środa, 31 maja 2017

Krzysztof Varga - Gulasz z turula


Ten Varga, kompletnie mi nieznany jako pisarz, zachwycił mnie jako reportażysta. Jeśli reportażem można nazwać tę trylogię o Wegrzech. Bo to bardziej podróż w głąb siebie. Może dlatego tak mi się podoba. Fascynują mnie zawsze życiorysy osób pochodzących z mieszanych małżeństw, takich siedzących okrakiem w dwóch krajach, zanurzonych w dwóch językach, dwóch kulturach, dwóch światach.
A przy tym Varga, kokietując nieco swą starością (rocznik 1968, więc co ja miałabym powiedzieć) tyle razy zaskoczył mnie podobnym myśleniem! To się naturalnie też podoba, bo przecież skoro PISARZ myśli tak jak czytelnik, to czytelnik czuje się dowartościowany, że niby nie jest taki głupi, że stać go na podobne refleksje :)

Więc to jeżdżenie starymi tramwajami po Budapeszcie w poszukiwaniu dawnych smaków i dawnych zapachów to przecież trochę jest jak moje włóczenie się po Pradze, gdzie za bardzo nie szukam zabytków, raczej śladów przeszłości, choć nie mojej, ale w jakimś tam sensie również i mojej, tego wspólnego dziedzictwa... zamotałam się.
Teraz oczywiście booking mnie atakuje mailami, że ceny w Budapeszcie spadają.



Wypisali tu tytuły jego powieści, ale nie wiem, czy się za nimi rozglądać... żeby mnie zawód nie spotkał.

A co to jest tytułowy turul, spytacie?
To mityczny ptak, taki trochę orzeł, symbol narodowy Węgrów. Znak myślenia o przeszłości.

Początek:
Koniec:

Wyd. Czarne, Wołowiec 2008, 185 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 14 maja 2017 roku

5 komentarzy:

  1. Byłam kiedyś w Budapeszcie, ale byliśmy tacy młodzi i głupi, że chodziliśmy bez planu - omijając zabytki.....

    Głównie pamiętam mosty na Dunaju i wspaniały tort z kawą po węgiersku w maleńkiej kawiarence, w której kelnerką była starsza już Węgierka. I zejście z Góry Gelerta, bo sie nam tam trafił ekshibicjonista...ha,ha...widzianypo raz pierwszy w życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do książki..... chętnie bym ją poznała.....

      Usuń
    2. Ale wiesz, właśnie chodzenie bez planu i omijanie zabytków to jest coś, co mnie teraz bardziej kręci :) pewnie, że za pierwszym razem dobrze jest je poznać... ale i tak dziś byś tych zabytków nie pamiętała, a tort z kawą pamiętasz :)

      Usuń