piątek, 14 kwietnia 2023

Georges Simenon - Maigret e la casa delle Tre Vedove

 

To kolejna lektura z gatunku nie wiem, jak i kiedy, ale tak jakoś 😁 Bo wcale mnie ostatnio nie kusi czytanie po włosku... Simenona zresztą w tłumaczeniu na włoski mam chyba tylko tego jednego, no i słusznie, bo po co mi po włosku, jak mogę czytać po francusku?

Włoski sobie zresztą wymyślili bardziej chwytliwy tytuł - w oryginale była to Noc na skrzyżowaniu, a oni z tego zrobili Maigret i dom Trzech Wdów, sama się dałam nabrać, że to będzie jakaś krwawa jatka w wykonaniu trzech kobiet, a tu nic z tych rzeczy, jedynie centrum historii stanowi dom z rozległym parkiem, gdzie kiedyś tam mieszkała wdowa z dwiema córkami (też owdowiałymi), więc w okolicy ciągle go tak nazywają. I to koniec wdów. A nie, przepraszam, jedna się pojawia w toku akcji, taka świeżutka, przyjeżdża zidentyfikować zastrzelonego męża, ale ledwie wysiądzie z samochodu już pada strzał zza węgła i kolejny świeży trup 😂

Początek:

Koniec:

Znakomita większość moich Simenonów jest przepięknie obszarpana. To głównie nabytki z antykwariatów.


Wyd. Arnoldo Mondadori Editore, seria Oscar Mondadori, 1970, 177 stron

Tytuł oryginalny: La nuit du carrefour

Tłumaczyła z francuskiego na włoski: Elena Cantini

Przeczytałam 9 kwietnia 2023 roku

Z własnej półki

Za ile kupione i kiedy? Proszę bardzo:

Co oznacza liczba 138 na końcu zapiski? Moja słodka tajemnica (którą nietrudno będzie rozszyfrować 😁)

Kontynuując tematykę japońską - dziś Mikko Channel. Tam jest chyba dużo o modzie i takich tam niespecjalnie mnie interesujących pierdoletach, ale tu akurat pokazują odnowiony tradycyjny japoński dom:

Z kolei na profilu Tokyo Llama można się przyjrzeć, jak zostaje odnowiony opuszczony dom na japońskiej prowincji. Jest ich bardzo dużo, noszą nazwę akiya, ponoć ich liczba sięgnęła już 8 milionów! Toteż władze oferują korzystne warunki tym, którzy zechcą je odnowić i zamieszkać. Przeczytałam, że przyczyną tego stanu rzeczy (istnienia mnóstwa opuszczonych domów) oprócz faktu starzenia się społeczeństwa i ucieczki młodych do wielkich miast jest: 

Dodatkowo, wielu Japończyków wierzy też, że mieszkanie w starych domach, w których zmarł ich poprzedni właściciel, przynosi pecha, więc niewielu jest chętnych, którzy decydują się na zakup tego typu nieruchomości. 


 

A niżej po 3 latach ciężkiej harówy.


 

Ja tymczasem zaczynam - po pięciu dniach ciężkiej harówy za biurkiem ha ha ha - łikendzik 😁 O matko, jak ja na to czekałam! Konkretnie planuję go rozpocząć projekcją filmu. Tak, wreszcie coś obejrzę! A będzie to Smarkula z 1963 roku w reż. Leonarda Buczkowskiego. Kto ogląda ze mną? Można na YT, można na Ninatece (do końca miesiąca).

 

wtorek, 11 kwietnia 2023

Piotr Milewski - Dzienniki japońskie (przez sklerozę po raz drugi)


 

Bo nie przez bezmierny zachwyt, bynajmniej. Popatrzcie tylko - przeczytałam to ledwie pięć lat temu i już zdążyłam zapomnieć. A nie podobało mi się i wtedy. Czytałam teraz i im dalej było w las, tym bardziej miałam wrażenie, że skądś to znam 😁 Gdzieś tak w jednej trzeciej wreszcie do mnie dotarło, że musiałam to kiedyś czytać... Niby sobie obiecuję, że przy wybieraniu lektury sprawdzę na blogu, czy na pewno jej nie było (przynajmniej w ciągu ostatnich 14 lat), ale tak się zazwyczaj składa, że szukam czegoś do czytania późnym wieczorem - właśnie skończyłam poprzednią książkę i rozglądam się za kolejną, żeby jeszcze ją zacząć przed spaniem - no i komputer już dawno wyłączony.

Właściwie wszystko, co wówczas mi podpadło, dalej jest aktualne, tyle że teraz już powiem dosadniej - uznałam autora za sentymentalną łajzę 😏 Czyżbym z wiekiem była coraz mniej tolerancyjna?

Ówczesne wrażenia zawarłam tutaj. I dziś stwierdzam, że najlepszy z książki jest cytat - motto.

Ale jest i tekst własny autora, który powinnam sobie wziąć do serca (i już pięć lat temu niby brałam), tyle że ja najwidoczniej tak nie umiem. Choć chciałabym.


 

Początek:

Koniec:

Na półce nadal stoi tegoż autora Transsyberyjska, ta na pewno nie czytana. Ale co się odwlecze... no bo jednak co Rosja to Rosja, choć styl pisania pana Milewskiego jakoś mi nie leży. Trudno, będę się katować (kiedyś) 😂


Wyd. Znak, Kraków 2015, 379 stron

Z własnej półki

Przeczytałam 6 kwietnia 2023 roku

 

Ostatnio odkryłam profil Hayao na You Tube. Zauroczył mnie. Obejrzałam kilka randomowych filmików i najpierw wysnułam wniosek, że to samotny ojciec, ale ostatnio zauważyłam, że jednak gdzieś tam się pojawia mama. Mój błąd, że nie chce mi się ściągać napisów w jakimś ludzkim języku do tych vlogów, bo to zawracanie gitary, więc oglądam obrazki, ale często nie wiem, vo co jde 😂

Hayao gotuje, majsterkuje, szydełkuje, spaceruje z córeczką. To jest ostatni filmik, jeszcze go nie oglądałam (zaraz to uczynię, już przebieram nogami). Dziewczynka jest cudna i ma przepiękne ubranka, które pewnie tatuś sam robi na drutach. W sumie - może Hayao to jej imię?

Natomiast z któregoś z poprzednich wyłapałam fajny dynks na taśmy klejące (minutnik też sprytnie przyklejony i zawsze pod ręką):


A niżej stojak na ręcznik kuchenny, który nie jest stojakiem zajmującym miejsce na blacie, jak u mnie, tylko sprytnie podwieszonym z boku półki uchwytem.


 

Ale słuchajcie, tak przez mgłę mi się kojarzyło, że czytałam jakiś reportaż Piotra Milewskiego w Newsweeku ze... Stanów Zjednoczonych. Czyżby się przerzucił na inny kontynent? Zaczęłam szukać i okazuje się, że jest dwóch dziennikarzy Piotrów Milewskich 😁 Przy okazji znalazłam rozmowę z tym Milewskim, tyle że dość długą, dziś już nie zdołam obejrzeć, zostawiam tu sobie na zaś (bo jednak minęło sporo lat od czasu Dzienników japońskich i może będzie ciekawie). No i masz ci los - odkryłam kolejny profil japoński na YT, tym razem po polsku, Po Japonii

 

Bowiem - i to już dziś ostatni temat - bowiem w święta, gdy w Dżendżejowie oglądałam zabrane ze sobą na pędraku azjatyckie vlogi z YT, zdałam sobie sprawy z tej katastrofy. Przecież ja mam nowe hobby! Co już bym się chyba w życiu  nie spodziewała, że sobie jeszcze kolejne dołożę do kolekcji!

Moje nowe hobby to właśnie azjatyckie vlogi, ale nie tylko - ogólnie You Tube. Jestem kompletnie uzależniona. Już nie pamiętam, kiedy obejrzałam jakiś normalny film, może już miesiąc minął, ciągle tylko te vlogi.

Bo miałam za dużo czasu, prawda. 

😂😂😂

piątek, 7 kwietnia 2023

Adam Bahdaj - Podróż za jeden uśmiech

 

W sumie to ja nie wiem, jak to się stało, ale nie mamy w domu własnego egzemplarza, co jest oczywiście karygodne. Toteż gdy ni z gruchy ni z pietruchy zachciało mi się wrócić do książki po nie-wiadomo-ilu dekadach, musiałam skorzystać z biblioteki.

Ale uwaga, nie nie nie - nie wracam do biblioteki, to jest jeszcze z tych zapasów wcześniejszych, pożyczone w lutym. Zresztą dzisiaj weszłam na ichnią stronę sprawdzić nowości i zamówiłam trzy pozycje, ale mądrze - mianowicie takie, co w kolejce będę stała rok: jestem na 11. miejscu albo na 9. Tak że spoko 😏

Najpierw zaczęła czytać moja córka i potem powiedziała, że serial jest do de i ona absolutnie nie będzie go oglądać, żeby sobie nie zepsuć książki. Na moje obiekcje, że scenariusz napisał sam Bahdaj, wzruszyła ramionami.

Fakt, są spore różnice, ale przecież nie sposób zekranizować powieść jeden do jednego, nie przesadzajmy.

Początek:

Koniec:


Wyd. Literatura, Łódź 2011, 211 stron

Z biblioteki

Przeczytałam 2 kwietnia 2023 roku


I wtedy, po przeczytaniu, co się okazało? Że mamy w domu tylko film, a serialu nie! A dałabym sobie rękę uciąć. Czy co tam.

Na szczęście serial jest na YT i to w zrestaurowanej wersji, bardzo polecam. Wczoraj skończyłam oglądać i był to bardzo przyjemny powrót do dawnych czasów. Takich bardziej niewinnych. No bo wyobraźcie sobie dziś samotną kobietę na autostopie...


 

 

 Ktoś się nawet niedawno udał śladami filmu, więc sobie w wolnej chwili obejrzę (wolną chwilę mam i teraz, ale globus doskwiera).

 


Śmiejcie się albo nie, ale nie powstrzymałam się przed nabyciem zająca.

Właściwie to jest zającowa, ale nie bądźmy drobiazgowi. 

A teraz idę dalej cierpieć (i myśleć ze strachem o jutrzejszej podróży). Dobrze, że mam już wybrane dwie książki do zabrania (oczywiście CIENKIE).

poniedziałek, 3 kwietnia 2023

Petr Sojka - Příběhy pražských dvorků


 To druga część Historii z praskich podwórek (pierwsza tutaj), a w maju kupię sobie trzecią, bo zdążyła wyjść. Autor to prowadzący ten cosobotni program o Pradze Z metropole, co to niedawno prosiłam, żebyście sprawdzili, czy Wam chodzi.

 


 W tym programie był cały długi cykl poświęcony podwórkom, tak że większość tych historii tu opisanych znam, ale co innego raz obejrzeć, a co innego mieć je w książce pod ręką. Przypomniały mi się miejsca, w których byłam w zeszłym roku i w poprzednich latach, a niektóre może odwiedzę w przyszłości?


 


 Za dwa miesiące będę musiała na tej półce dokonać przetasowań, żeby zmieścić trzeci tom. Ciekawe, swoją drogą, ile książek przywiozę tym razem. Na razie na liście nie mam wielu nowych (chyba pięć czy sześć), ale od czego antykwariaty, nieprawdaż.


Wyd. Grada, Praha 2021, 240 stron

Z własnej półki (kupione 23 maja 2022 roku w wydawnictwie Grada za 319 koron)

Przeczytałam 1 kwietnia 2023 roku

 

Dziś ostatni dzień mego siedzenia w domu - trzynasty. Dwa tygodnie temu wróciłam od chirurga i zaległam w chałupie. Myślę i myślę, kiedy mi się coś takiego zdarzyło, żeby tak nie wychylić nosa na dwór (zwany tutaj polem) przez tyle czasu. I nic nie wymyśliłam. Chyba nigdy. No, w dzieciństwie byłam w szpitalu, to może wtedy. 

Jutro idę na zdjęcie szwów (już trzęsę portkami), a pojutrze wracam na Fabrykę. Derechcja mi dzisiaj powiedziała, że się stęskniła, dobra dobra, bez jaj 😂😂😂 Rozleniwiłam się strasznie, muszę Wam powiedzieć. Nic z tego, co zakładałam i odkładałam od dawna do zrobienia, nie udało się... Ale przynajmniej ostatnim rzutem na taśmę czyli dziś - zrobiłam PIT-a. Nie spodziewałam się po nim niczego dobrego, ale rezultat przeszedł me najśmielsze etc. - miałam dopłacić 2550 zł! Nie mogłam tego pojąć, aż wreszcie doszukałam się w internecie, że na ryczałcie nie przysługuje ta powszechna ulga podatkowa w wysokości 30 tys. No, a ja zaczęłam płacić podatek w zeszłym roku dopiero wtedy, gdy przekroczyłam tę kwotę. Polski, kurna, Ład. Przeszłam na ryczałt w zeszłym roku, żeby płacić 8,5% podatku, a tymczasem wykołowali mnie koncertowo! 

Na szczęście okazało się, że składając PIT-a można wstecznie przejść z powrotem na skalę podatkową, co też niezwłocznie uczyniłam, więc do zapłacenia będę miała "jedynie" 1244 zł. No, całą trzynastkę szlag trafi (a plan był, że zapłacę nią majowy hotel w Pradze). Zapłaciłabym jeszcze mniej, gdybym przez cały rok zbierała koszty, ale na ryczałcie nie rozlicza się kosztów, więc po co miałam to robić? Nie brałam żadnych faktur...

A jeszcze gorsze jest, że nie można wstecz zamienić rodzaju opodatkowania za ten rok. Czyli muszę zostać na ryczałcie i już teraz jestem winna fiskusowi dodatkowe 1150 zł za durne trzy pierwsze miesiące. Odechciewa się pracować, jak bonia dydy.

Cały czas ściubolę i ściubolę na to przyszłe dokładanie do emerytury i oto, jak mnie zrobili w bambuko. Chytra baba z Radomia... było się na żaden ryczałt nie rzucać. 

Jezus Maria! Teraz do mnie dotarło! CZY JA CZASEM WOBEC TEGO NIE BĘDĘ MUSIAŁA ZAPŁACIĆ ZA ZESZŁY ROK WIĘKSZEGO ZDROWOTNEGO NIŻ PŁACIŁAM NA RYCZAŁCIE???

No, teraz to już nie usnę.



Dobrze, to na koniec przyjrzyjmy się, jak ludzie oszczędzają pieniądze. Rodzina składająca się z pięciu osób przeniosła się w pandemii z większego mieszkania do jednopokojowego. Jest to trochę naciągnięte, bo owszem, jednopokojowe, ale wysokie, więc można było zrobić antresolę, co liczbę metrów kwadratowych znacznie powiększyło. No, ale jednak. Zastanowiło mnie, jak oni potrafili zrezygnować z nadmiaru rzeczy. Sama kuchnia jest dla mnie niesamowita, że im to wystarcza. A  w ogóle bardzo sympatyczna rodzinka.

Fünfköpfige Familie lebt in Einzimmerwohnung

 


piątek, 31 marca 2023

Borys Akunin - Pelagia i czerwony kogut

 

Skończyłam tę trylogię, tak że na kolejnych dziesięć albo piętnaście lat spokój 😁

Trochę mnie wkurzało już w tym trzecim tomie, że siostra Pelagia to nie wiadomo czy agent 007 czy jeszcze jakiś inny rodzaj śledczego, który z każdej sytuacji wychodzi obronną ręką, choć czasem i po łbie dostanie. Poprzednim razem pisałam, że dobrze, że więcej części nie powstało - no, okazuje się, że nie mogło, bo...

Aaa nie, nic nie mówię, jak by ktoś chciał przeczytać 😂

Patrzcie - inny tłumacz. Myślałam, że może poprzedni (Wiktor Dłuski) umarł i teraz sprawdziłam, że nie, no ale może ze względu na wiek już się nie podjął? Rocznik 1939 mianowicie. Dostał m.in. nagrodę za tłumaczenie Martwych dusz i zaraz zerknęłam do swojego egzemplarza, ale nie, ja mam stare wydanie, przełożył Broniewski. 

Im dłużej czytałam, tym bardziej miałam wrażenie, że Akunin ubrał współczesną sobie Rosję w kostium dziewiętnastowieczny. A gdy doszłam do fragmentu o prowokacji i wysadzaniu domów mieszkalnych, to już nie było wątpliwości, że to o Putinie i wojnie czeczeńskiej...
 


Początek:

Koniec:


Wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 2008, 513 stron

Tytuł oryginalny: Пелагия и красный петух

Przełożył: Henryk Chłystowski

Z własnej półki

Przeczytałam 29 marca 2023 roku

 

Dalej bumeluję.


Pierogi z kimchi i inne azjatyckie vlogi przeplatam Jarką Broki, żeby nie tracić kontaktu z czeszczyzną.


 

Coś za mną chodziło, zaczęłam szperać w książkach kucharskich szukając przepisu na jakieś ciastka, do których nie będzie potrzebne NIC (głównie margaryna, której nie miałam w domu przecież) i w końcu znalazłam te ciasteczka babci.


Ale pomijając prostą prawdę, że z niczego będzie nic 😂😂😂, ciasto należy kłaść MALUTKĄ ŁYŻECZKĄ, bo się rozlewa potem w piekarniku na wielkie plaki 😅

Chcąc zrobić coś pożytecznego, wyczyściłam obrazki, które miał powiesić pan Robert - nie wiem zresztą, po co, skoro gość się nie odzywa. One przed remontem wisiały w kuchni, więc dość się zapaskudziły. Teraz będą stały na podłodze.


A wieczorem sąsiad, który mi pana Roberta naraił, zadzwonił do niego i dowiedział się, że - pR jest przeziębiony, a na moje dwa esemesy nie odpowiedział, bo je od razu wykasował, ponieważ - nie czyta esemesów 😁 Są ludzie, co? No, ale nie wszystko stracone jeszcze, ma ponoć dać mi znać, jak już będzie wiedział.


wtorek, 28 marca 2023

Borys Akunin - Pelagia i Czarny Mnich

 

Co jedna, to grubsza. Pierwszy tom liczył 300 stron, drugi 400, a ten trzeci, który właśnie wciągam, już 500. Może i dobrze, że więcej Pelagii nie powstało, bo do czego by doszło?

Ale pragnę podkreślić z uznaniem, że świetne tłumaczenie! I bardzo porządna praca edytorska - nie pamiętam ani jednego błędu, ani jednej literówki!

Pelagia coraz bardziej intryguje - jakaż to tajemnica się kryje w jej życiu, co za tragedia spowodowała, że znalazła się w klasztorze. Gdzie kompletnie nie pasuje charakterologicznie, choć się stara, biedniaszka...

Początek:

Koniec:


Wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 2008, 429 stron

Tytuł oryginalny: Пелагия и чёрный монах

Przełożył: Wiktor Dłuski

Z własnej półki

Przeczytałam 25 marca 2023 roku


Czas płynie ni to powoli ni to szybko. Zastanawiam się wręcz, jak by to wyglądało, gdybym już wcale nie chodziła do pracy, czy dni nie upływałyby mi na nie wiadomo czym? Za nic nie chce mi się zabrać... no dobra, okna przynajmniej umyte - ale myślę tu bardziej o zajęciach "intelektualnych" - tymczasem wielkie lenistwo.

Zdzwoniłam się z niejakim panem Robertem, który jest specem od robótek wszelakich i którego chciałam namówić na drobiazgi w domu. Pan Robert nawet przyszedł (aczkolwiek powiedział, że będzie rano i za nic nie chciał uściślić tego terminu, więc wstałam o świcie na wsiakij pożarnyj, ach, co za ludzie!), przyszedł, obejrzał, co miałby zrobić, powiedział, że do końca tygodnia da znać - i słuch po nim zaginął. Na wczorajszego smsa nie odpowiedział. Bardzo możliwe, że nie chce mu się takich pierdoletów robić, wolałby coś konkretnego, malowanie na przykład. A tu głównie gwoździki powbijać w ściany, popowieszać obrazki i kwiatki, no pewnie nie chce mu się, bo niby ile na tym zarobi.

No i dalej jestem z tym burdelem. Najgorzej jest w moim pokoju teraz, na podłodze leżą rzeczy do zagospodarowania (fotel wiadomo, że jest meblem służącym do odkładania ubrań, od tego nie ma odwołania), lustro oparte o ścianę też ma być powieszone. No nigdy tu chyba porządku nie będzie.

Toteż wysiaduję raczej u córki (czytaj: w dużym - ha ha - pokoju), zwłaszcza, że stosuję płodozmian i przerzucam się od książki do filmików z YT. Serialu z Pelagią obejrzałam dopiero połowę i w sumie cieszę się, że następne nie powstały, bo nic specjalnego, szkoda byłoby czasu.

Jak widać, u nas jeszcze dekoracje świąteczne 😁 Choinka stojąca w przedpokoju została przyozdobiona kurczaczkami, ale wczoraj wieczorem poszły lampki. Odbyłyśmy z córką dyskusję na temat, czy to produkt sprzedawany wyłącznie sezonowo, po czym zajrzałam na allegro i są! No to nabyłam 😂 Jutro mają być do odbioru w takim punkcie na osiedlu, czynnym do 18.00, to była najtańsza opcja dostawy, córka poleci.

Właśnie, dobrą stroną mojego siedzenia w domu jest to, że córka nauczyła się korzystać z mojej karty w sklepie 😉 Bo zawsze się przed tym broniła, a tymczasem z gotówką u mnie cienko. Musiałam wszak zapłacić za ten dywan, który przyszedł za pobraniem i jeszcze mam na zapasie dla firmy Rolety - o, zapomniałam się pochwalić, zamówiłam żaluzję drewnianą, żeby zasłonić te półki z ręcznikami w łazience. Trzeba będzie gościowi przy montażu też dać prawdziwy pieniądz do ręki.

No, i tak dni płyną, minął już tydzień od Skrobanki, tydzień siedzenia w domu. Mogłabym się poświęcić jakimś eksperymentom kulinarnym, ale raczej zjadamy to, co w domu jest. Jedyną nowością był sposób zużytkowania resztek groszku z puszki 😂 Otóż rozgniotłam ten groszek i posmarowałam nim naleśniki przed odsmażeniem ich z szynką i serem 😂

A nie, czekajcie, jeszcze takie coś. To z książki Drób Hanny Szymanderskiej, przywleczonej z półki przed biblioteką. Książki nie będę zatrzymywać, ale ją sobie przejrzałam i wyfociłam trzy przepisy. Tutaj nie chodziło mi o sałatkę żadną, tylko o sposób ugotowania cycka (miałam napad dietetyczny) w tej wodzie z sosem sojowym i przyprawami. Użyłam ciemnego sosu i cycek był brązowy 😀

I to by było na tyle, rano padał śnieg, ale już nie ma po nim śladu, w marcu jak w garncu, za Chiny nie umiem przestawić w kuchni zegarów na piekarniku i mikrofali, więc właśnie pokazują mi godzinę 10.00. Cóż za fascynujące życie pędzę!

A strona czeskiej telewizji mi się znowu zepsuła i nie mogę oglądać. Czy ktoś byłby tak łaskawy i sprawdził u siebie? Tutaj klik!


sobota, 25 marca 2023

Borys Akunin - Pelagia i biały buldog

 

Tę  trylogię Akunina czytałam w 2010 roku, więc już był czas do niej wrócić 😁

I dalej to lubię, dobrze, że sobie kiedyś kupiłam własną! Czytałam też powieści z innych serii, o Fandurinie głównie, ale tylko Pelagia mi tak zapadła w serce. A Akunin to stary złośliwiec, o czym może się przekonać każdy, kto sięgnie po te kryminały. Poszukałam teraz - z ciekawości - czegoś o nim i okazuje się, że od dekady mieszka poza Rosją i znany jest ze swoich politycznych wypowiedzi, m.in. z projektu "amputinacji" Rosji, a w marcu 2022 wziął udział w organizacji projektu "Prawdziwa Rosja" dla zbierania środków pieniężnych dla uchodźców z Ukrainy (strona internetowa projektu po 2 miesiącach została zablokowana przez Prokuraturę Generalną Rosji). Następnie wydawnictwo Młoda Gwardia z własnej inicjatywy usunęło jego książki, żeby uniknąć oskarżeń z powodu antywojennych przekonań autora, a gdy ten głośno zaczął o tym mówić, zerwało z nim współpracę. 

No więc - są jeszcze porządni ludzie... a trochę się bałam, co wyniknie z moich poszukiwań... 

Początek:


Koniec:


Półka, gdzie stoją najrozmaitsze książki - łączy je jedno: mały format 😅

Wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 2007, 330 stron

Tytuł oryginalny: Пелагия и белый бульдог

Przełożył: Wiktor Dłuski

Z własnej półki

Przeczytałam 19 marca 2023 roku

 

Dzisiaj jest pierwszy dzień po Skrobance Czaszkowej, gdy wreszcie poczułam się dobrze. To nie znaczy, że wcześniej czułam się źle (poza tym przerażeniem pierwszego wieczora, gdy szwy puściły, ponoć), ale znów byłam w zawieszeniu - tak jak w lecie, gdy niby przeszłam na emeryturę, ale nie wiedziałam, jak to dalej będzie z pracą, a także zaprzątał mi myśli remont. Obecne zawieszenie to z kolei też przejściowa sytuacja, że teraz nie pracuję (no, tam dwie godzinki poświęcę na jakąś zdalną robótkę, żeby nie było, że nic kompletnie nie zarabiam 😂), ale niedługo na Fabrykę wrócę, więc czy się opłaca cokolwiek zaczynać?

Ech no, opłaca się. Mniejsza o umyte okna... ale wreszcie zaczęłam szykować plany na majową Pragę, obłożyłam się książkami, wypisałam sobie projekt czterech wycieczek czyli już dwa dni z głowy. Za oknem (otwartym wreszcie) słońce, jutro zajdzie dopiero o 19.00, na obiad prosty makaron z czym tam lodówka dała, a strona czeskiej telewizji w końcu się naprawiła (bo od tygodnia nie mogłam oglądać czeskiego dziennika) - czego żądać więcej. Na zdjęcie szwów mam termin 4 kwietnia i ani myślę wcześniej ruszyć do pracy. A' propos, Derechcja zapadła na covida - dzięki Skrobance przynajmniej to mnie ominęło... dziewczyny robią sobie testy, mam nadzieję, że nie załapały.

Nadal nie mam ochoty na filmy, oglądam głównie vlogi z You Tube'a, zaczęłam też serial według Pelagii, nie zachwyca, ale może dooglądam:


 

A na You Tube znalazłam kolejny japoński profil, Kuro z Hokkaido, gdzie oglądamy życie 90-letnich dziadków autorki - i słuchajcie, zaczynam się zastanawiać, czy ono nie wygląda podobnie jak moje. Też zaczynam i kończę dzień tabletkami i mierzeniem ciśnienia (już się przyzwyczaiłam, ale na początku miałam wrażenie, że mi ręka wybuchnie) 😂

 

Ach! I przyszedł dywan, co to go na fejsie kupiłam!

Ciągle jeszcze się zastanawiam, gdzie go damy, na razie leży na drugim, córka mówi, że będzie miała ciepło 😁