Skończyłam tę Trzecią dziewczynę, nabytą pierwszego wieczoru w Pradze i tamże podczytywaną.
Dwa światy: lata sześćdziesiąte w Londynie, Beatlesi, minispódniczki - a z drugiej strony Hercule Poirot, czysta staroświeckość. Ponoć już w czasie I wojny światowej był na emeryturze, no to teraz ma ponad setkę chyba 😁
Do Poirota przychodzi młoda dziewczyna, bo chyba popełniła morderstwo. Ale gdy go ujrzy, ucieka nic nie wyjaśniając, mówiąc jedynie, że jest stary, za stary. Poirot jest w szoku - jak to, on stary? I oczywiście intryguje go to chyba, bo jak to, albo się kogoś zabiło albo nie. Rozmawia o tym z przyjaciółką, starszą panią, która pisze kryminały (takie alter ego Agaty) i wtedy dowiaduje się, kim jest ta dziewczyna. Trzecia dziewczyna - bo często gdy młode pracujące kobiety wynajmują mieszkanie, dla zaoszczędzenia na czynszu podnajmują pokój drugiej dziewczynie, a nawet biorą trzecią. Tak właśnie mieszka ta nieszczęsna Norma, którą ktoś faszeruje narkotykami i wmawia jej, że popełnia morderstwa.
Trochę dziwny to kryminał, w sensie takim, że akcji tam mało, za to bardzo dużo międlenia w kółko tego samego (w końcu staje się to nudnawe) - Poirot wiadomo, skupia się na myśleniu i śledzimy te jego myśli, ale nie aż tak, żeby nam autorka ujawniała po drodze, co wykombinował 🤣
W Polsce książka wyszła pod tytułem Trzecia lokatorka. A ja poszukałam filmu, bo co prawda mam 27 dvd z Poirotem zgarniętych kiedyś ze Śmieciarki czy knihobudki, ale akurat tego oczywiście nie ma. W końcu znalazłam na wiadomej stronce, jest to trzeci odcinek jedenastego sezonu. Obejrzałam z przejściami, polskie napisy były złe, włączyłam angielskie, ale dopiero trzecie dobrze szły. Ech. Tak że całkiem niechcący zaliczyłam również film po angielsku 😁 Teraz widzę, że rosyjskie dobrze idą, mogłam sobie oszczędzić męki. A w filmie wszystko zrobili inaczej, nie myślcie sobie. Napisali na nowo.
Początek:
Koniec:
Wyd. Československý spisovatel, Praha1971, 226 stron
Seria: Spirála
Z angielskiego przełożyła na czeski: Eva Ruxová
Z własnej półki (kupione 19 maja 2026 roku za 5 koron z wystawki w antykwariacie KANT w Pradze)
Przeczytałam 1 czerwca 2026 roku
Dziś jest Pierwszy Dzień Reszty Mojego Życia.
Jutro zresztą tak samo 🤣
No, ale po rozmaitych przejściach, po śmierci Ojczastego, po wymianie pionu, po czekaniu na malarza i wymalowaniu, po końcówce katalogowania, po Pradze i wcześniejszych przygotowaniach do niej, po niepokoju związanym z kaszlem i wizycie u lekarza (alergia, panie święty, a nie żadne zapalenie płuc czy co; Clatra i Singulair przez miesiąc) i wreszcie po kilkudniowej wizycie w Krakowie Věry i jej amerykańskiej wnuczki (co mnie również napawało strachem) i ich wczorajszym odjeździe - dziś jest ten Pierwszy Dzień.
Należałoby zdecydować, co dalej. Ale kompletnie nie wiem, co dalej. Nagle okazuje się, że nie mam na siebie pomysłu. No bo dobrze - różne tam takie jak czytanie, oglądanie filmów, pragowanie - to wszystko było do tej pory, więc nic nowego. Zwykły szary dzień. A tak by się chciało robić coś innego, niezwykłego (?). Jednak nic takiego nie przychodzi mi do głowy, a nawet jak o czymś usłyszę/przeczytam, to wiem, że akurat nie dla mnie. Tyle miałam planów językowych, a teraz widzę, że nie ma się co szarpać, głowa już nie ta, jednym uchem wleci, drugim wyleci... Jeszcze dobrze, że choć to Duolingo ciągnę angielskie - ale to przecież bardziej zabawa.
Tak że tak - jeszcze nie wpadam w depresję, bo w końcu lato, druga Praga przede mną, więc kolejne przygotowania, jakieś drobiazgi w domu wypada porobić (ten straponten do przedpokoju kupiony wieki temu trzeba wreszcie zawiesić)... Patrzę na kartkę powieszoną na tablicy korkowej chyba parę lat temu zaległości na emeryturę - nic z tego mi się nie chce robić, to tylko zaległości, a nie nowe pomysły przecież.
W gruncie rzeczy nie potrzebuję nowego hobby (skoro mi na aktualne nie wystarcza czasu 😁), ale cały czas siedzi z tyłu głowy, że coś powinnam robić. Człowiek głupi całe życie.
PS. Dziś jest też Pierwszy Dzień Bez Tramwaju. Przez 9 miesięcy będzie remont - 9 miesięcy!!! Przy czym niby we wrześniu miałby zacząć jeździć tramwaj wahadłowy do Bagateli i z powrotem. Pożyjemy, zobaczymy (czy się wyrobią). Chyba się dziś przejadę autobusem zastępczym, żeby obadać trasę i przystanki.
PS2. Bym zapomniała polecić Wam norweski film Everybody Hates Johan. Jak widać tym razem oglądałam z czeskimi napisami 😉 ale jak by ktoś chciał, to są angielskie.
Jest to opisane jako komedia, ale żadną komedią nie jest. Johana nie cierpi cała wieś, podobnie jak nie lubiła jego rodziców - pasjonowali się wysadzaniem w powietrze mostów w czasie wojny i przy tej okazji zginęli, ale zdążyli zaszczepić Johanowi to zamiłowanie. Jednak obróciło się ono przeciwko niemu, gdy niechcący wysadził w powietrze dziewczynę, którą całe życie kochał.... Bardzo mi się spodobało, jak pokazane jest surowe życie gdzieś na wyspach, które powoduje, że mieszkańcy też są surowi, żeby nie powiedzieć okrutni... odrzucają wszelką inność... a Johan uparcie dąży do celu, którym jest miłość i potomstwo... Dobrze, że choć przed śmiercią uzyskał spełnienie - czy każdemu z nas będzie ono dane?





Tak to jest jak człowiek ma dużo czasu i nie wie co z nim zrobić. Ja tak mam w każdy weekend. Potem się snuję po domu a czas przecieka między palcami. Tak jak z tymi wakacjami w dzieciństwie - za młodu człowiek może sobie pozwolić na bezkarne marnowanie czasu, a na starość już by chciał każdą godzinę WYKORZYSTAĆ.
OdpowiedzUsuńA może podróże? W inne miejsca niż do Pragi. ;-) Ja już mam tyle miejsc w Polsce, które bym chciała odwiedzić. Teraz czytam o Arkadii Heleny Radziwiłłowej i już mi się marzy żeby kiedyś pojechać do Nieborowa. A jeszcze muzeum Nałkowskiej w Wołominie, muzeum Dąbrowskiej w Warszawie... Mogłabym oczywiście zwiedzać Anglię, skoro tu mieszkam, ale moja wrodzona przekora mi nie pozwala i zawsze chcę mieć to co akurat jest daleko. :-D
Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!
Jozefina
Przykro mi to pisać, bo zawsze miałam słabość do mojej słynnej imienniczki, ale napisała kilka kiepskich kryminałów i "Trzecia dziewczyna" jest jednym z nich. Nie lubię też szpiegowskich, nudziarstwa. No ale trudno utrzymać wysoki poziom przez tyle lat (a może warto w porę zejść ze sceny?).
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że podobne myśli mnie gryzą, coś (COŚ) bym robiła, a nie wiem co. Dni mijają na niczym, za chwilę letnie przesilenie i co? I gucio. Jeszcze ten Iwaszkiewicz z podobnymi rozkminami, chociaż on to sobie przynajmniej jojczył na Sycylii😆
Józefina, ja też mam w planach Wołomin i Dąbrowską! Bo w Stawisku byłam nawet całkiem niedawno i co najlepsze, nie było nikogo z obsługi, pusty dom. Zwiedziłam nie dość że za darmo, to w spokoju się ponapawałam atmosferą❤️