środa, 30 listopada 2016

Bolesław Prus - Nowele, tom 1


Kusił mnie Prus od dłuższego czasu, a konkretnie właśnie nowele (których jest trzy tomy), no bo powieści to się raczej zna... z wyjątkiem Faraona. Tak! Nie czytałam Faraona - jakoś mnie przeraża i odstrasza, nigdy nie lubiłam egipskich historii i choć rozumiem, że to tylko kostium, do tej pory nie znam. Nawet filmu nie oglądałam! Może dlatego pozostałam obojętna na wdzięki Zelnika :)


Dziesięciotomowe wydanie Prusa nabył oczywiście Ojczasty w dawnych czasach. Kto wie, czy nie na subskrypcję? Młodzi nie wiedzą, o czym mowa :) Ale tak, niegdyś książki były towarem na tyle pożądanym, że w księgarniach wykupywało się subskrypcję na jakieś dzieła zebrane, na encyklopedię. Płaciło się bodajże za pierwszy i ostatni tom, a potem przy kolejnych na bieżąco. Miało się w ten sposób pewność, że żaden tom nie ucieknie.


Z radością w tym pierwszym tomie nowel odnalazłam Pałac i ruderę, nierozerwalnie związaną z mym dzieciństwem - było w domu osobne, wcześniejsze wydanie tej dłuższej noweli - krótkiej powieści i wręcz pamiętam, jak ją czytałam. Smaki i zapachy dzieciństwa...


Początek:

Koniec:

Wyd. PIW Warszawa 1974, 501 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 25 listopada 2016 roku


A' propos smaków. Ciężkie czasy na mnie przyszły. Podjęłam NIEZŁOMNE postanowienie zmniejszenia ilości cukru, którym słodzę herbatę. Na początek o pół łyżeczki. Że tak sobie będę stopniować. No i już pięć czy sześć dni piję taką mniej posłodzoną i powiem Wam - wypić się da, ale radości z tego nie ma. Jednak tłumaczę sobie, że potrzeba trzech tygodni do przyzwyczajenia się (gdzieś kiedyś czytałam, że właśnie trzy tygodnie trwa wyrabianie nawyku) i że kto wie, może jednak z czasem będzie smakować jak dawniej?
Jak by tego było mało, odstawiłam kawę.
To znaczy trudno to nazwać kawą - otóż w pracy miałam taki zwyczaj, że ledwo przychodziłam, robiłam sobie Nescafe 3 w 1. Czyli najgorszą truciznę świata. I właśnie mi się w niedzielę (tak, byłam w pracy w niedzielę) skończyła i postanowiłam więcej nie kupować. No, dziś będzie trzeci dzień bez kawy w pracy. Mogę sobie oczywiście zrobić taką normalną, espresso, ale na takową to ja muszę mieć akurat chęć.
A mój pierwszy teść miał zwyczaj picia koktajlu kawowego! Czyli kawy-plujki, ale po jej wypiciu zalewał fusy wodą jeszcze raz i potem jeszcze raz.
Jak widać, są różne zwyczaje, więc mnie za tę Nescafe nie gańcie i nie krzywcie się fe, jak można :) przestaję w każdym razie.


W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

1/ SOBOWTÓR (Kagemusha), Japonia 1980
Reż. Akira Kurosawa
Trailer:


Szybki jak wiatr. Spokojniejszy niż las. Gwałtowny jak ogień. Niewzruszony jak góra. Taki, jak symbole na sztandarze bojowym był Shingen Takeda. Legendarny wódz, wielki rywal Oda Nobunagi w walce o panowanie nad Japonią. Tak wielki, że Nobunaga sprzymierzony z trzecim z mocarzy, Tokugawa Ieyasu, mawiał, że jedyne co na tym świecie go przeraża, to ta górska małpa z Kai. Małej, górzystej prowincji Kai. Shingen, zdając sobie sprawę, że to właśnie on był opoką Takeda, tą właśnie niewzruszoną górą, na której opierała się potęga klanu, umierając zażądał by jego śmierć pozostała tajemnicą jeszcze przez trzy lata. Choć utrzymanie w sekrecie zgonu jednego z najwybitniejszych wodzów w historii wydawało się niemożliwe, należało spróbować.
[z Filmwebu]
8/10

24 komentarze:

  1. Szczerze podziwiam Twojego Ojczastego za taką miłość do książek. Dziś takich bibliofilów chyba już nie ma. Zresztą kiedyś bardziej szanowano książki. Wspomnę jeszcze moją wiejską bibliotekę szkolną (dziś tej szkoły i biblioteki już nie ma) w której przedwojenne książki były oprawione w szary papier, tytuł odręcznie wypisany, a każdy ubytek na grzbiecie, czy naderwanie, troskliwie oklejona. Przy powojennej masówce już tego nie robiono.
    Zdzislaw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko, czym jestem, zawdzięczam jemu :)

      A co do książek oprawionych w szary papier, to powiem Ci, że w jego pracy (PZGS) była zakładowa biblioteka, w pięknej sali, z drewnianymi politurowanymi szafami na książki - i one też były wszystkie obłożone w szary papier. Byłam tam stałym klientem :) Ciekawe, co się z nimi stało, gdy likwidowano wszystko...

      Fakt, że nie widziało się okładki, wzmagał ciekawość - co to też będzie, o czym ta książka... brało się i biegiem do domu, czytać :)

      Usuń
  2. Ja też nie czytałam Faraona, bo mnie jakoś starożytny Egipt odstrasza. Kiedyś nawet z sympatii do autora zawzięłam się i zaczęłam, ale szybko porzuciłam. Nowele przeczytam. Kiedyś. Jak będę miała dużo tego czasu, co go teraz wcale nie mam, ech.
    Ja porzuciłam cukier dawno temu, z lenistwa. Bo trzeba było zalewać herbatę wrzątkiem, a potem jeszcze słodzić, mieszać... A tak to robota kończy się na wrzątku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yyy, tak żeby całkiem cukier porzucić, to nawet nie myślę :) ale ograniczyć by się przydało. Jedyne, czego się boję, to że jak już coś zrobię dla zdrowia, to ono łupnie... taka to nieraz złośliwość losu jest :)

      Usuń
  3. "Faraon" to lektura bardziej dla chłopców niż dziewcząt. Mechanizmy władzy, wojny, spiski, labirynty, zamachy. Czytałem go raz jak miałem 15 lat, później widziałem film (zaczynałem niestety palić papierosy), a wracać do lektury jakoś mi się nie chce. Są pilniejsze lektury.
    Zdzisław

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jeszcze bardziej mnie odstraszyłeś :) No ale nie jest tak, że zaczęłam czytać pierwszy tom dzieł i muszę dojechać do dziesiątego. Nie pali się. Może jak przyjdzie czas na film, to się przemogę. Ale do tego jeszcze daleko, jestem przy 1959 roku, a film jest z 1965!

      Usuń
  4. Zobacz co jest dostępne!!!:)))
    http://bonito.pl/k-90160144-okupacyjny-krakow-w-latach-1939-1945

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łał! Od razu poleciałam dzwonić :) ale chyba mają niezły mętlik, pewnie przedmikołajkowy, bo mi powiedziała przyjmująca zamówienia, że będzie dopiero wtorek-środa!

      Usuń
    2. A ja właśnie odebrałam!!! Ależ się cieszę. To chyba była najbardziej poszukiwana przeze mnie książka.

      Usuń
    3. :)))
      Spełnienie marzeń, co?

      Usuń
    4. O tak! Na razie tylko przeglądam, na spełnienie poczekam do wieczora.

      Usuń
  5. Jeśli chodzi o Bolesława Prusa, to fascynują mnie "Emancypantki", które wcale nie są taką powieścią "postępową" i oczywistą, deklaratywną, jakby tytuł na to wskazywał. Odkrywa w niej Prus mroczniejszą stronę natury ludzkiej, czego raczej w innych powieściach nie ma. Bo dla pozytywisty wszystko dało się wytłumaczyć jasno i prosto, naukowo.
    Zdzisław

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę na to zwrócić uwagę, gdy będę znów czytać. Jednak, gdybym miała wybierać, to zawsze wybiorę "Lalkę". Kocham!

      Usuń
    2. W imieniu mieszkańców Warszawy i swoim własnym serdecznie dziękuję:) Kocham "Lalkę"- jest w pierwszej trójce książek najważniejszych.

      Usuń
    3. No "Lalka" bezdyskusyjnie najlepsza powieść Prusa. :)
      Zdzisław

      Usuń
    4. Moja Mama bardzo lubiła opowiadanie "Anielka" i dlatego wszystkie nasze pieski miały na imię Karuś, jak piesek tytułowej bohaterki.
      Zdzisław

      Usuń
    5. Prus jest także niedoceniony jako znawca duszy dziecka, wymienione wyżej "Anielka" czy "Grzechy dzieciństwa" wnosiły wiele nowego w tej dziedzinie nawet w skali światowej, wg mnie.

      Usuń
    6. Sami miłośnicy "Lalki" :) Jest bezkonkurencyjna!
      Lubię też serial, choć "znawcy" wieszają na nim psy. Stary Rzecki - bomba.
      Natomiast nie widziałam do tej pory filmu Hasa.

      "Anielka" robiła kiedyś wielkie wrażenie - ale pieska nie mieliśmy :)

      Usuń
    7. Też uwielbiam serial i też nie widziałam filmu. A Wokulski podczas kolejnych lektur zawsze ma twarz Kamasa. Tak jak Niechcicowie to Barańska i Bińczycki :)

      Usuń
    8. To ja również się dołączę . Faraona nigdy nie czytałem, a Lalkę uwielbiam.
      Jeśli chodzi o porzucenie cukru, proponuję zacząć pić zieloną herbatę, ale te prawdziwą ze sklepu herbacianego. Na początek mieszankę z kwiatem wiśni-sakura, albo z czymś z kaktusa.

      Usuń
  6. Ja jestem od Was starszy, dlatego najpierw czytałem, potem oglądałem, stąd Niechciców zupełnie inaczej wyobrażałem sobie, trochę na podobieństwo swoich rodziców. Natomiast Zelnik wyparł mi "mojego faraona", rzeczywiście... sugestywny :)
    Z.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Może dlatego pozostałam obojętna na wdzięki Zelnika :)

    No to jest... nie wiem, czy bardziej niezrozumiałe, czy bardziej niedopuszczalne :-) Chociaż Zelnik rozebrany po egipsku może nie robi aż takiego wrażenia jak Zelnik jako Zygmunt August. Oczy pełne melancholii, słodyczy i ognia. Ach.
    :-)

    pozdrawiam
    allegra walker

    OdpowiedzUsuń
  8. a jeśli chodzi o "Lalkę" to przed Kamasem był jeszcze Dmochowski.
    Zdzisław

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak sobie myślę, że Bolesław Prus to trochę nasz Charles Dickens (opowiadanie "Wigilia").
    Ale w "Lalce" głębszy, bardziej tragiczny, dużo bardziej rozwinięta psychologia postaci i tło społeczne.
    Zdzisław

    OdpowiedzUsuń