Tę książeczkę wzięłam z knihobudki - bo ładna okładka. Skrzydełka oczywiście NIE przeczytałam, za to w swojej łepetynie wymyśliłam, że to będzie humor i satyra. No nie była 🤣
Były za to opowiadania o tematyce myśliwskiej jak najbardziej serio. Mało tego, pełne słów i wyrażeń raczej mi nie znanych, normalnie fachowa lektura. Nawiasem mówiąc, całe życie myślałam, że mówi się NAGONKA, tymczasem tutaj uparcie występuje NAGANKA. Okazuje się, że naganka była wcześniejszą formą, a nagonka rozpowszechniła się (z rosyjskiego) po wojnie dopiero. Z dodatkowym znaczeniem szczucia, prześladowania, szykanowania. Muszę powiedzieć bratu, który w młodości zarobkował parę razy jako naganiacz.
Ale naganka to pryszcz, są tutaj zasiadki, pędzenie, gon ogarów, rapeta, kufa, gwizd, tabakiera, mikita, farba, łapice, pudlarz... I przede wszystkim jest widoczne umiłowanie autora do polowania - czego nie rozumiem i nie zrozumiem. Opowiadania są dość sprawnie napisane, widać umiłowanie lasu czy generalnie przyrody u autora, ale co z tego, gdy przebija jeszcze większe umiłowanie do uśmiercania zwierząt, trochę dla podreperowania zaopatrzenia domowej lodówki, ale o wiele bardziej dla satysfakcji - dla mnie wątpliwej. Myśliwi rozstawieni tyralierą, nagonka naganka rusza, gdzie tu miejsce na szlachetną walkę człowieka ze zwierzęciem? Mamy jedynie współzawodnictwo, rywalizację między myśliwymi, kto więcej nastrzela zajęcy (kotów), komu uda się trafić dzika.
Przeczytałam, ale bez radości, więc odnoszę do knihobudki z powrotem 🤣
Początek:
Koniec:
Gdyby jednak ktoś był zainteresowany tematem, to Sport i Turystyka poleca:
Wyd. Sport i Turystyka, Warszawa 1969, 123 strony
Obwoluta i ilustracje: Stanisław Rozwadowski
Z knihobudki
Przeczytałam 19 czerwca 2026 roku
Córka chwilowo twierdzi, że już się nie może doczekać wyjazdu (hm hm, w sobotę), a ja myślę o tym, co mnie z kolei czeka. Otóż bowiem myśl o wolnym łóżku ściągnęła myśl kolejną - kiedyś mówiło się o zaproszeniu jednej znajomej, coś tam wstępnie rozmawiałyśmy, ale sprawa upadła, bo pojawił się Ojczasty. Znajoma nieznajoma - znamy się jedynie wirtualnie, to Czeszka, która też ma fioła na punkcie Pragi i jakoś z tej okazji się poznałyśmy na FB. A chciałaby zobaczyć Kraków. No to teraz, jak córki nie będzie, jedyny sposobny moment. Uzgodniłyśmy, kiedy przyjedzie, kiedy odjedzie, a ja zaczęłam myśleć o sprzątaniu 🤣 Niby się na bieżąco sprząta, ale skoro ktoś będzie w domu kilka dni, to wypadałoby jakieś generalne porządki uskutecznić...
To jest oczywiście detal, ważniejsze są myśli o tym, jak to będzie, mieć kogoś obcego w domu, pozbawić się prywatności - nie mam w tym praktyki, Psiapsióła z Daleka ostatni raz była chyba z osiem lat temu, zresztą my się znamy czterdzieści lat.
Tak że - zawsze sama sobie ściągnę kłopot na głowę, ale może to wcale kłopot nie będzie. Jak już córka pojedzie, siądę z listą - gdzie ją posłać czy z nią pójść i co do jedzenia szykować 🤣
Często gościcie znajomych?





Jak patrzę na zapowiedzi pogodowe - córka bardzo rozsądnie się wynosi teraz na wieś do tego bajorka. Pozazdrościć normalnie :D
OdpowiedzUsuńKiedyś sporo się u nas wydawało takich myśliwskich tekstów. W biblioteczce rodziców było kilka takich książek i lubiłem je czytać, chociaż do samego myślistwa jakoś nie załapałem bakcyla.
Z tym, że rowerowe wycieczki - moim zdaniem - raczej odpadają. Niech siedzi w wodzie albo śpi 😁
UsuńZ myśliwskich klimatów to mi się kojarzy jedynie Pług Tokarczuk 😎
„Często gościcie znajomych?”
OdpowiedzUsuńRzadko. Ale co roku przyjeżdża do mnie kolega i mieszka u mnie nawet 2 miesiące. Generalnie jest to dla mnie bezproblemowa sytuacja: ja mieszkam na górze, on na dole, ma swoją oddzielną pełno wyposażoną kuchnię i łazienkę (a nawet pralnię!), a do tego w pokoju radio, komputer, Internet, telefon—nie wchodzimy sobie w drogę! A że zamek jest numeryczny, toteż nawet nie potrzeba kluczy.
Ale mieszkając kiedyś w małym dwu-sypialniowym apartamencie, goszczenie kogoś było trochę trudniejsze—musiał spać w ‘living room’, co oczywiście od razu ograniczało jego prywatność. Jednakże miałem wówczas jedynie sporadycznych gości, który najwyżej spędzali u mnie jedną lub bardzo rzadko 2 noce.
Dopiero teraz zauważyłem, że ucięło mi dolną część wpisu. Na tema polowań:
Usuń"I przede wszystkim jest widoczne umiłowanie autora do polowania"
Nie jestem przeciwnikiem polowań, ale nigdy w nich nie brałem udziału, nigdy nie kontemplowałem uzyskania pozwolenia i nigdy mnie ta aktywność w żaden sposób nie pasjonowała.
Wiele razy znajdowałem się bardzo blisko zwierząt i była to ogromna frajda je obserwować i robić im zdjęcia. Strzelenie do nich nie stanowiłoby dla mnie żadnej przyjemności. A poza tym tzw. „sprawianie zwierzyny” absolutnie odstraszyłoby mnie od polowania! Jedne z moich klientów, początkujący adept tego hobby, był świadkiem zabicia łosia i tych wszystkich późniejszych czynności. Świetnie to podsumował: „Przyjemność polowania kończy się w momencie ustrzelenia zwierzęcia.”
Jedynie lubię łapać ryby i je spożywać (i jeżeli możliwe, to wszystkie pozostałe czynności zostawiam „w nagrodę” współtowarzyszowi wędkowania), jednakże w ostatnich latach moje połowy były tak mizerne, że gdy pojawiam się z wędką nad jeziorem, to pewnie wszystkie ryby rechoczą ze śmiechu i w ogóle mnie ignorują!
No właśnie kwestia warunków mieszkaniowych... gdy kolega w ogóle samodzielnie na innej kondygnacji, to nie ma problemu i faktycznie może mieszkać i dwa miesiące, to jakby sublokator 😉
UsuńFotografowanie zwierząt czyli tzw. bezkrwawe łowy to na pewno duża frajda. Jaką natomiast można mieć frajdę z zabijania, nie pojmę. Uznaję jedynie konieczne odłowy, gdy zwierzyna zbytnio wchodzi w szkodę czy się nadmiernie rozmnoży na ograniczonym terenie.
„faktycznie może mieszkać i dwa miesiące, to jakby sublokator 😉”
UsuńŚwietny pomysł! Następnym razem będę od niego pobierał czynsz i stanie się pełnoprawnym sublokatorem!
O kurczę, raczej bym się nie zdecydowała kogoś przenocować, nie te czasy (no chyba żebym miała taki dom jak Jacek). Znajomych i rodziny nie gościłam od lat (i vice versa, u nikogo nie nocowałam), ostatnio to chyba na studiach lub tuż po. Kiedyś to było normalne, do nas nieraz bez zapowiedzi zwalała się rodzinka, bo byli akurat w Warszawie😎
OdpowiedzUsuńAle jak obie jesteście chętne i jesteś pewna, że to nie seryjna morderczyni to why not. Osobiście bardziej bym się bała obcej osoby u mnie niż nocowanek u brata😅
Córce się nie dziwię, odpocznie sobie, a i w te upały będzie jej pewnie tam lepiej w baseniku niż się w bloku kisić. U mnie ma być 39 stopni w niedzielę 🙈
Tak, kiedyś to było normalne, zwłaszcza, jak się mieszkało w Warszawie (vide Czterdziestolatek) albo atrakcyjnej wakacyjnie miejscowości (nad morzem czy w górach).
UsuńJa pamiętam z dzieciństwa, jak przyjechali do nas znajomi poznani na wczasach, z dwójką dzieci - ale umówieni oczywiście. Niemniej jednak było nas samych czworo w 2-pokojowym mieszkaniu 🤣 Dla nas dzieciaków super atrakcja, spało się na złączonych fotelach etc. Czy była rewizyta, tego nie pamiętam - chyba byli z Ostrowca Świętokrzyskiego - nie ma już kogo zapytać, mama by wiedziała...
Dzięki za wspomnienie o serial killer, będę miała o czym myśleć 🤣🤣🤣
Zewsząd słyszę o tych 39 stopniach, kuzynka z Niemiec też się przejmuje. Ja bardziej myślę o sobocie, kiedy będę córkę odwozić na stację... W niedzielę nikt i nic mnie nie zmusi do ruszenia się z domu - na parterze chłodek - choć przy 39 to już nie wiem.
Polowaniom jestem przeciwna, ale "Sobola i pannę" czy opisy w "Panu Tadeuszu" czytałam z przyjemnością (literacką, nie
Usuńsadystyczną😎).
W dzieciństwie często jeździłam na Mazury. Kochałam zwierzęta i byłam wrażliwa na ich krzywdę, więc nie bardzo teraz rozumiem, jakim cudem mi nie przeszkadzało wędkowanie i potem jedzenie rybek na kolację😎
Na bezkrwawe safari bardzo chętnie bym się wybrała, mam nawet kolegę, który takowe w Afryce organizuje.
Nocowanka rodziny były identyczne jak u Karwowskich, tyle że zamiast dziadka z Ugryziem były dzieci. I oczywiście też byłam zachwycona. Moja mama do dosyć późnych lat (grubo po 70.) odwiedzała pozawarszawskie koleżanki i vice versa. Natomiast kiedy moja dawna koleżanka chciała zrobić spotkanie w domu, który ma w Polsce (na stałe mieszka za granicą) dla kilku osób i mieliśmy spac na podłodze lub po kilkoro na jednym łóżku jak w czasach studenckich, to ani jedna osoba nie była chętna😁
W Panu Tadeuszu - tak, rzeczywiście. Ale to trochę inaczej się traktuje, niż współczesną literaturę. Sobola i panny nie było w domu i nie czytałam 😉
UsuńMoże, że rybka to nie zwierzę? 😁
Też był chętna nie była. Wiek ma swoje prawa.
Agata: „O kurczę, raczej bym się nie zdecydowała kogoś przenocować.”
UsuńCo za rozczarowanie! A ja właśnie liczyłem na to, że podczas mojej następnej wizyty w Warszawie poproszę Ciebie o nocleg... 😂
„...że to nie seryjna morderczyni.”
Kiedy w 2020 roku wybrałem się na tygodniową wyprawę kanu po dość dzikich terenach Ontario i biwakowałem na wyspie z praktycznie nieznanym mi wcześniej facetem, zapytał mnie, czy nie obawiałem się z nim jechać — przecież mógł być seryjnym mordercą.
— Absolutnie nie! — odpowiedziałem. — Jakie jest bowiem statystyczne prawdopodobieństwo, że na tak stosunkowo małej wyspie, na tak odległych i niezaludnionych terenach, w tym samym czasie, biwakowałoby koło siebie DWÓCH seryjnych morderców? 😁
OdpowiedzUsuń"(...) zasiadki, pędzenie, gon ogarów, rapeta, kufa, gwizd, tabakiera, mikita, farba, łapice, pudlarz"
https://www.youtube.com/watch?v=JtTaFpM6SsE
;-)
Pozdrawiam - nieryba
🤣🤣🤣🤣🤣
Usuń"Często gościcie znajomych?"
OdpowiedzUsuńZ powodów hydraulicznych nie goszczę ;-). W mieszkaniu jest jedna łazienka i WC. Więcej osób oznacza kolejkę tam, gdzie królowie chadzają piechotą. Ewentualni przyjezdni, znajomi, goście są instalowani (na mój koszt) w hotelu.
Aaa, jak kogoś stać, to proszę bardzo 😁
UsuńGości- bardzo rzadko, z rodziny: córka z wnuczką, pozostała rodzina- głównie jednodniowki.
OdpowiedzUsuńMyślistwa nie cierpię. Oburza mnie i brzydzi.
Jednodniówki są najlepsze, człowiek się może umęczyć (oprowadzanie, gary), ale wieczorem pojadą i luzik 😁 A taka bliska rodzina to inaczej się to traktuje.
UsuńBardzo rzadko, człowiek się tak przyzwyczaił do rutyny i niezależności, że nie tęsknie do gości z noclegiem.
OdpowiedzUsuńAle jak inaczej się spotykać, hotele tak drogie...
Tak, jesteśmy już o wiele bardziej wygodni niż bywali nasi rodzice.
Usuń"Okazuje się, że naganka była wcześniejszą formą, a nagonka rozpowszechniła się (z rosyjskiego) po wojnie dopiero".
OdpowiedzUsuńW gwarze myśliwych wciąż mówi się "naganka", w innych znaczeniach dziś mówimy raczej "nagonka", ale "naganka", np. medialna czy polityczna, chyba wciąż jest poprawnie.
"O zjawach"
Czy w tych opowiadaniach są jakieś elementy fantastyczne?
Bardziej na zasadzie, że coś wydawało się fantastyczne, ale w rezultacie okazało się zupełnie przyziemne i wytłumaczalne. Zamiast zjawy kłusownik etc. Jedynie ostatnie opowiadanie jest z gatunku s-f - jak będzie wyglądać polowanie przyszłości (myśliwi udają się do lasu aerokopterem o napędzie atomowym i na ekranie tele-infra-wizjera śledzą ruchy zwierząt, a nagankę uskuteczniają roboty), z tym, że potem narrator się budzi 🤣
UsuńKsiążki o myśliwych i polowaniu - chyba najbardziej podobała mi się - Prowadź swój pług przez kości umarłych - Olgi Tokarczuk.
OdpowiedzUsuńGość w dom... w Australii mamy własny dom, 4 sypialnie więc z miejscem nie ma problemu.
W Polsce - mieszkanie w bloku - dopóki nie było dzieci to mogło się zmieścić sporo gości.
To jedyna, jaką czytałam (a przynajmniej nie pamiętam innych). Poza wspomnianym przez Agatę Panem Tadeuszem.
UsuńWłasny dom to zupełnie inna historia względem gości niż mieszkanko w bloku...