czwartek, 21 maja 2026

Nadia Berkane, Alexis Nesme - Bébé Koala sur le pot + PRAGA czwartek

Sur le pot oznacza na nocniku, jakby ktoś pytał. Więc dziecko Koala pójdzie do przedszkola i bardzo się cieszy, że znajdzie nowych przyjaciół, ale mama uprzedza, że w przedszkolu trzeba być czystym czyli nie nosić już pampersa, ale sikać do nocnika albo do toalety. Nauka tego sikania nie idzie bezproblemowo, bo Koala zawsze przychodzi za późno i ma już mokre spodenki albo sukienkę. Ale gdy dostaje komplet pięknych majteczek w różne wzorki, na cały tydzień, jakoś daje radę...

Pamiętacie takie majtki tygodniówki? 😂


Początek: 

Koniec:


Wyd. Hachette 2017

Przeczytałam 21 maja 2026 roku

 

Praga, dzień trzeci 

Zastanawiając się rano, co i gdzie ja bym mogła, żeby nie jechać nigdzie daleko i długo etc., zajrzałam do zeszyciku na stronę POJEDYNCZE. I doszłam do wniosku, że za mało ich wpisałam, na przyszłość lepiej być przygotowanym na nagłe niemoce 😏 Kartek z wycieczkami pełno, ale boję się. No nic, wybrałam ŽabákaŽabák z charakterystycznym uśmieszkiem był mianowicie rzeźbą, która stała przez lata na jednym z osiedli (sztuka czteroprocentowa!) i wyznaczała popularne miejsce spotkań, aż ją ukradli. I w tym roku została zrekonstruowana. Na razie jeszcze nie wróciła na swoje miejsce, bo trwają tam prace remontowe, więc chwilowo można Žabáka pogłaskać na dziedzińcu Libeńskiego zamku. Można nawet kupić miniaturkę z limitowanej serii, poinformował mnie pan z recepcji. Mała (2 cm) za 200 koron, większa (7 cm) za 320 koron. No, ale umówmy się: nie zbieram durnostojek 😂

 

Zajrzałam do pobliskiego urzędu, gdzie zawsze jest jakaś wystawa. Tym razem są to fotografie z teatralnych inscenizacji braci Formanów. Pamiętacie te dwa bliźniaki z Ecce homo Homolka? Tu jeden z nich z tatą.

A obok - knihobudka 🤣 To sobie jedną książkę wzięłam na pamiątkę - nawet tu do zdjęcia ją postawiłam. Ma czeskie ilustracje i jednak nasze lepsze (albo po prostu jestem już do nich przyzwyczajona). 

Skoro już tam byłam, chciałam znaleźć Babybox, o którym ciągle słyszę, że kolejne miminka są tam podrzucane. Wstydziłam się podejść i zapytać na recepcji (co ona chce, wnuka podłożyć?). Ale na logikę musi być dostępny z zewnątrz, więc obeszłam budynek. I nie znalazłam. Hm.

A teraz czytam, że to jednak nie tam, tylko na tym Libeńskim zamku obok. Nie przypuszczałam, że ryli i kuli w zabytkowym obiekcie 😁 Tak że - kiedyś jeszcze raz. 

Drugi punkt na liście POJEDYNCZE to był pewien budynek a' la Hundertwasser, widziałam kiedyś zdjęcie na FB i zadałam sobie trochę trudu, żeby ustalić adres. Teraz więc elegancko podjechałam dwoma tramwajami i uwieczniłam. Mieści się tam jakieś studio filmowe i fotograficzne.

A stamtąd już było parę kroków do innego urzędu, gdzie mapa wskazywała, że na podwórku mają budkę strażnika. Strażnika Wolnej Republiki Żiżkow - a ja przecież mam jej paszport, zdobyty w pocie czoła 😂 Kilkanaście pieczątek w różnych miejscach musiałam zebrać, żeby go dostać!
 

A w podziemiach też mieli wystawę, z historii Żiżkowa, tak że nagle zrobił się dzień wystawowy! Pracowicie wyfociłam wszystkie panele z informacjami o ichnich ciekawych miejscach, a czy będę je mogła poczytać, to jeszcze nie wiem, bo słabe światło było 😉


No i była 11:40, a o 12.00 otwierali kolejną wystawę, w Czeskim Radiu. O niej powiedziała mi wczoraj 
Věra, która była odwiedzić stare kąty (pracowała wiele lat bodajże w redakcji programów dla dzieci). Bo, mówi, tam jest obraz, gdzie mieszkałaś kiedyś. Istotnie, raz mieszkałam w kamieniczce przy Zameckich schodach, gdzie kiedyś żył malarz Jan Zrzavý, przedstawiony na jednym z tych naiwnych obrazków z charakterystycznymi miejscami i postaciami praskimi.

Więc trzy wystawy i chyba będzie dosyć. Muzeum Pragi ma być otwarte za darmo do końca roku, więc wybiorę się tam w sierpniu.

Ach, takie radio było w domu (nie wiem, co się z nim stało) i przez sentyment chętnie bym i teraz miała to zielone mrugające oczko... Ale wiadomo, że nie mam miejsca.
 



Rano czytałam na FB (swoim źródle wiedzy), że kubistyczny KIOSEK został odnowiony, a już go posprejowali. No i trzeba trafu, że się tam przesiadałam i mogłam zobaczyć na własne oczy. Ucinać łapy!



Z cyklu MĄDROŚCI CZESKIE


Wszystko to była jednak tylko przygrywka do popołudniowej wycieczki śladami praskiego undergroundu. Tej, co to będziemy się wspinać. No i kuźwa wspinaliśmy się. Starałam się zapamiętać, którędy idziemy, bo jak już padnę na pysk i powiem BASTA, to żebym wiedziała, jak mam sama wracać (w dół!). No, ale dałam radę, choć oczywiście wlokłam się na szarym końcu. Widoki z góry kompensowały ten trud, ale jak się łapie powietrze jak ryba, to i o kompensacji trudno mówić 🤣


Nowy most widziany z poziomu rzeki może robi wrażenie (jeszcze nie byłam), ale z góry nie bardzo. Te latarnie jakieś dziwne, toż to wygląda, jakby budowa jeszcze trwała...


Jak żeśmy już dotarli na szczyt i szli po równym, szczęście moje nie miało granic. Ale oczywiście pan przegiął i przeciągnął do 2,5 godzin. Nie znają ludzie umiaru, doprawdy.

Co to oznacza na dziś? 16.407 kroków = 11,7 km


Dałam radę temu wszystkiemu mimo smarczenia i kaszlenia, bo głowa dziś mnie nie bolała. W sensie wzięłam jeszcze w nocy Magiczną Tabletkę i pomogło.

A teraz się pytam - czyj syneczek? A kadlec to po czesku tkacz. Jak Krystyna. Choć brzmi jak podlec 😁


Dla miłośników czeszczyzny (i kotów) taki obrazek: 



A dla mnie wspomnienie. Kiedyś zapisałam sobie (do "pojedynczych"), żeby pojechać na ulicę Franty Kocourka, bo taka śmieszna. Chyba wtedy nie dotarłam. No, a dzisiaj akurat przechodziliśmy koło przystanku. Jeśli jest to ten Franta Kocourek, o którym piszą w internecie, że był z Brna, to zdziwko (że ulicę ma w Pradze). Jakiś siłacz mocarny, sportowiec, czasem aktor, a przede wszystkim wielki recesista czyli żartowniś.


I to by było na tyle, o moje biedne nogi, o mój biedny nos!

Ale nie nie! Bo teraz dopiero dostrzegłam, że ten przystanek jest jeszcze niewymieniony! W sensie, że zrobili od zeszłego roku usprawnienie zamieniając tablice z numerami linii na takie widać lepsiejsze. Te nowe wyglądają tak (i wcale mi się nie podobają, wolałam, gdy numery były każdy w swoje kratce, przecież to było bardziej czytelne; i jeszcze nie wiem, co znaczy to A): 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz