wtorek, 26 maja 2026

Ewa Ostrowska - Pan Rurak + PRAGA, drugi wtorek


Pan Rurak mieszka w łazience, a słyszą go tylko dzieci. Madzia jest nieszczęśliwa, bo mama właśnie wróciła ze szpitala z małym braciszkiem i wszyscy - rodzice, babcia, ciocia i wujek - zajmują się tylko nim, a Madzia jakby już nie istniała, nikt dla niej nie ma czasu. Chyba trzeba uciec z domu... Pan Rurak doradza, by nie uciekała zbyt daleko - niech pójdzie do piwnicy, tej piwnicy, której Madzia boi się najbardziej na świecie. Wszyscy będą jej szukać i ucieszą się, gdy ją znajdą. Rzeczywiście okazuje się, że rodzina nie przestała jej kochać...


 

Miałam dwa lata, gdy urodził się mój brat i być może podobne odczucia, jak o wiele starsza Madzia, bo mama kiedyś wspominała, że usiłowałam mu wkładać palce do oka 🤔

Początek: 

 

Koniec:


Wydawnictwo Skrzat, Kraków 2008, 23 strony

Ilustracje: Agnieszka Kłos 

Seria: Z supełkiem

Przeczytałam 26 maja 2026 roku

 

Praga, dzień ósmy

Sposób na upały byłby taki, żeby wyruszać na Przyprawę raniutko i wracać przed wielkim gorącem. Ale nie ze mną takie numery, zanim się wysztrykuję jest już co najmniej dziewiąta... dziś wyszłam nawet przed dziesiątą, bo nie mam siły się spieszyć. I ledwo wysiadłam z tramwaju - buch prosto w pysk słońce. Po godzinie byłam skonana, a przecież wybrałam sobie tereny zielone (w teorii). 

Fontannę-pomnik jednocześnie pojechałam obejrzeć. No to fontanna nie działała (może włączają ją jeszcze później?). Z powodu gorąca nic najwyraźniej nie działa, bo spotkany opodal fontanny piesek też nie chciał chodzić ani nic. Inna sprawa, co komu po tym? Ale młodzi ludzie mają swoje prawo do zabawy. My starzy też, więc kupiłam sobie film o dwóch ośmiorniczkach z plasteliny, przywiezionych z wakacji nad morzem przez rodzeństwo, w tajemnicy przed rodzicami oczywiście. Przeurocza rzecz 😍 Na Kampie, gdzie mieszka rodzinka, do dziś te ośmiorniczki są, ale zdaje się trzeba sobie wykupić przejażdżkę łodzią, żeby je zobaczyć. Film znalazłam przypadkiem - nie tam, gdzie po filmy zawsze chodzę, tylko w antykwariacie z pudłami za 10 koron, grzebiąc tym razem w pudle ze zdjęciami. Czas najwyższy kupić jakiś souvenir dla psiapsióły, której nigdy nic nie przywiozłam, a mam zobowiązanie - nie cierpię zresztą łażenia po tych przybytkach ze szmelcem Made in China - i zaszłam tam, że może coś mi się rzuci w oczy. I poszczęściło mi się, bo wśród rozmaitych artefaktów ujrzałam puzdereczko z intarsjowanego drewna, będzie miała jak znalazł na parę pierścionków - a przynajmniej coś, czego nikt inny z Pragi nie przywiezie 😎 A sobie jeszcze jakąś humorystyczną opowiastkę Gajowy i ja, o Prażance z ambicjami i tytułem, która nagle rzucona jest na wieś ze studnią etc.

Wedle rozpiski na tablicy na dole dziś przewidziane jest generalne sprzątanie, więc też zaczęłam co nieco pakować. Siatka łowicka gotowa z jej 23 sztukami... ale nie, kilka przecież upchnę do walizki. 

Wracając z obiadu zagadnęłam siostrę na recepcji o pokój na 3. piętrze, co go mam mieć w sierpniu. Na którą stronę okno itede. Cały czas biję się z myślami, którą rezerwację wybrać: u braci jest taniej, ale u sióstr jest bliżej do komunikacji. Siostra uprzejmie zaproponowała, że przyjdzie po mnie, jak ją ktoś zmieni, i pokaże mi go. Słońce tam jest tylko rano - to może być - za to budowa hotelu, co trwa od zeszłego roku, jest za tym oknem. Podpytałam, że co, te pokoje na I piętrze (gdzie jestem teraz) w wakacje nie są do dyspozycji? Trochę się krępując siostra wyznała, że rezerwują je dla sióstr (jak rozumiem gości)... ale że może jak bym poprosiła siostrę przełożoną, to by mi pozwoliła tutaj być... Hm. Może jutro wybiorę się na audiencję? Albo się będę wstydzić prosić, tak też może być. Ale na 100% wolałabym zostać w tym pokoju, który znam (jest tu też czajnik i naczynia, więc nie musiałabym wozić). 

 

Wachlarz Zofii Chotkowej ma całą symbolikę, na przykład ta zardzewiałość oznacza minioną chwałę Habsburgów, a rurki hydrauliczne - nawiązanie do okresu rewolucji przemysłowej.

Mury i bastiony można sobie ustawić własnoręcznie, całkiem jak cegły na Pawilonie Wyspiańskiego.


No nie widać tego na zdjęciu, ale jest tam wirująca i spadająca pośrodku w dół woda. A wygląda, jakby tam było zaschnięte błoto... no nie wyszło. Nieraz chcę nakręcić filmik, ale jak uczy doświadczenie, nie działa potem tu na stronie.


Pocztówka z Pragi.


Pomnik rowerowego aktywisty, który zginął w tym miejscu - a co jest paradoksalne, walczył o zmiany na tym skrzyżowaniu w celu zwiększenia bezpieczeństwa. Chyba rozumiecie, ile wysiłku kosztowało mnie zrobienie tych zdjęć w pełnym słońcu (bo to jest na nabrzeżu), a jakby tego było mało, to co się ustawiłam, wiaterek popychał rower w drugą stronę.



 

 Brzydkie słowa, brzydkie, a fe!



Pod wieczór przeszliśmy się z wycieczką ulicą Paryską czyli najdroższą i najbardziej luksusową ulicą w Czechach. Gucci, Hermes, YSL et caetera. Powstała po asanacji czyli wyburzeniu dzielnicy żydowskiej. Uwielbiam historyzujące kamienice i co mi zrobicie.


Ale kubistyczne też! 



Przewodniczka zwróciła naszą uwagę na to, że do okładziny na ścianie jednego z domów w sąsiedniej ulicy dopasowano kostkę na chodniku. A ja tam kiedyś byłam, nawet post napisałam, a tego oczywiście nie zauważyłam.


I znowu - film będą kręcić, a ja się nie załapię 🙄


A to już gdzie indziej, ale i rzecz w czym innym. W szerokości średniowiecznych domów 😁


Trzy podejścia robiłam do tego domofonu i za  każdym razem nazwiska nieostre - o co chodzi - czyżby mieszkańcy dbali o dyskrecję 🤣 A to ma być pamiątkowe, bo w tym domu mieszkał 
Jiří Bartoška, na którego pogrzeb chodziłam w zeszłym roku dwa razy... Są tam i inni znani mieszkańcy.


Dość, bom zmęczona, idę do łóżka, poczytam z pięć minut i pewnie oczy mi się będą kleić. Upał obezwładnia, a kaszel doprowadza do rozpaczy. Przecież mnie z pociągu wyrzucą! 

14.400 kroków  = 10,3 km 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz