czwartek, 14 listopada 2013

Tiziano Terzani - Powiedział mi wróżbita

Podtytuł: Lądowe podróże po Dalekim Wschodzie

Zamilkłam na trochę... choroba i śmierć w rodzinie... nawet nie mojej, ale czułam się w obowiązku codziennie meldować się na OIOM-ie i potrzymać trochę za rękę czy pogłaskać po głowie Dziadka mojej córki - zwłaszcza, że własna żona takiego obowiązku nie odczuwała i nie pojawiła się ani razu. Wyobrażacie to sobie? I to osoba, poza którą Dziadek świata nie widział. Moja córka znienawidziła ją i teraz chyba dużo pracy będzie mnie kosztowało utemperowanie ich relacji.
Ciężko mi było w tych dniach znaleźć odpowiednią do nastroju lekturę, zresztą czarne myśli i tak nie pozwalały się skupić. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa - pogrzeb pozwolił zamknąć pewien dział, choć i tak nie chce mi się wierzyć, że nigdy już Dziadka nie zobaczę, jedynej sympatycznej osoby w tej rodzinie. Lubiliśmy się. Nigdy się nie dowiem, czy gdy przestano Mu podawać środki nasenne, cokolwiek jeszcze słyszał i czuł...

Lektura Terzianiego właściwie dobrze się wpisała w okoliczności, bo Powiedział mi wróżbita opisuje też pewien koniec, koniec dawnego świata, tego, który jako reporter zdążył jeszcze poznać, a po latach widzi, że wszystko odchodzi w niebyt, że Wschód w coraz bardziej szaleńczym tempie goni za Zachodem, tracąc przy tym bezcenne wartości, a przede wszystkim tożsamość.




Dużo tych peanów z okładki, powstaje pytanie, czy Terzani wart tego. Spotkałam się z negatywnymi ocenami jego książek. A jednak mnie podoba się ten człowiek i jego sposób myślenia. Jego podziw dla przeszłości i dezaprobata dla gonienia za nowoczesnością. Jego szacunek dla tego, czym kiedyś był Wschód, dla obcych religii i zwyczajów. Czy fakt, że czasem szczerze wypowie swoje niezbyt pozytywne zdanie na jakiś temat, deprecjonuje go jako płytkiego i pogardzającego innymi człowieka? Czy musiał się zachwycać każdym z kolejnych wróżbitów, których odwiedzał? To tylko rodzaj profesji - jedni wykonują ją lepiej, inni gorzej. Czy jeśli powiem o kucharzu w odwiedzonej przeze mnie restauracji, że kiepsko gotuje, to już od razu oznacza, że gardzę nim? Czy też tylko wyrażam swoje zdanie na temat jego umiejętności zawodowych? Do czego mam zresztą prawo jako klient?


Początek:
i koniec:


Wyd. ZYSK i S-ka Poznań 2008, 375 stron
Seria NAOKOŁO ŚWIATA
Tytuł oryginalny: Un indovino mi disse
Tłumaczył: Jerzy Łoziński
Z biblioteki na Studenckiej
Przeczytałam 3 listopada 2013


NAJNOWSZE NABYTKI
No musiałam polecieć do ulubionej Księgarni Akademickiej i kupić, skoro już dowiedziałam się z blogów, że wyszło. A nawet zaraz przeczytać ;) o czym w następnym tygodniu.
Przy tej samej bytności na ul. Św. Anny zauważyłam nowy zbiór artykułów na krakowskie tematy Andrzeja Nazara:
Książki Nazara układają się w całą serię, te poprzednie dostępne w Taniej Jatce.
To takie miłe czytadełka, pierwotnie publikowane w Dzienniku Polskim.

23 komentarze:

  1. Żal, że ludzie odchodzą, a szczególnie, gdy to są dobrzy ludzie. Żal również, że bliscy są pozbawieni empatii.
    A książka ciekawie się zapowiada a na dodatek utwierdza mnie w przekonaniu, że Zysk i S-ka to wydawnictwo, które wydaje książki warte przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawiasem mówiąc, paradoksalne jest to, że książkę, w której dużo się mówi o fatalną pogonią Azji za zyskiem, wydaje właśnie ZYSK i S-KA :)

      Usuń
    2. Brzmi to paradoksalnie tym bardziej, że Zysk to nazwisko właściciela wydawnictwa.

      Usuń
    3. Też się niedawno dowiedziałam.

      Usuń
  2. Jestem bardzo ciekawa książki pani Rydlowej! Jakieś dwa lata temu podczas wizyty w Rydlówce miałam okazję ją (panią Marię) poznać i wysłuchać części jej opowieści. Niesamowita kobieta i pewnie książka też wartościowa. Skrobnij słówko jak już ją przeczytasz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wkradły się literówki, więc usunęłam...
    Jeszcze raz:
    Terzaniego czytałam jakiś czas temu, ale inną książkę - podobał mi się jego styl, celne uwagi, język.
    Rydlowej jeszcze nie mam - czekam na ocenę, bo z opisu wynika, że warto się z tą książka "spotkać".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się spodobała, ale ja jestem wyjątkowo łasa na krakowskie (a więc i bronowickie) smaczki. Może nie każdemu przypadnie do gustu.

      Usuń
  5. Memento mori. Zawsze potrzebne zabieganemu człowiekowi...
    Niektórzy mieli jednak piękne życie, aż do samej śmiertci, np. Henryk Markiewicz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie znam okoliczności Jego odchodzenia, więc nie wiem...

      Usuń
  6. Właśnie niecierpliwie wyglądałam Twoich wpisów. Przykro mi bardzo, że przyczyną ciszy były takie smutne okoliczności. Wielkie uściski, mam nadzieję, że już trochę doszłyście do siebie.
    Terzaniego mam w planach, ja z kolei słyszałam sporo dobrego o jego książkach.
    Wspomnienia Rydlowej już kupiłam i bardzo się z tego cieszę, bo zapowiadają się naprawdę smakowicie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za dobre słowo, kobieto :)

      Czyli w najbliższym czasie (bo tuszę, że długo nie wytrzymasz i wkrótce rzucisz się na lekturę) będą co najmniej dwie notki na tematy bronowickie: Twoja i moja. Twoja błyskotliwa, acz solidna, moja w stylu "trzy po trzy" :)

      Usuń
    2. Dzięki za miłe słowa, ale u Ciebie żadnego "trzy po trzy" nie dostrzegam, uwielbiam Twoje recenzje! I nie tylko ja.
      Pani Rydlowa ma sporą konkurencję, ale tez i dużą silę przebicia, więc liczę na to, że nie ugrzęźnie w koleje. :)

      Usuń
    3. Oczywiście miało być "w kolejce". :)

      Usuń
    4. Ha! A ja ostatnio nie stawiam sobie żadnych zadań, więc biorę do czytania, co mi w duszy gra :)

      Usuń
  7. Bardzo wam współczuję . Mój Boże, nie dość tragedii , trzeba jeszcze takiego rozczarowania.
    Książkę p.Rydlowej mieć muszę, bo tak, ale spotkanie z nią było paskudne. Gdyby nie to, że byłam w Rydlówce z córkami, wyszłabym. Może miała gorszy dzień, ale ja też nie najlepszy, ponieważ tak jak wcześniej kochałam Kraków, tak moja miłość nieco ostygła po kilku dniach pobytu tam. Pani Maria była minorowym akordem w dzień wyjazdu.
    Bardzo ciekawe to , co piszesz o Terzanim. Mam go w notatkach i muszę go w końcu lepiej poznać. Co ja bym bez ciebie zrobiła:))) Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się, że moje osobiste zetknięcia z Marią Rydlową też nie były z tych najbardziej udanych, które wspominać się będzie do końca życia :)
      Zdecydowanie lepiej Ją czytać.

      Natomiast strasznie, ale to naprawdę strasznie mi przykro, że Kraków się kiepsko spisał w osobistym zetknięciu... często słyszę, niestety, że krakusy są okropnymi dupkami, uważającymi się za pępek świata. I, helas, sama też miewam takie doświadczenia. Może ci sympatyczni to wszyscy napływowi?
      :)

      Usuń
    2. No pewnie, że napływowi:)))) Magda

      Usuń
  8. Dopadłaś Rydlową! Zazdraszczam.

    Śmierć zawsze boli, niezależnie czy dotyczy rodziny byłej czy obecnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopadłam, nie czekając na żadne oferty typu egzemplarz promocyjny :) musiałam to JUŻ mieć :)

      Usuń