piątek, 10 maja 2013

Andrzej Klominek - Życie w Przekroju


W czytaniu ten portret czegoś, co nie mogło istnieć, a istniało był pięć dni. Niby nie grubaśne tomiszcze, ale tak gęste od faktów, nazwisk, tytułów, informacji, że wymagało porządnego przetrawienia. Tom wspomnień o pierwszych dwudziestu latach istnienia "Przekroju" (a wedle autora jedynych latach prawdziwego "Przekroju") popełnił Andrzej Klominek. Nie udało mi się znaleźć o nim żadnych informacji, z samej książki wynika, że urodził się w 1920 roku, że wcześniej studiował prawo, administrował spółdzielnią w Jeleniej Górze zaludniając Ziemie Odzyskane, po powrocie do Krakowa zapisał się na Wydział Dziennikarski Wyższej Szkoły Nauk Społecznych Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, gdzie kierownikiem był Stanisław Witold Balicki i on to właśnie skaperował Klominka do pracy w krakowskim "Dzienniku Polskim", gdzie zdobył sobie mocną pozycję jako ktoś w rodzaju głównego publicysty. Pewnego dnia w 1949 roku na biurku Klominka zadzwonił telefon - to Henryk Markiewicz proponował współpracę z "Przekrojem" , polegającą na robieniu kroniki zdjęciowej i ewentualnie pisaniu komentarzy na aktualne tematy. Szczegóły można było obgadać w redakcji z Marianem Eile, twórcą tygodnika.
Klominkowi propozycja spodobała się bardzo, więc wybrał się na pierwsze swoje spotkanie z Eilem, którego dotąd znał tylko z legendy, jaka już otaczała jego nazwisko. Tak, jak pisze, zaczęła się największa przygoda jego życia, która miała trwać lat dwadzieścia, najważniejszych i najlepszych, jakie przeżył.
Przygoda uwarunkowana niezwykłą osobowością Mariana Eile, malarza, grafika, scenografa.

/skan zdjęcia z książki, fot. Wojciech Plewiński/

Książka Życie w "Przekroju" jest właściwie panegirykiem na cześć Eilego, hymnem ku czci wybitnego człowieka, którego załamały wydarzenia 68 roku i który zrezygnował z dalszego prowadzenia tygodnika, zanim z niego zrezygnowano. Zanim to jednak nastąpiło, Eile doprowadził do niesłychanego rozkwitu pisma, które stało się oknem na świat dla 800 milionów Słowian, jak brzmiało popularne wówczas hasło (po przystąpieniu Chin do obozu postępowego). Wszak Josif Brodski wyznał, gdy po Noblu rzucili się na niego dziennikarze, że nauczył się polskiego po to, by czytać "Przekrój" - i nie on jeden! Krakowski tygodnik dyktował mody i małe snobizmy, ale przede wszystkim popularyzował wśród "ludu" poetów, pisarzy, malarzy, zarówno polskich jak zachodnich. Miał półmilionowy nakład, a i to tylko dlatego, że obowiązywały go limity i ograniczenia, "Ruch" zapewniał, że był w stanie rozkolportować więcej. Zresztą, czytelników rzeczywistych miał istotnie więcej, bo każdy egzemplarz czytany był przez kilka osób. Nic dziwnego, że rozchodził się praktycznie w mgnieniu oka i częściowo spod lady.

Sza! Więcej ani słowa! Kto chce poznać kulisy wydawania pisma, historię pojedynków z cenzurą zewnętrzną i wewnętrzną, mniej lub bardziej pikantne szczególiki z życia autorów związanych z "Przekrojem" czy wreszcie poczuć atmosferę tamtych lat - ten po prostu MUSI przeczytać tę książkę!



Początek i koniec:



Parę rysuneczków zreprodukowanych na okładce, pochodzących oczywiście z "Przekroju". W takich rysuneczkach, winietkach specjalizował się zarówno sam Eile jak i jego prawa ręka Janina Ipohorska (czyli Jan Kamyczek). Na pewno pamiętamy większość z nich!




Na koniec jeszcze ploteczkowo. Nazwisko Klominek ostatnio gdzieś mi się obiło o uszy - przypomniałam sobie, że w jubileuszowym numerze miesięcznika KRAKÓW czytałam materiały poświęcone Szymborskiej i stamtąd dowiedziałam się, że poetka zapisała swoje mieszkanie przyjaciółce Wandzie Klominek, która już w nim zdążyła zamieszkać. Sięgnęłam po ten numer raz jeszcze: rzeczywiście, Wanda Klominek wspomina, że zaprzyjaźniły się parami małżeńskimi, obaj ówcześni mężowie pracowali w "Dzienniku Polskim" (przypominam, że mężem noblistki był Adam Włodek, o którym Klominek pisze w książce, że był niebywałym opiekunem młodych talentów). Sam Andrzej Klominek po przekrojowej przygodzie wyemigrował do Warszawy. Przypuszczam, że już nie żyje - albo osiągnął piękny wiek 93 lat...


Wyd. Oficyna Wydawnicza MOST Warszawa 1995, 368 stron
Z własnej półki (czas zakupu gubi się w dziejach, cena również - no, najpewniej w 1995 roku to było, kupiłam w księgarni, nie na wtórnym rynku)
Przeczytałam 9 maja 2013


NAJNOWSZE NABYTKI
Jak zwykle we wtorek odwiedziłam Księgarnię Akademicką. Chłopaki mnie nie zawiedli, zawsze coś nowego wygrzebią!
Prof. Karol Estreicher senior - Kronika Biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego, świetnie opracowana - bo mnóstwo przypisów, z obszernymi notami biograficznymi - a to jest to, co tygryski lubią najbardziej :)


A tu już świeżutkie, przed chwilą przyniesione przez listonosza, Pamiętniki z Galicji Kazimierza Chłędowskiego. Oczywiście allegro, za 10,50 zł. Mam nadzieję, że będzie tam dużo Krakowa.

11 komentarzy:

  1. Andrzeja Klominka kojarzę z "Ogniem i mieczem w pustyni i w puszczy" gdzie chwilami szarga "świętość" Sienkiewicza :-) i wspomina też, aczkolwiek zupełnie marginalnie, o Adamie Włodku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Obaj z Włodkiem byli pasjonatami Sienkiewiczowskiej Trylogii i mówili cytatami - o tym wspomina Wanda Klominkowa w miesięczniku KRAKÓW.

      Usuń
  2. Pamiętniki Chłędowskiego - świetny, czasem dosadnie złośliwy, obraz miejsc, a przede wszystkim ludzi, XIX-wiecznej Galicji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie skończyłam pracowitą operację rozcinania kartek, bo tom był dziewiczy - od 1957 roku!

      Usuń
  3. Wyczekiwałam Twojej recenzji niczym kania dżdżu. :) Chyba będę Ci dozgonnie wdzięczna za polecenie tej książki, zapowiada się jeszcze lepiej, niż myślałam.
    A anegdota o Brodskim cudna!!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka aż kipi od anegdot i historyjek, nie będziesz zawiedziona.

      Usuń
  4. Och. No to ładnie, mam kolejną książkę do kupienia dla Mamy. Ona jest fanką, zresztą mnie też zaraziła i tak czytałyśmy obie ten "Przekrój". A jak pierwszy raz byłam w Krakowie (albo drugi), to poleciałam na ulicę, gdzie mieściła się redakcja, ot tak, żeby popatrzeć.
    Hm, 40 zł na alledrogo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, chciałabym móc tak łatwo znaleźć prezent dla mojej Mamy (która nie czyta) :)

      Co do ulicy w Krakowie, to poleciałaś pewnie na Reformacką... którą ja do tej pory też kojarzyłam z "Przekrojem". Tymczasem ta pierwsza redakcją była na obecnej ul. Piłsudskiego, blisko Drukarni Narodowej, gdzie tygodnik był drukowany i zgodnie ze stylem pracy Eilego, który nieraz w ostatniej chwili coś zmieniał i sąsiedztwo drukarni było idealne.

      Usuń
    2. No właśnie kompletnie nie pamiętam ulicy, nie pamiętam, jak to wyglądało, pamiętam sam fakt, że byłam na ulicy "przekrojowej" i swoje wzruszenie. Heh. Młode, wzruszone czasopismem dziewczę. I jak tu nie mówić o fenomenie "Przekroju"?

      Usuń
  5. Andrzej Klominek przed wojną uczęszczał do Gimnazjum i Liceum im. Bolesława Chrobrego w Piotrkowie Trybunalskim (absolwent z 1938 r.), współpracował wówczas ze szkolnym pismem "Nasza Przyszłość", Może faktycznie Pan Andrzej żyje, 200 lat! - danwar1979@mail.ru

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jednak już nie :(
      Szukałam, szukałam i znalazłam takie:
      http://www.nekrologi-baza.pl/zlista/169

      Usuń