Lektura szkolna do I klasy! Kto w nocy pracuje, żeby nie pracować mógł ktoś?
Otóż maszynista, spikerka radiowa, telegrafista, lekarz, aptekarz, milicjant, monter (torów tramwajowych), hutnik, robotnik przy filtrach i inżynier w elektrowni, strażak no i na końcu piekarz.
Ktoś jeszcze przychodzi Wam do głowy?
Koniec:
Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1987
Ilustracje: Bogusław Orliński
Seria: Poczytaj mi mamo
Przeczytałam 23 maja 2026 roku
Praga, dzień piąty
Prawie prawie się udało. Nie mogę narzekać na ataki kaszlu (owszem, były, ale nie spektakularne). Tylko zmęczenie takie... W planie na pierwszy dzień Open House miałam więc trzy lokalizacje i tylko pierwsza poszła jak miała. Pojechałam z wyprzedzeniem, że niby jeszcze spenetruję okolice, zanim się zacznie (o 10.00), ale okazało się, że nie zdążyłabym jednak, zwłaszcza że pan właściciel, który nas oprowadzał, zobaczywszy, że już jest spora grupka, zaczął kwadrans przed czasem 😁
To był dwór, który odziedziczył po ojcu, który z kolei dostał go w restytucji po 1989 roku i z którego odbudową boryka się lata całe. Mają tam być mieszkania.
Przetuptaliśmy cztery skrzydła po placu budowy, niektórzy (znaczy ja) usiłowali sobie wyobrazić, jakie by to było ich mieszkanie. Z zegarem na przykład.
Z takimi schodami. Mam niejasne wrażenie, że on ten projekt spapugował, ale nie wiem, z kogo/czego.
I na takim strychu. Jak pięknie pachnie jeszcze drewnem! Pomarzyć sobie można. Ale książek pewnie za dużo nie można tam trzymać.
Gdyśmy wyglądali przez okno z zegarem, pan nam zwrócił uwagę na biały walec w oddali. Rodzaj latarni, oświetlał drogę wędrowcom udającym się do Karlsztejnu.
Mój plan obejmował też odszukanie kościoła gdzieś wśród chaszczy okolicznych, właściwie kaplicy, o której wieść niesie, że zaprojektował ją sam Dientzenhofer. Kaplica okazała się zarośnięta drzewami, a od drugiej strony niedostępna z powodu ogrodzenia czegoś tam. Tak że niewiele się nacieszyłam widokami.
Koło kaplicy rosło takie coś i przypomniało mi się z dzieciństwa - chodziło się do gaju po barwinek do ubrania koszyka ze święconym. Ale teraz nie jestem pewna, czy to jest na pewno to samo.
Od przystanku tramwajowego widać było na osiedlu bloków taką konstrukcję. Najpierw pomyślałam, że pewnie pod ziemią biegnie metro i że to jest jakiś wywietracz 😁 Mapa jednakże mówi, że jest to 22-metrowy komin. Komin??? Od kotłowni niby.
A tu taki wynalazek (nie pytajcie, o co chodzi).
Za to brama ładna.
I była 11:34, kiedy JADŁAM OBIAD. No nieźle, nieźle. Ale tak wyszło 🤣 skoro miałam odpocząć przed następną turą Open House. Do 15.00 odpoczywałam, więc w sumie miałam nowe siły, ale ledwo zajrzałam do czatu, okazało się, że do tych dwóch jeszcze wybranych przeze mnie miejsc są kolejki na co najmniej godzinę stania. Dobra rzecz, ten czat w aplikacji.
Poszłam więc gdzie indziej, miało być czekania na 20 minut, podjarałam się, bo przychodzę, w drzwiach stoją dwaj panowie wolontariusze i nikogo. O, myślę sobie, ale się trafiło. A panowie mi pokazują na drugą stronę ulicy, gdzie W CIENIU koczuje kolejka 😁 Jak w cieniu, to może postoję. Stoję więc i czytam sobie Christieovą, a tu podchodzi jeden z tych panów i wręcza mi zalaminowaną kartkę, że na mnie kończy się druga grupa do wejścia i mam ją trzymać. Ci, co za mną, to już kolejne grupy. To się nazywa inżynierskie myślenie jednak! Bo nieraz są przepychanki, ja tu stałem etc. A oni wymyślili. Nawet mnie przyszła jedna pani wyfocić z tą kartkę, bo to takie roztomilé 😂
Czekaliśmy więc, coraz większy tłum ludzi w środku miasta, zatrzymał się jakiś samochód i facet pytał, za czym kolejka ta stoi. Ach kolejkowicze rozwinęli perełki dowcipu 🤣 Cóż, nie każdy słyszał o Open House. A kolejka stała do banku. Będą się przenosić do nowego biurowca, a tu z kolei przeniesie się magistrat, więc zajdą zmiany.
Ciekawe, co magistrat zrobi ze skarbcem w podziemiach (trzy piętra niżej). Oczywiście pozwolili tylko schody zobaczyć.
Ale tacy urzędnicy bankowi to ludzie bez fantazji, gdzieśmy nie zajrzeli, wszystko uporządkowane, żadnych prywatnych szpejów, no jak tak można pracować!
Co innego poniżej...
Uwaga, zgadujemy (zanim przewiniemy) - gdzie jesteśmy?
A w teatrze 😂
Opowieść teatralna i złażenie wszystkich garderób, rekwizytorni, pralni, charakteryzatorni, magazynów kulis, sceny i widowni, "domeczku" czyli sali prób czytanych i tak dalej trwało trzy kwadranse (ale czekanie tylko 10 minut) i na tym pierwszy dzień OH zakończyłam.
Ale jeszcze poszłam do metra, bo przed domem kultury na północy Pragi wystawiali dziś (ponoć po raz pierwszy) mercedesa, w którym został zastrzelony Heydrich. Kolejna rocznica operacji Anthropoid. Z tym to jest trochę jak u nas z Powstaniem Warszawskim, bo to duma narodowa, a z drugiej strony straszne konsekwencje. Byłam tam za pięć szósta i był to ostatni dzwonek...
Ładnie wyklepali 😉
... bo dziesięć minut później zabrali się za wywożenie go, trzęsąc się przy każdym pokonanym centymetrze, zanim auto wjechało do specjalnego dostawczaka. Musi co mercedes, historyczny jakby nie patrzeć, kosztuje spore pieniądze. Panowie w koszulkach z logiem dzielnicy odetchnęli z ulgą, mówiąc, że teraz to już ubezpieczenie przewoźnika, jak by co.
Cała impreza już się zwijała, a wśród przebierańców z epoki II wojny światowej byli i ci panowie, ale to nie żadni przebierańcy akurat, tylko klasyczni Czesi, trampowie z dawnych lat, co nie zamienili swobodnego stroju na garniaki, stali bywalcy hospody 🤣
I wiecie - zaglądam do mapy, bo skoro już tu jestem, to może coś w pobliżu, jakaś rzeźba 4-procentowa czy coś... A tu - knihobudka! I to jak zaopatrzona, cztery pełne półki jak cztery procenty!
Wzięłam trzy sztuki, ale muszę sprawdzić, kto zacz ten McBain, bo może nie warto wozić do domu?
Jeszcze tylko sprawdziłam domofon w pobliżu, Wietnamczyk, Węgier dwa bratanki:
I do domu. A koło domu tak korzystają ze stygnącego dnia:
Zaś w domu...
13.102 kroki = 9,4 km
Jutro kolejny ciężki dzień 🤪





























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz