czwartek, 26 marca 2026

Eleanor Porter - Pollyanna

Pollyanna jaka jest każdy widzi. Znowu zamieszanie z tymi angielskimi lekturkami. Każde wydawnictwo inaczej je oznacza. Ta tutaj występuje jako Dominoes one. Nie wiem, o co kaman z Dominoes, ale one. Jednakże przed one jest starter. Starter jest na 250 headwords, a one na 400 headwords. Pytacie, co jest dalej? Dominoes two (700) i Dominoes three (1000). No. 

A teraz macie niektóre słowa wytłuszczone i wyjaśnione. Attic, niece - może być. Niemniej jednak gdzieś dalej pojawia się wyjaśnione słowo aunt i potem uncle 😁 No chyba jednak te słowa się zna przy poziomie 400, nie? To jest czasem jak w Duolingo, gdzie moim zdaniem niektóre słowa pojawiają się tak randomowo, że głowa mała.


Natomiast samo wydanie porządne, bo jest masa ćwiczeń (których nie chciało mi się robić, oprócz tego poniżej). 

Co wyniosłam z lektury? Buggy (chyba bryczka), fair (że yellow czyli chyba blond, bo chodziło o włosy) i że Pollyanna grała w glad game. A jak to po polsku brzmi? Nieważne, i tak jutro już nie będę pamiętać. Świetnie mi idzie ten angielski, doprawdy 🤣


Wyd. Oxford University Press 2012, 44 strony

Z własnej półki (ale do wyniesienia, bo po co trzymać)

Przeczytałam 22 marca 2026 roku 



Mam takie marzenie... żeby nie mieć zaległości! Żeby robić od razu, co jest do zrobienia! Tak, to jest moje marzenie. Bo co do zdrowia, to nie marzę, żeby mi nic nie dolegało (a przynajmniej poważnego), tylko mam nadzieję. A właśnie. Poszłam do przychodni, coby mi dali skierowanie na badania krwi, bom ciągle zmęczona, rychtyk jak rok temu, gdy się potem okazało, że coś z wątrobą. Znaczy nie aż tak zmęczona jak wtedy, pamiętam, że ciągle się kładłam, wstawałam jedynie Ojczastego obsłużyć i z powrotem do łóżka. Więc może to tylko takie przesilenie wiosenne? Ale już jestem uczulona na tym punkcie, a jeszcze mi się bezczelnie na FB wyświetliła reklama jesteś zmęczona? zbadaj wątrobę! Dziś rano byłam na pobraniu krwi i nie mogę się doczekać wieczora, kiedy będą wyniki... Przychodnia zmieniła dostawcę diagnostyki i jest co prawda troszeczkę dalej, ale za to nie trzeba się wspinać na piętro - jak się jest zmęczonym 😁 i jak genialnie mi się wkłuła dziewczyna! No jedne to potrafią lepiej, inne gorzej, tej poszło świetnie.

Wracając do zaległości. Ciągle coś wyłazi. Ponieważ dziś leje i żadne kroki się nie szykują i żaden sklep i żadna biblioteka i w ogóle nie zamierzam już wychodzić - to dobry dzień, żeby coś nadgonić. Ale dlaczego w ogóle nadganiać? Dlaczego nie potrafię załatwiać spraw natychmiast? Czy Wy też tak macie, że odkładacie na później? Dlaczego ściągam kolejną praską gazetkę dzielnicową i zamiast ją od razu przeczytać, odkładam na potem? Dlaczego zapisuję na kartce dopisać cmentarz żydowski do opracowania kolejnej wycieczki zamiast chwycić za długopis? Dlaczego po przeczytaniu książki natychmiast nie siadam do laptopa?

Od miesiąca czekają PIT-y. Mój i rodziny mojej córki (tak to nazwijmy). Co prawda tydzień temu wstałam z łóżka o 22.30, żeby zrobić swój - no tak mnie jakoś naszło 🤣 - i ponieważ w zeszłym roku moim jedynym dochodem była już tylko emerytura wystarczyło się zalogować i zatwierdzić ichnie obliczenia. Oddadzą mi 324 zł, w związku z tym codziennie sprawdzam konto, czy już nie wpłynęły 🤣 A' propos piniendzy to w kolejnym wpisie omówimy tę sprawę, bo się będzie kończył pierwszy miesiąc na swoim... No, ale tamte PIT-y czekają, a ponieważ sprawdziłam, że jeden wychodzi na zero, a drugi ma dopłacić 1 zł, to roboty wiele przy nich nie ma - ale chodzi o to żmudne wypełnianie rubryczek, a tak mi się nie chce. Jednak skoro dziś dzień domowy, to MUSZĘ to zrobić.

Takie niby drobne zaległości tworzą mi się jednak bezustannie. Dawno temu, jak jeszcze pracowałam, zrobiłam sobie listę pod nazwą zaległości na emeryturę - te są już poważniejsze, w sensie nie wystarczy pół godziny. Tak jak na przykład katalog książek skończyć. Tu akurat jestem na finiszu prawie (jeszcze tylko 16 półek, pojedynczych), ale następny na liście jest katalog filmów... bo wiecie, wygląda na to, że już niedługo będę mogła nie tylko dać DVD z powrotem na półki, opróżnione z powodu grzyba, ale również dostać się bez problemu do najgłębszych zakamarków szuflady z płytkami pod łóżkiem.

Albowiem - był Pan Mateusz, który mi pokój po Ojczastym wyremontuje. Znaczy ten wielokrotnie zalany. Przyszedł, obejrzał, pozdrapywał tu i ówdzie farbę (leży na podłodze, co się będę męczyć ze sprzątaniem), wycenił i nawet chciał robić w przyszłym tygodniu, ale mu uświadomiłam, że to przed świętami, więc po świętach. Z jednej strony oczywiście wreszcie. Z drugiej jestem przerażona, będzie skrobanie i zdzieranie tynku po tych zalaniach - toż to będzie armagedon gorszy od wymiany pionu. Mówi, że jakąsiś kurtynę zawiesi, ale ja tam wiem, że się będzie kurzyć. Nie ma jednak na co czekać i lepiej przed Pragą zrobić.

Chciałabym, żeby mi przy tej okazji wymienił ościeżnice w łazience i toalecie, więc zabrałam się za szukanie papierów z remontu tychże - sprzed 13 lat. Bo chodzi o ustalenie, jak się te drzwi nazywały. DWIE GODZINY. Dwie godziny mi zajęło szukanie, ale jednak znalazłam. I dziś w planie mam przejrzenie internetów, czy jeszcze są takowe na rynku. Bo chodzi o to, żeby wymienić jedynie napuchłe framugi, drzwiom nic nie dolega; muszą więc być identyczne. Jak nie znajdę, to nie wiem... z drzwiami koszty rosną dalej. Ale bądźmy dobrej myśli. 

Na liście zaległości są też zeszyty praskie. Żeby je pouzupełniać i wiedzieć, gdzie w zdjęciach czego szukać. Następnie: minęły trzy lata od zrobienia Nowej Kuchni. Wszystko wtedy poupychałam na łapu capu i tak zostało. Czas najwyższy przejrzeć wszystkie szafki i szuflady. I sprawdzić między innymi daty ważności. 

Jak widzicie, bardzo bym chciała mieć wszystko uporządkowane. A jak już będę miała, to sobie spokojnie umrę 🤣 kurde flak!


50 komentarzy:

  1. Pollyanna
    https://asenata2.wordpress.com/2023/06/15/63-pollyanna/

    "bardzo bym chciała mieć wszystko uporządkowane."
    Raczej u mnie nieosiągalne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czytałam, cztery lata temu ostatnio. I właśnie się cieszyłam jak jakaś Pollyanna - bo przeszłam na emeryturę.
      Znaczy zaczęłam dostawać emeryturę, tylko pracowałam dalej 😁 No, ale już miałam to zabezpieczenie.

      Ciągle nie mogę się z tym pogodzić (że u mnie też chyba nieosiągalne)!

      Usuń
  2. Chyba kazdemu wczesniej czy pozniej robia sie zaleglosci a ich charakterystyka jest to ze gdy zrobi sie jedna to zaraz przyciaga nastepne.
    Akurat teraz przechodze okres zalatwiania zaleglosci choc moje sa innego rodzaju jako ze nie prowadze inwenteryzacji ksiazek czy filmow. Prawde mowiac moje to nawet nie zaleglosci tylko nagla lawina spraw do zalatwienia jak - jutro oddaje samochod do przegladu, weterynarz przypomina o nadchodzacej wizycie kota, dorobic zapasowy klucz , zamowic online prezenty urodzinowe dla moich blizniakow (beda miec 54 lata, wyobraz sobie a dopiero co ich rodzilam), napisac kartki, gdy prezenty nadejda to opakowac i jeszcze pare takich drobnostek. I wiem z doswiadczenia ze gdy skoncze z ta lawina nadejdzie nowa....
    Zycze Ci obrobienia sie z zaleglosciami i sprawnego remontu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak... To są te sprawy bieżące, które też lubią się nawarstwiać. Gorzej, jak oprócz nich jest kupa zaległych 😉
      Z prezentami na pewno sobie świetnie dasz radę, zawsze to robiłaś 😍

      Usuń
  3. A to nie nazywa się aby prokrastynacja? Znam i rozumiem, zapewne niejako jedna 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. I jest to w tagach, tylko tagi się na telefonie chyba nie wyświetlają.

      Usuń
    2. No tak, nie zauważyłam, nic nowego 😉 i tego, że miało być 'nie ja jedna', a nie jakieś 'niejako' też. Zagapiam się ba stare lata coraz częściej...

      Usuń
  4. Natychmiast to staram się robić comiesięczne opłaty, reszta- mniej istotna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to tak, też to załatwiam w pierwszej kolejności 😁

      Usuń
  5. Jestem mistrzynią odkładania do jutra, więc rozumiem, nadganianie mi nie wychodzi, a zapóźno już na poprawę charakteru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pocieszyłaś!
      A przecież się łudzę, że jednak, że może...

      Usuń
  6. Ilustrowana Pollyanna z ćwiczeniami na 44 stronach to tylko jakieś obszerniejsze streszczenie - szkoda by mi było czasu, by sięgać po coś takiego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zero zaległości jako marzenie? ja ciągle mam zaległości, ale powtarzam, że teraz nic nie muszę, nikt mnie nie sprawdzi, nie rozliczy, nie jestem w pracy...
    Remont to problem, ale potem będzie pięknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sobie próbuję mówić, że przecież NIC NIE MUSZĘ... ale te zaległości dotyczą spraw, które jednak albo muszę albo nie musiałabym, jednak sobie wytyczyłam zadanie. Czyli muszę 😁 Sama siebie rozliczam.
      Człowiek to jest głupi...

      Usuń
  8. i że Pollyanna grała w ‘glad game’. A jak to po polsku brzmi?

    Pojęcia nie mam i nie zamierzam się dowiedzieć.

    że coś z wątrobą

    Polecam na wątrobę zioła. Brałem sam i bardzo pomogły. Dałem je też facetowi (zawodowemu & certyfikowanemu alkoholikowi, który wyszedł ze szpitalnej odwykówki po 6 tygodniach), pił 3 razy dziennie, czuł się świetnie, zaczął pracować i nawet koledzy często mu mówili, że wspaniale wygląda. Naprawdę inny człowiek!

    Czy Wy też tak macie, że odkładacie na później?

    Absolutnie nie, Ty jesteś jedyną osobą na świecie, która ma ten problem 😁 Nawet nie znam znaczenia słowa ‘prokrastynacja’ lub ‘procrastination’ 😂

    Od miesiąca czekają PIT-y. (…) W zeszłym roku moim jedynym dochodem była już tylko emerytura.

    Ubiegły rok był pierwszym od 43 lat, gdy nie posiadałem dochodu z pracy. Ale podatki z pewnością zapłacę. Na szczęście mam czas do połowy czerwca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyniki są dobre, tylko w jednym punkcie mam przekroczone, ale minimalnie - zakres referencyjny jest od 11 do 34, a ja mam 35, więc moim zdaniem pryszczyk 😂 Czyli to nie wątroba, zwykłe wiosenne zmęczenie.

      Ty się śmiej, ale ja naprawdę WIERZĘ, że są ludzie, którzy nic nie odkładają!
      /oprócz pieniędzy/

      To jesteśmy w tej samej sytuacji dochodowej. Tyle że przy mojej emeryturze podatku nie płacę 😁 A zwrot bierze się stąd, że pobierają podatek, gdy jest tzw. trzynastka i czternastka (bo je wliczają do miesięcznych dochodów, co jest oczywistym absurdem matematycznym - w skali roku i tak dochody są poniżej pułapu podatkowego, ale za to skarbówka te moje pieniądze trzyma sobie rok).
      Co mnie dodatkowo wkurza, to że bank automatycznie pobiera podatek od pieniędzy na koncie (znaczy od zysku z procentów), ale tego się nigdzie nie wykazuje i nie widnieje w moim zeznaniu podatkowym. Jest to tzw. podatek Belki. Gdyby był wykazywany, to dostałabym większy zwrot...

      Nawiasem mówiąc, wczoraj po napisaniu postu zajrzałam do banku, a tam pieniądze już były i to nawet przelane poprzedniego dnia. Czyli zabrało to skarbówce zaledwie osiem dni, wliczając weekend. Niesamowite!
      ZUS natomiast już miesiąc i dwa dni "rozpatruje" mój wniosek o świadczenie wspierające należne za miesiąc, gdy zmarł Ojczasty. I ani widu ani słychu.

      Usuń
    2. W Kanadzie bardzo niewiele dochodów nie podlega opodatkowaniu — zazwyczaj są to różnego rodzaju zasiłki dla osób o niskich dochodach lub seniorów. Niestety, opodatkowaniu podlegają również odsetki bankowe oraz dywidendy z akcji. Co istotne, banki zazwyczaj nie pobierają podatku u źródła — a jeśli jakiekolwiek kwoty są potrącane, jest to wyraźnie zaznaczone na odpowiednich dokumentach i oczywiście uwzględniane przy rocznym rozliczeniu podatkowym.

      Dla przykładu, w 2026 roku w Ontario od pierwszych ok. $16.500 dochodu nie płaci się podatku, a samotny rodzic z dzieckiem ma ten próg podniesiony do ok. $33.000. Z kolei osoby w wieku 65+ nie płacą podatku od pierwszych ok. $25.700 dochodu.

      Gdy zmarła moja mama, już siedem dni później wysłałem do ZUS list polecony, informujący o tym fakcie.

      Mimo to wypłacono jej emeryturę za kolejny miesiąc (choć mój list dotarł znacznie wcześniej), po czym mnie zarzucono… bezpodstawne pobranie świadczenia — które przecież wpływało automatycznie na JEJ konto bankowe!

      Oczywiście, oddałbym te pieniądze bez żadnego problemu, jednak ZUS poinformował bank o zgonie (kto im to nakazał i na jakiej podstawie — do dziś budzi to moje wątpliwości, bo uważam to za ingerencję w prywatność). Konto zostało natychmiast zamrożone, mimo że byłem do niego dopisany. Tłumaczyłem ZUS-owi, że to oni dokonali przelewu mimo mojego zawiadomienia, że ja tych pieniędzy NIE pobrałem, że nadal znajdują się na koncie oraz że nie mam już do niego dostępu.

      Mimo że korespondencja była prowadzona po polsku, otrzymywałem pisma pełne paragrafów i utrzymane w nieprzyjemnym tonie, z których jasno wynikało, że moja sytuacja nie jest właściwie rozumiana. Aż strach pomyśleć, jak wyglądałoby to wszystko, gdyby sprawa była prowadzona w obcym języku.

      Ostatecznie, niemal cudem, udało się sprawę doprowadzić do końca — konto zostało zamknięte, a należność zwrócona do ZUS. Zajął się tym mój kolega, dysponujący potwierdzonym przez urząd kanadyjski aktem zgonu oraz moim pełnomocnictwem poświadczonym przez adwokata.

      W Kanadzie absolutnie nie pozwoliłbym na takie traktowanie — uważam je za uwłaczające. Zresztą w kilku podobnych sytuacjach w Kanadzie reagowałem zdecydowanie i skutecznie: kończyło się to albo oficjalnym listem z przeprosinami podpisanym przez ministra, albo telefonem z jego biura.

      Nie znoszę biurokracji i głupoty — a szczególnie wtedy, gdy idą w parze. I szczerze mówiąc, cieszę się, że najprawdopodobniej nigdy więcej nie będę musiał mieć do czynienia z jakimikolwiek urzędami w Polsce.

      Usuń
    3. Piękna historia 😠 i jakże charakterystyczna... ZUS... ZUS zrobił błąd, Ty masz za to płacić.

      Zero informacji, czy mój wniosek o świadczenie wspierające został rozpatrzony, nie mówiąc o pieniądzach. A to jeszcze szczęście, że mogłam go bez problemu złożyć przez EPUAP.
      Natomiast jeśli chodzi o ostatnią emeryturę Ojczastego, to ona się należy za miesiąc, w którym umarł, ale listonosz z nią przyszedł dzień po jego śmierci, więc nie chciałam mu robić kłopotów (że niby wypłacił, choć osoby na oczy nie widział), więc odesłałam. I zaczęłam dopytywać, co teraz. "Dobrze zrobiłam, że odesłałam, bo by była nienależnie pobrana i ZUS i tak by zażądał jej zwrotu."
      Teraz należy złożyć wniosek o jej wypłatę, ale już nie elektronicznie, tylko osobiście w ZUS (mamy cyfryzację, jak widać), załączając:
      - akt zgonu Ojczastego
      - odpis MOJEGO aktu urodzenia
      Akt zgonu mam w postaci skanu, ale to się nie liczy. Brat będzie musiał mi przywieźć oryginał.
      No i czeka mnie wycieczka do Urzędu Stanu Cywilnego po mój akt urodzenia. Jeszcze pytanie, czy wystawią, bo przecież ja się nie urodziłam w Krakowie, a z takim poziomem urzędostwa to nigdy nic nie wiadomo. I pewnie jeszcze będę musiała za niego zapłacić.
      Podsumowując: gdybym wtedy te pieniądze pobrała, to musiałabym je zwrócić i potem składać papiery, żeby mi je znowu wypłacili.
      Wszystko to jest po to, żeby się człowiek zniechęcił i powiedział "mam to w de".
      Ach, i jeszcze jeden kwiatek. Od tej ostatniej emerytury Ojczastego będę musiała zapłacić podatek, bo to będzie MÓJ dochód.

      Usuń
  9. Polyanna grała chyba "w zadowolenie". Wiele osób ta dziewuszka wkurza, a ja ją lubiłam. Lepiej znam tom "Polyanna dorasta", bo go miałam na własność.
    Wczoraj w knihobudce była tego typu książeczka do nauki francuskiego. Ale ja sobie wzięłam "Dwie ścieżki czasu" na ew.podmiankę (się jednak okazało, że mój egzemplarz na większą czcionkę) i "A jak królem, a jak katem będziesz", to była lektura, ale nic nie pamiętam (lubię te wiejskie klimaty, więc chyba dobry łup).
    Na wątrobę to chłop, co bije, bo bez bicia babie wątroba gnije.
    Oglądam "Ołowiane dzieci", są na CDA.
    Po Wielkanocy wybiorę się na rozmowę z doradcą emerytalnym, jest taki ktoś w ZUSie, a ja mam dużo pytań (acz eme i tak będzie najniższa, najpierw jak to w latach 90. pół pensji pod stołem, potem przerwa i na koniec wlasna działalność hehe). A pracować i tak dalej trzeba, bo co począć, nawet brata bogatego nie mam w razie czego😭

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Kanadzie w wielu jeziorach jest sporo ołowiu i szczególnie to ma negatywny wpływ na Indian i Eskimosów, którzy spożywają ryby regularnie.

      Pamiętam, że ołowica byłą chorobą zawodową drukarzy, bodajże z powodu czcionek odlewanych z ołowiu. W jednej drukarni zbadano wszystkich pracowników i okazało się, że nawet portier cierpiał na tę chorobę, pomimo że przecież był daleko od źródeł ołowiu. Naukowcy byli tym trochę przerażeni i nie potrafili wyjaśnić przyczyny. Postanowili więc przeprowadzić dalsze badanie i dochodzenie. I co się okazało? Że portier po prostu kradł i wynosił ołów (pewnie czcionki), przetapiał je w domu i sprzedawał!

      A propos emerytur w Polsce—o ile wiem, to trzeba przestać pracować, bo ZUS zawsze wymaga przedstawienia takiego zaświadczenia od aplikantów mieszkających w Kanadzie. Szkopuł w tym, że takich zaświadczeń („umowa o rozwiązaniu pracy”) tu nie ma (czego ZUS jak dotąd nie wie??????) i często wysyłałem inne „dowody”, tłumacząc, że to jest wszystko, co możemy przedstawić. Czasami to przechodziło, czasami nie.
      To następna sprawa, która mnie zawsze bulwersowała—czy naprawdę tak trudno dla ZUS zdobyć więcej informacji, jak działa ten system w Kanadzie? Jakby nie było, z pewnością mają corocznie tysiące klientów z tego kraju.

      Usuń
    2. Nie, można u nas na szczęście pracować bez ograniczeń na emeryturze. Dawniej faktycznie wolno było dorabiać tylko do jakiejś kwoty.

      O ołowicy wśrod dzieci na Śląsku w ogóle nie słyszałam, choć to byli moi rówieśnicy. Wtedy bez problemu można było ukryć takie rzeczy. Oczywiście Ślązacy o tym wiedzieli, tych dzieci chorowało o ile dobrze pamiętam aż 6000. A ile umarlo zanim sie tym zainteresowała ta lekarka? Huty truły olowiem już w XIX wieku, to nie pojawiło się w PRL, i oczywiście nie tylko w Polsce. Zresztą kraje o dużym zatruciu środowiska nadal mają za duży poziom ołowiu, Kanady czy Skandynawii to pewnie nie dotyczy, ale Polski jak najbardziej. On kumuluje sie m.in. w warzywach.

      Usuń
    3. => Agata
      Też kiedyś wzięłam z budki "A jak królem..." w celu przypomnienia sobie. Czeka.
      A "Pollyanna dorasta" też mam, ale nie czytałam w ogóle (jeszcze).
      "Ołowiane dzieci" są też na "mojej" stronce z filmami online, ale na razie nie pakuję się w seriale żadne.

      Emeryturę będziesz mieć, że ho ho. Może taką jak ja 😉
      A liczenie na bogatego brata, to wiesz... pewnie, że jest, w razie czego, ale wolałabym nie.

      Usuń
    4. => Jack
      Czy trudno ZUS-owi zdobyć informacje... 😂 Właśnie czytałam o jakimś gościu, który wyjechał do Szwecji i w ferworze wyprowadzki zapomniał o zapłaceniu drobnej kwoty. Tym razem chodziło o skarbówkę. Przy czym przekazał im swoje nowe dane kontaktowe: mail i telefon. Oczywiście takich udziwnień urzędnicy nie używają, tylko wysłali list polecony na stary polski adres. I teraz, po latach, z 25 zł zrobiło się 6 tys.

      Usuń
    5. Ja się zatrzymałam na etapie, że na działalności gospodarczej można dorabiać ile się chce (i tak robiłam), a na etacie to do pewnej wysokości, a potem blokują wysyłanie emerytury.
      Czyli to się zmieniło?

      Usuń
    6. Faktycznie, prostuję (osoby na etacie) "od 1 marca 2026 roku kwota przychodu odpowiadająca:

      70 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia wynosi 6438,50 zł brutto - przychody powyżej tej kwoty wpłyną na zmniejszenie emerytury/renty
      130 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia wynosi 11 957,20 zł brutto - przychody powyżej tej kwoty będą oznaczać zawieszenie".
      Ja też na działalności, więc nie doczytałam, sorry.

      Usuń
    7. Też oglądałam "Ołowiane dzieci" - podobał mi się. W serialu były co prawda przekłamania, ale nie aż tak idiotyczne jak w serialu "Czarna śmierć" o epidemii ospy prawdziwej we Wrocławiu, gdzie z fajnego tematu zrobiono jakiś thriller kryminalny. Brakuje mi takich zwyczajnych filmów i seriali obyczajowych o życiu zwykłych ludzi, jak to kiedyś robili. Dzisiaj musi być akcja i drama.

      Usuń
    8. Też mi sie "Czarna smierc" nie podobała, a cieszyłam się, bo to ciekawy temat i lata 60. I ta babeczka w roli głównej fajna. Ale końcowe odcinki już na siłę oglądałam. W "Ołowianych" zaczyna mnie wkurzać dramatyzowanie (demoniczny ubek, wściekli robotnicy - czytałam rozmowę z prawdziwą "doktórką" i mówiła, że rodzice bardzo współpracowali). Widocznie się bali w Netflixie, że bez tego będzie nudno.

      Usuń
    9. Był taki serial "Dyrektorzy" i ja sobie ciągle obiecuję, że go obejrzę po tylu latach, bardzom ciekawa, jakie to było, bo przecież nic nie pamiętam 🤣

      Usuń
  10. "Dwie ścieżki czasu" Fleszarowej-Muskat? Czytałam to na studiach, pożyczone od koleżanki. Było to w czasach kiedy czytałam książki na chybił-trafił, kompletnie nie wiedząc w jakiej epoce toczy się akcja. Dlatego ta książka wydawała mi się dziwna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dla mnie to kultowe książki z czasów nastoletnich, zbieram po knohobudkach te, których nie miałam. Takie czytadła, ale lubię.

      Btw po małym resecie w postaci kilku kryminałków z PRL rzuciłam się w wir Iwaszkiewicza, czytam naraz dzienniki, "Książkę moich wspomnień " i biografię😆

      Usuń
    2. Czytałem kiedyś wiersze Iwaszkiewicza i podobały mi się. Niestety, poza "Pannami z Wilka" chyba nic więcej... I czytałem też parę książek/opracowań o nim, "ciekawa" postać. I jeszcze muszę wspomnieć, że znalazłem znakomity wiersz, jaki napisał na urodziny Bolesława Bieruta! Pewnie wszystko robił, aby o tym wierszu zapomnieć!

      Usuń
    3. Dziewczyny, ile Wy czytacie, ja to podziwiam!

      Usuń
    4. Przecież Ty dużo więcej! Te trzy książki pewnie mi zajmą ze 2 miesiące.

      Usuń
    5. No ale to nie są takie cienkie drobiazgi, jak moje!

      Usuń
  11. Dobrze ci wchodzą te angielskie książeczki, zważywszy że niby dopiero się uczysz angielskiego. Nigdy nie słyszałam o 'glad game', pewnie to gra z czasów Polyanny. ;-) A ja się niedawno dowiedziałam, że w Anglii nie słyszeli o takiej grze jak "Flirt towarzyski". No ludzie kochane!
    Jeśli chodzi o odkładanie, to chyba ja jestem tą osobą, która nie odkłada. To dlatego, że lubię mieć święty spokój, więc wolę coś zrobić i mieć zrobione niż o tym myśleć. Albo też nie wyznaczam sobie żadnych zadań, robię minimum i odpoczywam bo to najważniejsze. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to bardziej rozumiem, że "glad game" istniała tylko w tej książce, że Pollyanna ją wymyśliła (a właściwie jej ojciec).
      Flirt towarzyski, o rany 😂 Było coś takiego, było! Jakie były kiedyś proste rozrywki (zamiast wypadów na weekend do Amsterdamu)...

      Właśnie! Podstawa to niewymyślanie sobie zajęć! Żeby tak przestać...

      Usuń
    2. Tak, to była jej gra, żeby w każdej życiowej sytuacji znaleźć coś dobrego. Teraz takie podejście obrzydzili różni kołcze (" praktykowanie wdzięczności"), ale jak byłam dzieckiem to mi się podobało.

      Ten flirt z kolonii pamiętam!

      Usuń
    3. Józefina, Ty w Anglii mieszkasz?

      Usuń
    4. Tak, w Anglii mieszka, też już ją kiedyś o to pytałam 😁

      Usuń
  12. Pollyanne czytałam wieki temu. Całkiem przyjemna lektura. Może bym spróbowała w oryginalne poczytać. Choć obecnie uczę się japońskiego, więc ang trochę odpuściłam. Kto dziś nie ma zaległości? Byłoby super nie odkładać wszystkiego na potem. Rzadko mi się uda działać na bieżąco.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak, ja notorycznie odkładam rzeczy na później, nawet napisałam kiedyś post o mojej prokrastynacji. Tylko że wcale nie czuję się z tym źle. Przeciwnie, jeżeli odłożę np. sprzątanie, to w ciągu 2 tygodni wysilę się tylko raz, a nie trzy czy cztery. Czysty zysk!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój czysty zysk może się wydać wątpliwy, gdy jednak się lubi, żeby było posprzątane 😂

      Usuń
  14. A ja sobie właśnie dzisiaj obejrzałam kolejny raz Pollyannę, bo puścili u nas na jednym z programów i właśnie wersję z tą dziewczynką z okładki książki 😄 Czasami chyba telepatycznie ściągam filmy albo muzykę, bo nieraz o czymś czytam czy rozmawiam i za moment - bęc! grają to! 😄

    OdpowiedzUsuń
  15. Ach, zaległości. Stopień mistrzowski chyba już osiągnęłam i nie wiem, czy kiedyś to się zmieni...

    Na razie nie jestem w stanie czytać (a już mi lepiej ostatnio szło), maksimum skupienia próbuję utrzymać w robocie, po wyjściu to już tylko równia pochyła. Natłok myśli, sprzecznych odczuć - masakra. Na razie wciąż przeważającym wrażeniem jest to, że mama gdzieś wyjechała i w końcu wróci. Jak sobie uświadomię w końcu tę ostateczną i nieodwracalną stratę, to ogarnia mnie niemoc i tona wyrzutów sumienia. I tak brnę w tym zapętleniu. Wiadomo, żyć trzeba, a dzieci potrzebują stablinosci i przewidywalności ;-)

    Dziś wolne, czytam po kolei Twoje posty (z przerwą na wyjście do notariusza), może chociaż je nadgonię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to, te wyrzuty sumienia, one się nigdy chyba nie skończą, niestety. Od śmierci mamy minęło 9 lat i wcale nie jest lepiej, tyle tylko, że jest świadomość ostateczności.

      Usuń
  16. Bezustannie mam zaległości :(

    OdpowiedzUsuń