Początek:
Koniec:
Wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1983
Seria z wiewiórką
Z własnej półki
Przeczytałam 7 sierpnia 2023 roku
Praga, dzień czwarty
Oszukiści! Miało cały dzień padać! A pokropiło jedynie przez chwilkę!
Nie żebym strasznie z tego powodu narzekała, ale przecież ułożyłabym sobie inny PLAN 😂 No, ale nie taki plan, to inny, grunt, że się w domu nie siedziało.
Zaczęłam od wizyty w centrum informacyjnym czwartej dzielnicy, żądając wydania mi papiórów na dwie gry miejskie. Przeczytałam o tym przed wyjazdem i już nie zdążyłam sobie tego wydrukować z internetu. Pan dzwonił do koleżanki, ta skanowała i przesyłała mu mailem skany, on drukował, po czym się okazywało, że brakuje szóstej strony w skanie, więc znowu telefon... matko, ileż czasu to wszystko trwało! Żeby się czymś zająć podczas czekania, nabrałam stos gazetek dzielnicowych (od początku roku!), że niby będę je studiować po powrocie. Ha ha, nie będziemy się przecież ograniczać z bagażem, prawda?
Zrobiło się na tyle późno, że postanowiłam nie zaczynać od razu jednej z gier, bo miałam plan na 11.30, o którym zaraz, więc tylko pospacerowałam po miejscowym parku i BARDZO DOBRZE, bo wreszcie odnalazłam lampę samobójców! Upamiętniającą tych, którzy wybrali koniec z Nuselskiego mostu, nieodmiennie mnie fascynującego. A w knihobudce, dość dobrze zaopatrzonej, wybrałam sobie najcieńszy kryminał. Znacie takiego autora? Bo ja nie. Do rosołu się nie rozbierałam, bo dziś straszliwie zimny wiatr.
Przejdźmy do 11.30. Praskie kościoły się zrehabilitowały. Wyczaiłam, że jeden z dominikanów (u których wszak mieszkam) ma dziś o tej godzinie mszę w kościele św. Bartłomieja, bliziutko stąd. Więc już o 10.00 się tam stawiłam. Pobożne towarzystwo klepało litanię, więc starałam się nie rzucać w oczy i nie przeszkadzać, na paluszkach się poruszać, cóż z tego, gdy dopiero wychodząc zauważyłam znak na drzwiach 🤣 Już drugi raz robię ten sam numer (kto by tam na drzwi patrzył)! Ale wiem już, do kogo się udać w razie bólu głowy!
Potem chciałam znaleźć kościół/klasztor od innej strony (bo to jest w ciągu domów) i znalazłam bonus 😁
Czekajcie, co tam dalej... pojechałam na Florenc szukać dwóch murali i po raz pierwszy byłam na dworcu autobusowym. No cóż, dworzec jak dworzec, to przykre miejsca, ale naprzeciwko jest Kasarna, com o niej dużo słyszała, a nigdy nie była. To kiedyś były koszary, a teraz stały się rodzajem centrum rozrywkowo-gastronomiczno-kulturalnego. Trochę jak u nas Dolne Młyny. Tamże po raz enty zrobiłam to samo głupstwo czyli wlazłam na wieżę widokową, po czym się prawie posrałam w majty, no bo ja mam przecież lęk wysokości 😂 Na samej górze w ogóle nie puściłam poręczy i stałam w obrębie korpusu, zamiast podejść do zewnętrznej barierki 🤣 Na dziedzińcu Kasarny jest wszystko (ze szczególnym uwzględnieniem toalet), nie brakuje nawet fotobudki ani jednorożca.
Dalej. O 16.00 na placu Strossmayera miało się zacząć przedstawienie dla dzieci, bajka o jabłkowej panience. Zajęłam miejsce wśród bardzo młodocianej publiczności, a co 🤣 Było fantastycznie, kompletnie odjazdowo, nie wiem, czy u nas by przeszły takie teksty dla dzieci (z mocnym puszczaniem oka do dorosłych). Fajne jest obserwowanie dzieci, jak żywiołowo reagują 😍 Co tu zresztą o dzieciach mówić, gdy ja sama... pan po wstępnych mimicznych wygibasach zaczął gromkich głosem BYL... a ja JEDNOU* 😂 No wczułam się 🤣
Dalej. Pojechałam obadać nową linię tramwajową na Libuš. Znaczy to jest przedłużenie innej, nowe cztery przystanki, bo od lat 70-tych, gdy powstała ta wcześniejsza, w pobliżu wyrosło wielkie osiedle. Z tego, co czytałam, ta linia będzie jeszcze dalej przedłużana, więc nie powinno mnie było zdziwić (a zdziwiło), że na końcu nie wybudowano pętli, tylko... tylko na samej końcówce zrobiono jeden tor i kursują tam tramwaje dwustronne, tak że przyjeżdżają, wypuszczają pasażerów prawą stroną, a potem wpuszczają nowych lewymi drzwiami.
Koniec jazdy!
No, a stamtąd pojechałam na Żiżkow, bo od 19.00 miała być potańcówka w rytmie swingu! Letní tančírna. Ja nie wiem, co się stało, ale nic nie było. Dzisiaj jest 7 sierpnia? Jest. No to miało być przecież - tu. Przy czym jak bym podeszła i zapytała, to bym się dowiedziała, przełożone na kiedy indziej czy co. Ale się wstydziłam 🤣 No i kuniec, nie potańczyłam! Ale! I bez tego mnie nogi bolą!
To jest takie dziwne, co nie? że dom ma z jednej strony trzy kondygnacje, a z drugiej cztery. A widziałam wczoraj taki z różnicą trzech pięter!
No, ale jak się ma takie ulice...
Dosyć tego dobrego na dzisiaj!
* Tak się zaczynają bajki - BYL JEDNOU JEDEN KRAL - był sobie pewnego razu król 😁
Ach nie. Poszłam do kuchni zagrzać sobie mleko, a tam naprzeciwko jest też hotel 🤣





































































