niedziela, 4 października 2026

Marcel Proust - W stronę Swanna

Minęło 15 lat od poprzedniej próby, kiedy miałam nadzieję, że tym razem dotrę do końca. No nie wyszło 😁 A więc kolejne podejście. Chyba już czas, jeśli w ogóle chcę zdążyć...

Ale czemuż tak brudny i poszarpany egzemplarz? Pewnie dlatego, że najczęściej brany do ręki. Całość pochodzi z domu i Ojczasty - tak, on przeczytał wszystko, o czym świadczą choćby jego notatki ołówkiem w ostatnim tomie. Nie każdy jednak ma ten luksus, żeby przyjść z pracy, zjeść podsunięty pod nos obiad i położyć się z książką 😉 Tym razem jednak ja luksus mam (nie chodząc do pracy), więc DO DZIEŁA!  

Ale widzicie te trzy ostatnie tomy, jakie dumne, blade i (w miarę) czyste? Te miały tylko jednego czytelnika, ja nigdy do nich nie dotarłam 😁

Pierwszy tom czyli W stronę Swanna ma trzy części, jak widać poniżej. 

Moja ulubiona - może dlatego, że tyle razy czytana - to Combray czyli (fikcyjna) miejscowość, gdzie narrator z rodzicami jeździł w Wielkim Tygodniu czy na wakacje. Opisy ich codziennego tam życia, ciotki Leonii spędzającej życie w łóżku, jej służącej Franciszki, niektórych sąsiadów, spacerów w stronę Swanna i w stronę Guermantes, tortur, jakie przeżywał bohater musząc rozstać się wieczorem z matką i iść spać (których niezamierzonym sprawcą był właśnie przyjaciel rodziny Swann przychodząc z wizytą). Te wspomnienia wywołuje scena z maczaniem ciastka w herbacie - słynnej magdalenki.

Początek: 


Koniec:

 

Część druga czyli Miłość Swanna to cofnięcie się w czasie do momentu poznania przez Swanna kobiety z półświatka, Odety de Crécy, i jego kilka lat trwającej wielkiej miłości - rozłożenie na czynniki pierwsze tego uczucia, jak również towarzyszącej mu zazdrości. Tu też pojawia się paczka Verdurinów i motyw muzyczny - sonata Vinteuila będąca tłem historii. Wszystko to jest jakby uwerturą do dalszych losów bohaterów.

Początek: 


Koniec:

 

Część trzecia czyli Imiona miejscowości: Imię jest najkrótsza. Tym razem akcja toczy się w Paryżu, gdzie narrator podczas przechadzek ze służącą Franciszką po Polach Elizejskich spotyka po raz drugi Gilbertę, córkę Swanna - jej fascynacji uległ już w Combray, gdy widział ją w parku posiadłości Swanna. 

Początek: 


Koniec:


Wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1956, 509 stron

Tytuł oryginału: Du côté de chez Swann

Przełożył: Tadeusz Żeleński-Boy

Z własnej półki

Przeczytałam 3 października 2026 roku 

 

Żeby podkręcić bębenka fanom pustej ściany - wczoraj specjalnie polowałam na blaski i cienie 😁

W nadchodzącym tygodniu chyba nie uda się powiesić mapy, pan ma wrócić z urlopu w czwartek, ale wtedy ja mam termin tej nieszczęsnej mammografii, a co będzie w piątek, to jeszcze nie wiadomo. A to nie jest robótka na 5 minut, bo ma jeszcze wieszać ze cztery rzeczy, w tym dwie to borowanie w suficie.


W związku z naliczeniem mi we wrześniu stówki opłaty za kartę wpadłam na genialny pomysł: ponieważ żeby uniknąć tej opłaty należy zapłacić kartą tysiaka miesięcznie (a tyle obecnie przecież nie wydaję) - będę nią robić opłaty i wtedy pięknie styknie. Ach, już się cieszyłam i nadszedł pierwszy dzień października, melduję się na stronie banku, chcę zapłacić za gaz... całe szczęście, że w ostatniej chwili zauważyłam na dole 6 zł opłaty przy wyborze karty jako źródła zapłaty! Nie taki głupi ten bank i nie kijem go, to pałką 🤣 No cóż. 


Mając ochotę jednocześnie na kryminał i coś po francusku obejrzałam film z 1944 roku Cécile est morte, wiedząc, że to Maigret. Ku memu zdumieniu okazało się, że książka Simenona, według której film nakręcono, nosi dokładnie taki tytuł. Nigdy w życiu nie słyszałam... za to pamiętam tę fabułę, że Maigreta nachodzi młoda kobieta twierdząc, że w nocy ktoś bywa w mieszkaniu, że przestawia meble etc. A potem ta kobieta ginie. Czyli czytałam. No i jak to. Wikipedia podaje, że wyszła w zbiorze Maigret revient - ale ja takiego nie mam. Jedyne wytłumaczenie to, że czytałam daaaawno temu pożyczone z biblioteki Instytutu Francuskiego, ale pamiętałabym? Hm. 

W związku z tym jednakże kolejne Zadanie Bojowe - wypisać, których Maigretów jeszcze NIE czytałam. Ciężka praca 😁 A przy tym nietknięta ta poprzednia czyli lista Doncowych. Ja poproszę w prezencie imieninowym tak dodatkowe ćwierć wieku na różne drobiazgi. Nie chcę, żeby ktoś za mnie zrobił, sama będę, tylko czasu mi dajcie!

Sam film mnie dość zdziwił, bo taka komedyjka* z niego zrobiona, jakoś mi to do Maigreta nie pasuje, karykaturalne to wszystko, no ale co, mimo wszystko fajnie obejrzeć stary czarno-biały francuski film. Gdyby ktoś też chciał, to proszbardzo, ja oglądałam z napisami francuskimi, ale są i angielskie (nr 1) i rosyjskie. 



* konsjerżka taka zabawna, alkoholiczka... właśnie wczoraj rozmawiałyśmy z córką o tym, że mieszkając na parterze mogłybyśmy być nie dozorczynią, tylko konsjerżką właśnie, po 22.00 zamykać bramę i otwierać jedynie po wręczeniu nam napiwku 😂 Córka siedzi po nocach, to żaden problem, tylko ja bym musiała jakieś czopki do uszu wkładać. I pocztę byśmy wszystkim odbierały (i przeglądały) 🤣🤣😂

1 komentarz:

  1. Do Prousta podchodziłam parę razy ale też nigdy nie dojechałam do końca. Mam podobne stare tomy po moim tacie :). On przeczytał wszystkie.

    OdpowiedzUsuń