Niewątpliwie coś musi być na rzeczy, że sięgnęłam po kolejny poradnik na temat minimalizmu. Nadmiar ubrań, książek, papierów musi mi doskwierać, prawda?
I faktycznie doskwiera. Przy czym gdyby podzielić ten nadmiar na dwa podstawowe działy (ubrania/książki) to okaże się, iż ubrań jest za dużo i jednocześnie za mało (czytaj nie mam się w co ubrać), z czego jasno wynika, że po prostu te, które są - nie spełniają moich oczekiwań. Książek z kolei jest za dużo w stosunku do powierzchni mieszkania, ale znowu żadnych pozbywać się nie chcę.
Ale wolnego miejsca w domu chciałabym choć troszeczkę...
Przeczytałam pierwszą część poradnika, zachęcona również tym, że autorka mieszka w blokowym mieszkaniu, jak ja - i poradziła sobie z małą przestrzenią.
W jej wypadku porządkowanie i minimalizowanie nie ograniczyło się tylko do rzeczy, ale przeszło jakby na wyższy poziom. A to oznacza minimalizowanie potrzeb także kulturalnych i duchowych. Wszystko zaczyna się od najważniejszego pytania, które trzeba sobie zadać: czego potrzebuję w życiu, co czyni mnie szczęśliwą. Okazuje się, że najczęściej sami tego o sobie nie wiemy.
Autorka potrzebowała CZASU. Choćby na pielęgnowanie rodzinnych i towarzyskich relacji, odkładanego zawsze na później. Potrzebowała wolniejszego tempa życia. Wymagało to podjęcia bardzo trudnych decyzji - na przykład rezygnacji z etatowej pracy, co, trzeba przyznać, jest swego rodzaju heroizmem 😀 Bo nie chodziło o to, by zamienić 10 godzin pracy w firmie na 10 godzin pracy w domu - chodziło o to, by pracować mniej. A więc zarabiać mniej - ale za to mieć CZAS. Dla siebie i innych.
Niższe zarobki nie stały się problemem, gdy ogarnęła już wcześniej minimalizm w kwestii potrzeb i opanowała dawny zakupoholizm.
Oczywiście to nie jest rozwiązanie dla każdego, nie każdy zresztą mógłby pracować na własny rachunek w swoim zawodzie. Autorka jest tłumaczką i przewodnikiem, więc miała pod tym względem łatwiej (choć i tak wszyscy naokoło się dziwili, że rezygnuje z etatu). Zresztą nie każdy potrzebuje aż takich rozwiązań. Ale generalnie autorka namawia do głębokiego przemyślenia, co chcielibyśmy robić w życiu - i nie odkładać na potem. Ani na weekend, ani na urlop, ani na emeryturę. I podaje jeden charakterystyczny przykład, który wstrząsnął nią osobiście. Był to przypadek jej dentysty, ewidentnie pracoholika. Mieszkał w zabytkowej willi w malowniczej dzielnicy Krakowa, ale do rana do wieczora widział świat tylko przez okno gabinetu w przyziemiu. Nie miał czasu nawet na wakacje. Aż tu nagle znalazł się w szpitalu w śpiączce, a potem zmarł po ciężkiej chorobie. Być może dlatego, że nie umiał zachować równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.
Autorka pisze, że jesteśmy ciągle atakowani milionem bodźców również w sferze kulturalnej, duchowej i że również tutaj przydaje się minimalizm. Wszystkiego nie zobaczymy, nie przeczytamy, nie odsłuchamy. Co prawda Rosjanie twierdzą, że owszem, całej wódki świata nie wypijesz, ale starać się trzeba, jednak Mularczyk uważa, że tego rodzaju starania przynoszą kolejne stresy i rozczarowania (i nie mowa tu o alkoholu). Wygaszanie pragnień, taki jest tytuł jednego z rozdziałów. A z tym tez mam problem. Ciągle przecież powtarzam, że muszę przeczytać swoje książki, zanim umrę, obejrzeć filmy...
To mi się pięknie wstrzeliło w taką sytuację. Po powrocie z Pragi chciałam nadrobić zaległości w ściąganiu audycji z czeskiego radia. I oto ZONK - cóż się okazuje? Czeskie radio zlikwidowało możliwość ściągania ich programów - można już tylko odsłuchać online. Bardzo się wkurzyłam, bo przecież chcę ograniczać siedzenie przed laptopem w domu do minimum, podczas gdy takie ściągnięte nagranie mogę sobie odsłuchać o dowolnej porze.
A potem pomyślałam, że nie ma tego złego... w końcu nagromadziłam już tych nagrań całą furę, to jedyna okazja, żeby wreszcie ich słuchać, a nie zładowywać ciągle nowe 😏
Początek:
Koniec:
Wyd. Black Publishing, Wołowiec 2014, 189 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 29 sierpnia 2021 roku
Stosunek autorki do książek nie jest moim stosunkiem 😜 Mianowicie pozbyła się większości. Zaczęła od tych dla dzieci i młodzieży. No przecież w życiu bym nie wydała! Mnie do tego baaaardzo daleko! Ale tak na początek właśnie sobie myślę - czy te historie literatury i słowniki pisarzy jest sens trzymać? Skoro wszystko jest w internecie?
Byłam u Ojczastego i nie da się ukryć: albo sprzątasz albo się oszczędzasz. Nawet jak usiłujesz doszorować po miesiącu kuchenkę, to pochylasz się do przodu, a nie w pozycji na baczność, tak? Niestety, już wczoraj wieczorem odczułam skutki, a w nocy nie mogłam się ułożyć, żeby nie bolało. Żadnego pucowania w najbliższym czasie!
W Dżendżejowie przed dworcem PKP powstało Centrum Komunikacyjne, jak to szumnie nazwali. Jak widzimy, nie ma to nic wspólnego z minimalizmem. No cóż, pomyślałam, Unia daje - trzeba brać. A' propos, jak tam w Dżendżejowie z LGBT?
Cztery perony dla autobusów, ławki, kosze, zadaszenie, zamykana poczekalnia, WC. Obok parking, 48 miejsc dla rowerów również pod zadaszeniem, znów ławki, zegar słoneczny, kolumienka z płaskorzeźbami... No wypas.
Faktem jest, że kontrast z poprzednim przystankiem autobusowym jest spory 😁No ale.
Powstaje oczywiście pytanie, po co to i dla kogo w kilkunastotysięcznym miasteczku? Zajrzałam do internetów, które powiedziały, że będą stamtąd odjeżdżać autobusy miejskie (chyba 2 linie) oraz przewoźnicy prywatni, którzy gdzieś tam jeżdżą na wioski, pewnie tylko busami. Oczywiście nie mam pojęcia, jaki ruch może być w tym miejscu (nie było żadnego w niedzielne popołudnie około 17.00, ale to normalne, w tygodniu jest inaczej). I również oczywiście ciśnie się na usta przymiotnik przeskalowane.
Z drugiej strony baron Haussmann też miał wizję, która wówczas mogła się wydawać mocno przesadzona (o kosztach nie wspominając). A wyszło na jego. Co prawda córka się mało nie posikała ze śmiechu, że porównuję Dżendżejów do Paryża, ale przecież trzeba równać do najlepszych, n'est-ce pas?
Być może władze miasta zakładają, że ludzie będą wracać do komunikacji publicznej, rezygnując z samochodów. Rzecz jak najbardziej chwalebna, tylko wymagająca czego? No właśnie regularnej komunikacji publicznej, i to nie dwa busy dziennie. Ale małymi kroczkami...
Teraz jeszcze tylko - byłoby dobrze, gdyby ta poczekalnia jednak miała otwarte drzwi, a nie była zakluczona na amen 😁 (no tak, co zrobić z bezdomnymi?) oraz gdyby na drzwiach toalety nie wisiała kartka Nieczynne do odwołania. Bo Centrum Komunikacyjne jest czynne już od miesiąca.