rosła), znana w bloku wyznawczyni partii bezprawia, jednocześnie kościółkowa, pewnie wychodziła na poranną mszę i zrobiła porządek. Jeszcze nie daj Boże Putin spuści bombę na nasz blok albo co, lepiej się mieć na baczności.


Córka proponuje, żebym znów przykleiła wychodząc do pracy i obudziła ją, ona będzie siedzieć przy drzwiach i jak tylko usłyszy podejrzany hałas, zaraz wyjrzy i zapyta, w cziom dieło, ale mnie się nie chce już w to bawić...

Za to przeglądałam  znów Zupy świata, szukając czegoś, do czego nie będzie potrzebna baranina, wieprzowina, wołowina, cielęcina, kura, kaczka, gęś, dziczyzna. I wiecie co? Jest sporo propozycji, które tego nie zawierają. Na początek wynotowałam pięć numerów, dziś zaczęłam od gruzińskiej popularnej. O kurde, herbata kiedyś taka była.


 


Właśnie się ugotowała i teraz czekam, aż przestygnie, żeby jej nadać ten ostatni szlif żółtkowo-keczupowy (na razie robi wrażenie ryżanki). Jak bardzo ma być przestudzona tego oczywiście nie wiem. Szafranu też oczywiście nie miałam, a estragonu szukałam i szukałam, odkryłam, że w jednej szufladzie koniecznie trzeba zrobić porządek z przedwojennymi przyprawami (mniejsza o to, sprzed której wojny) - estragon się znalazł, a z jakich dób pochodzi, nieizwiestno. Data produkcji 9 kwietnia, ale bez roku, za to słoiczek ma wygląd lekko z komuny, a cena wydrukowana 16 zł i przekreślone na 50. Herbapol Łódź. Ale po pierwsze ciągle pachnie, a po drugie wysypałam trochę na talerzyk, czy coś się nie zalęgło - nie, więc dodałam do zupy 😁

I tak to.

środa, 16 marca 2022

Aleksandra Marinina - Śmierć nadeszła wczoraj

Więc kryminalnie. Odetchnąć od okropnej rzeczywistości, zanurzyć się w świat, owszem,  przestępców - ale wyimaginowanych. No, Rosja. I co, nie czytać? Bojkotować nawet autorów kryminałów? 

Głupie się to wydaje. 

Jakoś nie przepadam za odpowiedzialnością zbiorową. 

A nie mam zielonego pojęcia, jak się odnosi Marinina do tego, co się dzieje. I czy w ogóle.

Ale miałam taką myśl, że nie wiem, czy będę w stanie jeszcze kiedykolwiek obejrzeć Spalonych słońcem, nie patrząc na Michałkowa z obrzydzeniem. Albo z niedowierzaniem, że można być tak wspaniałym artystą i jednocześnie wspierać cara. Że można nakręcić antystalinowski film, a potem stać u boku nowego satrapy. Jak to oddzielić?

Po raz pierwszy odniosłam bardzo silne wrażenie, że ta cała śledcza Tatiana, nowa żona Stasowa, jednocześnie autorka popularnych kryminałów, ta, co to się dla niego przeniosła z Petersburga, jest alter ego Marininy. Ale oczywiście nie znam szczegółów biografii autorki, więc może to dość prymitywny wniosek. Przy następnej jej książce zwrócę jednak na to uwagę. 

Natomiast jeśli chodzi o sam wątek kryminalny, to nie pierwszy raz odbieram go jako coś absolutnie fantastycznego - i to nie w sensie, że taki dobry, tylko taki niewiarygodny. Pewnie to dlatego, że nie wierzę w istnienie ludzkiego zła w tak czystej postaci (zabić kogoś, kompletnie niewinną osobę, żeby np. zrobić wrażenie na kimś innym). I to świadczy, jaka jestem niekonsekwentna - przecież WIEM, że taki Putin JEST pozbawionym najmniejszych skrupułów mordercą (vide wysadzenie w powietrze bloków mieszkalnych, żeby mieć pretekst do wywołania wojny czeczeńskiej). Wiem, że tacy ludzie SĄ, a mimo to nie wierzę, że są.


Taka sprawa. Julia ma za sobą 36 lat małżeństwa, wedle tego, co poniżej.


Tymczasem kilka stron dalej Kamieńska rozmawia z jej mężem. Jak widać, lekko po czterdziestce.

Tak się szczęśliwie składa (nie dla tłumaczki), że mam tę książkę w oryginale, więc się przemogłam, wstałam i poszukałam. Jest to jej (tłumaczki) błąd, a nie autorki. W ciągu 36 przeżytych lat - a nie 36 lat małżeństwa. I tak to.

Początek:

Koniec:

Wyd. CZWARTA STRONA, Poznań 2019, 556 stron

Tytuł oryginalny: Я умер вчера

Przełożyła: Aleksandra Stronka

Z biblioteki

Przeczytałam 12 marca 2022 roku


 

Ciągle żyję. Mam inne wyjście?


W przeciwieństwie do tego pana. Powiem Wam, że pierwszy raz widzę taki nekrolog...

 

Plus to miejsce, gdzie nekrolog zawisnął. To tył tablicy reklamowej sklepu. Jaka smutna historia za tym stoi?
 


Na Ninatece trafiłam na informację, że jeszcze w tym tygodniu zacznie się Festiwal Filmów Frankofońskich (18-25 marca). Online bezpłatnie. Planuję coś tam obejrzeć (chyba ten biograficzny o Romain Gary i może rumuńską komedię - chyba potrzebuję się pośmiać). Dzielę się linkiem, bo może ktoś też skorzysta? 

 

Apdejt

Byłam na cmentarzu Rakowickim nawiedzić grób Basi, z którą byłam w Pradze ostatni raz przed pandemią, a która zmarła w grudniu 2020 i nawet nie byłam na pogrzebie. Poszukałam więc również grobu tego pana z nekrologu. Obeszłam cmentarny kwartał, w którym został pochowany, trzy razy wzdłuż i wszerz i nic. Aż wreszcie odsunęłam wiązankę, która zakrywała nazwiska na tym grobie i był. Pan kazał jeszcze za życia umieścić swe dane plus słowa syn Jana i Justyny. Zagadka została rozwiązana o tyle, że Jan i Justyna nazywali się Gnojek, a pan Stanisław - Gażyński i wcześniej łamałam sobie głowę, kim byli dla niego. Zwłaszcza, że Justyna była starsza od Jana o 13 lat! I wygląda na to, że gdy rodziła Stanisława, była już w zaawansowanym wieku 41 lat. 

Teraz skłaniam się ku hipotezie, że Stanisław wstydził się tego nazwiska i zmienił je - bo chyba jest taka zasada, że przy zmianie nazwisko musi pozostać taka sama pierwsza litera?

Albo - był adoptowany i zostawiono mu rodowe nazwisko?

Teraz mnie dręczy jeszcze jedna kwestia - czy chodzi o tego staruszka, z którym miałam niegdyś śmieszną przygodę, gdzieś tam ją opisałam na pierwszym blogu, ale weź to znajdź teraz... Mogłabym się dowiadywać w MOPS, ale nie wiem, czy udzielą przez telefon takiej informacji.

No, a poza tym na cmentarzu jak na cmentarzu. Lubię.



niedziela, 13 marca 2022

Petr Šabach - Království za story

Wróciłam z Dżendżejowa zapyćkana - wymarzłam się w nocy, ale myślałam, że znów problem z kaloryferem w dużym pokoju, gdzie śpię (był niedawno zapowietrzony), gdybym się zorientowała wcześniej w sytuacji, coś bym narzuciła na kołdrę, a w środku nocy nie chciałam świecić światła i się kręcić. Rano sprawdzam, kaloryfer całkiem zimny, a co gorsza zimne w całym mieszkaniu. Ojczasty mówi, że od wczoraj tak. Dzwonię więc do sąsiadki - i hiobowa wieść: stary piec c.o. padł ostatecznie, lała się z niego woda, więc trzeba było wygasić i teraz należy go usunąć, zainstalować nowy, a dodatkowo kupić nowy opał (jakieś wióry?). Potrwa z tydzień na pewno, jak nie dłużej. Chciałam zabrać Ojczastego do Krakowa, ale wiadomo, nie chce, kwiecień, to już za chwilę lato (jak widać, nawet nie zauważył, że jest dopiero marzec), takie gadki wstawia. Na szczęście dziś wrócił brat ze swojej rajzy i namawiam go, żeby zabierał go do siebie na noc. 

Ja tymczasem ledwo znalazłam się w domu, zakopałam się w łóżku z gorącym mlekiem. Potem jednak miałam ten nieszczęśliwy pomysł, żeby sprawdzić wiadomości, więc wiadomo, uryczana. 

Obiecuję sobie przy tym, że nie pójdę więcej na dworzec, że dość, że muszę od tej wojny odpocząć.

Ileż można patrzeć na ludzkie nieszczęście. Mieć świadomość mizerności tego, co się robi. Ileż można się wkurwiać na to państwo z dykty, które nie jest przygotowane NA NIC. Jak to możliwe, że nie ma żadnych planów na wypadek czy to wojny czy katastrofy innego rodzaju??? Przecież gdyby takie plany były, to chyba setki, tysiące ludzie nie koczowałoby na dworcu i nie żywiłoby się kanapkami przynoszonymi przez dobrych ludzi??? Za co biorą pieniądze urzędnicy w centrach kryzysowych i czym się zajmują przez okrągły rok??? To, na co się napatrzyłam, wystarczy mi na długo.

I wiecie co? Na taki komentarz natrafiłam:

Kaczyński nie zrezygnował ze swojego planu putinizacji Polski i wyprowadzenia naszego kraju z UE. Rząd celowo nie pomaga wolontariuszom bo dąży do możliwie najszybszego doprowadzenia do konfliktów pomiędzy Polakami i ukraińskimi uchodźcami. Putin bombarduje zachodnią Ukrainę aby wypłoszyć uciekinierów ze Wschodniej Ukrainy na teren UE. Na narastającej, naturalnie z powodu zmęczenia sytuacją, niechęci, PiS będzie budował konflikty. Będzie szczuł na ukraińskie kobiety i dzieci. W końcu w porozumieniu z Putinem Ukraińcy zostaną przymusowo repatriowani. Pisowcy nie przestrzegają sankcji. Brat Łukasza Szumowskiego swoim transportem 24 tonowymi ciężarówkami cały czas zaopatruje putinowców w luksusowe towary. Poza parkiem samochodowym ma również własną agencję celną i biuro w Moskwie. Kolejny wyrok tzw Trybunału Konstytucyjnego pozwoli Kaczyńskiemu i Ziobrze nie respektować Praw Człowieka w Polsce.
Taki jest plan. Po to się Morawiecki spotykał z agentami Putina Le Pen i resztą tej szajki.


Wyobraźcie sobie poza tym: przyjeżdżam, przywiozłam Ojczastemu gazety, a on mówi:

- Ja się dopiero z Twojego listu dowiedziałem o wojnie.

List napisałam w zeszły piątek, doszedł pewnie we wtorek-środę czyli wojna trwała 2 tygodnie, a on nawet nie wiedział! Cóż, prawie nie słyszy, więc tv włącza jedynie na losowanie totolotka, a w tym czasie, gdy brata nie było i nie miał mu kto tego totolotka puścić, nawet tego nie potrzebował...

Lump dziś w tramwaju:

- Do papieża to umieli strzelać, a do Putina to nikt nie umie. Chociaż nagrodę dają.






Wyd. Euromedia Group - Odeon, Praha 2012, 77 stron

Z własnej półki (kupione 10 grudnia 2020 za 19 koron)

Przeczytałam 9 marca 2022 roku



Głos z Rosji. Rozmowa z Lią Achedżakową, aktorką - zna ją każdy, kto oglądał chociażby Moskwa nie wierzy łzom. To po prostu legenda. Nie boi się mówić, co myśli i błaga innych o to samo.  Ponieważ gra w państwowym teatrze, słyszy, że powinna się zwolnić, skoro nie podoba jej się to, co państwo robi. I pyta - dlaczego? Niech oni się zwolnią. Ja nie współpracuję z państwem, ja współpracuję z widzami. Mówi, że protest przeciwko wojnie z Ukrainą podpisało w Rosji milion ludzi. Jednocześnie 110 działaczy kultury wyraziło poparcie dla działań Putina... Nie wiem, czemu Piewcow tak się zachowuje, znałam go jako wspaniałego utalentowanego człowieka, nie wiem, jak można tak się sprzedać, zdradzić siebie samego, mówi z goryczą. Nie wiedziałam, kto to Piewcow, aktor i pieśniarz, okazuje się, ale też deputowany Dumy. 

Dzieci, nie milczcie, i tak mamy przesrane.

Co ciekawe, opowiada, że uaktywniło się nagle Ministerstwo Kultury, które naciska, że teatr powinien podtrzymywać tradycyjne wartości. Że powinna być cenzura, która tego będzie pilnować. Coś nam to przypomina?

 

Artyści, którzy nie popierają wojny na Ukrainie, powinni zwolnić się z teatrów, w których pracują etc.

https://news.ru/culture/ahedzhakova-otvetila-volodinu-na-prizyv-uvolitsya-iz-teatra-iz-za-ukrainy/

 

Dla tych, do których nie dociera - może obrazek będzie łatwiej zrozumieć.


 (Sekcja gimnastyczna)

sobota, 5 marca 2022

Mira Michałowska - Przez kuchnię i od frontu (po raz drugi)

 

To jest czas wyłącznie na rzeczy łatwe, lekkie i przyjemne. Niewątpliwie taką lekturą jest ta książka, toteż wróciłam do niej już po 9 latach. Wówczas, w 2013 roku, trochę poważniej widać traktowałam pisanie tego bloga, bo post był bardziej obszerny niż to teraz u mnie bywa - znaczy jeśli chodzi o opis książki, a nie życie pozablogowe - więc kto ciekawy, niech zajrzy: klik.



Natomiast teraz, oczywiście, wszystko mi się kojarzy z Ukrainą, więc i tu się coś znalazło:

Początek:

Koniec:

Trochę żałuję, że nie dawałam zdjęć półek od początku prowadzenia bloga, bo miałabym teraz dokumentację, jak one się zmieniały, jak książek przybywało - i jak niektóre ciągle pozostają takie same (choć tych jest już mało). Przez kuchnię i od frontu prawdopodobnie wcześniej znajdowało się na kuchennym regale, ale jakoś wywędrowało do pokoju, który kiedyś tam, w zamierzchłej przeszłości, miał spełniać funkcję ha ha salonu, a obecnie kanapa jest okupowana przez moją córkę i jedynie od wielkiego dzwonu (gdy mają przyjechać jacyś goście) bywa składana. Bieda, panie.

Wyd. Twój Styl, Warszawa 1994 (wyd. II), 205 stron

Z własnej półki (widzieliście tę cenę na okładce? chyba z taniej jatki)

Przeczytałam 5 marca 2022 roku 


Poszłam do biblioteki oddać Donnę Leon, a była to ostatnia biblioteczna pozycja - wcześniej, przed nastaniem gorącego okresu na Fabryce, pooddawałam wszystko (część nieprzeczytaną, ale męczyła mnie myśl, że coś czeka, a ja nie mam czasu). Tak więc nie miałam absolutnie zamiaru niczego pożyczać, nawet odmówiłam odebrania czegoś, po co stałam w kolejce (nazywało się to Bezmatek bodajże, nie pamiętałam, czemu to zamówiłam, ale na okładce przeczytałam, iż rzecz o stracie i stwierdziłam, że nie, absolutnie nie teraz, nie chcę nic dramatycznego). I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie chytry pomysł pań bibliotekarek, mianowicie po tej przebudowie ostatniej umieściły między wejściem a swoim stanowiskiem regał Nowości - kryminały. No i tak jakoś... Wyszłam z trzema. Że w obecnych okolicznościach przyrody tylko to można czytać. Ta Banach nie wiem, nazwisko widuję tu i ówdzie, ale nie czytałam, pewnie to pierdółka jakaś, zobaczymy.
 

 

Co do tych pięknych okoliczności, to wczoraj wstaję, jest szósta rano, a moja córka w łóżku (znaczy na tej kanapie) z laptopem na kolanach. W ogóle jeszcze nie spała. A na swoim biurku znajduję kartkę, widocznie miała jednak nadzieję na zaśnięcie i dlatego ją napisała.


Jest to wszystko koszmarne. Jak myślicie - jak się to wszystko skończy? Nie pytam nawet, kiedy, tylko JAK?

Dzwonili z Centrum Zarządzania Kryzysowego o nocleg dla dwóch mężczyzn, no gdzie ja wezmę do domu dwóch mężczyzn... 

Ja mam ciągle takie (życzeniowe) myślenie, że to co się dzieje - minie i wtedy wszystko wróci tak, jak było. Że trąbienie, iż ta wojna wszystko zmieniła, że tej Europy już nie ma, jest takie na wyrost. Że ci wszyscy ludzie wrócą do swych domów (których po części też już przecież nie ma) i sytuacja wróci do punktu wyjścia. Naiwne, co? O tym, że wojna może sięgnąć i nas, w ogóle nie mówię...

Prawdopodobnie ze stresu podwójnego (Fabryka + wojna), trochę nawet potrójnego (Ojczasty sam, brat za granicą), dostałam parchów na gębie (okolice oczu i brwi), nic nie pomaga, nie mija, swędzi, drapię się, choć nie powinnam, mam wrażenie, że po brwiach mi coś chodzi normalnie! Wczoraj w pracy prawie miałam kryzys, dajcie mi spokój, mam tego dość i wracałam do domu podwójnie nieszczęśliwa, bo zaczął się drugi semestr niemieckiego, a jedyne, o czym marzyłam, to do łóżka, a nie zaś komputer. W dodatku zmienili nam lektora, nie wiem, co się stało. Zaczynają się zajęcia, ten już upiera się, żeby CAŁY CZAS do nas mówić po niemiecku, no kurde, bez przesady - poza tym u tamtego wyrobiłam sobie dobrą opinię, a tu na nowo wszystko, niech to licho 😂 I jeszcze z poprzedniego semestru są tylko dwie osoby, a reszta czyli sześć to jacyś nowi, o rany, znowu się przyzwyczajać, ja jestem nieśmiała, nie lubię takich sytuacji. Nowy nauczyciel zapragnął się z nami zapoznać, więc żeby każdy coś o sobie opowiedział, oczywiście wszyscy się boją odezwać 😁 więc ja, no tak, nieśmiała, ale nie ciągnijmy już tego dłużej, dawaj na ochotnika, z moim ulubionym zajęciem czyli oglądaniem alte sowjetische filme, a co się będę szczypać, w pracy już sobie ze mnie kpią, że zniżam głos, jak coś takiego mówię 😏

A tak przy okazji ruskich filmów. Skończyłam oglądać kolejny serial i zamierzałam tu dać linka do pierwszego odcinka na You Tube. A tymczasem mówi mi, że w moim kraju nie mogę go oglądać - czarny ekran. Na wyszukiwarce kolejne odcinki są widoczne, ale gdy klikniesz na któryś, to nie ma możliwości obejrzenia.

Słuchajcie - co to znaczy? Rozumiem, że chodzi o restrykcje, ale czy to jest tak, że YT zablokował oglądanie ruskich treści poza Rosją czy też to Rosja w odwecie zabrania swoich filmów gdzie indziej? Nie płaczę, tylko chciałabym wiedzieć!

A' propos, widziałam mema (ale nie zapisałam) z nowym tytułem sztandarowego dzieła Tołstoja - Specjalna operacja militarna i pokój.

 

Przepis tygodnia

Dalej przerabiam zupy, ale na tej fasolówce się nacięłam, gotowała się chyba trzy godziny - na szczęście to była niedziela - fasola ciągle twarda, nie wiem, co źle zrobiłam.

 

W dodatku mi się wydawała za rzadka bez ziemniaków, zajrzałam do innego przepisu i z niego dodałam na koniec trochę drobnego makaronu:

W rezultacie powiedziałam sobie, że żadnej więcej fasolowej, co to jest do diabła, zupa ma być gotowa w godzinę!


Toteż w czwartek zrobiłam coś, co już w nazwie miało słowo szybki i w dodatku nie wymagało niczego ze sklepu. Tego się znowu nagotował cały gar (podanych ilości się nie trzymam) i jeszcze jest na dzisiaj, dzięki czemu nie muszę myśleć o obiedzie. Ale córka skrzeczy, że niedobre z tymi płatkami...

Tak naprawdę to o niczym nie muszę myśleć! Mam dziś - wreszcie - prawdziwy luksus - dwa dni w domu, do pracy już dzisiaj nie muszę, a może nawet przez cały weekend nie będę zaglądać do pracowniczej poczty? Chciałam po prawdzie jechać do Ojczastego (nie tyle chciałam, co uważałam, że powinnam), mam co prawda bilety na za tydzień, ale wydawało mi się, że trzeba sytuację skontrolować i teraz. Na szczęście sąsiadka, co mieszka pod nim, zapewnia, że wszystko jest w porządku, że ona zagląda i że jak by co, to zadzwoni. A że sam Ojczasty nie chciał, żebym przyjeżdżała, to w gruncie rzeczy z wielkim zadowoleniem zostałam w domu. 

Ojczasty, podejrzewam, nie chciał z konkretnego powodu. Otóż on bardzo pilnuje tego, żeby do niego nie dopłacać, że on sam sobie radzi finansowo i gdy ja przyjeżdżam, to upiera się przy tzw. zwrocie kosztów, czego dokonuje z nawiązką. I nie ma dyskusji. A ostatnio mu się porobiło trochę ciasno, bo nie dość, że czuje się zobowiązany wysyłać co miesiąc kilkaset złotych swojej byłej żonie, to jeszcze w bloku musieli zrobić zrzutkę na nowy piec do c.o., założył pieniądze mój brat, ale on mu teraz oddaje co miesiąc po 300 zł.


DOMOFON praski - część trzecia tego samego. Po lewej Czesi, po prawej nie Czesi 😃


PS. Przeglądam ten You Tube, żeby znaleźć wytłumaczenie (nie znajduję, jedne rosyjskie strony są widoczne, inne nie), ale nagle widzę takie coś - czyżby atak hackerski? 😀

 

Oczywiście, wiadomo, że jest to przeznaczone dla publiczności w Rosji, która już w ogóle nie ma dostępu do prawdziwych informacji. Ale zaczynam się zastanawiać... Może naprawdę oglądanie rosyjskich filmów w tej chwili jest nie comme il faut? Bo do tej pory doniesienia o odwołaniu koncertów z muzyką rosyjskich kompozytorów czy inne takie hece (wycofywanie rosyjskich książek? coś mi się obiło o uszy) traktowałam humorystycznie, ale już sama nie wiem...

 

Poszukałam świeżych informacji o Michałkowie. Wiadomo od dawna, że to poplecznik Putina i pupilek władzy. Czytam:

Kreml-Kostgänger wie der Regisseur Nikita Michalkow haben den anwachsenden Protest unter den Kulturschaffenden ohnehin längst diffamiert. Seinen Künstler-Kollegen gehe es gar nicht um die Ukraine, so Michalkow, sie "heulten" aus Angst vor Sanktionen, schließlich besäßen sie Haus und Yacht im Ausland, was ein interessantes Verständnis von den Einkommensverhältnissen russischer Künstler verrät.

co google translate tłumaczy, jak umie:

Mieszkańcy Kremla, tacy jak reżyser Nikita Michałkow, już dawno zniesławiali narastający protest pracowników kultury.
Zdaniem Michałkowa, jego koledzy-artyści w ogóle nie interesują się Ukrainą, „płaczą” ze strachu przed sankcjami, 
wszak mają za granicą dom i jacht, co świadczy o ciekawym zrozumieniu sytuacji dochodowej rosyjskich artystów.  

I jak tu oddzielić artystę od człowieka-skurwysyna?